[BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Bitwy zamknięte.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

[BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Luelle » 16 paź 2009, 19:11

Temat: W polu pszenicy, w poszukiwaniu szczęścia.
Opis: Remus Lupin i Syriusz Black spędzają razem wakacje na wsi u rodziców Remusa. Niespodziewanie, pomiędzy nimi zaczyna coś się dziać.
Wymagane: Ciepła atmosfera, kanoniczność postaci (w sensie, charakterów).
Nie chcemy: Reszty Huncwotów, wieku młodych mężczyzn niższego niż 16 lat.
Termin: 5. września 2009r.
Beta: tak


Tekst A


Moja gwiazda.



Kiedy byłem w szóstej klasie, zaczęły się walki? Było to jakieś trzydzieści lat temu. W moich czasach, wojna była czymś codziennym. Krwawe mordy, gwałty ? wszystko to wydawało się tak straszne, że aż ludzie stawali się obojętni na krzywdy innych. Pośród powszechnie panującego w mieście strachu nie można było odpocząć. Moi rodzice zaś mieszkali na wsi, dawali mi więc możliwość odstresowania, spojrzenia na świat od innej strony. To oni nauczyli mnie pokory, a także pokazali jak ?myśleć, nim się zadziała?.
W połowie szóstej klasy, jak mówiłem, rozpoczęła się regularna wojna. To wtedy mój przyjaciel, Syriusz Black, odmówił swojej rodzinie wzięcia w niej udziału. Przystąpił do ?jasnej? strony, ferie spędził u jakiegoś kolegi, a wakacje u mnie. Pamiętam, jakby to było wczoraj?

~**~
(...) Zielono mi i spokojnie,
zielono mi,
bo dłonie masz jak konwalie.
Noc pachnie nam
jak ten młody las,
popielatej pełen mgły,
a w ciszy leśnej
tylko ja i ty...

Szesnastoletni chłopiec o bladej, nieopalonej jeszcze twarzy siedział na kocu w ogrodzie, delektując się pierwszymi letnimi promieniami słońca. Oczy miał skierowane na drobny tekst starej, używanej już książki. Cienkie palce przewracały kartki z wielką delikatnością, jakby stronice były zrobione z pyłu, który rozpadnie się przy mocniejszym dotknięciu. Szaroblond włosy oraz ciemne ubrania kontrastowały z uwydatniającymi się wokół kolorami tęczy: jaskrawą zielenią trawy, krwistą czerwienią róż, błękitnym niebem?
Las, otaczający rodzinną posiadłość, skrywał wiele tajemnic. Podczas pełni księżyca słychać było dochodzące z niego krzyki rozpaczy i strachu. W normalny dzień jednak, okalała go cisza tak głęboka, że budziła strach mieszkańców niedalekiej wsi.
Nagle pośród leśnego poszycia dało się słyszeć odgłos łamanej gałązki. Wyczulony słuch młodego mężczyzny od razu go wychwycił, kierując jednocześnie wzrok w stronę źródła dźwięku.
Opierając jedną rękę na drzewie i słaniając się na nogach, w wyjściu z kniei stał czarnowłosy człowiek. Jego ubranie było w strzępach, a na odsłoniętych partiach ciała widniały ślady krwi. Mimo bólu, jaki musiał odczuwać, na twarzy chłopca ukazał się promienny, zawadiacki uśmiech.
- Remi - rzekł spokojnie. ? Nie przywitasz starego kumpla?
W mgnieniu oka, niczym letni wiatr hulający po polach, pojawiający się i znikający w milisekundach, szarowłosy trzymał go w ramionach. W mocnym uścisku czaiło się wiele radości, ale również subtelności.
- Syriuszu, co się stało? ? zapytał, nie próbując nawet ukrywać zdenerwowania. ? Nie, nic nie mów. Opowiesz wszystko później.
Zaprowadził gościa, który ? chwiejąc się ? ledwo powłóczył nogami, do domu. Remus posadził go w miękkim fotelu, a sam poszedł po leki i bandaże. Kiedy wrócił po chwili, w pokoju zastał swoich rodziców rozmawiających z Blackiem.
- Nic ci nie będzie ? rzekła spokojnie jego matka, tuląc ciemnowłosego do piersi. ? Zostań u nas, ile tylko chcesz.
I został.

Nie minęły nawet trzy tygodnie, a Syriusz Black został przyjęty do rodziny Lupinów jako drugi syn. Chadzał na ryby z panem Russelem, pomagał w kuchni pani Julii, nawet bawił się w chowanego z młodszą siostrą Remusa, Curry. Jednak to nie z nimi spędzał cały wolny czas. Uwielbiał siedzieć i patrzeć, jak jego przyjaciel czytał książki, sporządzał eliksiry w piwnicy, albo chodził na spacery z psem. Był jego nieodłącznym towarzyszem, niczym cień podążający za ruchem słońca.
Remus nie mówił dużo. Najczęściej uśmiechał się do niego delikatnie, słuchając paplaniny Syriusza. Kiedy miał dobry humor ? nucił jakąś melodię, gdy zaś zły ? kładł się w pokoju na kanapie i patrzył w sufit. Wszystkie te normalnie czynności były dla Blacka czymś fascynującym. Przyglądał się mimice jego twarzy z zainteresowaniem, był zdziwiony, że ktoś tak delikatny może jeszcze istnieć w świecie pogrążonym w wojnie.

Pewnego deszczowego dnia, w połowie sierpnia, szarowłosy Gryfon wyciągnął fajkę swojego ojca i usiadł przy oknie. Zapalił ją i, spoglądając w niebo, wypuszczał kłęby szarego dymu w milczeniu. Syriusz przysiadł się do niego już po chwili.
- Remi? - chciał dotknąć tych bladych dłoni, które trzymały drewno. Na myśl przywodziły mu konwalie z doniczek w jego starym pokoju. Pani Black uwielbiała te kwiaty i kazała sadzić je wszędzie.
Oczy koloru zachmurzonego nieba skierowały się w jego stronę. Widać w nich było niepokój, także strach.
- To pojutrze ? rzekł tylko.
- Będę z tobą.
Przytulił go delikatnie.
I był.

A pogoda rozśpiewana,
a na chmurze bal do rana,
gada woda i sitowie,
że my mamy się ku sobie.
(...) bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w czasie złym?

- Och, Remi, chodź ze mną! ? Black uśmiechał się szeroko.
- Nie, gwiazdko, nigdzie nie idę. ? Zanim Lupin schował twarz za książką, przyjaciel zauważył wypływający na jego policzki rumieniec.
- Co ci szkodzi? Wiejskie ?potupaje? są fajne!
Na złość koledze, wyrwał mu książkę i odrzucił ją na biurko. Podszedł do niego, siedzącego na łóżku i przyklęknął obok. Próbował nawet spojrzeć mu w oczy, lecz ten odwrócił wzrok, udając, że zainteresowały go plakaty wiszące na ścianie od dobrych paru lat.
- Nigdy na żadnej nie byłeś ? odmruknął w końcu Remus.
- Ty też nie, o dziwo! No, chodź ze mną, dobrze się pobawimy!
Gdyby był teraz w postaci psa, na pewno merdałby ogonem. Był tak podekscytowany, że nie mógł przestać się uśmiechać. Próbował namówić go na tę zabawę już od tygodnia, lecz ten nie chciał się zgodzić. Lupin w głębi serca jednak wiedział, że i tak to zrobi, tylko się z nim droczył. Nie mógł mu pozwolić na tak łatwe zwycięstwo. Zawsze mu na wszystko pozwalał, choćby nie wiadomo jak zwariowanym pomysłem by się nie okazało.
- A co ja za to będę miał? Ty poderwiesz jakąś dziewkę, zabierzesz ją do stodoły? - uśmiechnął się aluzyjnie niebieskooki.
- Nikogo nie?! ? zaczął zaprzeczać jego towarzysz, lecz ten mu przerwał.
- Albo się spijesz tanim, mugolskim winem i ZNOWU będę musiał nieść cię do domu? - Ledwo powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem na widok miny Syriusza. Przygryzł wargę, by nie okazać rozbawienia: czarnowłosy wyglądał jak zbity pies.
- To była twoja wina ? odpowiedział naburmuszonym tonem. Jednocześnie, zrobił szczenięce, słodkie oczka (trik, który zawsze działał na jego ?brata?). ? Dałeś mi butelkę na urodziny i myślałeś, że wytrwa do następnego roku! To absurd! No? Remi! Możesz pójść ze mną, żeby mnie przypilnować?
- Och, no dobrze.
Młodzieniec ledwo skończył zdanie, a brunet już skakał z radości po pokoju. W euforii złapał przyjaciela za boki i podniósł do góry, okręcając się dookoła. Nie do wiary, że był taki lekki, taki drobny, taki? Śmiał się w głos, lecz zaraz przestał, bo Lupin zesztywniał w jego objęciu. Natychmiast postawił go na nogach, jednocześnie z zakłopotaniem drapiąc się po głowie.
- Wybacz, poniosło mnie. ? Uśmiechnął się przepraszająco. ? To? to ja? um? To ja idę się przebrać i wychodzimy za pół godziny, bo będzie się ściemniać i?
- Yhy ? czerwony jak burak chłopak tylko kiwnął głową.
Nawet nie zauważył, że Blacka już nie było w pokoju. Nie do wiary, że dał się na to namówić. Nie lubił wiejskich zabaw, nie lubił tańczyć, nie lubił, kiedy wokół jest dużo ludzi, nie lubił hałasu, nie lubił? Cóż, większości rzeczy, które robi się na potańcówkach. Ale JEGO lubił. I czuł się z tym strasznie. Wiedział, że coś się między nimi dzieje, coś, co nigdy stać się nie powinno. Pomimo tego, był tak strasznie szczęśliwy. Chyba pierwszy raz od piątego roku życia, kiedy to w nocy spacerował sam po lesie w czasie pełni.

Wiedział, iż tak to się skończy. Było późno w nocy, a oni ciągle sterczeli w środku potańcówki. Wszyscy wokół bawili się, rozmawiali oraz pląsali w rytm orkiestry, lecz przede wszystkim: pili. I, jak można się było domyślić, Syriusz za dużo korzystał ze wszystkich tych dogodności. Teraz siedział z jednym ramieniem przerzuconym przez ramię Remusa i chwiał się, próbując nie spaść z krzesła.
- Remi ? wyszeptał w końcu, muskając nabrzmiałymi od pocałunków ustami policzek młodego mężczyzny.
Ten gest był tak osobisty, że serce niebieskookiego zabiło mocniej.
- Chodźmy do ciebie? - znowu użył tego gardłowego tonu, wzbudzając w nim dreszcze.
Powoli ręka czarnookiego znalazła drogę do bladej dłoni. Zdołała ją jednak tylko musnąć, bo przerażony chłopak wstał nagle, zwalając jednocześnie pijanego kolegę na podłogę.
- Za dużo wypiłeś. Chodź, zaprowadzę cię do domu. ? Pomógł mu wstać i z nadzwyczajną dla tak drobnego ciała siłą, pociągnął do wyjścia.
Nie odezwali się w czasie drogi nawet słowem. Mimo tego, jeden od drugiego mógł wyczuć wzrastające napięcie.
- Proszę, nie do domu ? rzekł w końcu z rozbawieniem Łapa, przerywając ciszę. ? Twoja mama znowu się będzie ze mnie śmiać?
- Na Merlina? No dobrze, pójdziemy do stodoły. ? Lunatyk westchnął przeciągle.
Nie mógł złapać oddechu, był zdenerwowany całą tą krępującą sytuacją. A jeżeli wieśniacy coś pomyślą? Od razu pójdą do jego rodziców! Przecież między nimi NIC nie było! NIC a NIC! Czuł jednak, że sam siebie oszukuje.
Syriusz zdołał dotrzeć na miejsce. Po drodze trochę wytrzeźwiał i już odczuwał skutki wypitego alkoholu w postaci nadchodzącego bólu głowy. Nie zamierzał jednak marnować tak dogodnej sytuacji i udawał, iż ciągle nie panuje nad swoimi ruchami. Rzuciwszy się plecami w stóg siada, ?niechcący? pociągnął drugiego Gryfona za sobą. Ten najpierw był zbyt zszokowany, by zrobić cokolwiek, ale gdy tylko zdał sobie sprawę, że leży na nim Syriusz, spróbował się wydostać. Nie wiedział czemu nie potrafił ? był przecież silniejszy. Nogi miał jak z kamienia, serce z wysiłku (?Z wysiłku?? Jakiego ?wysiłku??) biło mu niczym młot, nie mógł oddychać. Z bezsilnością spojrzał w twarz Łapy wiszącej nad jego.
- Remi?
W czarnych oczach tliła się czułość i Remus, pomimo ciemności, mógł ją zobaczyć. Nie było w nich ani grama pijaństwa, lecz trzeźwy umysł. ?Udawał!? ? pomyślał.
Nim zdołał wysnuć cokolwiek więcej, poczuł miękkie usta na swoich. Z zaskoczenia, otworzył je i od razu wdarł się do nich język. Z uczuciem penetrował wnętrze, rozpalając ogień w nich obu. Chłodne dłonie wdarły się nagle pod koszulkę. Lupinowi zdawało się, że zostawiają ślady na jego gorącej skórze.
- Remi, och, Remi? - mruczał ze zniecierpliwieniem Syriusz. ? Tak bardzo chciałem? tak bardzo!
Po tych słowach, Lunatyk odzyskał kontrolę nad swoim ciałem. I, o dziwo, zamiast odepchnąć to drugie, złapał twarz kochanka i przyciągnął ją bliżej. Zdołał też wyszeptać jakieś słowa, których potem nie pamiętał. Słowa nie miały znaczenia. Nic nie miało teraz znaczenia dla żadnego z nich.
Ważni byli tylko oni.


~**~

Zielono mi, szmaragdowo,
gdy twoja dłoń
przy mojej śpi, niby owoc.
Zielono mi,
bo ty, właśnie ty
w noc i we dnie mi się śnisz
i jesteś moją ciszą
w mieście złym.

Od tamtej pory spędzaliśmy razem każdą noc. Nie wszystkie wypełniało pożądanie, jak tę sierpniową. Często po prostu leżeliśmy, wtuleni w nasze ciała. Byliśmy świadomi toczącej się dookoła wojny, ginących ludzi, niszczonych marzeń. Pomimo tego, w naszych umysłach panował spokój. Mieliśmy siebie nawzajem, całą duszą i ciałem sobie oddani.
Aż do końca.

Remus Lupin sfinalizował swoją opowieść, uśmiechając się smutno. Zdołał jakoś powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Rozejrzał się po pokoju, wreszcie zatrzymując wzrok na Harrym siedzącym na krześle naprzeciwko.
- Nie wiedziałem ? rzekł dwudziestoletni już brunet.
- Nikt nie wiedział. Zachowaliśmy to w tajemnicy. Jednak kiedyś, podczas rozmowy? - przerwał. Głos mu się załamał.
Złoty Chłopiec podszedł do przyjaciela i przytulił go lekko. Mężczyzna był zbyt słaby, choroba wykończyła jego organizm. Nie był w stanie nawet wstać z łóżka.
- Wspomniał kiedyś, - wznowił mówienie, kiedy Harry już go puścił i klęknął obok, - że chciałby, abyś wiedział. To były jedne z jego? o- ostatnich słów.
Zamknął oczy, wspominając przyjaciela. Przed ostateczną walką, bitwą o Hogwart, rozmawiał z nim długo. Do tej pory nie mógł znieść, że Syriusz, jego gwiazdka, umarł zamiast niego, chroniąc go własnym ciałem. Czuł się winny. Dodatkowo, nie często ktokolwiek go widywał. Harry był wyjątkiem, lecz nie zawsze rozmawiali. Często po prostu milczeli razem. Jak on kiedyś z Syriuszem.
- To nie była twoja wina, Remusie ? usłyszał dochodzący jakby z oddali głos. ? Nie chciałby, abyś się zamartwiał.
- Masz rację, Harry. ? Wilkołak westchnął. ? Mimo to moje uczucie do niego nigdy nie pozwoliło mi na wybaczenie sobie.
- Ja ci wybaczam.
W głowie Lunatyka pojawił się obraz uśmiechającego się Blacka. Przypomniał sobie wszystkie te wspaniałe chwile spędzone razem. Wyciągającego ręce w geście zaproszenia, oczu pełnych radosnych błysków?
- Już do ciebie idę ? zdołał wyszeptać.

Remus zamknął oczy. Po chwili ostatni oddech wypłynął z jego płuc.

Znowu obok była jego gwiazdka.
Zostanie już z nim.
Aż do końca.
Bo ważni byli tylko oni.



Tekst B


Spacer w pszenicy, w poszukiwaniu szczęścia


Koniec szkoły oznacza powrót do domu. Każdego dnia uczyłem się, wysyłałem wiadomości do przyjaciół i pomagałem rodzicom. Czasem odwiedzałem Elizabeth. Ciężko mi było przyzwyczaić się do tego wakacyjnego trybu życia. Takiego pustego oczekiwania na pełnię. Byłem pełen lęku.
Jednak księżyc znów zmienił kształt. Bez większych niż zwykle problemów wróciłem do ludzkiej postaci. Mama wylała morze łez tej nocy, jak w czasie każdej pełni. Wiem o tym? i właśnie to boli mnie najbardziej.
Leniwie nadszedł sierpień. Za kilka dni zjawi się u mnie Syriusz.


Słońce oblewa złotymi promieniami błyszczącą pszenicę. Stoisz przed polem. Ciągnie cię, aby wejść tam.
Czy wiesz, jak blisko spełnienia tego marzenia jesteś?
Pragniesz poczuć świst powietrza, ginącą pod butem roślinkę. Chcesz znaleźć się wśród morza złotej pszenicy. Ale wydaje ci się, że to nie dla ciebie. To nie miejsce dla takich jak ty. Wilkołak nie powinien zaznać miłości.


Najbardziej mnie zdziwiło to, że Syriusz chciał poznać prawdziwą, magiczną wieś. Zawsze sądziłem, że obchodzi go to tyle, co uczucia Ślizgonów. Jednak on dzielnie wstał o piątej rano i jadł z nami śniadanie. Czułem, że na tym się skończy jego aktywne, wiejskie życie.
- Mogłeś zostać w łóżku, dziecko ? zaczęła moja mama. - Z pewnością jesteś zmęczony, nie wyspałeś się po podróży pociągiem.
Przypomniał mi się wtedy wyraz twarzy Blacka, gdy powiedziałem mu, że mój dom nie jest podłączony do sieci Fiuu. Szybko odtrąciłem tę myśl, nie była zbyt przyjemna.
- Skąd, proszę pani ? wymamrotał.
Mama uśmiechnęła się promiennie i nalała mu więcej kawy i podała koszyk z pieczywem.
- Mówiłam ci, że mam na imię Jane.
Black przytaknął. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek wyglądał niekorzystnie. Jednak w momencie, gdy miał koszulę założoną na lewą stronę, podkrążone oczy i włosy w nieładzie... ciągle był przystojny. Uśmiechnąłem się do niego. Miał zamknięte oczy, chyba nadal spał.
- Chodź, pójdziemy odnowić zaklęcia na granicach naszego pola ? zaproponowałem.
- Pola?
- Tak, uprawiamy dynie.
- Dobrze, ja już muszę iść ? ojciec wstał od stołu, pocałował mamę w policzek. - Miłego dnia, chłopcy.


I oto przyjaciel staje przy tobie przed polem pszenicy. Ciągle nic nie wiesz, chociaż rozumiesz.


Syriusz leżał na łące i wpatruje się we mnie. Wiedziałem o tym doskonale. Musiałem przebiec wkoło pole powtarzając zaklęcie Siatki. Dzięki niemu nikt, kto nie przebywał w tym momencie na naszym terenie, nie mógł przekroczyć linii granicznej. Działało to również na szkodniki. Posłałem Syriuszowi znaczące spojrzenie. Mruknął coś niewyraźnie i nie ruszył się z miejsca. Tego się spodziewałem. Potrząsnąłem głową i zabrałem się za pracę. Gdy skończyłem Syriusz był już wyspany i gotowy do życia.
- Co teraz będziesz robił?
- Teraz zrobimy przerwę ? powiedziałem to, zanim myśl ułożyła się w mojej głowie. - Niedaleko jest jezioro.
Syriusz wyraźnie ucieszył się na tę propozycję.
- Masz wieści od Petera? - zapytał. - Nie odpisał na żaden z moich listów.
- Na moje również nie, może wyjechał albo...
Nie miałam pojęcia o tym, co on może robić. Zwykle odpisywał natychmiast.
- Pewnie tak, ale dziwnie się zachowywał w ostatnich tygodniach szkoły.
Jezioro znajdowało się kilometr od mojego domu, nie było duże. Otaczało je kilka brzóz, opodal przebiegała droga prowadząca na dworzec kolejowy.
- To, że nie spędza całego wolnego czasu z nami nie oznacza, że zachowuje się dziwnie.
Zdjąłem koszulkę i spodnie i usiadłem na trawie.
- Może i racja ? przytaknął.- Są tu jakieś potańcówki? ? zapytał z łobuzerskim błyskiem w oku.
- Tak, co drugą sobotę. Domyślam się, że chcesz iść ? powiedziałem i nie czekając na niego wszedłem do jeziora. Woda była bardzo zimna, chciałem się wycofać. W tej chwili Syriusz pociągnął mnie za sobą i zanurkował. Chciałem go dogonić, jednak był zbyt szybki. Wynurzyłem się, żeby zaczerpnąć powietrze.
- Przegrałeś, Remusie!
- Właśnie, że nie! ? rzuciłem się na niego, obaj straciliśmy równowagę i śmiejąc się wylądowaliśmy w wodzie.

- Remus! Remus!!!
Ocknąłem się na trawie. Zakaszlałem kilka razy i wyplułem wodę.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz, głupcze! ? wyglądał na roztrzęsionego. ? Nigdy, rozumiesz?!
- Uspokój się, Siri ? powiedziałem i niepewnie złapałem jego ramiona.
Przyciągnął mnie do siebie i uścisnął. Po chwili wstał, był zmieszany.
- Przepraszam, przestraszyłeś mnie! Musisz ćwiczyć pływanie, bo kiepski jesteś.
- Już jest dobrze. Czas wracać do domu ? powiedziałem, gdy zakładałem koszulkę.
Wracaliśmy w przyjemnej ciszy.


Twój przyjaciel wykonał krok do przodu.
Co ty teraz zrobisz, wilczku?


Ojciec spał. Zawsze pierwszy kładzie się do łóżka i pierwszy wstaje. Mama, najciszej jak mogła, sprzątała ze stołu po kolacji. Syriusz z czarującym uśmiechem zapytał, czy może w czymś pomóc. Nie zadziałało to tak, jak mój przyjaciel przewidział. Zwykle kobiety, przykładowo Madame Rosmerta, czerwienią się i mówią: ?Dziękuję, poradzę sobie sama?.
- Tak, możesz pomóc. Umyj naczynia, a Remus pochowa je do szafek.
Po czym poszła na podwórko sprawdzić, czy stodoła jest zamknięta.
- Czemu tak na mnie patrzysz? Nie znam zaklęć gospodarczych, ty zaproponowałeś pomoc ? powiedziałem, dusząc się ze śmiechu.
Z trudem wykonał swoje zadanie i pierwszy zajął łazienkę. Zabrałem się za układanie naczyń. Stłukłem tylko jeden talerz, ale proste zaklęcie wystarczyło, aby znów był cały. Wszedłem do pokoju pewien, że Syriusz już śpi na moim łóżku. Starając się nie robić hałasu wyciągnąłem prześcieradło i poduszkę. Chciałem położyć się na kanapie.
- Nie wygłupiaj się, masz duże łóżko. Zmieścimy się we dwóch.
- Nie ma problemu, masz się wyspać.
- Nie jesteś aż tak podobny do Jane, żebym cię pomylił z kobietą! ? zakpił.
Gdyby nie fakt, że jestem mężczyzną byłbym młodszą wersją mojej matki. Syriusz żartował sobie z tego od momentu, gdy przyjrzał się mojej rodzicielce.
- Dobranoc ? zakończyłem spór i pościeliłem sobie na kanapie.
- Jak chcesz, branoc.
W środku nocy zrozumiałem, że to był zły wybór, ale wkrótce się przyzwyczaję.

Tydzień minął nam bardzo szybko. Wspólnie wędrowaliśmy po parku, czasem szliśmy do miasta. Syriusz chętnie odwiedził ze mną Elizaberh, jednak niezbyt ją polubił. Moja koleżanka była mądrą czarownicą, jednak nieładną, co zdecydowanie skreślało ją w oczach Syriusza. Z pewnością wpływ na jego opinię miało również to, że Elizabeth uczyła się poza Anglią.
Lekko zdenerwowany jego zachowaniem skróciłem czas, jaki przeznaczyliśmy na odwiedziny.
- Nie musisz tego robić ? powiedział spokojnie, gdy przechodziliśmy koło dworca kolejowego.
- Czego? ? warknąłem, chociaż nie chciałem, aby zabrzmiało to ostro.
- Nie musisz się tak wściekać.
- Od dzieciństwa przyjaźnię się z Betty.
- Kochasz ją?


Odwrócił się. Kusi cię jego twarz, a za nim pszenica.
Co ty teraz zrobisz, wilczku?


- Nie lubię cię za to, że z taką łatwością mówisz o miłości. O rzeczach ważnych!
- Nie jest tak, jak mówisz. A więc? Kochasz ją czy nie?
Syriusz usiadł na torach kolejowych.
- Czy ty się dobrze czujesz? Tędy jeżdżą pociągi!
- Raczej usłyszymy, gdy będzie się jakiś zbliżał, prawda?...
Usiadłem koło niego, niebo przykrywały chmury. Zbliżała się burza.
- Chcesz jutro jeździć konno? Możemy się przejechać na Sun i Lunie.
- Mówiłeś, że w soboty są potańcówki.
Zmieniłem temat, a on nie drążył czy podoba mi się Betty. Nie, nie kochałem jej! Nie w ten sposób, jaki Syriusz mógł mieć na myśli. Dziwnie, dlaczego miałoby to go obchodzić??
- Dokładnie.
- Rano konie, później? Gdzie to jest?
- W remizie strażackiej.
- Właśnie. Chodźmy, idzie na burzę.
- A więc mówiłeś, że Betty ci się podoba?
- Nie mówiłem.


W co ty się bawisz, wilczku? Nie, nie odpowiadaj.
Złap go za rękę, wejdź w pszenicy pole i tam się bawcie do woli.


Burza zaczęła się w nocy. Obudził mnie jakiś hałas, ale z pewnością nie piorun.
- Co się dzieje? ? zapytałem sennie.
- Wiesz, że nie lubię burzy? - wymamrotał niechętnie.
Uśmiechnąłem się, ja, Peter i James wiedzieliśmy o tym doskonale. Chociaż Syriusz uważał, że pozostali Huncwoci niczego nie zauważają. W czasie burzy brał silny eliksir bezsennego snu.
- Może moja mama ma jakiś eliksir nasenny w apteczce. Zaraz wrócę?
- Nie, jest dobrze. ? Gwałtownie podniósł się, gdy błysnęło niedaleko nas.
- Niewygodnie mi tu, mogę się położyć obok ciebie?
- Jasne, głupie pytanie? - Wymusił uśmiech.
Położyłem się obok niego na brzuchu i niepewnie złapałem jego ramię.
- Śpij dobrze.
Wydawało mi się, że się uspokoił i chciałem cofnąć rękę, jednak zasnąłem, nim zdążyłem to zrobić.

- Śpisz?
- Tak. Śpij też.
- Śpię.


Wchodzenie w pszenicę to bardzo miłe uczucie. Czujesz to całym sobą. Świst powietrza i ten cudowny dźwięk, szelest zboża. Jednak upada ono również do stóp. Zgniecione. Bardzo to wszystko miłe, do czasu, gdy uzmysłowisz sobie, że coś niszczysz.


Przebudziłem się drugi raz, już bardziej świadomy tego, co się dzieje. Syriusz leżał na mnie, a ja obejmowałem go. Nie?! Chyba nadal nie myślałem zbyt jasno, gdyż krew spłynęła mi do innej części ciała. Jemu też.
- To normalne, nie przejmuj się. ? Ziewnął Syriusz widząc moją zaczerwienioną twarz. ? Idź pierwszy ? podniósł się - do łazienki.
Wstałem natychmiast chcąc szybko iść do łazienki.
- Chyba, że mam ci towarzyszyć ? zachichotał Syriusz, zawstydzając mnie jeszcze bardziej.


Właśnie zdajesz sobie sprawę z tego, że coś niszczysz. Prawda?
Jesteś w środku pola pszenicy. Możesz się wycofać, bez konsekwencji.
Ale dzielnie brniesz dalej, poszukując szczęścia.


Tak trudno było mi przekonać się, że Syriusz ma rację ? to normalne w naszym wieku. Nie odpowiadamy za reakcje własnego ciała? ani za to, że bliskość przyjaciela, nie taka niewinna, nam się podoba. Mnie się podoba, bo on z pewnością tego tak nie odebrał.
?Syriusz podoba mi się! Nie powinno tak być! To mój przyjaciel.? ? myślałem.
Zbyt ceniłem naszą przyjaźń. Już raz usłyszałem: ?Chciał się byczek z wilczkiem bawić, byczkiem wilczek spojrzał nań. Już za chwilę byczka zjadł, gdyż wilczy apetyt miał.? Dziecięca piosenka, okrutna.
Po kilku minutach poszedłem do kuchni na śniadanie, chwilę po mnie zjawił się Syriusz.
- Późno dziś wstaliście ? powiedziała wesoło mama. ? To dobrze! Mówiłam, że macie się wyspać.
- Nie chcę przespać życia ? powtórzyłem swoje życiowe motto.
Syriusz odwrócił głowę, a mama spojrzała na mnie smutnym wzrokiem. Oboje mnie żałowali. Syriusz okazywał to inaczej, jak przyjaciel ? zapobiegał. Mama biadoliła.
- Co dziś chcecie robić?
- Syriusz idzie na potańcówkę.
- A ty?
- Ja pokażę mu, gdzie to jest i wrócę.
- Remus! Tak nie można, to twój gość ? upomniała mnie mama.
- Syriusz jest dużym chłopcem, zadba o siebie. Nie cierpię tego miejsca.
- Dlaczego? ? zdziwił się Black.
Wypiłem kawę do końca.
- Kiedyś? pokłóciłem się z Betty i ona? powiedziała im, że jestem wilkołakiem.
- Zwykłe plotki.
- Ale większość w nie wierzy ? przyznała mi rację. ? Czarownice są tu bardzo? Jej matka obiecała, że obie będą milczeć! ? wykrzyknęła wzburzona, na nowo zapanował nad nią gniew. - Mimo to powinieneś iść, poznać jakąś miłą dziewczynę? a przede wszystkim zaopiekować się przyjacielem.

Tak też się stało. Stałem pod ścianą w swoich niedzielnych butach i odświętnej koszuli. Syriusz tańczył z Ruby. Poruszał się z taką lekkością, jakiej dziewczyna nie miała. Wyglądała przy nim, jak wyjątkowo nieatrakcyjna kłoda. Uśmiechnąłem się do niej pocieszająco. Szybko odnalazłem w tłumie Chloe, chętnie zgodziła się ze mną zatańczyć. Nie byłem na tyle głupi, by nie zauważyć, że robię to tylko z jednego powodu.
Nie ma nic gorszego niż burza nad polem z pszenicą. Ścieżka, którą sobie depczesz jest mokra i śliska. Łatwo się potknąć. Bardzo łatwo, gdy przyjaciel, z którym idziesz?

- Dobrze tańczysz! ? pochwaliła mnie. ? Szkoda, że nieczęsto tu bywasz.
- Jestem w domu tylko w wakacje. Uczę się w szkole z internatem.
- Wiem. Chociaż ten chłopak, z którym przyszedłeś też jest niczego sobie.
Nie powinienem pouczać kobiety, więc nie powiedziałem jej, że jest nietaktowna. Chociaż język mnie świerzbił.
- Ładna sukienka, Chloe ? wydusiłem nieszczerze. Uważałem, że wyglądała ordynarnie.
- Dziękuję! ? posłała mi olśniewający uśmiech, który nie zrobił na mnie wrażenia.
Niespodziewanie Syriusz złapał mnie za łokieć i wyciągnął z sali. Letni wiatr był bardzo przyjemny. Rock?n?roll zagłuszał muzykę nocy.
- Czy ty z nią flirtujesz?!
Zaskoczył mnie tym tak bardzo, że nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem się tak? nieważny. Myślałem, że nie jestem kimś, kto?
- O co ci chodzi?
- Ja?
- Od kiedy ty się jąkasz? ? Z sekundy na sekundę moje zdziwienie było coraz większe.


Pszenica milczy. Czy to normalne?
Iść dalej? Wrócić?
Co zrobisz?


- Od kiedy zrozumiałem, że?
Nie skończył zdania. Pocałował mnie. Tak cudownie, że ta przyjemność prawie bolała. Objąłem go, Syriusz mocno trzymał przód mojej koszuli. Pomyślałem, że tak jest w niebie? tak smakuje raj. Odsunęliśmy się od siebie.
- Pogniotłem twoją odświętną koszulę. ? Uśmiechnął się przepraszająco.
- Trudno.
Kolejnych pocałunków nie sposób zliczyć. Nie widziano nas już w remizie, jednak o trzeciej nad ranem wróciliśmy do domu. Na piętrze złapaliśmy się za ręce, weszliśmy do mojego pokoju w lekkiej konsternacji.
- Chcesz spróbować??
- Nie. Chcę, aby to było na poważnie ? zaskoczył mnie swoimi słowami Syriusz.
Wpatrywałem się w niego z taką nadzieją, jakiej nie było we mnie? Nigdy nie miałem tak wielkiej nadziei. Nigdy nie chciałem się łudzić. A tej nocy zrozumiałem, jak bardzo pragnąłem być z nim.
Gdy droga się kończy i wiesz, że za chwilę wyjdziesz z pola pszenicy? niesamowite uczucie. Teraz wszystko powinno być dobrze. Niczego już nie musisz niszczyć, jest tylko uczucie szczęścia. W razie problemów możesz zawrócić, masz wydeptaną ścieżkę.

- Ja także.
Zasnęliśmy w takiej pozycji, w jakiej się obudziliśmy poprzedniego poranka. Było dobrze. Obaj byliśmy gotowi zmierzyć się z przeciwnościami losu.


Jutro pełnia.
Pojutrze Voldemort.
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez psota » 16 paź 2009, 21:15

Do dzieła!

Zgodność z warunkami Turnieju: 0 ? 5
Tekst A: - 5p. Było wszystko. Ciepła atmosfera, poszukiwanie szczęścia.
Tekst B: ? 5p. Także wszystko się zgadza.

Pomysł: 0 ? 10[/i]
[b]Tekst A:
? 10p. Jestem pod wielkim wrażeniem. Oj tak. Czułam przyjemność czytania. Coś niesamowitego. Ciepło bije od samych słów. Bije od Remusa i Syriusza. Ciepło widoczne w ?gwiazdeczce?. Końcówka trochę zbiła mnie z tropu, jednakże ładnie wstawka o połączeniu się kochanków. Zaskakująca stanowczość Blacka, jego powaga, gdy tego trzeba, przyjemny i wstydliwy Remus ? całkowicie mnie przekonują. Wiejska zabawa, rozwój bliskości? Bardzo mi się podobało. Nawet nie wiem, jak to wyrazić.
Tekst b: ? 6p. Dość, a nawet bardzo prawdopodobne, zachowanie Syriusza. Jego niezłomność, a zarazem lenistwo. Miałam jednak wrażenie, że pewne wątki się ze sobą nie kleją. Remus, który kocha swoją przyjaciółkę, kocha inaczej, tak pojawił się ni z tego, ni z owego. Tak wiem, chodziło o rozwój charakteru, uświadomienie? Poza tym nagła zazdrość Syriusza mnie lekko zniesmaczyła. Zbyt szybko? bez płynności. A tak doceniam fragmenty ?pośród pszenicy?. Są naprawdę piękne i realne. Obrazują zaistniałą sytuację, pomagają stworzyć wizerunek, są metaforą tego, co się dzieje. Pszenica kojarzy mi się z spokojem, a w tekście spokój obu chłopców został naruszony? Weszli w pszenicę i wyszli z niej szczęśliwy. Ładna końcówka.

Strona techniczna: 0 ? 10
Tekst A: ? 9p. Ciepły, przyjemny, płynny styl, który niezmiernie wpływa na odbiór tekstu. Ładne tworzenie atmosfery. Gdzieś tam małe przecinki?
Tekst B: ? 8p. Tutaj brakuje mi takiej atmosferki, dreszczyku emocji. Podobał mi się jednak fakt używania krótkich zdań, w momentach działalności Syriusza. To podkreślało jego ekspresję, dynamizm.

Punkty dodatkowe: 0 ? 5
Tekst A: ? 5p. Za cały utwór. Za ?gwiazdkę?, za ?połączenie się Kochanów?, za ?ciepło dłoni?.
Tekst B: ? 5p. Za motyw z pszenicą. Należy się cała piątka. Pięknie stworzone metafory.

Podsumowanie:
Tekst A: 29p.
Tekst B: 24p.

Gratuluję obu Paniom. Czytało się bardzo przyjemnie.

Z.P. psota
psota
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 425
Dołączył(a): 11 lut 2008, 21:11
Lokalizacja: Stalowa Wola

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Luelle » 16 paź 2009, 22:29

Jako, że turniej został mi przekazany przez Chibi i nie wiem który tekst jest czyj, to mogę ocenić. :)

Zgodność z warunkami turnieju:
Tekst A - 5 pkt - Wszystko jest, i kanon i klimat.
Tekst B - 4,5 pkt - Miało nie być reszty Huncwotów, pojawił się Peter...

Pomysł:
Tekst A - 10 pkt - Ostatnia historia Remusa naprawdę mi się podobała, a pod koniec prawie się popłakałam. Ten tekst ma w sobie to "coś". Pięknie zarysowane sytuacje, wiarygodne postacie i niesamowity klimat.
Tekst B - 8 pkt - Pomysł bardzo podobny do tekstu A, w obu pojawił się motyw potańcówki, jednak tutaj chwilami nastrój się gubił. Do magicznej wsi nie pasowała mi remiza strażacka. Dla mnie jest zbyt mugolska... I ten Voldemort na końcu, zupełnie wyrwany z kontekstu.

Strona techniczna:
Tekst A - 8 pkt - Dobrze napisany tekst, ładny styl, ale w paru miejscach nie pasował mi dobór słów i uciekło kilka przecinków. Nie pasuje mi też "szarowłosy" Remus...
Tekst B - 8 pkt - Zgrabny tekst, chociaż widziałam parę literówek. Niejednolicie pisane dialogi.

Punkty dodatkowe:
Tekst A - 5 pkt - Za atmosferę, za Syriusza symulującego upojenie alkoholowe, za opisy i za końcówkę: piękną, chociaż smutną.
Tekst B - 5 pkt - Za wstawki o pszenicy, za Jane przyjmującą pomoc przy myciu naczyń i Syriusza, który "chce, aby to było na poważnie".

Podsumowanie:
Tekst A - 28 pkt
Tekst B - 25,5 pkt

Oba teksty mi się podobały. Gratuluję.
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Tristan » 17 paź 2009, 09:48

Zgodność z warunkami turnieju:
Tekst A - 5 pkt - Wszystko jest.
Tekst B - 4,5 pkt - Pojawił się Peter, a miało go nie być.. Z drugiej strony został tylko wspomniany i posłużył on do uczynienia postaci bardziej kanonicznymi.

Pomysł:
Tekst A - 9 pkt - Pomysły w rzeczywistości niewiele się różnią. U Ciebie jednak było więcej magii, pewnego rytmu i ciepła. Tekst był wzruszający i bardziej oderwany od rzeczywistości.
Tekst B - 10 pkt - Pomysł podobny do tekstu A, spodobała mi się zbieżność motywu potańcówki. Klimat jednak u Ciebie był troszkę bardziej przyziemny. Czy to jest zaleta, czy wada, to zależy od nastroju czytającego. Tekst jednak dzięki temu wydawał się realniejszy. Na Twoją korzyść jednak bardzo przemówiło porównanie do tej drogi w polu pszenicy. Powinnaś je zacząć wprowadzać troszkę wcześniej, ponieważ to bardzo zmienia wartość tekstu. Ciekawie też tekst zakończyłaś. Sprowadziłaś czytelnika na ziemię. Nie wszystko musi mieć happy end. Nie wszystko musi przypominać senne marzenie.

Strona techniczna:
Tekst A - 9 pkt - Dobrze napisany tekst, ładny styl,jedynie mogę się przyczepić do kilku wyrażeń, które odrobinkę wytrącają z równowagi ale nie z klimatu.
Tekst B - 8 pkt - Tutaj było kilka nieporadnych zdań, które należałoby skrócić lub podzielić.

Punkty dodatkowe:
Tekst A - 5 pkt - Za atmosferę, która utrzymuje się przez cały fik.
Tekst B - 5 pkt - Za porównanie do pszenicy, za mamę Remusa oraz za bardziej życiowe podejście.

Podsumowanie:
Tekst A - 28 pkt
Tekst B - 27,5 pkt

Oba teksty miały swój styl, swoją wizję i po zakończeniu Turnieju chętnie zobaczę je w dziale fan-fiction i obszerniej skomentuję.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Atma » 17 paź 2009, 21:04

Zgodność z warunkami Turnieju

Tekst A - 5p.
Tekst B - 4p. ( Peter)

Pomysł

Tekst A - 7p. Tak naprawdę teksty w pewien sposób są podobne do siebie. W tym bardzo ujął mnie cichy i milczący Remus oraz fragmenty wierszy, które nadawały klimatu opowiadaniu. Jednakże łatwiej jest ując czytelnika smutniejszą opowieścią, jak także łatwiej stworzyć coś smutnego niż na przykład wesołego.
Tekst B - 9p. Nie ukrywam, że ocena jest spowodowana moim nastrojem. Czerpałam przyjemność czytania. Prosta opowieść, nie przytłaczająca smutkiem, swojska, miła. Porównania do pszenicy też bardzo harmonizowały się z całym tekstem. A końcówka sprowadziła mnie do rzeczywistości wojny.

Strona techniczna

Tekst A - 7p. kompozycja płynna. Wstawki w postaci wierszy dobrze dobrane, nie zakłócają tekstu, wzbogacają go.
Tekst B - 6p. ładnie się się czytało, lecz pierwszy tekst miał atmosferę trzymającą w napięciu, brakowało mi takiego ducha, który by zmuszał czytelnika na niecierpliwe czekanie " co będzie dalej".

Punkty dodatkowe

Tekst A - 3p. czułe słówka, smutek, romantyzm bijący od Remusa.
Tekst B - 5p. swojskość, pszenica, przedstawienie magi, zakończenie.


Tekst A - 22p.
Tekst B - 24p.
Dusza świata
Atma
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 223
Dołączył(a): 11 mar 2009, 21:38

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Daiquiri » 18 paź 2009, 04:26

Byłam molestowana, grożono mi i pojawiła się próba przekupstwa - nie miałam wyboru ;)
To moja pierwsza ocena, więc wyszła, jaka wyszła.


Zgodność z warunkami turnieju: 0 - 5
Tekst A - 5 pkt- Wszystkie warunki pojedynku zostały spełnione.
Tekst B - 4,5 pkt- Ten nieszczęsny Peter, którego miało nie być...

Pomysł: 0 - 10
Tekst A - 8 pkt - Atmosfera niezwykle ciepła, magiczny nastrój... Ale jak dla mnie koniec był zbyt poważny, zbyt smutny, mimo że wzruszający. Troszkę zbyt przygnębiający. Nieśmiały, rumieniący się Remus był świetny - takiego lubię najbardziej. Bardzo podobała mi się relacja między Remusem i Syriuszem.
Tekst B - 7 pkt - Zadziwiające, że w obu tekstach pojawił się pomysł z potańcówką. Tutaj zakończenie mi się podoba, oprócz Voldemorta, który skutecznie psuje ciepły nastrój. Cudowne porównania do pszenicy.

Strona techniczna: 0 - 10
Tekst A - 9 pkt - Ładny, płynny styl, ale gdzieniegdzie brakowało przecinków.
Tekst B - 8 pkt - Ogólnie tekst napisany dobrze, ale mignęły mi literówki i brakowało kilku przecinków. Może się czepiam, ale kilka zdań było trochę dziwnych, czasem zmieniłabym szyk wyrazów.

Punkty dodatkowe: 0 - 5
Tekst A - 5 pkt - Za niezwykłe ciepło.
Tekst B - 5 pkt - Za pszenicę; za Syriusza, bojącego się burzy.

PODSUMOWANIE:
Tekst A - 27 pkt
Tekst B - 24,5 pkt

Gratuluję świetnego pojedynku :)
Avatar użytkownika
Daiquiri
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 284
Dołączył(a): 02 wrz 2009, 11:53

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Morwena » 18 paź 2009, 18:04

Oto i ocena - na/za jedną nóżkę.

1. Zgodnosć z warunkami turnieju
Tekst A: 5 pkt - Warunki spełnione.
Tekst B: 4 pkt - Niestety pojawiła się reszta Huncwotów. Pozostałe warunki spełnione.

2. Pomysł
Tekst A: 10 pkt - Za pomysł z retrospekcją, która została świetnie wprowadzona i rozwiązana. Za fragmenty wiersza. Za powtarzające się zdanie "Ważni byli tylko oni". Za magiczny, spokojny i ciepły nastrój. Za Remusa, cieszącego się z powtórnego spotkania z przyjacielem. To może zdziwi, ale za śmierć jako bramę, jako coś, mimo wszystko, dobrego.
Tekst B: 8 pkt - Za motyw pszenicy i konsekwentne powracanie do wewnętrznych "pszenicznych refleksji". Za słodycz i słońce, z którymi to łany zboża mi się kojarzą. Za postać Syriusza - tak właśnie bym go sobie wyobrażała. Nie sądzę, żeby w magicznej wiosce była remiza... To zaburzyło realizm tekstu, którego może było ciut za dużo.

3. Strona techniczna
Tekst A: 9 pkt - Za dobry styl. Przyjemnie dobrane słownictwo i zdania. Czasem rzucił się w oczy zbłąkany przecinek.
Tekst B: 8 pkt - Styl dość dobry; czasem pojawiła się jakaś naciągana konstrukcja, niezbyt fortunne określenie, wędrujący przecinek.

4. Punkty dodatkowe
Tekst A: 5 pkt - Za spokojnego Remusa i jego pogodę ducha. Za wspomnienia. Za Syriusza-optymistę.
Tekst B: 5 pkt - Za Syriusz i burzę. Za Remusa i jezioro. Za mamę Syriusza przyjmującą pomoc - nie do końca szczerą - przezabawne!

5. Podsumowanie
Tekst A: 29 pkt
Tekst B: 25 pkt

Gratuluję opowiadań i pozdrawiam!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Matylda » 18 paź 2009, 19:12

1. Zgodność z warunkami turnieju
A - 5 pkt.
B - 4,5 pkt (to za tych Huncwotów)

2. Pomysł
A - 8,5 pkt
B - 9 pkt
Całkowicie subiektywnie. Oba pomysły miały ze sobą coś wspólnego (to pewnie przez warunki pojedynku), motyw z potańcówką, wieś. Ale drugi pomysł podobał mi się odrobinę bardziej. Myślę, że najbardziej urzekła mnie metafora o pszenicy. Poza tym w tekście B bohaterowie byli ciut bardziej kanoniczni, moim zdaniem. I to chyba raczej był Syriusz, z tym swoim urzekającym uśmiechem i kłanianiem się pani domu. Natomiast w tekście A nie podobał mi się sam koniec. Lubię retrospekcję. Nawet bardzo lubię retrospekcję, ale jako że w B nie było streszczanej przez kogoś opowieści bardziej przypadło mi do gustu.
I jeszcze jedno - w B lepszy, bardziej wyrazisty był klimat wojny. W A zasadniczo ujęty tylko w kilku pierwszych zdaniach

3. Strona techniczna.
A - 9 pkt
B - 9 pkt
W obu miniaturkach mamy przyjemne, bardzo dobre style. Mogłabym się co najwyżej przyczepić szczegółów.

4. Punkty dodatkowe
A - za piosenkę, gwiazdkę i za kilka świetnych, bardzo krótkich zdań - 4 pkt
B - za metaforę i dwa ostatnie zdania (urzekły mnie) - 4 pkt

Podsumowując <liczy>
A - 26,5
B - 26,5
(i nic na to nie poradzę)

Gratuluję udanego pojedynku i świetnych tekstów!
Matylda
Matylda
Tłusty Aniołek Barokowy
Tłusty Aniołek Barokowy
 
Posty: 84
Dołączył(a): 05 maja 2009, 19:22
Lokalizacja: Wrocław

Re: [BB][HP] Morgan vs. Puchacz

Postprzez Aratanooniel » 25 paź 2009, 16:13

Oficjalnie rozstrzygnięcie pojedynku morgan vs Puchacz.

Tekst A (morgan), w sumie zdobył 189,5 punktów.
Tekst B (Puchacz), w sumie zdobył 177 punktów

Wygrywa morgan, uzyskując wynik 189,5 pkt.



Obu Paniom gratulujemy i życzymy weny do kolejnych tekstów.
Z mądrości moderatorskich: Oczywiste oczywistości nie istnieją. Zrób facepalm i ruszaj dalej.
Nielusiowe tworki|Nielusiowa zupka|Niela czyta Puella bella
Akcja KDT
Obrazek
Aratanooniel
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 523
Dołączył(a): 01 maja 2009, 13:58
Lokalizacja: Rzeszów


Powrót do Bitwy - Harry Potter

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron