[NZ] Niezapominajka [6/17]

W świecie Harry'ego Pottera. [UWAGA! Dział slash widoczny jedynie dla zarejestrowanych użytkowników]

Moderatorzy: cathyhope, Sweetkawai

Niezapominajka [6/17]

Postprzez cathyhope » 21 lis 2011, 11:47

Tytuł oryginału: Forget me not
Autor: Vanityfair
tłumaczenie: praca wspólna
gatunek: romans/tajemnica
pairing: HG/SS
ostrzeżenia: +18
sex, przemoc


Niezapominajka

Rozdział 1
Zniknęła. Od siedmiu dni nikt nie słyszał o Hermionie Granger-Snape. Albus i Minerwa chodzili po zamku ze zmartwieniem wypisanym na twarzach, nie dopuszczając do siebie myśli, że mogło stać się najgorsze. Rozsyłali sowy z pytaniami o dziewczynę, chcąc znaleźć kogokolwiek, kto widział ją po tym, jak rozstała się z Harry?m i Ronem w Trzech miotłach. Fiukali do wszystkich jej przyjaciół i rodziny, w nadziei, że następna osoba będzie właśnie tą, z która z nią rozmawiała. Jednak ślad po niej zaginął.
Severus również spodziewał się najgorszego ? nie tego, że mogła zostać porwana, czy zraniona, ale tego, że po prostu odeszła. Przede wszystkim, nigdy nie dowiedział się, co skłoniło ją do poślubienia go i każdego ranka czuł wielkie zaskoczenie, budząc się u jej boku.
Niektórzy uważali, że to nieludzkie z jego strony, tak szybko zaprzestać poszukiwań. Potter oskarżył go nawet, że nie kochał żony i była mu obojętna. Ale tak naprawdę było dokładnie na odwrót. Szukanie dziewczyny mogło zakończyć się znalezieniem jej, a wtedy nie mógłby znieść jej widoku u boku innego mężczyzny, albo nawet samej, ale zdecydowanej odejść od niego.
Więc w zamian, żył tak, jakby nic się nie stało, a jedyną oznaką stresu była rosnąca konsumpcja ognistej whisky i brandy każdego wieczoru. Siedział, poprawiając testy pierwszorocznych, gdy McGonagall skontaktowała się z nim przez kominek.
- Znaleźliśmy ją, Severusie ? powiedziała. ? Zabierają ją do skrzydła szpitalnego.
Mężczyzna nic nie odpowiedział, tylko rzucił pióro i wybiegł z komnaty.
Jeśli jest w skrzydle szpitalnym, to znaczy, że jest ranna ? pomyślał, pędząc korytarzem, a na jego widok uczniowie schodzili mu z drogi.
Narastał w nim strach na samą myśl, co mogło się jej przydarzyć, jednak szybko ustąpił miejsca uldze. Czy to bardzo źle z jego strony, że chciał, by coś jej się stało i by to właśnie było powodem jej nieobecności przez ostatnie siedem dni? Innego wyjaśnienia tej sytuacji starał się desperacko unikać.
Wychodząc zza zakrętu, natknął się na Hagrida i Hermionę idących na spotkanie z Panią Pomfrey.
- Gdzie byłaś? ? syknął mistrz eliksirów, łapiąc dziewczynę za ramiona.
- Ja? byłam? - jąkała się pani Granger-Snape. Miała zamglony wzrok, a jej szaty były potargane i brudne, jakby nosiła je przez cały ten czas. Severus nie czekając na odpowiedź, przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił.
- Znalazłem ją nad jeziorem, profesorze ? wyjaśnił gajowy. ? Wyglądała na zagubioną, więc pomyślałem, że najlepiej będzie jak przyprowadzę ją do szpitala.
- Dziękuję ci, Hagridzie. Odprowadzę ją dalej. ? Mężczyzna otoczył ramieniem jej talię i poprowadził w górę schodów.
- Jesteś ranna? ? zapytał, kiedy szli dalej.
- Nie ? odpowiedziała z wahaniem. ? Proszę, profesorze, myślę, że sobie poradzę. Muszę tylko odpocząć.
- Nie zaszkodzi, jeśli Poppy cię zbada. Przydałaby ci się również dawka Eliksiru Pieprzowego i parę godzin snu.
Nie dopytywał już więcej, gdzie była. Nie była ranna, jak przypuszczał, ale to nie miało znaczenia. Wróciła i nie było potrzeby dowiadywać się, dlaczego odeszła. Jeśli dopisze mu szczęście, położy dziewczynę do łóżka z filiżanką gorącej herbaty i całusem na dobranoc, a rano wszystko wróci do normy. Będzie warczał na swoich uczniów i resztę świata, a ona uśmiechnie się do niego i powie mu, że nikt go nie docenia.
Po przybyciu do skrzydła szpitalnego, usunął się na bok i pozwolił Pani Pomfrey przeprowadzić swoje badania. Kilka chwil później zjawili się Albus i Minerwa.
- Powiedziała, gdzie była? ? zapytała natychmiast opiekunka Gryffindoru.
- Nie ? prychnął. ? A ja nie pytałem. Bardziej martwiłem się jej zdrowiem, niż wolałem zasypywać ją drażniącymi pytaniami.
- Drażniącymi pytaniami? Severusie, nie było jej siedem dni i nie jesteś ani trochę ciekawy, co się z nią działo?
- Nie obchodzi mnie to, jeśli wróciła ? warknął w odpowiedzi. Marzył o tym, by Poppy pośpieszyła się z diagnozą i mogli już wrócić do swoich kwater. Minerva go tylko irytowała i nienawidził tego sterylnego, antyseptycznego zapachu, którym zdawał się emanować każdy szpital czy gabinet lekarski.
Nagły wybuch płaczu rozniósł się echem po pomieszczeniu i Severus czuł jak Hermiona staje się coraz bardziej zasmucona i przerażona za cienkim parawanem, który osłaniał ją przed postronnymi spojrzeniami. Mężczyzna ruszył do przodu, by znaleźć się u jej boku, pocieszyć ją jakoś, lecz pielęgniarka wyskoczyła zza zasłony i odepchnęła go w tył.
- Najlepiej będzie, jak pan z nią porozmawia, dyrektorze ? zasugerowała. Albus wślizgnął się za parawan i po chwili słyszeli jak Hermiona uspokaja się.
- Chcę się z nią zobaczyć ? zażądał Snape.
- W tej chwili to nie jest najlepszy pomysł.
- Co się stało? ? zapytała Minerva.
- Wygląda na to, że pani Snape straciła pamięć ? odpowiedziała pielęgniarka, spoglądając na nich zatroskana.
- Co pamięta? ? dopytywała profesor McGonagall.
- Nie zbyt wiele od chwili ukończenia szóstego roku w szkole. Wydaje mi się, że ktoś próbował rzucić na nią Obliviate, ale sknocił sprawę.
- Po drodze tutaj nazwała mnie profesorem ? przypomniał sobie Severus, a żołądek podszedł mu do gardła.
- Była bardzo poruszona, gdy starałam się wytłumaczyć jej pewne zdarzenia ? wyjaśniła Poppy.
- A więc to o to był cały ten płacz ? zrozumiał mistrz eliksirów. Pewnie właśnie wtedy dowiedziała się, że jest żoną profesora Snape?a. Mężczyzna nie wiedział, czy sięgnąć po różdżkę i przekląć wszystko, co znajdowało się w jego zasięgu czy może wyjść stąd natychmiast i utopić się w butelce brandy.
- Czy możesz coś dla niej zrobić? ? zapytała znów Minerva. Nagle Severus ucieszył się z jej obecności, chociaż wcześniej tak go irytowała. Przynajmniej ona zachowała na tyle przytomności umysłu, by zadawać jakieś rozsądne pytania. Może była jakaś nadzieja.
- Nie za bardzo.
- Co to ma znaczyć? ? Snape prawie ją popluł.
- Rzucanie na kogoś zaklęcia Obliviate to bardzo ryzykowna rzecz i dlatego właśnie jest ściśle monitorowane przez Ministerstwo. Bardzo często nie ma możliwości odwrócenia szkody bez powodowania większych uszkodzeń mózgu. Jednak czasami wspomnienia same wracają, jeśli damy im na to dość czasu. Możemy jedynie czekać i zobaczymy co się stanie ? wyjaśniła pielęgniarka. Zza parawanu wyłonił się Dumbledore.
- Moim zdaniem, jakiś silny eliksir nasenny będzie dla niej najbardziej odpowiedni ? powiedział dyrektor do Pani Pomfrey. Czarownica skinęła głową i sięgnęła do szafki z lekarstwami, skąd wydobyła Eliksir Bezsennego Snu.
- Co ci powiedziała, Albusie? ? zapytał szorstko Snape.
- Opowiedziała, jak entuzjastycznie ją przywitałeś. Jej zdaniem żywisz do niej jakieś niewłaściwe uczucia, chociaż nie zachowałeś się nieprzyzwoicie? jeszcze.
- Niewłaściwe uczucia? Jestem jej mężem!
- Ona myśli, że jest uczennicą. Z jej punktu widzenia, twoje zachowanie było dość dziwne.
Do tej pory Severus uważał, że odejście jego żony było najgorszą rzeczą, jak mogła mu się przytrafić, jednak teraz powoli docierało do niego, iż obecna sytuacja była o wiele, wiele gorsza. Jego żona go nie opuściła ? skradziono mu ją.
Pewnie któregoś dnia przyzwyczaiłby się do myśli, że jej nie ma i zostają mu tylko słodko-gorzkie wspomnienia chwil, które razem spędzili. Pozbyłby się jej rzeczy z komnat, starając się wymazać wszelkie ślady jej obecności. A może zachowałby je, wznosząc mały, żałosny ołtarzyk ku pamięci tego, co razem przeżyli.
Jednak możność posiadania jej tutaj, patrzenia na nią każdego dnia, bez jej wspomnień mogło doprowadzić go do szaleństwa. Pamiętał jak wyglądało jego życie zanim pojawiła się w nim ta dziewczyna i zdecydowanie ono mu się nie podobało. Nie potrafi cofnąć się do czasu, gdy traktowała go wyłącznie jak tłustowłosego, sarkastycznego mistrza eliksirów. Wtedy uwagę zaprzątała mu wojna, a co teraz?
- Co mam zrobić? ? zapytał.
- Pozwólmy jej zasnąć. Będzie potrzebowała całej swojej siły, by stawić temu czoło. Od jutra będzie musiała nadrobić dziesięć lat.
Severus nie miał innego wyjścia, niż opuścić skrzydło szpitalne. Hermiona nie chciała go widzieć, a Poppy w końcu ofuknęła go i powiedziała, że tylko tam zawadza. Czarodziej wrócił do ich wspólnych komnat zniechęcony i zasmucony. Nalał sobie szklankę ognistej whisky, usiadł na sofie i zapatrzył się w ogień. W taki sam sposób spędzał każdą noc od kiedy jego żona odeszła, pozbywszy się najpierw sterty wypracowań. Nie mógł spać, ani skoncentrować się na czymkolwiek wiedząc, że ona jest gdzieś tam, z kimś innym. Teraz wiedział już, że była z kimś, kto skrzywdził ją i skradł dziesięć lat jej życia, a on nic z tym nie zrobił.
Kiedy alkohol rozszedł się po ciele czarodzieja, ten rozejrzał się po komnacie. Wszędzie, gdzie tylko spojrzał, widział ślady jej obecności, dowody na to, jak bardzo wkradła się w jego życie. Zniknęła zieleń i srebro charakterystyczne dla Domu Slytherina, zastąpione delikatnymi beżem i kremem. To był ich pierwszy kompromis. Nieruchome zdjęcia mugolskich przyjaciół i rodziny Hermiony zaśmiecały kominek, do społu z magicznymi zdjęciami Weasleyów, członków Zakonu Feniksa i jego odwiecznego nemesis ? Pottera. Bibeloty pokrywały każdą powierzchnię, a każdy z nich niósł za sobą wspomnienie, przez co tak trudno było mu na nie teraz patrzeć. Snape przemierzył pokój, biorąc do ręki przypadkowe przedmioty.
- Możesz ich używać, jako przycisków do papieru ? powiedziała kiedyś z wielkim entuzjazmem. Mężczyzna spojrzał podejrzliwie na wielką muszlę. ? A jeśli przyłożysz ją do ucha, usłyszysz szum oceanu.
- Gdybym chciał usłyszeć szum oceanu, wybrałbym się z tobą na małe wakacje nad morzem.

Nie pojechali. On nienawidził plaży - piasku, który wdzierał się w każdy zakamarek ciała i obecność innych ludzi, obnażających publicznie każdy skrawek skóry. Potter i Weasley pojechali tam z nią, a ona wróciła zrelaksowana i zaczerwieniona od słońca. Dużo podróżowała, zarówno w czasie wakacji, jak i dzięki pracy jako Auror. Czasami jechał z nią, jednak najczęściej zostawał w Hogwarcie, zastanawiając się, czy i tym razem wróci do niego z powrotem. Ale ona zawsze wracała i najczęściej przywoziła ze sobą kolejny radosny upominek, który miał mu powiedzieć, że myślała o nim.
- Przypominała mi ciebie ? powiedziała, wkładając mu do ręki figurkę kobiety.
- Przywodzę ci na myśl pękatą Rosjankę? ? zapytał z ironią w głosie.
- Nie, nie mam na myśli tej części ? odpowiedziała z uśmiechem, otwierając okrągłą figurkę, ukazując mniejszą kopię ukrytą w środku. Mniejsza figurka również się otwierała, a w środku chowała się kolejna laleczka. ? Ty też masz tyle warstw. Musiałam ściągać je z ciebie, jedna po drugiej, aż w końcu dotarłam do ciebie! ? Zaakcentowała swoje słowa otwarciem ostatniej laleczki, w której chowała się miniaturowa wersja pierwszej figurki.

Siedząc na kanapie, ściskał w ręku tę właśnie lalkę. O wiele łatwiej było dostać się do wnętrza bibelotu, niż do niego, jednak Hermionie w jakiś sposób to się udało. Mistrz eliksirów zasnął kilka godzin później, w jednej dłoni trzymając niebezpiecznie przechylony kieliszek, zaś w drugiej, okrągłą matrioszkę.
Następnego dnia, po szybkim zażyciu eliksiru na kaca, Snape wrócił do skrzydła szpitalnego, odebrał stamtąd swoją żonę i odeskortował ją do ich komnat. Starał się nie zauważyć jej powolnych i raczej niechętnych kroków, w miarę zbliżania się do lochów, ale gdy się zatrzymała, stracił cierpliwość.
- Idziesz, czy nie? ? warknął.
- Profesorze, ja? czy jest pan pewien, że nie zaszło jakieś nieporozumienie? ? zapytała. Pewna siebie, odważna kobieta, którą poślubił, została zredukowana do niepewnego, roztrzęsionego wraka, który stał teraz przed nim. Nie lękała się go tak bardzo nawet jako pierwszoroczniak, chociaż oczywiście wtedy nie mieli przed sobą widoków na wspólne życie. Snape rzucił jej przeszywające spojrzenie.
- Nie zaszło żadne nieporozumienie ? powiedział w końcu, starając się kontrolować swój gniew. Nie gniewał się na nią, ale na sytuację w której się znaleźli i na osobę, czy też ludzi, przez których do tego doszło. Nawet jeśli zajmie mu to resztę jego nędznego życia, znajdzie tych sukinsynów, którzy odebrali mu jedyną rzecz przynoszącą mu radość.
Snape złapał ją za ramię, gdy zdał sobie sprawę, że Hermiona nie wejdzie do środka z własnej woli.
- Nie gryzę ? stwierdził, przeprowadzając ją przez wejście do ich komnat, ukryte za portretem. Wziął jej rzeczy i zaczął odkładać je na swoje miejsce, gdy tymczasem kobieta spacerowała po kwaterach, biorąc co chwila coś do ręki.
- Masz wiele książek ? powiedziała z podziwem w głosie.
- Większość należy do ciebie.
- Och, oczywiście ? odpowiedziała, stawiając na półce tom sonetów Szekspira. ? A więc to naprawdę są nasze komnaty?
- Rozejrzyj się, Hermiono. Sądzisz, że trzymałbym mugolską literaturę na półkach, zdjęcia Pottera i Weasleyów na kominku i te wszystkie bibeloty we własnym mieszkaniu?
- Chyba nie ? przyznała. Usiadła na sofie, z niepewnym wyrazem na twarzy. Mistrz eliksirów usiadł na krześle naprzeciw niej, czując się dokładnie tak samo, jak ona wyglądała. I co mieli teraz zrobić?
- Ile pamiętasz? ? zapytał. Wydawało mu się, że to najlogiczniejsze pytanie, nawet jeśli bał się tego, co mógłby usłyszeć.
- Pamiętam wyjazd ze szkoły po zakończeniu szóstego roku. Moi rodzice zginęli w wypadku drogowym tego lata, więc mieszkałam u Wealseyów. Robiłam zakupy w Hogsmeade, gdy Draco Malfoy zaczął mnie prześladować. Następną rzeczą, którą pamiętam, to przyjście tutaj, gdzie wszyscy mówią mi, że jestem twoją żoną.
- Tak trudno w to uwierzyć? ? rzucił.
- Szczerze mówiąc, tak ? odparła. Zniknęła nieśmiałość, która widoczna była na korytarzu, zastąpiona ostrym, ciętym językiem. Potter i Weasley sami kiedyś przyznali, że dziewczyna zawsze taka była, chociaż mieszkanie ze Snape?m wyostrzyło tylko umiejętność rzucania sarkastycznych komentarzy.
- O ile mnie pamięć nie myli, to ty jesteś osobą, która nie zmarnuje żadnej okazji by poniżyć czy zdegradować mnie i to najchętniej w obecności innych, ale nie tylko. Nigdy nie ukrywał pan niechęci w stosunku do mojego pochodzenia, Domu, czy wyboru przyjaciół. I nagle mam uwierzyć, że przezwyciężył pan wszystkie uprzedzenia i co więcej, zakochał się we mnie i oświadczył się? A ja się zgodziłam!
Powiedziała wszystko, czego miał nadzieję nie usłyszeć, a co było dowodem na to, jak okropnie zachowywał się względem niej w przeszłości. Sam wielokrotnie rozpamiętywał każdy z wymienionych zarzutów.
- Jeśli myśl o byciu moją żoną jest dla ciebie tak bardzo stresująca, może powinnaś odejść ? powiedział, wstając.
- A gdzie pójdę? Do Weasley?ów? ? W głosie kobiety słychać było zarówno złość, jak i strach.
- Nie obchodzi mnie to ? powiedział chłodno, wychodząc z pokoju. Zamknął się w gabinecie i nalał sobie drinka. Wkrótce zostanie alkoholikiem, jeśli tak dalej pójdzie.
Kiedy w końcu wrócił do komnat, dziewczyny już nie było. Właściwie, nie oczekiwał że ją zobaczy po kłótni, jednak miał taką nadzieję. Taką samą nadzieję, która tliła się w nim każdego wieczoru, gdy kładł się spać i liczył na to, że ona wciąż będzie u jego boku o poranku, czy wróci do domu z kolejnej podróży. Inni nie musieli przypominać mu, że nie zasługiwał na nią ? sam wiedział o tym najlepiej.
Snape usiadł i zapatrzył się bezmyślnie w ogień na kominku, kiedy nagle usłyszał pukanie do drzwi. Nie czekając na zaproszenie, dyrektor wszedł do salonu. Severus rzucił w jego kierunku szybkie spojrzenie i ruchem ręki zachęcił, by usiadł przy nim.
- Jeśli cię to interesuje, Hermiona jest teraz z Minervą ? powiedział na wstępie Dumbledore.
- Naprawdę? ? odpowiedział nonszalancko mistrz eliksirów. W duchu zmówił modlitwę do wszystkich istniejących duchów, dziękując za to, że jednak nie uciekła do Weasley?ów. Nigdy nie byłby w stanie przekonać Molly, aby pozwoliła jej wrócić do niego, gdyby tylko dowiedziała się jak strasznie potraktował swoją żonę. Nazwali go potworem już kiedy przestał jej szukać po zniknięciu.
- Była dość zasmucona. Minerva powiedziała, że kazałeś jej się wynosić.
- Rzeczywiście mogłem powiedzieć coś takiego ? przyznał, ściskając palcami nasadę nosa. Na samą myśl o tym, co powiedział Hermionie, zaczynała go boleć głowa.
- Severusie, ona cię potrzebuje.
- Jestem ostatnią osobą, której ona teraz potrzebuje. Wiem, że jestem ostatnią osobą na świecie, którą pragnie.
- A dziwisz się temu, biorąc pod uwagę twoje dzisiejsze zachowanie? ? zapytał starszy czarodziej. Oskarżający ton jego głosu zabolał Snape?a.
- To nie jest moja żona. Nie widzi we mnie swojego męża, tylko tłustowłosego profesora od eliksirów, który lubił obrażać ją podczas lekcji. Wszyscy mówili, że tylko marnuje ze mną swoje życie. No cóż, teraz ma szansę zacząć wszystko od nowa, a ja nie mam nic przeciwko temu. Nie będę jej stał na drodze.
- Ta kobieta jest twoją żoną i teraz potrzebuje cię bardziej, niż kiedykolwiek na świecie. Przysięgałeś wspierać ją w niedoli i szczęściu, w zdrowiu i chorobie.
- Ona mnie nie chce ? spierał się Snape.
- Nie! ? powiedział stanowczo Albus. ? Ona nie pamięta, że cię chce, a to wielka różnica. Musisz pomóc jej sobie przypomnieć.
- A jak mam to zrobić? ? padło sceptyczne pytanie.
- Zalecaj się do niej, uwiedź ją, pokaż, dlaczego poślubiła cię za pierwszym razem.
- Ale ja nie wiem, dlaczego ona za mnie wyszła ? zaprotestował.
- W takim razie pokaż jej dlaczego ty wziąłeś ją za żonę. ? Starszy czarodziej wstał i położył dłoń na ramieniu przyjaciela. ? Małżeństwo to droga dwukierunkowa, mój chłopcze. Pora odpłacić za to, co sam otrzymałeś. Przyślę ją tu po kolacji. Wiem, że postąpisz właściwie. ? Po tych słowach wyszedł.
Patrząc w ogień, Severus rozważał słowa dyrektora. Przez ostatnie siedem lat Hermiona obdarzała go miłością i wsparciem. Teraz, kiedy desperacko go potrzebowała, okazał się tchórzem, który zwrócił swój ostry sarkazm przeciwko jedynej osobie, która się przez niego przebiła. Mężczyzna którego kochała, był głęboko pogrzebany za latami nieufności i krzywdy, a teraz będzie musiał go odkopać, by udowodnić, że jest wart jej miłości. Kiedyś to ona sprawiła, że uwierzył w jej słowa, a teraz przyszła kolej na niego, by przekonać ją.
From childhood's hour I have not been
As others were - I have not seen
As others saw - I could not bring
My passions from a common spring -
From the same source I have not taken
My sorrow - I could not awaken
My heart to joy at the same tone -
And all I loved - I loved alone
cathyhope
Tłusty Aniołek Barokowy
Tłusty Aniołek Barokowy
 
Posty: 81
Dołączył(a): 05 sie 2009, 00:52

Re: Niezapominajka [2/17][NZ]

Postprzez dragontattoo » 23 lis 2011, 13:36

Rozdział 2

Wróciła wieczorem. Severus nie wiedział, co jej powiedzieć. W przeszłości, gdy kłócili się, kończyło się to zawsze tym, że jedno z nich wypadało z pokoju mocno wzburzone. A później to ona odszukiwała go, wdrapując się na jego kolana i mówiąc, jak bardzo go kocha, pomimo że był niemożliwy i okropny. Albo też to on ją znajdował, skradając się i całując w szyję oraz szepcząc, że ją uwielbia, nawet jeśli zachowała się nierozsądnie i głupio. Ale dziś nie było tej serdecznej komitywy między nimi, nie było śmiechów z tych absurdalnych rzeczy, o które się pokłócili, ani też tych delikatnych pocałunków w ramach przeprosin. Po raz pierwszy w życiu to on będzie zmuszony powiedzieć to jedno słowo ? ?przepraszam?. Nie wiedziałaby, co ono dla niego znaczy, gdyby go teraz nie wypowiedział.

- Nie powinienem był mówić niektórych rzeczy, które powiedziałem dziś rano - przyznał, gdy już nalał obojgu po filiżance herbaty.
- Tylko niektórych z nich? - zapytała drwiąco.
- W porządku, większości z nich - rzekł zirytowany. Zdawała się być całkowicie zdeterminowana, by uczynić to dla niego jak najtrudniejszym. Ale nie miał jej tego za złe. Popatrzyła na niego.
- Przepraszam - powiedział wreszcie, gdy upłynęło kilka okropnych chwil.
- Przyjmuję przeprosiny. Rozmawiałam dzisiaj z profesor McGonagall i czuję się trochę lepiej w związku z całą tą sytuacją.
- Co powiedziała ci Minerwa? - zapytał ostrożnie, pragnąc tak naprawdę, żeby nie rozmawiała z tą starą kobietą. Jeden Salazar wiedział, co ona mogła nagadać Hermionie.
- Stwierdziła, że choć wydajesz się być szorstki, to tak naprawdę wielbisz ziemię, po której stąpam - odparła Hermiona.
Czy ona naprawdę tak o nim powiedziała? - Zastanawiał się, czy jego emocje są rzeczywiście tak przejrzyste. Był pewny, że raczej dobrze je ukrywa, ale najwyraźniej McGonagall mogła odczytać jego każdy nastrój.
- Czy ona tak właśnie ci powiedziała?
Hermiona skinęła głową, wpatrując się w ogień - Czy to prawda?
- Nic nie wiem o oddawaniu ci czci, ale naprawdę kocham cię, Hermiono - powiedział, podchodząc coraz bliżej, aż wreszcie usiadł koło niej. Odwróciła się i napotkała jego spojrzenie.
- Nie mówię o tym zbyt wiele, w każdym razie niewystarczająco. - przyznał.
- Ale ja to wiedziałam - to było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
- Myślę, że tak. Mam nadzieję, że tak - sięgnął do jej rąk, biorąc je w swoje dłonie. Drgnęła i zaczęła wyrywać się, ale trzymał ją mocno.
- Ty też mnie kochasz - stwierdził. Może gdyby ją zachęcił, powtórzyłaby za nim te słowa. To nie byłoby to samo, ale byłby to już jakiś początek. Jednak nie powiedziała ich.
- Może mogłoby mi pomóc, gdybyś opowiedział mi jak zako... jak staliśmy się "nami" - wyjąkała w zamian.
Nie chciała wypowiedzieć słowa "kocham" - zauważył.
- W porządku - zgodził się, puszczając jej ręce i siadając z powrotem na kanapie. Nie wiedział, od czego zacząć, czy od tego, jak okrutnie ją traktował, gdy była uczennicą, czy od tego lata, kiedy Dumbledore poprosił go, by nauczył ją przyrządzać Eliksir Tojadowy. Być może powinien sięgnąć do tego, co było później, kiedy została już Aurorem i zaczęła go prześladować. W końcu zdecydował się zacząć od owego lata, kiedy warzyli eliksiry dla Zakonu, i kiedy uświadomił sobie po raz pierwszy, że panna Granger przestała już być tą irytującą nastolatką, stając się nadal irytującą, lecz i intrygującą kobietą.

***

Słyszał jak lekko wstrzymała oddech, gdy jego dłoń musnęła jej dłonie.
Patrząc na nią poważnie, wyciągnął rękę i zakrył jej dłoń swoją. Kiedy nie zabrała jej, wiedział już, że jego podejrzenia są słuszne.

- Mam nadzieję, że nie rozwinęło się u pani to głupie, uczniowskie zainteresowanie moją osobą, panno Granger - warknął. Była zaledwie o cale od niego, mógł poczuć zapach jej lawendowego szamponu i zauważyć krwisty rumieniec, który pojawił się na jej policzkach. Zadrżała lekko, gdyż zaskoczył ją tym, ale jej oczy połyskiwały gniewnie, kiedy odwróciła twarz ku niemu,.

- Trudno byłoby żywić nadal szkolne fascynacje, bo nie jestem już uczennicą, sir - odparła. Wyrwała dłoń z jego ręki i wróciła do swojej pracy - Aczkolwiek teraz widzę, jak bardzo mogą być one idiotyczne - powiedziała bardziej do swojego eliksiru niż do niego.
Nie powinien był wtedy jej dotykać. Nigdy nikogo nie dotykał, jeśli tylko mógł tego uniknąć, kierując się nawykiem rozwinięty przez wiele lat. Powinien być bardziej ostrożny na przyszłość.
- Takie pragnienia są niebezpieczne, panno Granger - stwierdził kilka chwil później - Odciągają nas od naszego celu.
- Rzeczywiście? - spytała - Zawsze uważałam, że takie ?pragnienia?, jak je pan nazywa, pomagają osiągnąć to, co powinno być zrobione w takich czasach jak obecnie.
- Mylisz się - uciął.
- Mówi pan na podstawie własnego doświadczenia, obserwacji, informacji usłyszanych od innych, czy też przeczytał pan coś, co doprowadziło pana do właśnie takiego wniosku?
Spojrzał na nią. Jak zawsze irytująca Wiem-To-Wszystko, rzucała mu wyzwanie przez całe siedem lat swojego pobytu w szkole i wydawała się być zdecydowana kontynuować to nawet teraz. Zawsze potrafiła zadać pytania, na które nie znał odpowiedzi, a Severus Snape nie był mężczyzną, który lubiłby przyznać, że czegoś nie wie. Poczuł się urażony jej odwagą, która nakłoniła ją do zadawania właśnie takich pytań, urażony, bo on miał odwagi ich zadawać. Nigdy tego nie żałował, zanim jej nie poznał. Dopiero za namową tej upartej dwudziestolatki pomyślał aby zadać sobie samemu takie pytania, ale wciąż nie był pewien, czy jest gotowy, by stawić czoła odpowiedziom.


Nie widział jej przez następne miesiące wojny, co było pożądane przez niego, ale ten stan trwał ostatecznie zbyt krótko. Pojawiła się znowu z jeszcze większą liczbą irytujących pytań, tym razem dlatego, że Ministerstwo miało zacząć proces przeciwko niemu.
- Przykro mi, sir. ? zaczęła - Muszę zadać te pytania.
- Nie bądź śmieszna, panno Granger. Oboje wiemy, że ty i każdy w Ministerstwie aż pali się do tego, by poznać wszystkie obrzydliwe szczegóły z mojego życia, gdy byłem szpiegiem.
- Możemy to załatwić łatwo i bezboleśnie albo skorzystać z bardziej drastycznych środków. - odparła przez zaciśnięte zęby.
- Nie będę siedział spokojnie i pozwalał ci zburzyć moje życie, naruszać moją prywatność tylko dlatego, że tobie i twoim kolegom nie przypadł do gustu sposób, w jaki traktowałem was w szkole.
- Będzie prościej, jeśli tylko powiesz mi to, co chcę wiedzieć.
- Ułatwianie ci życia nigdy nie było moim zadaniem, panno Granger.
- To ja staram się ułatwić ci to wszystko, ty uparty dupku - praktycznie wykrzyczała mu to - Czy chcesz publicznego śledztwa? Chcesz, by Rita Skeeter pisała każdego dnia sprawozdania z twojego procesu, jako śmierciożercy? Masz zaledwie kilku przyjaciół, Snape, a o wiele więcej wrogów. Ktoś anonimowo przedstawił dowód na to, że przekazywałeś Voldemortowi informacje o Zakonie i Ministerstwie. Nie mogę w to uwierzyć, więc jestem tutaj, żeby pomóc ci udowodnić twoją niewinność, ale jeśli nie chcesz przyjąć mojej pomocy, to ciesz się pobytem w Azkabanie.
Spojrzał na nią, życząc sobie, by wreszcie wyszła. Nienawidził przyznawać jej racji w tym, że jej potrzebował. Nikt by nie uwierzył słowom byłego śmierciożercy. Ale, gdyby miał po swojej stronie piękną i sławną Hermionę Granger, wstawiającą się za nim, jego szanse na uniknięcie Azkabanu by wzrosły.
- Świetnie. Co chcesz wiedzieć?


Zerknął na nią i zobaczył ,jak mruga powoli oczami, starając się nie zasnąć. Wstał i przesunął się na kanapie.
- Jesteś zmęczona. Powinnaś położyć się już do łóżka - powiedział, pochylając się nad nią i odgarniając jej włosy z twarzy. Potrząsnęła sennie głową.
- Nie, nic mi nie jest. Opowiedz mi więcej.
- Idź spać, Hermiono - powiedział rozkazującym tonem, prostując się, by móc nad nią górować. Popatrzyła na niego spode łba, po czym spojrzała nerwowo na swoje dłonie. Nagle zdał sobie sprawę, że była zbyt zakłopotana, by przyznać, że nie wie, gdzie jest sypialnia lub też zbyt wystraszona, by pójść tam z nim, prawdopodobnie i jedno i drugie.
- Mam eseje do sprawdzenia - powiedział, wskazując jej drzwi do sypialni. Niechętnie ruszyła w kierunku, który wskazał, pocieszona tym, że teraz wie nareszcie, gdzie znajduje się łóżko i nie będzie jej niepokoił, gdy już tam pójdzie.

Wszedł do zaciemnionego pokoju dobre kilka godzin później, gdy uznał, że już na pewno zasnęła. Widok znajomego wybrzuszenia po jej stronie łóżka uspokoił go, podobnie jak ciężar drugiej osoby. Ale coś było nie tak. To prawda, co mówią ludzie, że nigdy nie brakuje ci czegoś do chwili, gdy już tego nie ma. Przez lata narzekał na Hermionę i jej zwyczaj zabierania mu nakrycia, jak też i jej uporczywe przyczepianie się do niego niczym pijawka.

Mieli wspaniałe, olbrzymie łóżko, z dużą ilością miejsca dla obojga, ale zawsze twierdziła, że nie może usnąć, jeśli nie ma ręki lub nogi owiniętej naokoło niego. Przyzwyczajenie się do spania w taki sposób zajęło mu wieki i nawet wiele lat później budził się w środku nocy tylko po to,żeby wyplątać się z jej uścisku i z powrotem zasnąć.
- Ale tak miło wyglądasz obok mnie - dyskutowała z nim pewnej nocy, po tym, jak obudził ją, usiłując odsunąć się od niej - Nie ma nikogo innego, kto pasowałby do mnie tak jak ty, jesteśmy jak dwa elementy układanki.
- Wypróbowałaś wiele innych elementów? - zapytał ostro.
- Nie, i nie o to mi chodzi.
- A o co dokładnie?
- Po prostu myślę, że wielu ludzi poszukuje swoich bratnich dusz, odwołując się do jakże wątpliwych uczuć, które żywią, kiedy po prostu powinni chodzić z taśmą mierniczą i zobaczyć, kto najlepiej pasuje obok nich w łóżku. To musi być ktoś, kto sprawi, że poczują się tam bezpiecznie i komfortowo.
- To w ogóle nie ma żadnego sensu. Wracaj do spania - nakazał jej wówczas.
- Czy mógłbyś więc chociaż zarzucić na mnie swoje ramię, w ten sposób, bym mogła czuć cię koło mnie? - zapytała ziewając. Skrzywił się, ale przysunął bliżej, gładząc swoją dłonią jej ramię w górę i w dół, aż jej oddech wyrównał się, a on miał pewność, że znowu zasnęła.


Dopiero teraz mógł przyznać się przed samym sobą do tego, jak bardzo czekał na to, że Hermiona spędzi tę noc tutaj, po swojej stronie łóżka. Zdał sobie sprawę, jak bardzo stał się od niej zależny i jak jej obecność pomaga mu się zrelaksować. Przewrócił się na drugi bok i spojrzał na śpiącą obok sylwetkę. Zdawała się być niespokojna, wierciła się i kręciła. Zastanawiał się, czy nie przesunąć się bliżej i wziąć ją w ramiona, ale zaniepokoiła go sama myśl, że mógłby ją obudzić. Nie chciał jej przestraszyć. Dopiero kilka godzin później udało mu się w końcu głęboko zasnąć, a wówczas dręczyły go koszmary, w których jacyś mężczyźni przychodzili i porywali mu ją w środku nocy.

Obudził się następnego ranka, zmęczony i zaniepokojony, lecz zdeterminowany, by przygotować trochę Eliksiru Bezsennego Snu dla nich obydwojga. Nie byłby w stanie obchodzić się z nią z szacunkiem, nie mówiąc już o głębszych uczuciach, jeśli nie mógł przespać w nocy więcej niż trzy godziny.
- Zazwyczaj jemy śniadanie tutaj, razem ? powiedział jej, widząc, że kieruje się w stronę drzwi.
- Ach - powiedziała, co zabrzmiało, jakby była rozczarowana. Usiadła przy stoliku w rogu pokoju i czekała, podczas gdy on stuknął różdżką. Pojawiły się tosty, dżem, świeże owoce i herbata. Przytrzymał czajniczek nad jej filiżanką, czekając na odpowiedź.
- Tak, poproszę - szepnęła, zanim wzięła pomarańczę i jednego tosta. Jedli w ciszy, nie odzywając się, a jedynymi dźwiękami było szuranie noży przy rozsmarowywaniu dżemu oraz cichutkie pobrzękiwanie filiżanek uderzających o spodki.
- Hmm, co właściwie mam dzisiaj do zrobienia? - zapytała wreszcie, przerywając panującą ciszę.
- Nie wiem. - odpowiedział.
- A co normalnie robię?
- Jesteś Aurorem.
- Och - nastąpiła kolejna długa przerwa, w czasie, gdy on opróżniał swoją filiżankę.
- Myślę, że mogłabyś odwiedzić Weasleyów. Molly może pomóc ci nadrobić ostatnie dziesięć lat i to będzie też dobry sposób na poprawienie twojego samopoczucia. Zawsze wracasz z Nory do domu nadzwyczaj szczęśliwa.
- Czy często ich odwiedzam? - zapytała.
- Moim zdaniem zbyt często, a według ciebie zbyt rzadko.
- Och - powiedziała cicho. Wpatrywała się z uwagą w swoje pomarańcze, szukając odpowiednich słów - Co robisz dzisiaj?
- Mam rano zajęcia, a po południu wybieram się do twojego biura w Ministerstwie Magii. Może uda mi się znaleźć w twoich aktach lub kalendarzu coś, co w końcu doprowadzi nas do tego, kto ci to zrobił.
- Czy naprawdę sądzisz, że możesz ich odnaleźć?
- Nie przestanę, dopóki tego nie zrobię - powiedział przez zaciśnięte zęby. Wziął głęboki oddech, by się uspokoić.
- Widzimy się dziś wieczorem na kolacji - powiedział kilka minut później, po skończeniu swojego tosta. Wstał i pocałował ją w czubek głowy.
- W Wielkiej Sali? - zapytała, patrząc na niego.
- W Wielkiej Sali, chyba że Molly będzie nalegać, żebyś została u niej na kolacji, co prawdopodobnie zrobi. W tym przypadku zobaczymy się tutaj przed pójściem spać - uśmiechnęła się do niego blado i wiedział już, że zebrała całą swoją gryfońską odwagę, by odegrać rolę jego żony, nawet w tak drobnej sprawie, jaką było śniadanie. Ma umysłowość uczennicy szóstej klasy, a ich rozmowa przy śniadaniu o planach na dzisiejszy dzień czy też pocałunek na pożegnanie muszą wydawać się jej dziwne. Ale jeśli ona chce spróbować, to i on może, upomniał się. Miał zdecydowanie więcej do stracenia.

Tuż po zajęciach zmierzał w pośpiechu w kierunku bramy, kiedy tylko zjadł obiad. Aportował się do Londynu i przeciskał się przez tłum, chcąc dotrzeć do wejścia dla gości w Ministerstwie Magii. Był zaskoczony, gdy zobaczył Artura Weasleya czekającego na niego w holu.
- Dumbledore powiedział mi, że będziesz tutaj dzisiaj. Pomyślałem, że wyjdę ci naprzeciw i zobaczę, czy jest coś, w czym mógłbym ci pomóc. - zaoferował Artur. Severus skinął głową. Dyrektor wiedział, że on sam nigdy nie prosi nikogo o pomoc, ale jak widać, zadbał, by mu ją umożliwić.
- Chciałem tylko przeszukać jej biurko i kartoteki, żeby sprawdzić, czy nie ma tam jakiejś wskazówki, która pomogłaby znaleźć tego, kto jej to zrobił.
- Racja, tędy w takim razie - powiedział Artur, kiwając głową i poprowadził go do windy.
W zatłoczonej windzie Severus nie odezwał się ani słowem. Przesunął się w tył i starał się nie oddychać, gdy wsiadł starszy czarodziej, cuchnący czosnkiem.
- To Richardson - szepnął Artur, kiedy śmierdzący człowieczyna wysiadł w końcu na trzecim piętrze - Właśnie wrócił po walce z wampirami w Estonii.
- To wyjaśnia ten smród - powiedział Severus, marząc nie pierwszy raz o tym, by jego nos nie był taki wielki i nie wychwytywał tak silnie wszystkich zapachów. Przynajmniej sowy zostały w końcu zastąpione przez papierowe samolociki.
- No dobrze, jesteśmy na miejscu - powiedział Artur, gdy w końcu dotarło na piąte piętro - Biurko Hermiony jest w tym kierunku. Wiem o tym, odkąd w każdą środę jemy razem obiad w jej biurze.
- Nie miałem o tym pojęcia - powiedział Severus. Nigdy nie wspominała o swoich wspólnych obiadach z panem Weasley?em. Zastanawiał się, dlaczego nigdy mu o tym nie wspomniała; pewnie pomyślała, że nie zainteresowałoby go to w najmniejszym stopniu. Ta myśl nagle go zasmuciła.
- Ona jest naprawdę nieocenionym źródłem informacji, jeśli chodzi o Mugoli. Większość urodzonych w rodzinach mugolskich wraca do ich świata, bądź zrywa z nim całkowicie więzi. Międzynarodowa Ustawa o Tajności sprawia, że trudno zrobić cokolwiek innego, ale jak wiesz, Hermiona nadal utrzymuje kontakt, nie tylko ze swoją rodziną, ale też z kilkoma przyjaciółmi z sąsiedztwa.
- Nasze mieszkanie jest tego przykładem? chciałbym je zmienić z powrotem w normalne kwatery czy pokoje, ale jest zarzucone przez te jej mugolskie artefakty ? poskarżył się Severus.
- Obiecała objaśnić mi działanie komptoputerów następnym razem - powiedział Artur, kiedy zatrzymał się przed jej biurkiem. Severus natychmiast rozpoznał, że to jej biurko, przez zdjęcie, jedyne, jakie pozwolił jej ze sobą zabrać, jedno z tych zrobionych w dniu ich ślubu, przypięte obok map i wiadomości dotyczących prowadzonych przez nią spraw.
Myślę, że masz na myśli komputer ? powiedział - Dziękuję, że wskazałeś mi jej biurka. Jeśli znajdę coś, dam ci znać - dał mu do zrozumienia, by wyszedł, mając nadzieję, że zrobił to wystarczająco uprzejmie.

- Zostawię cię więc z tym - powiedział Artur - Mam nadzieję, że znajdziesz coś, co doprowadzi nas do tego, kto jej to zrobił.
- Ja też - zgodził się, kiwając głową.
- Gdybym kiedykolwiek stracił Molly... nie wiem, co bym zrobił. Nie sądzę, żeby udało mi się to przeżyć - powiedział Artur cicho, niemal do siebie, a potem wyszedł. Severus westchnął z ulgą i zaczął poszukiwania. Przekopując się przez dokumenty, postanowił wziąć wszystkie te, które były opracowywane na bieżąco, jak też i te, które dotyczyły przestępców wypuszczonych z Azkabanu. Przetrząsnął papiery na jej biurku. Wyglądało na to, że starała się zachować porządek, używając w tym celu małych samoprzylepnych karteczek i pudełeczek na różne rzeczy, ale dokumenty i tak były porozrzucane w każdym możliwym miejscu. Wreszcie znalazł jej kalendarz i przekartkował go, by dotrzeć do tygodnia, kiedy zniknęła.

- Nie odkładaj do jutra tego, co możesz zrobić dziś! - krzyknął kalendarz na niego. Kupiła mu jeden z tych irytujących terminarzy w ostatnie Boże Narodzenie. Znosił go przez dwa dni, co według niego było godnym podziwu wyczynem, zanim rzucił na niego Zaklęcie Wyciszające.
Nie znalazł tam zbyt wiele, notatkę o obiedzie z Potterem i Weasleyem w Trzech Miotłach i o spotkaniu z szefem w związku z nową sprawą, ale to było wszystko. Spojrzał na poprzedni tydzień.
- M widziany w Londynie? - było to napisane niestarannie, jakby w pośpiechu, trzy dni przed jej zniknięciem. Kim był M? Trzeba będzie przejrzeć prowadzone przez nią akta i sprawdzić, czy któreś z nich nie zaczyna się na literę M. A może to było coś, nad czym pracowała na boku? Miała skłonności do brania dodatkowej pracy, gdyż nienawidziła próżnować. Nie było tego wiele, ale zawsze to jakiś punkt zaczepienia.
I'm a girl who played with fire
dragontattoo
Współczesny Niemowlak
Współczesny Niemowlak
 
Posty: 14
Dołączył(a): 11 paź 2011, 23:49
Lokalizacja: Manchester, Spinner's End;)

Re: Niezapominajka [2/17][NZ]

Postprzez Morwena » 25 lis 2011, 00:00

Coraz bardziej lubię te nasze święta. Szczególnie dlatego, że pojawia się wtedy więcej tekstów. Tym razem opowiadanie wybrane do "pracy zbiorowej" podoba mi się bardziej niż to drarrowe - oczywiście ze względu na pairing, a na razie także dzięki treści.
Bardzo lubię w snamione przymus do ślubu (ew. czegoś innego) albo wariacje z czasem - te rzeczy są chyba wpisane w historie o tej parze, przynajmniej dłuższe, prawda?
Realia "Niezapominajki" są raczej specyficzne: nie do końca wiadomo, co się stało Hermionie (i kto to zrobił), ona sama nie za bardzo wie, jak wylądowała na jednym wózku ze Snape'em, który aktualnie odkrywa niejasne poszlaki. Trochę jak kryminał z elementami grozy w tle. No i to mi się podoba. Niewiele tak naprawdę wiem, ale mimo wszystko wiem wystarczająco dużo o bohaterach i ich wspólnej historii, żeby nie czuć niedosytu.
Nawet zbiorowe tłumaczenie - jak na dwie części - wypada nieźle. Zwykle spodziewam się sporych różnic w stylu etc. Jednak tym razem jest dość podobnie - podobnie dobrze, jeśli chodzi o technikę. Usterek też niewiele - zresztą zwykle w postaci dodatkowej spacji. Naprawdę ładnie do tej pory Wam wychodzi. Poza tym sam styl opowiadania jest przyjemny w odbiorze; taki pełny, gęsty, nie wiem, jak to właściwie określić. Krótko mówiąc, podoba mi się i moim zdaniem pasuje do treści.
Czekam na kontynuację historii. :)

Powodzenia!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Niezapominajka [2/17][NZ]

Postprzez Miris » 26 lis 2011, 00:44

Wersja zbetowana, kilka małych poprawek i kilka większych. Komentarze mile widziane:)


Rozdział 3

Kilka kolejnych dni upłynęło im pod znakiem dość osobliwego schematu. Severus dawał z siebie wszystko, żeby zdobyć jej względy, tak jak doradził mu Albus, ale oczywiste było, że nigdy nie był romantykiem, a tajemnice kobiecej duszy były mu doskonale nieznane. Kupował książki i zostawiał je dla niej; poprosił Sprout o kwiaty, które kładł na jej szafce nocnej, ale albo ich nie zauważała, albo ignorowała. Odpowiadała tylko na pytania, które kierował bezpośrednio do niej.

? Powiedz mi, co robię nie tak? ? skarżył się Minerwie w pokoju nauczycielskim przed zajęciami. Można by się spodziewać, że po tygodniu znoszenia jej kwiatów i książek powinien zdobyć jej względy, ale ledwo je zauważała.
? Zostawiasz je na jej szafce nocnej, żeby sama je znalazła? ? spytała Minerwa.
? Tak ? wymamrotał.
? Powinieneś sam jej je wręczać, osobiście, i powiedzieć dlaczego to robisz. Straciła pamięć, Severusie, nie ma nawet pojęcia czy książki są nowe, a kwiaty na szafce pospolite czy rzadkie. Myśli teraz, że poleciłeś skrzatom domowym przynosić świeże kwiaty do sypialni.
? Wie, że nigdy bym tego nie zrobił. Nienawidzi tego, że rozkazuję skrzatom.
? Ale właśnie o to chodzi, ona tego nie pamięta.
Severus zacisnął pięści. Dlaczego o tym nie pomyślał? Teraz wszystko zaczęło nabierać sensu.
? Tak, spróbuję skorzystać z twoich rad. Dziękuję, Minerwo ? powiedział i poszedł na pierwsze zajęcia. Ledwie rzucił okiem na materiały, które przyniósł ze sobą z ministerstwa. Między nauczaniem i planowaniem oczarowania Hermiony nie zdążył przedrzeć się nawet przez jeden tom, który wyglądałby na bardziej podejrzany od pozostałych albo zawierał kogoś o imieniu rozpoczynającym się na literę "M". Czuł się rozdarty między chęcią pojmania człowieka odpowiedzialnego za skrzywdzenie jego żony a ponownym jej zdobyciem. Im więcej czasu poświęcał na jedną sprawę, tym na drugą miał go mniej, a nie mógł sobie pozwolić na zaniedbanie żadnej z nich.
Hermiona z kolei większą część swoich dni spędzała z Weasleyami albo Potterem. Severus zastanawiał się co jej naopowiadali o ich małżeństwie. Może próbowali wyperswadować jej miłość do niego, tak jak robili to wcześniej? Tyle że tym razem było im nawet łatwiej, bo Hermiona nie pamiętała tego, że go kocha. To sprawiało, że tym bardziej starał się przywrócić jej pamięć. Potrzebował czegoś, co odseparowałoby ją od jej przyjaciół, coś, co zajęłoby jej czas, żeby nie słuchała o tym jakim to jest przerośniętym nietoperzem. Być może istniał sposób na rozwiązanie obu tych problemów za jednym zamachem: gdyby zechciała tylko pomóc mu w przeszukiwaniu dokumentów, może zrobiłby jakiś postęp w badaniach, a przy okazji spędziłby z nią trochę czasu. Ostatecznie to praca przy wspólnym projekcie sprawiła, że zbliżyli się do siebie za pierwszym razem.


? Zacznijmy więc od tego, co wiemy ? zaproponowała, zajmując jego ulubione krzesło i moszcząc się na nim wygodnie. Skrzywił się i usiadł naprzeciwko niej, na krześle, które było dużo mniej wygodne i pierwotnie przeznaczone dla niechcianych gości. A skoro Hermiona zajęła jego krzesło, równie dobrze mogła nigdy z niego nie zejść. ? Ktoś anonimowo przedłożył dowody wskazujące, że przekazywałeś Sam?Wiesz?Komu tajne informacje ? rozstrząsała Hermiona.
? To wszystko jest mi doskonale znane, panno Granger. Trzy dni temu otrzymałem list, w którym zażądano poddania mojej różdżki testom. Znaleźli w niej ślady używania zaklęcia Envoyas w dniu dwudziestym dziewiątym marca.
? Zaklęcie Envoyas, dzięki któremu można przesłać krótką informację do innej różdżki. Działa na długich dystansach, a 'transmisja' informacji wygląda jak strzęp srebrnej mgły, prawie jak duch ? powiedziała, wpatrując się w przestrzeń.
? Wiem jak działa to zaklęcie, panno Granger ? warknął.
? Przepraszam, myślałam na głos. Ale powiedział pan, że nie użył tego zaklęcia? ? spytała, odwracając się do niego, niespecjalnie wyglądając na kogoś, komu jest przykro.
? Nie twierdzę, że nie rzucałem go nigdy, ale w tym dniu zdecydowanie nie. Właściwie, o ile mnie pamięć nie myli, moja różdżka uległa zniszczeniu kilka dni wcześniej w potyczce między kilkoma śmierciożercami a aurorami. Moody był zdania, że kilka paskudnych zaklęć rzuconych na mnie w czasie walki wspomoże mój wizerunek oddanego sługi. W efekcie złamałem rękę, a różdżkę oddałem do naprawy u Ollivandera.
? Czy ktoś wiedział, że pańska różdżka została złamana? ? drążyła Hermiona, wychylając się do przodu, wyraźnie podekscytowana.
? Jestem pewien, że wiedział Ollivander i kilku członków Zakonu. Moody, oczywiście, i sądzę, że na następnym zebraniu dosyć dobitnie dałem do zrozumienia co sądzę na temat traktowania mnie w czasie akcji przez członków Zakonu.
? Więc od tego zaczniemy ? orzekła.



Przybycie pierwszych tego dnia uczniów, trzeciorocznych Puchonów i Krukonów, przerwało jego rozmyślania, na co jego twarz wykrzywiła się gniewnie.
? Do środka. I nie rozmawiać ? rozkazał. Skoro on nie był szczęśliwy, żaden z jego uczniów też nie będzie. I tak oto zaczął kolejny dzień nauczania tych tępych durniów, starając się trzymać w ryzach ckliwe myśli o swojej żonie i jej utracie pamięci.
Po lunchu miał zajęcia z szóstorocznymi, którym tłumaczył właśnie właściwości pokrzyku, kiedy do sali wsunęła się głowa jakiejś drugorocznej z kręconymi włosami.
? Profesorze Snape? ? spytała bojaźliwie.
? O co chodzi? ? warknął.
? Pani Pomfrey prosi pana do skrzydła szpitalnego tak szybko jak to możliwe.
? Już idę ? rzucił. Zerknął na dziewczynę, a potem odwrócił się do klasy. ? Chcę widzieć dwie rolki pergaminu o użyciu i zastosowaniu pokrzyku na moim biurku do środy.


Istniały tylko dwa powody dla których Poppy mogłaby go potrzebować ? albo skończył się jej zapas jakiegoś eliksiru, który musiałby uwarzyć ? ale tym nie zawracałaby mu głowy w czasie lekcji ? albo coś złego stało się z Hermioną. Pośpieszył ku schodom prowadzącym z lochów. Może pielęgniarka znalazła lekarstwo, którym można wyleczyć Hermionę.
? Dobrze, że jesteś, Severusie ? przywitała go Poppy, gdy wkroczył do skrzydła szpitalnego. Hermiona siedziała nieopodal na łóżku, mnąc szatę i wpatrując się w podłogę. Nie spojrzała na niego gdy wszedł.
? Jakaż to ważna sprawa zmusiła cię do przywołania mnie tutaj w środku lekcji?
? Profesor Flitwick znalazł Hermionę błąkającą się po korytarzach. Rozmawiała z posągiem jednookiej czarownicy na drugim piętrze.
? Dlaczego miałaby to robić? ? spytał.
? Obawiam się, że jej pamięć jej uszkodzona znacznie bardziej niż przypuszczałam. Gdy Filus ją znalazł, nie potrafiła przypomnieć sobie swojego imienia ani drogi do waszych komnat.
Severus zacisnął dłonie w pięści słysząc o nowej komplikacji. Miał nadzieję, że zdoła ją przekonać, do ich wzajemnej miłości, ale jeśli będą musieli zaczynać od nowa co kilka dni...
? Czy można jej jakoś pomóc?
? Podałam jej łagodny eliksir pamięci. Teraz pamięta wszystko to, co wydarzyło się po tym jak ją znaleźliśmy ? wyjaśniła Pomfrey. ? Weź trochę ze sobą, na wypadek gdyby był potrzebny później.
? Więc uważasz, że takie sytuacje mogą się powtarzać? Że będzie rozmawiać z nieożywionymi obiektami i zapominać własne imię?
? Nie jestem do końca pewna. Wiem, że to dla ciebie trudne, Severusie ? powiedziała, kładąc mu rękę na ramieniu. ? Są ludzie, których przeszkolono w zajmowaniu się takimi przypadkami. Może dla was obojga byłoby lepiej gdybyś wziął pod uwagę możliwość przeniesienia jej do Św. Munga.
? Nie! ? zaprotestował, wyszarpując swoje ramię spod jej dotyku. Widział ludzi, którzy tam żyli ? Gilderoya Lockharta, Longbottomów, przypadki tak beznadziejne, że jedynym wyjściem było zamknięcie ich na klucz, żeby nie zrobili sobie krzywdy, podczas gdy skakały wokół nich pielęgniarki ubrane na biało, a krewni odwiedzali ich obowiązkowo w czasie świąt i urodzin. Nigdy nie skazałby Hermiony na takie życie. Potrzebował jej tutaj.
? Rozumiem twoje oburzenie, ale pamiętaj, że masz wybór ? przypomniała mu Pomfrey. Odwróciła się do Hermiony i gestem nakazała jej powstanie. ? Chodź, kochanie. Severus odprowadzi cię do twoich komnat.
Hermiona powoli wstała i podeszła do nich. ? Profesorze ? powiedziała, patrząc na niego nieśmiało.
Kiwnął głową, wyprowadzając ją z pokoju.
? Przepraszam, że przeszkodziłam panu w prowadzeniu lekcji ? powiedziała miękko, gdy wracali.
? Nie szkodzi. Wolę spędzać czas z tobą niż z bandą tych niedouczonych kretynów ? stwierdził. Uśmiechnęła się lekko i spojrzała na niego, ale szybko odwróciła twarz.
? Chcesz herbaty? ? zaproponował, kiedy dotarli do lochów.
Skinęła głową. ? I historii naszej znajomości.


? Pozwól mi mówić ? poprosiła Hermiona, kładąc mu rękę na ramieniu. Severus spojrzał na nią i skrzywił się. Nie spodziewał się, żeby była zdolna przeprowadzić przesłuchanie lepiej od niego, ale nie miał nic przeciwko temu, żeby udzielić jej lekcji, gdy już odniesie porażkę.
? Zgoda ? mruknął, gwałtownie wyswobadzając swoje ramię spod jej ręki.
? Dzień dobry, panie Ollivander ? przywitała się radośnie, gdy weszli. Pierwszy błąd. Jak mogła się spodziewać, że uzyska jakiekolwiek informacje, nie wymagając wcześniej należnego szacunku? Sam wszedł ze świstem szat, nie spuszczając z Ollvandera ponurego spojrzenia.
? Pani Granger, jak miło panią widzieć! Winorośl, włókno ze smoczego serca, trzynaście cali, sprawuje się doskonale, prawda?
? Oczywiście, działa wręcz czarująco* ? potwierdziła, uśmiechając się jak idiotka ze swojej gry słów.
Severus wykrzywił się, podczas gdy Ollivander wyglądał na nieco zagubionego. ? Tak, winorośl bardzo dobrze nadale się do rzucania czarów ? odpowiedział. ? Czym mogę służyć?
Uśmiechnęła się i ciągnęła dalej: ? Właściwie mam pytanie. Gdyby moja różdżka została zniszczona, czy można ją naprawić?
Co za głupie pytanie, pomyślał, po co pyta, skoro zna odpowiedź?.
? Oczywiście, ale to zależy od rozmiaru szkód.
? Jestem pewna, że potrafiłby pan naprawić prawie wszystko ? przymilała się.
Przez następny kwadrans Severus obserwował jak Hermiona wyciąga informacje od starego sprzedawcy, używając swoich kobiecych sztuczek. Zachowywała się bardziej idiotycznie niż mógłby to sobie wyobrazić, ale pod koniec tej farsy nawet on był pod wrażeniem jej uroku. Była niebezpieczna, ba!, nawet Czarny Pan, mistrz legilimencji, dałby się jej oczarować. Powinien na nią uważać.
? To było bardzo pomocne, nie sądzisz? ? spytała, gdy wracali do Dziurawego Kotła.
? Naprawdę?
? Oczywiście! Potwierdziłeś, że twoja różdżka została zniszczona w bitwie dwudziestego czwartego marca. Zabrałeś różdżkę do Ollivandera, żeby ją naprawił. Zdradził nam, że trzyma wszystkie zepsute różdżki w pudełku za ladą i wszyscy wiedzą, że prowadzi sklep sam. Ktoś bez trudu mógłby zabrać stamtąd twoją różdżkę podczas gdy on był na zapleczu, rzucić obciążające cię zaklęcie i odłożyć ją na miejsce zanim ktokolwiek by się zorientował.
? To w najlepszym razie zawiłe i poszlakowe ? argumentował.
? Tak, ale rzuca podejrzenie na ich zarzuty.



? Więc? ? zapytała, gdy zrobił przerwę, żeby napić się swojej herbaty.
? Więc co?
? Co się stało? Kto ukradł twoją różdżkę? Jak przekonałeś Wizengamot, że jesteś niewinny?
Skrzywił się, słysząc tyle pytań naraz.
? Jesteś niewinny, prawda? ? drążyła, widząc wyraz jego twarzy.
? Tak ? syknął. ? A ty byłaś moim najzacieklejszym obrońcą.
Spojrzała na niego poważnie. ? Zawsze byłam ? wyznała.
? Słucham?
? Zawsze byłam twoim najzacieklejszym obrońcą ? powtórzyła.
? Nawet w szkole? ? spytał.
? Tylko to pamiętam ? przypomniała mu.
Skinął głową. Przypadkowo natknął się na nią, kiedy obsztorcowywała swoich przyjaciół, gdy ci już dołączyli do Zakonu, za nieokazywanie mu należnego szacunku, zwłaszcza od kiedy wykonywał tak niebezpieczną pracę. Ale nie miał pojęcia, że na szóstym roku i, być może nawet wcześniej, robiła to samo; to nim wstrząsnęło.
? Więc? ? powtórzyła.
? Więc co? ? spytał, udając obojętność.
? Co się wydarzyło?
? Nie powiem ci.
? Co? Dlaczego nie? ? wybełkotała.
Nie chciał mówić jej wszystkiego od razu. A jeśli po usłyszeniu historii ich związku uznałaby, że to śmieszne i go zostawiła? Gdyby opowiadał jej to fragmentami, zalecał się do niej, uwiódł ją, może wtedy uznałaby, że to nie było takie nieprawdopodobne.
? Ponieważ mamy własną zagadkę do rozwikłania ? oznajmił, wstając. Podszedł do biurka, wziął stertę dokumentów i wręczył jej stosik. ? Jedyny trop jaki mam ? a raczej mamy ? to notatka, którą zapisałaś w swoim kalendarzu. "M widziany w Londynie".
? Kim jest M? ? spytała.
? Tego właśnie musimy się dowiedzieć.
? Myślę, że spokojnie możemy wziąć pod uwagę Malfoya. Nienawidził mnie w szkole ? stwierdziła gorzko.
To z pewnością była prawda, zgodził się Severus. Nie lubił sposobu w jaki ten chłopiec obrażał pannę Granger, ale nie mógł nic z tym zrobić, żeby nie narazić się na pytania Lucjusza, od kiedy to zaczął bronić szlam.
? Lucjusz Malfoy nie żyje. Zginął w Wielkiej Bitwie. O ile mnie pamięć nie myli, Draco został oznaczony jako Zaginiony w akcji. Twój przyjaciel Potter ? uśmiechnął się pogardliwie ? prowadził jego sprawę. Powinniśmy z nim porozmawiać.
? Mogę go o to spytać podczas weekendu. Może mu przy tym pomagałam.
? Nie mam co to tego żadnych wątpliwości. Potter nie jest w stanie zrobić niczego samodzielnie. Przetrwał szkołę tylko dzięki waszej dwójce. ? Uśmiechnął się złośliwie, obserwując jej twarz, rozdartą między chęcią obrony przyjaciela i zdziwieniem spowodowanym komplementem. Nie pozwoił jej jednak powiedzieć ani słowa, tylko mówił dalej: ? Chciałbym być przy tej rozmowie. Mogę się przydać, bo pamiętam co się stało.
Kiwnęła głową na znak zgody, ale wciąż przygryzała wargę w konsternacji. Wiedział, że jej przedłużający się zanik pamięci sprawia, że czuje się bezradna.
? Do tego czasu możemy przejrzeć te dokumenty.
Przytaknęła i zaczęła sortować je w bardzo zawiły sposób: jeden stos dla tych, którzy pozostawali w Azkabanie ? bezużyteczne, stos dla tych, którzy do tej pory z niego wyszli, kolejny dla tych, którzy proces mieli przed sobą. Dopiero wtedy zaczęli zaznaczać tych, których imiona albo nazwiska zaczynały się od litery "M". Uśmiechnął się lekko, gdy się odwróciła; to były słowa Hermiony, przeszłej i teraźniejszej. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniały. Kilka godzin później akta pokrywały prawie całą powierzchnię podłogi, a Hermiona zaczęła okropnie ziewać.
? Powinnaś iść spać ? zarządził.
? Zawsze jesteś taki apodyktyczny? ? zirytowała się, chociaż wstała z podłogi.
? Nigdy cię w tym nie prześcignąłem, jeśli o to pytasz.
Hermiona odchrząknęła.
? Upewnię się, że skrzaty nam tego nie posprzątają ? powiedział już bardziej poważnie. Hermiona zmarszczyła brwi.
? Wciąż są niewolnikami, prawda? ? spytała ponuro.
Skinął głową. Jego Hermionie też to przeszkadzało, nawet gdy porzuciła swoje bardziej rewolucyjne żądania. Ostatnio prowadziła kampanię na rzecz kontroli właścicieli skrzatów, żeby uniknąć nadużyć, ale nie uzyskała dużego poparcia, za to Prorok napisał o tej sprawie kilka nieprzyjemnych artykułów.
? Czy kiedykolwiek uda mi się to zmienić?
? To jest dla ciebie takie ważne? ? zapytał.
? Tak! Kiedy byłam w szkole chciałam zmienić świat. Chciałam żeby czarodzieje zmienili zdanie o czarodziejach urodzonych w mugolskich rodzinach, chciałam wyzwolenia skrzatów domowych, chciałam... Chciałam po prostu coś zmienić.
? Pomogłaś pokonać Czarnego Pana, wciąż prowadzisz kampanię w sprawie praw dla skrzatów i jesteś najmilszą oraz najbardziej wspaniałomyślną osobą jaką znam. Czego jeszcze chcesz, medalu z napisem "Hermiona Snape, zawsze chce dobrze"? ? Nie miał pojęcia skąd wziął się ten sarkazm, prawdopodobnie kwestia przyzwyczajenia. Ale ta nowa Hermiona była bardziej wrażliwa niż poprzednia. Tamta zaśmiałaby się tylko i kazała przestać zachowywać się jak drań.
? Nie! Nie zrozumiałbyś ? zaprotestowała, potrząsając głową. ? Dobranoc.
I poszła do sypialni, podczas gdy Severus zrobił to, bez czego nie wyobrażał sobie reszty tego wieczoru: nalał sobie drinka. Oczywiście, że coś zmieniła, może nie w życiu skrzatów domowych, ale w jego własnym na pewno. Gdyby nie ona, z pewnością siedziałby w Azkabanie, niesłusznie posądzony o zdradę Zakonu Feniksa. Gdyby nie ona, byłby samotnym, zgorzkniałym mężczyzną, tym samym, którym był zanim zaczęła się wojna. Siedząc ze szklaneczką w dłoni, wpatrywał się w ogień i zastanawiał, czy zakochała się w nim z premedytacją czy przez przypadek. Czy zajęła się jego sprawą z litości? Teraz to było bez znaczenia, ale pamiętał czas, w którym wolał nie myśleć o tym, że być może jest tylko jedną z wielu kampanii Hermiony Granger.


? Jestem kolejnym twoim projektem, tak jak W.E.S.Z? ? zakpił. Uśmiechnęła się do niego, ignorując ton jego głosu. Czy naprawdę nic nie zdoła przekonać tej dziewczyny, żeby zostawiła go w spokoju?
? Masz na myśli to, czy mam skrót na twoją sprawę? ? spytała niewinnie, chociaż uśmiechała się złośliwie. ? Może coś w rodzaju U.P.P.S ? Uratujmy Podstarzałego Profesora Snape'a?
? Nie jestem podstarzały ? syknął.
? A kto w ogóle powiedział, że robię to tylko dla ciebie? Może chodzi mi też o uratowanie innych... Hmm, skrót Uratuj Dementorów Azkabanu od Niepotrzebnie Cierpiącego Severusa Snape'a?**
Po tym był tak na nią wściekły, że nie odzywał się do niej przez resztę dnia. W końcu Hermiona opuściła go po kilku godzinach wspólnego przeglądania dowodów.
? Nie będę cię przepraszać za to, że ci pomagam ? powiedziała nim odeszła. A potem zanim zdążył ją powstrzymać, zanim zorientował co się dzieje, pocałowała go w policzek. W zdumieniu obserwował jak przez sieć Fiuu przenosi się do Hogwartu, dotykając miejsca w którym jej usta zetknęły się z jego skórą.



Podniósł rękę i dotknął policzka w miejscu, w którym pocałowała go pierwszy raz i zaczął wpatrywać się w drzwi prowadzące do sypialni, gdzie spała jego żona. Zastanawiał się jak długo potrwa zanim znów zacznie to robić. A może to on powinien zacząć? Odwróci się czy będzie zaszokowana i oszołomiona, że chciał ją dotknąć w taki sposób, zupełnie tak jak on przy ich pierwszym pocałunku?
Wlał w siebie resztę drinka i nagle go olśniło. Zrobi dokładnie tak jak radziła mu Minerwa. Powie jej co czuje. Przeszukał salon i znalazł kandelabr, który transmutował w niewielki naszyjnik. Napisał krótki liścik i zostawił to wszystko w miejscu, w którym z pewnością się na to natknie. Profesor McGonagall radziła, żeby wręczył jej to osobiście, ale nie czuł się jeszcze na to gotowy. Na razie musi wystarczyć liścik, teraz na pewno dobrze go zrozumie.
Po naskrobaniu kolejnego liściku, tym razem dla skrzatów, wszedł do sypialni. Bardzo cicho przebrał się w piżamę i wdrapał do łóżka, starając się nie obudzić Hermiony. Położył się, ale po chwili zmienił zdanie. Podparł się na łokciu i zaczął w nią wpatrywać. Miała lekko uchylone usta, a jej włosy były wszędzie.Odsunął jej kosmyk włosów z twarzy i bardzo powoli oraz delikatnie przycisnął swoje wargi do jej czoła.
? Dobranoc ? wyszeptał przed położeniem się obok niej, bliżej niż kiedykolwiek od czasu jej powrotu do niego. Wymamrotała coś w odpowiedzi i przysunęła bliżej niego. Severus zapadł w sen, po raz pierwszy od wielu lat szczęśliwy, że śpi tuż obok niej.

*To nieprzetłumaczalna gra słów. Hermiona tak naprawdę mówi: "- No, it works like a charm", co dosłownie oznacza "- Nie, działa znakomicie". Wygląda na to, że Ollivander jest bardzo dosłownym człowiekiem, skoro odpowiada na to "- Tak, winorośl bardzo dobrze nadale się do rzucania czarów
**Trudny do przetłumaczenia skrót S.A.D.N.E.S.S - Save Azkaban Dementors Needlessly Enduring Severus Snape. Gdyby ktoś miał propozycję jak to przetłumaczyć, proszę pisać :P
Miris
 
Posty: 4
Dołączył(a): 01 gru 2010, 00:49

Re: Niezapominajka [3/17][NZ]

Postprzez Puchacz » 27 lis 2011, 01:34

Wstęp strasznie obnaża Severusa. Bardzo. A później Hermiona się odnajduje ? oczywiście, bo ona jest stała w uczuciach, a gdy już coś postanowi, to nie zmienia zdania, więc nie mogłaby opuścić męża. ?Będzie warczał na swoich uczniów i resztę świata, a ona uśmiechnie się do niego i powie mu, że nikt go nie docenia.? A on jest w istocie zagubionym człowiekiem, który nie potrafi uwierzyć w to, że może go spotkać coś dobrego. Taki mamy początek.

Hermiona, która straciła pamięć i Severus, którego nic nie zmieniło, ale kocha. Mamy historię tego, jak się poznają i historię tego, jak stracą pamięć. Zasadniczo znamy koniec i bardzo daleki początek. A między początkiem a końcem, autorka postawiła kilka plam, które zaciekawiają do tego stopnia, by chcieć je wypełnić. Obawiam się, że w pewnym momencie stanie się to zbyt oczywiste?

Mamy jednak dość ciekawą fabułę, interesujące dialogi i niecodzienne charaktery. Z pewnością chętnie będę czytała dalsze rozdziały, przede wszystkim ? ciekawi mnie wątek kryminalny. Czy M to Malfoy? To byłoby takie? nudne?... oklepane?... Czy historia romansu Hermiony i Snape?a w jakiś sposób się z tym łączą? Czy to zupełnie oddzielny wątek. Hm?
Większych błędów nie znalazłam, o drobiazgi się nie czepiam. Czyta się bardzo przyjemnie.

Życzę przyjemnej pracy, wenuję, motywuję i dziękuję! ;- )
Pozdrawiam serdecznie,
Puchacz
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 860
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Niezapominajka [4/17][NZ]

Postprzez Celebriana » 01 gru 2011, 15:29

Na samym wstępie przepraszam, miało być wcześniej. Ale splot kilku spraw (bunt wena, bunt maszyn itp.) spowodowały "niewielkie" opóźnienie. Mam nadzieję, że ten rozdział wynagrodzi Wam moją niesubordynację ;)
Bardzo, bardzo dziękuję Wenii, bo bez niej ten rozdział nie wyglądałby tak, jak wygląda :)
Dość marudzenia, enjoy!

***

Rozdział czwarty

Następnego ranka Severus obudził się wcześnie i wyszedł, zanim Hermiona opuściła łazienkę. Przedtem zostawił prezent w miejscu, w którym będzie mogła bez problemu go odnaleźć. Do tej pory nie miał jednak odwagi zaczekać, by zobaczyć jej minę. Co będzie, jeśli go odrzuci? Nie mógł znieść tej myśli, więc odepchnął ją od siebie, próbując zająć umysł zbliżającymi się egzaminami z eliksirów.
Ale i tak przez większość dnia był rozproszony. Czy znalazła już jego prezent? Co o nim myśli? Czy jej się spodobał? Nie było w tym nic dziwnego, że w całym swoim życiu nigdy nie umawiał się na prawdziwe randki. To przecież tylko powoduje, że człowiek jest zbyt podatny na zranienia. Zastanawiał się, czy Hermiona właśnie tak się czuła, gdy go uwodziła. Chociaż zawsze sprawiała wrażenie tak pewnej siebie...

- Zawsze to wiedziałam ? powiedziała mu pewnej nocy w łóżku, zwijając się w kłębek tuż obok niego.
- Co wiedziałaś?
- Że będziemy razem.
- Zawsze? - zapytał sceptycznie.
- Zawsze ? odparła z szelmowskim uśmiechem.
- Kiedy zobaczyłaś mnie jako jedenastoletnia dziewczynka, powiedziałaś sobie: ?To jest mężczyzna, którego zamierzam poślubić??
- Nie! ? zawołała, łapiąc najbliższą poduszkę i uderzając go nią. Chwycił Hermionę i przyciągnął bliżej. Łaskotał ją po żebrach, ignorując jej błagania o litość.
- Więc to jednak nie było zawsze ? dowiódł, gdy w końcu się uspokoiła, łapiąc oddech.
- Ale wiedziałam!
- No proszę, a ja myślałem, że gardzisz wróżbiarstwem ? droczył się, mimo że w duchu był zachwycony jej gorliwością. Miała wiedzę, gotowy plan i odniosła sukces, pomimo wszelkich jego starań, by ją od tego odwieść.


Po obiedzie z niecierpliwością wrócił do ich kwater. Hermiony nie było w Wielkiej Sali i miał nadzieję, że opuściła posiłek, ponieważ ciężko pracowała, czytając akta, a nie błąkając się po zamku i zapominając, jak się nazywa. Ku swojej szczerej uldze znalazł ją siedzącą przed kominkiem z otwartą kartoteką i na wpół zjedzoną kanapką na talerzu znajdującym się na stole obok niej.
- Interesujące? ? zapytał
- Całkiem ? odparła, nie podnosząc głowy. Zmarszczył brwi. Było jasne, że nie życzy sobie, by jej przeszkadzano. Wziął inne akta ze stosu, siadając na krześle naprzeciwko niej. Nie mógł się skoncentrować. Albo nie znalazła prezentu, albo jej się nie podobał. Nie ma innego wyjaśnienia na to, że ignoruje go w ten sposób. Odkładając tom na bok, zdecydował, że musi wypić jakiegoś drinka z dala od niej. W momencie, w którym się podniósł, odłożyła na bok akta.
- Przepraszam, ale naprawdę niewiele zostało mi do końca i chciałam to doczytać ? powiedziała. Usiadł z powrotem na krześle i skinął głową.
- Znalazłaś coś pożytecznego?
- Jeszcze nie, ale powoli idzie do przodu. Zamiast po prostu pobieżnie przeglądać te tomy, kończę doczytywać wszystkie dostępne materiały. Są fascynujące.
Uśmiechnął się do niej
- Te dotyczą bardzo skomplikowanego otrucia. Mężczyzna powoli zabijał każdego w swoim otoczeniu. Prawdopodobnie nigdy by nie został złapany, gdyby nie fakt, że jego szef, jego żona i brat zachorowali w tym samym czasie ? powiedziała, wskazując akta, które właśnie odłożyła.
- Pamiętam tę sprawę ? spojrzała na niego zaintrygowana ? jestem jedną z osób, która pomogła ci zrozumieć, jaki eliksir został użyty.
- Przypuszczam, że wiele ci mówię o mojej pracy.
Czasem ad nauseum(*), pomyślał, ale nie powiedział tego na głos. Dawniej warczał na nią, żeby mówiła o czymś innym. Teraz myślał, że może zacząć tęsknić za nocami przy kominku, za słuchaniem, jak ona szczegółowo opowiada o skomplikowanych przypadkach. Zawsze była bardzo wdzięczna, kiedy jej pomagał i to było wszystko, co mógł zrobić, gdy wysłuchała już jego narzekania na studentów i wybuchające kociołki.
- Kochasz swoją pracę ? powiedział zamiast tego. Skinęła głową, spoglądając znacząco na ogień.
- Myślę, że znalazłam coś jeszcze ? powiedziała nieśmiało, odwracając się do niego.
- Ach tak?
- Tak ? odparła, wyjmując spod szaty medalion. W blasku ognia mógł odczytać inskrypcję, którą wyczarował rano: ? Hermionie Snape, która robi w życiu wszystko, by uszczęśliwić innych. Zauważył notkę leżącą na stole obok jej kanapki. Napisał ją czerwonym atramentem, nie mogąc znaleźć innego poza tym, którym poprawiał eseje. Czy uznała to za obrazę? Wypisane jaskrawo czerwonym atramentem bazgroły przypominały jej tylko wszystkie zniewagi, które ukrywał na jej pracach z eliksirów? Notatka była krótka i treściwa: Sprawiasz, że się zmieniam. Kocham, Severus.
- Czy to prawda? Naprawdę zmieniam twoje życie?
- Tak, Hermiono ? westchnął. Jak powiedzieć jej, że bez niej jego życie nie miałoby sensu? W zasadzie bez niej nie miałby życia, o którym warto by mówić. Już miał to powiedzieć, gdy ona odezwała się ponownie:
- To takie dziwne widzieć swoje inne nazwisko... ? powiedziała, dotykając naszyjnika i bez przerwy obracając go w dłoniach. ? Zawsze mi się wydawało, że po ślubie zostanę przy panieńskim.
- Zachowałaś swoje nazwisko ? odparł z uśmiechem. ? To tylko trwający dowcip. - Spojrzała na niego ze zdziwieniem, więc zaczął wyjaśniać: - Kiedy mieliśmy się pobrać, odbyliśmy całkiem sporą awanturę o to, czy przyjmiesz moje nazwisko, ale w końcu musiałem się poddać. Jednak nawet jeśli nalegasz na pozostanie przy Hermionie Granger czy Hermionie Granger-Snape, kiedy czujesz się wyjątkowo paskudnie, stale daję ci coś albo z twoim nazwiskiem, albo z inicjałami, ale tylko jako Hermiona Snape. Zazwyczaj czarujesz je, żeby wstawić nazwisko, które preferujesz, ale prawdziwym wyzwaniem jest znalezienie czegoś, co będzie trudno zmienić i co może być widziane lub noszone w miejscu publicznym.
- Chcesz sobie mnie oznaczyć? Chcesz, żeby inni wiedzieli, że należę do ciebie? - zapytała z oburzeniem.
- Należysz do mnie ? odparł. Widząc, że na jej twarzy pojawia się rumieniec złości, prędko dokończył: ? A ja należę do ciebie. Tak działa małżeństwo. Poza tym powiedziałem ci, że to był żart.
- Brzmi tak, jakbyś zrobił to, żeby mnie zirytować ? odparła
- To tylko dodatkowy bonus. ? Prychnęła, odwracając się z powrotem do sterty dokumentów. ? Ty także czasem robisz coś, żeby mnie zirytować... - Gwałtownie podniosła głowę, a jej usta zacisnęły się w wąską linię. Od razu mógł stwierdzić, że była zła.
- Więc czemu mnie poślubiłeś? ? Wymierzył sobie mentalnego kopniaka za kontynuowanie tej rozmowy. Oczywiście, wiedziała, że uważał ją za irytującą. Czyż nie mówił jej tego za każdym razem, kiedy była w szkole? I w tej chwili tylko to pamiętała. Będzie musiał bardzo ostrożnie dobierać słowa... - Ponieważ zauważyłem, że niektóre twoje irytujące cechy są w rzeczywistości ujmujące.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem.

- Na przykład?
- Upierasz się, żeby się do mnie przyciskać, kiedy śpisz, chociaż bez przerwy ci powtarzam, że się duszę.
- Cóż, to już nie będzie problem. Możemy spać w osobnych łóżkach, jeżeli wolisz. ? Jej głos brzmiał zbyt entuzjastycznie. Musiał się sprzeciwić.
- Nie, będziesz spała obok mnie jak przez ostatnie siedem lat ? odparł.
- Ale właśnie powiedziałeś? - kłóciła się nadal.
- Że uważam to za ujmujące. Nie umiałem spać, gdy ciebie nie było i teraz, kiedy jesteś z powrotem? Odkryłem? że tęskniłem? za twoją bliskością.
Skinęła nieznacznie głową i po chwili wahania zadała kolejne pytanie:

- Co jeszcze robię?
- Bez przerwy trajkoczesz, doprowadzając mnie czasem do szału. ? Otworzyła usta w proteście, a jej oczy ponownie zabłysnęły. ? Ale dużo bardziej wolę to niż martwą ciszę, która panowała tu wcześniej.
- Och...
- Hermiono? - Poruszyła się na dźwięk swojego imienia, przyzwyczajona tylko do wypowiadanego przez niego drwiąco ?panno Granger?. Zanotował w pamięci, by mówić tak do niej częściej. - Rozumiem, że to dla ciebie trudne. Pamiętasz tylko chłodnego, rozgoryczonego mężczyznę, który obrażał cię, gdy tylko miał okazję. Wciąż nie jestem miłym człowiekiem. Nigdy nie będę jowialny, szczęśliwy czy nawet zadowolony. Ale niewiele w życiu sprawia mi przyjemność i gdy wreszcie coś takiego znalazłem, zamierzam trzymać się tego ze wszystkich sił.
Miał swoje eliksiry, drwił z Pottera, kiedy ten był studentem, szydził z Blacka, nim ten umarł, a potem miał Hermionę. To nie było zbyt wiele i aż do czasu, dopóki Hermiona nie zacznie robić postępów, nic nie mogło wypełnić dziury w jego sercu.
- Staram się - wyszeptała, brzmiąc na zdesperowaną.
Chciał się z nią kłócić. Nie, nie była, w każdym razie niewystarczająco mocno. Nie odezwała się więcej. Wyczerpała limit rozmów na Molly Weasley i profesor McGonagall. Nie śmiała się ani nie żartowała z nim, nie zasypywała go pytaniami o to, jak minął mu dzień albo jak idą badania nad eliksirami. I go nie dotykała. Nigdy nie był przyjemną osobą, ukrywał się za warstwami szat, ale ona zawsze siedziała obok niego na kanapie, przylegając do niego całym bokiem. Przeważnie cmokała go w policzek, gdy przechodziła obok i w pełni cieszyły go te chwile, kiedy czyhała, by wskoczyć na niego, gdy wychodził spod prysznica albo wracał z zajęć. Ale nie kłócił się. Po prostu skinął głową.
- Wiem. Ja też ? odparł. ? Mogę odpowiedzieć na wszystkie pytania, które chcesz zadać.
- Ty chcesz, żebym pytała? ? zapytała z niedowierzaniem. Zaśmiał się cicho, co zaskoczyło ją jeszcze bardziej.
- Nadal udowadniam, że jestem całkowicie w tobie zadurzony ? odparł cierpko. ? Co chcesz wiedzieć?
- Nie wiem. J? ja nie mogę teraz nic wymyślić.
- Gdybym wiedział, że to się tak skończy, zaproponowałbym ci to dużo wcześniej ? zażartował. Zarumieniła się, odwracając wzrok, ale zauważył, że wciąż dotykała wisiorka.
- Mógłbyś dokończyć historię, którą zacząłeś wczoraj. ? Skinął głową i zaczął w miejscu, w którym musiał przerwać, kiedy wyszła.

- Rozmawiałam z profesorem Moodym ? ogłosiła Hermiona zaraz po tym, jak wyszła z płomieni.
- Żadnego ?witaj?? ? warknął, zły przez to, że znowu zakłóciła mu spokojny wieczór.
- Witaj, profesorze. Jak mija wieczór? Miałeś miły dzień?
- Mój wieczór byłby przyjemniejszy bez twojej irytującej obecności, a mój dzień był żałosny. Jak zawsze męczący, po raz kolejny próbowałem, bezskutecznie, wtłoczyć kilka ważnych informacji do coraz bardziej pustych umysłów moich uczniów.
- Więc był to całkiem normalny dzień w życiu Severusa Snape?a.
- W rzeczy samej. Czego chcesz, panno Granger?
- Rozmawiałam z profesorem Moodym.
- Nigdy tu nie nauczał, nie zasługuje na ten tytuł.
- Oczywiście ? powiedziała zirytowana, opadając na krzesło obok niego. ? Masz zamiar wysłuchać, co powiedział, czy wolisz raczej obwiniać mnie o każdą najmniejszą rzecz?
Nie odpowiedział, wracając do czytania książki.
- Niektórzy mogliby pomyśleć, że wolisz iść do Azkabanu, niż pozwolić mi sobie pomóc ? powiedziała ze złością
- Nie myliliby się zbytnio ? odpowiedział drwiąco. Lecz gdy wstała z zamiarem wyjścia, wiedział, że posunął się za daleko. Nie lubił, gdy mu pomagała. Nie dlatego, że nie lubił jej samej, ale dlatego, że nie lubił czyjejkolwiek pomocy. Fakt, że powoli uznawał Granger za? intrygującą - to najlepsze słowo... nie pomagał zmienić jego nastawienia wobec tej całej cholernej sytuacji.
- Siadaj ? rozkazał. ? Co powiedział?
- Powiedział, że nie byłeś jedynym, który doznał tamtej nocy poważnego urazu.
- Miał na myśli zaklęcie usunięcia wnętrzności, które udało mi się na niego rzucić.
- Co ci się udało!? ? wykrzyknęła przerażona
- Rozdziawione usta nigdy do ciebie nie pasowały, panno Granger. To naprawdę przestało mieć znaczenie, odkąd złamali mi różdżkę. Częściowo wyciekły mu z brzucha wnętrzności, ale to nie było coś, z czym nie mogliby sobie poradzić w św. Mungo.
- Rozumiem ? powiedziała, kiwając głową, ale wciąż wyglądała na wyraźnie spiętą. ? Rozmawiałam też z Remusem oraz panią i panem Weasley. Wszyscy pamiętają, że w poprzednim tygodniu nie miałeś różdżki.
- Świetnie. Co zatem mamy zrobić?
- Wydaje mi się, że mamy wystarczająco wiele, by udowodnić przed Wizengamotem, że nie jesteś winny. Niemniej jednak przede wszystkim chciałabym wiedzieć, kto ci to zrobił. Kto chciałby cię widzieć w Azkabanie.
- Sama sobie odpowiedziałaś. Zdobyłem kilku przyjaciół i wielu wrogów. Lista tych drugich jest dość długa, szczególnie jeżeli dodamy do niej niezadowolonych uczniów ? powiedział z zachmurzoną miną.
- Nie poddam się w tej sprawie ? zadeklarowała. Poczuł ukłucie w piersi, gdy zrozumiał, że mówiła poważnie. Nie wiedział, czy bardziej przerażało go to, że dziewczyna chce kontynuować sprawę, odganiając jego samotność, czy że mogłaby z tego zrezygnować.


Przerwał w tym miejscu. Wstał i przeszedł przed nią.
- Mam eseje do sprawdzenia. Powinnaś rzucić okiem na te akta. A jeśli wolisz zrobić sobie przerwę, tu jest najnowsze wydanie Historii Hogwartu. Przyniosłem to kiedyś, myśląc, że to może ci pomóc w nadrobieniu zaległości. Teraz wiem, że to twoja ulubiona. ? Spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
- Dziękuję? za naszyjnik i za książkę.
- Nie ma za co ? odparł, zanim poszedł do swojego gabinetu. To działa dokładnie tak jak mówiła Minerwa. Ciesząc się z odniesionego sukcesu, ocenił egzaminy trzeciego roku z niespotykanym wcześniej entuzjazmem i wielkodusznością ? tylko łagodnie obrażał ograniczone zdolności swoich uczniów, powstrzymując się od krytykowania ich dziedzictwa lub porównywania ich do skrzatów.
Hermiona już spała, gdy wreszcie skończył oceniać prace. Ale tak jak poprzedniej nocy pocałował ją delikatnie w czoło, zanim się położył. Na jej ustach błąkał się uśmiech, kiedy zapadał w sen.
Następnego ranka obudził się wcześnie z uczuciem zadowolenia. Hermiona leżała na plecach, podczas gdy on leżał na boku blisko niej. Włosy zakrywały jej twarz, łaskocząc go w nos lawendowym zapachem szamponu. W nocy musiał przycisnąć ją bliżej, bo jego ramię wciąż było owinięte wokół niej. W rzeczywistości jego ręka w jakiś sposób dostała się pod jej koszulkę i wędrowała w górę.
- Och ? pisnęła z zaskoczeniem. Kiedy dryfował między jawą a snem, głaszcząc jej aksamitną skórę, Hermiona obudziła się gwałtownie, odkrywając, że jest dotykana.
- Wybacz ? powiedział, odsuwając się od niej ? zapomniałem.
- To jest nas dwoje ? odparła, rumieniąc się. Wyglądała słodko z zaróżowionymi policzkami i włosami w nieładzie, gdy zsuwała na miejsce swoją koszulkę nocną. Wycofała się do względnie bezpiecznej łazienki. Severus wstał z łóżka, odganiając resztki snu, zanim zaczął się ubierać. Tępy ból, który wcześniej odczuwał, nasilił się, gdy przypomniał sobie surowy wyraz twarzy Hermiony, kiedy odkryła, że ją dotyka. Czy tak trudno było uwierzyć, że chciał jej dotykać, kochać się z nią? Prawdopodobnie nie. Ale dla niej naprawdę zaskakujące było to, że jednocześnie ona sama go pragnęła. Ubrał się powoli i wyszedł do salonu, żeby zjeść śniadanie. Hermiona do niego nie dołączyła.
Została w łazience tak długo, że Severus musiał zjeść bez niej. Wyszedł na zajęcia zły na siebie za utratę kontroli. Powinien ją uwodzić, przekonać ją, że na nią zasługuje, ale zrujnował to. Czy kiedykolwiek zaufa mu ponownie? Jak widać, nie mogła się zmusić, żeby spotkać się z nim dziś rano. Poprzedniej nocy wydawało się, że zrobił postęp. Przedyskutowali ich związek, zarówno jego przeszłość jak i teraźniejszość. W pewnym sensie poradził sobie z powiedzeniem jej o wszystkich uczuciach... By ostatecznie obmacywać ją rano. Nieważne, że stało się to, gdy jego umysł był zamglony w półśnie, to wciąż było naruszenie jej nowych barier. Myśląc o tym, co zrobił, wkroczył do pokoju nauczycielskiego.
- Potrzebuję twojej pomocy ? warknął niskim głosem do McGonagall. Kobieta wskazała mu miejsce obok siebie, a Severus z zadowoleniem zauważył, że Sinistra i Flitwick podnieśli się i wyszli, by dać im trochę prywatności.
- Co się stało? ? zapytała
- Zrobiłem, co powiedziałaś. Dałem jej prezent i powiedziałem o tym, co teraz czuję, ale?
- Ale?
- Ale myślę, że za mocno i za szybko na nią naciskałem. Nie chciała ze mną rozmawiać dziś rano. ? Próbował być tak niejednoznaczny, jak to możliwe, nie ciesząc się na myśl o plotkach wśród reszty nauczycieli.
- Więc powiedz jej to. Przeproś za posunięcie się za daleko i zapytaj, co ona sama chce robić.
- A jeżeli będzie chciała odejść? ? zaprotestował. Po jej porannej reakcji czuł się niemal pewny, że to dość prawdopodobna możliwość.
- Wtedy przekonasz ją, żeby została. Zawsze potrafiłeś zgrabnie przekręcać słowa ? odparła, podnosząc się z miejsca. ? Mam wcześnie rano klasę OWTMów. Powodzenia. ? Powiedziawszy to, wyszła. Severus rzucił okiem na zegar. Miał swoje własne zajęcia, na które musiał już iść.
Prowadził zajęcia w swoim zwyczajnym stylu, ale myślami był gdzie indziej, całe szczęście, że po tylu latach znał swoje lekcje na pamięć. Martwił się o Hermionę i o to, co jej powie dziś wieczorem. Czy ona w ogóle będzie tam, gdy wróci? W ich wspólnej przeszłości czuła to samo żądło niechęci od niego. Chociaż kiedy się nad tym zastanowił, stwierdził, że to, że ona wie, co on teraz czuje, było zdecydowanie gorsze, niż kiedy nie wiedziała o jego uczuciach. Kiedy ją odtrącił, było to naturalną i oczywistą odpowiedzią. Podczas jej nauki w szkole robił przytyki, kwestionując jej inteligencję, gdy warzyli eliksiry dla Zakonu i w bardzo niesubtelny sposób okazywał jej, żeby się od niego odczepiła, gdy próbowała dowieść jego niewinności.

Ślęczeli nad książkami zarówno z mugolskiego, jak i czarodziejskiego prawa, kiedy chciała. Pochylała się nad stronami i nawet nie podniosła wzroku, gdy jej dłonie wystrzeliły w górę i złapały jego przedramię. Gwałtownie wciągnął powietrze, gdy jej dłoń zacisnęła się dokładnie na znaku.
- Co ty wyprawiasz, panno Granger? ? Gniewnie domagał się odpowiedzi, urażony jej zachowaniem.
- Myślę, że coś znalazłam! ? wykrzyknęła, ścisnąwszy jego ramię, zanim ostatecznie je puściła. Podniosła wzrok, by napotkać jego spojrzenie. ? Nie patrz tak na mnie. Myślę, że tym razem to naprawdę coś ważnego. ? Zignorował fakt, że całkowicie błędnie zinterpretowała jego spojrzenie.
- Ostatnie trzy odkrycia były niczym więcej, jak tylko zwykłymi śmieciami, więc wybacz mi, jeżeli odmówię wydania opinii.
- Odmówić wydania opinii ? parsknęła ? kiedy zrobiłeś cokolwiek takiego?
Wyłączając oczywiście jego mało subtelne aluzje, które były na nic. Z drugiej strony, ona nie mogła rzucać aluzji czy ochoczo ich ignorować. Przypomniał sobie, że był coraz bardziej zadowolony i niezadowolony z jej obecności. Nie mógł obudzić się czy iść spać bez pomyślenia o Hermionie Granger. I za każdym razem, gdy wyrzucał ją ze swoich kwater, pojawiała się następnego dnia tak samo ochoczo jak poprzedniego.
- Idź do domu, panno Granger! ? zażądał. Wcześniej zostawił ją tu, myśląc, że dziewczyna widząc późną godzinę, wyjdzie, ale po powrocie z biura, do którego poszedł po dokumenty, odkrył, że przysnęła nad książką z prawa.
- Je... jeszcze tylko pięć minut.
- Nie! Zgodziłem się, że potrzebuję w tej sprawie twojej pomocy, ale odmawiam zaakceptowania cię jako mojej cholernej współlokatorki. Idź do domu!
- Świetnie ? sapnęła, gdy w końcu się rozbudziła. ? Widzimy się jutro. ? Mówiła to każdej nocy i za każdym razem go to martwiło.
- I zjedz coś, zanim wrócisz. Jestem zmęczony wysłuchiwaniem McGonagall porównującej mnie do nadzorcy niewolników. ? Skinęła głową i wyszła, ale był niemal pewien, że usłyszał jej mamrotanie pod nosem, które brzmiało jak ?Jesteś nadzorcą niewolników?. Ścisnął grzbiet nosa i westchnął, zanim powlókł się do łóżka.


Przetrwała to i w końcu go wygrała. To nie będzie łatwe, niemniej jednak był odpowiedzialny za ten związek. Nie chciał i nie mógł jej stracić.

___________
* Ad nauseum ? do obrzydzenia.
Obrazek
Avatar użytkownika
Celebriana
Przejściowy Pokój
Przejściowy Pokój
 
Posty: 23
Dołączył(a): 19 sie 2009, 12:54

Re: Niezapominajka [3/17][NZ]

Postprzez Ses » 01 gru 2011, 22:37

No to go.
Jak już udało mi się znaleźć chwilę czasu, żeby coś przeczytać, to odkryłam, że chyba nie umiem komentować. Tekstów nieskończonych.
Tak żałuję, że nie ma dalszych rozdziałów, korci mnie by przeczytać oryginał, ale na to też trzeba mieć czas. No dobra, bo nie na temat zaczynam.

Co do samego tekstu, to mam lekko mieszane uczucia, głównie ze względu na to, że nie znam zakończenia. Z jednej strony jest fascynujący w pewnie sposób, a z drugiej niesamowicie irytuje.
Podoba mi się wątek kryminalny, jeśli mogę go tak określić, jest dość barwny, i przedstawiony w sposób nie kłócący się z resztą. Posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że wprowadza pewne zamieszanie. Rozprasza, wybija z rytmu, ale w pozytywnym kontekście.
Zaciekawił mnie.
Hermiona i Severus, wydawało mi się, że czytałam już wszystkie możliwe wariacje dotyczące tej pary. Ta w sumie nie odbiega za bardzo od tego co już widziałam. Jednak w dość oryginalny sposób łączy najciekawsze elementy. (Chcę wiedzieć czemu nie pamięta, bardzo chcę) Sytuacja po "wypadku z pamięcią" wydaje się być doskonałym miejscem startu, do czegoś nowego, po dość osobliwym, i wydawałoby się że oklepanym początkiem.
No dobra, to teraz samo tłumaczenie.
Ekhem, pominę to, że mnie tu nie ma...
Powiem więc, że jest ładnie. Póki ci wszystko trzyma się razem, nic nie zgrzyta, za bardzo. Mogłabym ewentualnie zasugerować jedną betę do całości, taką na koniec, bo łatwiej utrzymać podobny styl.
Poza tym miód i orzeszki. Nic nie razi, a wręcz przeciwnie. Klarownie, utrzymane w odpowiednim klimacie.

Tak na koniec, właśnie naszła mnie myśl, że skoro wszystkich rozdziałów jest siedemnaście, akcja wkrótce zacznie rozwijać się niebezpiecznie szybko. Choć ciągle mam nadzieję.
Tak jak do nie spieprz... zakończenia.
Weny, chęci i czasu!

Ses
subtelna i sarkastyczna
我爱上了恐龙,特别是其中一只
Avatar użytkownika
Ses
Administrator
Administrator
Pozytywista Z Monoklem
Pozytywista Z Monoklem
 
Posty: 47
Dołączył(a): 19 kwi 2010, 14:48

Re: Niezapominajka [4/17][NZ]

Postprzez Amok44 » 02 gru 2011, 12:23

Przeczytałam 4 rozdziały na raz:) szkoda że nie ma dalszych:P Błędów ortograficznych nie zauważyłam i nic nie zgrzyta. Bardzo ciekawi mnie jak Sev sobie poradzi z tą sytuacja no i czy znajdą osobę która to zrobiła. Gdy przeczytałam że to M. pomyślałam Malfoy ale to chyba zbyt proste. Nie czytałam oryginału i nie mam zamiaru, wolę poczekać na Twoje tłumaczenie no cóż nic więcej nie dodam poza tym, że bardzo mnie wciągnęło:) Pozdrawiam i weny życzę
Amok44
 
Posty: 1
Dołączył(a): 04 lut 2010, 00:10

Re: Niezapominajka [4/17][NZ]

Postprzez FleurDImale » 06 gru 2011, 21:09

Mój pierwszy komentarz:/. Bardzo wymuszony:/. Nie lubię komentować kiedy nie czuję potrzeby. Na mój pierwszy komentarz na szanownym Forum wybrałam owe kilka rozdziałów. Już myślałam, iż będę musiała spróbować swych sił w krytyce. Ale...
Severus i Miona to coś co zjadam na śniadanie, a może obiad... Chyba cały czas pochłaniam takie kawałeczki ze smakiem gdyż...
Bogactwo i ilość dzieł jakie powstały na temat tej pary zawsze napawała mnie radością. Mimo, iż zdarzało mi się bardzo krytykować niektóre "kwiatki". Co do Niezapominajki na chwile obecną nie mam żadnych większych zastrzeżeń. Czekam już z niecierpliwością na kolejne rozdziały i mam nadzieję, że nie będę zmuszona pisać negatywnych i nie pochlebnych tekstów.
Lubię widzieć zmagania Severusa Snape z samym sobą, z przeciwnościami losu. Lubie widzieć jak dąży do celu czasem tracąc swój spokój.
Teraz zostaje mi już czekać na dalsze rozdziały.
FleurDImale
 
Posty: 3
Dołączył(a): 08 kwi 2009, 21:31

Re: Niezapominajka [5/17][NZ]

Postprzez yasiria » 21 kwi 2013, 19:29

Rozdział zbetowany przez Morwenę. Miłego czytania :)

Rozdział 5

Severus planował strategię działania przez cały dzień, ale okazało się że wszystkie przemowy mające na celu przekonanie jej, żeby została i dała mu jeszcze jedną szansę, są zbędne.
- Chyba coś znalazłam – powiedziała Hermiona, gdy tylko otworzył drzwi. Uniósł brew, czekając na dalszy ciąg. Cała podekscytowana pokazała mu akta, które trzymała w dłoni. – Zgodnie z tym Wizengamot nie skazał Mulcibera na pocałunek Dementora ani na dożywocie w Azkabanie. Zamiast tego wydał błahy wyrok pięciu lat pozbawienia wolności i wygnania ze społeczeństwa czarodziejów.
- Więc teraz jest wolny...
- I żyje jak mugol – zakończyła. Nienawidził, kiedy wchodziła mu w słowo, ale był zbyt podniecony jej odkryciem, żeby się tym przejąć.
- Ale to oznacza, że nie miałby różdżki. Nie miał motywu, żeby cię porwać i rzucić na ciebie Obliviate.
- Mógł mieć pomoc albo nową różdżkę. To by wyjaśniało, dlaczego brakuje mi tak wielu wspomnień i dlaczego wciąż zapominam nowych rzeczy. Jeśli zrobił różdżkę z tego, co miał pod ręką i co mógł dostać na czarnym rynku, nie działałaby tak dobrze, jak te zrobione przez Ollivandera. I potrzebowałby tylko brutalnej siły, żeby mnie porwać.
- No nie wiem – powiedział Severus, prowadząc ją do kanapy i samemu zajmując miejsce. – Pamiętasz siebie z czasów szkoły. Ale już nie jesteś tą dziewczynką. Jesteś zadziorną, głośną, silną kobietą, która nie da się obezwładnić na środku ulicy. Ktoś by to zauważył.
- Muszę ci uświadomić, że w szkole też nie byłam osiką na wietrze. Zapytaj Draco Malfoya. – Uśmiechnął się złośliwie. – Ale masz rację. Mówisz, że ostatnio byłam widziana w Hogsmeade.
- Tak, przyglądałaś się wystawie księgarni.
- Więc może to zdarzyło się później. Mogłam aportować się do Londynu i tam go spotkać. Albo on mnie zwabił, a nie zmusił.
- Czym?
- Znano go z używania Imperiusa.
- Tak, ale bez porządnej różdżki rzucenie go byłoby niemal niemożliwe.
- Niemal niemożliwe wciąż jest możliwe – zripostowała.
Spojrzał na nią. Ile razy siedziała na tej kanapie w identycznej pozycji i mu to mówiła? Często omawiała z nim swoje sprawy. Wychodziła z wysoce nierealnymi tezami, a on grał adwokata diabła, aż jedno z nich wpadło na wiarygodne rozwiązanie. To był zwyczaj, do którego powrócili nieświadomie. To po raz kolejny uświadomiło mu, że byli sobie przeznaczeni.
- Warto to sprawdzić, czyż nie? – usłyszał jej pytanie. Potaknął.
- Będę potrzebował twojej pomocy w wyśledzeniu go w świecie mugoli – powiedział. Doskonale się składało, że Mulciber żył w świecie mugoli, bo to dawało Severusowi szansę na okazanie jej swojego zaufania.
Pokiwała głową, zgadzając się, a na jej twarzy pojawił się duży uśmiech. To był jej pierwszy prawdziwy uśmiech, który widział, odkąd do niego wróciła. Uświadomił sobie, że to wynikało z jej potrzeby jego aprobaty, jak w czasach gdy była szóstoroczną uczennicą eliksirów, ale po poranku nie potrafił być w tej kwestii wybredny. Był po prostu zadowolony, widząc, ile zostało zapomniane przez jej ekscytację pierwszym, małym przełomem w tej sprawie.
- Ale najpierw musimy przesłuchać Pottera – kontynuował z grymasem na twarzy. To nie było coś, na co czekał z utęsknieniem.
- Dziś rano wysłałam mu sowę. Mamy się z nim spotkać jutro na obiedzie w Dziurawym Kotle. – Pokiwał głową, zastanawiając się, czy wspomni o porannym incydencie. Sam nie zamierzał kusić losu przez wypytywanie o jej uczucia z tym związane. Mając nadzieję, że zdoła odciągnąć jej uwagę od tego tematu, przywołał planszę do gry w chińczyka.
- Świetna robota. Zasłużyłaś na przerwę – powiedział, wskazując trzymaną w ręce planszę.
- Chińczyk? – Spojrzała na niego sceptycznie, ale przysunęła jeden z foteli do stolika, który wyczarował. – Sądziłam, że wolisz jakąś bardziej intelektualną rozrywkę, jak szachy.
- Sprawiam takie wrażenie, czyż nie? – powiedział, kładąc planszę na stoliku i podając jej żółte pionki. Sam wybrał niebieskie. – Tak naprawdę to ty wolisz tę grę. Twierdzisz że jest mniej agresywna niż czarodziejskie szachy czy eksplodujący dureń. Ja właściwie preferuję gry karciane, takie jak szalone ósemki albo Piotruś. – Ucieszył go wyraz zaskoczenia na jej twarzy. Jeśli była jakaś dobra strona tej chorej sytuacji, to taka, że mógł jej dokuczać jak na początku małżeństwa.
- Żartujesz! – wykrzyknęła.
- Cóż, chyba tak. Tak naprawdę moją ulubioną grą jest makao.
Słysząc to, naprawdę się uśmiechnęła. Prawdziwym, przeznaczonym tylko dla niego uśmiechem. Pojawił się nie dlatego, że znalazła nową poszlakę prowadzącą do tego, kto to zrobił, ani dlatego, że dużo książek w ich mieszkaniu należało do niej i mogła je czytać, kiedy tylko chciała.
- Więc w takim razie powinniśmy zagrać w makao – powiedziała, a jej uśmiech stał się złośliwy. Uniósł brew, omijając jednego z jej pionków. Spędzili następną godzinę na przyjemnej pogawędce. Mówił o swoich uczniach i ich skłonności do wysadzania wszystkiego, co dotknęli, a ona z sentymentem wspominała współpracę z Neville’em.
- Nie jest taki zły z eliksirów – powiedziała. – Po prostu okropnie go przerażałeś.
Zastanowił się, czy powinien powiedzieć jej prawdę o tym, jak Neville zginął w walce.
Zauważyła jego nagłe przygnębienie.
- Co się stało?
Wszystko szło tak dobrze, że nie chciał tego niszczyć, przeżywając znowu ostatnie czarne dni Voldemorta.
- Nic... Mam wrażenie, że właśnie wygrałaś. – Wyraz jej twarzy zmienił się ze zmartwionego na pełen triumfu, kiedy rzuciła kośćmi i wsunęła ostatni pionek do domu. – Musiałaś jakoś oszukiwać. Może zaczarowałaś kości?
Podniósł je i przyjrzał im się dokładnie, rzucając zaklęcie ujawniające.
Prychnęła z oburzeniem.
- Ja nie oszukuję! – Spojrzał na nią z ironicznym uśmiechem. Zajęło to kilka długich chwil, ale w końcu uświadomiła sobie, że znowu jej dokucza.
- Może nigdy tego nie robiłaś w szkole, ale po siedmiu latach mieszkania ze mną moja przebiegłość cię uszkodziła – powiedział, odsuwając grę i usuwając stolik. Spięła się, słysząc to i oparła się na krześle.
- Naprawdę tak się zmieniłam? – najwyraźniej nie zrozumiała jego humoru.
- I tak, i nie – powiedział bardziej poważnie, obawiając się tej rozmowy. Na próżno starał się jej uniknąć. Wydawało się, że wszystko, co robił - od porannego wypadku przez wzmiankę o Neville’u aż do teraz - zmierzało właśnie do tego. Zmiany pojawiały się stopniowo. Ludzie powoli stawali się sobą. Dojrzałość nie pojawiała się nagle w ciągu nocy, więc jak mógł jej to wyjaśnić w ciągu dziesięciu minut?
- Nie jeśli chodzi o podstawy – powiedział niejasno, kierując się w stronę sypialni. – Idę spać. Dołączysz do mnie? – Potrząsnęła przecząco głową, podnosząc Historię Hogwartu.
- Chyba jeszcze trochę poczytam – powiedziała i z przerażeniem uświadomił sobie, że wciąż bała się wejść razem z nim do sypialni. Ciężko mu było ją winić po dzisiejszym poranku. Wspiął się na łóżko i leżał, wpatrując się w sufit, aż poczuł, jak dziewczyna wślizguje się pod kołdrę obok niego. Dopiero wtedy zdołał zasnąć.

o-o-o

Następnego wieczora mieli spotkać się z Potterem. Obiad potoczył się lepiej, niż Severus się spodziewał, co w praktyce oznaczało, że udało mu się nie zabić irytującego zbawcy czarodziejskiego świata, ale poza tym auror miał niewiele informacji, które mogłyby im pomóc.
- Draco zniknął po ostatecznej bitwie – powiedział Harry. Nie udało nam się go dotąd namierzyć, ale podejrzewam, że jego matka wysyła mu pieniądze. Nic nie możemy udowodnić, ale regularnie wysyła za granicę duże przekazy pieniężne.
- Nie możecie po prostu wyśledzić, dokąd je wysyła? – zapytał Snape. Harry spojrzał na niego ze złością.
- Próbowaliśmy. Docierają do sierocińca dla czarodziejów. Po tym tracimy trop...
- Może naprawdę wspiera sieroty. Wie, jak to jest stracić całą rodzinę – rzucił szyderczo Snape.
- Wątpię – odparł Harry, a jego oczy błyszczały groźnie. Severus wiedział, że trafił w czuły punkt. Potter za nic w świecie nie przyznałby, że ma coś wspólnego z Malfoyami. – Stawiam moją miotłę na to, że Malfoy gdzieś tam jest. To by było idealnie logiczne, że on ci to zrobił, Hermiono.
- Czy w tej sprawie pojawiły się ostatnio jakieś poszlaki? Omawiałeś je ze mną? – zapytała Hermiona.
- Wspominałem o wszystkich raz na jakiś czas, ale nie ostatnio... Chociaż tamtego dnia w Trzech Miotłach powiedziałaś mi, że chcesz ze mną porozmawiać.
- Mówiłam o czym? - podekscytowała się. W końcu zmierzali do jakiegoś celu.
- Nie, tylko tyle, że chcesz się spotkać. Miałaś najpierw coś sprawdzić. Wydawałaś się być tym dość zaabsorbowana. Prawie wzburzona.
- I nie wpadłeś na to, żeby wspomnieć o tym wcześniej? – zapytał ostro Severus.
- Wspomniałem o tym Albusowi, ale ty byś się tego nie dowiedział, czyż nie, Snape? – zripostował młody mężczyzna.
- Co masz na myśli, Harry?
- Nic – odparł Snape szybko, patrząc twardo na Pottera. Nie mógł pozwolić na to, żeby Hermiona dowiedziała się, że jej nie szukał, nie w momencie, kiedy wszystko między nimi zaczęło się układać. Chłopiec wpatrywał się w niego, ale w końcu ustąpił.
- Nieważne – powiedział. – Ważne jest wyjaśnienie, co się z tobą stało. A myślę, że znalezienie Malfoya będzie kluczem. Tu są akta, jeśli chciałabyś je przejrzeć – podał Hermionie cienką teczkę.
- Nie wygląda na to, że masz dużo informacji – zauważył Snape.
- Wiemy tylko, że walczył w ostatecznej bitwie. Ron pamięta, że rzucił w jego kierunku kilka klątw tnących, ale nikt go później nie widział.
- Co dokładnie się stało w trakcie bitwy? – zapytała Hermiona. – Nikt mi nie powiedział.
Potter wyglądał na zdenerwowanego. Severus rozejrzał się po sali, unikając jej wzroku. Wiedział, że to w pewnym momencie zostanie powiedziane, ale miał nadzieję, że raczej później niż wcześniej. Miał nadzieję, najwyraźniej próżną, że to nie on będzie musiał jej powiedzieć.
- To było dawno temu, Hermiono – rzucił Harry, wyraźnie grając na zwłokę.
- Była o tym wzmianka w książce, którą ostatnio ci kupiłem – powiedział Snape, mając nadzieję, że jej skłonność do czytania oszczędzi mu bólu.
- Tak, akademicka notatka o tym, co się stało, same suche fakty. Chcę znać szczegóły. Jak mam sobie przypomnieć, skoro nikt mi nie mówi? Co, jeśli nigdy nie odzyskam pamięci? To ogromna część tego, kim jestem. To mnie ukształtowało w osobę, którą jestem dzisiaj. Albo byłam. Nie możecie oczekiwać, że po prostu wyzdrowieję. Potrzebuję waszej pomocy. Każdej pomocy – powiedziała. Jej głos z każdym słowem stawał się coraz bardziej piskliwy.
Miała rację: musiała się dowiedzieć. Ale ciężko było się z tym zmierzyć. Będzie ciężko obserwować, jak przeżywa to po raz kolejny. Snape pochylił się w jej stronę i położył dłoń na jej ramieniu. Spojrzała na niego z zaskoczeniem. Potter spojrzał na nią z trudem, po czym odwrócił się w stronę Snape’a. Ten skinął głową.
Ponownie patrząc na przyjaciółkę, Harry zaczął:
- To było pod koniec naszego siódmego roku...

Było ciemno. Snape z trudem odróżniał członków zakonu i aurorów od śmierciożerców. Zielone i czerwone błyski światła krzyżowały się nad wąską uliczką, podczas gdy płomienie przeskakiwały z budynku na budynek. Ogień powstrzyma inferiusy, ale zniszczy wioskę.
Obserwował, jak Neville Longbottom rzuca się na Bellatrix Lestrange, atakując ją od tyłu. Nigdy nie radził sobie dobrze z różdżką, ale najwyraźniej przodował w walce na pięści. Wyrwał jej różdżkę, zanim zdążyła rzucić zaklęcie, a Ginny Weasley skorzystała z okazji, żeby ją ogłuszyć. Wyciągnęła rękę, żeby pomóc mu wstać. Biedny chłopak nie widział zielonego błysku, który trafił go w plecy.
Severus szybko rzucił klątwę w stronę śmierciożercy, który powalił Longbottoma. Przyparł go do ziemi, zanim zdążył skrzywdzić dziewczynę.
- Niech go pani zwiąże, panno Weasley – poinstruował ją, wciąż trzymając różdżkę wysoko, na wypadek gdyby ktoś jeszcze podkradł się w ciemności. Chciał ją zaprowadzić do Hogwartu, do bezpiecznego miejsca. Była zdecydowanie za młoda, żeby walczyć.
- Tędy – powiedział, łapiąc ją za rękę, kiedy skończyła.
- Gdzie idziemy? Co z Neville’em?
- Wrócimy po niego później. Na razie musimy się stąd wydostać – powiedział ostro, pragnąc uciec z pola bitwy. To nie było jego zadanie. On miał tylko zbierać informacje. Którakolwiek strona wygra, miał nadzieję, że uzna jego działania za wsparcie. Jego pozycja podwójnego agenta powinna wzmocnić niezbyt lojalną postawę.
- Nie zostawię Harry’ego! – zaszlochała. – Potrzebuje nas. Nie może tego zrobić sam.
- Musi to zrobić sam. Na tym to polega, panno Weasley!
- Nie! – Wyrwała ramię z jego uścisku i popędziła w stronę chaosu bitwy. Trzask płomieni, świst zaklęć, gasnące krzyki torturowanych walczących, modlących się o szybką śmierć... Która nadejdzie szybko zarówno dla Severusa, jak i jego młodej podopiecznej, o ile się stąd nie wydostaną.
Pomyślał o puszczeniu jej. Jeśli chciała umrzeć przez błędnie skierowaną lojalność do Pottera, niech tak się stanie. Ale później przypomniał sobie Molly i Artura Weasleyów... Macierzyńskie wmuszanie jedzenia i paplanie Artura na każdy temat, od mugolskich baterii po pracę Ministerstwa. Nigdy nie traktowali go protekcjonalnie, zawsze go szanowali. I kochali swoją rodzinę. Wspomnienie Molly przyciskającej dziecko do piersi mignęło mu przed oczami. Byli taką rodziną, jakiej zawsze chciał. Nie mógłby im spojrzeć w oczy, gdyby pozostawił ich córkę na pastwę losu.
- Idę z tobą – rzucił ostro, podchodząc do niej. – Trzymaj się za mną i wykonuj polecenia. Rozumiesz? – potaknęła.
Szli wąskimi uliczkami, aż dotarli na duży plac, gdzie zaczęła się bitwa. Czarny Pan stał na środku z różdżką wycelowaną w Pottera. Harry zwijał się na bruku, cierpiąc pod zaklęciem, w którym Severus rozpoznał Cruciatusa.
- Nie! – zaszlochała Ginny za jego plecami. Wyrwała do przodu, biegnąc w stronę Voldemorta. Czarnoksiężnik zauważył ją i wycelował w nią różdżkę. Potter z trudem podniósł się z ziemi.
- Pożegnaj się ze swoją dziewczyną, Potter! – krzyknął Voldemort. Kolejny zielony błysk i upadła na ziemię. Ale chwila, której potrzebował na rzucenie zaklęcia, dała Potterowi szansę. Rzucił zaklęcie mające oderwać duszę Czarnego Pana od jego ciała. Nieziemski pisk przeciął powietrze, zmuszając Severusa do zakrycia uszu. Voldemort przewrócił się i stanął w płomieniach. Zobaczenie śmierci dawnego pana dało Severusowi motywację, której potrzebował, żeby wkroczyć do akcji. Walczył ciężko, żeby wykończyć pozostałych śmierciożerców, w końcu ostatecznie potwierdzając swoją lojalność...

Severus odepchnął myśli o własnych doświadczeniach z końca wojny. To nie były wspomnienia pełne szczęścia czy triumfu, tylko przypominające mu o niejasności własnych poglądów. Zmusił się do słuchania, jak Potter opowiada o każdym krwawym, brutalnym szczególe spotkania z Czarnym Panem, wiedząc, że Hermiona wyczuje, jeśli któryś z nich spróbuje coś przemilczeć, aby jej ułatwić. Zapadł zmierzch, kiedy Harry skończył opowieść. Pomieszczenie wypełniło się tłumem ludzi, którzy chcieli powitać weekend drinkiem. Wszyscy rozmawiali radośnie, nieświadomi łez, które, jak widział Severus, pojawiły się w oczach Hermiony, a które ze wszystkich sił starała się powstrzymać.
- Proszę, panno Granger, płacz nie przywróci ich do życia. Przeżyłaś i masz obowiązek upewnić się, że ich poświęcenie nie poszło na marne. Nie oddali życia tylko po to, żebyś ty spędziła resztę swojego na szlochaniu i użalaniu się nad sobą.
- Już mi to powiedziałeś – odparła. Jedna łza spłynęła jej po policzku. Spojrzał na nią ze zdumieniem. Powiedział jej to, kiedy zastał ją płaczącą nad grobami poległych kilka tygodni wcześniej.
- Pamiętasz? – wydyszał, czując, że serce podchodzi mu do gardła.
- Nie, ale to brzmi jak coś, co byś powiedział.
Zamarł, wyciągając rękę, aby otrzeć jej łzy, ale delikatnie odwróciła głowę. Zamiast tego sięgnął po chusteczkę.
- W rzeczy samej – mruknął, podając jej kawałek materiału. Wzięła go, otarła oczy i wydmuchała nos. Machnął ręką, kiedy chciała mu go oddać, więc włożyła go do kieszeni szaty.
- Hermiono... Przepraszam. Nie powinienem... – wymamrotał Harry.
- W porządku – odparła, przytulając przyjaciela. – Chciałam wiedzieć. Musiałam wiedzieć.
- Chyba powinniśmy wrócić do domu. Dać ci czas na przemyślenie tego, co usłyszałaś – powiedział Snape, wstając i podając jej rękę. Harry pokiwał głową potakująco i Hermiona z wahaniem wsunęła dłoń w jego uścisk.
- Musimy też się zająć drugą opcją – powiedziała.
- Drugą opcją? – Harry uniósł brew.
- Mulciber – odparł krótko Snape. Potter pokiwał głową.
- Tak, najlepiej sprawdzić każdy trop, jaki macie – zgodził się. Snape uśmiechnął się szyderczo. Co za arogancki dzieciak.
- Dziękuję, panie Potter – powiedział, obserwując jak chłopiec naprawdę się rozjaśnia słysząc te słowa. – Ani ja, ani Hermiona nie wiedzieliśmy, jak prowadzić skuteczne śledztwo. – Uśmiech Pottera zniknął.
- Robię to dla Hermiony, nie dla ciebie, Snape.
- Wierz mi, kiedy ci powiem, że nigdy bym cię o to nie prosił. – Hermiona zmarszczyła brwi i wyrwała dłoń z uścisku.
- Widzę, że pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Wracam do domu – powiedziała. Podeszła do kominka i zniknęła z błyskiem zielonego światła. Severus rzucił jeszcze jedno wrogie spojrzenie Potterowi i poszedł za nią.
Nie było jej w pokojach, kiedy tam dotarł. Nienaturalna cisza wypełniała przestrzeń, gdy zastanawiał się, w jaki sposób tym razem mógł to naprawić. Przeklinał się za brak kontroli, kiedy chodziło o Pottera, a później przeklinał Pottera za to, że był tak irytujący. Rozważał, czy powinien jej poszukać. Właśnie ponownie przeżyła te potworne dni; może potrzebowała trochę samotności. Ale obawiał się trochę zostawiać ją samą sobie, kiedy nie wiedział, gdzie jest. Zdecydował że znajdzie ją, a później da jej tyle prywatności, ile będzie potrzebowała, i wyszedł na korytarz.
Znalazł ją dosyć szybko. Rozmawiała z portretem Milicenty Przenudnej, martwiąc się przebywaniem na korytarzu po ciszy nocnej przez coś tak głupiego jak pojedynek. Poczuł ukłucie złości, nerwowo zaciskał i rozluźniał pięści. Pani Pomfrey mówiła, że to się może stać, że to się stało, ale inaczej było o tym słuchać, a inaczej widzieć na własne oczy. [i]Cóż
, pomyślał. Jeśli chce się zachowywać jak uczennica, to tak ją będę traktować.
- Minus dwadzieścia punktów od Gryffindoru, panno Granger, za wałęsanie się po szkole w nocy. I szlaban – powiedział ostro i szybko tego pożałował. W jego umyśle pojawiło się wspomnienie Hermiony ubranej w szkolny mundurek.

- Profesorze Snape – powiedziała głosem, który wywołał u niego dreszcz wzdłuż kręgosłupa. – Czuję się po prostu okropnie. Nie mogę tego dłużej ukrywać. - Uniósł brew i odłożył trzymane w rękach dokumenty.
- W co ty pogrywasz, mała jędzo? I dlaczego się tak ubrałaś? – zapytał, dotykając matowego, czarnego materiału jej szaty.
- To ja w drugiej klasie ukradłam skórkę Boomslanga z pana gabinetu – wyznała.
- To byłaś ty? – Nie do końca jej wierzył, ale potaknęła, zbliżając się.
- Jestem gotowa na szlaban – szepnęła mu do ucha. – Proszę pana.
Uśmiechnął się i przyciągnął ją do siebie.
- Doprawdy? Mam dużo okropnych rzeczy, które trzeba zrobić – powiedział, całując ją. Uznał, że podoba mu się ta zabawa.

Dokuczał jej zaraz po ślubie ze względu na jej wiek i fakt, że była jego uczennicą, grożąc jej szlabanem albo odebraniem punktów. Robił to głównie dlatego, że cała sytuacja sprawiała, że czuł się nieswojo, jakby złamał jakąś niepisaną zasadę albo wykorzystał sytuację i ją poślubił, ale ona zaskoczyła go tamtej nocy, pojawiając się w starym mundurku i mówiąc, że jest gotowa na szlaban. To był najlepszy szlaban, jaki kiedykolwiek przyznał.
- Profesorze Snape – powiedziała, patrząc na niego. Nie przeszkadzało mu już, że upierała się przy nazywaniu go oficjalnym tytułem. Zastanowił się, jak niewiele czasu zajęło mu przywyknięcie do tego, że znowu tak się do niego zwracała. – Próbowałam ich powstrzymać, ale mnie nie słuchali. Malfoy wyzwał Harry’ego na pojedynek. I nie pojawił się na wyznaczonym miejscu, a Gruba Dama poszła odwiedzić przyjaciółkę i nie mogliśmy wrócić do wieży. Nie chcieliśmy zobaczyć tego psa.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem. Musiała mówić o ich pierwszym roku w szkole, kiedy Dumbledore uparł się, żeby trzymać tego potwornego psa Hagrida w zamku.
- Nie martw się, Hermiono. Chodź ze mną – powiedział, wyciągając do niej rękę. Złapała ją z wahaniem.
- Po co ktokolwiek trzyma takiego trzygłowego psa? – zapytała, kiedy poprowadził ją w stronę lochów.
- Albo nazywa go Puszek?
- To coś ma imię?
Rozbawiło go jej zniesmaczenie. Sam też tak pomyślał, kiedy lata temu Hagrid przedstawiał psa nauczycielom.
- Obawiam się, że tak. – Słuchał jej trajkotania, gdy przeskakiwała od nocnych pojedynków przez nielegalne smoki po Flamela. Najwyraźniej uratowanie Kamienia Filozoficznego nie było jej jedyną przygodą tamtego roku. Pamiętał, że zaimponowała mu zdolnością rozwiązania jego zagadki. Przez bardzo długi czas jej nie lubił, ale nigdy nie przestała go zdumiewać.
W końcu dotarli do komnat. Znalazł butelkę, którą Pomfrey dała mu na wypadek takiej sytuacji. Po wypiciu zawartości Hermiona wciąż wydawała się być lekko oszołomiona, więc polecił jej, żeby położyła się na chwilę na kanapie, a sam poszedł poprosić skrzaty o herbatę.
- To smakuje okropnie – powiedziała, kiedy wrócił i podał jej parujący kubek.
- Zapytam Poppy, czy następnym razem możemy to do czegoś dodać...
- Następnym razem? – zapytała, marszcząc brwi. – Mam nadzieję, że nie będzie następnego razu.
- Ja też, ale zapytam na wszelki wypadek. – Nienawidził, kiedy była tak bezbronna. Zamierzał porozmawiać z Poppy o lekarstwie, a jeśli ona nie mogłaby pomóc, skontaktuje się z uzdrowicielami ze świętego Munga najszybciej, jak to możliwe. Wiedział, że Hermiona już widziała się z uzdrowicielami; Molly Weasley zabrała ją tam, kiedy prowadził zajęcia, ale może potrzebowali większej... motywacji. I oczywiście wiedza, co się stało, mogła im pomóc w znalezieniu rozwiązania.
Pokiwała głową bez słowa. Pili herbatę w ciszy. Zastanawiał się, o czym myśli Hermiona.
- Czy gdzieś jest pomnik? – zapytała nagle. Uświadomił sobie, że rozmyślała o tym, co opowiedział jej Potter. Może to stres i emocjonalne przeładowanie wywołały jej utratę pamięci. Będzie musiał uważać, żeby z niczym nie przesadzić w przyszłości, żeby zminimalizować ryzyko powtórek.
- Jest. Oprócz tego także malutki cmentarz. Zabiorę cię tam jutro.
- Chyba wolałabym pójść sama – powiedziała, wpatrując się w pusty kubek.
- To nie jest dobry pomysł. Co jeśli znowu zapomnisz? – odparł cicho. – Nie będę ci przeszkadzał, jeśli chcesz się pożegnać.
Potaknęła. Po jej policzkach znowu popłynęły łzy.
- Jak... Jak sobie poradziłeś?
- Miałem ciebie – powiedział, wstając, żeby zabrać od niej kubek. Podała mu go, muskając opuszkami palców jego dłoń. Spojrzała na niego i zmusiła się do uśmiechu. Wiedział, że to nie wydawało się czymś wielkim, ale po wojnie mieli siebie nawzajem. Jego sprawa dała jej zajęcie, gdy przeżywała żałobę, a ona uratowała go przed Ministerstwem i samym sobą. On tylko powiedział jej o tej jednej nocy. Jej wsparcie, jej wiara w to, że wciąż warto było go kochać, dały mu odwagę do poszukiwania szczęścia. Nie wiedział, co skłoniło ją do szukania w nim dobra, ale znalazła w nim malutką, wciąż nienaruszoną część. Z jej delikatnym przewodnictwem ta część urosła tak, że stał się niemal mężczyzną, na którego zasługiwała. Trochę im zajęło przeżycie wydarzeń wojennych i w duchu przeklął tego, kto zmusił ich do powrotu do tego bolesnego okresu. Nigdy nie uwolnię się od Czarnego Pana i jego zniszczeń, pomyślał ze smutkiem.
http://www.youtube.com/watch?v=SKjNtLUavR0 A Very Potter Musical
It is totally awesome ;)
yasiria
Nawiedzony Romantyk
Nawiedzony Romantyk
 
Posty: 52
Dołączył(a): 28 maja 2011, 12:55

Re: Niezapominajka [6/17]

Postprzez Ses » 23 paź 2013, 23:03

Więc i jest rozdział 6.
Ukłony jak zawsze w stronę Jeri, bez której zanudziłabym się na śmierć.

Rozdział szósty


Wyjście na cmentarz nie przyniosło nic nowego. Snape stał za niewielkim kamiennym murkiem, otaczającym nagrobki i przyglądał się z żalem, jak jego żona, tak samo jak lata temu, otwarcie płakała nad grobami. Wpadł na nią przypadkiem i warknął, żeby wreszcie przestała żyć przeszłością. W tamtym czasie nie miał pojęcia, że takie życie wkrótce również uwzględni jego. Może tamto spotkanie na cmentarzu było katalizatorem. Wcześniej szanowała go, może nawet trochę podziwiała, a tego dnia udowodnił sam sobie, że potrafi być też człowiekiem.

- Panno Granger, proszę, płacz nie przywróci zmarłych do życia. Ty nadal żyjesz i masz obowiązek udowodnić, że nie umarli na próżno. Nie zginęli tylko po to, byś mogła spędzić resztę swojego życia na wypłakiwaniu sobie oczu i użalaniu się nad sobą.
- Słucham? – zapytała ze zdumieniem Hermiona, i klęcząc, spojrzała w górę.
- Wierzę, że słyszałaś.
- Co ty możesz wiedzieć, Snape?
- Jestem tutaj, prawda? Jednak w przeciwieństwie do ciebie jestem tu po to, by uczcić ich śmierć, a nie wylewać swoje żale. – Zbladła, słysząc jego słowa. Widział, że zagryza wargi, by nie powiedzieć czegoś, czego mogłaby potem żałować.
- Po co przyszedłeś? – zapytała, biorąc głęboki oddech, już wyraźnie spokojniejsza.
- Dla moich uczniów. Dla tych, których nie zdołałem ocalić – Pansy Parkinson, Blaise’a Zabini, Teodora Notta – dla tych, którzy stawili czoła nie tylko Czarnemu Panu, ale również swoim rodzinom. Stracili wszystko, jednak walczyli dalej. Dla panny Weasley i pana Longbottoma, którzy stracili życie, byśmy my mogli kontynuować swoje w pokoju.


Zdławiony szloch prawie wyrwał się z jej piersi, gdy rozpamiętywał ich śmierć i wyjaśniał jej znaczenie stojącej przed nim Gryfonce.

Wina zżerała go codziennie. Nawet się do nich nie odezwał, mając na uwadze, by nie zdradzić się jako szpieg. Stał i patrzył, jak dwójka młodych Gryfonów, mających całe życie przed sobą, umiera niepotrzebnie, podczas gdy on nic nie zrobił. Był hipokrytą, wmawiając jej, by nie obwiniała siebie, podczas gdy sam właśnie to robił. Czy nic nie mogło mu się udać w życiu? Nie zasłużył na to, by tu być, nie bardziej niż ktokolwiek inny.
Odwrócił się od niej, starając się ukryć swój ból. Tę słabość, której nie chciał jej pokazywać. Kiedy spojrzał na nią ponownie, przyglądała mu się ze zrozumieniem w oczach. Nie odezwała się ani słowem, tylko kiwnęła głową, jednocześnie wycierając łzy z policzków. Miesiąc później pojawiła się przed jego drzwiami z pytaniami.


Tym razem jej nie pouczał, ale wykorzystał czas, by położyć kwiaty na grobach Ślizgonów. Może i zginęli, ale koniec końców, byli wolni. Nigdy nie należeli do nikogo, tak jak Snape należał kiedyś do Czarnego Pana, i za to właśnie należał im się szacunek. Kiedy Hermiona była gotowa wracać, odprowadził ją do domu. To był kolejny cichy wieczór, jednak nie tak ciężki jak poprzednie. Ponownie miała rację, że powinna wiedzieć. Dopiero teraz mogła ruszyć dalej, próbując odzyskać całą resztę.

Oboje chętnie przeszli do innych zadań, w tym do poszukiwania możliwego miejsca pobytu Mulcibera, a Hermiona zajęła się także przeglądaniem informacji na temat pieniężnych przelewów między magicznym i mugolskim światem, tym samym próbując dojrzeć, czy jest tam cokolwiek, co mogłoby doprowadzić ich do Malfoya. Tydzień później Severus, ubrany w ciemny mugolski garnitur, rozmyślał, co powinien powiedzieć albo zrobić, gdyby znalazł Mulcibera. Mógł mieć tylko nadzieję, że jest w odpowiednim miejscu. Nie był pewien, czy byłby w stanie wybaczyć Hermionie, że wysłała go nie tam, gdzie trzeba. Oczywistym było, że Severus nienawidził Mugoli. Pomimo tego, że Hermiona pochodziła z mugolskiej rodziny, oszczędził sobie obowiązku poznania jej rodziców. Podejrzewał, że właśnie to, iż oboje nie mieli nikogo na tym świecie, połączył ich w pewien sposób, a to sprawiało, że był zadowolony. Nie żeby kiedykolwiek jej o tym powiedział, oczywiście. Ona kochała swoich rodziców, podczas gdy on gardził swoimi. Fakt, że jedni i drudzy byli martwi, stanowił jedyne podobieństwo.

Hermiona wyśledziła go w małym przedsiębiorstwie na południu Anglii.

- Jest właścicielem klubu dla panów - powiedziała. Gdy uniósł brew, wyjaśniła, na jakiego rodzaju występy może tam liczyć. Właśnie wtedy zdecydowała, że nie będzie mu towarzyszyć.
- Jednak byłam aurorką. Przeszłam specjalny trening. Wcześniej miałam do czynienia z wieloma śmierciożercami i jestem pewna, że z tym konkretnym również.
- Jedynie nadzorowałaś jego zwolnienie z Azkabanu. Hermiono, znam tego człowieka. Wiem, w jaki sposób uzyskać od niego odpowiedzi i uwierz mi, nie jest to coś, co da się zrobić z żoną za plecami.

Spojrzała na niego ze złością, zanim opuściła pokój, ale nie powiedziała nic więcej, gdy wyjeżdżał. Ostatecznie jej szóstoroczna mentalność skłaniała ją do podporządkowania się jego woli Jego Hermiona nigdy nie dopuściłaby do tego, by aż tak nad nią górował. Ale nie chciał narażać jej na kolejne niebezpieczeństwa, jeśli Mulciber okazałby się tym, który jej to zrobił.

Aportując się w miejsce wskazane przez Hermionę, Severus odkrył, że znajduje się na parkingu. Przed nim znajdował się ponury, szary budynek z krzykliwymi neonami. Wszedł do środka z różdżką w dłoni. W środku zadymionego pomieszczenia panowała ciemność i było nawet tak strasznie, jak mogłoby się wydawać z zewnątrz. Bar znajdował się na samym końcu. Kilku mężczyzn w średnim wieku, z brzuchami wylewającymi się ze spodni, pijąc leniwie piwo, przyglądało się paru skąpo ubranym kobietom tańczącym na scenie.
- Jest środek dnia, czy oni nie mają nic lepszego do roboty? – pomyślał Snape. Po krótkiej chwili spostrzegł byłego Śmierciożercę.
- Mulciber, jak miło cię widzieć – powiedział Snape, kładąc odpowiedni nacisk na słowo miło, by przekazać, że uważa wręcz przeciwnie. Ostatni raz widział go, gdy rzucał Imperiusa na młodą mugolską dziewczynę.
- Snape, co ty tutaj robisz? – zapytał, wyglądając na zaskoczonego i lekko zdenerwowanego.
Dobrze, pomyślał Severus. Powinien być zaniepokojony.
- Cóż, z pewnością nie przyszedłem na pokaz – powiedział z przekąsem, patrząc na skąpo ubrane dziewczyny, po czym odwrócił się do niego.
- Myślałem, że mugole są w twoim typie. Słyszałem, że ożeniłeś się ze szlamą – odparł Mulciber, nie odrywając wzroku od tancerek.
- Właściwie właśnie dlatego tu jestem.
- Szukasz nowej żony? Zawsze wiedziałem, że masz problem z kobietami, Severusie, ale mugole? – Snape ugryzł się w język, powstrzymując wybuch gniewu. Nic nie osiągną, jeśli zabije go, zanim wyciągnie od niego jakieś informacje. Lepiej będzie pokonać go w jego własnej grze.
- Wydajesz się mieć całkiem dobrze – powiedział, po czym przerwał, czekając, by słowa do niego dotarły. Z satysfakcją zauważył mały grymas przebiegający przez twarz Mulcibera. Oczywiście, jeśli miałby jakikolwiek wybór, mugolskie kobiety nie byłyby jego głównym źródłem dochodu.
- Niesamowite naprawdę, z pośród wszystkich naszych przyjaciół, którzy skończyli w Azkabanie lub gorzej, tobie w jakiś sposób udało się uciec – kontynuował Severus.
- Nie byliśmy aż tak blisko, zdrajco krwi – odparł Mulciber, krążąc wokół Snape’a.
- Zrobiłem to, co musiałem, by przetrwać – powiedział Severus, dołu taksując go wzrokiem, po czym dodał: – Wydaje mi się, że ty również.
- Może to i lepiej – odpowiedział z westchnieniem, a jego gniew szybko się ulotnił. – Mam szczęście, że Ministerstwo jest pełne bezmózgich, bezsilnych durniów.
- Wiec użyłeś Imperiusa, by wydostać się z Azkabanu? – zapytał Snape.
- Słabego, sugerując tylko, że mam mniej zarzutów. Nie mogłem pozbyć się ich całkowicie, to byłoby zbyt podejrzane. Prawie się roześmiałem, widząc wyraz twarzy Ministra Magii, gdy odkrył, że jestem oskarżony tylko o napaść. Nic nie mógł zrobić, gdy okazało się, że raport aurora jasno twierdził, że z pozostałymi zdarzeniami nie mam nic wspólnego.
- Myślę, że wygnanie to dość ostra kara – stwierdził Snape.
- Tak, właściwie to chciał się trochę zemścić – dodał gorzko Mulciber – ale mogło być gorzej. – W zamyśleniu spojrzał na tancerki, chociaż najlepsze już zeszły ze sceny. – Czego chcesz, Snape?
- Chcę wiedzieć, gdzie byłeś dwudziestego trzeciego września.
- Po co?
- Odpowiedz na pytanie – zagroził Snape.
- Byłem tutaj, jak zawsze. Mam otwartą działalność. A to pochłania dużo czasu, zwłaszcza bez skrzatów czy chociażby najprostszych zaklęć. – Severus przyglądał mu się, starając się wyczuć, czy były śmierciożerca kłamie. Wydawało się, że mówił prawdę, ale dla potwierdzenia Snape kontynuował.
- Nie w Londynie, w pobliżu Ministerstwa przypadkiem?
- Nie. Dlaczego miałbym tam być? Jeśli zobaczą mnie gdzieś w pobliżu czarodziejskiego świata, mogę zacząć pakować walizki do Azkabanu. Może to i nie raj, ale nie jestem gotów tego zaryzykować. Teraz powiedz mi, po co ci to wiedzieć?
- Zaatakowano moją żonę. Nadzorowała twoje zwolnienie z Azkabanu. Może byłeś zdenerwowany, bo nie udało ci się jej przekonać, że mógłbyś zostać w czarodziejskim świecie.
- To twoja żona? Przedstawiła się jako Hermiona Granger. Nawet nie przyjęła twojego nazwiska, jak widzę. W sumie to jej nie winię, kto chciałby być Snape’em po twoim upadku? Chociaż jest szlamą, domyślam się, że jesteś jej bohaterem. Czy w ten sposób dobrałeś się do jej majtek, Snape? Z całą pewnością nie spowodował tego twój wygląd ani urok – drażnił go Mulciber.
- Byłoby mądrzej z twojej strony, gdybyś pamiętał, że ja mam różdzkę, a ty nie – powiedział rozwścieczony Snape, przyciskając rozmówcę do ściany.
- Pamiętam, Snape, nigdy nie zapomnę – odparł Mulciber, łapiąc powietrze.
- Powiedz mi, co chcę wiedzieć – zażądał Severus, zwiększając nacisk.
- To nie ja. Zapytaj dziewczyny, jeśli chcesz wiedzieć – wychrypiał.
- Mogę to zrobić – powiedział Snape, uwalniając go. Mulciber upadł, opierając się plecami o ścianę, jednocześnie łapiąc powietrze i masując sobie szyję. – Tak z czystej ciekawości, nie próbowałeś rzucić na Hermionę żadnej klątwy, po tym jak zostałeś uwolniony?
- Po co? Nie miałoby to żadnego znaczenia. Musiałaby jakoś wpłynąć na Ministra, poza tym byłem zbyt słaby, by używać jakichkolwiek zaklęć, nie mówiąc już o Imperiusie.
- Jest zbyt uparta, by uwierzyć w takie bzdury, myślę, że właśnie dlatego ją przydzielono do tej sprawy w pierwszej kolejności.
- To wszystko? – Mulciber wzruszył ramionami, poprawiając swoje ubrania.
- Tak – odpowiedział Snape, kierując się do drzwi. Przed wyjściem odwrócił się i spojrzał na Mulcibera. - Powodzenia z mugolami – dodał.

Uśmiechnął się w odpowiedzi na grymas drugiego człowieka. Severus przez chwilę myślał o Oblivate, ale uznał, że lepiej będzie, jeśli będzie pamiętał to niewielkie powiązanie ze światem, którego nie jest już częścią, poza tym w ten sposób będzie to bardziej bolesne, nie żeby sobie na to nie zasłużył. Jednak poza tym, noc okazała się bezproduktywna. Nie dowiedział się nic tym oprócz tego, że Mulciber nie był człowiekiem, którego szukali. Mógł zabijać z zimną krwią, być mistrzem w mugolskich torturach, jednak cenił sobie swoje życie i wolał nie ryzykować pocałunku Dementora, odwiedzając Londyn. Tak dla pewności, Snape zatrzymał młodą kobietę wychodzącą z samochodu.
- Pracujesz tutaj?
- Tak – odpowiedziała, przyglądając mu się podejrzliwie. – Tylko tańczę, nic więcej.
- Czy twój szef, Mulciber, był tutaj dwudziestego trzeciego września?
- Tak, dlaczego chcesz wiedzieć?
- Oblivate – powiedział Snape, zamiast udzielić odpowiedzi. Dziewczyna wpatrywała się w niego bezmyślnie, po czym ruszyła, by wejść do środka. Gdy zniknęła, Severus deportował się z powrotem do Hogsmeade.
- Jak poszło? – zapytała Hermiona, gdy tylko przeszedł przez drzwi; nigdy nie była zbyt cierpliwa.
- To nie on – odpowiedział, rzucając się na kanapę. Hermiona usiadła na jednym z foteli, z grymasem na twarzy.
- Więc Malfoy jest jedynym punktem zaczepienia.
- Tak by się wydawało. Znalazłaś coś, co może nam pomóc?
- Nie. Jest zupełnie tak jak mówił Harry. Pieniądze znikają w sierocińcu – powiedziała. – Myślę, że powinniśmy go odwiedzić. Mam na myśli sierociniec. Możemy udawać zainteresowanych, albo potencjalnych rodziców, pragnących adoptować dziecko, poszperać trochę. Jedynym powodem, dla którego Harry jeszcze tego nie zrobił, jest to, że Ministerstwo odmawia zapłacenia za to. Tak długo, jak Draco przebywa poza Wielką Brytanią, nie dbają o to, co robi.
- Dobry pomysł. Może w wakacje, jak uda mi się uciec z klasy.
- Mówiąc o świętach. Weasleyowie zaprosili nas na Boże Narodzenie – powiedziała niedbale, podnosząc książkę.
- I? – warknął.
- Powiedziałam, że będziemy. Z tego, co zrozumiałam, zapraszają nas do siebie co roku.
- I co roku grzecznie odmawiasz. Spędzamy święta tutaj, razem, a na Nowy Rok wybierasz sie do Nory – powiedział, marszcząc brwi.
- Ah, więc to by wyjaśniało, dlaczego Molly była taka podekscytowana, gdy się zgodziłam. No cóż, nie możemy się teraz wycofać. Poza tym będzie miło, być otoczonym przez tłum ludzi w Boże Narodzenie.

Co dokładnie oznaczało tyle, że nie chciała zostać z nim sama w święta. Teraz zaczął się obwiniać za bycie tak trudnym w obyciu. W jej mniemaniu w ciągu kilku ostatnich miesięcy straciła rodziców, była zestresowana utratą wspomnień i nauki, a do tego wszystkiego była jego żoną. W tym momencie Weasleyowie byli najbliższą jej rodziną. To egoistyczne z jego strony, chcieć ją tylko dla siebie. Oczywistym było, że nie pamiętała, jak to jest być po ślubie. Jego Hermiona nigdy nie zapytałaby o coś takiego, wiedząc, że będzie oczekiwał od niej, że odwdzięczy się, robiąc coś równie obrzydliwego dla niej. Zastanawiał się, czy powinien użyć tego potem na swoją korzyść, czy po prostu odmówić pójścia z nią.
- Naprawdę chcesz, żebym poszedł tam z tobą? – zapytał.
- Tak. Tak myślałam... nigdy nie przyszło mi do głowy, że byś nie poszedł.
- Twoja utrata pamięci musi być większa, niż pierwotnie zakładaliśmy – zażartował. Przygryzła wargę, odwracając wzrok. Zawsze było w ten sposób, wystarczyło jedno spojrzenie, by się cofnął.
- Pójdę z tobą – powiedział cicho. Hermiona odwróciła się do niego i uśmiechnęła. Jej radość rozjaśniła pokój i wiedział, że postępuje słusznie. Właśnie w takich momentach zdawało mu się, że rozumie, czym jest miłość. Tak dużo przegapiła ostatnio, ostatecznie mógł jej chociaż towarzyszyć w święta w Norze, nieważnie jak kiepski wydawał mu się ten pomysł. Jednak ważniejsze było to, że chciała, by był tam z nią. To kolejny niewielki krok w dobrym kierunku.
subtelna i sarkastyczna
我爱上了恐龙,特别是其中一只
Avatar użytkownika
Ses
Administrator
Administrator
Pozytywista Z Monoklem
Pozytywista Z Monoklem
 
Posty: 47
Dołączył(a): 19 kwi 2010, 14:48


Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron