[TT][HP] Herbatka

Bitwy zamknięte.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

[TT][HP] Herbatka

Postprzez Puchacz » 25 sty 2010, 21:08

Temat: Herbatka
Tytuł: dowolny
Chcemy:
- kanonicznego bohatera i jego miłości do herbaty,
- stłuczonej porcelanowej filiżanki,
- skrzata,
- jaśminu,
Czego nie chcemy: Ministra Magii, Voldemorta, psów i kotów

Pojedynkują się: Aratanooniel, Luelle, Matylda i Puchacz;




TEKST A


Ważny dzień



?Picie herbaty stało się źródłem kultu czystości,
Wyrafinowania, czynnością uświęconą,
W czasie której gospodarz i gość tworzą z tego,
Co doczesne, najwyższe piękno.?

Okakura Kakuzo




Kocham bursztynowy napój od dziecka. Herbata, mój nektar. Moja matka pokazała mi wszystkie jej właściwości. Nigdy nie zapomniałam tych nauk.
- Mocna uspokoi nerwy ? mówiła z wielkim przekonaniem.
Nic dziwnego, że w chwilach niepokoju, gdy ktoś był zdenerwowany, bez namysłu podawałam mu mocną, gorzką herbatę.
Uwielbiam bursztynowy napój za jej magiczną moc, potężniejszą niż wszystkie klątwy czy eliksiry. Działa trochę jak Veritaserum, pod jego wpływem ludzie mówią chętnie i szczerze. Jeżeli czarodziej zamknie oczy, w chwili, gdy jego usta zostaną oblane napojem, skutek jest podobny do działania eliksiru szczęścia. Daje moc, o jakiej nie śniłeś. Nie marzyłeś, a jest na wyciągnięcie ręki.
O tak? Herbata to lek na wszystkie smutki.

Uwielbiam siedzieć przed kominkiem. Co prawda mogłabym siedzieć w jakimkolwiek innym miejscu i powiedziałabym, że jest obłędnie, gdybym miała filiżankę herbaty i mojego męża.
- O czym ty tak myślisz? ? pyta.
- Ja? O herbacie, kochany.
- Szkoda, że nie o mnie?
Kręcę głową z rozbawieniem. Zamyka oczy, kładąc głowę na moich kolanach. Ogień w kominku grzeje nasze twarze.

Szanuję herbatę i niezaprzeczalnie kocham. Chociaż skłamałam kilka chwil wcześniej. Ten napój nie pomaga zawsze. Dawno temu, był taki dzień, gdy absolutnie nie mogła mnie uspokoić. Wtedy? Mniejsza o to. Bo skąd mogłam wiedzieć, że nie umrzemy? Że wojna się skończy? Skąd mogłam wiedzieć, że obserwuje mnie? mimo kilometrów oddzielających nas od siebie.
W kominku pojawiła się głowa mojego brata. Mówi, że za chwilę wpadną.
- Czy to nie dziwne? ? pyta zaintrygowany. ? Zwykle nie zapowiadają odwiedzin.
- Może nie chcieli zakłócać naszej intymności?
- Żartujesz? Przecież to Ron. On nie myśli?
Zaskakując nas, przerywam tą wypowiedź i śmieję się. Już wiem, co dziś za dzień. Nie sądzę jednak, by Harry pamiętał. Gdyby było inaczej, chciałby zrobić mi niespodziankę. A chcąc ją zrobić, zdradziłby się natychmiast. Tak było każdego roku.
- Chodziło mi o to, że Ron nie posądza nas o posiadanie jakiejkolwiek? intymności.
- No jasne ? zgadzam się.



Oczyszczam zaklęciem wodę, by mieć pewność, że jest absolutnie czysta. Nasz skrzat jest niepocieszony, że nie może przygotować herbaty. Nakazuję mu podanie ciasta i przygotowanie kolacji na ósmą. Wiem, że on przygotowałby dobry napój. Dobry i to wszystko, a to zbyt mało dla moich przyjaciół.
Wstąp do mnie na herbatę, a pokażę ci niebo, ziemię i piekło.

Dziś niebo. Wsypuję łyżeczkę herbaty do każdej filiżanki, parzę ją pięć minut. Zrelaksuje nas. Gdybym chciała pobudzić gości, parzyłabym ją do trzech minut. Układam na tacy również cukierniczkę i dzbanuszek z mlekiem.

To, jaką herbatę lubisz najbardziej charakteryzuje cię lepiej, niż możesz sobie wyobrazić. Mój mąż przypomina mi żółtą herbatę, jak ona jest delikatny, a jednocześnie intensywny i niezaprzeczalnie wyjątkowy.

Stawiam własną różdżkę, że w arystokratycznych progach pije się Yin Zhen, zwanej również Silver Needle ? ?srebrna igła?. Jestem pewna, że Dracon Malfoy płaci zawrotne ceny za odrobinę tego napoju, którego sekret tkwi w tradycyjnej metodzie produkcji. Profesor Snape, jak znam życie, pił Poobong. Z pewnością kochał herbatę, którą zbiera się przed wschodem słońca, a z każdego krzewu można zerwać tylko dwa listki.
Luna uwielbia herbatę Syczuan, chociaż sama o tym nie wie. Pije ją tylko w moim saloniku. Ja również lubię ten migdałowy smak z delikatną nutką korzenną i kwiatową.

Właśnie w momencie, gdy stawiam tacę na stole, z kominka wychodzi Ron i Hermiona.
- Myśleliście, że zapomnieliśmy o waszej rocznicy ślubu? ? uśmiecha się radośnie kobieta i podchodzi do mnie.
Filiżanka Harry?ego upada na podłogę i tłucze się w drobny mak. Skrzat natychmiast zjawia się, by posprzątać. Kątem oka obserwuję twarz męża, wygląda na zaskoczonego i lekko przestraszonego. Kilka minut później siadamy przy stole i patrzę z obrzydzeniem, jak Ron słodzi herbatę. Świętokradztwo.
- Mam nadzieję, że podoba wam się prezent.
Spoglądam jeszcze raz na doniczkę z jaśminem
- Bardzo mi się podoba, jest piękny.
Harry nie komentuje. W ogóle jakoś mało mówi. Pewnie podejrzewa, że jestem na niego zła.

Ron i Hermiona wychodzą o północy, jestem strasznie zmęczona.
- Ginny, przepraszam. Ja? - zaczyna niepewnie Harry.
- Ja też zapomniałam - przerywam mu i całuję go.
Ja i Harry Potter pamiętamy o naszym ślubie, nie mam wątpliwości.



A data? To tylko data.
Przeżyjemy jeszcze wiele naszych rocznic ślubu. Przecież przysięgłam, że nie opuszczę go.
Aż do śmierci.

TEKST B


"Niepokój utopiony w filiżance herbaty"



Widmo szynszyla i świnka morska dedykowane kochanej K.


1.

Babcia przyjeżdżała zawsze ciemną nocą.
Otwierała dębowe drzwi własnym kluczem i delikatnie kładła walizki na wycieraczce. Starała się być cicho, cichutko, aby nikogo nie obudzić - Alicja zawsze słyszała tylko miękkie plaśnięcia bosych stóp i stłumiony oddech. I może by się nie budziła, gdyby wraz z babcią nie przybywał silny, słodko-gorzki zapach herbaty.
Dziewczynka wyślizgiwała się spod ciepłej kołdry i zbiegała ze schodów, czując nieprzyjemny dotyk zimnego drewna. Niekiedy ślizgała się na kuchennych kafelkach, tłukąc sobie boleśnie kolana, ale wstawała i biegła, a długa koszula nocna podwijała się aż do kolan. Zatrzymywała się na chwilkę w progu, uśmiechała się szeroko, ukazując małe, mleczne ząbki i już była w babcinych ramionach. Mogła wdychać zapach nocnego deszczu, ciepłej szarlotki, kwaśnych jabłek i herbaty. Zawsze herbaty.

Zegar nad kuchennym blatem zwykle wskazywał czwartą. Rozlegało się poczwórne bim-bom, które błąkało się między drewnianymi łyżkami, kiedy babcia owijała Alicję kraciastym kocem, a drugą ręką gładziła ciemne, krótkie włosy.
Dziewczynka zawsze chciała bajek, ale babcia nie znała żadnych. Siadała na krześle, przymykała niebieskie oczy i przyciskała do ust pomarszczone dłonie.
A po chwili otwierała usta i zaczynała mówić.
Dorosła Alicja zastanawiała się, jak można mówić o zwykłym napoju w taki sposób.
Prawdziwą herbatę parzy się wiele długich godzin. Najpierw zrywa się liście na krótko przed świtem, zanim zmoczy je poranna rosa, ale kiedy księżyc przestanie oświetlać je nikłym blaskiem. Potem wyjmuje się dzbanek, koniecznie drewniany i na tyle duży, aby zmieściło się w nim kilka litrów napoju. Liście ściera na drobne kawałeczki i wrzuca do wrzątku. A kiedy zostawia się dzbanek pod przykryciem, najlepiej złożonym z kilku grubych książek, można przygotować przyprawy. Każdy lubi co innego - można dodać kilka cytryn, skórkę z pomarańczy, poddusić kwiaty jaśminu, zetrzeć laskę wanilii lub cynamonu. Można również wrzucić trzynaście kostek cukru lub łyżkę miodu - ważne, żeby herbata była magiczna. A kiedy już będzie po wszystkim, herbaty wcale nie należy pić - lepiej zostawić ją na oknie.
Alicja nie do końca rozumiała ostatnie zdanie, ale wtedy małe oczka były już zbyt mocno zamknięte, aby pytać o cokolwiek.


Więc Alicja parzyła herbatę - sięgała po pudełka kolorowych torebek z suszonymi ziołami z kuchennej szafki i prosiła mamę, aby niektóre z nich zalewała świeżym wrzątkiem. Dla Alicji herbata zawsze pachniała inaczej i to nie tylko ze względu na przyprawy. O świcie pachniała rosą, w południe żółtymi słonecznikami, pod wieczór wodą z jeziora przelewaną przez palce, a w nocy zapachami snów, które dopiero nadejdą.
Więc mała dziewczynka prosiła mamę o parzenie herbaty, a potem ściskała kubek w drobnych rączkach i na drobnych nóżkach szła po schodach, bojąc się uronić choćby kropelkę tego magicznego napoju. Płyn obijał się o ścianki naczynia, a pojedyncze krople rozbijały się na jego brzegach. Nieco przerażona twarz dziewczynki odbijała się w powierzchni herbaty - troszeczkę zamazane były czarne włosy, mały nosek i czerwone usta.
A kiedy dziewczynka docierała do swojego pokoju, otwierała okno i stawiała kubek na parapecie. Piła herbatę dopiero, gdy robiła się zimna. Często nie miała smaku.

Alicja miała sześć lat, kiedy położyła pęk herbacianych liści na grobie kochanej babci.

2.
W szkole wszyscy lubili niewysoką dziewczynkę o ciemnych włosach splecionych w warkocz, z pogodnym uśmiechem na twarzy i zawsze gotową do opowiadania baśni i zabawnych historyjek.
Alicja jednak nie potrafiła się zaprzyjaźnić - kiedy wieczorem parzyła herbatę, aby kubek postawić w otwartym oknie, najpierw rozlegały się pytania, a już kilka miesięcy później rozbrzmiewał śmiech. Dziewczynka czekała więc, aż wszyscy zasną i otwierała okno, nie bacząc, że chłodny wiatr wpełzał do sypialni. Zapach herbaty błąkał się po pokoju, a Alicja w takich chwilach czuła babcię - jej słodko-kwaśną obecność, pachnącą jabłkami. Siadała na parapecie, a nóżki dyndały jej w powietrzu i słuchała opowieści.
Cynamon i bergamotka chyba unosiły się w powietrzu.


W wieku piętnastu lat Alicja zakochała się w Michaelu - bo pachniał jabłkami, potrafił wyczarować widmo czarnego szynszyla i pięknie grał na skrzypcach.
- Pachniesz jaśminem - szeptał, a potem razem śmiali się z tego taniego podrywu.
Chodzili razem na spacery po hogwarckich błoniach, a czasem Michael zabierał ze sobą skrzypce i czarował - dotykał smyczkiem srebrzystych strun, a od lasu odbijała się muzyka. Alicja uwielbiała patrzeć wtedy na chłopaka - jak jego usta zamykają się i znika z nich ten psotny wyraz, jak nieco szpiczasty podbródek opiera się o kraniec skrzypiec, jak ręka pewnie trzyma smyczek, niczym dyrygent swoją batutę.
Alicja czuła się, jak w jakimś nierealnym świecie, zakochana do bólu i nawet zaniechała stawiania herbaty na parapecie. Jej śmiech rozbrzmiewał dużo częściej i dziewczyna zdołała nawet się zaprzyjaźnić - z nieśmiałą i wycofaną Janice. Jednak odkąd jej pościel przestała pachnieć herbatą, dziewczyna zaczęła odczuwać dziwny niepokój - gardło zaciskało się bez powodu, smukłe palce drżały, a noce były pełne niepachnących koszmarów.
I kiedy na pograniczu szczęścia i rozpaczy Alicja w końcu pocałowała Michaela - pod salą eliksirów - poczuła na jego wargach smak kawy. Oderwała się szybko, zdjęła jego rękę ze swojej talii i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Ty nie lubisz herbaty.
- Tak, ja nie lubię herbaty.
Alicja i Janice przesiadywały całe noce przy porcelanowej filiżance herbaty, stojącej na parapecie.


Michael znalazł sobie nową, zakochaną w nim bez pamięci pannę, a porcelanowa filiżanka coraz częściej spadała z parapetu.
Alicja delikatnie zbierała okruszyny, a krew i tak spływała po jej drobnych dłoniach razem z zimnymi resztkami herbaty.
W takich chwilach Alicja miała chęć znaleźć się w swoim domu, daleko od miasta, odnaleźć w pokoju maleńki kluczyk, zawieszony w głębi szafy i zdjąć czarną tkaninę z fortepianu.
Usiąść na pufie i grać, grać bez pamięci ? czuć, jak melodia pojawia się gdzieś w mózgu i spływa, aż do smukłych palców, pochylić nisko głowę, tak, żeby włosy opadły na klawisze i czuć, jak palce przejmują kontrolę. A w końcu odczuć, jak impulsy w mózgu są zbyt szybkie, żeby nad nimi nadążyć - niech palce pogubią się i na strychu zabrzmi pojedynczy fałsz, aż wszystko ucichnie.
Alicja miała ochotę siedzieć z głową na czarnych klawiszach i słuchać szumu wiatru. I czekać na mamę, która może usłyszałaby córkę i przyszła z kubkiem herbaty na szklanym spodeczku.
Krew spływała po rękach, a dziewczyna czuła się jak dziecko, któremu ktoś zabrał pluszowego misia.
- Ty tylko tęsknisz za babcią, czy to coś gorszego? - pytała Janice, z oczami rozszerzonymi z przerażenia i sukienką nieco zbyt podwiniętą.
- Czuję... czuję, że to wszystko źle się skończy. Będzie wojna, wiesz?
Kiedy Alicja miała siedemnaście lat, w powietrzu czuło się wojnę - jeszcze nie było ofiar, jeszcze ptaki radośnie śpiewały, ale już gdzieś czuło się, że zaraz dzieciństwo się skończy i przyjdzie im walczyć.
Kiedy Alicja miała siedemnaście lat, dostrzegła, że ten cichy i niezbyt przystojny Frank Longbottom po treningach pije herbatę w olbrzymim kubku.
- Niektórzy uważają, że jestem wariatką - powiedziała spokojnie Alicja, kiedy Frank próbował ją pocałować.
On tylko uśmiechnął się i pociągnął ją w stronę zamku.
- Tak, ty jesteś wariatką.
Oboje się roześmiali, a Alicja przestała odczuwać niepokój. Pomimo zbliżającej się wojny.

3.
Augusta była surowa i oschła.
Pierwszy, oficjalny obiad Alicja przesiedziała niemal w całkowitym milczeniu, wyciszona, wycofana, nienaturalnie uprzejmie dziękując za wszystko. Stołowa łyżka stukała o salaterkę, kiedy starała się jak najszybciej zjeść posiłek - byle najdalej stąd, z tego mieszkania pachnącego rosołem i starością, byle już móc postawić herbatę na oknie i czekać do świtu. Łyżka stukała głośno, a przecież Alicja tak starała się być cicho - byle tylko wyjść na miłą i dobrze wychowaną pannę.
Wiele tygodni Augusta patrzyła na Alicję z góry - pogłębiały się zmarszczki wokół jej oczu, drżały jej dłonie, zaciskały się usta, aż cała postać zdawała się krzyczeć - to ta, co chce odebrać mi syna. Alicja zarzucała włosy na twarz, byle nie patrzeć w te niebieskie, pełne wyrzutu oczy.
Aż w końcu nadszedł dzień ślubu i Auguście już nic nie mogło pomóc - jej synek odchodził od niej z jakąś niewychowaną Alicją.
Patrzyła z urazą, jak Frank prowadzi ślicznie ubraną kobietę i razem idą do mistrza ceremonii. Ale Alicja odwróciła się na chwilę i uśmiechnęła się - a był to uśmiech szczery, niewymuszony, aż Augusta musiała go odwzajemnić.
O północy kobiety wypiły herbatę, a Alicja poczuła się, jakby jej babcia wróciła.
A jej babcia była bardzo samotna - mąż umarł jej już dawno, dawno, a synek odszedł mieszkać ze swoją żoną.

Do szkoły dla aurorów zgodnie poszli razem.
Alicja splatała włosy w gruby warkocz i wszędzie zabierała ze sobą termos, zawsze napełniony świeżą herbatą. Potem razem z Frankiem pili go między zajęciami i częstowali zdziwionych studentów. W tamtych czasach Alicja bardzo często się śmiała.
A Frank był naprawdę kochany - nie dość, że rozumiał jej szaleństwa, to jeszcze w nich uczestniczył - siedział nocami przy dwóch filiżankach herbaty i czekał do świtu, aby wypić zimne resztki.
Tylko czasem trochę ją denerwował - kiedy kłócił się o głupstwa, bądź zabraniał jej kupić tę śliczną kapę do pokoju, tłumacząc, że jest za droga. Za to, choć nie mieli zbyt wiele pieniędzy, kupił jej fortepian.
I Alicja grała, a palce nie nadążały za jej natchnieniem. Sąsiedzi natomiast skarżyli się na hałasy.
- Nieczuli - mówił Frank i uśmiechał się szeroko.
Wszystko byłoby nierealnie cudowne, gdyby nie wojna czająca się w ukryciu - widoczna nocą w postaci szarych szczurów, umykających do śmierdzących kanałów i czerwonych smug światła, mknących do księżyca.
A kiedy ojciec umarł i spoczął obok babci, Alicja kupiła mamie skrzata domowego.
- Córeczko, co to, przepraszam, jest? - powiedziała matka, patrząc na małe stworzenie, odziane w kolorową szmatkę. Alicja z bólem patrzyła na podkrążone oczy wielkiej damy i nie zamiecioną podłogę. Nie chciała zostawiać mamy samej, chociaż był to raj - wieś pełna słodko śpiewających ptaków i wrzosów, kwitnących jesienią. Niestety, w ich małym mieszkanku nie było miejsca nawet na świnkę morską.
Alicja wzięła mamę za rękę, zaparzyła jej herbaty i posadziła w fotelu na strychu pachnącym kurzem. A kiedy grała serenadę za serenadą, ponure oblicze damy nabrało uczuć. Alicja zastanawiała się, czy od tamtego dnia mama przypadkiem nie stawiała porcelanowej filiżanki w oknie, aby poczuć obecność babci.
- To skrzat domowy, mamuś. Będzie robił ci pyszną herbatę z cynamonem i wanilią, podawał ciastka z kremem i robił obiady. Będzie wycierał z kurzu wszystkie zdjęcia, ale tak delikatnie, żeby nie szczypać ich w oczy. Będzie sprzątał cały dom, ale nie tknie pokoju taty, nie dotknie żadnej jego rzeczy. Myślę, że jeżeli będziesz dla niej dobra - bo tak, to ona - możesz zyskać prawdziwą przyjaciółkę.


Kiedy Alicja zaszła w ciążę, przestała pić herbatę - uznała, że teina może poważnie zaszkodzić dziecku.
Frank śmiał się z niej przez długi czas, cierpliwie znosząc do domu najróżniejsze soki, owoce, warzywa, a nawet zaryzykował trochę mugolskich witamin, które zgodnie spuścili w sedesie.
Wojną pachniał już cały świat - czuć ją było krwią, śmiercią i zgniłymi bananami, wyrzuconymi przed okno Dziurawego Kotła do mugolskiej części Londynu. Słychać ją było w krzykach skrzatów domowych i goblinów, broniących zawzięcie swojego cennego banku.
- Musimy zrobić coś jeszcze - powiedziała Alicja, gładząc swój idealnie płaski brzuch i patrząc w niebo. - Ten... Zakon Feniksa. Może tam?
Frank nie chciał się zgodzić - kłócili się zawzięcie i długo. Alicja przestała się uśmiechać i zaczęła płakać, dopóki Frank nie nauczył się grać na fortepianie.
I grali na cztery ręce - skoczne, wesołe piosenki, rozbrzmiewające spadającymi jabłkami, piskiem dzieci skaczących na skakance i głosem babci nie opowiadającej bajek.
A kiedy zaczęło już być bardzo źle ? gdy Alicja znalazła przed domem zmasakrowane ciało małego dziecka - Frank zgodził się przystąpić do Zakonu Feniksa i kobieta znów zaczęła się uśmiechać. Mimo wszystko.

4.
Neville miał dołeczki w policzkach i słodki uśmiech.
Alicja kołysała swojego synka, opowiadała mu bajki o dobrym smoku i złotym gryfie, karmiła ciepłym mlekiem i owijała kolorową kołderką. Dla niego również stawiała herbatę na oknie, co by prababcia odwiedziła swojego Neville'a i opowiedziała mu nie-bajkę.
- Ma twoje oczy - mówiła Alicja, zasuwając żółte zasłony we wszystkich oknach, byle tylko nie było widać zburzonych budynków i szczurów, znikających w kanałach. - I twoje policzki.
- Kocha herbatę - odpowiadał Frank i całował ją w rozchylone usta.
- Tego nie wiesz.
W sierpniu 1981r. Alicja pochowała mamę i jej skrzatkę w świeżej ziemi, zaraz przed ich domem. Zakopała grób własnymi rękami, posadziła czerwone róże i herbaciane krzewy, a potem jednym machnięciem różdżki zniszczyła cały dom. I została tylko łąka - od róż, aż po drzewa wrzosowe. Alicja marzyła, że po wojnie będzie tutaj przyjeżdżać z Neville?em i Frankiem pod namioty.


W Noc Duchów zginęli Lily i James, mały Harry został sierotą, a czarodziejski świat wrzasnął z radości. Szczury wybiegły ze swoich kanałów, skrzaty domowe biegały chyłkiem wśród kamienic, a gobliny odzyskały swój bank. Świat buchnął kolorowym światłem, oślepiał wszystkich, a ludzie byli porażeni własnym szczęściem. Wojna dobiegła końca.
- Naprawdę wierzysz, że już wszystko będzie dobrze? - spytała Alicja pewnej ciemnej nocy, kiedy w domu skończyła się herbata.
- Kiedyś byłaś o wiele większą optymistką. Kiedyś.
Wojna dobiegła końca, a Alicję porażał niepokój - gdzieś w sercu, gdzieś w palcach, które drżały, gdzieś w stopach, które nie chciały wychodzić z domu. Niepokoju nie osłabiało kochanie się z Frankiem, przytulanie Neville'a, picie herbaty litrami, jedzenie czekolady i fałszowanie na fortepianie.
Niepokój pachniał jaśminem - słodkim i zniewalającym.
Wojna dobiegła końca, a Alicja strasznie się bała.


Powietrze pachniało cynamonem, bergamotką i wanilią, kiedy niepokój został wytłumaczony. Zawiał silniejszy wiatr i filiżanka spadła z parapetu, potłukła się na ostro zakończone kawałki, a gorąca herbata wsiąkała w dywan i drewnianą podłogę. Księżyc świecił jakoś tak intensywniej, gwiazdy migały radośnie, a za oknem wciąż ktoś otwierał szampana.
- Wiwat nowe życie! - krzyczeli.
Pierwsze Crucio spłynęło na Alicję jak wyjaśnienie niepokoju, a szyderczy uśmiech Bellatriks wyglądał jak rysa na porcelanowej filiżance. Kobieta zaczerpnęła powietrza do krzyku, a krzyk ten odbijał się od ścian ich przytulnego mieszkania, wsiąkał w piwonie rosnące w doniczkach, odbijał się od sztachetek dziecinnego łóżeczka.
Crucio rozbrzmiewało w całym domu, mieszając się z jej krzykiem i wrzaskiem Franka, ale Alicja dziękowała wszystkim bóstwom, że Neville jest u Augusty i nic mu się nie stanie.
Crucio!
Ból porażał całe ciało od głowy, aż po palce stóp i nawet na chwilę nie dawał o sobie zapomnieć. Alicja skuliła się, objęła kolana i wbiła paznokcie w zmarznięte stopy.
Zapach krwi był słaby, ale wkrótce zaczął przybierać na sile - przyćmił zapach piwonii, drewnianego łóżeczka i nawet herbaty moczącej obcasy Bellatriks.
Crucio!
Niepokój smakował herbatą z podduszonymi kwiatami jaśminu.
Crucio smakowało własną krwią i mokrym dywanem.
Potem już nic nie smakowało.
Wiwat nowe życie!

5.
Aby zagłuszyć odbijający się w jej głowie wrzask Bellatriks, Alicja wyobraża sobie, że gra na fortepianie. Widzi, jak jej palce znowu naciskają klawisze, za ścianami strychu głośno szumi wiatr, a mała skrzatka wspina się po schodach i przewraca filiżanki z ciepłą herbatą, kiedy do melancholijnej piosenki wkrada się choćby drobny fałsz.
Może grać całą wieczność i przewracać filiżanki raz za razem, aby zapach herbaty wsiąkał w drewniane deski. W pewnym sensie to jest dobre - już nie ma niepokoju pachnącego jaśminem, już nie ma lęku, co ma postać kubka herbaty stojącego na oknie - jest tylko szpitalne łóżko i Frank leżący za zasłoną.
Jedna ręka szybko, druga nieco wolniej, aż palce się gubią, a żeby było prościej, dłońmi po ścianie. Tylko dlaczego wszyscy dziwnie na nią patrzą?
A kiedy patrzą za długo, Alicja czuje, jak ich spojrzenia ją palą - palce same przestają grać, a drapią ścianę, a głowa sama pochyla się w górę i w dół. A kiedy przychodzą do niej z eliksirem bezsennego snu, chciałaby uciec, ale kończyny trzyma jej wrzask Bellatriks.
A rano budzi się ze snów, które są pozbawione koszmarów, a wtedy jakoś tak jaśniej świeci słońce. Więc Alicja drapie ścianę częściej - dajcie mi ten eliksir - zdaje się mówić.
- Przynieście mi fortepian - prosi Alicja, ale jej głos nie brzmi. Kobieta krztusi się, dławi, może jęczeć, może krzyczeć, ale nigdy nie może nic powiedzieć.
- Kocham cię, Neville - nie mówi, kiedy przychodzi Neville, tylko patrzy tak smutno, a ręka jest jak z ołowiu i nie może pogłaskać synka po czuprynie.
A kiedy Neville wychodzi, uzdrowiciele nie dają jej eliksiru, choć drapie w ścianę bardzo natarczywie. Może to jakiś rodzaj kwarantanny, żeby się nie uzależnić?
Takie noce są najgorsze - cienie spacerują sobie po ścianach, Frank krzyczy w ciemności, uliczne lampy są czerwone, a noc jest jak twarz Bellatriks Lestrange.
Takie noce są najdłuższe - ciasno przywiązana do łóżka, wystukuje szczupłymi palcami serenadę na kołdrze i patrzy na białą zasłonkę, za którą nie śpi jej mąż. W takich chwilach Alicja prawie ma siłę, żeby się odezwać ? może, gdyby był Neville, przytuliłaby go, przeprosiła za te wszystkie lata, a łzy spłynęłyby po jej policzkach. Otwiera już usta, ale wtedy zawsze przypomina sobie, że herbata nie stoi na oknie i babcia jej nie pomoże.
Więc leży.
Całe życie Alicji miało zapach - czasem herbaty, kiedy indziej cynamonu, później skrzata, wojny, Franka, Neville'a - a teraz wokół jest tylko pustka. Alicja odchyla głowę do tyłu i wciąga powietrze - chce poczuć zapach lekarstw, kwiatów, ramy okiennej, przepoconej pościeli... Kobieta chce poczuć cokolwiek.
Zapach zniknął z jej życia wraz z ostatnim Cruciatusem.
A babcia nie przyjdzie na pomoc.
Można mieć tylko nadzieje, że Neville zrozumie przesłanie w papierkach, pamiętających dawną słodycz.
Alicja czeka.
Wiwat nowe życie!

TEKST C


Smak herbaty


Jedni mieli Albusa Dumbledore'a za miłego staruszka, niektórzy za bohatera dawno zapomnianej wojny, jeszcze inni za zwariowanego i ekscentrycznego dyrektora renomowanej szkoły dla czarodziei. Każdy widział w nim kogoś innego, jednak wszyscy znali jego upodobanie do mugolskich cytrynowych dropsów. Nic dziwnego, skoro przy każdej okazji obdarowywał nimi swoich rozmówców. Jednak o pewnych sprawach nie wiedzieli nawet jego najbliżsi współpracownicy.

Albus jak na mężczyznę w słusznym wieku przystało miał swoje przyzwyczajenia i dziwactwa. Jednym z nich były spotkania ze znajomymi i podwładnymi przy herbacie. Jednak to co dla jego gości było zwykłą pogawędką przy filiżance ciepłego naparu i ciasteczkach, dla niego było niezwykłym rytuałem. Staruszek uwielbiał herbatę pić i przygotowywać. W delektowaniu się nią z cieniutkich, ręcznie malowanych, porcelanowych filiżanek było coś magicznego i szybko rozwiązywało języki jego rozmówcom. A to dla Albusa było niezwykle przydatne.

Wiele osób odwiedzało jego gabinet, czasem z powodów osobistych, czasem służbowych, jednak zawsze nieodzownym elementem każdego spotkania była herbata. Przy niej wszyscy się rozluźniali i łatwiej im było prowadzić rozmowę, czasem nawet zwierzać. Żaden z gości dyrektora nie wiedział czym to było spowodowane i wszyscy zrzucali winę na te głupie cytrynowe dropsy.

Nikt nie zwracał uwagi na niepozorną szafkę z ciemnego drewna, stojącą w kącie. Jej podwójne drzwiczki przyozdobione płaskorzeźbami były chronione najróżniejszymi zaklęciami, a dostęp do zawartości miały tylko dwie osoby: dyrektor i skrzatka Mikioto, którą w młodości Dumbledore poznał podczas wyprawy do Japonii. Tam też zrodziła się jego miłość do herbaty. Jak przystało na prawdziwego anglika, przedkładał aromatyczną herbatę nad kawę, jednak dopiero w Kraju Kwitnącej Wiśni dowiedział się czym jest prawdziwa ceremonia jej picia i jak niewiele jego rodacy wiedzą o tym wspaniałym napoju. Z pomocą Mikioto zgłębiał tajniki przyrządzania, parzenia i tworzenia mieszanek wszystkich rodzajów herbat, a owoce jego pracy i lat poszukiwań najróżniejszych odmian spoczywały bezpiecznie w owej szafce.

Każdego ranka po śniadaniu Albus otwierał drzwiczki i przeglądał szczelne pojemniczki z mieszankami najróżniejszych naparów, by wybrać ten odpowiedni do okazji. Każdy słoiczek był inny i pasował idealnie do swojej zawartości. Dumbledore nigdy nie rozumiał zamiłowania niemagicznych do picia tych kiepskich, torebkowych imitacji, w których jest wszystko, oprócz herbaty. Zdecydowanie bardziej preferował bogaty smak sypanej herbaty. A taką najlepiej trzymać w metalowych puszkach lub porcelanowych słoiczkach. Albus miał ich naprawdę dużo, w końcu przez wiele lat powiększał swój zapas. Było tam wiele odmian herbat Pu-Erh, Oolong, klasyczne czarne, białe, aromatyzowane, owocowe, zielone, a także niezwykłe mieszanki jak Honeybush, Lapacho czy nawet Yerba Mate.

Dumbledore?owi nie wystarczało jednak samo kolekcjonowanie najróżniejszych odmian herbat. Uwielbiał dopasowywać jej smak do swego rozmówcy. To właśnie idealnie dobrany napar miał dar uspokajania danej osoby, pozwalał się zrelaksować i otworzyć. Albusa niezmiernie bawił fakt, że nikt jak dotąd nie rozwikłał tej tajemnicy. Tak, to było naprawdę interesujące hobby. Dobór odpowiedniego smaku był prawie jak wybór różdżki. Trudny, ale nie niemożliwy, sprawiający przyjemność i w pewien sposób również dający poczucie bezpieczeństwa. Nic tak nie uspokaja jak obecność różdżki w kieszeni i filiżanka ulubionej herbaty w domowym zaciszu. Dlatego też dyrektor zwracał dużą uwagę na to, co podaje swoim gościom. Nie było to proste, jednak słowa ?Albusie, to najlepsza herbata w moim życiu? napawały go dumą i dawały motywację. Czasem Dumbledore trafiał za pierwszym razem, jednak zdarzało się, że potrzebował kilku prób. Tak było z Severusem. Najpierw postawił na Erl Gray?a o mocnym bogatym smaku, następnie na tradycyjną English Breakfast Tea. Potem jednak przez przypadek sięgnął po małą czarną puszeczkę i postanowił zaryzykować. Czarny bez? Po chwili zastanowienia pasowało idealnie. Herbata z domieszką czarnego bzu i szczyptą cynamonu posiadała właściwości lecznicze, jednak wystarczyło źle przygotować owoce bzu i stawała się trująca. Gdy ją podał młodemu Mistrzowi Eliksirów, po raz pierwszy zobaczył na jego ustach cień uśmiechu i od tamtej pory Ślizgon zawsze przyjmował zaproszenie na filiżankę herbaty, jednak nigdy nie wypijał więcej niż dwóch. Najwyraźniej nie ufał do końca umiejętnościom dyrektora, jeśli chodziło o przygotowywanie suszu. Z innymi osobami poszło Albusowi znacznie prościej. Pomona Sprout upodobała sobie herbatę o wdzięcznej nazwie Srebrna Latorośl*. Filius Flitwick rozsmakował się w Irish Cream z nutą czekolady, jednak Albus starał się by nauczyciel zaklęć nie pił jej przed zajęciami, gdyż była również przyprawiona odrobiną whisky. Hooch okazała się fanką miętowego Tuarega, natomiast nie był zaskoczeniem wybór Hargrida, Yellow Needle Tea pasowała do niego idealnie ze swoim posmakiem miodu i lasu. Szlachetny Erl Gray odnalazł swe miejsce w filiżance Minerwy, a Sybilla była jednym z prostszych przypadków. Cóż lepiej pasuje do nauczycielki wróżbiarstwa niż China Keemum, tradycyjna herbata do czytania z fusów? Irma Pince była dla Albusa prawdziwym wyzwaniem. Kilka tygodni zajęło mu wybranie dla niej tego idealnego naparu. Kto by pomyślał, że niepozornej bibliotekarce najbardziej posmakuje herbata z grzybami Reishi?

Niestety Dumbledore?owi nie zawsze dopisywało szczęście. W przypadku Harry?ego musiał uznać swą porażkę. Kilka lat próbował znaleźć tę jedyną i nie udało mu się. Poczęstował go nawet niezwykłą herbatą Almonds, której kwiat rozkwita podczas zaparzania. Była to ulubiona herbata jego matki, połączenie aromatu jaśminu i lilii, jednak jedyne co uzyskał to kolejna stłuczona, porcelanowa filiżanka. Chłopak miał ich już na swoim koncie całkiem sporo. Albus nie wiedział w czym tkwił problem, nie mógł dobrać mu odpowiedniego naparu i jednocześnie nie potrafił się z nim porozumieć. Herbata z pewnością by to ułatwiła, jednak w tym przypadku było to dużo trudniejsze niż zakładał. Dumbledore mocno wierzył, że kiedyś w końcu mu się uda.

Dyrektor nigdy nie częstował taką samą herbatą kilku osób. Rzadko też pił ją sam. Wyjątkiem była herbata spoczywająca w pojemniczku z bardzo delikatnej, lekko kremowej porcelany ? Biała Magnolia. Pił ją tylko raz w roku, w sierpniu, w rocznicę jej śmierci. Ariana ją uwielbiała, jednak dopiero po jej odejściu Albus wyczuł w niej nutę chryzantem.

Każda z herbat miała swoje miejsce w jego magicznej szafce i była wyciągana tylko przed spotkaniem z daną osobą. Większość z nich miała swoją własną historię lub przywoływała wspomnienia związane z osobami, które je sobie upodobały. Niektóre jednak dopiero czekały na swoją kolej, gdyż ludzie mają różne upodobania. Czasem u dwóch osób pijących ten sam napar różnicę stanowiła ilość cukru, dodatek miodu lub szczypta cynamonu. I wtedy były to już dwie różne herbaty, idealnie dopasowane do osób, które je piją. Albus wiedział, że każdy człowiek ma swój własny smak herbaty. Sztuką było go tylko znaleźć.


* Srebrna Latorośl ? China Silver Sprout

TEKST D


Dwie łyżeczki cukru, bez cytryny
Ten tekst dedykuję sobie. Bo tak. Za wyjątkiem jednego fragmentu, ale ta osoba wie o co chodzi.
A, i pamiętajcie - wyproście IŚ wraz z częścią kanonicznosci za drzwi.

Herbaty są różne. Tak jak i ludzie bywają różni.


Niektórzy lubią patrzeć na gęsty miód spływający po ściankach filiżanek i szklanek. Życie nie jest idealne - nawet gdy doprawić je herbatą słodką jak ulepek.

Po wojnie postanowiła na trochę przenieść się do domu rodziców. Już po kilku dniach dostrzegła, że to nie był najlepszy pomysł. Na zbyt wielu płaszczyznach rozmijały się z matką. Poczynając od kwestii cytryny w herbacie, a kończąc na metodzie podróżowania Hermiony. Po miesiącach Hermiona ciągle się teleportowała i nie dodawała cytryny do herbaty. Gdy czas od wojny wygodniej było liczyć w latach niż miesiącach, Hermiona kupiła małe mieszkanie w mugolskiej części Londynu. Chciała móc podgrzać herbatę jednym machnięciem różdżki. Było coś niepokojącego w tym jak matka wylewała zimną, zapomnianą herbatę do zlewu, wzbraniając się od magii. Dziwna była jej mina, gdy córka przywoływała zagubioną książkę lub zawracała wodę wylewającą się z dzbanka. Matka chciała zatrzymać ją w mugolskim świecie, usilnie namawiając do podjęcia studiów najlepiej na medycynie.
Szpital to krew, krew to... Nie! Wracam, nawet jeśli nie mam do czego...

***

Matt jest przystojnym, barczystym blondynem. Ma niebieskie oczy w które Hermiona nie chce patrzeć. Jego klasyczny, elegancki garnitur okropnie gryzie się z jej prostym ubraniem. Sukienka jest podobna raczej do tych które nosiła McGonagall, niż do kostiumu matki Matta. Czuje się w tym domu niezręcznie i ma ochotę teleportować się gdziekolwiek indziej.
Wbrew jej obawom obiad mija w miłej atmosferze, prawie może się rozluźnić. Minęło już wiele czasu odkąd jakiś mężczyzna adorował ją tak, jak robi to teraz Matt. Przecież nie ma znaczenia, że to matka zaciągnęła ja na ten obiad, a jej cele są aż zbyt oczywiste. Pozwala myślom błądzić swobodnie, trzymając je z daleko tylko od jednego zakamarka umysłu. Uśmiecha się zachęcająco do Matta opowiadającego jakieś nieśmieszne dowcipy i nie może odepchnąć wizji, że mężczyzna zachowuje się jak skrzat domowy. W pokoju unosi się zapach jaśminu, a to dobry zapach - nie kojarzy się z niczym. Uwielbiam dzieci... duży ogród... może pies? Potok słów zmienia się nie wiedzieć kiedy. Nie zwraca na to uwagi; obiad był pyszny, za oknem śnieg sypie równomiernie, będą białe Święta. Zaraz podadzą deser, a to nastraja optymistycznie z kilku powodów. Na jej twarzy pojawia się cień prawdziwego uśmiechu i dziwi się sama sobie. Spina się jednak gdy zauważa wzrok matki błądzący po rękawiczce skrywającej różdżkę. Matka wręcz prześwietla cienki materiał wzrokiem. W czasie deseru ma ochotę krzyczeć. W porę zauważa pękającą filiżankę, by zdążyć ją potrącić. Matt zbierając porcelanowe skorupy uśmiecha się tylko słodko i uroczo. Nie spróbowała nawet tej herbaty. Wyobraża sobie jednak, że była słodka i gęsta jak karmel, a miód zniszczył wszystkie jej smaki zostawiając tylko mdlącą słodycz. Gdy popołudnie powoli zamienia się w wieczór w końcu wychodzą. Siedząc już na fotelu pasażera ma ochotę rzucić Sonorus i wrzeszczeć, wrzeszczeć do utraty tchu.
Nie wiesz, że czarownica bez różdżki nie istnieje? Przyjmij do wiadomości, że tym właśnie jestem! Czarownicą! Podłą morderczynią niosącą śmierć tym kawałkiem patyka i dwoma słowami!
Już dawno przestałam robić zabawne magiczne sztuczki...

Milczy. Jak zwykle.

Niektórzy dodają do herbaty mleka, twierdząc, że to ono jest wtedy najważniejsze. Tak naprawdę jednak mleko w pewien sposób tłamsi i niszczy prawdziwy smak herbaty.

Przez wiele lat miała okazję obserwować co dzieje się wokół Harryego. Widziała ciągłe ataki, przygody i polityczne intrygi, jednak głównie skupiała się na spojrzeniach. Tych pociągłych spojrzeniach dziewcząt i kobiet skupiających się na mleku, a nie prawdziwym smaku herbaty. Były żałosne nie potrafiąc dostrzec, że do tej herbaty ktoś chlapnął mleka przez przypadek...

***

Na Pokątnej zastaje ją śnieżyca. Szybko rzuca odpowiednie zaklęcia na ubrania i sprawdza czy zmniejszony kufer ciągle jest w kieszeni. Idzie powoli, rozgląda się i podziwia wystawy sklepowe. To zadziwiające jaką zdolność do zapominania mają ci ludzie. Kupują ostatnie prezenty, śpieszą się do domu, jest głośno i kolorowo. Ile lat minęło? Trzy? Tylko tyle? Dla nich to pewnie aż tyle... Hermiona! Wcale nie ma ochoty się odwracać. To tylko wiatr, wiatr szumi i zawodzi. Tylko wiatr... Gdy ktoś łapie ją za ramię, różdżka sama pojawia się w jej dłoni.
- To tylko ja. Spokojnie - mówi Ginny otrzepując śnieg z kaptura. - Co ty tu robisz?
Przez chwilę zastanawia się, co tu właściwie robi, a wreszcie odpowiada prosto i krótko:
- Wróciłam.
Ginny łapie ją za lewą rękę i prowadzi między ludźmi. Hermiona słyszy tylko Zapr.. amcię... na.. er... batę . Bo wiatr ciągle szumi i zawodzi. Przez chwilę nie jest pewna czy opatulona w szalik postać naprawdę istnieje. Gani się za tę myśl gdy wchodzą do przytulnej kawiarni. Kiedy Ginny składa zamówienie, Hermiona zastanawia się o czym będą rozmawiać? Mają wspominać szkolne czasy? A może to jak walczyły ramię w ramię? Czy też poplotkują jak stare znajome, które po prostu od dawna się nie widziały? Ginny ściąga ciężko płaszcz i siada patrząc na nią wyczekująco. Jej ręce jakby bezwiednie wędrują na brzuch.
- Dlaczego? - Ginny mówi cicho i jakby bez emocji. Nie pyta gdzie była przez te lata, nie robi jej wyrzutów, to tylko jedno małe słowo zakończone znakiem zapytania.
- Nie wiem... - szepcze i zaczyna miąć w ręku serwetkę. Milczenie przerywa kelnerka stawiając przed nimi filiżanki w paskudnie optymistyczne zielone groszki.
Ma ochotę zadać jedno pytanie, ale nie potrafi. Patrzy tylko na Ginny, która wygląda jakby ciągle czekała na odpowiedz na pytanie zadane kilkanaście minut temu. W kawiarni jest głośno, na dworze jest zbyt zimno na romantyczne spacery, więc wszystkie szczęśliwe pary są tutaj. Hermiona ma ochotę wyjść, to zbyt dużo szczęścia i miłości w przeliczeniu na metr kwadratowy. Jednak ten gwar kojarzy się jej z czymś. Gdy upija łyk herbaty już wie - jest podobnie jak w czasie przed w Hogwarcie. Wtedy też, tak jak teraz, bezwiednie sprawdzała jaką herbatę piją ludzie siedzący wokół niej. Miała wrażenie, że dzięki temu można wiele dowiedzieć się o człowieku. Ta blondynka siedząca samotnie przy stoliku w rogu, pije zieloną herbatę, zupełnie jak Neville w czasach szkolnych. Ciekawe czy teraz pijałby ją nadal. A tych dwóch młodych mężczyzn, kłócących się przy stoliku pod oknem przypomina jej dwóch innych ludzi. Kto pił słabą kawę? Wie na pewno, że Snape raczył się zawsze herbatą gorzką i piekielnie mocną, jak jeden z mężczyzn. Czy możliwe, że pamięta co pił Malfoy? Pamięta. To była ta słaba, lurowata kawa.
Siedzą w ciszy prawie pół godziny. Hermiona nie może zdecydować, czy spędzają ten czas razem, czy tylko obok siebie. Chce coś powiedzieć, jednak Ginny w tym momencie wstaje i zaczyna zakładać płaszcz. Ma ochotę powiedzieć jej by zaczekała, bo to jej nie wiem nie jest tylko tymi dwoma słowami. To cały deszcz, grad słów których chce się pozbyć...
Za tydzień słyszy tylko i już wie, że przyjdzie tu wtedy. Głównie dlatego, że Ginny piła bawarkę.
W kolejnym tygodniu deszcz słów ciągle nie płynie, a Hermiona czuje się jak chmura, której ktoś zabronił wznosić się lekko i wysoko.
Deszcz spada dopiero wiosną wraz ze łzami toczącymi się z policzków. Nie wie dlaczego teraz, przecież spotykają się w tej kawiarni, zawsze przy tym samym stoliku od dawna. Ze spotkania na spotkanie zmienia się tylko pogoda za oknem, a brzuch Ginny rośnie. Gdy dostrzega na jednej z jej dłoni, splecionych odwiecznym gestem wszystkich matek, pierścionek, wie dlaczego to dziś.
Wychodzą z kawiarni i udają się do parku. Pogoda jest wspaniała i z niczym się nie kojarzy. Nie ma nic wspólnego z szatami umoczonymi w błocie, śniegu i krwi. Siadają na ławce z widokiem na piaskownicę. Ginny uśmiecha się z rozmarzeniem do maluchów, a Hermiona zastanawia się dlaczego. Ma ochotę zniszczyć, zmazać ten uśmiech, sprawić, żeby spłynął ze łzami... Można tak łatwo powiedzieć To tylko pierścionek, z czego się cieszysz, głupia? Zamiast tego zaczyna opowiadać, już spokojnie i bez łez. Jakby streszczała przeczytaną lekturę.

Niektórzy idą na skróty - piją herbaty owocowe, a nawet rozpuszczalne. Słodki owocowy aromat jest kuszący, ale gdzieś na jego brzegu kryje się fałsz i oszustwo. Bo to nie jest herbata.

Wiktor Krum był spełnieniem jej nastoletnich marzeń. Była szczęśliwa, że ten wspaniały i sławny młody mężczyzna zwrócił uwagę właśnie na nią - z włosami sterczącymi we wszystkie strony, figurą daleko odbiegającą od modelek z okładki CzarownicyGdy wraca do tego ma wrażenie, że nie zna tej dziewczynki bujającej w obłokach. Nie potrafiła wtedy rozpoznać tego sztucznego malinowego smaku. Ale to nie było prawdziwe.

***

Właśnie wróciła z kolejnego spotkania z Ginny. Stoi przy szeroko otwartym oknie wdychając upajający zapach lata. Na framudze przysiada motyl, a Hermiona myśli tylko Nie pożyjesz już długo, chociaż jesteś uroczy. Nie wie dlaczego, ale Ginny nie wspomniała nikomu o ich spotkaniach. Teraz jednak powiedziała, że chce to zrobić. Zaskoczyła ją tym. Nie wie co o tym myśleć, dlatego zaczyna przypominać sobie wszystkie informacje o motylach jakie tylko zdoła. Wreszcie zamyka okno i idzie zaparzyć herbatę. Stara się odsunąć wszystkie nie chcę tłukące się w jej umyśle. Trzeba sprawę rozważyć bez emocji. Chłodno i analitycznie, jak zawsze. Ale się nie udaje. Gdyby nie zachowała się jak tchórz mogłaby dzisiaj być jak Ginny. Przygotowywać się do ślubu i kołysać na ręku niemowlę. A może udałoby się im wcześniej porozumieć? Może dzisiaj jej ruda córeczka zaglądałaby do kołyski? Starając się odrzucić te myśli, sięga po kubek. Herbata jest taka jak lubi i parzy ją w język. Pije ją szybko i zachłannie, jakby zbyt powolne opróżnienie kubka mogło zmienić jej decyzję.
Ginny obiecała, że na początek tylko powie rodzinie, że odnalazła Hermionę. Poczekają na kolejny krok tak długo jak będzie trzeba. Tylko, że Hermiona nie wie, ile będzie to trwało.
Nie chce fałszywych spojrzeń i boi się tego co mogłoby się zdarzyć w Norze. Nie chce zobaczyć innej kobiety pijącej jej herbatę. Wie na pewno, że nie będzie potrafiła iść dalej przez życie pijąc herbatę malinową albo jabłkową. Chcę swoją herbatę, tą idealną, bez ozdobników z odrobiną cukru.

Dom nie zawsze jest tylko budynkiem z cegieł lub drewna. Czasem dom ogranicza się do kolorowego kubka w kwiaty, wypełnionego ciepłem i aromatem.

Otulona szalikiem wychodzi z domu i teleportuje się w znajome miejsce. Ostatni raz była tutaj cztery lata temu. Stoi przed drzwiami i stara się przekonać samą siebie, że przyszła do Ginny by zobaczyć jej córeczkę. Gdy wreszcie puka delikatnie, dostrzega, że z przyzwyczajenia teleportowała się przed drzwiami kuchennymi. Otwiera jej Ron. Szok na jego twarzy jest tak wielki, że w innej sytuacji by się roześmiała.
- Hermiona? Co ty tutaj robisz? Wejdź, pewnie zmarzłaś? Napijesz się herbaty?
Gdy trzyma gorący kubek w obu dłoniach wie już, jak smakuje prawdziwa, idealna herbata.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [TT][HP] Herbatka

Postprzez morgan » 26 sty 2010, 21:13

Ładnie, ładnie.. hm. Ciężko będzie, ale obiecałam, więc słowa dotrzymuję.

Zgodność z warunkami turnieju: 0 - 5
Tekst A: 5/5
Tekst B: 5/5
Tekst C: 5/5
Tekst D: 5/5

Pomysł: 0 - 10 - z uzasadnieniem
Tekst A: 8/10
Proszę, nie zabijcie mnie. Ale pomysł Ginny + bardzo schematyczny Harry doprowadza mnie do szału. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymała przed zabraniem aż połowy punktów był opis dopasowywania długości parzenia herbaty do humoru. I taki ładny fragment, o... "Wiem, że on przygotowałby dobry napój. Dobry i to wszystko, a to zbyt mało dla moich przyjaciół. Wstąp do mnie na herbatę, a pokażę ci niebo, ziemię i piekło. Dziś niebo.
Tekst B: 10/10
Pomysł nadzwyczaj wyjątkowy, oryginalny. Bardzo podobał mi się sposób przedstawienia Alicji, ale o tym później.
Tekst C: 6/10
Albus i jego herbata. Przykro mi, ale brak mi słów. Spodziewałam się przynajmniej jednej osoby, która nie będzie miała pomysłu na tekst. Przynajmniej dla mnie to tak wygląda.
Tekst D: 6/10
Hm. Hermiona nieczuła, odchodząca ze "swojego" świata? Nie czuję. Całe sześć punktów daję za piękny pomysł porównania herbaty do byłych partnerów. Naprawdę ładnie wyszło.

Strona techniczna: 0 - 10
Tekst A: 8/10
Było parę błędów, które przy głośnym przeczytaniu byłoby słychać. Czasami zjadałaś końcówki, kiedy indziej źle odmieniałaś wyrazy.
Tekst B: 9/10
Wszystko pięknie, ładnie, tylko czasami coś zgrzytało. Sądzę, iż to raczej wina Twojego stylu niż błędów, ale cóż poradzić?
Tekst C: 10/10
Pomimo niezbyt oryginalnego pomysłu, ten tekst najlepiej mi się czytało. Nawet się uśmiechnęłam przy momencie z S.S.
Tekst D: 8/10
Żeby nie było, że się czepiam tylko za Hermionę. Nie mogłam przebrnąć przez pracę, lecz to całkowicie moja wina. Odejmuję tylko punkty za drobne błędy.

Punkty dodatkowe: 0 - 5
Ekhem. Wiem - jestem okrutna. Ale, jak zawsze - szczerość za szczerość! *_*
Tekst A: 3/5
Cóż. Było w porządku.
Tekst B: 4/5
Za postać Alicji, bardzo ciekawie zbudowana. Gratuluję inwencji.
Tekst C: 3/5
Za dopasowywanie herbat do postaci i zmuszenia mnie przez to do uśmiechu. O. : >
Tekst D: 1/5
Nie bijcie mnie, błagam. No nie zdzierżę Hermy, no nie potrafię! <beczy>


Podsumowanie:
Tekst A: 24
Tekst B: 28
Tekst C: 24
Tekst D: 20

Gratuluję wszystkim!
Gadające głowy
Zanim dodacie temat, przeczytajcie: slash i f-f.
Avatar użytkownika
morgan
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 396
Dołączył(a): 12 maja 2009, 22:59
Lokalizacja: z podświadomości

Re: [TT][HP] Herbatka

Postprzez Morwena » 27 sty 2010, 02:08

Z przyjemnością zabieram się do ocenienia turnieju - uwielbiam herbatę, to świetny temat.

1. ZGODNOŚĆ Z WARUNKAMI TURNIEJU
TEKST A:
5 - był jaśmin, skrzat, stłuczona filiżanka, miłość do herbaty...
TEKST B: 5 - spełnia warunki turnieju.
TEKST C: 5 - spełnia warunki turnieju.
TEKST D: 5 - spełnia warunki turnieju.

2. POMYSŁ
TEKST A: 8 - bardzo podobało mi się ciepłe podejście głównej bohaterki do herbaty, a także wymienienie różnych jej gatunków i dopasowanie ich do konkretnych osób. Nastrój opowiadania jest typowo... herbaciany, od razu skojarzył mi się z herbatą czarną i tylko z nią, ponieważ nie wszystkie z wymienionych dają bursztynowy napar. Przyjemnie i spokojnie mi się czytało, ale pod koniec było już zbyt ckliwie. Plusem jest też stopniowe wprowadzanie bohaterów, dzięki temu nic nie jest wymuszone, można spokojnie poznawać ich świat.
TEKST B: 10 - gratulacje. Pomysł niesamowity, chwytający za serce i pełen uczuć. Myślałam, że się rozpłaczę. Stworzyłaś przepiękną, wypełnioną różnymi emocjami historię, która została subtelnie oparta na herbacie. Herbata jako miernik spokoju, nawet kompas wskazujący właściwe osoby. Bez fałszu i przepychu. Plusem są też mało znani bohaterowie i opisanie całości ich losów.
TEKST C: 7 - świat Albusa wydaje mi się słoneczny i kolorowy. Nie lubię go jako postaci, ale hobby w stylu "dopasowywanki" do niego pasuje. Cieszy mnie, że nieco bardziej sentymentalna końcówka wniosła do opowiadania lekki, kwiatowy powiew.
TEKST D: 7 - spodobał mi się inny świat Hermiony, w ogóle lubię, kiedy nie jest już panną-wiem-to-wszystko-lepiej, tylko ukazuje swoje ludzkie strony. Gorycz, chaos, gniew i smutek również się do tego zaliczają.

3. STRONA TECHNICZNA
TEKST A: 8 - czasem trafiło się coś, co inaczej bym zapisała, jakieś przestawienie słów, zgrzyt.
TEKST B: 9 - kilka razy zauważyłam coś do przestawienia, tylko styl.
TEKST C: 10 - właściwie... nie widziałam błędów.
TEKST D: 7 - oj, tu zdarzały się błędy. A to brak przecinka (przed który), a to styl.

4. PUNKTY DODATKOWE
TEKST A: 4 - za niechęć Ginny do cukru, za samodzielne przygotowywanie herbaty.
TEKST B: 5 - za wszystko. Za babcię, za zapach herbaty i herbaciane bezpieczeństwo, za tekst o mało znanych postaciach, za cynamon.
TEKST C: 3 - za słońce w gabinecie Albusa, za Arianę, za trujący bez, za kolejną grę dyrektora, która ten jedyny raz mi się podobała.
TEKST D: 3 - za Hermionę szukającą swojego świata-herbaty, za napoje, które pili jej partnerzy i za suknię w stylu McGonagall.

5. PODSUMOWANIE
TEKST A: 25
TEKST B: 29
TEKST C: 25
TEKST D: 22
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [TT][HP] Herbatka

Postprzez sandisa » 31 sty 2010, 16:23

Powiem od razu, że jestem pod wrażeniem Waszego talentu. Jeśli pojedynki prozą mają taki poziom, to ja się raczej nie zdecyduję... ;)

A wię tak:

1. Zgodność.

A - 5 pkt
B - 5 pkt
C - 5 pkt
D - 5 pkt

Albo nie zobaczyłam, albo tym razem nikt nie zgubił rysia xD

2. Pomysł.

A - 9 pkt - urzekł mnie nastrój, rytuał parzenia i podania harbaty jako 1szoplanowy bohater.
B - 10 pkt - oryginalnie, zapierająco dech i z biegającymi ciarkami - to już nie tylko świetny tekst i znakomity pomysł.
To mistrzostwo. <grt>
C - 8 pkt - pomysł jak w A, dobrze zrealizowany ale jak widać, dla tego tematu, mało oryginalny.
D - 8 pkt - powojenne przeżycia Hermiony - przynajm,niej jeden podobny fik czytałam, chyba na YF. Choć na plus trzeba zaliczyć stronę psychlogiczną i warsztat literacki w monologach wewnętrznych Hermiony.

3. Technicznie.

A - 8 pkt - kilka błędów stylistycznych
B - 10 pkt - nie znalazłam
C - 7 pkt
Jak przystało na prawdziwego anglika

anglika?... i parę innych.
D - 10 pkt - nie znalazłam

4. Punkty dodatkowe.

A - 5 pkt - za tę magię. I za motto.
B - 5 pkt - dałabym 5x wiecej punków, gdyby tylko regulamin zezwalał, za wrażenie, wzruszenie (o tak...)
i za świadomość, ż dane mi było poznać jeden z najlepszych tekstów nie tylko tego pojedynku,
ale całego fandomu... Ogromnie podziwiam. :P
C - 3 pkt - za klimat.
D - 4 pkt - za warsztat pisarski i intuicję.


To w sumie daje:
A - 27 pkt
B - 30 pkt
C - 23 pkt
D - 27 pkt

<grt> !

pozdrawiam
sandi :P
Prawda to miejsce, gdzie nie ma żadnych tajemnic.

for A.
sandisa
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 154
Dołączył(a): 11 lut 2008, 23:49
Lokalizacja: wwa

Re: [TT][HP] Herbatka

Postprzez Aratanooniel » 02 lut 2010, 20:03

Oficjalnie rozstrzygnięcie pojedynku Aratanooniel, Luelle, Matylda, Puchacz.

TEKST A - Puchacz - 76 punktów
TEKST B - Matylda - 87 punktów
TEKST C - Luelle - 72 punktów
TEKST D - Aratanooniel - 69 punktów

Wygrywa Matylda, uzyskując wynik 87 pkt.



Wszystkim Paniom gratulujemy i życzymy weny do kolejnych tekstów.
Z mądrości moderatorskich: Oczywiste oczywistości nie istnieją. Zrób facepalm i ruszaj dalej.
Nielusiowe tworki|Nielusiowa zupka|Niela czyta Puella bella
Akcja KDT
Obrazek
Aratanooniel
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 523
Dołączył(a): 01 maja 2009, 13:58
Lokalizacja: Rzeszów


Powrót do Bitwy - Harry Potter

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron