I Stonoga!

W świecie Harry'ego Pottera. [UWAGA! Dział slash widoczny jedynie dla zarejestrowanych użytkowników]

Moderatorzy: cathyhope, Sweetkawai

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 02 lip 2010, 21:03

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 02 lip 2010, 22:03

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do pzrestraszonego wciąż Marcusa:
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 02 lip 2010, 22:20

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 03 lip 2010, 05:39

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 03 lip 2010, 20:24

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 06 lip 2010, 16:56

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Luelle » 06 lip 2010, 18:03

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 06 lip 2010, 18:28

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 06 lip 2010, 18:31

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 08 lip 2010, 07:31

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!
Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku.
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 08 lip 2010, 12:31

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!
Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 08 lip 2010, 14:27

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!
Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 08 lip 2010, 19:27

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 08 lip 2010, 23:06

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 09 lip 2010, 19:20

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 10 lip 2010, 14:48

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 10 lip 2010, 16:19

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Morwena » 10 lip 2010, 18:06

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 10 lip 2010, 18:57

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Morwena » 10 lip 2010, 20:35

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron