I Stonoga!

W świecie Harry'ego Pottera. [UWAGA! Dział slash widoczny jedynie dla zarejestrowanych użytkowników]

Moderatorzy: cathyhope, Sweetkawai

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 14 lip 2010, 14:31

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 14 lip 2010, 14:38

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Morwena » 14 lip 2010, 14:55

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! 5

Postprzez Draconia Maleficia » 14 lip 2010, 17:59

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 14 lip 2010, 22:02

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Iliana » 14 lip 2010, 22:46

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal.
Obrazek
Avatar użytkownika
Iliana
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 219
Dołączył(a): 22 sie 2009, 23:20

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 14 lip 2010, 22:49

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przede Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 14 lip 2010, 22:51

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przede Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 14 lip 2010, 22:55

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 15 lip 2010, 00:08

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 15 lip 2010, 00:18

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 15 lip 2010, 00:20

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 15 lip 2010, 00:58

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jaak, to bierzecie ślub, przecież to nie możliwe. - zaczął się jąkać Kajusz.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 15 lip 2010, 01:13

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 15 lip 2010, 01:19

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
- A co miałam Ci powiedzieć, skoro nic innego nie skutkowało?
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Puchacz » 15 lip 2010, 01:30

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
- A co miałam Ci powiedzieć, skoro nic innego nie skutkowało?
Kajusz spojrzał w lustro, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o śniadej karnacji, jego długie, ciemnobrązowe włosy były związane czarną gumką, w piwnych oczach widoczna była jego łagodna dusza, westchnął cicho i zapytał spokojnym głosem:
- Czy ty czekasz na księcia z bajki, Minerwo?
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! 5

Postprzez Iliana » 15 lip 2010, 08:24

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
- A co miałam Ci powiedzieć, skoro nic innego nie skutkowało?
Kajusz spojrzał w lustro, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o śniadej karnacji, jego długie, ciemnobrązowe włosy były związane czarną gumką, w piwnych oczach widoczna była jego łagodna dusza, westchnął cicho i zapytał spokojnym głosem:
- Czy ty czekasz na księcia z bajki, Minerwo?
- Ależ skąd! - oburzyła się kobieta. - Ja już swojego księcia znalazłam!
Obrazek
Avatar użytkownika
Iliana
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 219
Dołączył(a): 22 sie 2009, 23:20

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 15 lip 2010, 10:11

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
- A co miałam Ci powiedzieć, skoro nic innego nie skutkowało?
Kajusz spojrzał w lustro, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o śniadej karnacji, jego długie, ciemnobrązowe włosy były związane czarną gumką, w piwnych oczach widoczna była jego łagodna dusza, westchnął cicho i zapytał spokojnym głosem:
- Czy ty czekasz na księcia z bajki, Minerwo?
- Ależ skąd! - oburzyła się kobieta. - Ja już swojego księcia znalazłam!
- Minerwo, co on z tobą zrobił, wcześniej, byś powiedziała, że nie istnieje, książę z bajki.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! 5

Postprzez Iliana » 15 lip 2010, 10:18

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
- A co miałam Ci powiedzieć, skoro nic innego nie skutkowało?
Kajusz spojrzał w lustro, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o śniadej karnacji, jego długie, ciemnobrązowe włosy były związane czarną gumką, w piwnych oczach widoczna była jego łagodna dusza, westchnął cicho i zapytał spokojnym głosem:
- Czy ty czekasz na księcia z bajki, Minerwo?
- Ależ skąd! - oburzyła się kobieta. - Ja już swojego księcia znalazłam!
- Minerwo, co on z tobą zrobił, wcześniej, byś powiedziała, że nie istnieje, książę z bajki.
- Ludzie się zmieniają, Kaj - odpowiedziała, wstając. - A teraz, jeśli pozwolisz, wrócę już do zamku.
Obrazek
Avatar użytkownika
Iliana
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 219
Dołączył(a): 22 sie 2009, 23:20

Re: Stonoga! 5

Postprzez Binia » 15 lip 2010, 10:26

Zebrani spojrzeli z niepokojem na wymierzoną w nich różdżkę, jedynie Snape, przytomnie, prostym zaklęciem odebrał ją Draconowi.
- Severusie, co ty robisz, nie widzisz, że znajdujemy się w niebezpieczeństwie! - wykrzyknął zdziwiony postępowaniem swojego opiekuna młody Ślizgon.
- On też jest chory - powiedział cicho Snape do dyrektora, - musimy zwołać tajną radę, co tu się dzieje?
- Och, ależ Severusie, przecież wszyscy są chorzy, my również, ta choroba to życie, a jakże jest zarazem wielką przygodą... - zaczął mówić dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ja pier... - zaczął, lecz opamiętał się i dokończył - Minerwo, co o tym myślisz?
- Już sama nie wiem, co o tym sądzić, w sumie nie ma sensu wysyłać wszystkich do Munga, jedynie najcięższe przypadki, proponuję ogłosić kwarantannę - powiedziała zamyślona McGonagall.
- Bzdura, na to musi być eliksir, eliksir jest dobry na wszystko - powiedział wyniośle mężczyzna i skierował się do swojego lochu.
- Sev, Sev, Sev, czy ty kiedykolwiek się zmienisz? - pokręciła głową z dezaprobatą Minerwa.

Severus zaczął od przebadania chorych, jednoznacznie stwierdził, że występują u nich urojenia, słyszą dziwne głosy i chcą zabić Pottera oraz ludzi z nim powiązanych. Gdy tylko zebrał te informacje, udał się do swojej biblioteki w poszukiwaniu, jakiegoś eliksiru, który by pomógł. Właśnie w tym momencie do pomieszczenia wkroczył Marcus... i nagle wszystko stało się jasne dla Severusa.
- Drętwota! - krzyknął, po czym odwrócił się i udał się do laboratorium po Veritaserum.
Wydawało mu się, że to wszystko składało się w logiczną całość - eksperymenty Marcusa na Draco, jego dziwne pytania i schadzki z Potterem, o tak, przed Mistrzem Eliksirów nic się nie ukryje.
- A teraz, pani Flint, odpowie mi pan na kilka pytań - powiedział profesor Snape wlewając kilka kropel do buzi Ślizgona.
- Co pan robi?! - wykrzyknął przerażony Harry, śledził profesora, czując, że nie można mu ufać.
- Oj, Harry, Harry, ty też? - zdziwił się opiekun Slytherinu po czym rzucił kolejne zaklęcie oszałamiające. - Marcus, czy jesteś odpowiedzialny za dziwne zachowanie Ronalda Weasley'a? - zapytał ze szczerą ciekawością w głosie.
- Tak - odpowiedział Marcus głosem wypranym z wszelakich uczuć.
- Veni, vidi, vici - skomentował Severus, zdjął zaklęcie z Pottera i kazał mu biec po McGonagall. Ta gdy tylko usłyszała, że się stawić w laboratorium Mistrza Eliksirów, zostawiła wszystkie sprawy, które miała do załatwienia i pobiegła do lochów.
- Spójrz, Minerwo, oto winny całego zajścia - Marcus przyznał, że odpowiada za tą chorobę!
- CO?! Ale... jak to tak... - profesor transmutacji z powodu szoku nie mogła się do końca wysłowić.
- Marcus, czy podałeś Weasley'owi jeden ze swoich eksperymentalnych eliksirów? - zapytał, chcąc dojść do sedna sprawy.
- Nie wiem, po prostu dolałem go do dzbanku z sokiem dyniowym, który stał na stole Gryfonów. - padała odpowiedź z ust Ślizgona.
- Och, nie - załkała McGonagall - ilu uczniów może być zatrutych!
- Minerwo uspokój się, powiedział, że tylko do Gryfonów, to zaledwie 1/4 wszystkich uczniów, gdy tylko zdobędę skład tego co podał to przygotuję odtrutkę, którą wybiją wszyscy twoi podopieczni.
- Przecież to jest zaraźliwe, idę po Albusa....
Severus w tym czasie podał swojemu podopiecznemu antidotum, a Harry'ego odesłał do swoich komnat.
- Co łączy cię z Potterem? - zapytał niby obojętnym tonem, ponieważ nawet przed sobą by nie przyznał, że jest ciekawy... a może nawet zazdrosny?
- A co zazdrosny? - zapytał złośliwie Marcus.
Usta Severusa zacisnęły się w cieniutką linię, z pewnością nie będzie odpowiadał na pytanie tego bachora.
- Cóż sądząc po milczeniu, to chyba nie, więc Harry zostaje tylko dla mnie. - odrzekł złośliwie Ślizgon. - Spodobał mi się ten chłopak, a Draco... - przerwał i zamilkł. Zamilkł, gdyż zobaczył w oczach swojego profesora, wielką chęć zamordowania i obawiał się, że to on będzie ofiarą. Przezornie więc postanowił zamknąć buzię na kłódkę.
- Widzę, że się rozumiemy, czyż nie tak? - zapytał złowieszczo Mistrz Szlabanów i Sarkazmu.
- Oczywiście, ja wolę przystojnych i bystrych... czyli Potter odpada, panie profesorze.
- Czyżbyś podważał, mój wybór, przecież Harry nie jest taki głupi, skoro zmierzył się z Czarnym Panem i to przeżył niejedno krotnie, a te zielone oczęta, też ci się nie podobają?
- Ależ skąd, jakże bym śmiał, po prostu Potter nie jest...w moim typie.
- Mam taką nadzieję, jakkolwiek, to dziwnie brzmi w stosunku do mojej osoby.
Severus łypnął groźnie oczami, po czym zwrócił się do przestraszonego wciąż Marcusa:
- Wracając do twoich eksperymentów, czy możesz wyjaśnić mi jaki był twój cel i dlaczego podałeś go uczniom?
- A uwierzy pan profesor jeśli powiem, że kierowała mną zwykła ciekawość?
- Czyżbyś był ciekawy jak wyglądają cele w Azkabanie, gdybyś kogoś otruł?
- Ja nie wiedziałem... Nie pomyślałem... - w chłopaku nagle coś pękło, i zaczął głośno szlochać.
Severus zamarł na chwilę, zupełnie nie radził sobie z płaczącymi nastolatkami.
- Przestań beczeć - syknął - nienawidzę, gdy mężczyźni się mazgają.
Jednak chłopiec nie przestawał, więc Snape'owi przyszedł mu do głowy tylko jeden pomysł - zaczął wystukiwać sobie rytm i zaśpiewał:

Nie rycz, Ślizgonie, nie rycz,
Ja znam te Wasze numery
Twoje łzy lecą mi na sutannę
Z napisem: King S - Eliksirów Mistrz,
King S - Eliksirów Mistrz;

Ja w swoich lochach mogę robić wszystko,
Wyciągam Gryfy spod opieki mamy
I Krukonow spod opieki taty
Echolokację mam, niczego się nie boję
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Gdy trzeba będzie, ja ciebie otruję
Znam kilka zakleć, mam dobrą osłonę
Śmiertelne zaklęcia ćwiczyłem z Albusem
Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz;

Już ci mówiłem, mały, nie rycz
Mam w sobie dzikość różowej pantery
W tym zamku nie ma Gryfona,
Co by podskoczył na bohatera;

Ja jestem King S - Eliksirów Mistrz!

Marcus natychmiast przestał płakać, jego oczy rozszerzyły się z szoku. Po czym z wrażenie zemdlał i upadł na podłogę z głośnym hukiem. Snape popatrzył na niego ze złośliwym uśmieszkiem.
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i do pokoju wpadł Albus Dumbledore, jego twarz wyrażała wiele emocji. Popatrzył najpierw na Severusa, po czym przeniósł wzrok na leżącego na podłodze Marcusa, potem jeszcze raz na profesora Eliksirów, na ucznia i znów nauczyciela.
- Severusie, ile razy Albus ci mówił, że nie wolno gwałcić uczniów - zaczął dyrektor, jakby przemawiał do małego dziecka, które potłukło szklankę.
- Ależ Dyrektorze, jak go nie zgwałciłem! - wykrzyknął zirytowany Snape.
- Sranie w banie - prychnął Dumbledore, ale uciszył ręką Severusa i mówił dalej; - Wiem, jak uratować uczniów, miłość jest lekarstwem na wszystko!
- Ale o co chodzi... znaczy co z tą miłością, trzeba ich wszystkich zgwałcić? - zapytał zdezorientowany postulatami dyrektora Snape.
- Jeżeli gwałt jest dla ciebie aktem miłości, to wszelkie plotki o tym, że nienawidzisz uczniów są wyssane z... i tu się zastanawiam, z czego - powiedział dyrektor, kręcąc głową.
- To przecież logiczne! - żachnął się Severus, szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, więc dodał dla bezpieczeństwa: - z palca, oczywiście.
- Tak - mruknął Albus, - Severus dwadzieścia jeden palców...

***

Minerwa w tym czasie udała się do swojego gabinetu, by stamtąd powiadomić Radę Nadzorczą o ostatnich wydarzeniach. Jednak nigdy do niego nie dotarła... a w korytarzach Hogwartu roznosiła się dobrze znana melodia "Z archiwum X". Dopiero na drugi dzień zauważono zniknięcie opiekunki Gryffindoru. Z tego powodu odwołano wszystkie lekcje, a uczniowie 6 i 7 roku mogli pomóc w poszukiwaniach zaginionej nauczycielki.
Podczas sprawdzania lochów Dumbledore i Snape rozmawiali cicho o pomyśle Albusa, aby odnaleźć chorym osobom (przede wszystkim Harry'emu, Ronowi, Hermionie, Draco i samemu Severusowi) ich drugą połówkę, co miałoby być doskonałym lekiem.
- No ale w jaki sposób chcesz to zrobić, przecież castingu tu nie zrobisz, mam rację? - na ową wypowiedź Mistrza Eliksirów, dyrektorowi pojawiły się w oczach znane wszystkim wesołe ogniki, których obecność, nie wszystkich raduje.
- Jak ty mnie dobrze znasz, kochany chłopcze - zaczął radośnie dyrektor - choć nie myślałem do końca o nużącej kolejce, tylko o czymś w rodzaju mugolskiej randki w ciemno - powiedział w miarę poważnie.
- Ależ Albusie... ty chyba nie mówisz poważnie? - zająknął się Severus.
- Wierz mi, drogi chłopcze, że mnie w ogóle nie bawi ta sytuacja - powiedział z troską, ale odwrócił głowę słysząc nadlatującą sowę.
- O, chyba Rosmerta przesyła odpowiedź, wybacz Severusie, że pójdę teraz do swojego gabinetu. - powiedział Dumbledore.

***
Minerwa wpatrywała się w dziwnie spokojne morze, latające mewy i złocisty piasek.
- Coś mi tutaj nie pasuje, po pierwsze co to za miejsce, po drugie czemu morze jest takie spokojne i po trzecie, najważniejsze - co ja tutaj robię? - zaczęła mówić do siebie profesor McGonagall.
- Cześć, Minerwo - usłyszała cichy, spokojny głos swojego najlepszego przyjaciela ze studiów.
Przez chwilę stała z otwartą buzią, by potem odwrócić się do swojego rozmówcy.
- Tęskniłaś? - zapytał, wyjmując różdżkę.
- Kajusz, co ty robisz? - spytała profesor transmutacji zdziwionym głosem.
Lecz mężczyzna, uśmiechając się promiennie, odłożył różdżkę (chcąc, aby Minerwa uwierzyła w jego czyste intencje) i zbliżył się, by ją objąć.
- Czekam tu na ciebie, kotku, jak podoba ci się to urocze miejsce? - zapytał delikatnie, ciasno oplatając ramionami... przyjaciółkę.
- Ale co to ma wszystko znaczyć, co ty robisz, po co to?
- Minerwo, zadajesz za dużo pytań, bądź cicho - powiedział, składając na jej skroni delikatny pocałunek.
- Ale jak ty to sobie wszystko wyobrażasz, nie mogę tu teraz być, jestem potrzebna w Hogwarcie! - wykrzyknęła zdenerwowana McGonagall.
- Zastanów się dobrze, skarbie, może to wszystko jest powiązane? - powiedział zbyt spokojnie Kajusz, puszczając Minerwie oczko. Starsza kobieta popatrzyła na niego podejrzliwie, coś tu było coraz bardziej nie w porządku.
- Powiedzmy, że mnie przekonałeś, co dalej?
Mężczyzna uśmiechnął się chytrze, prowadząc nauczycielkę w stronę drewnianej chatki, stojącej nieopodal. Otworzył przed Minerwą drzwi robiąc zapraszający gest ręką. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając pomarańczową poświatą wnętrze domku, Kajusz złapał delikatnie dłoń Minerwy i uśmiechnął się serdecznie.
- Widzisz, tak dawno się nie widzieliśmy, a ty wciąż tak samo piękna jak podczas naszego ostatniego spotkania, aż brak mi słów.
- Wtedy, gdy odpowiedziałam "nie" na twoje oświadczyny...? - zapytała trochę ironicznie.
- Nie, widzieliśmy się później, a właściwie, to ja cię widziałem, jak szłaś pod rękę z Dumbledorem, a tak właściwie, to co Cię z nim łączy?
- Jutro bierzemy ślub, a co - Minerwa uniosła wysoko głowę - zostawiłam frajera dla bohatera... to ta choroba, mnie też dopadła...
- Jak, to bierzecie ślub, przecież to niemożliwe - zaczął się jąkać Kajusz. - Bo przecież... ty już masz męża, tak mówiłaś! - wykrzyknął.
- A co miałam Ci powiedzieć, skoro nic innego nie skutkowało?
Kajusz spojrzał w lustro, był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną o śniadej karnacji, jego długie, ciemnobrązowe włosy były związane czarną gumką, w piwnych oczach widoczna była jego łagodna dusza, westchnął cicho i zapytał spokojnym głosem:
- Czy ty czekasz na księcia z bajki, Minerwo?
- Ależ skąd! - oburzyła się kobieta. - Ja już swojego księcia znalazłam!
- Minerwo, co on z tobą zrobił, wcześniej, byś powiedziała, że nie istnieje, książę z bajki.
- Ludzie się zmieniają, Kaj - odpowiedziała, wstając. - A teraz, jeśli pozwolisz, wrócę już do zamku.
- Ale, Minerwo, zostań, jeszcze chwilę, powspominamy, herbatkę wypijemy. - zaczął prosić Kajusz.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron