[TT][HP] Turniej mikołajkowy 2010

Bitwy zamknięte.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

[TT][HP] Turniej mikołajkowy 2010

Postprzez Puchacz » 06 gru 2010, 23:26

Tytuł: dowolny
Gatunek: na wesoło
Czas akcji: 6 grudnia
Długość: dowolna, ale min. 2 strony A4 TNR 12
Chcemy:
- Voldemorta,
- góry prezentów,
- Śmierciożercy w czerwonej czapce (takiej jaką ma Mikołaj, żeby była jasność),
- bólu głowy

Nie chcemy:
- wspomnień,
- Syriusza, Remusa i Dumbledore'a,
- Belli zakochanej w Czarnym panu



Dużo słodyczy, radości i śniegu!





A



Bo Mikołaj nie istnieje.


Tom Marvolo Riddle miał ponad pięćdziesiąt lat i nie znosił zimy z wielu powodów. Pierwszym z nich był śnieg. Śnieg na dachach, śnieg na drzewach, śnieg na drogach. Śnieg, śnieg, śnieg. Wszędzie było go pełno i w dodatku był? biały. A Tom nie lubił bieli. O wiele bliższa była mu złowroga czerń. Jasność wszechobecnego puchu przyprawiała go o ból głowy i uniemożliwiała mu cieszenie się z chłodu panującego na zewnątrz jego mrocznego dworu. Tak było i tym razem. Ledwo z kalendarza zaczął wychylać się grudzień, a na błoniach przed jego siedzibą rozpanoszyła się ta biała zaraza, skutecznie psując mu nastrój. Oczywiście nie uszło to uwadze najbliższych mu Śmierciożerców, którzy na różnie sposoby próbowali pozbyć się śniegu, a tym samym ustrzec się przed Crucio, które Voldemort o tej porze roku rozdawał jak Dumbledore cytrynowe dropsy.
Drugim powodem, dla którego nie cierpiał zimy były święta. Według Czarnego Pana było ich stanowczo za wiele. Już na samym początku grudnia zarówno mugole jak i czarodzieje świętowali. 6 grudnia. Dzień Świętego Mikołaja. Dzień, w którym wszyscy się cieszą, rozdają sobie prezenty, a fałszywi Mikołajowie chodzą po ulicach. Fałszywi, bo oczywiście wszyscy wiedzą (oprócz smarkaczy, które wciąż w niego wierzą), że Mikołaj, mugolski, czy magiczny, nie istnieje.
Tego oto dnia, 6 grudnia anno domini 1996, Lord Voldemort obudził się w swoim łożu z potworną migreną. I nic w tym dziwnego, w końcu to ta pora roku i ten dzień (i zdecydowanie nie ma to nic wspólnego z faktem, iż poprzedniego wieczora wypił całkiem sporą butelkę Ognistej w przypływie melancholii). Jednak miał dziwne przeczucie, że coś jest nie tak. Otworzył powoli jedno oko, poczym natychmiast je zamknął, przeklinając cicho. Ile to już razy miał zamiar przenieść swoją sypialnię ze wschodniej części dworu do północnej? I ile razy powtarzał temu szczurowi, żeby pod żadnym pozorem nie odsłaniał rano kotar? Przecież to słońce może zabić, zwłaszcza w połączeniu z cholernym bólem głowy. Sięgnął ręką w przybliżeniu w miejsce, na którym Snape zapobiegawczo zostawił dla niego eliksir przeciwbólowy. Ten facet to skarb i Riddle miał do niego sentyment. Gdyby tylko nie był cholernym szpiegiem?
Tom oderwał swoje myśli od kłopotliwej pozycji politycznej swojego najlepszego Warzyciela i jednym haustem wypił specyfik. Czekając, aż eliksir zadziała, starał się rozluźnić i zrozumieć, co go tak niepokoi. Wczorajszy dzień przebiegł zgodnie z planem. Śniadanie, Prorok Codzienny, przypomnienie Śmierciożercom co chce dostać na Mikołajki, napad na mugolską wioskę, tajski masaż, zebranie Kręgu, przypomnienie Śmierciożercom co chce dostać na Mikołajki, obiad, dalsza część zebrania, sesja Crucio, podwieczorek, przypomnienie Śmierciożercom co chce dostać na Mikołajki, przyjęcie kilku nowych członków, sesja tortur, kolacja, przypomnienie Śmierciożercom co chce dostać na Mikołajki, Ognista i łóżko. Nic odbiegającego od normy. Więc czemu czuje się tak nieswojo?
Gdy denerwujący ból głowy ustąpił, Lord usiadł powoli na łóżku i rozejrzał się po pokoju. Na wprost niego, przez odsłonięte okno (Crucio, Glizdogonie, Crucio!) wpadały promienie porannego słońca, potęgowane przez roziskrzony śnieg na zewnątrz. W kącie znajdował się kojec Nagini (i resztki jej kolacji), nieco dalej butelkowozielony fotel (prezent od Lucjusza), a obok niego hebanowy stolik z wężowymi nóżkami. Nic nadzwyczajnego. Mahoniowa szafa, łoże z baldachimem model Apocalyptic, pościel (czarna satyna w czaszeczki), skórzana sofa naprzeciwko kominka, góra prezentów, rózga z bilecikiem, czarny dywan? chwila. Rózga z bilecikiem? Nie wspominał podwładnym nic o rózdze.
Z furią w oczach wyskoczył z łóżka i podbiegł do stosu prezentów. Automatycznie przejrzał paczki, sprawdzając czy wszystko się zgadza. Książki o Czarnej Magii, mroczne artefakty, szalik, nauszniki, książka kucharska dla opornych (kuchnia Glizdogona potrafi być zabójcza), kubek z Mrocznym Znakiem (poprzedni niechcący zbiła ogonem Nagini), klocki Lego (edycja Inferno), Emo miś, zestaw Mały Sadysta i kuferek Wedla. Jest wszystko oprócz miecza świetlnego i kremu przeciwzmarszczkowego, ale to ostatnie Snape zapewne dostarczy mu po obiedzie. A za niedostarczenie miecza na czas ktoś dzisiaj słono zapłaci? Za to rózga była czymś zupełnie niespodziewanym i zdecydowanie niepożądanym.
Tom z obrzydzeniem wziął pęczek gałązek do ręki i otworzył bilecik. W środku znajdowało się kilka słów zapisanych schludnym charakterem pisma:

Tylko na tyle zasłużyłeś w tym roku.
M.


To jakiś absurd, pomyślał ze złością Voldemort. Ktoś nie dostanie dzisiaj prezentu za ten głupi żart. Rzucił rózgę na podłogę i usiadł w fotelu włączając po drodze radio. Zamknął oczy i wsłuchując się w Zabójczą Listę Przebojów Radia Dementor Maxxx czekał, aż Peter przyniesie mu śniadanie.
W połowie piosenki nr 1 na liście (Zaavaduję Cię grupy Zombi), rozległo się ciche pukanie i do komnaty wszedł Pettigrew niosąc tacę ze śniadaniem.
- Dzień dobry, panie ? pokłonił się nisko Glizdogon.
- Peter, co dzisiaj na śniadanie? ? wypluł Czarny Pan.
- Ulubiona owsianka, Waszej Wredności, z czekoladą i wiórkami kokosowymi. Do tego bagietka, pasta z łososia, serek wiejski light i sok pomidorowy ? odpowiedział sługa rozkładając naczynia na stoliku.
Glizdogon pokłonił się nisko i skierował do wyjścia, ale syczący głos Toma zatrzymał go w progu.
- Kto przyniósł tu te prezenty?
- Ja, Wasza Łaskawość ? odpowiedział niepewnie sługa, nie wiedząc o co chodzi Lordowi.
- Więc wyjaśnij mi, skąd wziął się tutaj ten wiecheć ? warknął Voldemort kopiąc rózgę w kierunku drzwi.
Peter spojrzał nerwowo pod nogi.
- Nnnie przyniosłem tego, panie. Przyjrzałem się dokładnie wszystkim paczkom. Były tylko prezenty z listy.
- Wszystkie? ? spojrzał na niego podejrzliwie Tom.
- Tak, wszystkie?
- Więc gdzie, na Salazara, jest miecz świetlny? ? teraz Riddle był już naprawdę zdenerwowany, ponieważ najbardziej zależało mu właśnie na tym mieczu. Oryginalnym mieczu świetlnym Dartha Vadera.
- Eeeee, tak jakby Nagini go zjadła?
- Co mam rozumieć przez ?tak jakby Nagini go zjadła???? ? czerwone tęczówki płonęły w furii.
- Pomyliła go ze śniadaniem? - Pettigrew schował się za futryną, gdy dzbanek z sokiem rozbił się na drzwiach obok niego i szybko czmychnął do innej części dworu.
- Zapakuj cukrowe maski Śmierciożerców! Chcę je rozdać podczas obiadu! ? krzyknął za nim Lord po czym westchnął i zaczął jeść.
Sprawa rózgi nie dawała mu jednak spokoju. Glizdogon nie mógł go okłamać, Legilimencja prawdę ci powie, więc skąd się to wzięło?
?Tylko na tyle zasłużyłeś w tym roku. M.?
M.? Nie, to niemożliwe.
A może?

**********


Po śniadaniu Tom postanowił oddać się swojemu ulubionemu zajęciu ? medytacji. Wtedy właśnie miał najlepsze pomysły jak przejąć władzę nad światem. Zamknął się więc w odpowiednio do tego przygotowanym pokoju, transmutował swoją pidżamę koloru avady w lniane spodnie i luźną tunikę, włączył kasetę z delikatną muzyką (?Odgłosy natury część 2?) i usiadł po turecku na macie. Dwa głębokie wdechy później, w pełni zrelaksowany układał genialny plan ataku na Ministerstwo. Gdy zajmował się piątym planem awaryjnym, czyli jakieś trzy godziny później, ktoś nerwowo zapukał do drzwi. Tom zignorował to jednak. Nic nie może być ważniejsze od przejęcia Ministerstwa. Kiedy jednak pukanie powtórzyło się po raz kolejny, i kolejny, i kolejny otworzył niechętnie oczy i machnięciem ręki otworzył drzwi.
W progu stanął Macnair rozdygotany ze strachu lub zimna, sądząc po rumieńcach na jego twarzy.
- Panie, nie chcieliśmy przeszkadzać, ale?
- Doprawdy? ? spytał ironicznie Riddle nie podnosząc się z podłogi.
- Ale znaleźliśmy kogoś na dachu ? dokończył za Macnaira Avery wchodząc za nim do pomieszczenia w komicznej czerwonej czapce Mikołaja na głowie.
Tom spojrzał podejrzliwie na nakrycie głowy jednego ze swoich najlepszych Śmierciożerców i powoli wstał.
- Wyjaśnij.
- Pozbywaliśmy się śniegu z dachu i znaleźliśmy jego, tzn? Mikołaja. Leżał oparty o komin ? powiedział Walden spoglądając na swoje buty.
- I? Co zrobiliście z tym przebierańcem? ? Lord zaczynał się denerwować. Z takiego bzdurnego powodu przerwali mu medytację.
- Jest w sali wejściowej?
- Sam? Zgłupieliście?!
- Jest kompletnie pijany, nigdzie się nie ruszy ? szepnął Avery patrząc niespokojnie w stronę swojego Lorda.
Dotarcie do sali zajęło im dziesięć minut, podczas których dwaj Śmierciożercy bali się nawet głośniej odetchnąć. Od Czarnego Pana aż biła wściekłość pomieszana z magiczną aurą.
Na samym środku kamiennej posadzki leżał mężczyzna ze sporym brzuchem, ubrany w czerwony strój Mikołaja, czapkę i sztuczną brodę. Voldemort podszedł do niego i szturchnął czubkiem buta. Żadnej reakcji. Spojrzał więc na Waldena i Śmierciożerca szybko przewrócił ?Mikołaja? na plecy.
- Obudź go ? rozkazał Riddle.
Macnair posłusznie zaczął potrząsać mężczyzną, aż usłyszeli cichy jęk.
- Kim jesteś i jak się tu znalazłeś ? głos Lorda był zimny jak lód.
- Pszmszedł szkć eliszeu ? rozległa się odpowiedź.
Tom w przypływie złości chwycił za sztuczną brodę? tyle, że okazała się być całkiem prawdziwa, a jej właściciel zawył z bólu. Voldemort puścił przybysza jak oparzony i zwrócił się do dwóch mężczyzn stojących obok niego.
- Zabierzcie go stąd i wrzućcie do jakiejś celi ? rozkazał.
Po chwili zastanowienia podążył jednak za nimi. Mężczyźni umieścili więźnia w jednej z cel, ukłonili się swojemu Lordowi i wyszli, pozostawiając ich sam na sam.
Tom podszedł do ?Mikołaja?, pochylił się nad nim i wysyczał mu do ucha:
- Co robiłeś na moim dachu? To ty podrzuciłeś mi ten cholerny wiecheć?
Jedyną odpowiedzią było radosne spojrzenie brązowych oczu, nieobecny uśmiech i ręka próbująca chwycić go za rękaw. Riddle szybko się odsunął, wstał i skierował do wyjścia, lecz w przystanął w progu i rzucił przez ramię:
- Tylko wytrzeźwiej, przebierańcu, a będziesz śpiewał jak z nut.
Po tych słowach wyszedł trzaskając drzwiami i nakładając na nie kilka zaklęć zabezpieczających.

**********


Obiad przebiegał w przyjemnej atmosferze. Skrzaty Malfoya przeszły same siebie. Dania były wykwintne, a wystrój jadalni Malfoy Manor niezwykle nastrojowy. Atmosfera udzieliła się nawet samemu Lordowi, który od początku przyjęcia rzucił Crucio zaledwie trzy razy. Po zakończeniu uczty i rozdaniu drobnych upominków przez Czanego Pana (cukrowe maski Śmierciożerców robione na specjalne zamówienie przez Szwajcarskich cukierników) wszyscy przenieśli się do salonu, by porozmawiać i napić się wina.
- Czy ktoś mi powie gdzie jest Snape? ? zapytał konwersacyjnym tonem Lord.
- Ostatni raz pokazał się wczoraj ? powiedział Lucjusz. ? Może ten durny starzec znowu kazał mu przygotować kontener dropsów w różnych smakach z wkładką.
W pokoju rozległ się cichy śmiech. Tomowi również zadrżały kąciki ust, cóż biednego Seva ominie zabawa.
- Rozerwijmy się trochę ? powiedział, żeby ukryć uśmiech. ? Macnair, Nott, sprowadźcie naszego nieproszonego gościa. Pasuje do okazji, a na pewno się nudzi sam we dworze.
Reszta zgromadzonych spoglądała na siebie z zaciekawieniem, gdy dwaj oddelegowani wyszli z Manor, by się aportować.
Po dwudziestu minutach Nott wpadł do salonu biały jak ściana i uklęknął przy fotelu Voldemorta.
- Mój panie, nasz? gość? zniknął.
- Jak to zniknął! Z mojego dworu nie można tak po prostu zniknąć! Crucio!

**********


To był naprawdę kiepski dzień. Po krótkiej sesji Crucio na poprawę humoru, Tom opuścił przyjęcie i zaszył się w swojej bibliotece, szukając w swoim imponującym księgozbiorze nawet najmniejszej wzmianki o Świętym Mikołaju. To, co dzisiaj się wydarzyło nie miało prawa mieć miejsca. Prawda? Wszystko można logicznie wytłumaczyć, rózgę pojawiającą się znikąd, Mikołaja na dachu, jego brodę i zniknięcie. Problem w tym, że Riddle nie był w stanie tego wyjaśnić. Tak, jak żadna z jego książek. To było tak absurdalnie nieprawdopodobne, że aż?
Nie, przecież Święty Mikołaj nie mógł istnieć naprawdę.
Mógł?
I dlaczego był pijany?
Po raz pierwszy w swoim długim życiu Tom Marvolo Riddle był naprawdę przestraszony. Jeżeli uwięził prawdziwego Mikołaja i w dodatku mu groził, to nie ma szans na żaden prezent przez następne sto lat.

**********


A tymczasem z Hogwarcie?

- Harry, jesteś pewien, że dobrze wczoraj rzuciłeś to zaklęcie transportujące? - spytał Ron siadając na kanapie w pokoju wspólnym Gryffindoru.
- Tak, tak mi się wydaje ? odparł Potter rozkładając się na fotelu.
- Ale Malfoy nie wydawał się być specjalnie poruszony, a mieliśmy z nim zajęcia cały dzień ? w głosie Weasleya wyraźnie było słychać złość.
- Tego właśnie nie rozumiem. Coś takiego powinno przynajmniej dać mu do myślenia, a fretka była dzisiaj wyjątkowo radosna ? westchnął Harry i sięgnął po kremowe stojące na stoliku przed nim. ? Może jednak nasz prezent nie dotarł? Może to zaklęcie nie działa w zamku?
- Ale? jeżeli Malfoy go nie dostał? to gdzie się podziała ta rózga?

**********


Na drugi dzień w lochach?

Kominek w salonie Mistrza Eliksirów zapłonął zielonym ogniem, w którym ukazała się głowa dyrektora Hogwartu.
- Severusie?
Odpowiedziała mu tylko cisza, więc chwilę później starzec stanął na zielonym dywanie i rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego oczom ukazał się niesamowity widok. Przy drzwiach do sypialni leżał Severus Snape w pełni ubrany i z czapką Mikołaja na głowie. W prawej dłoni trzymał wisiorek w kształcie serca ? awaryjny świstoklik. Sądząc po chrapaniu, spał, a w powietrzu czuć było woń przetrawionego alkoholu. Dużej ilości. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, pochylił się i potrząsnął za ramię nauczyciela.
- Severusie, obudź się, proszę.
Snape będąc dobrze wyszkolonym szpiegiem szybko się ocknął, usiadł i rozejrzał podejrzliwie. Widząc nad sobą Dumbledore?a westchnął, wstał i lekko zdezorientowany, chwiejnym krokiem przeniósł się na kanapę. W tym momencie przypomniały mu się wydarzenia z poprzedniego dnia. Jęknął głośno, chowając twarz w dłoniach.
To nie dzieje się naprawdę.
- Czego chcesz, Albusie? ? spytał ochryple, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- Nie pojawiłeś się wczoraj ani na obiedzie, ani na kolacji. Przegapiłeś również dzisiejsze śniadanie. Zacząłem się martwić? Gdzie się podziewałeś cały dzień?
- Nie pytaj, Albusie ? jęknął młodszy mężczyzna.
- Czy to ma jakiś związek z twoją pracą nad udoskonaleniem Eliksiru Wielosokowego i wczorajszym wybuchem w pracowni? ? w niebieskich oczach pojawiły się radosne iskierki.
- Albusie? - warknął ostrzegająco Ślizgon. Poranek w towarzystwie dyrektora i kaca nie należał do jego ulubionych.
- I widzę, że mój prezent Mikołajkowy przypadł ci do gustu. Może założysz ją na dzisiejsze zajęcia razem z resztą stroju? Naprawdę do twarzy ci w czerwonym. A jeśli już mowa o prezentach, próbowałeś tej szkockiej, którą kupiła ci Minerwa?
- Albus? - cierpliwość nauczyciela powoli się kończyła.
- Na mnie już czas. Miłego dnia, Severusie ? uśmiechnął się radośnie dyrektor i zniknął w płomieniach kominka.
Snape westchnął i powoli skierował się do szafki z eliksirami, po lek na kaca.
To będzie długi dzień.


KONIEC





B




UWAGA: niewyszukane słownictwo;


Niecodzienny dzień


Moja gitara nienastrojona,
O występ dziś poproszona,
Wpadła do śnieżnego dna.
Fałszuje, ale myśli, że gra.
Ona zupełnie nienastrojona,
Nienastrojona jak ja.
I tak cię proszę, mój Mikołaju,
Umieść mnie w takim kraju
Gdzie lasy wena i łąki śmiechu,
Gdzie życie turla się po śniegu.


Zegar na wieży kościoła wybił północ ? rozpoczął się szósty dzień grudnia. W ogrodzie, oświetlonym jedynie przez księżyc, stał Glizdogon. Kierował przybywających Śmierciożerców do salonu rodziny Lestrange. Właśnie w tym domu nocował wtedy Czarny Pan. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego Lord sypia kątem u swoich wyznawców ? mógłby ? Czarny Pan lubi chodzić na stypy? i nie, bynajmniej nie jest zainteresowany darmowym jedzeniem. W każdym razie ten ciekawy świata człowiek, który zadałby to pytanie, swoje ostatnie, nie dożyłby odpowiedzi.
Ze swojego starego domu nie mógł i nie chciał korzystać. A z drugiej strony, jak Voldemort miałby kupić sobie dom? Wejść do Biura nieruchomości ?Vitali&Sloane? (Pokątna 34) i powiedzieć: ?Dzień dobry, chciałbym kupić dom? w spokojnej okolicy?. Prawda, że to psuje nastrój mroku i grozy? To się nie godzi.
Zostawmy więc kwestię bezdomności Voldemorta.
Glizdogon nie myślał o ważnych, egzystencjalnych problemach, ani o czymkolwiek istotnym. Jednak spróbował nabrać inteligentnego wyrazu twarzy i uśmiechnął się żałośnie ? w zamierzeniu złośliwie.
- Witaj, Severusie. Prosto i w lewo. Czyż nie sądzisz, że śnieg powinien przestać tak mocno nie padać?
Snape objął spojrzeniem jego postać.
- Zawsze sądziłem, że pseudonim Glizdogon miał obrazować twoje genitalia? teraz przekonałem się, że chodziło o twój mózg.
Do Petera dotarł sens pierwszego zdania i spojrzał na swoje krocze.
- Wiem, musisz używać mózg, aby żyć. Jednoczesne obsługiwanie penisa byłoby zbyt skomplikowane dla ciebie.
- Co ty myślisz, że wiesz ? machnął ręką, rozważając poprzednie zdanie.
Zgubił się w okolicy trzeciego słowa z wypowiedzi Snape?a. Jednak Mistrza Eliksirów już nie było, udał się na zebranie.
Bella deportowała się u bram swojego domu, a gdy zobaczyła Glizdogona, westchnęła. Już dawno stwierdziła, że poniża ją należenie do jednej organizacji wraz z Peterem.
Avada kedavra, seks, avada kedavra, seks? oto co ci się tłucze po głowie, Bello zganiła się w myślach. Bo to nie tak, że jestem niezaspokojona i myślę o seksie jak jakaś nastolatka. Skąd. Mąż przecież myślał, że nie wchodzi się między kobietę a swojego Pana. Natomiast Voldemort odczuwał pociąg tylko do różdżki. W ten oto sposób, biedna Bella, jedyny orgazm przeżywała, rzucając klątwy.
- Witaj, Bello! Prosto i w lewo ? powiedział zalotnym głosem Peter.
Prosto i na lewo czyli dokładnie w? jej sypialni? Kobieta zmarszczyła brwi.
- Po jaką cholerę robią zebranie w sypialni? ? Wbiegła do domu i udała się we wskazanym kierunku. Tam spotkała Snape?a, który również został źle pokierowany.
- Co za ofiara z niego ? warknęła. ? Nawet nie umie wskazać drogi!
- Uspokój się. On też jest członkiem naszej organizacji.
- Do dupy taki członek! ? oburzyła się.
Jak Snape może go bronić?! Bella uznała, że to kolejny powód, aby wątpić w lojalność Mistrza Eliksirów.
- Odkryj odbytową radość ? mruknął.
- Gówniane wyjście ? powiedziała, siadając na łóżku, które nie pachniało seksem.
- Wejście? awaryjne ? uśmiechnął się złośliwie Snape.
- Takimi jesteś zainteresowany?
Snape?owi udało się zamaskować emocje. Jednak gdyby Bella lepiej znała Severusa, wiedziałaby, że zamyślił się i było to coś przyjemnego. Jakby wspominał ostatnią noc, która była więcej niż owocna.
Pewna śmierciożerczyni weszła do sypialni i prychnęła.
- Bello ? Snape?a nie zaszczyciła spojrzeniem ? nasz pan na was czeka, pośpieszcie się. Poza tym są problemy ze starszą panią Lestrange.
Udali się do pomieszczenia, w którym przebywał Czarny Pan. Właśnie wygłaszał mowę, powietrze wokół niego wibrowało i niemal czuli, jak staje się coraz chłodniejsze. Mieli problemy ze swobodnym oddychaniem. Głos Voldemorta był przejmująco cichy.
- Skrzywdzę go i uleczę, w nieskończoność będzie cierpiał. Nie, Harry Potter nie umrze, ale żyć również nie będzie.
Na twarzach wymalowało się zdziwienie i zaniepokojenie ? Chłopiec, Który Przeżył słynął ze swoich ucieczek, udawało mu się uniknąć śmierci tyle razy? tyle razy umykał przed potęgą Lorda Voldemorta. Ten chłopiec igrał ze śmiercią.
- Jeśli zechcę, stanę się koszmarem jego życia! ? krzyk przerwał ciszę. Powietrze dosłownie wbijało się w nich jak małe szpilki. Lucjusz zatrząsł się, z wielu ust wydobył się zduszony okrzyk przerażenia.
- Sranie w banię.
Zaklęcie przestało działać i wszyscy mogli spokojnie odetchnąć, Czarny Pan zdekoncentrował się.
- Słucham?
- Sranie w banię ? powtórzyła spokojnie pani Lestrange.
- Babciu ? powiedział zażenowany Rudolf ? wróć do swojego pokoju.
Lord wstał i podszedł do Belli oraz jej męża.
- Radzę wam pilnować seniorki? Crucio! ? krzyknął w stronę babci, która jednak uchyliła się przed klątwą, a następnie deportowała się do swojego pokoju.
Lord wyładował swoje emocje na drogocennych kieliszkach, z wyrytymi wokół czaszki słowami: ?krwi nie podaje się w brudnym kieliszku?. To oczywista aluzja do dzieci mugoli.
W salonie znajdowało się tylko dziesięciu Śmierciożerców, tych, którzy wiedzieli o połączeniu Pottera z Lordem.
- Wyjaśnij plan ? czarnoksiężnik zwrócił się do Alexa.
- Sprawa jest prosta i nie do spieprzenia ? powiedział swobodnie, spoglądając wyzywająco na Lucjusza. ? Potter za kilka godzin ma wziąć potajemnie magiczny ślub z kimś z Zakonu Feniksa. Uważają, że takie połączenie, Harry Potter - Czarny Pan ? Śmierciożerca ? Harry Potter, daje przewagę chłopcu, któremu uda się, jak to powiedział Dumbledore, dzięki sile miłości, pokonać naszego pana.
- Gdzieś już o tym czytałem ? powiedział powoli i zamyśleniem Lucjusz. ? W księgach o kamieniach? albo piątkach? - ucichł, gdy Czarny Pan spiorunował go wzrokiem.
Wydawało się, że uznał taki plan za prawdopodobny.
Magiczny ślub, jak wie każdy czarodziej, to nie zwykła ceremonia zaślubin, której poddają się zakochani. To autentyczna przysięga, której słowa stają się prawdą ? ?i przysięgam dzielić z tobą swoją moc, miłość i złość. Przysięgam być częścią ciebie. Przysięgam ci lojalność i wierność. A rozdzielić nas może jedynie śmierć. A uwolnić nas od siebie może jedynie bóg, w którego wierzymy.?
- Na czym polega plan, Alex?
- Jak mówiłem. To proste. Zdrajcą jest ktoś z nas. Nikt stąd nie wyjdzie.
- Ślub się nie odbędzie ? powiedział Lord. ? Ale zdrajca z całą pewnością się ujawni.
Tom Riddle wyszedł, jednak pozostali śmierciożercy mieli jeszcze jedną sprawę do przedyskutowania, mianowicie odparcie ewentualnego ataku, gdyby Zakon chciał odbić swojego człowieka.
Czy Zakon próbowałby ratować szpiega? Nawet, gdyby wiedział, że pogorszyć jego sytuacji już nie można?? Tego nie wiedzieli. Ale trzeba się przygotować.
- Gdyby tak znaleźć takie stworzenie, niemal widmo? żeby niemożliwym było złapanie go.
- Fantastyczne, niemal nierealne? by bali się uwierzyć w to, co widzą.
- Ale jakie stworzenie spełnia te warunku? Co jest jak widmo, fantastyczne, legendarne?
- Dziewica! ? wykrzyknął Alex, znajdując odpowiedź.
Zebrani przyklasnęli temu pomysłowi (?tak!?, ?brawo!? ?geniusz!?).
- A co myślisz? Że jak z dziewicą to nie ma zobowiązań?! ? warknęła rozgniewana Bella.
Rudolf spojrzał na nią zmieszany. Euforia opadła i zebrani pogrążyli się w smutku ? mogli polegać wyłącznie na własnych różdżkach. A wiadomo jak jest: raz staje, raz wystaje ? raz pomaga, raz przeszkadza.
Absurdalny pomysł o ślubie Pottera (żenujące westchnął w myślach Snape) wymyślili najbardziej zaufani członkowie Zakonu. Wiedział, że ktoś go zdradza, a to zagrażało bardzo nie tylko wszelkim aktualnym planom, lecz również roli Severusa jako szpiega - misji odległej i najważniejszej. Teraz Snape miał ułatwione zadanie. Lord z całą pewnością umieścił wśród tej dziesiątki drugiego szpiega, co oznacza tylko jedno ? wystarczy go odkryć i? unieszkodliwić. Zanim tamten w jakiś sposób go odkryje i zdemaskuje.
Trudno mu było ukryć uśmiech. Istotnie uwierzyli w ten plan (o roboczej nazwie Nic z Tego). Co za absurd! Przecież to mogło skrzywdzić również chłopca. A Snape nie pozwoli skrzywdzić młodego Pottera.
Harry jest całkowicie bezpieczny w jego ramionach. Całkowicie.

Zanim wstało słońce babcia Lestrange spiskowała? z Peterem. Pasowali do siebie jak kaczka do ognia. Wspaniała pieczeń.
Babcia była wysoką, szczupłą kobietą. Miała kasztanowe, nienaznaczonych siwizną, gęste włosy. Zawsze dbała, aby układały się w precyzyjne loki. Jej spojrzenie było psotne i bardzo pocieszające. Wyglądała bardzo przyjaźnie, nawet w tak ciemnej kuchni.
Ludzie uważali, że jest chora psychicznie. Śmierciożercy uznawali, że nie jest zupełnie człowiekiem - nie myśli sprawnie. Jednak jej magia była nienaruszona, więc Bella i Rudolf tolerowali ją w swoim domu.
Babcia uważała, że jej wnuczek już dawno nie dostał prezentu, nie czuł w sobie siły młodości. Postanowiła mu pomóc. Tak bowiem robią babcie? nawet Śmierciożerców.
- Posłuchaj, Peter. Wiem doskonale, że chciałbyś przysłużyć się Czarnemu Panu.
- Tak ? potwierdził.
- A czy zwiększona wydajność Śmierciożerców nie będzie korzystna dla Voldemorta?
Peter zawahał się. Nie wszystkie drzwi się otwierają. I jest ku temu przyczyna.
- Nie, nie w każdym przypadku ? powiedział ostatecznie.
- Mówimy o wydajności pozytywnej dla Ciemnej Strony.
Z logiki wynika, że coś, co przynosi korzyści Voldemortowi, powinno go cieszyć.
- No? to tak!
- Cudownie, pomożesz mi podczas obiadu ? uśmiechnęła się i wstała, aby postawić kociołek z wodą na herbatę. ? Ale właściwie, dlaczego chcesz coś zrobić dla Czarnego Pana, wydawało mi się, że pasuje ci rola żałosnego lizodupa.
- A bo... taki mam plan. Muszę się przyznać, że mam dług wdzięczności wobec Pottera. Harry?ego Pottera ? wyjaśnił gorliwie. ? I pomyślałem, że jeśli najpierw powiem coś dobrego, a później coś złego? to plus jeden i minus jeden dają zero!
- Ta ? prychnęła. ? Dwa minusy też powinny dawać plus.
Peter zastanowił się, ale słysząc, że drzwi się uchyliły, wybiegł z pomieszczenia.
Gdyby babcia nie stała tyłem do wejścia, wiedziałaby, że Snape bezczelnie podsłuchiwał. Jak zawsze. Położył swoją podsłuchową szklankę na stole i poprosił o kawę.
Wkrótce zebrali się wszyscy Śmierciożercy. Dwie osoby wydały się Severusowi podejrzane. Obie, naturalnie, nie zdejmowały masek. Należało je śledzić, aby poznać ich tożsamość. Zajął się tym zaraz po śniadaniu.
Starsza pani Lestrange, jak tyko została sama, wezwała znów Petera.
- Co byś chciał dostać?
- Kupę!
Babcia stwierdziła, że nawet jak na Petera to nie jest wyszukane marzenie.
- Co? ? zdziwiła się.
- No, kupę ze złota, no. ? Spojrzał litościwie na babcię.
- Złoto? Kupę złota? ? zgadywała staruszka.
Peter przytaknął.
- Nie to głupi pomysł. Ale mam lepszy, idziemy. Pomożesz mi wszystko spakować.

Podczas obiadu Snape mierzył spojrzeniem Joannę. Ktoś bystry zauważyłby, że sonduje czyjś umysł. Voledmorta bolała jednak głowa i nie miał nastroju na takie błahe sprawy.
- Panie, podobno Ministerstwo chce uniewinnić tego człowieka, który?
- Nie mam dziś czasu na wasze problemy. Zajmij się tym, Lucjuszu ? warknął rozgniewany. ? Idę, niech nikt mi nie przeszkadza.
- Ale, panie, nie tknąłeś nawet ziemniaków ? powiedziała cicho Bella.
Czarny Pan nie zwrócił na nią uwagi.
- Och, później nie będzie ? warknęła rozgniewana. ? Nie będę siedem razy rozkazywała podgrzać jedzenie?! ? zapowietrzyła się i jej twarz poczerwieniała.
Niespodziewanie do pomieszczenia została przelewitowana piramida prezentów. Widać było, że są tam upominki dla więcej niż dziesięciu zebranych, zapewne babcia Lestrange postanowiła obdarować wszystkich przyjaciół swojego wnusia.
- Rudolfku, to dla ciebie ? powiedziała dając mu największą paczkę.
W tym momencie do pokoju wszedł Peter. Ale nie wyglądał normalnie.
Na swoje stare, zielone spodnie miał naciągnięte czerwone skarpety, a do butów przyczepiono białe pompony. Na zwykłą, czarną pelerynę naklejono płatki śniegów, które delikatnie migotały.
- Aha ? podsumował Alex.
- Ho. Ho. Ho ? powiedział bez entuzjazmu Peter. ? Mam dla mas moc prezentów.
- Aha.
Rzeczywiście, wszyscy zostali obdarowani, jednakże tylko Rudolf miał odwagę, aby otworzyć swój prezent przy stole. Podarunek nie okazał się jednak tak dziwaczny, jak się spodziewał. Była to zwykła, czerwona czapka z białym paskiem na czole. Na czubku, który opadał na jego ramiona, znajdowały się białe pompony i małe gwiazdeczki.
Został wyśmiany. Na życzenie żony ubrał czapkę. Został wyśmiany ponownie. Po chwili jednak zdarzyło się, coś dziwnego, więc wyśmiano go trzeci raz. Jego prosty, ładny nos zmieniał się w czerwoną kulkę.
- Rudolf czerwononosy.
Mężczyzna zirytował się i wyszedł do sypialni. Pozostali otworzyli swoje prezenty w prywatnych miejscach.

Bardzo mądrze postąpiła Bella, ponieważ, gdy tylko rozpakowała swój prezent, jej ubranie znikło.
- Pomyliłaś sypialnie! ? warknął, widząc roznegliżowaną żonę.
- Co?! A gdzie powinnam być naga?
- Wszędzie! Znaczy? całkowicie, lecz tylko tutaj! Ale nie?
Bella opadła na łóżko.
- A ty myślisz, że przed kim jeszcze się rozbieram? ? zapytała. Jej głos był zmęczony i wyprany z emocji.
- Znaczy, że? przed nikim?
- Dokładnie.
Spojrzeli na siebie wymownie, Rudolf odpiął kilka guzików swojej szaty.

Severus już wiedział, kto jest szpiegiem. Teraz trzeba się go pozbyć i to tak, aby nikt się nie zorientował. Nawet on nie powinien wiedzieć, że jest martwy. Zbrodnia doskonała.
Udało mu się nawet wykreować plan, zgodnie z którym winnym będzie Peter. Zarzuci mu się zmianę stron, w związku z jego długiem wobec Harry?ego. W tej chwili Snape bardzo cieszył się ze swoich obsesji, aby podsłuchiwać wszystkich. Teraz świadkiem mogła być stara Lestrange.
Postanowił wcielić plan w życie jeszcze tego wieczoru.

Kilka godzin później znajdowali się w salonie pod czujnym okiem Voldemorta. Czarodziej sprawdzał ich umysły. Niczego jednak nie znalazł. Postanowił więc jeszcze raz obejrzeć miejsce zbrodni. Niefortunnie (dzięki zaklęciu Severusa) na drodze stanął mu Peter. W jego umyśle Czarny Pan odnalazł coś niepokojącego.
- Za mną ? warknął na Petera.
Severus gorączkowo myślał, jak wysłać tam babcię, aby Voldemort sam poskładał wszystkie elementy układanki.
- Pani Lestrange, czy wszyscy dostali od pani prezent?
- Od Mikołaja! ? zagrzmiała staruszka. ? Och, och? biedny Tom! Nigdy nie dostał zabawki, a teraz ja o nim zapomniałam! ? roztrzęsiona pobiegła w kierunku Voldemorta.

* * *

Późnym wieczorem Zakon w pełnym składzie obradował. Spotkanie było nagłe, więc członkowie wyglądali bardzo różnie ? począwszy od Tonks (która wyglądała tak źle jak zawsze) skończywszy na Mungu (który przełamał ludzką barierę odoru i niechlujstwa - wyglądał jeszcze gorzej).
- A później Voldemort pozwolił nam odejść ? zakończył opowieść Severus.
- Znaczy? uwierzył w ślub? ? zdziwił się ktoś z tłumu.
Szpiega nie zaskoczyło to, że ta banda dziwaków zwróciła uwagę tylko na tą część opowieści.
- Istotnie.
- Znaczy? uważa, że to prawdopodobne!
- I ma sens!
Zebrani spojrzeli na siebie z nowym entuzjazmem.
- Cudownie! Harry musi wyjść za mąż? czy tam ożenić się! Wszystko jedno. ? Tonks uśmiechała się radośnie. Nie pomyślała, że jeden lubi jak mu spod pachy śmierdzi, a drugi jak mu skrzat różdżkę czyści.
- Jesteście szaleni ? powiedział cicho Mistrz Eliksirów.
- Severusie, to ma sens ? powiedział równie cicho. ? Tylko musimy się dowiedzieć czy chłopiec jest kimś zainteresowany. Nie chcę go unieszczęśliwić.
W oczach Snape?a pojawił się dziki, bardzo dziki, błysk. Uśmiechnął się złowieszczo ? zapanowała cisza. Odsunął krzesło, które głośno zaszurało, a następnie wyszedł z pomieszczenia.

* * *
Severus pomyślał, że może jego prezent od pani Lestrange również ma sens? Może nie jedno życie seksualne zostanie odbudowane.
- Harry Potterze, musimy porozmawiać.
- Tak, profesorze?
- Istotnie. Ja? - spojrzał na chłopca, jakoś inaczej niż zwykle.
Harry zmarszczył brwi i w niezwykłej ciszy, cierpliwie czekał na słowa znienawidzonego nauczyciela. Snape wyglądał nieprzeciętnie. A niecodzienna dziwność nie zwiastowała niczego dobrego.
Usiadł na wskazanym krześle i spojrzał na regał z książkami.
Drgnął, gdy zegar po raz pierwszy wybił północ, zwiastując nadejście kolejnego dnia. Zaczął padać śnieg z deszczem. A co się stało w klasie eliksirów, pozostanie tajemnicą kolejnego dnia.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [TT][HP] Turniej mikołajkowy 2010

Postprzez Jagoda.Pomidora » 07 gru 2010, 02:43

Zgodność z warunkami Turnieju: 0 - 5

Tekst A - 4p. Odjęłam za Dumbledor'a, którego miało nie być.
Tekst B - 4p. Odjęłam za zakochaną Bellę.


Pomysł (oryginalność i sensowność - lub jego braku gdy było to założeniem wyzwania): 0 - 10

Tekst A - 8p. Nie podobał mi się emo miś i pościel w czaszeczki. Ale poza tym pomysł oryginalny i zabawny. Wielki Lord Voldemort wierzący w Mikołaja? Brawo!
Tekst B - 5p. Tekst jest koszmarnie chaotyczny. Zupełnie się w nim gubię. Ma za dużo wątków, jakiś absurdalny pomysł ślubu, którego nie rozumiem. Opisywany z wielu różnych stron, niespójny. I mnóstwo podtekstów seksualnych. Spodziewałam się po temacie lajtowego opowiadania w świątecznym tonie. W tym tekście go nie znalazłam.

Strona techniczna: 0 - 10

Tekst A - 7p. Jakieś drobne błędy interpunkcyjne odnalazłam i kilka powtórzeń.
Tekst B - 3p. Porażka. Liczne literówki, mnóstwo nie logicznych zdań, interpunkcja kuleje.
Ponad to w obu tekstach pojawia się Crucio. Wydaje mi się, że powinno być Crucio. Do autorki tekstu A: klątwa nazywa się Cruciatus, a Crucio, tylko słowa tej klątwy. Tego się chyba nie stosuje wymiennie.

Punkty dodatkowe: 0 - 5

Tekst A - 3p. Za Mikołaja/Snape'a, za rózgę podwójnie XD
Tekst B - 1p. Za babcię Lestrange.

Ocena :
Tekst A - 22p.
Tekst B - 13p.
Avatar użytkownika
Jagoda.Pomidora
Współczesny Niemowlak
Współczesny Niemowlak
 
Posty: 10
Dołączył(a): 27 lis 2010, 20:01

Re: [TT][HP] Turniej mikołajkowy 2010

Postprzez Draconia Maleficia » 08 gru 2010, 22:37

Tekst A
Zgodność z warunkami 4/5
Z wielkim bólem muszę odjąć jeden punkt - za Dumbla:(

Pomysł: 10/10
Ahahahahahahahhahahahahaaaaaaaaaa!!!!! Nie no, Autorko owego tekstu, powaliłas mnie xDDDD ahahahahha, dawno się tak nie uśmiałam xD świetny tekst xF

Strona techniczna: 10/10
Nic mi nie zgrzytnęło.

Punkty dodatkowe 5/5
Za Zabójczą Listę Przebojów, za pościel w czaszeczki, za Crucio na poprawę humoru... Za wszystko! <3 xD


Tekst B
Zgodność z warunkami 5/5
Wszystko ok. Bella co prawda była, ale bardziej chyba zakochana w mężu niż w Voldziu ;p

Pomysł 9/10
Podobało mi się bardzo, jednak szkoda że tekst jest taki jakby... Niedokończony. Poza tym super.

Strona techniczna 9/10
Parę zjedzonych literek i i z trzy literówki.

Punkty dodatkowe 5/5
Za zdania:
Odkryj odbytową radość
,
krwi nie podaje się w brudnym kieliszku?


Podsumowanie:
Tekst A - 29
Tekst B - 28
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: [TT][HP] Turniej mikołajkowy 2010

Postprzez deedee » 17 gru 2010, 20:41

Zgodność z warunkami:
A: 4 (co tam robił Dumbledore?)
B: 5

Pomysł:
A: 9
Tekst podoba mi się bardzo - kreacja Voldemorta przezabawna, do tego dochodzi Mikołaj, który Mikołajem nie jest i rózga, która miała być dla Malfoya... Brawo! Jedyny minus - zakończenie wydało mi się bardzo nagłe, brakuje mi jakiegoś "zamknięcia", byłam pewna, że coś tam jeszcze będzie, a tu napis "koniec".
B: 6
Jest strasznie chaotycznie i w wielu miejscach miałam problem ze zrozumieniem o co chodzi. Trochę tak, jakby kilka oderwanych pomysłów wrzucić do jednego worka, żeby zobaczyć co wyjdzie.

Strona techniczna:
A: 10
Nie zauważyłam błędów, czytało się płynnie.
B: 7
Pojawiły się literówki, niezgrabnie brzmiące zdania, zła odmiana wyrazów przez przypadki.

Punkty dodatkowe:
A: 5
Chciałam wypisać perełki, ale cóż... Za dużo ich :lol: Więc ogólnie za postać Voldemorta i opis jego życia.
B: 3
Za sugerowane snarry, wypowiedzi Snape'a i kieliszki.

Łącznie:
A: 28
B: 21
"Nie wiem nic. Jest wokoło ten rzeczy niepokój, Obrazek
który rzeki przesyca i morza obłoków,
który jest sam przez siebie, a ja ponad którym
jestem jak smutne dziecko przenoszące góry."

Krzysztof Kamil Baczyński; Rzeczy niepokój.
deedee
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 30 mar 2010, 21:05

Re: [TT][HP] Turniej mikołajkowy 2010

Postprzez Puchacz » 07 sty 2011, 18:31

Oficjalne podsumowanie turnieju mikołajkowego:

tekst A "Bo Mikołaj istnieje" Luelle --> 79 punktów
tekst B "Niecodzienny dzień" Puchacz --> 62 punkty


wygrywa Luelle!

gratulacje, życzymy weny do kolejnych tekstów
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05


Powrót do Bitwy - Harry Potter

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron