[BB] [HP/Pszczółka Maja] Chibi vs Aratanooniel

Bitwy zamknięte.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

[BB] [HP/Pszczółka Maja] Chibi vs Aratanooniel

Postprzez Luelle » 25 sie 2009, 16:59

A oto długo oczekiwany pojedynek!
Temat: W HogwartUlu
Fandom: Harry Potter crossover z pszczółka mają.
Gatunek: komedia
Długość: od 3 do 10 stron a4 (czcionka Times New Roman 12)
Termin: 10 sierpnia do północy
Beta: tak




Tekst A


W ulu bezpieczniej
albo
szanuj Wena swego


Dedykowane Przeciwniczce

Do pokoju wpadło dziewczę słodkie i niewinne. Z wyrazem twarzy mówiącym jednoznacznie ?dzisiaj to zrobię? usiadło przy komputerze. Pomyślmy. Jeśli przyjąć, że Maja stała się krwiożerczym potworem? Nie, nie kupią tego... To może by tak... Nie, tak nie! Tak też nie... Posiedziała jeszcze chwilę, w końcu zaczęła stukać w klawisze. Jeśli wziąć za prawdopodobne, że Maja nie stała się ofiarą pająka, człowieka, samochodu, ścierki, kosiarki i ogólnie przeżyła, to musiałaby też dorosnąć, prawda? Autorka uśmiechnęła się złowieszczo i z jeszcze większym entuzjazmem zaczęła męczyć biedną klawiaturę.
***


- Na Merlina!
- Ja mam skrzydełka!
- Mam, mam... czułki?
- Merlinie, Godryku, Merlinie, Godryku...
- Już? Możemy ruszać? - zapytał Dumbledore ze swoim nieodłącznym uśmiechem i błyskiem w oku unosząc się nad nimi. Zaraz! Jakie unosząc? Jakie unosząc? Nie za wiele? Potter poczuł, że za chwilę znów straci przytomność. Ron rozglądał się trochę przestraszony. Czyżby wiedział jakich rozmiarów są tutaj pająki? No dobrze ? nie był trochę przestraszony. Był zdrowo przerażony! Tylko Hermiona wyglądała w miarę spokojnie. Wreszcie, na jej dziwne żółtej twarzy, pojawiło się oburzenie.
- Czy tutaj jest bezpiecznie? Sprawił pan, że staliśmy się owadami? Na dodatek tu jest jakoś zbyt kolorowo! Jak sobie pomyślę ile gatunków nam teraz zagraża! Samych pająków co najmniej kilka na... - jej głos powoli przechodził w mruczenie. Ron zaczął zielenieć na twarzy. Potter zdecydował się jednak zemdleć.

Harry był ostatnio w większym niebezpieczeństwie niż zazwyczaj. Może to i żadna nowość, ale Dyrektor wymyślił kolejny genialny sposób, by go chronić. Miał też nadzieję, że dzięki temu uda mu się znaleźć sposób na pokonanie Voldemorta. Gdy trójka Gryfonów zjawiła się w gabinecie Dyrektora, zwyczajowo nie otrzymali żadnych wyjaśnień.
- Ach! Jesteście! Cudownie, cudownie! Profesor Snape jest z nami tutaj, bo to właśnie on uwarzył odpowiednią miksturę.
- Eliksir? Więc wystarczy eliksir by mnie ochronić? Dlaczego nie mógł zrobić go wcześniej? Dlaczego...
- To bardzo stary sposób, dopiero niedawno udało się nam go odnaleźć. Profesor Snape musiał poświęcić mu wiele czasu.
Dyrektor podał każdemu po szklaneczce pełnej dziwnego, gęstego płynu. Miał kolor psychodelicznej tęczy i wirował w naczyniu.
- Na zdrowie! Tylko lepiej najpierw usiądźcie wygodnie.
Trójka przyjaciół usiadła na specjalnie wyczarowanej, jadowicie fioletowej kanapie. Snape zasiadł majestatycznie w jednym z foteli. Długa czarna szata automatycznie ułożyła się złowieszczo. Dumbledore wyglądał jakby świetnie się bawił, siadając za swoim biurkiem ze szklaneczką w ręku.
- To do dna!

- Harry! Mój chłopcze! Obudź się!
- Wstawaj Potter, bo nam tu jeszcze Weasley zemdleje! Doprawdy! Gryfońska odwaga! Też coś!
- Harry? Harry! Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?

Przenikliwe, zmieszane ze sobą dźwięki pulsowały mu pod czaszką niczym rój pszczół. Otworzył powoli oczy. Nic. Bez zmian. Ciągle jest malutki, ma paski, czułki i skrzydełka. Jego towarzysze także. Czy to jakiś obłęd? Zaraz! Moment! To miała być ochrona. Prawda?
Prawda?!

- Obudził się! Możemy ruszać! - dziarsko ogłosił Albus.
- Panie profesorze? Myślę, że należą się nam jakieś wyjaśnienia odnośnie tej sytuacji...
- Granger! A ja myślę, że skoro Dyrektor uważa, że powinniśmy ruszać, to powinniśmy! O twoich głupich wątpliwościach, możemy porozmawiać w czasie lotu!
- Lotu? Niby jak?
- Weasley nikt nie miałby okazji odgryźć ci głowy, gdybyś czasem jej używał. Widzisz tu gdzieś miotły? Oczywiście, że nie! Jesteś pszczołą! Masz skrzydełka! Widzisz?
- Proszę o wybaczenie, ale nigdy nie byłem pszczołą i nie mam pojęcia jak się lata!
- Muszę przyznać mu rację ? wymamrotała cicho Hermiona. Czuła się pokonana. Jakim cudem żadna Hogwarcka książka nie nauczyła jej jak ma zachowywać się jako pszczoła?

Po krótkim kursie latania wzbili się, w końcu, w powietrze. Dumbledore prowadził. W środku lecieli Harry, Hermiona i, ciągle niepewny swych skrzydełek, Ron. Na końcu znalazł się Mistrz Eliksirów. To zadziwiające, że nawet jako pszczoła przypominał nietoperza. Czarne pasy na jego ciele były znacznie szersze niż te żółte. Wydawało się jednak, że Severus Snape nawet w obecnej sytuacji, nie może być kojarzony z Puchoństwem. Jego skrzydełka, czułki i wszystkie inne części ciała, które u normalnej pszczoły są żółte, miały seledynowy odcień.

***


Dziewczę przestało na chwilę męczyć klawiaturę. Przeczytało ostatni akapit z głupim uśmiechem na ustach. Jakiś natrętny głosik szeptał jej coś do ucha, ale go zignorowała. W końcu przestał szeptać. Wrzasnął: ?Kobieto! Daj sobie spokój z Severusem! Głupia! Piszesz tu pojedynek, czy co tworzysz? Zajmij się jakimiś kwiatkami czy coś!? Wymierzyła sobie mentalny policzek i wróciła do pisania.

***

Po jakimś czasie docenili lot wśród kolorowej dżungli kwiatów i traw. Dyrektor prowadził pewnie. Niepokój mogły jednak wzbudzić dwa fakty. Po pierwsze byli ciągle pszczołami. A po drugie feeria barw, która ich otaczała nie była znajoma. Wyglądała jak dzieło zwariowanego malarza. Albo dziecka. Dwulatka, któremu mama podarowała pierwsze farbki. Gdy słońce miało już chylić się ku zachodowi, Hermionę dopadła niepokojąca myśl. Wszystkie znaki na tym cudownie błękitnym niebie i tej niebezpiecznej ziemi, wskazywały na to, że są w mugolskiej bajce! I to nie w byle jakiej bajce! W Pszczółce Mai!

Swoimi przypuszczeniami podzieliła się z przyjaciółmi dopiero, gdy uzyskała niezbity dowód. Dumbledore prowadził ich do Ula. Do wielkiego bajkowego ula. Do kolorowego ula, z którego, co i rusz, wylatywały pszczoły. Harry miał wielką nadzieję, że Profesor tym razem wie co robi... Tak wielką nadzieję, jaką tylko może mieć mała pszczółka.

To, że nie mają różdżek dotarło do nich, gdy Ron nieopatrznie wleciał w pajęczynę. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie spanikował. Szarpał się i krzyczał coś o złych snach. W końcu wyglądał jak gotowy posiłek dla pająka. Albo jak gąsienica przygotowująca się do metamorfozy w motyla... W pierwszym odruchu przyjaciele próbowali sięgnąć po różdżki by ocalić Rona. To wtedy nastąpiła chwila grozy. Niczym złowieszcze: dum, dum, dum, dum. Tylko, że to nie ta bajka. Bo byli w bajce! W bajce, na Merlina, nie w żadnym horrorze, czy thrillerze! Kilka chwil przed powrotem właściciela pajęczyny z pomocą profesorów udało się uwolnić nieszczęśnika. Od tego czasu przyjaciele musieli trzymać Rona między sobą, bo jego skrępowane pajęczyną skrzydełka nie nadawały się do użytku. Już do końca lotu Snape mruczał z tyłu o pokazie gryfoństwa.

***


Irytujący głosik znów nie daje jej spokoju. Poradziła mu, żeby się odczepił, ale on dalej swoje. Wrzeszczy jej jak głupi do ucha... Krzyczy chyba coś o tym, że, jak go wołała, to teraz ma. Na następny raz niech nie chlipie, że wena nie ma! O! A teraz niech się bierze w garść i posunie akcję do przodu, bo się nudno robi.

***


Gdy Ron zaczął ciążyć im niebezpiecznie w małych rączkach (Hermiona miała pewność, że normalne pszczoły nie mają rączek), dotarli na miejsce. Przy wejściu do ula stały dwie strażniczki, jednak Dumbledore szepnął im coś i bez przeszkód wlecieli do środka.
- Teraz moi drodzy spotkamy się z królową. To dzięki jej uprzejmości, Harry będzie bezpieczny. Zgodziła się bowiem gościć cię tutaj do momentu, aż będziesz gotowy stawić czoła Voldemortowi. Profesor Snape zostanie z tobą i będzie cię uczył. W międzyczasie poszuka również składników do sporządzenia eliksiru, który pomoże nam zniszczyć Toma.
- Pan, profesorze, pan... czy... czy pan żartuje? - Harry wiedział, że Dumbledore chce tylko jego dobra, ale mimo wszystko... zostać ze Snape'm? W ulu? To jakiś głupi pomysł, żart. Bardzo śmieszne, bardzo...
- Nie, Potter. Dyrektor mówi całkiem poważnie, a teraz przyjmij jakiś w miarę inteligentny wyraz twarzy. Weasley! Stwórz chociaż iluzję takiego wyrazu! Wchodzimy!

Wnętrze sali tronowej przypominało pod pewnymi względami pokój Rona w Norze. Też było pomarańczowo. Bardzo. I słodko. Z tym, że u Rona nie było słodko. Na końcu długiej sali dostrzegli królową. Siedziała na żółtym tronie. Hermiona zastanawiała się z jakiego miodu został stworzony. Z lipowego? A może kwiatowego? Gdy byli mniej więcej w połowie sali, królowa uniosła się majestatycznie i podleciała do nich. Uścisnęła serdecznie Dyrektora. Wyglądali na bardzo zaprzyjaźnionych.
- A więc to jest nasz młody bohater, - spojrzała na Harry'ego, a ten zaczął się zastanawiać czy tutaj też jest Wybrańcem. I czy jako pszczoła ciągle ma bliznę. Poczuł łokieć Hermiony między żebrami. Kłaniała się w powietrzu. Poszedł w jej ślady.
- Jesteście głodni? Spragnieni? - nie czekając na odpowiedź, klasnęła w dłonie, a pszczoły zaczęły uwijać się przy stole, przynosząc jedzenie. - Usiądźcie proszę. Jak minęła wam podróż? Widzę, że spotkaliście się z pajęczyną. Urszulko! Pomóż panu.
Pojawiła się kolejna pszczoła i z niezwykłą wprawą zaczęła rozplątywać Rona. Chwilę później siedział już uwolniony i rozglądał się ciekawie po stole. Hmm. Miód, miód, a tam? Tez miód i jeszcze trochę miodu... Uczta, która na początku nie zapowiadała się dobrze, trwała długo. Bo okazało się, że pszczoły lubią miód. I te inne dziwne miodowe rzeczy też. Gdy poprowadzono ich do dziwnych wnęk, pełniących rolę sypialni, nie myśleli o niczym. Dzień pszczoły potrafi być wyczerpujący.

***


- I co zamierzasz teraz zrobić? Obudzą się i co? - Dziewczę po raz kolejny zamarzyło o grzecznej, dobrze ułożonej wenie, z którą pije się popołudniowe herbatki i plotkuje. A w międzyczasie powstają wspaniałe teksty... Niestety nie dana jej była Wena-przyjaciółka, tylko ten świr, który albo się nie odzywa, albo przeszkadza...

***


Następnego dnia Dumbledore, po szybkim pożegnaniu, zniknął zostawiając ich pod opieką Snape'a i królowej pszczół. Snape nie chciał tracić czasu na bzdury i zabrał się za zbieranie składników do swojego eliksiru. Królowa wyznaczyła młodym Gryfonom przewodniczkę po ulu. Wycieczkę zaczęli od odwiedzenia pomieszczenia w którym wykluwały się małe pszczółki. Musieli poświęcić chwilę, ponieważ Hermiona nie mogła się od nich oderwać. Rzucała przy tym jakieś dziwne spojrzenia w kierunku Rona. O ile dla całej trójki zwiedzanie ula było fascynujące, to w sali gdzie produkowano miód musieli zostać na bardzo długą, hermionowatą chwilę. Pszczoła, która ich oprowadzała, nazywała się Malwina. Była bardzo sympatyczna i z cierpliwością odpowiadała na pytania. Zwiedzanie ula, kosztowanie miodu oraz niańczenie małych pszczółek zabrało im większość dnia. Wreszcie wrócili do sali jadalnej. Tam czekał już na nich Snape ze złowieszczą miną. Wstał, a raczej odfrunął, od stołu.
- Potter, za godzinę w moim pokoju ? warknął i odleciał.
- No tak, przecież to nie wakacje ? powiedziała poważnie Hermiona.
- Daj spokój, mógłby chociaż dzisiaj odpuścić ? odparł Ron.
- Ciekawe czego będzie cię uczył Harry, skoro nie mamy różdżek...

- Wstawaj Potter!
Blisko dwie godziny później Harry przekonał się czego może się uczyć bez różdżki. Oklumencja! Czy oni wszyscy powariowali? To jedyne o czym mógł myśleć. Pomińmy fakt, że nie powinien w ogóle myśleć... Nie da mu tej satysfakcji! Skupiając się na liczeniu, ile razy machnął skrzydełkami, próbował uspokoić oddech aż poczuł, że Snape napiera na jego umysł. W następnym momencie nauczyciel uderzył w plaster miodu pełniący rolę ściany.

Kolejnego dnia wybrali się z Malwiną na łąkę, aby i od tej strony zbadać życie pszczół. Dowiedzieli się, które kwiaty są smaczne, które trujące, a które wręcz przeciwnie. Później starali się nauczyć nowa koleżankę zasad gry w Quidditcha. Było to znacznie ułatwione, ponieważ nie musieli używać mioteł. Po obiedzie przekupili odrobiną nektaru muszkę owocówkę, która zgodziła się poudawać znicza. Razem z kilkoma innymi pszczołami rozegrali prowizoryczny mecz.

Następne tygodnie mijały im na podobnych zajęciach. Pomagali pszczołom jak tylko mogli. Hermiona chodziła do salki maluchów, a po pewnym czasie zaczął towarzyszyć jej Ron. Harry czynił postępy w oklumencji, zauważył jednak, że potrafi wyrzucić Snape'a z umysłu tylko gdy liczy ruchy skrzydełek. W końcu po blisko dziewięciu tygodniach pobytu w ulu, Snape ogłosił podczas śniadania, że ukończył eliksir. Tego samego dnia zjawił się Dyrektor. Zaczęli się przygotowywać do opuszczenia bezpiecznego i gościnnego ula.

***

- Wróć! Już nie będę wredna! Wróć! - dziewczę miało dość. Na dodatek on sobie poszedł! Jak mógł, jak? Laptop na kolanach dziewczęcia, wydawał tyle ciepła, co piec kaflowy w najcięższy mróz. Jak dotąd na ekranie nie pojawiło się jeszcze ani pół dobrego zdania. Dziewczę poddało się rozpaczy.
- No dobra! Ale żeby mi to było ostatni raz! - krzyknął wen, wyskakując z szafy.


***

Przestawienie się na poruszane się na nogach było bardziej niż bolesne. Pamiętali jeszcze słowa królowej Mai, która zapewniała ich, że zawsze będą mile widziani w jej ulu. Dyrektor wcisnął wszystkim jakąś bajeczkę na temat tego gdzie się podziewali przez ostatnie dwa miesiące. W końcu Dumbledore wytropił jedno ze spotkań Śmierciożerców. Z małą armią z Zakonu Feniksa pomógł Harry?emu dostać się w pobliże Voldemorta. Gdy rozgorzała walka, Albus zajął Riddle?a pojedynkiem. Harry wykorzystał ten czas, by pod osłoną peleryny niewidki przelewitować flakonik z eliksirem. Trafił nim w tył łysej czaszki. Walnęło zdrowo, a największy Czarny Pan od wieków zniknął w chmurze dymu.

***

- Wiesz chyba za bardzo na mnie dzisiaj działasz ? wymruczało dziewczę, już nie tak niewinnie, jak na początku tej opowieści.
- Kończ, kończ to pisanie. Mrau!


***


Euforia całego społeczeństwa trwała bardzo długo. Pottera uwielbiano niczym bohatera. Zasługi Snape'a też nie przeszły bez echa. Teraz i on mógł zobaczyć jakie to wspaniałe uczucie, czytać w Proroku, o tym co jadło się wczoraj na śniadanie. I, że kawałek pietruszki został między zębami...

Po jakimś czasie postanowili wrócić do ula. Dla Hermiony i Rona był to miesiąc miodowy. Harry i Severus postanowili dać sobie szansę. Dumbledore otwarcie przyznał, że Maja sprawia, że czuje się młody...

***


A Autorka? Postanowiła jednak żyć w zgodzie ze swym wenem... Czekała ją przecież przyszłość nie mniej kolorowa, niż ta którą z pomocą wena wykreowała bohaterom. Taka zwykła autorkowa przyszłość... Do czasu, aż znów będzie miała ochotę wydrapać Mu oczy!

***



Tekst B

W HogwartUlu ? To właśnie dlatego Cię nienawidzę.


Szkoła Magii i Bzykania Hogwart

Lekcja Miodoksirów odbywała się w jednym z najniżej położonych pomieszczeń w HogwartUlu. Było tam zimniej niż w pozostałej części szkoły, a na dodatek wzdłuż ścian stały półki pełne słojów, w których pływały najróżniejsze, marynowane kawałki człekopodobne. Już samo to wystarczyło, żeby dostać gęsiej skórki.
Snape, zaczął od wybzyczenia listy i zatrzymał się przy nazwisku Harry?ego.
- Ach, tak - bzyknął cicho. ? Maja Harry Potter. Nasza nowa znakomitość. - Draco Malfoy i jego przyjaciele parsknęli śmiechem, zakrywając oczy skrzydłami. Snape skończył odbzykiwać nazwiska i spojrzał po klasie. Oczy miał jak większość uczniów szkoły, jednak nie było w nich ani krztyny ciepła. Były to oczy zimne i puste.
- Jesteśmy tutaj, żeby nauczyć się subtelnej, a jednocześnie ścisłej sztuki przyrządzania miodu. ? Rozpoczął swoją mowę niemal szeptem, ale słyszałem każde jego słowo; Snape, podobnie jak McGonagal potrafił utrzymać w klasie ciszę, bez podnoszenia głosu.

***

Może w takim razie powiem w ogóle jak tu trafiłem:
Nigdy nie miałem prawdziwej rodziny, mieszkałem z wujostwem i ich dzieckiem. Pomimo tego, że byli ze mną spokrewnieni, nigdy nie dano mi możliwości odczuć, że jestem częścią ich świata. Nie dość, że zdarzało im się mnie nawet nie karmić, mówiąc, że na to nie zasłużyłem, to zawsze mi pokazywali, że jestem gorszy. Bez przerwy szydzono z mojego sieroctwa. Po tylu latach życia tam przywykłem do tego, a wraz z upływającymi latami zacząłem zauważać, że jestem inny, umiem co innego, a co gorsze - inaczej wyglądam! Wtedy zjawił się gajowy Hagrid i wytłumaczył mi, że najzwyczajniej w świecie, nie byłem karaluchem, tylko pszczołą.

Zabrał mnie do odpowiednich sklepów żebym mógł zakupić wyprawkę do nowej szkoły, która była pełna takich jak ja. Jednak to nie był koniec niespodzianek, dopiero wkroczyłem do świata, który powoli odkrywałem. Miałem wiele pytań i postanowiłem chociaż na parę z nich uzyskać odpowiedź.
- Hagridzie, - delikatnie zacząłem ? to znaczy, że moi rodzice nie zginęli w wypadku stonogobusu?
- Nie ? powiedział pewnie, po czym spojrzał na mnie jak na wariata ? to ty nie wiesz kto zabił twoich rodziców?
- ? - Nic nie odpowiedziałem, jednak mój wzrok zrobił to za mnie.
- Twoi rodzice byli świetnymi pszczołami - mówił zwięźle, ogólnie mam wrażenie, że nie lubił przebierać w słowach. - Zabiła ich jednak wielka, zła pszczoła.
- A jak się nazywała?
- Jej imienia nie wolno wymawiać. - W późniejszym okresie udało mi się jednak wyciągnąć od niego, że mówili na nią Lord Voldemort.
- Hagridzie, a ja na pewno jestem pszczołą, może wam się coś pomyliło?
- Harry, na pewno jesteś i to nawet nie byle jaką, jesteś wyjątkowy. - Zmierzył mnie wzrokiem. - Spójrz na swoją bliznę, widzisz ją? - Spojrzałem na mój zadek, tuż nad żądłem, i kiwnąłem głową. - To właśnie ty, jako małe dziecko, powstrzymałeś Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać. Pokonałeś go, to właśnie Ty jesteś dla nas bohaterem.
- Ja? - Na początku trochę mu nie dowierzałem, że ta mała, zwykła blizna miała być oznaką śmierci tej pszczoły. Na dodatek, ja bohaterem? Ja nic nie wiem o pszczołach, a miałbym być dla nich wzorem? Paranoja, jednak w tym świecie rzeczywiście możliwa.
- Tak, no psssolipka przecież mówię - uśmiechnąłem się. To był dla mnie bardzo pamiętny dzień. Dostałem nawet swoją komarzycę do przenoszenia listów, nazwałem ją Hedwiga.

Nadal niewiele wiedząc, trafiłem na peron z którego odjeżdżał pociąg do Hogwartu. Tam właśnie miałem pierwszą styczność z moim przyjacielem, Guciem Ronem Weasleyem. Miał dużą, wspaniałą rodzinę, a jego czułki, nie wiadomo skąd i po co, były pomarańczowe. Gucio powoli wprowadzał mnie jak wygląda szkoła i ogólnie czego tam się wymaga. Miał tylu starszych braci, absolwentów, lub jeszcze uczniów, więc na pewno wiedział, co mówił. Przerażało mnie to, ja nic nie wiedziałem, a on już opowiadał mi rzeczy, które są tak niewiarygodnie niemożliwe. To właśnie wtedy też dowiedziałem się, że rzeczywiście Hagrid nie przesadzał, mówiąc że moje nazwisko będzie budzić podziw. Wystarczyło, że się przedstawiłem, a ludzie kłaniali mi się w pas lub prosili o autograf. Gdyby nie fakt, że wychowałem się jako osoba niechciana i ukrywana przed światem, pewnie w normalnej sytuacji rodzinnej by mnie to drażniło, jednak stanowiło miłą odmianę od tego, co mnie spotkało. Wreszcie mogłem mieć przyjaciół.

- Gucio, który dom jest najlepszy? ? zapytałem, wcześniej ktoś z pociągu mówił że są cztery. Nadal nie za bardzo wiem o co z tym chodzi, ale kolega z przedziału wyglądał na zorientowanego, - do którego chciałbyś trafić? - zadałem kolejne pytanie, czekając aż skończy jeść tą ohydną, żółtą maź.
- Oczywiście, że Gryffindor, tam trafiają tylko dzielne pszczoły, które jak Lwy żądłami bronią swojej królowej. Po za tym cała moja rodzina tam była, więc i ja pewnie tam trafię. ? Odpowiedział mi cały czas przemlaskując to ohydztwo.
Reszta podróży minęła całkowicie nieciekawie. Rozmawialiśmy, a właściwie to słuchałem monologu, o jakiejś durnej grze na skrzydłach. Nadal nie wiem do końca, co to są te skrzydła.

Dotarliśmy do szkoły. Teraz czekała nas tylko podróż na świetlikach. Wszyscy wokół zachwycali się Ulem, zresztą na mnie też zrobił wrażenie. Rozglądałem się, tu jest tak pięknie, tak inaczej. Nic nie mogłem zrozumieć i to właśnie to na mnie robiło największe wrażenie. Wszyscy nauczyciele mnie obserwowali. Czułem, że właśnie odnalazłem swój dom.

***

Na salę wniesiono jakąś starą czapkę, która miała chyba w planach dać tu koncert, bo zaczęła śpiewać:

Może nie jestem śliczna,
Może i łach ze mnie stary,
Lecz choćbyś świat przeszukał,
Tak mądrej nie znajdziesz tiary.

Dalej nie słuchałem, byłem zbyt przejęty tym, że to właśnie ta szmatka, zadecyduje o mojej przyszłości. Wyrwało mnie jednak z zamyślenia moje imię śpiewane przez tłumy.

Tę pszczółkę, którą tu widzicie zowią Mają.
Wszyscy Maję znają i kochają!
Maja fruwa tu i tam,
Świat swój pokazując nam

Dziś spotka was maleńka, zwinna pszczółka Maja.
Mała, sprytna, rezolutna Maja.
Mała przyjaciółka Maja.
Maju
Baju
Maju, cóż zobaczymy dziś?

- Co oni robią? ? zapytałem Gucia.
- To ty nie wiesz? ? spojrzał na mnie z takim zdziwieniem, a niby skąd ja to mogę wiedzieć? ? Odkąd pokonałeś Vol? - zaczął, ale atak gęsiej skórki mu przerwał. ? Twoje imię musi występować w każdym hymnie, a że nasza szkoła dostała zaszczyt, dalszej twojej edukacji, musi tego przestrzegać. ? Zresztą nieważne, znaczące było to, że nie dawał tu koncertu! Ona miała nas porozdzielać po domach do których pasujemy. Tak bardzo zależało mi żeby trafić do Gryfindoru, że jak ten kapelusz chciał mi wmówić, że jestem urodzonym Ślizgonem, to byłem gotów wstać i zagrozić mu nożyczkami, ale udało się bez przemocy. Poszedłem usiąść przy odpowiednim stole. Po długiej przemowie człowieka zwanego dyrektorem, miałem w planach wziąć się za jedzenie, ale na stole nie było nic jadalnego. Jako że nie chciałem się bardziej w oczy rzucać, postanowiłem dziś już nic nie mówić.

Tuż po obiedzie miałem okazje wpaść na kolegę ze Slytherinu.
- Harry Potter, w Gryfindorze. Jakie to było oczywiste.
- Weź się Malfoy bzyknij w tyłek, ? krzyknął Gucio i chwycił mnie za rękę, nie dając możliwości pogadania z tą specyficzną pszczołą.

Do tej właśnie pory, zdążyłem mniej więcej się tu zaaklimatyzować.

***
- Panie Potter czy raczy mi pan odpowiedzieć chociaż na jedno z licznie zadanych pytań? - Zimny głos przebudził mnie z mych wspomnień.
- Przepraszam profesorze czy mógł by pan powtórzyć, bo jakoś nie mogę się skupić. - Nie wiem czemu, właśnie przez dwadzieścia minut zajęć słuchałem jaki ja to jestem wspaniały. Nie wiem może wyczułem nutkę zazdrości, albo sarkazmu. Właściwie dla mnie zrozumienie aluzji, oznaczało potknięcie się o nią i uderzeniem uchem. Więc nie przeszkadzałem profesorowi kiedy ze mnie szydził. Za to uśmiechałem się niewinnie, jak bym wiedział o co chodzi.
Po lekcji zleciała się do mnie całą masa Gryfonów.
- Harry, Harry to było niesamowite! ? nie widziałem go, ale byłem pewny że to głos Gucia.
- Pokazałeś mu, że ciebie to nie rusza! ? krzyknął ktoś z tłumu.
- Jesteś wspaniały! - wszystkie dziewczyny powiedziały chórkiem.
- Hmm, Potter i jego fanklub. ? Podszedł do mnie Draco. ? Jakie to słodkie.
- Ja tam nic słodkiego w tym nie widzę - odpowiedziałem szczerze, podczepiając się do Malfoya kiedy odchodził.
- A ty co robisz? ? spytał zdziwiony.
- Ratuję swoje czułka, ? zmęczony całym zamieszaniem jeszcze coś bzyknąłem i udałem się na lekcje latania na swoich skrzydełkach.

***

Nasza nauczycielka od używania skrzydeł była starym wybzykaczem. Była bardzo sympatyczna, powoli tłumaczyła mi co to są skrzydła i skąd je mam wziąć. Pomimo tego, że pół godziny kłóciłem się z nią, że nie mam takiego czegoś na plecach jak reszta. Nie dawała za wygraną i udowadniała mi że jednak posiadam. W takim razie, co jest we mnie wyjątkowego? Wyglądam nawet bardziej pospolicie od Gucia, który ma rude czułka. Mnie wyróżniała jedynie blizna na tyłku.

Nie do końca świadomy z jakiego powodu, pofrunąłem do góry żeby coś złapać, czyżbym zaczynał odczuwać instynkt bohatera? Moja próba użycia domniemanych skrzydeł skończyła się wielkim sukcesem i właśnie tak zostałem szukającym zespołu Lwich Żądeł. Hmm, zaczynam się przyzwyczajać do piorunującego wzroku zazdrosnych kolegów i niezrozumiałych westchnień dziewczyn.

***

Pierwsze dwa lata szkoły zeszły mi niesamowicie spokojnie, co roku pokazywałem się z bohaterskiej strony. Ratując coś lub kogoś. Rozwijała się także moja Ślizgońska natura. Coraz częściej korzystałem z pomocy bliźniaków, by odstraszyć tłum wielbicielek wpadających oknami. Teraz, gdy kończą się wakacje, a ja mam okazję podjąć naukę przedmiotu, z którym wiążę swoją przyszłość, postanowiłem wziąć się w garść i zacząć uczciwie pracować. Sporo rozproszyła mnie jednak ucieczka z więzienia Syriusza Blacka, a jeszcze bardziej jego uniewinnienie. Właściwie, to teraz prawnie powinienem być pod jego opieką, ale jego instynkt macierzyński jest równie dobrze rozwinięty jak u Snape'a, więc nie miałem okazji go jeszcze spotkać.

Moje wewnętrzne oko w te wakacje cały czas dostrzegało że coś mnie prześladuje. Na dodatek na samym początku moich ulubionych zajęć z wróżbiarstwa, wywróżono mi śmierć w męczarniach, przez to, że moje fusy miały kształt szczura. Teraz wiem, że moja nauczycielka od tego przedmiotu to wariatka, nie znała się na manierach i palcem grzebała w cudzej filiżance. Potem przyniosła mi kule, wymachiwała rękami i powiedziała że na pewno umrę. Czyżby moje życie miało być tak krótkie, jak czas spędzany nad książką do eliksirów? Po tym przemyśleniu doszedłem do wniosku, że to nie możliwe, bo nie da się żyć na minusie.

Pomimo wielkich nadziei jakie kierowałem do tego przedmiotu musiałem się wypisać. Słuchanie codziennie innej wersji mojej śmierci, źle działało mi na cerę.
W połowie drugiego semestru, okazało się, że źle zrobiłem nie kontynuując nauki wróżenia. Moje wewnętrzne oko nie kłamało. Mój wspaniały ojciec chrzestny postanowił mnie doglądać w postaci szczura - po prostu fantastycznie! Jednak jego instynkt macierzyński podniósł się w moich oczach do poziomu wuja Vernona. Krzywda mi się działa, a on to obserwował. Jednak dosyć szybko dostałem nauczkę. On jest straszny! Wolałem jak się nie ujawniał, teraz miałem nad głową nie dość że czarodziejski świat to jeszcze, ojca histeryka.
- Harry, ale czy na pewno się nie skaleczyłeś? ? zaczął panikować.
- Nie, wszystko w porządku.
- W takim razie wyglądasz na głodnego - nadal jęczał.
- Nie ? powoli zaczynam się frustrować.
- A może jednak coś ci jest?
- Na pewno nie - powiedziałem po czym wyfrunąłem oknem. Prześladował mnie wszędzie, ale miałem co do niego plany, więc starałem się być umiarkowanie sympatyczny.

***

- Widzisz, Harry, zamiana w animaga to nie taka prosta rzecz. ? Jest! Udało mi się namówić Syriusza by dał mi lekcję, jednak tak jak się spodziewałem najpierw paro godzinny wykład. - Pomimo tego, że jesteś wyjątkowy, nie od razu możesz się zamienić, może to trwać dni, tygodnie, a nawet lata, potrzebna jest cierpliwość. ? Taka cierpliwość jaką miałem mieszkając jedenaście lat z wujostwem? Pomimo tego co wam się wydaję, nie jestem rozpieszczony. Choć świadomość, że cały czarodziejski świat na tobie polega podnosi mnie na duchu. A na dodatek nowo zawarta przyjaźń z Malfoyem, też nauczyła mnie paru cennych rzeczy.
- Kochaj tylko siebie, bo tylko ty jesteś idealny.
- Patrz tylko w lustro, bo tyko tam jest piękno.
Odkąd te dwa punkty stały się moim priorytetem życiowym, zauważyłem milknące zainteresowanie mną, można powiedzieć, że nawet liczba przyjaciół zubożała. Malfoy to bardzo cenny kolega, wystarczy się z nim raz publicznie pokazać, a następnego dnia ludzie mnie unikają. Przynajmniej parę dni spokoju, szkoda tylko, że potem wracają z podwójną siłą.
- Syriuszu w takim razie wystarczy, że się skupię i pomyślę słowo animag. - W tym momencie znów przegrałam. Dostałem godzinny wykład jak ważne jest przygotowanie psychiczne i fizyczne. Potem mogłem przejść do działania. Skupiam się i myślę, Skupiam się i myślę. Moje żądło powoli znika na jego miejscu klarują się dwa zaokrąglone półdupki. Moje ręce się wydłużają i? i widzę palce. Na mojej głowie ukazuje się owłosienie, a czułka zmieniają się w dwa haczyki ? będę wieszakiem! Jednaka nie, na mojej twarzy pojawia się okrągły głaz z dwoma dziurkami, a obok trzeci otwór, czyżbym został kulą do kręgli? Znów moja intuicja zawodzi ja jestem? jestem czło? szympansem?

Wszelka zbieżność nazwisk oraz postaci jest przypadkowa.

***

- I widzisz Severusie to właśnie tak mała pszczółka Maja Harry Potter zapoczątkowała ród czarodziei homo sapiens. ? Młoda kobieta zamknęła książkę i odłożyła ją na półkę.

Severus w tym czasie siedział na lekcji eliksirów siódmego roku. Potrząsnął głową żeby pozbyć się okropnego koszmaru, który nękał go od szóstego roku życia.

- Potter, minus piętnaście punktów ? krzyknął na całą salę.
- Za co?
- Kolejne piętnaście za głupie pytania - po chwili dodał też szeptem żeby nikt go nie usłyszał. ? Twoje nazwisko sknociło mi całe dzieciństwo, ale moje sknoci całe twoje życie! Potter, podejdź tu.
- Tak profesorze? ? zapytał pokornie zbliżając się do biurka w oczekiwaniu na wynik testu.
- Oblałeś!
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [BB] [HP/Pszczółka Maja] Chibi vs Aratanooniel

Postprzez behemot7 » 25 sie 2009, 20:04

Dobra, uprzedzam, że będę marudzić i to ostro.

Zgodność z zasadami:
Tekst A - 5 p.
Tekst B - 5 p.
Nic ciekawego tutaj powiedzieć nie mogę, Maja była, długość była, komedia, a przynajmniej w zamierzeniu, była.

Pomysł:
Tekst A - 4 p.
Pomysł był oparty częściowo na tym, że Autorka razem z Wenem pojawiają się jako jedni z narratorów. Nie przepadam za tym, to raczej tak, jak pisarz pisze książkę o pisarzu, który jest w niemocy twórczej. Czasami te włączenie Autorki do świata przedstawionego czy wrzucenie jej dygresji ma sens, jest zabawne i dobrze wykorzystane. Tutaj nie było. Autorka kłóciła się z Wenem itd, ale też krytykowała swoje dzieło w miarę pisania, a czytelnik robił to razem z nią, bo się zupełnie (przynajmniej w moim przypadku) z tym wszystkim zgadzał. Te wtrącenia oficjalnie pewnie miały nadać smaczku, ale tu wręcz wyłazi ich prawdziwe znaczenie, to co chciała przekazać Autorka to "Nie bijcie, ja wiem jak to wygląda, no Wena nie miałam". No i nie miałaś, proces twórczy obejrzeliśmy, przykro.
Sam, że tak powiem, główny pomysł też nie był najlepszy. Wrzuciło się ich wszytskich do ula z jakiegoś tam powodu, mniejsza jakiego, były pszczoły, był miód, królowa Maja (ona chyba nie była żadną królową, nie?), zadanie wykonane. Ale tu mogłaś coś wymyślić, naprawdę, zwiedzanie ula, poznawanie roślinek?
Tekst B - 6 p.
Czemu więcej? Przekształcenie chyba całego świata HP na pszczółkowy wyglądało jakoś lepiej, dawało miejsce na zabawę słowem, nazwami. Dowcip może prosty, ale był. Poza tym dość sympatyczna końcówka z bajką, która była koszmarem dzieciństwa. Chociaż i tu, i tu był Severus? Niezbyt logiczne.
W ogóle, tak do obu tekstów, mogło być krócej. Rozciągnęłyście te teksty, a pomysłów za bardzo nie miałyście i zapełniałyście je jakimiś dziwnymi... rzeczami.

Strona techniczna:
Tekst A - 6 p.
Tekst B - 4p.
A był napisany lepiej pod względem warsztatowym, stylistycznym, widać, że ktoś tu już coś pisał. Od B natomiast zalatywało miejscami takim szkolnym stylem i brakiem doświadczenia. Zwłaszcza jak dochodziło do opisów. W obu były błędy i to naprawdę widoczne.

Punkty dodatkowe:
Tekst A - 2 p.
Tekst B - 2 p.
W jednym mnie użarła nuda i brak pomysłu, w drugim kiepski styl. Nie wiem, który jest lepszy, macie po równo.
Mimo wszystko jednak gratuluję, bo porwałyście się na pojedynek z bardzo specyficznym tematem i dobrze, że coś jednak coś w miarę jadalnego z siebie wydusiłyście.

Sumując:
Tekst A - 17 p.
Tekst B - 17 p.
Dean: Bitch.
Sam: W?what are you calling me a bitch for?
Dean: You're supposed to say ?jerk?.
Sam: What?
Dean: Never mind.

lj
Avatar użytkownika
behemot7
Pozytywista Z Monoklem
Pozytywista Z Monoklem
 
Posty: 41
Dołączył(a): 25 lut 2008, 00:23

Re: [BB] [HP/Pszczółka Maja] Chibi vs Aratanooniel

Postprzez Puchacz » 25 sie 2009, 21:49

Zgodność z warunkami pojedynku
Tekst A - 5
Tekst B - 5
Oba teksty spełniają warunku pojedynku.

Pomysł (oryginalność i sensowność - lub jego braku gdy było to założeniem wyzwania)
Tekst A ? 5
Początek bardzo zachęcający, później już się robiło zbyt nudno, zapanowała sielanka. Pomysł, że eliksir przeniósł ich do świata Mai nie jest odkrywczy. Ale proste sposoby są często bardzo dobre. Wplotłaś w to severitus, kocham takie wątki. Tu jednak nie jest porywczy, równie dobrze mogłoby go nie być. Niestety.
Nie pasuje mi Maja, jako królowa, bo przecież ona chciała być wolna. Wolna, jak Zgredek.
Łatwo poszło zabicie Voldemorta. Przyszedł żywy, uciekł martwy. To mi się nie podoba, tak samo jak powrót do Hogwartu. Okropne. Zakończenie jest serio ? miodzio.

Tekst B - 7
Tu pomysł również nie jest odkrywczy, lecz ponownie prosty sposób okazał się bardzo dobry. Wydawało mi się, że miało to być połączenie z pszczółką Mają, a tu jeszcze brzydkie kaczątko nam się wylęgło ? ??najzwyczajniej w świecie, nie byłem karaluchem, tylko pszczołą.? Początek obiecujący, środek nudny, koncówka przeciętna. Ale! Ale przed tą końcówką jest dobry żart, tak pomysł z szympansem całkiem ciekawy. Chociaż ja to myślę, że człowiek pochodzi od świni? ale mniejsza o to.
Pomysł był, wykorzystany tak, jak się dało.

Strona techniczna
Tekst A - 7
Dużo słów zostało niepotrzebnie zapisanych z dużej litery np. ?dyrektor? nie jest nazwą własną. Tak samo ?ul?. I na zakończenie tego samego typu byczek ? ?mu? z małej! Błędy są.

Tekst B - 5
Kwestia płci jest bardzo zamieszana, są pszczoły czy pszczoły, jako odpowiedniki ludzi? Tak czy inaczej pojawiają się błędy typu ?jej imienia?, a później ?pokonałeś go?.
?Wystarczyło, że się przedstawiłem, a ludzie kłaniali mi się w pas lub prosili o autograf.? Ludzie? ? Raz zwracają się do niego Harry, a raz Maja. Ron jest metamorfopszczołą? Raz ma pomarańczowe, a raz rude czułki? Błędy!


Punkty dodatkowe
Tekst A - 1
?Pomińmy fakt, że nie powinien w ogóle myśleć... Nie da mu tej satysfakcji!? Na złość Snape?owi będę myślał. Ech, te dzisiejsze pszczoły. Podobał mi się pomysł z meczem i wenem szalejącym na laptopie. Zwłaszcza to, że niektórzy mają normalnego, a innym trafia się świr.

Tekst B - 4
Mój kręgosłup moralny zniknął. ?Szkoła Magii i Bzykania Hogwart.? ?Nasza nauczycielka od używania skrzydeł była starym wybzykaczem.? "Weź się Malfoy bzyknij w tyłek?. Podteksty, a zwłaszcza ostatni autogwałt ? miodzio. I na koniec, czy będę wieszakiem?

TEKST A ? 19 punktów
TEKST B ? 21 punktów
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [BB] [HP/Pszczółka Maja] Chibi vs Aratanooniel

Postprzez morgan » 26 sie 2009, 16:37

3. Ocena.
- Zgodność z warunkami pojedynku: 0 - 5
- Pomysł (oryginalność i sensowność - lub jego braku gdy było to założeniem wyzwania): 0 - 10 - z uzasadnieniem (np. pomysł bardzo oryginalny albo pomysł oryginalny, ale głupi, coś takiego jest niemożliwe...)
- Strona techniczna: 0 - 10 (styl, błędy - niezależnie od tego czy była beta czy nie, to autor jest odpowiedzialny za to, co pojawia się na forum!)
- Punkty dodatkowe: 0 - 5 (najbardziej subiektywny element, ale w końcu nic na to nie poradzimy, że coś nam się podoba a coś nie, prawda? Ale też z uzasadnieniem: np. za jakieś wyjątkowo ciekawe porównanie, doskonały dowcip, itd.)


Zgodność z warunkami pojedynku:
Tekst A - 5 pkt
Tekst B - 5 pkt.
Jak inaczej miałabym to ocenić? Komedia - jest. Crossover - jest.
Pomysł (oryginalność i sensowność - lub brak, gdy było to założeniem wyzwania):
Tekst A - 8 pkt
Pomysł bardzo fajny, wprowadzenie komentarzy odautorskich także. Jednak, w jakiś sposób, wydało mi się to irracjonalne. Ale czego można się spodziewać po crossoverze z Pszczółką Mają?
Tekst B - 9 pkt
Wszystko ładnie współgrało, pomysł świetny.
Strona techniczna:
Tekst A - 6 pkt
Pomimo pracy bety, znalazłam parę błędów. Muszę zacytować: "niezależnie od tego czy była beta czy nie, to autor jest odpowiedzialny za to, co pojawia się na forum!". W wielu miejscach akcja nie trzymała się kupy, nie wiedziałam, na co zwrócić uwagę. Dodatkowo, skakałaś w czasie, tu sobie przypomniałaś coś, tam poleciałaś w przyszłość... Przydałoby się to albo zaznaczyć dokładniej, albo ułożyć w kolejności występowania.
Tekst B - 5 pkt
DUŻO, DUŻO, DUŻO BŁĘDÓW! Praktycznie brak przecinków przed "że", irracjonalnie jednak były stawiane w miejscach, gdzie człowiek zazwyczaj łapie oddech, by czytać dalej (a być ich nie powinno). Nie odejmę więcej punktów tylko z tego faktu, iż tekst jest bardzo spójny, wszystko gra i nawet śpiewa. Ba! Przyjemnie się czytało.
Punkty dodatkowe:
I tu, niestety, trochę będę wredna. Z góry rzepraszam za subiektywność.
Tekst A - 2,5 pkt
Miała być komedia. Okej, w pewnych momentach irracjonalność pomysłu przywoływała na moją twarz coś na podobieństwo uśmiechu. Zaraz jednak znikał, gdy przeczytałam kolejne fragmenty. Daję te dwa punkty za końcówkę. Najbardziej rozśmieszył mnie pomysł ze snarry. Chociaż, tak naprawdę, nie mam pojęcia, jak to się tam znalazło i po jasnego gwinta. Cóż - śmieszny wycinek jest. Połówkę daję za postać Dumbledore'a. Wszystko, co powiedział i zrobił jest całkowicie możliwe. W końcu, drań jest/był nieprzewidywalny i taki pozostanie. Poza tym wszystkim, tekst A był nudny i nie mam pojęcia, jak przez niego przebrnęłam w ogóle.
Tekst B - 3,5 pkt
Po pierwsze, odebrałam punkt za błędy. Jako beta, nie mogę ich znieść i bardziej skupiam się na myśli o cytowaniu błędów niż na pracy. Kolejne pół za postać Syriusza - tak, jestem subiektywna (ostrzegałam). Jest jedną z moich ulubionych osób i nie pozwalam tak go traktować. *mruga kokieteryjnie *
Muszę jednak przyznać, iż wszelkie sformułowania typu "bzyknąć" sprawiały, że gęba mi się sama śmiała. Nie rozumiem ostatniego fragmentu, Seva odbierającego punkty. Nie mam pojęcia, po co to tam wcisnęłaś, obeszłabym się bez tego.
Podsumowując:
Tekst A - 21,5
Tekst B - 22,5
Gadające głowy
Zanim dodacie temat, przeczytajcie: slash i f-f.
Avatar użytkownika
morgan
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 396
Dołączył(a): 12 maja 2009, 22:59
Lokalizacja: z podświadomości

Re: [BB] [HP/Pszczółka Maja] Chibi vs Aratanooniel

Postprzez Luelle » 01 wrz 2009, 22:20

Oficjalnie rozstrzygnięcie pojedynku Chibi vs Aratanooniel.

Tekst A (Aratanooniel), w sumie zdobył 57,5 punktów.
Tekst B (Chibi), w sumie zdobył 60,5 punktów.


Important Info:
wygrała
Chibi, uzyskując wynik 60,5 pkt.



Gratulujemy obu uczestniczkom pojedynku!
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14


Powrót do Bitwy - Harry Potter

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron