[BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Bitwy zamknięte.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

[BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Puchacz » 25 paź 2009, 00:28

Tytuł: dowolny
Temat: pobyt Rona w Muszelce
Wymagania:
Chcemy: kanoniczności do bólu, zaspanej Fleur, zdania "Nie daj mu herbaty, nie czas na to", zgubionego zegarka, stłuczonej szklanki, spalonego ciasta,
Nie chcemy: prezentu dla Rona, sztormu
Beta: tak


TEKST A

Otworzyć oczy


Dedykowane Przeciwniczce.

- I wtedy wujek Harry rzuca między nas Zaklęcie Tarczy. Ten jego niezawodny instynkt! - Hermiona wybucha śmiechem. Już dawno zdążyła wybaczyć. Może i nie pamięta, kiedy dokładnie to się stało, ale teraz, po wielu latach, może wracać do tego bez bólu. Teraz te wszystkie wydarzenia są tylko rodzinnymi anegdotami, które opowiada wnukom, siedząc przy kominku. Tylko Ron zwykle milczy, wpatruje się w ogień i stwarza pozory uśmiechu. Hermiona wie. Tylko nie do końca rozumie...



***

Siedząc w ciepłej kuchni Muszelki na wiele godzin przed świtem, słyszysz tylko ciszę i tykanie zegara. Ron, Ron, Ron, Ron. Tik, tak, tik, tak. To tylko szept. Szept, którego wtedy przecież nie słyszałeś. Wtedy to był krzyk, błaganie, z rozpaczliwie przeciągniętą samogłoską. Wskazówki szepczą, a mimo to pamiętasz. Chcesz wrócić, tak bardzo chcesz wrócić, ale z każdą sekundą, wydaje się to coraz mniej możliwe. Czekasz aż zegar zacznie szeptać w rytm innych słów. Słów, których nie będziesz potrafił znieść. Tchórz. Zdrajca.



Po kilku godzinach do kuchni wchodzi Fleur. Na początku cię nie zauważa. Gdy, ziewając, stawia czajnik na ogniu, masz wyrzuty sumienia. Musiała wstać tak wcześnie, by przygotować na prędce kolację. Na pewno byli umówieni na Święta w Norze. Zostawiasz ją, gdy próbuje znaleźć przepis na jakieś ciasto. Wychodzisz na dwór. Wiatr targa ci włosy i ubranie, mimowolnie myślisz o ścianach namiotu, uginających się pod naporem powietrza i ciepłych płomykach w słoiku.



Spacerując brzegiem morza, bawisz się wygaszaczem. Stało się to sposobem na odgonienie niechcianych myśli. Sam już nie wiesz, skąd skradłeś to światło, które co rusz pojawia się przed tobą. To ciche klik, wcale nie brzmi jak szeptane przez kuchenny zegar słowa. Na początku nie zwracasz uwagi na morze. Fala za falą, fala za falą uderza o brzeg, a dopóki idziesz dostatecznie daleko, by się nie zamoczyć, nie widzisz w wodzie nic interesującego. Po jakiejś godzinie jesteś tak zmarznięty, że nie marzysz o niczym innym, jak tylko o powrocie do Muszelki. Wracasz biegiem, uważając, by nie poślizgnąć się na drobnych kamyczkach. W końcu wybuchasz śmiechem. Po raz pierwszy od kilku tygodni, dlatego nie jest on naturalny. Gdzieś igrają w nim fałszywe nuty, ale się tym nie przejmujesz. Och, Ronusiowi jest przykro... Smuci się nasz braciszek! Jak w tanim romansidle, tylko burzy i sztormu brakuje! Widzisz oczami wyobraźni prawie identyczne twarze bliźniaków.



Wracasz akurat na śniadanie. Od progu wita cię zapach spalenizny. Najwyraźniej Fleur znalazła zły przepis, albo nie znalazła go wcale. Stojąc przed drzwiami do kuchni słyszysz głos Billa. Mówi, że musi skombinować prezent dla ciebie. Uśmiechasz się w duchu smutno i wchodząc do pomieszczenia, oznajmiasz, że nie ma takiej potrzeby. Siadasz przy stole i uciszasz wszelkie protesty Billa i Fleur. Brat gani cię za brak rozsądku. Według niego spacery przy takiej pogodzie nie są najlepszym pomysłem. Fleur proponuje herbatę. Wygląda i pachnie normalnie, więc przyjmujesz ją z wdzięcznością. Przed oczami staje ci scena sprzed kilku dni.



Spokojny wieczór w Muszelce został przerwany przez pojawienie się dawno zaginionego brata. Bill wpuścił Rona do domu, zastanawiając się, gdzie podziali się Hermiona i Harry i starając się nie wyciągać zbyt pochopnych i dramatycznych wniosków. Z góry zeszła Fleur, oceniwszy sytuację, machnięciem różdżki ustawiła czajnik nad ogniem. Później zajęła się ręką Rona, która owinięta była jakąś zakrwawioną chustką. W tym czasie Bill próbował wyciągnąć z niego, co się stało. Fleur postawiła przed mężczyznami dwa kubki gorącej herbaty, co Bill skwitował wygięciem brwi.

-Nie daj mu herbaty, nie czas na to, kochanie. Czuję, że zanosi się na poważną rozmowę.




Nie opowiedziałeś mu wtedy wszystkiego, ale to zrozumienie, które ci okazał, podniosło cię na duchu. Wtedy nie miałeś pewności, czy poradziłbyś sobie z kolejną bandą szmalcowników. Dach nad głową i długie rozmowy przy kuchennym stole były wszystkim, co chciałeś i mogłeś przyjąć od Billa. Wystarczyło. Te wasze pierwsze rozmowy tylko frustrowały was obu. Ty nie mogłeś powiedzieć mu wszystkiego, a przez to jego oceny nie były adekwatne. Wtedy, gdy siedziałeś w kuchni nad herbatą solidnie zakropioną Ognistą Whisky, obaj straciliście kontrolę. Szklanka w twojej ręce roztrzaskała się na tysiące drobnych raniących elementów, a płyn oparzył ci dłoń. Bill lecząc twoje palce, uśmiechnął się i przeprosił, mówiąc że możesz zostać jak długo potrzebujesz.



Nie prawi ci morałów wprost, jednak wieczorami poszczególne zdania tłuką ci się po głowie i wtedy czujesz, że po prostu chcesz wrócić. Niezależnie od tego, jak to się dalej potoczy. Po prostu chcesz być w tym bagnie razem z nimi. Jesteś Gryfonem, a to przyjaźń, honor, odwaga. Jak zwykle nie potrafiłeś dorównać Harry'emu i wcale nie zdziwisz się, jeśli Hermiona wybierze jego. Jeśli kiedykolwiek zdołasz do nich wrócić, będą już szczęśliwą parą. Bo Harry nie narzeka na jedzenie, nie marudzi i w końcu to on jest tym Złotym Chłopcem. Ty jesteś tylko rudy.



Gdy w poranek Bożego Narodzenia próbujesz złapać Potterwartę, myślisz o tych wszystkich latach, które spędziliście razem w Hogwarcie. Na pierwszym roku jako mały chłopiec byłeś lepszym przyjacielem niż teraz. Na Merlina! Powiedziałeś mu przecież wtedy, że w to wchodzisz, obiecałeś... Rozmyślania przerywa ci głos Lee, wsłuchujesz się uważnie w to, co mówi, by wyłowić jakieś informacje o Harrym. Jakaś cząstka twojej pamięci zachowuje również inne wiadomości. Gdy jakimś cudem uda ci się wrócić do namiotu, każda informacja będzie bezcenna. Przed oczami staje ci twarz Hermiony, skupiona, z włosami rozrzuconymi na policzkach i czole. Widzisz te błyszczące, mądre oczy, które mówią ci, dobrze, Ron, to się przyda. Jest prawie namacalna, masz ochotę odgarnąć te niesforne kosmyki. Jak zwykle nie masz odwagi.



- Pamiętasz Rona? Gdy złamał różdżkę?



Gdy czujesz gorąco świetlnej kuli pod sercem, dostrzegasz jak bardzo było ci przedtem zimno.

***
Ronald dołącza do Hermiony, opowiadającej o ucieczce z banku Gringotta. Dogaduje, śmieje się i szczegółowo opisuje każdą minę swojej żony. Trzymają się za ręce, opowiadają znane wszystkim historie, płynnie przechodząc przez bolesne momenty, dłużej zatrzymując się przy tych ciekawych i zabawnych. Dłoń Hermiony zdobi obrączka i delikatny pierścionek. Ręce Rona czegoś brakuje. Dwóch paznokci i zegarka zagubionego dziś przed śniadaniem.


TEKST B


" Pięć kroków w Muszelce"


Dedykowane przeciwniczce.

1.Fale nie obijały się o stromy klif, woda nie żłobiła dziur w płaskich kamieniach, a śnieg leżał spokojnie przy samej tafli wody. Morze było spokojne i nieruchome, niczym jezioro; można było wziąć drewnianą tratwę i odpłynąć bez walki z falami i wiatrem. Ron nawet przez chwilę chciał tak zrobić - wskoczyć na tratwę, wziąć wiosło i płynąć - daleko i bez końca. Spojrzał jednak na swoje odmrożone dłonie, wiedząc, że jeżeli zaraz nie zanurzy ich w odpowiednim eliksirze to może je stracić, widział zakrzepłą krew na końcach palców i czuł dotkliwe zimno na twarzy, ramionach i stopach. Z trudem odwrócił się od tej błękitnoszarej oazy spokoju i skierował wzrok na "Muszelkę". Zacisnął spierzchnięte usta i zdusił w sobie kolejną falę gniewu. Na Harry'ego - powiedział, że może sobie iść, że nikt go tu nie trzyma. Na Hermionę, dlatego, że została z Harrym w zimnym, przesyconym wilgocią namiocie, na pustkowiu, gdzie nie ma co jeść, a przez to Ron może już nigdy jej nie zobaczyć. Na tego wilkołaka, przez którego stracił dwa paznokcie prawej dłoni. Oraz, a może przede wszystkim, na siebie.
Stał przez krótką chwilę i patrzył na przytulnie wyglądający, mały, drewniany domek, podczas gdy na linii horyzontu pojawiały się pierwsze promienie słońca.
Ruszył grząską dróżką, pełną szarobiałego stopionego śniegu, po czym stanął przed drzwiami, bojąc się zapukać. Wziął głęboki wdech, doskonale zdając sobie sprawę, że im dłużej będzie czekał, tym trudniej będzie to zrobić.
Stukanie w twarde, drewniane drzwi było bolesne i dudniło głośno w całym domu. Ron wiedział, że Bill wstał szybko, ścisnął Fleur za rękę i wyciągnął różdżkę, jakby nie wierząc czarom. W tych czasach nawet Zaklęcie Fideliusa nie daje stuprocentowej pewności.
- Kto tam? - spytała Fleur tym swoim czystym, melodyjnym, teraz także nieco drżącym głosem.
- Tutaj Ron - zaczyna chłopak, przybierając rzeczowy ton. - Syn Artura i Molly... - zaczął i przerwał, kiedy drzwi otworzyły się z rozmachem. Stała w nich Fleur w samej koszuli nocnej, w jasnych, potarganych włosach i z podpuchniętymi oczami. Ron całkiem wbrew sobie stwierdził w myślach, że nawet o tak wczesnej porze jest piękna.
Krok za kobietą, trzymając dużą dłoń na jej ramieniu, stał Bill - nieogolony, z bliznami na twarzy wyraźniejszymi niż zwykle.
- Mogę wejść? - spytał, niepewnie przestępując próg. Na nieskazitelnej twarzy Fleur uwidoczniło się zdumienie. Cofnęła się, nie spuszczając go z oczu, a kiedy stanął w przedpokoju - zziębnięty i ociekający wodą - zamknęła drzwi z głośnym trzaskiem.
- Co ty tutaj robi, Ron? - pytanie zawisło w ciasnym przedpokoju, a Ron poczuł, że mógł jednak popłynąć tą drewnianą tratwą, straciłby kilka palców, a może i całą dłoń, ale to byłoby o wiele lepsze niż stanie przed zdumioną Fleur i starszym bratem, którego spojrzenie było twarde i surowe. - H-herbaty? - zaproponowała uprzejmie, może wiedząc, że Ron nie potrafi odpowiedzieć, a może tylko dlatego, aby przerwać tę ciszę i tę gęstniejącą z każdą chwilą atmosferę. Powietrze pachniało mokrym drewnem i świeżym chlebem.
- Nie daj mu herbaty, nie czas na to - odezwał się Bill, po raz pierwszy odkąd Ron przestąpił próg ich domu. - Fleur, kochanie, możesz pójść na górę? Ja z nim porozmawiam.
Kobieta spojrzała na męża uważnie, a potem kiwnęła głową i znikła na wąskich schodkach. Jasne włosy spłynęły po jej ramionach.


2.Promienie słońca prześlizgiwały się po drewnianych łyżkach, słoiczkach z przyprawami i osiadały na kuchennej ceracie.
Ron moczył dłonie w wyciągu ze szczuroszczeta, czując jak eliksir przywraca mu czucie w palcach. Bill mieszał jednocześnie dwie filiżanki kawy, może po to, żeby zrobić cokolwiek, a obie łyżeczki stukały jednostajnie i głośno. A potem odgłos ucichł, a Ron zaczął mówić.
- Zostawiłem ich. - Pochylił głowę w dół i spojrzał na swoje różowe dłonie. Wziął głęboki, uspokajający oddech i spojrzał bratu w oczy. Były zupełnie suche.
- Pokłóciliśmy się. Wcześniej podsłuchaliśmy, że Ginny... Wiesz, o tym że wykradli ten miecz i zostali ukarani. Harry i Hermiona... Oni. Bill, zrozum, ja ci nie mogę wszystkiego powiedzieć.
- Mów więc, co możesz - powiedział i przesunął filiżankę po stole w kierunku Rona. - Jeśli nie chcesz, to w ogóle nic nie mów, nie musisz tego robić.
- Wiem, ale... Potem się pokłóciliśmy. Nie tylko o Ginny, ale o wszystko. Pewnie chowaliśmy w sobie wszystkie urazy już od dłuższego czasu, a ten wieczór był taki inny niż wszystkie, a ja miałem na sobie meda... - urwał na chwilę, przerażony, ale potem kontynuował. - Pożarliśmy się porządnie, szczególnie ja i Harry, to była moja wina, tak jak wtedy na czwartym roku. Teraz tak myślę, chociaż wtedy byłem innego zdania. I wtedy Harry powiedział mi, żebym wybrał czy chcę zostać czy odejść.
- Wolałeś odejść.
- Wybiegłem z tego namiotu bez kurtki i szalika, a było tak cholernie zimno, padał lodowaty deszcz. I ona, Hermiona, chyba za mną wybiegła, nie wiem. Mogło mi się tylko wydawać, że krzyczała. Wołała mnie, żebym został. Ale ja wtedy byłem tak wściekły, że...
Dopiero wtedy po policzkach spłynęły mu łzy, a przecież dotąd był taki twardy.
Bill zaprowadził go do gościnnego pokoju - z okna było widać morze. Potem Ron słuchał jak się kłócą - zapomnieli rzucić zaklęcie wyciszające. Brzęk stłuczonej szklanki zakończył kłótnię. Chłopak nie mógł sobie darować, że wrzeszczeli na siebie przez niego.


3.Czas ciągnął się niesamowicie. Ciche, grudniowe poranki były pełne kropli deszczu odbijających się od parapetu - kap, kap i Ron myślał, że nie wytrzyma - i kruchych ciastek, które Fleur przynosiła mu na pocieszenie. Rozwlekłe, nudne popołudnia, pełne pytań Billa, na które nie mógł, lub nie chciał odpowiedzieć. I w końcu ciemne, samotne noce, z księżycem wiszącym wysoko na niebie, podczas których leżał całymi godzinami i gapił się w sufit. Czasem wyjmował wygaszacz i przyglądał mu się w świetle nocnej lampki.
Już wiedział, że tam, w pachnącym ziemią i lękiem namiocie, było o wiele lepiej. Wszystko zyskiwało sens, kiedy Ron nie mógł zrobić już nic poza obserwowaniem morza, które nadal nie chciało się poruszyć. W namiocie chociaż próbowali coś robić, przesiadywali wiele godzin na nic nie dających rozmowach, ale było to lepsze od siedzenia na łóżku i stukania palcami o szyby. Tutaj samotność wisiała w powietrzu, zamieniając je w lód i nawet, kiedy byli z nim Fleur i Bill, czuł jej namacalność. Jedyne co wtedy chciał, to spakować się i uciec, klęczeć przed namiotem i błagać o wybaczenie, ale nie miał pojęcia gdzie teraz są. Miał nadzieję, że żyją, a audycje Potterwarty tylko go w tym utrzymywały. Nie miał jednak pewności, że jeszcze kiedykolwiek uda mu się z nimi spotkać.
Aż w końcu, kiedy znużony morzem niczym jezioro i całkiem pokonany przez mgliste wspomnienie słów Harry'ego, chciał uciec nawet z "Muszelki", wigilia zdawała się być bliżej niż kiedykolwiek. Zatopił się w świątecznych przygotowaniach po uszy, czując ulgę, kiedy Fleur i Bill powiedzieli mu, że spędzą Święta tutaj i nie będzie musiał spotkać się z resztą rodziny.
- Zamknij oczy, Bill. - Szept wręcz zadudnił wśród drewnianych ścian domku. Ron natychmiast cofnął się z tej wojennej sielanki.
- Je t'aime. - Dosłyszał jeszcze.
Co, do cholery?


4.Wigilijny poranek wydawał się być inny niż wszystkie poprzednie. Pusty, biały sufit i sztywne ściany, zdały się nagle promienieć czymś nieznanym, jakby Ron już podświadomie czuł, że będzie mógł naprawić swój błąd. Powietrze wypełniło się zapachem jagód, ognia buchającego w kominku i pieczonego ciasta.
Zbiegł po drewnianych schodkach, gdy zapach jagód przybrał na cierpkości a wokół rozniósł się swąd spalenizny. Fleur kucała przy kuchennym blacie i ściskając z całej siły zegarek powstrzymywała płacz. Ron chciał odejść, ale nigdzie nie dostrzegł Billa.
- To jest ten zegarek? - zaczął, czując że nie potrafi zapytać o nic mądrzejszego.
- Tak. On się zgubił. Na parę tygodni - zaczęła a charakterystyczne, francuskie "r" zmieszało się z powstrzymywanym szlochem. Ron patrzył na młodą, piękną, zawsze silną Fleur, ściskającą zegarek mocno, aż pobielały jej drobne, smukłe palce. Zaciskając dłoń aż do bólu, jakby był tylko ten zegarek i kuchnia z zapachem spalonego ciasta, a dalej już tylko wojna.
- On...zgubi się znowu. Ja to czui. Ja to wiem. Jak on się gubi, to ktoś umiera. Boję się, że 'Arry i Hermione...
Ron poczuł jakby coś w środku w nim pękło, jakby stłukła się ta szklanka dusząca gardło i wypełniająca cały organizm, rozsypując w całym ciele drobne okruszyny lodu.
Przez chwilę chciał wrzasnąć na Fleur, zapytać dlaczego ona mu to robi, żeby przenieść na kogoś swój lęk, swoją rozpacz. Krzyknąć nad niknącą w oczach kobietą, aby wyładować wszystko, co tłumi od dłuższego czasu - że Harry powiedział, żeby sobie szedł, że Hermiona została w tym gnijącym namiocie, bez nadziei na zjedzenie cieplejszego posiłku. Już nawet zaczerpnął tchu, poczuł jak płuca wypełniają mu się ciepłym powietrzem. I Był gotów wykrzyknąć z całych sił, że dusi się w tym pokoju, z którego widać morze, a jest tylko biały sufit i pobielone ściany.
Chwycił Fleur za nadgarstek, zmuszając żeby na niego spojrzała, a wtedy zobaczył, że jej oczy nie są już takie jak zawsze.
I wtedy Bill go odtrącił, a on poczuł straszny, dotkliwy żal.
Ciasto się spaliło. Nie będzie Świąt Bożego Narodzenia.


5.Poranek Bożego Narodzenia był mroźny i cichy.
Kołdra nie była obsypana po brzegi prezentami. Nie było nawet jednej, małej paczki. Rudowłosy poczuł się przed ułamek sekundy jak mały chłopczyk oszukany przed rodziców, że Święty Mikołaj istnieje.
Ron siedział otulony w ciepły koc, trzymał w drżących dłoniach gorącą, gorzką herbatę i słuchał radia. Głos powtarzał monotonnie i sucho - Ron kiwał się na krześle i stukał butem o podłogę - że Harry Potter wciąż... Że dotąd nie znaleziono jego ciała.
Odstawił niedopity napój w oryginalnej, chińskiej porcelanie, nie chcąc spojrzeć w fusy. Nie, żeby kiedykolwiek wierzył w te brednie... No, może czasem, kiedy ciemną, zimną nocą dowiedział, że jego wujek umarł, bo zobaczył Ponuraka. Wtedy, w ten mroźny i cichy świt, Ron bał się, że fusy będą układały się w posępny kształt wilka.
Kiwał się na łóżku i zastanawiał, czy kręcone włosy Hermiony dalej są takie gęste i splątane, czy nie przemarza do szpiku kości na jakimś ośnieżonym wzgórzu. Miał nadzieję, że razem z Harrym śpią smacznie w namiocie (wiedział, że przynajmniej jedno z nich nie śpi, ale uparcie odganiał od siebie tę myśl), najlepiej na południu Anglii, w cieniu ciepłych lasów.
- Ron.
Chłopak spadł z krzesła, trącając ręką nocną szafkę. Resztki zimnej herbaty rozlały się po podłodze wraz z rozmokłymi, ciemnymi fusami. Gałka radia przekręciła się nagle z głośnym chrzęstem i wszystko ucichło.
Kiedy oniemiały schodził ze schodów z wygaszaczem w ręku i czuł całym sobą, że Harry i Hermiona go potrzebują, Fleur powiedziała głośno, że zgubił jej się zegarek.
Ron zbladł.
- Idziesz? - spytał Bill, trzymając zapłakaną Fleur za rękę.
- Tak, Bill. Chciałem...
- Nie dziękuj, idź do nich.
Kula była niebieskawa i świeciła dziwnym światłem.
- Bill, zegarek się nie zgubił! Bill, słyszysz? Słyszysz?
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Salomea » 25 paź 2009, 19:22

Po raz pierwszy oceniam pojedynek i jak widzę jestem pierwsza.
1. Zgodność (0-5)
Tekst A: 5
Tekst B: 5

2. Pomysł (0-10)
Tekst A: 7 - Pomysł sensowny, ale niespecjalnie oryginalny, choć niespecjalnie jest co wymyślać
Tekst B: 7 - Jak wyżej.

3. Strona techniczna (0-10)
Tekst A: 9 - W dwóch zdaniach coś mi zazgrzytało, ale nie jakoś specjalnie.
Tekst B: 5 - Tu było sporo błędów. Np. Muszelka pisze się bez cudzysłowu tak jak Nora
Fleur w samej koszuli nocnej, w jasnych, potarganych włosach i z podpuchniętymi oczami.
Jakoś to dziwnie brzmią te włosy
Nie miał jednak pewności, że jeszcze kiedykolwiek uda mu się z nimi spotkać.
Czy a nie że;
I Był gotów wykrzyknąć z całych sił
Niby nic bo to tylko dwa razy z dużej litery, ale...
Rudowłosy poczuł się przed ułamek sekundy jak mały chłopczyk
Przez sekundę.

4. Punkty dodatkowe (0-5)
Tekst A: 3
Tekst B: 2
Bardziej podobał mi się tekst A, ale jako że niespecjalnie lubię Rona, to oba teksty dostaną mało punktów.

Razem
Tekst A : 23
Tekst B: 19

Ufff... Mam nadzieję, że nie poszło mi tak źle.
Pozdrawiam i życzę wena
Salomea
In omnibus requiem quaesivi, et nusquam inveni nisi in angulo cum libero.
Avatar użytkownika
Salomea
Przejściowy Pokój
Przejściowy Pokój
 
Posty: 26
Dołączył(a): 22 paź 2009, 12:33
Lokalizacja: Katowice

Re: [BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Luelle » 26 paź 2009, 19:00

1. Zgodność (0-5):
Tekst A: 4 - Były wspomniane sztorm i prezent, a miało ich nie być.
Tekst B: 5 - Wszystko jest.

2. Pomysł (0-10):
Tekst A: 8
Tekst B: 8
Teksty są nastrojowe i trochę podobne do siebie, ale to przez temat. Jest dość trudny, jednak autorki sobie poradziły.

3. Strona techniczna (0-10):
Tekst A: 9 - W kilku miejscach zdania było dziwnie skonstruowane i nie zrozumiałam o co chodzi.
Tekst B: 6 - Błędy, dziwne zdania, latające przecinki i "Muszelka".

4. Punkty dodatkowe (0-5):
Tekst A: 4 - Za nastrój i wstęp.
Tekst B: 3 - Oba teksty mają swój urok, jednak A bardziej mi się podobał.

Razem:
Tekst A: 25
Tekst B: 22

Gratulacje dla obu uczestniczek turnieju. :)
Lu
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Iliana » 26 paź 2009, 19:16

Zgodność z warunkami turnieju:
Tekst A - 5
Tekst B - 5
Obydwa teksty spełniają warunki. Przy okazji, zdanie ?Nie daj mu herbaty, nie czas na to? całkowicie mi nie pasuje. ?Nie dawaj? byłoby lepiej.

Pomysł:
Tekst A ? 8
Pomysł mi się podoba. Ron musiał się czuć na prawdę okropnie zostawiając przyjaciół. Rozumiem również jego strach. Zawsze czuł się gorszy od Harry?ego i nie dziwię się, że bał się o to, że straci ukochaną kobietę.
Tekst B ? 10
No to opowiadanie bije wcześniejszy tekst na łeb i na szyję. Niesamowicie mi się podobało. Kiedy czytałam, przeniosłam się do Muszelki. Zabrakło mi słów po prostu i nie wiem co można jeszcze napisać...

Strona techniczna:
Tekst A ? 7
Żadnych błędów nie zauważyłam. Niestety nie lubię za bardzo opowiadań, które są pisane w czasie teraźniejszym.
Tekst B ? 9
?Bill zaprowadził go do gościnnego pokoju - z okna było widać morze. Potem Ron słuchał jak się kłócą - zapomnieli rzucić zaklęcie wyciszające. Brzęk stłuczonej szklanki zakończył kłótnię. Chłopak nie mógł sobie darować, że wrzeszczeli na siebie przez niego.? ? Z kim kłócił się Bill? Wiem, że chodzi o Fleur, ale nie dodałaś tego. Uważam, że powinno się pojawić.
? Jedyne co wtedy chciał? ? o ile się nie mylę, to przed ?co? powinien pojawić się przecinek.

Punkty dodatkowe:
Tekst A ? 1
Za uczucia Rona.
Tekst B - 4
Za całość, za Billa i za Fleur.


Podsumowanie
Tekst A - 21
Tekst B - 28
Obrazek
Avatar użytkownika
Iliana
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 219
Dołączył(a): 22 sie 2009, 23:20

Re: [BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Morwena » 26 paź 2009, 20:57

Przystępuję do obiecanej oceny :)

1. ZGODNOŚĆ Z WARUNKAMI TURNIEJU:
TEKST A: 5 - Tekst zgodny z warunkami pojedynku.
TEKST B:
5 - Tekst zgodny z warunkami pojedynku.

2.POMYSŁ:
TEKST A: 9 - Nastrój całości wydaje mi się adekwatny do uczuć Rona. Oryginalne zdania i spostrzeżenia dopełniają całości. Myślę, że uwypuklają nutkę poczucia winy i autoironii "rudzielca" (O, tak. Spodobało mi się to okreslenie).
TEKST B:
9 - Świetny pomysł z Ronem, siedzącym przy radiu i wzbraniającym się przed obejrzeniem fusów. "Zegarkowe lęki" Fleur również sa ciekawe.,

3. STRONA TECHNICZNA:
TEKST A: 9 - Zgrzytające drobnostki.
TEKST B:
6 - Wędrujący przecinek, dziwne konstrukcje zdaniowe, "Muszelka"

4.PUNKTY DODATKOWE:
TEKST A: 4 - Za mowę otoczenia (specyficzne tykanie zegara, szum morza, wygaszacz). Za zdanie: "Ty jesteś tylko rudy."
TEKST B:
4 - Za ciekawe "zastosowanie" zegarka i przeczucia Fleur, za fusy w filiżance Rona i chińską porcelanę.

5. PODSUMOWANIE:
TEKST A: 27
TEKST B:
24

Gratuluję obu Paniom pojedynku.
Pozdrawiam serdecznie!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Tristan » 31 paź 2009, 21:50

1. ZGODNOŚĆ Z WARUNKAMI TURNIEJU:
TEKST A: 5 - Tekst zgodny z warunkami pojedynku.
TEKST B: 5 - Tekst zgodny z warunkami pojedynku.

2.POMYSŁ:
TEKST A: 8 - Pomysł jest ściśle związany z jego realizacją, a u Ciebie tego ostatniego zabrakło. Jak dla mnie było to troszkę zbyt poszarpane, mimo ciekawego pomysłu.
TEKST B: 9 - Ciekawe podejście z właściwie rozwiniętymi elementami.

3. STRONA TECHNICZNA:
TEKST A: 7
Może i nie pamięta, kiedy dokładnie to się stało, ale teraz, po wielu latach, może wracać do tego bez bólu.

Może i nie pamiętała... mogła wracać... Pomyliłaś czasy.
Co któryś akapit ma inny czas, a to męczy przy czytaniu i utrudnia właściwe odebranie tekstu.
TEKST B: 9- Niedbałe zdania.

4.PUNKTY DODATKOWE:
TEKST A: 2 - Za "Ty jesteś tylko rudy."
TEKST B: 4 - Za zegarek.

5. PODSUMOWANIE:
TEKST A: 22
TEKST B: 27
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [BB][HP] Aratanooniel vs Matylda

Postprzez Puchacz » 01 lis 2009, 22:27

Oficjalnie rozstrzygnięcie pojedynku Aratanooniel vs Matylda

TEKST A (Aratanooniel) 95
TEKST B (Matylda) 101

Zwycięża tekst "Pięć kroków w Muszelce" autorstwa Matyldy!

Obu Paniom gratulujemy pojedynku!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05


Powrót do Bitwy - Harry Potter

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron