[NZ] [T] Odpowiedzialni (Accountable) [3/31]

W świecie Harry'ego Pottera. [UWAGA! Dział slash widoczny jedynie dla zarejestrowanych użytkowników]

Moderatorzy: cathyhope, Sweetkawai

[T] Odpowiedzialni (Accountable) [3/31]

Postprzez Lileen » 15 wrz 2011, 18:33

Zostałam poproszona o wstawienie tego tekstu tutaj, więc oto jestem. Mam nadzieję, że przyjmiecie miło i mnie, i to tłumaczenie. Publikuję je na Forum Mirriel oraz na BLOGU - tam jest więcej rozdziałów. Zapraszam do czytania i komentowania.

Autor tekstu: Lileen
Beta: milairka
Autor oryginału: Dyce
Zgoda: Dyce nie odpowiada
Tytuł oryginału: Accountable
Link do oryginału: http://www.fanfiction.net/s/3245929/1/Accountable
Gatunek: Romans/Dramat
Rating: PG-13
Pairing:
Spoiler: pokaż
Hermiona Granger/Severus Snape


Rozdział 1 - Spowiedź



Jeśli ktoś jest przekonany, że do Hogwartu podczas wakacji nie można się dostać, jest w błędzie. Kominek w domu państwa Granger był już podłączony do sieci Fiuu ? wystarczy słowo, garść proszku, chwila zawrotów głowy i wychodzisz z budynku poczty w Hogsmeade. Potem pozostaje tylko przespacerować się dziarskim krokiem do bram i jesteś na miejscu.
Wrota były otwarte, więc Hermiona prześliznęła się do środka niezauważona nawet przez Hagrida.

Filch dostrzegł ją zaraz po tym, gdy przekroczyła progi Sali Wejściowej.

? A co ty tu robisz, panienko? ? zapytał, wychodząc z cienia i posyłając jej nieprzyjemne spojrzenie. Wokół jego kostek krążyła Pani Norris. ? Nie powinno cię tu być w czasie wakacji. Żadnego ucznia nie powinno tu być.

Hermiona kiwnęła głową, prostując się i próbując wyglądać na pewną siebie.

? Muszę zobaczyć się z profesor McGonagall ? powiedziała spokojnie. ? Coś ma... się pojawić. Sprawa rodzinna. ? Dosłownie. Powstrzymała chęć wybuchnięcia histerycznym śmiechem.
Filch wyglądał na nieprzekonanego.
? Więc pomyślałaś, że wpadniesz, tak?
? Jestem umówiona na spotkanie ? wyjaśniła Hermiona chłodno, podając mu liścik od profesor McGonagall, który nauczycielka wysłała jej w odpowiedzi na prośbę o wizytę. ? Mamy spotkać się o jedenastej.
Filch obrzucił wielki zegar gniewnym spojrzeniem. Dochodziło za pięć jedenasta.
? No dobrze, niech będzie. Chodź ? mruknął, ruszając w drogę.

Kilka minut później Hermiona stanęła przed znajomym gargulcem.

? Carpe Diem ? powiedziała, a gargulec posłusznie odskoczył na bok, odsłaniając spiralne schody. ? Dziękuję, panie Filch ? rzekła z wymuszoną uprzejmością i zaczęła się wspinać po stopniach na górę. Nie zanosiło się na miłą rozmowę, a czas zdawał się pędzić jak oszalały.
Profesor McGonagall czekała przy drzwiach dawnego biura profesora Dumbledore`a. Z jednej strony Hermiona była zadowolona, że nie był już dyrektorem ? rozmowa z byłą opiekunką domu będzie wystarczająco trudna.

? Zapraszam, panno Granger ? powiedziała energicznie, nakazując gestem, aby Hermiona weszła do gabinetu. ? Opowiedz mi zatem o tej pilnej sprawie, która nie mogła poczekać do końca wakacji.

Hermiona weszła do pokoju, a następnie stanęła jak wryta, rozglądając się wokoło. O Boże, chyba już zdążyła zapomnieć, jak tu jest.

? Yyy... pani profesor? ? powiedziała, a z jej gardła wydobył się pisk. ? Czy możemy porozmawiać bardziej prywatnie?
? O czym... ? Profesor McGonagall rozejrzała się po gabinecie pełnym portretów i dokończyła: ? Oczywiście, panno Granger. Proszę za mną.

Dziewczyna przeszła za byłą opiekunką jej domu przez małe drzwiczki ukryte za gobelinem, a potem po wąskich schodach umiejscowionych w ścianie gabinetu. Hermiona podejrzewała, że znalazły się w prywatnych kwaterach dyrektorki. Składał się na nie mały, ale bardzo przytulny pokój z kilkoma regałami, maleńkim kominkiem i ścianami pokrytymi tartanem*.

? Dziękuję, pani profesor ? powiedziała z wdzięcznością. ? Ta rozmowa? może pozostać między nami?
? Oczywiście ? powtórzyła profesor McGonagall, przypatrując się jej z troską. ? Proszę usiąść, panno Granger, i powiedzieć mi, o co chodzi i jak mogę pomóc.

Hermiona usiadła, mnąc w dłoniach chusteczkę.

? To... to osobisty problem ? szepnęła. ? Chodzi o to, że... chcę zostać w Hogwarcie i zdać owutemy... naprawdę... i mam nadzieję, że pozwoli mi pani do nich przystąpić, ale...

Profesor McGonagall zamrugała, siadając w fotelu naprzeciwko.

? Mój Boże, dziewczyno, dlaczego miałabyś do nich nie przystąpić? Jesteś jedną z najbardziej obiecujących czarownic swojego pokolenia, a ja nie ukrywam, że będę bardzo rozczarowana, jeśli zdecydujesz się porzucić szkołę!

Hermiona wbiła wzrok w chusteczkę.

? Chodzi o to... ? Przełknęła ślinę i spojrzała profesor McGonagall prosto w twarz. ? Jestem w ciąży ? powiedziała cicho. ? Właśnie się dowiedziałam.

Profesor McGonagall patrzyła na nią przez dłuższą chwilę z lekko otwartymi ustami.
? O mój... To naprawdę... Moja droga, jak to się stało? ? Jej twarz lekko poróżowiała, kiedy zorientowała się, co właściwie powiedziała. ? Chodzi mi o to w jakich okolicznościach do tego doszło?
Hermiona nerwowo skubała chustkę.

? To było po świętowaniu zwycięstwa ? wyznała cicho. ? Chciałam... zwykle nic piję, ale wtedy była taka okazja i... widocznie ręka mi zadrżała, gdy rzucałam Zaklęcie Antykoncepcyjne.
? Och. ? Profesor McGonagall uśmiechnęła się smutno. ? Po tym całym świętowaniu z pewnością nie jesteś jedyną osobą, której przydarzyło się? coś takiego. Czy twoi rodzice już wiedzą?
? Tak. To znaczy... nigdy nie jest tak, że mogę coś przed nimi ukryć ? a przynajmniej nie na długo ? odpowiedziała Hermiona z równie ponurym uśmiechem. ? Są... no cóż, nie są tym zachwyceni, ale nie potrafią się na mnie gniewać ? wciąż cieszą się z tego, że jeszcze żyję.
? Nie dziwię się im ? wiem, że się o ciebie martwili. ? Profesor McGonagall rozparła się na krześle, marszcząc brwi w zamyśleniu. ? Nie znam się na mugolskich metodach, ale mam nadzieję, że wiesz o naszych, magicznych... Cóż, teraz na pewno nie jest odpowiedni czas na to, aby mieć dziecko i należy podjąć decyzję, czy jesteś gotowa...
? Aborcja? To ma pani na myśli? ? Hermiona potrząsnęła głową. ? Wiem o eliksirach, proszę pani. Mogłabym bez większego trudu uwarzyć którykolwiek z nich. ? Utkwiła wzrok w ogniu, zagryzając wargę. ? Popieram to, ale w teorii. Nie zrobię tego... To nie dla mnie. Nie w tych okolicznościach. Chcę donosić dziecko.
? Cóż, skoro jesteś pewna? Masz jeszcze miesiąc lub dwa zanim decyzja stanie się nieodwołalna ? powiedziała dyrektorka niepewnie. ? Nie myślałaś o adopcji? A może twoi rodzice mogliby się zająć dzieckiem?
Dziewczyna pokręciła głową.

? Nie. Dużo o tym myślałam, profesor McGonagall, i to nie jest... Chcę zdać owutemy. Wiem, że uczennica w ciąży zwykle jest zmuszona opuścić szkołę, ale wiem, że to tylko tradycja, nie ma żadnej konkretnej reguły na ten temat...
? Oczywiście, że możesz zostać ? powiedziała profesor McGonagall bardzo stanowczo i energicznie ? jak zawsze, gdy była czymś głęboko dotknięta lub zdenerwowana. ? W trzecim trymestrze ciąży dostaniesz prywatne dormitorium. Przydzielimy ci też któregoś ze skrzatów do pomocy przy dziecku. Na pewno nie pozbawię cię szansy pisania owutemów... z pewnością sama dobrze wiesz, że dziecko nieco skomplikuje sprawę?
? Tak, pani profesor ? potwierdziła dziewczyna, czując, jak drży jej podbródek. ? Jeśli zdołałam powstrzymać Harry'ego przed dostaniem samych Okropnych z sumów, pogodzę owutemy z wychowywaniem dziecka. Przynajmniej ono nie będzie w stanie uciec tak szybko, jak Harry.

Ku swojemu zdziwieniu, usłyszała chichot.

? Trafna uwaga, panno Granger ? rzekła profesor McGonagall nieco weselej. ? Oczywiście będziesz musiała nieco zmienić swój plan zajęć?
Hermiona kiwnęła głową.

? Będę musiała ograniczyć zielarstwo i obronę ? westchnęła z żalem. ? I wiem, że będę musiała zrezygnować z eliksirów. Nienawidzę czegokolwiek tracić, ale biorąc pod uwagę z jakimi lotnymi substancjami mamy do czynienia na siódmym roku...
? Wszystkie trzy przedmioty są dość ryzykowne, a zwłaszcza eliksiry ? zgodziła się z nią profesorka. ? Porozmawiam z nauczycielami, myślę jednak, że profesor Sprout i profesor Lupin dostosują zajęcia do twoich potrzeb. Co do eliksirów... jeśli chcesz zdać z nich owutemy, profesor Snape być może zgodzi się, abyś pisała tylko prace pisemne, a ćwiczenia praktyczne zaliczyła po porodzie.

Hermiona nerwowo zacisnęła ręce na chustce do nosa.

? Profesor Snape znów będzie nauczał eliksirów? ? spytała, będąc zdumiona spokojnym tonem swojego głosu. ? Profesor Lupin powiedział nam, że znów będzie uczył obrony przed czarną magią, ale nie wiedziałem, że profesor Snape również wraca na starą posadę.
? Tak, teraz, gdy Horacy przeszedł na emeryturę, zgodził się ponownie przyjąć to stanowisko ? potwierdziła profesor McGonagall rzeczowo. ? To naprawdę szczęśliwy zbieg okoliczności? Znalezienie wykwalifikowanego nauczyciela eliksirów równa się znalezieniu igły w stogu siana.
? Szczęśliwy zbieg okoliczności ? powtórzyła dziewczyna. Miała nadzieję, że jej słowa zabrzmiały bardziej szczerze, niż było naprawdę. ? Dziękuję, pani profesor. Obiecuję pani, że będę omijać niebezpieczne substancje oraz klątwy szerokim łukiem i postaram się wypaść jak najlepiej.
? Do tej pory radziłaś sobie w trudnych warunkach, więc teraz na pewno też dasz sobie radę. ? Profesor McGonagall skinęła głową, obrzucając ją przychylnym spojrzeniem. ? Wybacz moje wścibstwo, panno Granger, ale muszę spytać... w jakim stopniu jest w to zaangażowany ojciec dziecka? Wiem, że w tych czasach niewiele osób myśli o małżeństwie, ale?
? Jeszcze o niczym nie wie ? szepnęła Hermiona, wygładzając zmiętą chusteczkę. ? Wątpię, czy w ogóle chce być w to zaangażowany... W cokolwiek, kiedykolwiek.

Ciemne brwi profesor McGonagall uniosły się gwałtownie.

? Mam nadzieję, że jest chociaż odpowiedzialny ? powiedziała ostro. ? Nieplanowane dzieci się zdarzają, ale mimo to ojciec ma pewne obowiązki. Kim on jest?
? Nie mogę powiedzieć ? rzekła, dziwiąc się, że jej głos zabrzmiał tak niewzruszenie. ? Jeśli on nie chce w tym uczestniczyć, ja nie będę go zmuszać.

Brwi profesorki uniosły się jeszcze wyżej.

? Zamierzasz wychować dziecko bez niczyjej pomocy? Panno Granger... Hermiono... To trudne zadanie w normalnych okolicznościach, ale bez niczyjego wsparcia i to w roku owutemów?
? Będę miała wsparcie. Jestem pewna, że mogę liczyć na moich przyjaciół i rodziców, którzy przyjadą tu specjalnie dla mnie. ? Wyprostowała się nieco wyzywająco. ? On w żadnym stopniu nie jest odpowiedzialny za to, co się stało i nie mam zamiaru niczego od niego wymagać.

Profesor McGonagall posłała jej zatroskane spojrzenie.

? Panno Granger, z dość odległej autopsji wiem jednak, że do tanga trzeba dwojga ? stwierdziła ostro. ? Ufam, że nie jesteś tak nieodpowiedzialna, aby angażować się w związek z żonatym mężczyzną.
? Nie, oczywiście, że nie! ? zaperzyła się Hermiona. ? Nigdy nie angażuję się w związek z kimś, kto już jest zajęty!
? Cóż... rozumiem. W takim razie nie widzę problemu ? skoro to jego dziecko, musi to ogłosić publicznie. ? Jej słowa brzmiały jak stal.
? To nie tak... ? wymamrotała Hermiona, spoglądając na swoje ręce. ? Profesor McGonagall, to jest wyłącznie moja wina. Popełniłam błąd, na który żadne słowa nie są dość ostre. Zrobiłam coś, czego się strasznie wstydzę...
? Co...
? Proszę, niech pani pozwoli mi opowiedzieć całą historię. Od początku do końca. ?
Hermiona podniosła głowę i wbiła wzrok w miniaturowe pejzaże zawieszone na ścianie. ? Ja? Na przyjęciu spotkałam kogoś, kto mi się podobał, kogoś, kto mnie pociągał ? żadna tam Sekretna Wielka Miłość czy coś w tym rodzaju. Nie znam go zbyt dobrze, ale lubię go. Wiedziałam, że nie odwzajemniał mojego uczucia ? wątpię, czy w ogóle zauważył, że jestem kobietą. Ale się upiłam i... wpadłam na niego. ? Jej twarz płonęła ze wstydu; opowiadała, przygryzając wargę. ? Wykorzystał mnie, ale nie miałam nic przeciwko temu. Wiedziałam, że w normalnych okolicznościach nigdy by tego nie zrobił. Był o wiele bardziej pijany niż ja. Prawdopodobnie starczyłby jeszcze jeden drink i nawet profesor Trelawney wydałaby mu się atrakcyjna? Wiedziałam, że gdyby był trzeźwy, pewnie byłby przerażony na myśl... spędzenia ze mną nocy. Ale zrobiłam to z nim, ponieważ tego chciałam.
Jej oczy płonęły, a obrazy, które pojawiły się w jej głowie, były coraz bardziej rozmazane.
? Wiedziałam, że nie powinnam...Czuję się dziś okropnie winna... Wykorzystałam go, doprawdy trudno mi teraz uwierzyć, że zrobiłam coś tak nieetycznego.

Obie milczały dłuższą chwilę.

? Rozumiem ? powiedziała wolno Minerwa. ? Chociaż nie mam pojęcia, co powiedzieć. Wiesz, że to było bardzo nieodpowiedzialne z twojej strony.
? Tak, wiem ? przytaknęła Hermiona, a łzy zaczęły spływać po jej policzkach. ? Bardzo mi przykro z tego powodu. Jestem prawie pewna, że on nie pamięta zbyt wiele z tamtej nocy. W przeciwnym razie na pewno bym o tym wiedziała. A więc to ja muszę go poinformować.
? Och, kochanie. ? Profesorka zirytowała się, zdając sobie sprawę, że użyła nieodpowiednich słów. ? Powinnaś mu powiedzieć. Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że nie będzie zachwycony tymi nowinami, prawda? Gdybym była na jego miejscu, wściekłabym się.

Hermiona skinęła głową, ocierając łzy.

? Wcale mu się nie dziwię. Ale ja niczego od niego nie wymagam, chyba że sam by tego chciał. Zawdzięczam mu dziecko i to wystarczy.

? Rozumiem ? przyznała profesor McGonagall i złapała dziewczynę delikatnie za ręce. ? To nie będzie dla ciebie łatwe... Dla maleństwa również, bo nie będzie znało swego ojca, ale popieram twoją decyzję.

Gryfonka ponownie skinęła głową, osuszając oczy.

? Mam zamiar dzisiaj go powiadomić. Dziś jest dla mnie Dzień Informowania Ludzi ? pani dziś rano, następnie ojciec mojego dziecka. Potem wypadałoby powiadomić Harry?ego i całą resztę. Czy... ee... Czy mogłaby pani... powiadomić innych nauczycieli?
? Mogłabym. Załatwię to jeszcze przed pierwszym września ? oznajmiła pokrzepiająco. ? Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, panno Granger, to możesz w każdej chwili przyjść do mnie. Choć nie jestem już twoim opiekunem domu, to zawsze będziesz u mnie mile widziana.
? Dziękuję, pani profesor ? Dziewczyna posłała jej lekki uśmiech. ? Czy mogłaby pani nie przekazywać pozostałym profesorom wszystkich szczegółów? Czy mogłyby one zostać... hmm... naszą tajemnicą?

Profesor McGonagall skinęła głową. Po krótkiej chwili odezwała się ponownie:

? Powiem tylko, że dziecko zostało poczęte po Zwycięskim Balu i choć wiesz, kim jest ojciec, nie chcesz tego ujawnić. To wszystko, co nauczyciele muszą wiedzieć. ? Powiedziawszy to, uśmiechnęła się lekko. ? Chociaż popełniłaś błąd, panno Granger, nie widzę powodu, dla którego miałabym to ogłaszać publicznie, zwłaszcza że bardzo tego żałujesz.
? Dziękuję. ? Hermiona kiwnęła głową. ? Ee... pani profesor? Czy mogłabym zostać jeszcze przez jakiś czas w zamku? Chciałabym poprosić panią Pince o odłożenie dla mnie literatury fachowej na później. I muszę jeszcze odwiedzić panią Pomfrey.

Widząc zdumiony wyraz twarzy starszej kobiety, dodała:

? Potrzebuję jakiegoś sposobu, by uspokoić nerwy, zanim się z nim zobaczę. ? Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się ze smutkiem.
? Oczywiście ? odparła dyrektorka bardzo entuzjastycznie. ? Zawsze jesteś tu mile widziana. Dbaj o siebie, dziecko.

*


? Jesteś pewna, że chcesz zatrzymać dziecko? ? spytała zaniepokojona pani Pomfrey. ? Jest kilka bezpiecznych eliksirów, które mogłyby...
? Wiem, proszę pani ? odpowiedziała Hermiona z największą cierpliwością, na jaką ją było w tym momencie stać. ? Wiem nawet jak je uwarzyć. Ale to nie dla mnie. Znam wszystkie dostępne opcje, ale to nie znaczy, że chcę z nich skorzystać.
? Jesteś jeszcze taka młoda... I jeszcze do tego owutemy na dokładkę... Kiedy to wszystko się skończy, będziesz ledwie żywa.
? Och, wiem, proszę pani ? westchnęła. ? I wszystkich dookoła muszę zapewniać, że to wyłącznie moja decyzja, że znam dostępne opcje, że nie powinnam tego chcieć. Ale ja podjęłam decyzję, gdy już je poznałam i zamierzam jednak wychować to dziecko. Zawsze chciałam je mieć ? po prostu stanie się to trochę szybciej, niż przypuszczałam.
? No cóż, skoro jesteś pewna... ? Pani Pomfrey skinęła głową i posłała w jej stronę pokrzepiający uśmiech. ? Byłaś już u uzdrowiciela, prawda?
? Tak. Razem z mamą poszłyśmy wczoraj do Munga i uzdrowiciel podał mi wszystkie informacje. Ciąża trwa już od pięćdziesięciu pięciu dni, szanse na niewielkie komplikacje zdrowotne wynoszą osiem dziesiątych procenta, prawdopodobieństwo poronienia lub innych poważnych powikłań ? dwie tysięczne procenta. ? Uśmiechnęła się. ? Wie pani, że mugolscy lekarze nie mogą powiedzieć tak dużo, a już na pewno nie na tym etapie?
? No, oczywiście, że nie mogą. Przecież nie używają magii ? odrzekła pani Pomfrey wesoło. ? Planujesz urodzić w Mungu?
Hermiona zamrugała zdziwiona.
? A czy mam jakiś inny wybór?
? Oczywiście, kochanie. Mogę zorganizować z położną uzdrowicielką poród tutaj, w szkole. Nie wiem, jak to jest u mugoli, ale wiele czarownic woli rodzić w zaciszu swego domu. ? Pielęgniarka podeszła do niej i położyła dłoń na jej ramieniu. ? Sama mogłabym odebrać poród, gdyby nie fakt, że ostatnim razem robiłam to zanim ty jeszcze przyszłaś na świat. Nie chcę, żebyśmy obie były kłębkiem nerwów, gdy nadejdzie rozwiązanie.
? Och... ? Hermiona znów poczuła łzy pod powiekami. ? Byłoby wspaniałe. Dziękuję, pani Pomfrey.
? Mów mi Poppy, moja droga ? zaproponowała, przytulając dziewczynę serdecznie. ? Będziemy teraz stale się widywały, więc możesz równie dobrze zacząć zwracać się do mnie po imieniu już teraz.

*



Hermiona wpatrywała się w drzwi od prawie pięciu minut.
Musiała zapukać. Pukanie było nieuniknione. Ta rozmowa była nieunikniona. Powinna po prostu zapukać i mieć to z głowy.
Mogła zrobić to w każdej chwili.
? Panno Granger.
? Ałł! ? Wydała z siebie nieco żenujący okrzyk i podskoczyła na blisko stopę w górę. ? Ja? eee? Profesor Snape! Myślałam, że jest pan u siebie w biurze i właśnie miałam pukać, ale...
? Tak też przypuszczałem. Patrzyłaś na nie takim wzrokiem, jakby chciały pożreć cię żywcem ? rzekł Snape chłodno. ? Co tu robisz? Spodziewałem się jeszcze ośmiu błogo spędzonych dni bez gwaru studenckiej barci.
? Muszę z panem porozmawiać ? powiedziała, kręcąc młynka kciukami. ? Proszę... Czy moglibyśmy? Na osobności. T?to jest bardzo ważne.
Profesor uniósł wysoko brew.
? Niewiarygodne, że masz czelność przychodzić tutaj na tydzień przed rozpoczęciem nowego semestru i prosić o prywatną rozmowę akurat ze mną ? powiedział lodowatym głosem. ? Nie jestem w nastroju, by z panią rozmawiać, panno?
? Profesorze, czy pamięta pan, co robił w nocy po zwycięstwie Zakonu? Po tym, jak Hagrid wyciągnął drugą beczkę brandy? ? spytała rozpaczliwie.
Zamrugał, a jego twarz stężała.
? Dobrze ? powiedział ponuro. ? Ma pani pięć minut, panno Granger. Proponuję zacząć odliczać.
Otworzył drzwi do swojego gabinetu i zaprosił ją do środka, kładąc jej rękę na plecach.
Hermiona odczekała, aż zatrzasnął drzwi i dopiero wtedy spojrzała mu w twarz.
Nie jest dobrze, pomyślała.
? Profesorze...
? Przede wszystkim, nie obchodzi mnie jaka to ważna sprawa kazała ci mnie nachodzić ? rzucił, składając ręce i patrząc na nią krzywo. ? Nie uznaję szantażu, rozumianego tak czy inaczej. Bez względu na to jak wielki kamień dzięki temu spadnie komuś z serca?
? Profesorze Snape, proszę... Przepraszam za najście, ale ja nie chciałam... nie chciałam, żeby to wyglądało jak próba szantażu... Proszę tylko o rozmowę w sprawie przyjęcia.
? Oczywiście. ? Sardoniczna brew uniosła się ponownie. ? Ciekaw jestem, co też tak istotnego wtedy uczyniłem.
Hermiona zarumieniła się i, patrząc na swoje splątane palce, powiedziała:
? Ja... ? zaczęła piskliwym głosem ? ee... to jest ? pan i ja, ekhm... my, razem... no... Jestem pewna, że pan tego nie pamięta, ale?
Kątem oka wychwyciła, że zamarł w bezruchu ? jeśli tak dalej pójdzie, niedługo zamieni się w posąg z kości słoniowej odziany w czerń.
? Panno Granger, to nie jest zabawne.
? Niech pan mi uwierzy, wiem o tym doskonale ? wyszeptała. ? I jest mi naprawdę przykro. Ale... to już się stało. Nie zamierzałam w ogóle panu o tym mówić. Sądziłam, że wolałby pan raczej obliviatować to wspomnienie z pamięci, ale... ekhm... ta noc miała swoje długoterminowe konsekwencje?
Posąg nawet nie drgnął.
? Panno Granger, jeśli to jest jakiś żart... ? syknął, a w jego głosie pojawiła się złośliwość. ? Uważam, że to wielce nieprawdopodobne, a wręcz niemożliwe, żeby między nami do czegokolwiek kiedykolwiek doszło. I zapewniam cię ? nie mam zamiaru brać winy na siebie za twój absurdalny brak odpowiedzialności.
Hermiona z trudem przełknęła ślinę.
? Wcale pana o to nie proszę ? powiedziała cicho, modląc się, by głos jej nie zadrżał. ? Wiem, że nie jest pan zachwycony, widząc mnie tutaj. Nie zamierzam o nic pana prosić albo tego? upubliczniać, jeśli pan tego nie chce. Ale ma pan prawo wiedzieć.
Jej pozorne opanowanie zdawało się wytrącić go z równowagi ? mimo że nadal przypominał lodowy posąg, zmarszczył brwi, podchodząc do biurka.
? Nadal ci nie wierzę ? rzekł zimno. ? Ale możesz opowiedzieć swoją historyjkę, jeśli chcesz.
Dziewczyna skinęła głową.
? Oboje sporo wypiliśmy, ale pan na pewno więcej niż ja ? zaczęła cicho, bojąc się spojrzeć mu w oczy. Zamiast tego wpatrywała się w jego blade palce, tak bardzo kontrastujące z czernią szaty, uderzające w blat biurka. ? To była moja wina. Ja zrobiłam pierwszy krok, choć wiedziałam, że gdyby wcześniej nie wypiłby pan całej kolejki, nigdy by się pan na to nie zgodził. Ale wypił pan, a ja to wykorzystałam. Przykro mi.
Stuk, stuk, stuk ? palce profesora uderzały o drewno.
? Jest ci przykro ? powtórzył, głosem ociekającym ironią. ? Składasz propozycję osobie będącej pod wpływem dużej ilości alkoholu, dobrze wiedząc, że nie przyjęłaby jej na trzeźwo. A do tego wykazujesz się absurdalnym brakiem rozsądku i moralności, nie rzucając nawet Zaklęcia Antykoncepcyjnego. I mówisz, że jest ci przykro... Cóż, to wszystko wyjaśnia.
? Wiem, że nie, proszę pana ? szepnęła, a łzy napłynęły jej do oczu. ? Ale...
? I masz cholerną rację! ? ryknął wściekle i zrobił dwa kroki w jej stronę, na co Hermiona cofnęła się nieco na krześle. ? Gdyby nasze role były odwrócone, gdybym to ja wykorzystał twoją niezdolność do podejmowania decyzji, zostałbym publicznie zhańbiony, a może nawet czekałby mnie proces! A ty śmiesz twierdzić, że jest ci przykro?
? A co według pana mogę jeszcze zrobić? ? spytała żałośnie, patrząc mu w twarz. ? Profesorze, naprawdę przepraszam, wiem, że to, co zrobiłam, jest wysoce naganne i... i jeśli chce mnie pan zhańbić publicznie nie mam nic przeciwko temu. Moje zachowanie było niewybaczalne. Jestem skłonna przyjąć każdą możliwą karę.
Mężczyzna zamarł na chwilę, ponieważ jej słowa zbiły go z tropu. Był przyzwyczajony raczej do wybuchów złości niż cichych przeprosin ? zapewne ciągłe spory z Harrym miały z tym coś wspólnego.
? Nawet jeśli tego nie zrobiłem, obydwoje dobrze wiemy, że pani mali przyjaciele oraz wszyscy zapatrzeni w Pottera idioci wciąż oskarżaliby mnie ? odparł zjadliwie. ? To oczywiste, że wina leży po mojej stronie, chociaż byłem pijany tak bardzo, że z trudem trzymałem się na nogach, bo ? w przeciwieństwie do pani ? jestem dorosłym czarodziejem.
? Był pan ? rzekła cicho, podnosząc zadziornie brodę. ? Chętnie poddam się zaklęciom prawdy albo wypiję Veritaserum, jeśli taka byłaby pana wola. Lub poczekam, aż dziecko się urodzi i wtedy rzucę Zaklęcie Pokrewieństwa na pana i dziecko.
Snape uniósł głowę i rzucił jej zdumione spojrzenie.
? Mogę zaczekać na co? Panno Granger, nie wolno pani tego zrobić! Jeśli nie potrafi pani sporządzić odpowiedniego eliksiru, proszę zostawić to mnie. Muszę tylko usłyszeć w zamian obietnicę, że ta sprawa skończy się raz na zawsze.
Hermiona zacisnęła zęby.
? Mam szczerą nadzieję, że dziś po ostatni raz słyszę o aborcji. Nie zamierzam tego zrobić ? wywarczała. ? O nic pana nie proszę ? jeśli to będzie konieczne, zabiorę tajemnicę pochodzenia dziecka do grobu. Będę wychodzić ze skóry, żeby nigdy więcej nie narzucać panu mojego towarzystwa, ale jednego może pan być pewien: nie pozbędę się mojego dziecka!
Bunt wywołał bunt..., skonkludował Severus, wpatrując się w uczennicę.
? Świetnie ? warknął. ? Jeżeli upierasz się, żeby zatrzymać dziecko, zrób to. Ale pamiętaj: jeśli ktokolwiek kiedykolwiek w wyniku twojej głupoty powiąże je z moim nazwiskiem?
? Nikt się o niczym nie dowie ? powiedziała Hermiona, a jej oczy natychmiast wypełniły się łzami w odpowiedzi na odrazę widoczną na jego twarzy. ? Nie umiem wręcz wyrazić, jak bardzo jest mi przykro. Wiem, że nie powinnam dopuścić do tego, żeby coś takiego miało miejsce i... przepraszam.
Snape przeszył ją wzrokiem.
? Wynocha!
Hermiona uciekła z gabinetu.

*tartan ? materiał w szkocką kratę.
Ostatnio edytowano 14 cze 2012, 17:31 przez Lileen, łącznie edytowano 3 razy
Żyć, nie umierać!
Lileen
 
Posty: 6
Dołączył(a): 14 mar 2011, 19:10

Re: [T] Odpowiedzialni (Accountable) [1/31]

Postprzez Luelle » 19 wrz 2011, 22:29

O. MÓJ. BOŻE.

Własnie cofnęłam się w czasie o jakieś dwa lata, gdy namiętnie zaczytywałam się w Snamione i Accountable, było jednym z moich ulubionych fików. Przeczytałam je w oryginale kilka razy i nie wiedziałam, że ktoś podjął się jego tłumaczenia. Dzięki Ci, cudowna Lileen!
Po pierwszym rozdziale zwykle nie można zbyt wiele napisać, a nie chciałabym spoilerować, więc powiem jedynie, że pierwszy rozdział czytałam z przyjemnością. Masz rękę do tłumaczeń i świetną betę, bo nie rzuciło mi się w oczy nawet najmniejsze potkniecie.
Będziesz, teraz biedna, Kochana, bo gdy tylko pochłonę rozdziały, opublikowane na Twoim blogu możesz być pewna, że będę się domagać kolejnych!
Bardzo Ci dziękuję za to tłumaczenie,
Lu

PS. Nie wiem czy to tylko na moim komputerze, ale link z niewiadomych przyczyn prowadzi do całkiem innego tekstu niż powinien.
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [T] Odpowiedzialni (Accountable) [1/31]

Postprzez Lileen » 24 wrz 2011, 19:38

O, faktycznie prowadzi gdzie indziej, ale skąd ja wzięłam taki adres, skoro nie czytałam tego opowiadania, do którego to prowadzi? Dziękuję za zauważenie tego błędu, już poprawiam.
Żyć, nie umierać!
Lileen
 
Posty: 6
Dołączył(a): 14 mar 2011, 19:10

Re: [T] Odpowiedzialni (Accountable) [1/31]

Postprzez Atma » 25 wrz 2011, 21:27

Uważam, że tłumaczenie jest dobre, początek wciągnął mnie tak bardzo, że nie zauważyłam błędów, możliwe, że ich nie było.
Opowiadanie zapowiada się interesująco, więc przypuszczam, iż wiele osób zainteresuje i mam nadzieję, iż to zainteresowanie pokażą poprzez pozostawanie komentarzy, a nie tylko ciche "obczytywanie" ( czy w ogóle istnieje takie słowo?). Przyznam, że ja osobiście nie lubie tej pary i nie czytam opowiadań w których ona występuje, ale to nie znaczy, że nie doceniam pracy tłumaczy i dobrego tekstu.
Dusza świata
Atma
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 223
Dołączył(a): 11 mar 2009, 21:38

[T] Odpowiedzialni (Accountable) [2/31]

Postprzez Lileen » 11 paź 2011, 15:21

Dziękuję za tak miłe komentarze. Zapraszam na rozdział drugi.


Rozdział 2: Wahanie


? Hermiono, kochanie?
Jane Granger usiadła na łóżku obok córki, kładąc jej nieśmiało rękę na plecach.
Dziewczyna właśnie wróciła z wizyty u ojca dziecka ? kimkolwiek on był ? poinformowała ich spokojnie, że swoje dziecko wychowa sama, poszła na górę i zalała się łzami. Jane taktownie zostawiła ją samą, postanawiając zaczekać, aż pozbiera się do kupy ? nawet kiedy jej córka była małą dziewczynką, wolała płakać w samotności.
? Jak się czujesz?
? Całkowicie wypłakana i lepka.
Hermiona przekręciła się na plecy i popatrzyła na nią żałośnie.
? Nie poszło mi za dobrze ? przyznała.
? To widać.
Słuchając bezsilnych szlochów swojej córki, Jane poprzysięgła sobie, że znajdzie tego mężczyznę kimkolwiek on jest ? w końcu kiedyś to musi wyjść na jaw ? i sprawi, że będzie cierpiał tak mocno jak tylko zrozpaczona matka jest w stanie kogoś skrzywdzić.
? Wiesz, że w każdej chwili możesz nas poprosić o pomoc.
? Wiem, mamo ? powiedziała, wyprostowała się i przytuliła ją najmocniej jak potrafiła. ? Dziękuję. To nie będzie łatwe? przynajmniej w tym wszyscy są zgodni.
? Masz rację, ale posiadanie dziecka nigdy nie jest łatwe, bez względu na okoliczności.
Jane przytuliła ją mocno.
? Poradzisz sobie, kochanie, jestem o tym przekonana.
? Dzięki, mamo ? odpowiedziała i posłała jej niepewny uśmiech, po czym przetarła oczy piąstkami. ? Dobra, a teraz przydałby mi się porządny prysznic. Muszę doprowadzić się do jako takiego wyglądu, a później iść do Nory powiadomić chłopaków. - Skrzywiła się. ? To nie będzie miła rozmowa. ? Westchnęła i zaczęła się podnosić z łóżka.
? Raczej nie? Chcesz, żebyśmy z tobą poszli?
? Dzięki, mamo, ale nie. Chłopcy i tak będą zakłopotani, nawet bez rodziny Rona wypytującej was o życie mugoli. ? Powiedziawszy to, Hermiona uśmiechnęła się krzywo.
? Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Zostanę na obiad, ale nie wrócę późno.
Podeszła do szafy i zaczęła w niej grzebać celem wyłowienia odpowiedniego stroju na czekającą ją rozmowę. Po krótkiej chwili wyciągnęła z niej różową szatę, zmarszczyła brwi i odrzuciła ją na bok.
? To chyba jednak niedługo mi się przyda ? mruknęła ponuro, decydując się na parę w miarę czystych dżinsów i bluzkę. ? Założę je, póki jeszcze na mnie pasują ? wymamrotała i zniknęła za drzwiami od łazienki, uprzednio nimi trzasnąwszy.
Jane w zamyśleniu zeszła do kuchni, gdzie usiadła obok męża wpatrującego się w stojącą przed nim filiżankę herbaty.
? Co z nią? ? spytał, spoglądając na małżonkę.
? Bierze prysznic. Jak się wyszykuje, ma zamiar iść do Nory ? odpowiedziała, siadając obok niego i opierając podbródek na swoich złączonych dłoniach. ? Spytałam, czy chce, żebyśmy z nią poszli, ale odmówiła.
? A ja zaproponowałem nasze towarzystwo w rozmowie z dyrektorką i też odmówiła. Oczywiście bardzo uprzejmie ? powiedział Phillip i otoczył żonę ramieniem. ? Powiedziałem jej, że po zakończeniu roku szkolnego będzie u nas nadal mile widziana, że cieszylibyśmy się, gdyby mieszkała tu z dzieckiem, ale ona oczywiście upiera się przy znalezieniu pracy i jak najszybszej wyprowadzce zaraz po tym, jak tylko zda te fraszki, czy jak to się tam nazywa. *
? Wiem ? przyznała Jane ze smutkiem. ? To wszystko przez wojnę. Hermiona nie pozwoli sobie pomóc ? nawet nie mówi nam, co się dzieje. Wiem, że nie chce nas martwić, ale mniej bym się martwiła, gdybym mogła coś zrobić.
? Nie możesz kłaść wszystkiego na karb wojny ? stwierdził Philip, całując ją delikatnie w czoło. ? Pamiętasz, że kiedy miała sześć lat powiedziała, że nie musisz jej już dłużej odprowadzać do szkoły? Albo kiedy miała jedenaście i chciała sama zrobić pierwsze zakupy do Hogwartu? Nasza córka jest beznadziejnie samodzielna.
? Nie mam pojęcia, gdzie się tego nauczyła ? westchnęła pani Granger, zastanawiając się, czy niezależnością można się zarazić ? a jeśli tak, to gdzie jej córka ją złapała. ? Ostatnio jest zdecydowanie zbyt skryta w sobie.
? Wiem, ale nie martw się, poradzi sobie ? rzekł Philip optymistycznie. ? Jest mądra, a do tego ma wspaniałych przyjaciół, którzy będą ją wspierać.
~*~

Hermiona nie była do końca pewna, co im powie, ale wiedziała jedno: miała cudownych przyjaciół, którzy byli szczerzy do bólu i mieli doświadczenie jeśli chodzi o dziwaczne i tajemnicze spotkania. Być może innych rzeczy nie pojmowali tak szybko, ale wystarczyło, że powiedziała: ?Musimy pogadać na osobności?, a nikt nie zadawał zbędnych pytań.

Dziesięć minut po jej przybyciu ona, Harry, Ron i jego siostra siedzieli już zamknięci w sypialni Ginny. Hermiona siedziała na krańcu łóżka rudowłosej przyjaciółki i wierciła się niespokojnie pod badawczym wzrokiem trójki przyjaciół.
? Więc... jak sobie radzą Fred i George? ? spytała kulawo. ? Interes się kręci?
? Świetnie, jak zawsze. ? Harry, zajmujący drugą połowę łóżka razem z Ginny, wzruszył ramionami i oplótł nimi siedzącą obok niego dziewczynę. ? Ale chyba nie zaciągnęłaś nas tutaj po to, żeby rozmawiać o bliźniakach, co?
? Właściwie to nie ? powiedziała, wzięła poduszkę Ginny i położywszy sobie ją na kolanach, zaczęła z roztargnieniem skubać poszewkę. ? Muszę wam coś powiedzieć, coś ważnego. Tylko nie wiem, od czego zacząć.
? A nie możesz powiedzieć tak prosto z mostu? Wtedy się okaże, czy mogłaś zrobić to taktowniej ? zaproponował Ron, szczerząc zęby w uśmiechu.
Hermiona wzruszyła ramionami i skinęła głową, nie widząc żadnego innego sposobu, w jaki mogłaby przekazać przyjaciołom nowinę.
? Dobra ? zaczęła nieco piskliwie. ? Ja.... ekhm?
Nastała długa cisza.
? Powiedz mi, że się przesłyszałem ? powiedział Harry z niedowierzaniem.
? Nie przesłyszałeś się, Harry ? potwierdziła cichym głosem, zasłaniając się poduszką jak tarczą. ? Jestem w ciąży.
Harry i Ginny spojrzeli oskarżycielsko na Rona, który w identyczny sposób popatrzył na Hermionę.
? Nie jesteśmy razem od Balu ? warknął ze złością.
? Ale byliście ze sobą tak na serio? ? dociekał Harry.
? Nie mam z tym nic wspólnego! ? oburzył się Ron.
? Nie, bo ty w tym czasie obściskiwałeś się z Cynthią Bunworth! ? wykrzyknęła Hermiona i obrzuciła Rona gniewnym spojrzeniem, na co ten oblał się rumieńcem.
? No cóż, trochę się wcześniej posprzeczaliśmy ? mruknął.
? A potem oboje spędziliśmy tę noc z kimś innym i zrobiliśmy głupstwo. Dlatego zerwaliśmy ? wyjaśniła, wpatrując się Rona. ? Na całe szczęście Cynthia nie podziela mojego stanu. Z tego, co słyszałam...
? Ron! ? wykrzyknęła wzburzona Ginny. ? Zdradziłeś Hermionę?
? Ona zrobiła to samo! ? odrzekł defensywnie. ? Zresztą zerwaliśmy następnego dnia rano.
? To dlatego nie chciałem, by zostali parą ? powiedział swobodnie Harry, jednocześnie próbując delikatnie wyjąć Ginny różdżkę z ręki. ? Wiedziałem, że zaczną się kłócić, a wszystko skończy się płaczem i zgrzytaniem zębów.
? Tak, miałeś rację, mistrzu ? warknęła Hermiona, odnotowując ze złością, że jej powieki znów są pełne łez. ? Chciałam jednak zwrócić uwagę na fakt, że ta rozmowa nie miała dotyczyć mnie i Rona.
Chłopcy wyglądali jakby zżerały ich wielkie wyrzuty sumienia. Ginny wyplątała się z objęć Harry?ego i czym prędzej przeturlała się na drugi koniec łóżka, po czym przytuliła się do przyjaciółki.
? No jasne, że nie. Nie przejmuj się, to tylko zwykli męscy szowiniści. Jesteś pewna, że wszystko w porządku?
? Zamierzam utrzymać ciążę i uczyć się do owutemów jednocześnie. Ale to przecież nic takiego, nigdy w życiu nie byłam bardziej szczęśliwa ? zakpiła i pociągnęła nosem, po czym odwzajemniła uścisk. ? Ale jeśli którekolwiek z was chociaż zająknie się o eliksirach, które mogą rozwiązać mój problem, to przysięgam, że nie ręczę za siebie.
? Nawet nam to przez myśl nie przeszło, Hermiono ? zapewnił Harry, mocno zaszokowany. ? Ktoś proponował ci coś takiego?
Dziewczyna spojrzała na niego wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam bazyliszek.
? Mogłabym wam powiedzieć, gdybym chciała ? rzuciła, zżymając się w duchu, że nie naciskał bardziej na tę propozycję, nawet jeśli uważała to za kompletną bzdurę. ? To bardzo wygodne rozwiązanie, ale średniowiecze skończyło się dawno temu.
? Wiem o tym ? odparł Harry pospiesznie. ? Ale ty nigdy byś go nie wybrała. To znaczy, możesz, oczywiście, ale? Znam cię i po prostu nie mieści mi się w głowie, że kiedykolwiek mogłabyś pójść po najmniejszej linii oporu.
Hermionie wyraźnie ulżyło. Zauważyła, że Harry z wiekiem stawał się coraz bardziej spostrzegawczy.
? Tak, to prawda ? przyznała. ? Ale trzymam tę opcję w odwodzie.
? Czyli miałem rację ? rzekł, zadowolony, że udało mu się zapobiec zbędnej kłótni. ? Ale? hm... Hermiono...? ? spytał, rzucając Ginny spojrzenie mówiące ?Ty?zrobisz?to?taktowniej?.
? Harry chciał spytać, kim on jest, jeżeli wykluczyliśmy Rona ? wytłumaczyła. ? No i ja też chciałabym się dowiedzieć... żeby potraktować go upiorogackiem, jeśli nie będzie cię dobrze traktował.
? Cholernie wielkim upiorogackiem ? rozmarzył się Ron.
Hermiona przypomniała sobie o jednej z wielu rzeczy, której nie lubiła w swoim rudowłosym przyjacielu ? jego skłonności do rozwiązywania problemów za pomocą przemocy.
? Powiesz nam, kto to?
Hermiona potrząsnęła głową.
? Nie ma mowy.
? Jeśli nam zabronisz, nic mu nie zrobimy ? obiecał Harry, posyłając Ronowi ostrzegawcze spojrzenie. ? Ale prędzej czy później będziesz musiała nam powiedzieć.
Dziewczyna oparła się o Ginny, która delikatnie ją objęła.
? Raczej później. A nawet wcale ? szepnęła. ? Nie powiem tego tobie ani nikomu innemu. Nigdy.
? Ale?
Ginny zmarszczyła brwi.
? On nie chce tego dziecka, prawda? ? wykrzyknęła oskarżycielsko. ? Tylko dlatego nie chcesz nikomu powiedzieć ? ten palant nie chce ciebie i dziecka!
Harry wyprostował się i krzyknął:
? On co?
? To oczywiste. Skoro on nie chce być w to zamieszany, Hermiona musi trzymać buzię na kłódkę ? wyjaśniła przyjaciołom Ginny.
Posiadanie przyjaciela o zaskakująco lotnym umyśle czasami bywało irytujące. Hermiona pociągnęła nosem i otarła łzy rękawem bluzki.
? No, mniej więcej tak to wygląda. Ale uwierzcie mi, on ma wszelkie powody do tego, żeby przestać się do mnie odzywać do końca życia. Musicie więc przestać myśleć o tym, żeby miotnąć w niego zaklęciem i w ogóle przestańcie mnie molestować pytaniami kim on jest, bo i tak wam nie powiem.
? Ale...
Harry zmarszczył brwi.
? Zamknij się, Ron.
? Ale...
? Harry powiedział, żebyś się zamknął. Ogłuchłeś czy co? ? Ginny poklepała przyjaciółkę przyjacielsko po plecach. ? Postaramy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby ci pomóc ? zapewniła ją Ginny. ? A jeśli ktoś będzie ci dokuczał, to oberwie zaklęciem w zastępstwie niegodziwego tatuśka, dobra?
Ron rozpromienił się na samą myśl o użyciu różdżki przeciw komukolwiek i przytaknął ochoczo, a Harry również poklepał przyjaciółkę po plecach.
? No jasne, że pomożemy ? obiecał. ? Chociaż przy zmianie pieluch ktoś będzie musiał mi pomóc, bo nigdy tego nie robiłem.
? Ja ci pomogę ? odezwała się Hermiona, uśmiechając się do niego i znów czując wilgoć pod powiekami.
Potem wdali się w jakąś poważną dyskusję, co pozwoliło Hermionie choć trochę się zrelaksować.
Harry i Ron może i chwilowo jej odpuścili, ale będzie musiała uważać, żeby nie pisnąć nawet słowa na temat ojca dziecka. W przeciwnym razie zabiją go w tej samej minucie, nie czekając nawet, aż otworzy usta.
~*~

Severus miotał się po swoim gabinecie od wielu godzin.
Początkowo, chodząc po swoim gabinecie i przypominając burzę z piorunami, był na Granger wściekły. Wmawiał sobie, że kłamała i próbowała zrobić z niego durnia. Przecież zapamiętałby, gdyby coś takiego miało miejsce! To spotkanie musiało być krótkie, ale jednocześnie wystarczająco długie, żeby je zapamiętał nawet będąc nietrzeźwym.
Na pewno.
Z drugiej strony, po co miałaby kłamać w takiej sprawie? Gdyby rozpowszechniła tę wiadomość (z pewnością powiedziała Potterowi i Weasleyowi, co było równoznaczne z wykrzyczeniem tego z Wieży Północnej), spotkałby się z powszechną pogardą, większą nawet niż wcześniej ? o ile to w ogóle było możliwe ? ale jej sytuacja wcale nie przedstawiałaby się lepiej. Kto z własnej i nieprzymuszonej woli wszedłby do łóżka Mistrza Eliksirów, Pana?Oczyszonego?Z?Zarzutów?A?Może?Jednak?Zdrajcy? Ta głupia dziewucha od razu straciłaby w oczach rówieśników, o apopleksji Minerwy nie wspominając. Gdyby tak postąpiła, okazałaby się skończoną idiotką, a Hermiona Granger ? pomijając wybór przyjaciół ? idiotką z całą pewnością nie była.
Jeżeli naprawdę spodziewa się dziecka ? skulił się w duchu na samą myśl ? obalenie jego domniemanego ojcostwa byłoby absurdalnie proste. Sama zaproponowała, by rzucił na nią Zaklęcie Prawdy. Nawet mugole są teraz w stanie stwierdzić, czy ktoś jest, czy nie jest ojcem jakiegoś dziecka.
Ale jeśli jakimś cudem to on jest odpowiedzialny za stan dziewczyny, to jakkolwiek niewinnym barankiem byłby tamtej nocy, Minerwa obedrze go ze skóry.
Nie. Nie, to niemożliwe. Nie mógłby przespać się z uczennicą. A zwłaszcza nie z Hermioną Granger. Wprawdzie podczas wojny pracowali razem i nie raz udowodniła, że jest zdolną i inteligentną młodą czarownicą, ale to jej uparte wymachiwanie ręką podczas lekcji nawiedziło go w kilku snach, sprawiając, że oblewał się zimnym potem, bo nie znał prawidłowej odpowiedzi. Mógł określić jej urodę jako interesującą, ale w żadnym wypadku nie emanował z niej nieodparty urok.
To się nie mogło wydarzyć.
To musiał być żart. Tak, to jeden z upokarzających, mało zabawnych i często niebezpiecznych kawałów, które bawiły jedynie Gryfonów. Jeśli to była prawda, musiał przyznać, że czegoś takiego się po niej nie spodziewał ? nigdy nie widział, żeby lubowała się w tych okrutnych żartach, które tak bawiły resztę jej współdomowników.
To by nawet tłumaczyło jej nerwowość i wstyd. Ktoś ją zmusił do wprowadzenia go w zakłopotanie. A może ktoś nawet zmusił go, żeby dał się zwabić w tę kuszącą, miękką pułapkę, żeby chciał zbliżyć się do niej bardziej niż powinien...
Ale z drugiej strony, winę miała wypisaną na twarzy. Dobry Boże, jeśli to była prawda... Roześmiał się głośno pustym śmiechem, rozbawiony absurdem tej sytuacji: on, tłustowłosy dupek, wykorzystywany seksualnie przez własne uczennice! Przynajmniej miała na tyle poczucia przyzwoitości, by wiedzieć, czego może oczekiwać. Nie próbowała zwalać winy na drinki, które wypiła lub twierdzić, że jego brak sprzeciwu spowodowany zamroczeniem alkoholowym wzięła za ?tak?.
Przeprosiła go, jakby to było najgorsze, co ją czekało, jakby oczekiwała żalów nad swoją zhańbioną reputacją... I chociaż na samą myśl o zmuszaniu go do czegokolwiek przechodziły go ciarki, i jakkolwiek denerwujące było to, że jego pamięć nadal nie chciała z nim współpracować, ich krótki stosunek seksualny po pijaku był punktem zwrotnym w jego cokolwiek nudnym, dotychczasowym życiu. Co nie oznaczało, że cała ta sytuacja nie doprowadzała go do białej gorączki, oczywiście, że tak było. Zwłaszcza, że to wszystko wcale się nie wydarzyło.
Gdyby przyjęła jego propozycję uwarzenia eliksiru, mógłby to jeszcze jakoś zrozumieć. Jakaś inna uczennica, nawet ze smykałką do eliksirów, szantażem zmusiłaby go do dostarczenia potrzebnych jej eliksirów, ale oczywiście Granger nigdy by się do czegoś takiego nie posunęła. Ta przeklęta dziewczyna miała talent do sporządzenia mikstur i jeśli udałoby się jej tylko przezwyciężyć obsesję kurczowego trzymania się przepisu, mogłaby starać się nawet o tytuł Mistrza. Nawet ze swoimi obecnymi umiejętnościami potrafiłaby sama uwarzyć odpowiedni wywar.
Oprócz upokorzenia go, co prawda bez świadków ? przecież wtedy nikt ich nawet nie obserwował ? Severus Snape nie był w stanie wymyślić żadnego innego powodu, dla którego Granger mogłaby się posunąć do takiego kłamstwa. Próbował z całych sił, ale miał kompletną pustkę w głowie. Za żadne skarby świata nie uwierzy, że to może być prawda. Nie da zrobić z siebie durnia.
W pewnym momencie uświadomił sobie, że odczuwa rwący ból w kolanach i stopach.
Klnąc pod nosem, usiadł za biurkiem i położył ręce na zimnym drewnie. Spojrzał na zegar i zorientował się, że zamiast pójść na kolację, krążył po swoim gabinecie. Nie żeby jego zaciśnięty w supeł żołądek miał na nią ochotę.
Na Merlina, dlaczego to musiała być właśnie Hermiona Granger?
~*~

Severus podczas śniadania czuł się gorzej niż zwykle. Tej nocy mało spał, a jeśli już udało mu się zdrzemnąć, dręczyły go niejasne, niepokojące sny, w których znajdował się w sali lekcyjnej i nagle uświadamiał sobie, że w każdym kociołku zamiast eliksiru znajduje się dziecko, a Hermiona Granger wybucha zimnym śmiechem i zaciska swoje ręce wokół jego szyi, po czym zamienia się w kota i ucieka.
Cóż, żeby zrozumieć tę część snu, nie potrzeba było sennika.
? Skoro już jesteśmy tu wszyscy, możemy zaczynać ? oznajmiła Minerwa McGonagall, stawiając na stole filiżankę po herbacie.
Serverus stłumił jęk. Albus Dumbledore miał w zwyczaju zwoływać zebrania personelu szkolnego, natomiast Minerwa miała obsesję na punkcie codziennego wydawania im rozkazów przed śniadaniem, gdy byli zbyt niewyspani, żeby protestować. Severus pocieszył się myślą, że to się skończy, zanim uczniowie przyjadą do zamku.
? Dziś mamy bardzo poważny temat do omówienia. ? Położyła przed sobą na stole czerowono?złotą odznakę prefekta. ? W tym roku ktoś zrezygnował z funkcji prefekta.
? Mój Boże, dlaczego? ? spytał Filius Fltwick, wyciągając szyję, żeby popatrzeć na odznakę. ? Czy stało się coś złego?
? Mam nadzieję, że to Weasley ? mruknął Snape, ale jego myśli błądziły w przestworzach. Nagle dotarło do niego, że chyba wie, czyja jest ta plakietka i wcale, ale to wcale mu się to nie podoba.
Minerwa obrzuciła go chłodnym spojrzeniem.
? To Hermiona Granger ? powiedziała ostro. ? Dziewczyna nie będzie w stanie pełnić obowiązków prefekta w tym roku.
? Dlaczego? ? spytała Pomona, wyglądając na kogoś, kto doznał wielkiego szoku. ? Jest chora?
? Niezupełnie. ? Minerwa wzięła głęboki oddech i przygotowała się do wygłoszenia tego, co musiała wygłosić. ? Panna Granger domagała się spotkania ze mną. Była u mnie wczoraj i powiadomiła, że spodziewa się dziecka i poprosiła o zgodę na możliwość uczęszczania na siódmy rok.
Twarz Severusa zamieniła się w chmurę gradową. Zignorował zdumione miny jego kolegów. Tego się nie spodziewał. Oczywiście wiedział, że komuś o tym powie, ale do głowy by mu nie przyszło, iż będzie to McGonagall! Teraz jeszcze przybył mu nowy kłopot: ile wie Minerwa?
? Szkoda by było, gdyby dziewczyna miała nie wrócić do szkoły ? zauważyła Septima Vector, wyglądając na zdenerwowaną. ? Ta dziewczyna ma niezwykły dar do numerologii. Od lat nie spotkałam się z czymś takim! Oczywiście wyraziłaś zgodę, prawda, Minerwo?
? Septimo, nie bądź śmieszna. Oczywiście, że tak ? odpowiedziała szorstko. ? Jest utalentowaną, młodą czarownicą, która poświęca się nauce z prawdziwą pasją. Nie mam zamiaru odmawiać jej możliwości zdawania owutemów, bo zapomniała się podczas świętowania zwycięstwa. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.
? Dobrze postąpiłaś ? stwierdziła Sprout i uśmiechnęła się radośnie. Była kobietą w średnim wieku, która absolutnie uwielbiała dzieci. ? Nie ma żadnego powodu, dla którego nie miałaby kontynuować nauki ? to będzie trudne wyzwanie, oczywiście, ale jestem pewna, że jej się uda. Kto jest ojcem?
To pytanie zdecydowanie było ciekawe, więc wszyscy zwrócili się w stronę Minerwy, która zmarszczyła brwi.
? Niestety, nie wiem. Nie chciała mi powiedzieć. Zdradziła jedynie, że zaraz po spotkaniu ze mną uda się poinformować ojca dziecka o zaistniałej sytuacji. Dziś przysłała list wraz z odznaką, potwierdzający moje przypuszczenia, że ojciec dziecka nie chce wziąć za nie odpowiedzialności oraz że ma swoje powody, dla których nie chce na niego naciskać.
Hooch prychnęła z oburzenia.
? Głupia dziewczyna ? podsumowała, kręcąc głową z dezaprobatą. ? Nie powinna sama wychowywać dziecka.
? Tak, ale taką podjęła decyzję i nic nie możemy zrobić ? ucięła profesor McGonagall. ? Jestem pewna, że miała jakieś ważne powody, dla których postąpiła tak a nie inaczej. Niemniej jednak ciąża wymaga niewielkich zmian w jej dotychczasowym planie zajęć. Oczywiście z numerologią i runami nie będzie większych problemów, ale... Popraw mnie jeśli się mylę, Septimo, ale czy ciąża nie wpływa jakoś na wyliczenia numerologiczne?
? Czasami tak, ale to nie będą wielkie zmiany ? zgodziła się profesor Vector. ? Ostrzegę pannę Granger jeśli zajdzie taka potrzeba.
? Dziękuję, Septimo. Filiusie, jak się ma sprawa z zaklęciami?
? Och, nie sądzę, żeby były jakieś kłopoty ? powiedział wesoło profesor. ? Nie mogę sobie przypomnieć żadnego niebezpiecznego zaklęcia z programu nauczania siódmorocznych. Ale oczywiście będę ją miał na oku.
? Dobrze. Z transmutacją powinna dać sobie radę, ale będzie musiała na razie zrezygnować z przemiany siebie samej.
Minerwa zamierzała uczyć transmutacji dotąd, aż znajdzie nowego nauczyciela. Nie było to łatwe, a dotychczasowy nauczyciel, professor Lewellyn, nie spełniał kryteriów narzuconych przez Minerwę dotyczących nauki po piątej klasie. ? Jeśli chodzi o zielarstwo... Pomono, czy coś może jej zagrażać?
? Nie, raczej nie ? odrzekła po namyśle. ? Na kilku lekcjach nie będzie mogła brać czynnego udziału, ale jeśli będzie robić dokładne notatki, powinna dać sobie radę.
? Doskonale. Remusie?
Lupin, który wyglądał na zmartwionego (poznaczona bliznami twarz pogarszała tylko jego stan), skinął głową.
? Jeśli będzie chciała kontynuować naukę obrony, nie mam żadnych większych zastrzeżeń, chociaż na kilku lekcjach będzie musiała posiedzieć, nie rzucając żadnych zaklęć. Myślę jednak, że dokładne notatki załatwią sprawę.
? Dobrze. ? Minerwa ostro szarpnęła głową i zwróciła swój wzrok na Mistrza Eliksirów, który właśnie przeprowadzał wiwisekcję swojej kiełbaski, wykazując przy tym kompletny brak zainteresowania prowadzoną dyskusją. ? No, a teraz eliksiry. Severusie...
? Nie ma mowy. Musi zrezygnować z dalszej nauki ? powiedział stanowczo.
Flitwick spojrzał na niego z wyrzutem i powiedział:
? Severusie, wszyscy jesteśmy skłonni do pójścia dziewczynie na rękę, na pewno jesteś w stanie zrobić wyjątek dla jednej uczennicy...
? Na trzydzieści cztery mikstury wymagane na siódmym roku, dwadzieścia siedem z nich ? w pewnym momencie procesu warzenia ? jest potencjalnie szkodliwych dla kobiet w ciąży, a wszystkie potencjalne zagrażają życiu, jeśli są niewłaściwie uwarzone ? stwierdził zimno. ? Panna Granger kiedyś musi się nauczyć, że posiadanie dzieci wiąże się z wyrzeczeniami.
? Zaproponowałam pannie Granger ? zaczęła Minewra, obdarzając Severusa spojrzeniem zdolnym zamrozić kubek z parującą herbatą ? żebyś pozwolił jej pisać eseje w zamian za warzenie eliksirów. Takie rozwiązanie chyba byłoby najlepsze. Nadrobiłaby braki w zajęciach praktycznych po porodzie, który będzie miał miejsce ponad miesiąc przed owutemami.
? Miło, że zapytałaś mnie o zdanie ? zadrwił. ? Może już sobie pójdę, skoro wszystko odbywa się bez mojego udziału?
? Chciałam być uprzejma, Severusie ? powiedziała lodowato. ? Praktyka czyni mistrza. Zwłaszcza jeśli chodzi o pannę Granger.
? Świetnie ? warknął Snape, wstając od ledwie napoczętego śniadania. ? Pójdę teraz zmienić cały plan zajęć tak, aby panna Granger mogła kontynuować naukę przedmiotu, do którego nie ma żadnego talentu i ani odrobiny szacunku. Rujnując przy tym tradycje i sens istnienia tej szkoły. ? Odwrócił się i pomaszerował w stronę drzwi.
Niech to wszystko szlag trafi!
Był pewien, że nie będzie narażony na jakikolwiek kontakt z Granger, a przynajmniej nie teraz...
? Severusie! ? Usłyszał za sobą głos Lupina ? nie brzmiał zbyt przyjaźnie. ? Nie mógłbyś być dla Hermiony trochę milszy? W końcu uratowała ci życie.
Miał cholerną rację.
Niech to szlag.

* chodzi o owutemy, z ang. N.E.W.T.s, czyli traszki

<= Rozdział 1: Spowiedź
Ostatnio edytowano 14 cze 2012, 17:28 przez Lileen, łącznie edytowano 1 raz
Żyć, nie umierać!
Lileen
 
Posty: 6
Dołączył(a): 14 mar 2011, 19:10

Re: [T] Odpowiedzialni (Accountable) [2/31]

Postprzez Morwena » 22 lis 2011, 20:20

"Odpowiedzialni" to jeden z nielicznych tekstów, które przeczytałam z własnej woli... po angielsku. O.o
Ja nie czytam po angielsku nic, a nawet NIC, chyba że bezwzględnie muszę. Zresztą jakoś szczególnie dobrze tego języka nie znam, ale mimo to składałam te literki w wersji oryginalnej z prostej przyczyny.
Mianowicie natknęłam się na parę części tłumaczenia, przeczytałam, stwierdziłam, że mi mało i korzystając z wolnej chwili, zaczęłam męczyć się z obcą mową na piśmie. Przynajmniej wiem już, co będzie dalej! Ale postaram się nie spojlerować. Za bardzo.
Przede wszystkim dziwi bardzo "odpowiedzialne" zachowanie Hermiony i kontrastująca z nim już normalna odpowiedzialność i chęć pogodzenia wszystkiego ze wszystkim - nauki, dbania o zdrowie itd. Całe szczęście "dziwi" ma tu sens pozytywny, po prostu jestem pozytywnie nastawiona do tekstu i zwyczajnie zainteresowana.
W pierwszej części najbardziej zdziwiło mnie to, że wszyscy jak jeden mąż w kółko nawracali do usunięcia ciąży. Prawie schemat - współczujące (lub mniej) zdziwienie i eliksir. Swoją drogą akurat nielicznej społeczności czarodziejów powinno zależeć na czymś przeciwnym. :P
Za to ten wygodny realizm nadrabiają idealizmem przyjaciele Hermiony.
Spodziewałem się jeszcze ośmiu błogo spędzonych dni bez gwaru studenckiej barci
"Barć" jest naprawdę urocza w odniesieniu do gwarnego ula, ale czy nie chodziło o "studencką brać"?
Wprawdzie podczas wojny pracowali razem i nie raz udowodniła
"nieraz".
Poza drobniejszymi potknięciami od strony technicznej wszystko jest w porządku. Bardzo przyjemnie się czyta. Cieszę się, że "Odpowiedzialni" są tłumaczeni na język polski. :)
Weny i czasu!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

[T] Odpowiedzialni (Accountable) [3/31]

Postprzez Lileen » 14 cze 2012, 17:26

Witam :) Dziękuję za komentarze, zastanawiam się, czy nie wstawić do końca tych rozdziałów, które mam już gotowe do publikacji na forach literackich? Mam gotowe do 10. rozdziału, co o tym sądzicie? Czekam na odpowiedzi i miłego czytania.
Pozdrawiam,
Lileen
***



Rozdział 3: Podróż do Hogwartu


Przechodząc przez barierkę prowadzącą na peron dziewięć i trzy czwarte, Hermiona poczuła mdłości. Trudno było powiedzieć, czy były spowodowane nerwami, czy też porannymi nudnościami, chociaż ?obydwie odpowiedzi są poprawne? byłoby najprawdopodobniej strzałem w dziesiątkę.
? Jest już za późno, żeby przypadkiem spóźnić się na pociąg, prawda? ? zapytała z nutką melancholii w głosie.
? Tak. No chodź już ? powiedziała Ginny i mocniej ścisnęła jej rękę, próbując dodając jej otuchy. ? Wszystko będzie dobrze.
? Wyglądasz trochę blado, kochaniutka ? orzekła Molly Weasley, obrzucając ją krytycznym spojrzeniem. ? Masz nudności? Wzięłaś ze sobą krakersy?
Hermiona skinęła głową i uśmiechnęła się ponuro.
? Tak. Mam też butelkę wody i kilka plastikowych torebek na wszelki wypadek. Chciałabym jak najdłużej utrzymać szkołę w błogiej nieświadomości mojego stanu, ale już wiem, że to się nie uda. Nie będę chodzić na eliksiry i będę musiała przesiedzieć większość zajęć z obrony i zielarstwa. Chciałabym przełożyć te wszystkie podejrzliwe spojrzenia i całe to zamieszanie chociaż o parę dni...
? Nie dziwię ci się ? przyznała Ginny, krzywiąc się. ? Ale wiesz, jeżeli chcesz, w każdej chwili możesz odzyskać swoją odznakę prefekta. Nikt nie ośmieli się narazić prefektowi ? przypomniała jej przyjaciółka.
Hermiona potrząsnęła głową i powiedziała:
? Nauczyciele mają już przeze mnie dość kłopotów. Muszę po prostu jakoś dać sobie z tym radę.
? Ginny! Hermiono! ? Obróciły się i zobaczyły Harry'ego machającego do nich z okna pociągu. ? Chodźcie, zajęliśmy nam przedział!
Ginny odmachała mu i krzyknęła:
? Już idziemy! Powiedz chłopakom, żeby pomogli nam wnieść kufry!
Ginny już dawno odkryła, że z jej braci mogą być nieźli pomagierzy i jawnie to wykorzystywała. Fred miał zająć się bagażami dziewczyn, a jego siostra miała za zadanie ubezpieczać Hermionę. George natomiast został w sklepie i pilnował interesu.
? Fred, przestań oglądać się za dziewczynami i pomóż nam z bagażami!
Ignorując mamrotanie Freda, Ginny rozpromieniła się na widok nadchodzącego Neville?a i pomachała mu.
? Cześć, Neville! Chodź, idziemy właśnie do Harry'ego. Zajął nam przedział.
? Dzięki, Ginny! ? Neville odmachał jej i uśmiechnął się radośnie. ? Pomóc wam w czymś?
Bliźniak natychmiast podał mu jeden z kufrów.
? Tylko uważaj na schodach, możesz poczuć lekkie zawroty głowy ? napomniała ją surowo Molly, wyraźnie próbując jednak zapunktować u Hermiony. Była przerażona tym, że Hermiona miała zamiar sama wychować dziecko, ale starała się ją wspierać mimo wszystko.
? I nie jedz tłustych potraw, bo mdłości będą większe. I dużo odpoczywaj ? na początku będziesz się łatwo męczyć.
? Będę ostrożna ? odpowiedziała Hermiona z uśmiechem. ? Zresztą pani Pomfrey dała mi już mnóstwo wskazówek, choć i tak będę musiała przychodzić do niej na cotygodniowe kontrole. Z pielęgniarką pod ręką na pewno dam sobie radę.
? Na pewno, kochaniutka... i nie wstydź się prosić o jakiekolwiek eliksiry ? przypomniała jej stanowczo pani Weasley. ? Jest wiele mikstur, które mogą ci pomóc, ale nie tylko na mdłości, na różne rodzaje obrzęków kostek też, chociaż najlepiej skutkują, kiedy podaje się je jak najwcześniej.
? Nie będę się wstydzić ? zapewniła ją Hermiona, uśmiechając się smutno. ? Nienawidzę czuć się niekomfortowo. Niech się pani nie martwi, nie zamierzam się poświęcać i cierpieć w milczeniu.
? To dobrze. Koniecznie musisz do mnie pisać jak sobie radzisz ? poprosiła ją pani Weasley łamiącym się głosem, po czym zwróciła się do córki: ? Ginny, miej na nią oko. I pilnuj, żeby zdrowo jadła.
Ginny skinęła głową i uśmiechnęła się do matki.
? Nie martw się, mamo, zaopiekuję się nią ? przyrzekła i uścisnęła ją krótko. ? Idź pożegnać się z Ronusiem. Wygląda na to, że ma zamiar udusić Freda.
? Och, słodki Merlinie... ? Pani Weasley czym prędzej ruszyła zapobiec rozlewowi krwi.
Ron, który w końcu zdał sobie sprawę z tego, że jest większy od bliźniaków, postanowił odwdzięczyć się im za jakże miłe traktowanie go w poprzednich latach.
? Może odzyskanie odznaki to jednak nie taki zły pomysł ? westchnęła Hermiona. ? To wprost niesamowite, jak zaledwie półcalowy kawałek kwadratowego metalu podnosi autorytet.
Na to wyznanie rudowłosa uśmiechnęła się szeroko, przypomniawszy sobie wszystkie kłótnie Weasleyów, którym wtedy zapobiegła ? wtedy jeszcze ? pani prefekt, i pociągnęła ją za sobą do pociągu.
? Wszystko będzie dobrze ? pocieszyła ją Ginny, ciągnąc ją obok kłócących się braci do wagonu. ? Chodź. Im szybciej będziemy w środku, tym mniej osób będziesz musiała oglądać.
Hermiona ruszyła za nią bez słowa, postanawiając nie zaszczycić wagonu dla prefektów nawet jednym spojrzeniem. Musiała się pogodzić z tym, że już nigdy do niego nie wsiądzie.
Gdy tylko weszła do przedziału, Harry obdarzył ją pokrzepiającym uśmiechem. Neville tymczasem troskliwie chował Teodorę do kieszeni .
? Hej, Neville ? przywitała się. Przynajmniej on jeden nie będzie sądził mnie po pozorach. Nagle poczuła do niego gwałtowny przypływ sympatii. ? Ręka już się zagoiła, prawda?
? Mniej więcej. ? Na potwierdzenie swych słów odwinął rękaw i ją odsłonił. Zewnętrzna strona była bardzo wyraźnie poznaczona fioletowymi bliznami, a serdeczny palec stracił górny staw, ale reszta wyglądała na nietkniętą. ? Częściowo straciłem czucie w ręce, ale nadal mogę nią ruszać. Ale babcia musiała mi kupić nową różdżkę.
? Wygląda na to, że jest o wiele lepiej ? stwierdziła Hermiona z uśmiechem. ? Co powiedział pan Ollivander, kiedy ponownie zawitałeś w jego progi?
? Żebym uważał ? odpowiedział, uśmiechając się nieśmiało.
? Taaa. Ale gdybyś jeszcze kiedyś był zmuszony ratować moją dziewczynę, nie wahaj się poświęcić różdżki ? powiedział Harry, pomagając Krzywołapkowi wleźć na jedną z półek. Kot natychmiast zwinął się w pomarańczową kulę futra, a Hermiona z westchnieniem rzuciła na niego łagodny czar słodkiego snu, żeby przestał się wiercić i mruczeć. ? Mogę kupić ci nawet tuzin różdżek, jeśli chcesz.
Ginny, która wychylała się przez drzwi przedziału, obserwując, co dzieje się na korytarzu, nagle je zatrzasnęła i skrzywiła się.
? Znów ta głupia krowa ? mruknęła pod nosem i opadła na miejsce obok Hermiony.
? O kim mówisz? ? spytał Harry, natychmiast przysiadając się do swojej dziewczyny.
? McGonagall zdecydowała, że Lavender Brown będzie prefektem zastępującym Hermionę ? oznajmiła zgryźliwie. ? Właśnie widziałam, jak się głupawo uśmiecha.
? Cudownie. ? Ze wszystkich ludzi w Hogwarcie to musiała być akurat Lavender Brown. Hermiona zaczęła wyglądać przez okno, krzywiąc się. Ona i Lavender nigdy nie były serdecznymi przyjaciółkami, a po tym jak Ron z nią zerwał, atmosferę panującą w dormitorium można było wręcz kroić nożem.
? Może by tak pozbawić ją tych ślicznych włosów, gdyby próbowała jakichś sztuczek? ? zaproponowała Ginny mściwie. ? Albo zafundować jej wysypkę?
Harry wyszczerzył się w kierunku Neville?a.
? Czyż ona nie jest słodka? ? zapytał rozmarzony. ? Taka miła i delikatna, a do tego kiedy trzeba przemienia się w tygrysa, gotowego bronić przyjaciół. Naprawdę lubię takie miłe, staromodne dziewczyny.
? Spuszczę ci miły, staromodny łomot jeśli natychmiast się nie zamkniesz ? powiedziała z dezaprobatą, chociaż wyglądała na mile połechtaną. ? Przynajmniej nie musimy się o nią martwić, skoro zawsze będę w pobliżu. Ron jest już w pociągu?
? Właśnie idzie do wagonu dla prefektów ? odpowiedział jej Harry, wyglądając przez okno. ? Nie ucieszy się na jej widok, co nie?
? Zasłużył sobie na to, bo kiedyś wybrał ją zamiast ciebie ? mruknęła Ginny, ściskając ręce przyjaciółki nieco mocniej.
Neville wyglądał na nieco zagubionego.
? Hermiono, dlaczego właściwie nie jesteś prefektem w tym roku? Chyba nie dlatego, że zamierzasz poświęcić cały swój czas nauce do owutemów?
? Między innymi ? odparła dziewczyna, ponownie się uśmiechając. Chłopak był naprawdę bardzo uroczy. ? Ten rok będzie dla mnie pracowity nawet bez obowiązków prefekta. Chodzi o owutemy, ale nie tylko... uhm... Jestem w ciąży.
Nevile?owi opadła szczęka.
? Coo? I nie rzucasz szkoły?
? Cóż, najwyżej przegapiłaby egzaminy, czyż nie? ? powiedziała Luna, wchodząc przez otwarte drzwi do przedziału i siadając obok Neville?a. ? Witajcie, Hermiono, Ginny, Harry i Neville.
? Cześć, Luno ? odrzekli unisono, a Hermiona uśmiechnęła się szeroko. Tak, zdecydowanie lubiła Lunę za jej tolerancyjne podejście do życia.
? Nie, nie opuszczę egzaminów. Już uzgodniłam wszystko z nauczycielami i nie powinno być problemów.
? Aha. To dobrze. ? Luna uśmiechnęła się marzycielsko i dodała: ? Wyglądasz trochę blado. Masz poranne mdłości?
? Nie jestem pewna, być może to zwykłe nerwy ? odpowiedziała i uśmiechnęła się smutno.
? Mam kilka kandyzowanych korzeni imbirowych, jeśli chcesz. ? Wyglądało na to, że Lunie zdarzają się jednak przebłyski rozsądku. ? Jest całkiem niezły na mdłości.
Neville spojrzał na nią wyraźnie oszołomiony.
? Uhm... Hermiono, nie chcę być wścibski, czy coś, ale... ? zaczął niepewnie ? kto jest... ee... kto jest ojcem? ? dokończył, patrząc wymownie w kierunku jej brzucha.
? Nikt ? powiedziała stanowczo. ? Nikt ważny.
Neville spłonął rumieńcem.
? Jasne, nie ma sprawy ? mruknął i pospiesznie wycofał się w kąt.
Pociąg zagwizdał i Ginny poprzez Harry?ego wychyliła się przez okno, żeby ostatni raz pomachać rodzinie.
? Pa, mamo! ? krzyknęła, gdy pociąg już zaczął ruszać. ? Pa, Fred! Powiedz George?owi, żeby nie zapomniał wysłać mi przysmaków dla Arnolda!
? Nie ma sprawy! ? odkrzyknął jej brat. ? Do zobaczenia w Boże Narodzenie!
Hermiona rozparła się na swoim miejscu.
Cóż, dowiedziały się jeszcze dwie osoby. Pozostaje tylko jakieś siedemset.
Niestety, nie było jej dane długo cieszyć się spokojem. Po jakiejś godzinie pojawiła się Lavender, uśmiechając się z samozadowoleniem, a za nią kulił się wyraźnie przerażony prefekt z piątego roku ubrany w szkolne szaty.
? Cześć, Harry! Cześć, Hermiono! ? powiedziała Lavender słodkim głosikiem. ? Jak się macie?
? Świetnie ? odpowiedział Harry, nieznacznie osuwając się na swoim miejscu. Było jasne, że dziewczyna nadal go krępowała.
? Całkiem dobrze, dzięki ? odrzekła Hermiona równie słodko. ? A ty? Czy... ee... miałaś udane wakacje? ? Podczas gdy my ryzykowaliśmy życie i zdrowie, żeby ocalić czarodziejski świat, ty mała, zadowolona z siebie krowo...
? Dziękuję, dobrze ? odrzekła głosem równie słodkim, co poprzednio, chociaż dało się w nim wyczuć nutkę sarkazmu. ? Bawiłam u Juliana Spragga, ukończył szkołę w zeszłym roku. I byłam taka zaskoczona, kiedy w zeszłym tygodniu dostałam sowę, że zastąpię cię na stanowisku prefekta! Jak to się stało, że straciłaś odznakę?
? Nie straciłam jej. Oddałam ją ? wyjaśniła, składając ręce na kolanach. ? W tym roku będę zbyt zajęta, żeby być prefektem.
? Zbyt zajęta? ? spytała z niedowierzaniem. ? Żeby być prefektem? A co takiego będziesz robić?
? Nie sądzę, żeby to była twoja sprawa, Lavender. ? Ku zaskoczeniu wszystkich autorem tych słów był... Neville. Wszyscy na niego spojrzeli, a on tymczasem poprawił się na swoim miejscu i posłał Lavender groźne spojrzenie. ? Nie masz teraz przypadkiem patrolu czy coś?
Dziewczyna opuściła przedział, wyraźnie zmieszana. Neville nigdy wcześniej nie był wobec niej nieuprzejmy ? a właściwie nigdy nie był nieuprzejmy dla nikogo ? przynajmniej z tego, co słyszała.
Hermiona uśmiechnęła się i wycisnęła szybkiego buziaka na policzku swojego wybawcy.
? Dziękuję za wstawienie się za mną ? powiedziała z sympatią, podczas gdy twarz Neville?a przybrała kolor wściekłego różu. ? I tak wszyscy niedługo się dowiedzą, ale tej jednej rozmowy wolałabym jednak uniknąć.
Neville wymamrotał coś o tym, że chciał tylko pomóc. Luna obdarzyła go uśmiechem.
? To był bardzo miły gest z twojej strony ? stwierdziła poważnie. ? Lavender nie znosi Hermiony. Jestem pewna, że chciała powiedzieć coś niegrzecznego.
? Prawdopodobnie masz rację. ? Ginny zerknęła na przyjaciółkę, która wciąż była mocno zdenerwowana i pospiesznie zmieniła temat. ? Ciekawi mnie, co zrobiłaś z nogą, Luno. Jest nowa?
Pytana podciągnęła skraj szaty, ukazując wszystkim zaczarowaną protezę prawej nogi, która kończyła się tuż nad kolanem. Przedtem wyglądała dość zwyczajnie, jak noga zdjęta z wielkiej marionetki, natomiast teraz była pomalowana na brokatowy fiolet i ozdobiona przyklejonymi do niej szklanymi koralikami.
? Tak, przystroiłam ją do szkoły ? powiedziała z dumą. ? Niebieskie koraliki mają odwrócić uwagę Złego Oka.
Cóż. Luna zawsze pozostawała Luną. Hermiona była zmuszona przez minutę podziwiać krajobrazy za oknem, zanim odzyskała nad sobą panowanie. (Ciąża sprawiała, że coraz częściej przypominała odbezpieczony granat, który może wybuchnąć lada chwila.) Tak wielu ludzi zostało zranionych podczas wojny, że rozmowa z Luną o jej protetycznej nodze czy z Nevillem o jego bliznach wydawała się jej przerażająco normalna. Czuła się przez wojnę potraktowana niesprawiedliwie ? nie miała nawet jednej blizny.
Cóż, może i wojna nie pozostawiła na niej żadnych trwałych zmian, czego z całą pewnością nie można było powiedzieć o Balu. Cóż za ironia.
Niedługo potem Ron powrócił z patrolu, wpadł do przedziału i rzucił się na wolne miejsce naprzeciwko Luny.
? Wiecie, że Lavender jest prefektem? ? rzucił pytanie w przestrzeń. ? Ma twoją odznakę, Hermiono.
? Tak, wiemy. Była tu, żeby się trochę ponapawać własnym szczęściem ? rzekł Harry znad planszy do szachów czarodziejów, w które grał z Ginny, i ponosił właśnie sromotną klęskę. ? Neville powiedział jej, żeby spadała.
Ron spojrzał na niego z zaskoczeniem.
? Nie wierzę ? powiedział, wyraźnie będąc pod wrażeniem jego wyczynu.
? To nie do końca było tak ? wyjaśnił Neville nieśmiało. ? Powiedziałem, że to nie jej sprawa, dlaczego Hermiona zrezygnowała z bycia prefektem i uprzejmie przypomniałem o obowiązku patrolowania.
? Niegrzeczny chłopiec ? powiedziała Ginny z dumą.
Ron się wyszczerzył.
? Dobra robota, Neville ? pochwalił go i rozwalił się na swoim miejscu. ? Dużo osób zadaje pytania ? powiedział do Hermiony, marszcząc brwi. ? Nie wiedziałem, co mam im odpowiedzieć, więc wszystkim powiedziałem to samo: że to twoja sprawa i jeśli chcą, niech ciebie spytają.
Hermiona westchnęła i skinęła głową.
? Może po prostu powinnam poszukać Lavender i powiedzieć jej prawdę ? rzekła kwaśno. ? Wtedy oszczędzę sobie rozmów z całą resztą.
Ron uśmiechnął się do niej.
? Jeśli chcesz pobić rekord szybkości w przesyłaniu danych, zrób to.
? Zatrzymaj to dla siebie tak długo, jak to tylko możliwe ? odezwał się Harry, posyłając jej troskliwe spojrzenie. ? Chyba że spieszy ci się do tego, żeby ludzie się na ciebie gapili i zadawali miliony pytań. Co i tak będzie miało miejsce po kolacji.
Dziewczyna przytaknęła. Przypomniała sobie, co się działo po artykule Rity Skeeter, w którym dziennikarka nazwała ją jedną z łamiących serc zdzir. Teraz ten zarzut nie byłby bezpodstawny, co nie oznaczało, że łatwiej byłoby jej to znieść.
? Okej. Luno, zagramy w szachy? Mam swój zestaw. ? Widząc nadąsaną minę Rona, uśmiechnęła się i dodała: ? Nie, Ron, ty nie grasz. Zawsze wygrywasz. A do tego okropnie się puszysz.
Chłopak, mile połechtany komplementem, wdał się z Nevillem w długą dyskusję o drużynach quidditcha. Pogaduszki przerwało dopiero pojawienie się wózka ze smakołykami. Hermiona wyciągnęła swój lunch ? dieta miała duże znaczenie w jej stanie ? ale chłopcy jak zwykle opychali się słodyczami.
Hermiona pociągnęła nosem. Nagle znikąd pojawił się dziwny zapach. Powietrze pachniało jak rozkładające się coś, a żołądek natychmiast skręcił się w proteście.
? Na brodę Merlina, co to za zapach? ? spytała, rozglądając się po przedziale.
Ron przełknął ogromny kęs dyniowego pasztecika i posłał jej zdziwione spojrzenie, po czym zapytał:
? Ja nic nie czuję... Chyba że chodzi ci o paszteciki. Chcesz jednego? Mamy ich mnóstwo.
Przyjaciel wyciągnął w jej stronę pasztecika.
Słodkawy zapach dyni, który do tej pory nigdy zdawał się jej nie przeszkadzać, nagle zamienił się w okropną woń zgniłego mięsa. Chcąc jak najszybciej zaczerpnąć świeżego powietrza, szybko zasłoniła dłonią usta i wypadła z przedziału, depcząc przy okazji stopy swoich przyjaciół.
? Wszystko w porządku? ? spytała Ginny, wychodząc za nią z przedziału. ? Co ci jest?
? Wrażliwość na zapachy jest normalna w pierwszym trymestrze ? odparła słabo, wciągając z ulgą świeże powietrze głęboko do płuc. ? Oczywiście dynia nie powinna... Och, nie... Chyba zaraz zwrócę śniadanie...
? Ooch, współczuję. Mama nie mogła znieść zapachu krwistych steków, gdy była w ciąży, a miała na nie zachcianki. Bill mówił, że zmuszała tatę, żeby przygotowywał je dla niej i ukrywał, aż była gotowa je zjeść.
Hermiona przytaknęła w zamyśleniu.
? To ma sens. ? Wystawiła głowę przez okno, kładąc ręce na brzuchu. ? Uff... Nic mi nie będzie, tylko pilnuj, żeby drzwi były zamknięte i powiedz im, żeby jedli szybciej, ok?
? Nawet rozszalały hipogryf nie zmusiłby Rona, żeby jadł powoli. ? Uśmiechnęła się, poklepała przyjaciółkę po ramieniu i zniknęła za drzwiami do przedziału. ? To przez paszteciki ? oznajmiła, a potem drzwi zostały zamknięte i Hermiona nie usłyszała już niczego więcej.
Wzięła jeszcze parę głębokich wdechów i poczuła się znacznie lepiej. Tutaj już prawie nie czuła tego okropnego dyniowego zapachu, a do tego mieszał się z wonią kociołkowych piegusków i czekolady, które pachniały znacznie przyjemniej. Kilku młodszych uczniów przeciskało się przez korytarz, prawdopodobnie w poszukiwaniu wózka z przekąskami. Hermiona wcisnęła się w ścianę, uśmiechając się, kiedy jej dygnęli. Dobrze było wrócić do Hogwartu, wiedząc, że wraca się do bezpiecznego miejsca ? zwłaszcza dla najmłodszych.
Usłyszała, że ktoś w sąsiednim przedziale otworzył drzwi i podniosła głowę. Ujrzała ciemnozieloną szatę i znaną blond czuprynę. Włosy Dracona nie były już tak gładkie jak wcześniej ? obcięte znacznie krócej i zmierzwione, jakby ich właściciel ciągle wichrzył je dłońmi.
Wygląda na zmęczonego i nieszczęśliwego, pomyślała.
Malfoy rozejrzał się dokoła i zesztywniał, kiedy ich oczy się spotkały.
? Granger ? powiedział, patrząc poprzez nią, jakby spodziewał się zobaczyć kogoś jeszcze. ? A gdzie reszta Złotej Trójcy?
? W przedziale ? odparła, wskazując go ruchem głowy. ? Wyszłam odetchnąć świeżym powietrzem.
Draco wyszedł ze swojego przedziału, zamykając za sobą drzwi i przysuwając się nieco bliżej, ale tak, żeby nie był widoczny z okna przedziału.
? Widzę, że nie jesteś już prefektem ? powiedział spokojnie. ? Czemu?
? Rzuciłam to. Nie będę na to czasu w tym roku ? wyjaśniła i wzruszyła ramionami. ? Nie ja jedna, jak widzę.
Chłopak parsknął.
? Jestem tu tylko z czyjejś łaski ? powiedział gorzko. ? Nikt nie zaufa mi na tyle, by dopuścić mnie do jakiejkolwiek władzy.
? Nietrudno domyślić się dlaczego. ? Dziewczyna zmarszczyła brwi. ? Ale to nie do końca fair.
Draco wzruszył ramionami.
? Jestem Ślizgonem ? powiedział takim tonem, jakby to wszystko wyjaśniało. W istocie zresztą tak właśnie było. Slytherin nie cieszył się ostatnimi czasy zbytnią popularnością. Ci, którzy popierali Voldemorta, karmili się jej nędznymi resztkami. Oczywiście ci, którzy zmienili strony, wcale nie byli w lepszej sytuacji.
? Więc jednak nie zdecydowałeś się na protezę? ? spytała równie spokojnie, zerkając na w połowie pusty rękaw wiszący u jego lewej ręki. ? Gdybyś to podpiął, nie przeszkadzałoby tak bardzo.
Draco spojrzał w dół na swoją rękę, którą sam sobie odciął różdżką w stawie łokciowym.
? Jakoś sobie radzę ? odparł, starając się nadać swojemu głosowi obojętny ton, co prawie mu się udało.
Hermiona pokiwała głową.
? Prowadzimy prawie normalną rozmowę ? powiedziała oschle, po czym dodała: ? Piekło pewnie już zamarzło.
? Możliwe... Hej! Uważajcie jak łazicie, gówniarze! ? Draco spiorunował wzrokiem kilku pierwszorocznych, którzy potrącili go w drodze do swojego przedziału. Dwóch niosło w ręku dyniowe paszteciki. Jeden z nich odgryzł kęs pasztecika tuż przed nosem Hermiony.
? Uch! ? Hermiona zacisnęła dłoń na ustach i pobiegła w stronę toalety na końcu przedziału. Zdążyła trzasnąć drzwiami, ale nie zaryglowała ich. Upadła na kolana i po chwili zwymiotowała śniadanie. Jakiś czas później, kiedy mdłości w końcu ustąpiły, kilkakrotnie przepłukała usta w małej umywalce i wyszła z łazienki, lekko drżąc. Ku jej zdziwieniu Draco stał nieopodal i patrzył na nią z niepokojem.
? To nie zabrzmiało szczególnie zdrowo ? oznajmił oschle. ? Coś się stało?
? To tylko paszteciki ? odrzekła ponuro. Cudownie. Kolejna osoba, która nie powinna się dowiedzieć, za chwilę się dowie. ? Zapach dyni najwyraźniej wzmaga poranne mdłości.
Jego blada brew uniosła się nieznacznie.
? Poranne mdłości? ? Zerknął na jej brzuch, a potem znów przeniósł wzrok na jej twarz. ? I wracasz do szkoły?
? Na pewno nie zrezygnuję z owutemów z powodu chwilowego braku odpowiedzialności na Balu ? rzekła cierpko. ? Rozmawiałam z profesor McGonagall i wszystko uzgodniłyśmy.
? Hmm. ? Draco uśmiechnął się z samozadowoleniem. ? Więc Święta Granger nie jest taka święta jak wszyscy sądzą?
? Najwidoczniej nie ? warknęła i przeszyła go wzrokiem. ? A właściwie to czemu się tu wałęsasz, Malfoy? Chyba nie z obawy o moje bezpieczeństwo.
? Nie, czekam na swoją kolej. ? Uśmiechnął się ponownie. ? Chyba nie sądzisz, że wyszedłem ze swojego przedziału specjalnie, żeby z tobą porozmawiać? ? spytał i wśliznął się do toalety, trzaskając jej drzwiami przed samym nosem.
? Palant ? wymamrotała, decydując się wrócić do przedziału. Drzwi były otwarte, a na korytarzu unosił się intensywny aromat wanilii.
? To nie pachnie jak dynia ? stwierdził niepewnie Harry. ? Nie jestem pewien, czy to coś pomoże, ale... jeśli wanilia też przyprawia ją o mdłości? Ten zapach jest wystarczająco mocny, żebym nawet ja miał ochotę zwymiotować.
? Nie, jest lepiej ? powiedziała, wchodząc do przedziału. Zobaczyła, że okno również jest otwarte. ? Co się stało?
? Neville próbował pozbyć się zapachu dyni ? poinformowała Luna. ? Nieźle mu wyszło, nie sądzisz?
? Tak, całkiem nieźle. ? Uśmiechnęła się do chłopaka, który wydawał się być bardzo zakłopotany, i usiadła. ? Dzięki, Neville.
? Gdzie byłaś? ? spytał zaciekawiony Ron. ? Wyglądaliśmy na korytarz, ale nigdzie cię nie było.
? Wymiotowałam ? wyjaśniła. Krzywą minę przyjaciela skwitowała wzruszeniem ramion. ? Jeśli twoja mama się nie myli, to będę musiała przez to przechodzić jeszcze przez jakiś miesiąc.
? Czy to rozmowa z Draconem Malfoyem spowodowała nudności? ? zapytała z zaciekawieniem Luna. ? Widziałam go przez okno, gdy biegłaś do łazienki.
Harry zmarszczył brwi.
? Malfoy wraca do szkoły? Myślałem, że musi zarządzać majątkiem czy coś.
? Nie, tu chodziło o jego matkę. Ma areszt domowy. ? Ginny wzruszyła ramionami. ? Kiedy starał się o powrót do szkoły mówili coś o ?obecnej sytuacji? i ?okolicznościach łagodzących?. I dostał ostrzeżenie, żeby nigdy więcej tego nie robił.
? I to wszystko? ? prychnął Ron. ? Przecież był tym cholernym śmierciożercą. Wpuścił ich do Hogwartu i to przez niego profesor Dumbledore nie żyje, nawet jeśli sam go nie zabił. Nie powinni pozwolić mu tu wracać, bez względu na to, jak bardzo się przed nimi płaszczył.
Hermiona spiorunowała go wzrokiem.
? Ron, on nie tylko walczył z nami do końca, ale odciął sobie rękę, żeby pozbyć się Mrocznego Znaku ? powiedziała z wyrzutem. ? Czego jeszcze od niego chcesz?
? Jego głowy nabitej na pal? ? zapytał buntowniczo. ? To Malfoy, nawet jeśli stchórzył i w końcu dał nogę od Voldemorta.
? Był całkiem uprzejmy, kiedy z nim rozmawiałam... Jak na Malfoya ? stwierdziła. ? I ma prawo skończyć swoją edukację jak wszyscy. Wizengamot stwierdził, że działał pod przymusem. Postaw się na jego miejscu: czy nie zrobiłbyś wszystkiego, żeby ratować własną matkę?
Harry się zachmurzył.
? Nadal nie sądzę, że powinni pozwolić mu wrócić do szkoły. Mógł pomagać Voldemortowi z obawy o własne życie, ale nadal mu nie ufam.
? Myślę, że odcięcie ręki było dość wyraźnym sygnałem ? zaopiniował Neville. ? No wiecie... sam ją sobie odciął. Własną różdżką. Zrobiłbyś coś takiego?
? Ee... ? Harry był na tyle uczciwy, że zaczął się wahać. Ręce szukającego są bezcenne.
? Wiecie, że profesor Snape wrócił? ? oznajmiła pogodnie Luna, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy, że to nazwisko budzi w Harrym mordercze instynkty. Albo wręcz przeciwnie ? doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nikt nie wiedział, co tak naprawdę siedzi w jej głowie. ? Znów będzie uczył eliksirów.
? On co? O cholera... Byłem pewien, że pozbyliśmy się tego wielkiego, cholernego nietoperza raz na zawsze... ? jęknął Harry.

~*~


? Cześć, Hagridzie! ? przywitał się Harry i zamachał do niego energicznie.
? Witaj, Harry! ? odkrzyknął półolbrzym nad głowami rozbieganych pierwszorocznych wsiadających do łodzi. ? Trzymaj się, Hermiona! Do zobaczenia w zamku!
? To on wie? ? spytał Ron, niosąc rzeczy Hermiony i swoją sowę. Ginny wyraźnie zabroniła przyjaciółce dźwigać cokolwiek cięższego od Świnki. ? O tym, że jesteś... no, wiesz...
? Profesor McGonagall powiedziała, że powiadomi wszystkich nauczycieli ? odpowiedziała cicho. Mdłości znów powracały ? tym razem definitywnie przez nerwy. ? Co oznacza, że portrety i duchy już wiedzą, a reszta szkoły dowie się najpóźniej jutro rano.
? Pewnie tak. ? Harry pogładził delikatnie jej ramię. ? To będzie trudne, ale nie zapominaj, że masz nas.
? Jeśli będą bardzo ci się naprzykrzać, zawsze możemy odwrócić ich uwagę. Na przykład nakłonię kogoś, żeby przebiegł się nago po Wielkiej Sali ? zaproponowała Ginny, szczerząc się.
? Nawet o tym nie myśl! ? oburzył się Ron, wyraźnie przerażony tym pomysłem. ? Zresztą, kogo byś o to poprosiła?
Ginny wyszczerzyła się jeszcze bardziej.
? Was dwóch, oczywiście. Przebralibyście się. Wiecie, maski i te sprawy. Jesteście najlepszymi przyjaciółmi Hermiony ? i swoimi nawzajem też. Powinniście ją chronić.
? Chronić ją ? tak, robić striptiz ? nie ? wymamrotał Ron.
Harry pomógł ciężarnej wsiąść do powozu ? troszczył się o nią i to było naprawdę słodkie, nawet jeśli jeszcze zupełnie niepotrzebne.
? W każdym razie, to nie mógłby być Ron ? wszyscy by się domyślili, że to on ? powiedziała Hermiona po namyśle.
? Dlaczego? ? spytał Harry, pakując się do powozu za Ginny.
Hermiona uśmiechnęła się krzywo, kiedy Ron rzucił Krzywołapa na jej kolana i wszedł do przedziału, zamykając za sobą drzwi.
? Weasley równa się rude włosy. Nawet jeśli miałby maskę, inne owłosione części jego ciała nie byłyby zakryte.
Harry zadławił się, a twarz Rona przybrała ciemnoczerwony kolor.
? Hermiono! ? jęknął.
Ginny wytrzeszczyła na nią oczy.
? Hermiono Granger, o czym ty... Myślałam, że wy nie...
? Powiedziałam, że on nie jest ojcem dziecka ? powiedziała, oblewając się jaskrawym rumieńcem. ? Ale nigdy nie powiedziałam, że nie mógłby nim być.
Chłopcy wydawali się być mocno zakłopotani, ale Ginny ich zignorowała.
? Ale jesteś pewna, że on nie...
? Tak, jestem pewna. Byliśmy razem dużo wcześniej, Ginny. ? Rumieniec na jej twarzy przybrał ciemniejszy odcień. ? I nie próbuj mi wmówić, że wy dwoje ? tu spojrzała na nią i Harry?ego ? nie robiliście tego zanim wyruszyliśmy po ostatniego horkruksa. Wszyscy mogliśmy wtedy zginąć.
Ginny oblała się szkarłatnym rumieńcem.
? No... ee... O! Patrzcie, jesteśmy już blisko!
Harry i Ron starali się na siebie nie patrzeć. Hermiona uśmiechnęła się z samozadowoleniem. Była pewna, że Harry i Ginny nie tylko robili to wtedy, ale nadal to robią. Ron musiał się dowiedzieć prędzej czy później, a skoro postanowił bronić cnoty swojej siostry za wszelką cenę, to lepiej że dowiedział się prędzej. A teraz, skoro już wszystkie karty były na stole, Harry mógłby użyć stanu Hermiony jako argumentu w kłótni z Ronem, co z pewnością zamknęłoby mu usta. Poza tym, taka możliwość była zbyt zabawna, by się jej oprzeć.

~*~


Gdy Hermiona zajmowała miejsce przy stole Gryffindoru, cała dygotała z nerwów. Profesor Snape siedział przy stole dla nauczycieli. A przynajmniej przypuszczała, że tam był, patrząc na Harry?ego, który posyłał w tamtą stronę mordercze spojrzenia. Nie odważyła się na niego zerknąć. Jak mogłaby spojrzeć mu w oczy? Wiedziała, że powinna odpuścić sobie eliksiry i nawet zaproponowała to w liście do profesor McGonagall, ale otrzymała tak chłodną odmowę, że nie miała śmiałości prosić o to ponownie. Podejrzewała, że profesor Snape dostał podobną odpowiedź, gdy chciał wykopać ją ze swoich zajęć, a że próbował ? tego była pewna. Wiedziała jednak, że powinna spróbować jeszcze raz.
Ale na brodę Merlina, to był jeden z jej ulubionych przedmiotów... I nawet Harry nie będzie mógł oszukiwać... Wiedziała, że jeśli nie zaliczy owutema z eliksirów, to może zapomnieć o swojej potencjalnie błyskotliwej karierze. Ale nic nie mogła poradzić na to, że uwielbiała zgłębiać tę tajemniczą wiedzę dotyczącą eliksirów. Poza tym to mogłoby wyglądać dość podejrzanie, gdyby całkowicie z nich zrezygnowała. A ostatnią rzeczą, jakiej chciała, to ponowne narażanie go na nieprzyjemności.
Była wdzięczna za rozproszenie jej niewesołych myśli, bo właśnie otworzyły się drzwi, przez które weszli pierwszoroczni prowadzeni przez profesor Sprout, przypominający trochę stado brzydkich, czarnych, łopocących skrzydłami kaczątek. Zaprowadziła ich przed stołek, na którym spoczywała Tiara Przydziału. Szmery natychmiast umilkły i wszystkie spojrzenia zostały utkwione w kapeluszu.
Tiara milczała wyjątkowo długo jak na nią, aż w końcu rozdarcie u jej ronda się otworzyło i zaczęła śpiewać:

Ponad tysiąc lat temu,
Gdy stanęłam naprzeciw przeznaczeniu memu,
Założyciele w zgodzie nadal żyli,
A Hogwartczycy wciąż jednością byli.

Ale teraz Domy weszły w spór
I postawiły między siebie mur,
Hańbiąc tym Założycieli,
Dzięki których nazwom swą cześć rozpoczęli.

Więc bądź odważny i śmiały,
Nawet jeśli gryfońska nie płynie w tobie krew,
Dąż do mądrości i wiedzy,
Mimo że Ravenclawu nie wzywa cię zew.

Ambicja i bystrość
Niech nie tylko w Slytherinie gości,
A lojalność i miłość
Nie tylko Hufflepuffu będą wartością.

Teraz musicie chronić siebie sami,
Bo chociaż wiele jest już za nami,
To właśnie na was białe historii karty czekają
I do waszego przeznaczenia was wzywają.


? Kurczę ? wyszeptał Ron. ? Pamiętacie, że jak byliśmy dziećmi, to bywała wesoła?
? Myślę, że utrata profesora Dumbledore?a miała na to duży wpływ ? powiedziała z niepokojem Hermiona. ? W ostatnich latach również wspominała o tym, żeby Domy się zjednoczyły.
? Nie ma szans ? mruknął Harry, rzucając przelotne spojrzenie Draconowi Malfoyowi. Hermiona nie była pewna, czy zauważył, że miejsca obok Dracona przy stole były puste ? najwidoczniej żaden z jego ?przyjaciół? Ślizgonów nie chciał mieć z nim nic wspólnego.
? Och, przestań, Harry ? rzekła ze zdegustowaniem, wracając do obserwowania Ceremonii Przydziału. Pierwszoroczni wyglądali na bardzo onieśmielonych i przerażonych, kiedy profesor Sprout wyczytywała ich nazwiska.
? Bainbridge, Morgana. ? Po chwili dziewczynka dołączyła do Slytherinu, a Ron zarobił od Hermiony łokieć prosto w żebra za syknięcie. Uspokoił się, ale podczas gdy Ślizgoni uprzejmie oklaskiwali nowoprzybyłą, rzucił jej urażone spojrzenie.
Zupełnie przypadkowo spojrzała na stół nauczycieli i natknęła się na ciemne tęczówki profesora Snape?a, który wyraźnie się w nią wpatrywał. Zarumieniła się i spuściła wzrok, by po chwili spojrzeć w górę i dołączyć do oklaskiwania Ceridweny Canus, która stała się pierwszą Gryfonką.
Była wdzięczna, kiedy ceremonia wreszcie się skończyła i mogła skupić się na uczcie, nawet jeśli zapachy tylu potraw naraz były trochę przytłaczające. Żołądek uspokoił się jej na tyle, że zdołała zjeść dość przyzwoity posiłek, mimo że desery były mniej imponujące niż zwykle. Zjadła więc kawałek placka z dżemem ? raczej po to, żeby mieć czym zająć ręce niż z głodu. Wciąż czuła na sobie to spojrzenie, ale nie ośmieliła się zerknąć ponownie na stół nauczycielski.
Miała zamiar zwrócić całą swoją uwagę na zaskakująco krótką przemowę powitalną profesor McGonagall, ale jej oczy same powędrowały w kierunku stołu profesorów. Wyglądało na to, że tym razem nie przybyła żadna nowa twarz. Hagrid pomachał do niej ukradkiem, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Remus Lupin zdawał się patrzeć na nią z niepokojem ? miała nadzieję, że go nie zawiodła. Opiekunowie Domów zajmowali miejsca obok dyrektorki ? profesor Flitwick ? wydawał się teraz tak stary ? siedział obok profesor Sprout, która bawiła się swoim kieliszkiem wina. Z drugiej strony fotela profesor McGonagall siedziała nowo mianowana opiekunka Gryffindoru, profesor Sinistra. Rozglądała się dokoła z charakterystycznym dla niej sennym spokojem, nie okazując żadnych emocji nawet gdy dyrektorka ogłosiła ją opiekunem, co uczniowie przyjęli z niemałym poruszeniem. Bardzo niewielu studentów Hogwartu dobrze znało profesor Sinistrę, a jeszcze mniej wiedziało, że nauczycielka astronomii zawsze zachowująca kamienną twarz była kiedyś Gryfonką.
Hermiona była przekonana, że nikt inny nie wiedział, dlaczego profesor Snape został opiekunem Slytherinu w wieku dwudziestu czterech lat. Powód był prozaiczny ? był jedynym byłym Ślizgonem w kadrze nauczycielskiej po tym jak profesorowie Slughron i Pinsworthy odeszli na emeryturę. Nikt zapewne nie wiedział też, że tylko dwa razy w historii szkoły zdarzyło się tak, że nowi nauczyciele musieli objąć stanowisko Opiekuna Domu, by nie pozostawić go w anarchii. Doprawdy, niektórzy ludzie po prostu nigdy nie przeczytają ?Historii Hogwartu?.
Obok Sinistry siedział profesor Snape, wpatrując się w swój talerz i wyczyniając dziwne rzeczy ze swoim nożem.
Wygląda na zmęczonego, pomyślała z troską Hermiona.
Jej wiadomość z pewnością nie sprawiła, że lepiej sypiał. A jej obecność tutaj tylko pogarsza sprawę. Postanowiła, że przy pierwszej nadarzającej się okazji zapyta go, czy gdyby chciała zrezygnować z eliksirów, wyraziłby na to zgodę. Kwestię przekonania do tego pomysłu profesor McGonagall postanowiła odłożyć na później.
? Hej, patrzcie! ? Harry uśmiechnął się, wskazując ducha wlatującego przez drzwi Wielkiej Sali. Zjawa rozglądała się po zgromadzonych studentach i uśmiechała się serdecznie. ? Nie wiedziałem, że jest w szkole.
Hermiona pomachała serdecznie duchowi Albusa Dumbledore?a; odwzajemnił się tym samym.
? A gdzie indziej miałby pójść? Za życia nikt nie był w stanie usunąć go ze szkoły, więc dlaczego teraz miałby stąd odejść?

<=Rozdział 2: Wahanie
Żyć, nie umierać!
Lileen
 
Posty: 6
Dołączył(a): 14 mar 2011, 19:10

Re: [T] Odpowiedzialni (Accountable) [3/31]

Postprzez Aratanooniel » 05 paź 2012, 21:40

Cóż za pytanie! Oczywiście, że wklejać ;)
Ciężko mi skomentować, bo czytuję na blogu i wiem co będzie dalej.
To jedno z tych lżejszych opowiadań. Może nie zawsze kanoniczne, ale przyjemne. Bardzo podoba mi się kreacja Hermiony, jest taka hermionowata, mimo ze musiała się zmienić.
Motyw ciąży jest ukazany bardzo wiarygodnie - z Molly skaczącą dokoła, z Ginny, która będzie dbała o zdrowe posiłki i tak dalej.
Wizja powojennej rzeczywistości też jest nieźle nakreślona, mimo że mam wrażenie, że to tylko tło dla relacji Hermiona - Severus.
Nie wiem co jeszcze mogę napisać żeby nie zdradzić treści dalszych rozdziałów! :D Dlatego proszę o resztę jak najszybciej, wtedy skomentuję jak człowiek.
Z mądrości moderatorskich: Oczywiste oczywistości nie istnieją. Zrób facepalm i ruszaj dalej.
Nielusiowe tworki|Nielusiowa zupka|Niela czyta Puella bella
Akcja KDT
Obrazek
Aratanooniel
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 523
Dołączył(a): 01 maja 2009, 13:58
Lokalizacja: Rzeszów


Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron