[T][M] Prawdziwa miłość taka nie jest

W świecie Harry'ego Pottera. [UWAGA! Dział slash widoczny jedynie dla zarejestrowanych użytkowników]

Moderatorzy: cathyhope, Sweetkawai

[T][M] Prawdziwa miłość taka nie jest

Postprzez Luelle » 23 lis 2011, 19:16

Dla Niel z okazji urodzin.
Spóźniony niestety z przyczyn uczelniano-życiowo-pracowych, mam nadzieję, że się nie gniewasz.
Wszystkiego najlepszego!
Lu

Autor: Realmer06
Tytuł oryginału: True Love Never Did
Link: klik
Zgoda: jest
Tłumacz: Luelle
Beta: sile
Gatunek: Romans/Drana
Pairing:
Spoiler: pokaż
RW/HG



Prawdziwa miłość taka nie jest


Żaden mężczyzna nie jest wart łez, a ten, który jest, nigdy cię do nich nie doprowadzi.

Cóż za tendencyjne bzdury.

Powiedziała mi tak kiedyś moja matka. Miałam dziesięć lat i płakałam, bo Jeremy Johnson był jedynym chłopcem jakiego mogłam pokochać, on był zakochany w Susie Wallace. Wiedziałam o tym, ponieważ Becky powiedziała, że Anna usłyszała jak Simon mówił Geoffowi, że widział Jeremy?ego i Susie trzymających się za ręce na placu zabaw.

Kiedy teraz dociera do mnie, że właśnie takimi rzeczami się zamartwiałam? nie niszczeniem mrocznych artefaktów zawierających fragmenty duszy najgroźniejszego czarodzieja wszechczasów, nie wślizgiwaniem się do Ministerstwa pełnego jego skorumpowanych sługusów, nie tym, czy dzisiejszego dnia zobaczę moich przyjaciół martwych, ale tym z kim dziesięcioletni chłopiec trzymał się za ręce, ponieważ ja chciałam chodzić z nim za rękę.

I może w Hogwarcie wciąż myślałam o takich rzeczach, może wciąż był jakiś chłopak, przez którego płakałam, bo byłam już zmęczona oczekiwaniem, aż on się obudzi i zauważy, że ja stoję tuż obok niego. Nawet jeśli tak było, to wydarzyło się to zanim Voldemort stał się bardzo realnym i bardzo prawdopodobnym zagrożeniem w moim życiu, i jeśli był? cóż, to dowodzi mojej tezy. Pomysł, że osoba, którą kochasz całym sercem, bez której nie jesteś w stanie żyć, nigdy nie doprowadzi cię do płaczu był kompletnym, całkowitym idiotyzmem.

Ale w tamtym momencie mojego życia miałam ważniejsze sprawy na głowie, jak na przykład Horkruksy i pomaganie Harry?emu w ratowaniu świata i zastanawianie się, czy ludzie, których kocham wciąż będą żyć pod koniec tego dnia.

I wtedy, to wszystko się skończyło, ponieważ wygraliśmy. Zniszczyliśmy Horkruksy, Harry uratował świat i lęk przed ujrzeniem śmierci kogoś, na kim mi zależało, przestał mieć rację bytu. Myśl, że nie ma już nic przeciwko czemu musielibyśmy walczyć była dziwna. Nierealne wydawało się to, że on zginął, że wygraliśmy i że to już naprawdę był koniec, a jednak tak właśnie było. W ciągu kolejnych trzech dni od Ostatecznej Bitwy o Hogwart wydarzyło się wiele istotnych rzeczy, które to uniemożliwiły mi zamienienie z Ronem Weasley?em więcej niż pięciu słów.

Unikałam go. Ciężko mi się do tego przyznać, ale nie potrafię tego lepiej określić. Unikałam go, ponieważ go pocałowałam. Zrobiłam to pod wpływem chwili, nie wiedziałam czy którekolwiek z nas przeżyje ten dzień i musiałam coś zrobić. Więc go pocałowałam.

Wtedy rozpoczęła się bitwa i jego brat, tak jak wielu innych, zginął, Harry wygrał i rozpętało się takie szaleństwo, że nie było nawet chwili na odrobinę rozmyślań lub rozmowy. Opłakiwał brata a ja nie miałam prawa mu przeszkadzać.

Więc trzymałam się z boku i starałam się być zajęta, ponieważ tak powinno być, a nie dlatego, że to była wygodna wymówka. Robiłam wszystko o cokolwiek zostałam poproszona i wiele rzeczy o które nikt mnie nie prosił. Na wszystkie sposoby starałam się unikać Wielkiej Sali i jego.

Tak, wiedziałam, że to była tylko kwestia czasu, zanim będę musiała z nim porozmawiać, ale bardzo chciałam uniknąć konwersacji, która niechybnie się zbliżała.

Zemściło się to na mnie z nawiązką. Przez te kilka dni, od chwili gdy go pocałowałam, coś stało się z Ronem. Gdy stracił brata, dorósł. Trzeba przyznać, że ten proces rozpoczął się już jakiś czas temu, ale śmierć Freda była dla niego punktem zwrotnym. Dlatego rozmyślający mężczyzna, na którego natknęłam się przy kominku w pokoju wspólnym Gryffindoru nie był tym samym młodym człowiekiem, którego pocałowałam trzy dni wcześniej.

To był koniec bardzo długiego i bardzo ciężkiego dnia. Czwarty dzień pełen był pogrzebów i wspomnień o tych, którzy odeszli. To był jak dotąd najgorszy dzień, chociaż poprzednie trzy nie należały do łatwych. Nie będąc w stanie spędzić tego dnia z Weasley?ami usiłującymi zaplanować pochówek Freda, przyłączyłam się do Harry?ego i Andromedy Tonks, którzy przygotowywali pogrzeby najbłyskotliwszej kobiety jaką kiedykolwiek spotkałam i nauczyciela, który był jednym z najlepszych profesorów jakich znałam. To był bardzo długi i ciężki dzień.

Sądziłam, że Wieża Gryffindoru będzie opustoszała, tak jak to miało miejsce przez ostatnie trzy dni. Chociaż przez ten czas było tu sporo ludzi pomagających w sprzątaniu i odnawianiu starożytnego zamku, niewielu z nich pozostawało tu po zachodzie słońca. Dlatego myślałam, że Wieża Gryffindoru będzie pusta.

Nie była. Znajoma, ruda głowa, pogrążona w myślach, siedziała przed kominkiem. Zamarłam, gdy go zobaczyłam kilka sekund po przejściu przez dziurę za portretem, sparaliżowana przez nerwy. Modląc się by mnie nie zauważył, skradałam się w kierunku schodów do części dla dziewcząt, mając nadzieję, że zdołam uciec.

- Wiesz, myślałem że to może dlatego, że jest tyle rzeczy do zrobienia i czułabyś się winna tracąc czas na rozmowy, albo że ciągle było pełno ludzi i nie chciałaś robić sceny. Tylko, że teraz, pod koniec dnia i wszystko jest zrobione, a ja siedzę samotnie czekając na ciebie, ty wciąż przechodzisz obok nie mówiąc ani słowa.

Siedział bez ruchu i mówił to tonem, jakiego nigdy u niego nie słyszałam. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, więc wciąż milczałam gdy wstał i obrócił się w moim kierunku.

- Ani jednego cholernego słowa ? wyszeptał ostro.

- Ron ? zaczęłam, ale mój głos był słaby i ochrypły.

- Dlaczego mnie unikałaś, Hermiono? ? zapytał, a ja nie mogłam mu odpowiedzieć, byłam tak zszokowana. Sądziłam, że jestem ostrożna.

- Ja? ja nie?

- Nie kłam ? powiedział zanim zdążyłam zacząć i to mnie otrzeźwiło. Zarumieniłam się częściowo zirytowana jego zachowaniem, a częściowo ze wstydu.

- Nie unikałam cię ? powiedziałam już pewniej. ? Dawałam ci więcej przestrzeni ? ta wymówka była żałosna nawet dla mnie.

- Co ja do cholery zrobiłem, że stwierdziłaś, iż potrzebuję przestrzeni? ? krzyknął patrząc na mnie z wściekłością. Skrzyżowałam ręce i spojrzałam na niego ze złością, starając się trzymać temperament na wodzy.

- Ron, właśnie zginął twój brat! ? odparłam.

- Tak, umarł ? zgodził się. ? A czy nie przyszło ci przez myśl, że może potrzebuję ciebie, by sobie z tym poradzić? ? po prostu wpatrywałam się w niego zszokowana. Stary Ron odepchnąłby wszystkich od siebie i udawał, że nic się nie stało.

- Ja? sądziłam, że nie powinnam się wtrącać?

- Przestań ? rzucił ostro. ? To było wystarczająco straszne z Harrym i jego głupim poczuciem winy ocaleńca i bohatera, a jednak w jakiś sposób nawet on zdołał spędzić z nami trochę czasu, z Ginny, nawet on?

- Jeśli tak bardzo mnie potrzebowałeś, wiesz co powinieneś był zrobić, prawda? ? odcięłam się, tracąc kontrolę. Sądziłam, że coś wybełkocze i odsunie się, tak jak by to zrobił stary Ron, ale myliłam się.

- Wiesz, ciężko jest znaleźć osobę, która mnie unika, Hermiono. Wiem. Próbowałem. ? Cisza, która zapadła była przytłaczająca. ? Pytam cię po raz kolejny ? powiedział cicho i stanowczo. ? Dlaczego mnie unikałaś? ? odwróciłam wzrok i nie odpowiedziałam, bo nie mogłam. Po raz pierwszy w życiu, zabrakło mi argumentów przeciwko Ronaldowi Weasley?owi. Ten fakt wytrącił mnie z równowagi i milczałam.

- To była dla ciebie tylko gra, prawda? ? Słyszałam w jego głosie gniew, niedowierzanie i ból. ? To nic nie znaczyło, pocałunek i ucieczka ? na te słowa podniosłam głowę i spojrzałam na niego zszokowana. ? Tym byłem dla ciebie? Kolejny podbój, którego żałujesz.

- Nie! ? krzyknęłam przerażona tym co słyszałam. Spojrzał na mnie tylko z odrazą i odsunął się by odejść.

- Mogłabyś mieć choć tyle odwagi żeby powiedzieć mi to w twarz ? rzucił na odchodne.

- Nie waż się ode mnie odchodzić, Ronaldzie Weasley, nie waż się! ? W tym momencie byłam na niego tak wściekła jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Zatrzymał się i odwrócił, ze złości zacisnął szczękę, a na jego skroni pulsowała żyła. ? Jak śmiesz przypuszczać?

- Przypuszczać? ? powtórzył z niedowierzaniem. ? Co innego miałem myśleć?

- A co z zaufaniem do mnie? ? krzyknęłam. ? Co z kredytem zaufania, albo odwagą by przyjść i o tym porozmawiać, zamiast rzucać bezpodstawnymi oskarżeniami?

- To dość trudne, gdy cię nigdy nie ma! ? rzucił ostro.

- Więc nie starałeś się wystarczająco mocno, prawda?

- Czy ty naprawdę chcesz mi powiedzieć, że mnie nie unikałaś? ? zapytał zdumiony. Nie odpowiedziałam. Nie chciałam skłamać. ? Ach, cisza ? rzucił szyderczo. ? Dziękuję. To mi wystarczy ? odwrócił się ponownie. Byłam na niego wściekła.

- A czy choć przeszło ci przez myśl, że może jestem już zmęczona uganianiem się za tobą? ? zapytałam cicho. Czułam serce kołaczące mi w piersi i szum w uszach. ? Że nie mogłam już dłużej czekać, aż się zorientujesz? ? w moich oczach pojawiły się łzy, gdy wymawiałam słowa, tkwiące we mnie od tak dawna. ? I czy nigdy nie wpadłeś na to, że być może, tylko być może, byłam w tobie zakochana przez cztery lata i teraz mam serdecznie dość czekania, aż się rozejrzysz i to zrozumiesz; serdecznie dość czekania na cokolwiek, na wskazówkę, chociażby najmniejszą, że ty również mnie kochasz? ? Teraz już się trzęsłam. ? Czekania na znak, że obchodzi cię co się ze mną dzieje?

W chwili gdy to powiedziałam, wiedziałam, że przesadziłam. Odsunął się ode mnie, jak gdybym go uderzyła, a spojrzenie jakie mi rzucił, jasno dawało mi do zrozumienia, że nie mogłam go bardziej zranić. Nawet gdybym rzuciła na niego Cruciatusa. Jego oddech był przyspieszony gdy patrzyła na mnie z niedowierzaniem, a gdy odwrócał wzrok, mogłabym przysiąc, że jego oczy były wilgotne.

- Ron ? zaczęłam, robiąc mały krok w jego stronę i jednocześnie zastanawiając się, co mogę powiedzieć, by to naprawić, ale on wyciągnął rękę by mnie powstrzymać.

- Jak na kogoś kto widzi tak wiele ? zaczął cicho i z bólem ? potrafisz być kompletnie ślepa. ? I rzucając mi ostatnie, zranione i pełne obrzydzenia spojrzenie, wyszedł. Zasłoniłam usta dłonią, starając się powstrzymać szloch, ale mi się nie udało. Nie mogłam tego naprawić. Straciłam go.

Wybiegłam z wieży, nie mając pojęcia gdzie się udać. Niczego nie widziałam, nie mogłam trzeźwo myśleć. Byłam ogarnięta przytłaczającym poczuciem straty i usiałam gdzieś uciec.

Starałam się biec dalej, nawet gdy wpadłam na kogoś i prawie się przewróciłam. Ale Nie udało mi się to, bo Harry mnie zatrzymał.

- Hej! Hermiono, zatrzymaj się! ? Przystanęłam, a on trzymał mnie na długość ramienia. ? Co się stało? ? zapytał zmartwiony. Przełknęłam i odwróciłam wzrok.

- Spieprzyłam to ? powiedziałam, świeże łzy pojawiły się wraz z tymi słowami. ? Tym razem na dobre. Nigdy już na mnie nie spojrzy. ? Harry westchnął i przeczesał włosy ręką.

- Zaczynam myśleć, że wasza dwójka nigdy nie doda dwa do dwóch ? powiedział. ? Do jasnej cholery, przeżyliście Diabelskie Sidła, gigantyczną grę w szachy, Krzywołapa, Lavender, Kruma i wojnę przeciwko najmroczniejszemu czarodziejowi jaki kiedykolwiek istniał! Myślałem, że już to przerobiliście, Hermiono. Sądziłem, że wasza dwójka, przestała się kłócić na tyle długo, by zauważyć, że się kochacie. Na Merlina, co się stało? ? wpatrywałam się w niego, starając się powstrzymać łzy. Taki wybuch był do niego niepodobny. Westchnął zamykając oczy. ? Przepraszam ? wymamrotał. ? To był długi dzień, ale poważnie, Hermiono. Pocałowałaś go. Myślałem?

Pokręciłam głową.

- To było impulsywne, głupie? - zaczęłam, ale wzrok Harry?ego mnie powstrzymał. ? Dobra, może nie głupie, ale to wciąż mogła być pomyłka?

- Hermiono ? zaczął Potter. ? Ty i Ron razem moglibyście być pomyłką tylko wtedy gdybyście się naprawdę postarali. Co się stało?

Powiedziałam mu wszystko. Opowiedziałam o unikaniu Rona, z przekonania, że nieuchronna konwersacja zakończy się stwierdzeniem, że to było nieporozumienie. Opowiedziałam o kłótni i o tym co powiedziałam. Gdy skończyłam, nastała długa cisza, przerywana jedynie naszymi oddechami. Wtedy przemówił.

- Hermiono, wiesz co się stało tej nocy, gdy Ron wrócił? ? Pomyślałam, że to było dziwne pytanie, ale odpowiedziałam.

- Zniszczył medalion.

Harry zaśmiał się.

- Pozwól, że opowiem ci historię o tym medalionie, Hermiono ? stwierdził i zaczął swoją opowieść.

Gdy skończył, wiedziałam, że muszę odnaleźć Rona. Pomyślałam, że może mogę to jeszcze naprawić. Może jeśli przyznam, że miał rację, że się myliłam, bałam bez powodu, z czego zdaję sobie teraz sprawę, może wtedy wszystko będzie w porządku. Może mi wybaczy. Może to naprawię.

Harry podał mi mapę, mówiąc:

- Hermiono, napraw to. Mam dość patrzenia na wasze nieszczęście. ? Zaczęłam szukać kropki podpisanej Ron Weasley.

Znalazłam go na dachu Wieży Gryffindoru, obejmującego parapet i patrzącego na zniszczone błonia.

- Ron ? wyszeptałam, zamierzając wygłosić przygotowane przeprosiny, ale nie pozwolił mi dokończyć.

- Wiesz, myślałem, że ty ze wszystkich ludzi, będziesz wiedziała, że połowa tego co wychodzi z moich ust, nie jest tym co chcę powiedzieć. Muszę polegać na czymś innym, muszę mieć nadzieję, że będę w stanie? pokazać ludziom to, czego nie potrafię powiedzieć ? obrócił się, spoglądając na mnie zaczerwienionymi oczami. ? Jak możesz wierzyć, że nie obchodzi mnie, co się z tobą dzieje? ? zapytał. ? Po tym wszystkim co wydarzyło się w tym roku, po tym wszystkim co przeszliśmy, jak możesz w to wierzyć?

- Nie wierzę ? powiedziałam bardzo cicho, ale on ciągnął dalej jak gdybym mu w ogóle nie przerywała.

- I kolejna rzecz. Nigdy nie będę książkowym bohaterem, dobra? Nie potrafię. Ponieważ przez większość czasu nie mówię odpowiednich rzeczy i nie robię tego, co powinienem, ponieważ zawalam sprawy i popełniam błędy. I nie mogę tego zmienić.

- Wiem ? odparłam.

- Nigdy nie będę rycerzem w lśniącej zbroi. Po prostu taki jestem, Hermiono, właśnie taki. Żadnych ukrytych głębi, sekretów, taki jak teraz. Jeżeli szukasz kogoś, kto będzie całował ziemię u twoich stóp i stworzy dla ciebie idealny świat, będziesz musiała walczyć z Ginny o Harry?ego, bo ja taki nie jestem ? jego słowa były jak zarzut, i mimo, że przyszłam przeprosić, czułam, że znów wzbiera we mnie złość.

- Powiedziałam, że to wiem, Ron! ? odparłam głośno. ? I nigdy od ciebie tego wszystkiego nie oczekiwałam.

- Nie, ty zawsze myślałaś, że będę tylko tym drugim ? powiedział gorzko, odwracając się ode mnie.

- Och, na Merlina! ? krzyknęłam, przekręcił sens wszystkiego co powiedziałam, znów doprowadzając mnie do granicy wściekłości. ? Przyszłam tu, żeby przeprosić, ale jeżeli chcesz przeinaczać wszystko co mówię to mam dość!

- Co? ? zapytał.

- Powiedziałam, że przyszłam przerosić ? powtórzyłam ze zmęczeniem. ? Ponieważ ty miałeś rację, a ja się myliłam i nie powinnam mówić tego co powiedziałam.

- Więc dlaczego to zrobiłaś? ? zażądał odpowiedzi.

- Bo tak, Ron! ? odparłam ze złością. ? Bo nie chciałam przyznać, że masz rację!

- O żałowaniu? ? zapytał czerwony na twarzy.

- Nie, o unikaniu cię, głupku! ? wrzasnęłam, wściekła, że wciąż wątpił w to, co do niego czułam.

- Teraz jestem głupkiem? ? zapytał rozdrażniony.

- W tym momencie? Tak! ? krzyknęłam.

- Och, cóż, dzięki ? warknął. ? Twoja opinia o mnie została skrzętnie zanotowana ? pożegnał się kpiąco i wyminął mnie, ale nie mogłam pozwolić mu odejść.

- Och, na miłość boską, daj z tym spokój ? warknęłam. Zatrzymał się i odwrócił.

- Słucham? ? zapytał.

- Powiedziałam, żebyś dał z tym spokój. Już to dzisiaj przerabialiśmy ? odparłam. ? Tak, wiesz co? Popełniłam błąd. I jest mi z tego powodu przykro, usiłuję wyciągnąć rękę na zgodę, ale to się szybko skończy, jeśli nie przestaniesz się zachowywać jak pępek świata! ? Kochałam go, naprawdę, ale czasami tak mnie denerwował, jak jeszcze nikt inny. Wpatrywał się we mnie, aż jego uszy stały się czerwone i odwrócił się, biorąc głęboki oddech.

- A co spowodowało taką zmianę? ? zapytał w końcu.

- Harry powiedział mi o medalionie ? odparłam ostrożnie. Zesztywniał.

- Zrobił to? ? zapytał łamiącym się głosem. ? Podejrzewam, że śmiałaś się ze mnie, żałowałaś, że nie było cię przy tym i nie widziałaś mnie tak odsłoniętego?

- Nie! ? krzyknęłam, miałam go dość w tym momencie.

- Wciąż mi nie odpowiedziałaś dlaczego ? powiedział.

- Bo się bałam, dobra? ? rozpłakałam się.

- Czego? ? zapytał.

- A jak myślisz? ? odparłam. ? Nie, nie ważne. Nie odpowiadaj; nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć.

- Hermiono? - warknął.

- Bałam się, że w chwili gdy spróbuję z tobą porozmawiać, wyjaśnić, powiesz mi, że to był błąd, impulsywna odpowiedź na stresującą sytuację. Coś bardziej jak ?Nie chcę umierać? niż ?Kocham cię i nie zniosę tego, jeśli cię stracę bez wyznania ci tego?, a właśnie to znaczyło dla mnie! ? to była najcięższa rzecz, do jakiej kiedykolwiek musiałam się przyznać i gdybym nie była na niego taka poirytowana, pewnie bym tego nie zrobiła.

Znów się we mnie wpatrywał, tym razem z otwartymi ustami.

- Co ja takiego zrobiłem, że sądziłaś?

- Och, nie wiem, Ron ? rzuciłam sarkastycznie. ? Ale jestem pewna, że jeśli się nad tym zastanowimy, może znajdziemy jeden czy dwa incydenty z ostatnich siedmiu lat, podczas których jasne było, iż nic do mnie nie czujesz.

- Mogłem być tego nieświadomy, ale nigdy?

- Nie, nigdy, całowanie się z Lavender Brown w każdym kącie Pokoju Wspólnego oczywiście nie?

- Zrobiłem to, żebyś była zazdrosna! ? przerwał mi. Zamarłam słysząc te słowa, lecz po chwili ciszy zapytałam:

- Co?

Odwrócił wzrok, dysząc.

- Chciałem, żebyś była tak zazdrosna, jak ja ? odparł przez zaciśnięte zęby.

- Zazdrosny o co? ? wysyczałam dziko.

- O całowanie kogoś, kto nie był mną! ? wrzasnął.

- Kogo? ? zażądałam.

- Wiktora Kruma ? warknął jadowicie. Gapiłam się na niego, nie mogąc uwierzyć w to co słyszę.

- Po pierwsze ? powiedziałam zimno, gdy znów mogłam wydobyć z siebie głos ? nie pocałowałam go, ale to on pocałował mnie. Po drugie, gdy było po wszystkim, powiedziałam mu, żeby tego więcej nie robił. Po trzecie, to było dwa lata przed tobą i Lavender, a poza tym powiedziałabym ci gdybyś mnie o to kiedykolwiek zapytał! ? wykrzyczałam.

- A co konkretnie miałem powiedzieć, Hermiono? ? Machał rękoma.- Przepraszam, ale właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem w tobie zakochany po uszy. Czy miałabyś coś przeciwko gdybym konkurował o twoje względy z tym słynnym graczem Quidditcha?

- Tak! ? krzyknęłam. Zaśmiał się drwiąco.

- Wyśmiałabyś mnie ? powiedział.

- I teraz kto tu jest kompletnie ślepy? ? odparłam. Wyglądał na urażonego. ? Może i zaakceptowałam zaproszenie od Wiktora, ale tylko dlatego, że ty mnie nie zaprosiłeś! Nie afiszowałam się nim przed tobą i nie wykorzystałam tego, byś był o mnie zazdrosny!

- Może to nie Wiktor ? wymamrotał.

- Jeżeli chodzi ci o McLaggena ? powiedziałam, czerwieniąc się na samo wspomnienie ? to była to odpłata za wszystkie przepłakane noce, gdy usiłowałam nie słuchać Lavender opowiadającej o waszej ostatniej sesji pieszczot Parvati, chociaż ona chciała bym ja to słyszała ? rzuciłam.

Wyglądał na dość zmieszanego moim wyznaniem, ale nie chciałam się wycofać. Jeżeli miałam coś powiedzieć, to wszystko teraz.

- Chodzi o to, Ron, że powiedziałam to wszystko, bo część z tego jest prawdą. Przez lata czekałam, aż się obudzisz i mnie zauważysz za sobą!

- Może powinnaś była przejąć inicjatywę ? sapnął. Znów się zgubiłam.

- Zrobiłam to! ? W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. ? Albo przynajmniej próbowałam! Ale ty wciąż nie chciałeś mnie dostrzec, lub nie chciałeś mi dać żadnego namacalnego dowodu, że to zrobiłeś! Nie mogłam tego wyczuć, Ron! Potrzebowałam czegoś więcej! Musisz mi dać coś więcej!

- Co jeszcze powinienem zrobić, Hermiono? ? krzyknął desperacko. ? Czego jeszcze chcesz ode mnie?

- Nie wiem! ? łzy gniewu spływały mi po policzkach.

Wtedy mnie pocałował. Chwycił za ramiona i przycisnął swoje wargi do moich. To było dzikie, szorstkie, pełne złości i tego, czego żadne z nas nie było w stanie powiedzieć. Ten pocałunek mówił tysiące rzeczy. Na przykład, że całowania Rona Weasleya nie można było porównać do niczego, co robiłam w swoim życiu, ani do niczego co mogłam sobie wyobrazić; że byłam świadoma tego, iż po prostu mnie uciszył, ale jednocześnie nie chciałam by to kiedykolwiek się skończyło. Jednak najbardziej uderzyło mnie to, że drżał.

Kiedy się odsunął, powiedziałam jedynie:

- Nie myśl, że z tobą skończyłam, Ronaldzie Weasleyu ? ale nie wyszło to tak jak chciałam. Puścił mnie.

- Boże, co my robimy, Hermiono? ? zapytał, odwracając się ode mnie i podchodząc do skraju wieży. Powoli podążyłam za nim, wyciągając rękę by dotknąć jego dłoni. Wzdrygnął się, czując mój dotyk i spojrzał na mnie kątem oka. Nie wyglądał już na zagniewanego. Raczej na potwornie zmęczonego.

- Mówimy rzeczy, które muszą być wypowiedziane ? powiedziałam cicho, mój gniew gdzieś uleciał. Odwrócił wzrok kręcąc głową.

- Walczymy ? odparł. ? Kłócimy się, jak zawsze. ? Splotłam palce z jego dłonią i odwróciłam by na mnie spojrzał. Uniosłam rękę, by odgarnąć mu włosy z czoła.

- Nie zawsze ? powiedziałam, patrząc na niego i pozwalając palcom błądzić po jego szorstkim policzku.

- Dlaczego ja? ? zapytał, jego spojrzenie uchwyciło moje i odebrało mi dech. Wróciłam myślami do Harry?ego i tego, co mi powiedział o medalionie, o byciu nikim przy nim. Myślałam o tym, co sam powiedział, że nie będzie bohaterem ani księciem. Myślałam o tych wszystkich razach, gdy z żalem, sama siebie o to pytałam.

- Ponieważ ja nigdy nie chciałam bohatera ? odparłam. ? Nigdy nie pragnęłam kogoś, kto będzie mnie nosił na rękach i stworzy dla mnie idealny świat, Ron. Nigdy nie chciałam bohatera. Bohatera, który najpierw będzie myślał o wszystkich innych. Jestem samolubna i chciałam kogoś, kto pomyśli najpierw o mnie. Od zawsze chciałam jedynie kogoś, kto będzie potrzebował mnie tak jak ja jego. Zawsze pragnęłam tylko ciebie.

Ze łzami w oczach przycisnął usta do mojego czoła, po czym oparł o nie własne. Nasze dłonie złączyły się. Staliśmy tak przez pewien czas bez ruchu, z zamkniętymi oczami. Wtedy usłyszałam jak bierze głęboki oddech. Otworzyliśmy oczy i zatopiliśmy się w swoich spojrzeniach.

- Przepraszam ? powiedział. ? Hermiono, przepraszam za bycie durniem, za to, że cię nie dostrzegałem, że nie byłem dość odważny by wcześniej powiedzieć ci, że cię kocham. Po prostu muszę to powiedzieć i mieć nadzieję, że robię to dobrze. Kocham cię.

Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech, pozwalając by słowa, które tak pragnęłam usłyszeć odkąd skończyłam trzynaście lat, owładnęły mną.

- Ja również cię kocham ? westchnęłam. Rozchyliłam powieki i napotkałam jego spojrzenie. ? Tylko ciebie, Ronaldzie Weasleyu ? przytulił mnie mocno, jak gdyby bał się, że mnie straci. Pozwoliłam mu na to.

Piszę ci to wszystko (przez co list stał się o wiele dłuższy niż normalnie), Rosie, by odpowiedzieć na coś, o czym mi pisałaś. Mówiłaś, że jesteś zazdrosna o tatę i mnie, o naszą historię i idealny romans. Śmiałam się, kiedy to czytałam, nie z powodu twojej sytuacji, kochanie, ale ponieważ nasza historia była daleka od ideału.

Droga, która doprowadziła nas do małżeństwa była długa i ciężka, moja mała, i nie chcę byś wierzyła w to, co mówiła mi moja matka. Istnieje duża szansa, że mężczyzna, którego kochasz całym sercem doprowadzi cię do łez. Takie jest życie. O wiele bardziej pasuje tu fragment z Shakespeare?a, który mówi o tym, że prawdziwa miłość nigdy nie jest usłana różami. Prawdziwa miłość nigdy taka nie jest, Rosie, bez względu na to co mówią książki. Jeżeli sądzisz, że chłopak jest tego wart, jeżeli wierzysz, że jest wart twojego czasu, łez i miłości, to łap go jak tylko możesz. Spraw żeby się dojrzał i nie zważaj na nic prócz własnego szczęścia. Bądź samolubna w miłości, Rosie. Nie martw się o innych. Jeżeli ten chłopiec cię uszczęśliwia, to cieszę się razem z tobą.

I jeżeli twój ojciec będzie miał problem z twoim chłopakiem, po prostu mu o tym przypomnę. W końcu Scorpius Malfoy jest większym gentlemanem niż piętnastoletni Ron Weasley.

Porozmawiamy jeszcze, gdy wrócisz do domu na Wielkanoc. Do tego czasu, moja droga córeczko, chwytaj się miłości i nie pozwalaj jej odejść.

Zawsze kochająca,
mama
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [T][M] Prawdziwa miłość taka nie jest

Postprzez Aratanooniel » 13 cze 2012, 20:23

O ile prezent spóźniony był ledwie o kilka dni, to mój komentarz...
Już sam początek mnie ujął. To zderzenie dziecięcej naiwności i okrucieństwa wojny. Dla Hermiony Hogwart to przecież wspaniała przygoda, a jednocześnie wiele niebezpieczeństw. Dla niej i dla wielu urodzonych z mugoli.

Żaden mężczyzna nie jest wart łez, a ten, który jest, nigdy cię do nich nie doprowadzi.

Cóż za tendencyjne bzdury.


Zgadzam się z Hermioną w tej kwestii. Bo czy nie jest tak, że to osoby, które kochamy najbardziej ranią nas najdotkliwiej? Podoba mi się ten początek, bo jest mocny. Jednocześnie kojarzy mi się z Hermioną. Wręcz widzę ją jak mówi "Cóż za tendencyjne bzdury!" z oburzeniem i błyskiem w oku ;)
Dalej mam wrażenie, że to się nieco rozmywa, brak mi trochę tej dosadności. A jednocześnie to bardzo fajne studium "związku" tych dwojga. To przyciąganie, które wyczuć można już od pierwszych tomów. Prawie jak esencja ronmione! Może to nie jest idealny tekst, ale takiego jeszcze nie czytałam z tą parą.
Bardzo dziękuję Luś :* To naprawdę wspaniały prezent, często do niego wracam.
Niela
Z mądrości moderatorskich: Oczywiste oczywistości nie istnieją. Zrób facepalm i ruszaj dalej.
Nielusiowe tworki|Nielusiowa zupka|Niela czyta Puella bella
Akcja KDT
Obrazek
Aratanooniel
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 523
Dołączył(a): 01 maja 2009, 13:58
Lokalizacja: Rzeszów


Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron