[M] Podróż po cieniach

Wasza twórczość.

Moderatorzy: Matylda, sile

Podróż po cieniach

Postprzez psota » 19 sty 2013, 20:35

Przedstawiam Wam kilka słów mojej prozy. Poetyckiej prozy - w związku z czym zdania mogą być niezgodne z ogólnie pojętą semantyką. Odbiór pozostawiam Wam całkowicie i bez moich przytyków.

Pozwolę sobie zacytować słowa Morweny i prosić Was o czytanie: "powoli, długo i elementarnie".

Autor: psota
Tytuł: Podróż po cieniach
Beta: Morwena - dziękuję za konsultację i czujne oko.
Gatunek: W zasadzie można uznać, że to miniaturka.



Pali się świeca. Dmucha wiatr. Płomień gaśnie.
Ciemność czy tylko brak jasności?


Czasem nie zdążysz jej zauważyć. Świat przecieka ci przez palce. Jedzie samochód, zatrzymuje się tramwaj, płacze dziecko i śpiewa ptak. Chwytasz nędznego brukowca w zmarznięte dłonie. Nie chce ci się patrzeć na twarze przechodniów. Co kilka kroków uderzy w twe nozdrza pikantny zapach kebaba. Jakieś nastolatki chichoczą wesoło. Krzywisz się, myśląc o swojej dojrzałości. Nie uśmiechasz się. Nie cieszysz. Nieprawda. Drga ci serce na widok załamujących się promieni słońca. Walczysz z podnoszącymi się kącikami twych ust. Szczeka pies, podskakując jednocześnie. Rozbawiony ruch głową. Przejrzenie gazety. Kolejne auto, budynek i sklep. Zapatrzony w kostkę brukową, potrącasz kogoś. Starszy dziadek w przetartych ciuchach patrzy przepraszająco. Krzywisz się, myśląc o smrodzie. Nie ma dla takich miejsca. Zabiłeś go. To nie był bezdomny. I wcale nie śmierdziało.

Pali się świeca. Jeszcze tak dużo wosku. Resztki skapują na podstawkę. Nie ma wiatru. Ogień muska parafinę, ociera się o jej usta. Niepewny, ale wciąż niezaspokojony. Świeca nabiera krągłości. Tyje w oczach, maleje w oczach. Czas cieknie wolno. Z knota zostaje popiół.
Człowiek czy tylko popiół?


Dzień zaczyna się lekkim wiatrem. Porusza twoje rozczochrane włosy. Ziewasz i prostujesz się. Kości trzeszczą. Chyba jest lato. Ludzie się śmieją. Rozciapane lody są problemem dla sprzątaczek. A co jeśli to jesień? Może to tylko błoto. Rozdeptane lody czy błoto? Rzeczywiście. Wiatr nie jest ciepły, choć lekki. Nie porusza włosami. Targa je. Zima wzbudza w tobie dreszcze. Przenika. Zastanawiasz się, czy masz palce. Są w rękawiczkach, podobno. To nie błoto, to lód. I już nie stanowi problemu dla sprzątaczek. Prosisz o herbatę. Kogoś. Nie ma dla takich jak ty miejsca. Zabijają cię. Powoli, ale systematycznie. Brak uśmiechu. Pośpiech. Smród. Popchnięcie. Wspólne zdjęcie? Nie masz rękawiczek. Jest lato albo zima. Wreszcie ci ciepło. Na tych zimnych schodach. Nie masz tu już nic, ale tam jeszcze wszystko. Chyba. Nie przyjeżdża karetka. Ktoś kopie, ale tylko w piasku. Brzozowy krzyż na tle błękitnego nieba.

Pali się świeca. Uderzenie. Wosk oblepia wszystko wokół. Jest lepki i ciepły. Krew. Krzepnie, zastyga. Trudna do usunięcia. Grudkowata. Knot syczał i zamilkł. Płomień uleciał, cicho i bez skargi.
W ciszy czy z jękiem tłumu?


Park tętni życiem. Dzieci biegają. Śmiech rozbija się o ciemne konary drzew. Liście kruszą się pod drobnymi stopami. Bury pies biegnie za małą piłeczką. Jego rozdziawiony pysk jest jak uśmiech. Kilka kobiet gawędzi na zielonych ławkach. Karuzela się kręci. Obrót za obrotem, kolor za kolorem, twarz za twarzą. Zjeżdżalnia ugina się i trzeszczy od uderzeń małych obcasików. Biała, puchata chmura sunie leniwie, muskając wieżowce. Słońce tkwi nieruchomo. Cienkie warkocze z zielonymi kokardkami furkoczą. Tuż za - mała główka w różowej opasce. Radosny chichot. Zdyszany oddech. Niewielki kamień. Rozplątany warkocz. Wrzask. Zbiegowisko. Płacz. Ciepła i lepka, czerwona na tle szarej kostki. Rozwarte usteczka. Zaskoczone oczy. Zastygła w ciszy. Niema wśród skargi. Ty krzyczysz.

Pali się świeca. Świadomość z każdej kropli wosku. Nie ma wiatru. Czas mierzony w każdym mignięciu płomienia. Ciche syki. Drobne, czarne okruszki knota. Wątły dymek rozchodzi się leniwie. Wygasa.
Bez poklasku czy doceniona?


Patrzysz w ich oczy. Mają żal. Łzy spływają po policzkach. Ciche otarcie. Szelest świszczącego oddechu. Wątłe uśmiechy. Nic nie znaczące słowa. Biały sufit, na którym znasz każde odbarwienie. Tykanie zegarka przybliża normalność. Coś gdzieś na dole cię boli. Świadomość tłucze ci się po głowie. Leniwe chwile nie dają wytchnienia. Mijają miesiące i lata. Oni wciąż zmęczeni. Wątłe uśmiechy. Ktoś niedokładnie rozczesał ci włosy. Są tacy nieporadni. Coś brzydko pachnie. Paprotka odwróciła się w kierunku słońca. Sok pomarańczowy jest kwaśny. Kamienie spadają ci na piersi. Szum krwi dudni w skroniach. Unosisz się. Rozpływasz się. Głośne dźwięki aparatury. Gdzie tykanie? Nie słyszysz. Nie czujesz. Wygasłeś. Bez skargi w sobie. Ze skargą na ich ustach.


Więc jeśli będzie podróż niech będzie to podróż długa
powtórka świata elementarna podróż
rozmowa z żywiołami pytanie bez odpowiedzi
pakt wymuszony po walce

wielkie pojednanie*






* Zbigniew Herbert Podróż
psota
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 425
Dołączył(a): 11 lut 2008, 21:11
Lokalizacja: Stalowa Wola

Re: Podróż po cieniach

Postprzez FanaticHuman » 28 sty 2013, 17:05

Bardzo mi się tekst podoba, jest niezrozumiały! Podoba mi się ze użyłaś skrótowce, które nadają chaos i sprawiają taki jakby zarzut jak się czyta, też nadają dynamizm. Te skrótowce przypominają mi "Pamiętniki z powstania warszawskiego" Mirona.

Jak dla mnie na tą miniaturke możemy patrzeć się z perspektywy artysty, aż w końcu oczami zwykłego szarego człowieka. A mianowicie:

POSTAĆ ARTYSTY- nie może sobie pogodzić z rzeczywistością, wszystko go denerwuje, sprawia ze nawet jest wkurzony na przechodniów! Tak jakby bał się ze czasu mu braknie( boi się bo nadchodzi ciemność) ale czemu się boi? Może szuka weny?( czasami nie zdążysz jej zauważyć) ten artysta jest niesamowicie wyobcowany i unosi się dumą ? nawet czuje obrzydzenie dla starych. Może przeczuwa ze sam nie dożyje starości? Bo w końcu artysta to tez człowiek (poddany takim samym rolom życiowym jak zwykli. Praca, przemijanie, utrata urody , problemy przyziemne, czasem wychowanie dzieci na głowie)
Jest bardzo samotny, a nawet może tak znudzony własnym życiem, ze nawet nie odczuwa pór roku, nie przejmuje się własnym losem, nie ma dla kogo żyć a może marzył o wielkiej sławie. Nawet nie dba o wygląd, jest zagubiony jak wspomniałem, rozpaczliwie szuka weny ale nie może jej znaleźć. Czuje się wypalony i przez to umiera wewnętrznie ? stad krew. Może nawet pękło mu przez to serce ? krzyk ? przechodnie nie rozumieją co się stało ale mają łzy w oczach chociażby przez swoje ludzkie odruchy ? strach?

Świeca symbol poezji a płomień wena. Jest zmienna a świeca wygasa. Najgorsze co może być ale niestety tak jest ze artysta się kiedyś wypali to już jest wpisane w naturę. Może ten artysta się wypalił bo nie mógł znaleźć inspiracji? Wena wygasa wraz z pytaniem retorycznym : został on doceniony czy odszedł w zapomnienie? Najgorsze zło dla artystów chęć zaistnienia na większej arenie nie tylko w 4 ścianach. Przez swój ból prosi by ktos go zauważył lecz przeważnie zostaje odepchnięty. Jak świeca kiedy wygasa kończy się jej żywot.

PERSPEKTYWA SZAREGO CZŁOWIEKA- Wydaje mi się ze nawet szary człowiek zastanawia się nad zyciem. Dobra nie wydaje ? tak jest. Każdy ma czasami przebłyski nawet Ci co są już zdegradowani do zera tylko nie widzą tej jasności w zyciu i nie mogą się podnieść. Tutaj człowiek jest również niesamowicie wyobcowany, szuka miłosci, boi się ze swiat przeleciał mu przez palce, powoli uświadamia sobie ze stracił Zycie, minęło mu za szybko. Denerwuje go ta radosc innych, jest nieszczęśliwy bo inni SA radosni nawet go to drazni. Często tak mamy ze gdy nie mamy humoru a ktos go ma to nas o wkurza, czyz nie? Boi się ze kolejny dzien się konczy, a on nie zmienił w swoim zyciu nic, kolejny dzień się konczy bez perspektyw na lepsze jutro.

Nie wiem czemu ale w 2 części mam takie jakieś wrażenie jakby osoba była bezdomna, jakbyś chciała zwrócić uwagę na los biednych, opuszczonych, samotnych którzy przezywają swoista ciemność, swoje cienie. Idąc tym tropem wskazujesz, ze nie pomagają mu inni (Nie ma dla takich jak ty miejsca) co jest dosyć paradoksalne bo nie widomo co im przyniesie, w każdej chwili możemy stracic wszystko co mamy i zostać takim samym bezdomnym jak on. Uświadamia sobie ze go zabijają powoli nie okazują mu serca a tego pragnie każdy człowiek. Czegos takiego jak brak serca nie ma w sweecie. Ludzie grają pozorami ale zawsze mają wyrzuty sumienia, zawsze pozostaną sami ze swoimi myślami co może ich zniszczyć. Tutaj pojawia się zdarzenie(Popchnięcie. Wspólne zdjęcie? Nie masz rękawiczek. Jest lato albo zima. Wreszcie ci ciepło. Na tych zimnych schodach. Nie masz tu już nic, ale tam jeszcze wszystko) śmiertelne. Czy ktos go zranił? Zabił? I w koncu mu ciepło? Wie ze odejdzie do lepszego swiata ale ta mysl wydaje się mu dosyc absurdalna, nawet sam się zastanawia(chyba). Jesynym jego dorobkiem będzie brzozowy krzyz ? nawet w obliczu śmierci był sam, nie posiadał przyjaciela ? bardzo smutne.

W następnej czesci odbieram to tak ze bohater został skrzywdzony i zostaje zesłany do szpitala. Ktos go skrzywdził. Umiera w tym szpitalu ? unosi się ? tak jakby dla niego było to wybawieniem, zerwaniem z ta ciemnością i udaniem się w jasność. W ogóle ta część przypomina mi wiersz Miłosza ?Piosenka o koncu swiata? , że śmierć jest końcem swiata dla każdego człowieka, nikogo to nie ochodzi. Tutaj dzieci biegają po parku a tam gdzieś w małym koncie umiera człowiek, dokonuje się jego rozrachunek z samym sobą, z życiem?
Doszukuje się tez tego ze to dziewczynę ktos skrzywdził. Może chodzi tutaj o odebranie dziewictwa? A może bohater( człowiek) ja skrzywdził? Oj wiele, wiele symboli!!

Tutaj swieca (w kontekście szarego człowieka) wskazuje tak samo na strach przed kończącym się czasem. Początkowo wskazuje na stabilność jej, jest duzo lecz z biegiem czasu jest jej mało i wygasa. Jak nasze Zycie. A tak w ogóle porównanie krwi do wosku jest bardzo trafne. Jak jest gorąca to jest ciekła, płynie w nas i daje nam chęc zycia, możemy się ralizowac a gdy zastyga stajemy się zmini, jak świeca i wosk. Nie no dobre, dobre!! Zadajesz dużo pytań retorycznych w zdaniach ze swiecą. Knot jako symbol jakiegoś daru, czegoś co ma każdy w nas. *** Zadajesz pytanie czy został człowiek czy tylko popiół? Jak dla mnie jeśli człowiek utraci wewnętrzny knot( ten dar, tą iskrę) zostanie z niego tylko popiół( też jeśli człowiek straci chęć do życia stanie się bezsilny jak popiół) ***W ciszy czy z jękiem tłumu? Tutaj można się dłużej zatrzymać, mi się tutaj ukazuje obraz morderstwa.( a może to wcześniej wspomniany artysta popełnił morderstwo przez ten cały ból, chciał wyładowac emocje?) Jakby postrzał kogoś zabił i sprawił ze krew zabrudziła sciany. Jak wosk zastygła i jest trudna do usunięcia. Nasuwa mi się tez takie spostrzeżenie ze w życiu wszystko zostawia ślady. Każdy czyn ma swoje następstwo tak jak każde kłamstwo ukaże kiedyś prawdziwą twarz. A to pytanie idąc tą myślą może wskazywać ze kłamstwo możemy dokonać w ciszy albo z kim bliskim, z drugą osobą( tłum). *** Bez poklasku czy doceniona? Świeca ? Zycie, jednostka ludzka która wygasa. Tutaj w tym pytaniu zastanawiam się czy zostaniemy docenieni czy nie, czy zostawimy po sobie dobre słowo, czy nasze Zycie zostało przeżyte w godny sposób.
Na razie mam takie odczucia w tych pytaniach , kiedyś spojrzę na nowo, na pewno!!

Nazwa ?Podróż po cieniach? i pierwsze pytanie:
W ogóle tutaj zastosowałaś barwę kolorów. Ciemność - z czym się nam kojarzy? Z piekłem, z szatanem, ze złem ze strachem a może nawet z grzechem? Podróż po cieniach ? po świecie pełnym zakłamania? Pełnym obłudy, nie mającego miejsca na jasność? Czy to tylko brak jasności? Można odbierać jako jakiś punkt zaczepu w tym życiu, w tej ciemności. Ale bez jasności chociaż tej najmniejszej ciemność nie rozjaśni się. Musi by światło, aby pokierowało naszym życiem a tutaj osoba występująca w tym tekście nie może jej odnaleźć, zgubiła ją co powoduje ze nie potrafi sobie poradzić i nieść ten ciężar życia codziennego.

Przytoczony cytat podsumowuje tekst. Czy wskazujesz głównie na pojednanie z samym sobą? Ze bez względu na to co się stało w naszym życiu, jak odejdziemy musimy pogodzić się ze światem?

Na tym koncze? może nie oddalem esencji tekstu, ponieważ kazde słowo w nim kryje drugie dno. Za każdym razem możemy interpretowac inaczej niż poprzednio! Podoba mi się. Naprawdę. Trudny, niesamowicie trudny! Życzę wiele owocnej weny i Przepraszam za błędy;) Pozdrawiam
"Nawet jedna z niepozornych istot może zmienić bieg przyszłości"
Avatar użytkownika
FanaticHuman
Przejściowy Pokój
Przejściowy Pokój
 
Posty: 28
Dołączył(a): 25 sty 2013, 22:46
Lokalizacja: Lublin


Powrót do Opowiadania

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości