"Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali..."

Wasza poezja.

"Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali..."

Postprzez shantipriya » 05 lis 2013, 22:02

Kolejna nowość,miłej lektury :-D Komentować !!!!!! :-P

"Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali..."

Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali
Że przez jej pory nie przeciśnie się ani kropla bólu,potu,krwi,czy łzy
I że wciśnie się wszędzie
W każdą szparę rzeczwistości wpasuje się jak klocek do klocka albo puzel do puzla
Wzmocniona marmurowymi postumentami przeszłości
Dyskobol życia
Ale oni są przed
I dlatego obce są im te pęknięcia,które głęboko ukryte wyrastają co chwila nowe jak grzyby po deszczu
I te zacieki
Pozostałości po emocjonalnej wilgoci
Która jak rdza metal niszczy wszystko,co pokryje
I wypala
Zakwasza od środka całe postrzeganie
A mnie pozostaje tylko westchnąć,patrząc w lustro
Bo przecież na zakwaszonej glebie nic już nie urośnie...
shantipriya
Nawiedzony Romantyk
Nawiedzony Romantyk
 
Posty: 54
Dołączył(a): 10 maja 2011, 13:40

Re: "Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali..."

Postprzez psota » 10 lis 2013, 16:50

Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali
Że przez jej pory nie przeciśnie się ani kropla bólu,potu,krwi,czy łzy

Strasznie mięsiste. I mam bardzo nieprzyjemne skojarzenia obrazowe. I nie tylko. Wywołałaś u mnie efekt jakiegoś obrzydzenia. Szczególnie wersem drugim. Te "pory", które kojarzą mi się z łojem, któż to wie dlaczego, są takie mmm... niesmaczne. I chyba uderzasz tym w mój estetyczny punkt widzenia duszy. Kojarzy mi się ten proces z sercem. Zawsze piękne i cudowne, czerwone, po czym biologiczne dość hmm... "mięsiste" z pulsującymi żyłami. Em... i tak tutaj z tą duszą. Czuję się trochę sprowadzona siłą na ziemię.
Dyskobol życia

Całkiem ładne. Dusza jako dyskobol, jako rzeźba życia. Utrwalenie. Ładna korespondencja sztuki i transcendencji.
Ale oni są przed

Jacy oni? Ci co mówią. Psujesz mi wszystko. I dlaczego jest im to obce? Skoro oni "oddziałują"? Skoro wpływają na te "zacieki"? Skoro tworzą wespół z właścicielem ten "dyskobol życia"? Och i dlaczego od razu "kwas"? Przecież bez tych pęknięć to w zasadzie żadnej sztuki by nie było.

Wiersz podoba mi się tylko w aspekcie metafory duszy, korzystającej z fizycznego, wręcz metalurgicznego świata, a także trochę ze sztuki i trochę chemii. To jest fajne, ta cała rdza i ten kwas oraz ta "emocjonalna wilgoć" - która nasuwa wiele dodatkowych skojarzeń. Mocnych im bardziej się brnie w poszukiwanie tropów. Ale nie podoba mi się "filozofia" i ten przekaz. Że niby całe zło, że tylko nieszczęście, że ból, który jest zbędny, który tylko psuje. Nie, zdecydowanie nie przekonuje mnie to w takiej formie. Ani tego "marazmu", by westchnąć i w zasadzie nic nie zrobić, bo nic się nie da zrobić. Jeszcze jakbyś to popchnęła w kierunku "skamienienia", ale z wrażliwością - jak Niobe, to może by mnie ujęło, ale tak nie ujmuje. I nawet ten kontrast między "oni", którzy "mówią" i podmiotem, który "wzdycha" wionie trochę taką naiwną żałosnością.
Metaforyka tak!

Weny,
psota
psota
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 425
Dołączył(a): 11 lut 2008, 21:11
Lokalizacja: Stalowa Wola

Re: "Mówią,że moja dusza ma mięśnie ze stali..."

Postprzez Morwena » 04 mar 2014, 21:06

Na początku uczciwie zaznaczam, że w zasadzie nie jestem koneserem poezji - jeśli już czytam, wybieram te rymowane, rytmiczne i melodyjne wiersze. Między innymi z tego powodu nie chciałabym wchodzić w zbyt głębokie analizy. Na razie skupię się na bardziej estetycznych doznaniach.

Mówią, że moja dusza ma mięśnie ze stali... skusiło mnie tytułem; wszakże trochę ten wers trąci Staffem, a ja wolę raczej klasykę, raczej siłę, raczej stal. Poza tym właśnie ta stal - zresztą nawet stalowe mięśnie - wydała mi się czymś nowoczesnym, co wyjątkowo dobrze zgrało się z delikatną na ogół duszą. Niby to taka mieszanka jakiejś brutalnej ery i naturalizmu ze sferą metafizyczną, ale jeśli miałabym podać wers, który podobał mi się najbardziej, to właśnie ten. Poczułam tutaj jakiś niepokój, że skoro tak tylko "mówią", to niekoniecznie musi być tak naprawdę.

Mimo że wolę te bardziej bajkowe i upiększone wiersze, to jednak przemawia do mnie to Twoje sprowadzanie sfery duchowej do brutalnej, cielesnej rzeczywistości. To chyba trochę tak, jakby dusza była wręcz organem człowieka, potrzebnym do życia tak bardzo (i na podobnej zasadzie) jak np. mózg, serce czy płuca, mimo że zbudowanym z innej nie-materii. Tak jakby sfera cielesna i duchowa stały na równi - nie tylko tak samo niezbędne, ale może nawet poniewierane tak samo destrukcyjnie. Przy czym nie jestem przekonana co do tego, czy mogłabym to znieść w większej dawce - chyba jednak w poezji preferuję ukwiecone metafory i świetliste duchowe zjawy.

Jeśli chodzi o rytm wiersza, o kwestie związane z jego odbiorem, to wytrącały mnie nieco z równowagi te dłuższe fragmenty, chyba są nieco przeładowane. Dość niesympatycznie przywodziły mi na myśl tak pociętą prozę, aby można ją było zapisać w postaci wiersza.
Generalnie nie podobał mi się ostatni wers, taka jakby pointa - w porównaniu z całym wierszem brzmi raczej płasko i dość tandetnie. Na zakwaszonej glebie zresztą rośnie bardzo wiele roślin, ba! one wręcz ją preferują - to tak z botanicznego punktu widzenia. I są to rośliny bardzo ładne i pożyteczne. I ten botaniczny punkt widzenia można potraktować jako metaforę.

Pozdrawiam!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15


Powrót do Poezja

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron