Strona 1 z 1

Słodkich snów

PostNapisane: 02 maja 2013, 23:01
przez Rigeric
Słodkich snów

zasypiamy w objęciach niewiadomej nocy
pytajnikiem senny błysk ostrego półksiężyca
naszą ucieczką kwieciste podwoje podniebnego pałacu
naszą ostoją wirująca głębina

blada dłoni cofnij swe zamiary
na świetlistej tafli oceanu zawodzonych pieśni
zostaw nas w łodzi z księżycowego pyłu
dryfujących pod pierzyną zaspanych sekretów
z siecią pełną ryb ze stali
kutych w słonym ogniu imitacji

blada twarzy z kapturem na oczach
życz nam słodkich snów - zobaczysz
jutrem dziś się stanie znów
i zerwiemy świetliste promienie
by ogrzać w nocy martwotę tych tajemnych snów

Re: Słodkich snów

PostNapisane: 03 maja 2013, 00:42
przez Puchacz
Według mnie „niewiadoma noc” brzmi niemożliwie sztucznie, tym bardziej, że mamy przymiotnik „nieznany” – nieznana noc. Z pierwszych dwóch wersów wynika, że zasypiamy pytajnikiem, szczerze tego nie rozumiem, więc nie komentuję. Chyba, że pytajnikiem (jest) półksiężyc, zasadniczo nawet widzę w tym sens, ale to nie wynika z tekstu… Trochę niefortunne zestawienie „senny” i „ostry”, domyślam się, że to zabieg stylistyczny, ponieważ dużo tutaj takich zestawień, jednak wygląda na przypadkowy. Ucieczką są kwieciste drzwi a znów paradoksalnie ostoją głębina - to potwierdza moją tezę, ale... ale wciąż często mi to w pewnym sensie nie pasuje do całości.
Dalej nie analizowałam tak dokładnie, bo to nie miało sensu. Domyślam się, że nie taki był zamysł.

Zasadniczo sensem jest tutaj frazes, więc się na nim nie skupiam. Frazes w otoczce, która go przerasta. Forma, miała być bogata, wymyślna, iście Mickiewiczowska… dla mnie szczerze mówiąc jest sztuczna, trochę śmieszna, bawiło mnie „jutro dziś się stanie znów” (słowo „znów stanie się jutrem? Dziś będzie jutro jutrem? Bo że jutro będzie znów „dziś”, to mi to w żaden sposób nie wychodzi) bawiły mnie „ryby ze stali” wśród takich wyszukanych słów, „kutych złotem” pojawia się coś tak prozaicznego. Wszystko brzmi tak sztucznie i gdyby w tej sztuczności faktycznie był pewien kunszt, to nie byłoby w tym nic złego… ale ja w tym nie dostrzegam piękna.

Nie jestem wytrawną znawczynią poezji. Wyznaję zasadę, że treść powinna współgrać ze sposobem wypowiadania się podmiotu. A przede wszystkim, że powinna być taka myśl, takie słowo, COŚ, w wierszu, że na chwilę się zatrzymam... brakuje mi tego. Brakuje mi tego czegoś, co według mnie tworzy poezję. Wiem, że de facto poeta może wszystko... ale po co?

Pozdrawiam
P.