[M] [Z] [M] Roszpunek

Tylko dla dorosłych.

Moderatorzy: Matylda, sile

[Z] [M] Roszpunek

Postprzez stregabianca » 08 wrz 2013, 10:26

Autor: stregabianca
Beta: brak
Gatunek: komedia, bajka
Rodzaj: yaoi
Ostrzeżenia: seks

To mój pierwszy tekst na tym forum, więc proszę o wyrozumiałość.
Po obejrzeniu bajki ,,Roszpunka” postanowiłam napisać jej współczesną wersję. Mamy tutaj skacowanego biznesmena, zagubionego w Białowieskiej Puszczy i zamkniętego za karę w wieży chłopaka, pilnowanego przez zdziwaczałą ciotkę.
***
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za rozległymi bagnami, jednym słowem gdzieś w Polsce, pośrodku Puszczy Białowieskiej stał sobie przez wieki warowny zamek, broniący naszych wschodnich granic. Niestety czas nie oszczędził potężnych murów i do naszych czasów przetrwała tylko wysoka, kamienna wieża z jednym, dużym oknem na samym jej szczycie. Mieściło się w niej muzeum etnograficzne i miało nawet swoją kustoszkę - Sylwię Kluczewską, tak właśnie z tych Kluczewskich, znanych w całej okolicy z uporu i dumy. W ciągu roku szkolnego często zaglądały tu wycieczki, ale teraz zaczęły się wakacje i nie było widać żywego ducha w promieniu dziesięciu kilometrów, oczywiście jeśli nie liczyć pałętających się tłumnie, po leśnych ścieżkach zwierzątek. Co prawda w pobliżu biegła autostrada, ale samochody mknęły nią z ogromną prędkością i nigdy się tutaj nie zatrzymywały. Tym bardziej, że w okolicy nie było czynnej stacji benzynowej.
Andrzej Rostowski, miejscowy biznesmen, właściciel sławnego na cała Europę wschodnią browaru, warzącego piwa owocowe i kilku pomniejszych fabryk, pędził właśnie swoim nowym BMW mało uczęszczaną drogą. Rzadko tędy jeździł, choć było niewątpliwie bliżej, ale właśnie zaspał do pracy i chciał nadrobić stracony czas. Wczoraj ostro zabalował i miał strasznego kaca. Tymczasem jego cudeńko zaczęło nagle kaszleć, prychać i niespodziewanie stanęło, odmawiając dalszej współpracy.
- Co u licha? – warknął nasz bohater kompletnie zdezorientowany. Zmrużonymi przez paskudny ból głowy oczami zaczął rozglądać się po migających kontrolkach, chcąc zrozumieć co się właściwie stało. – Jasny gwint! – wskaźnik benzyny pokazywał wielkie nic. No tak, miał dzisiaj zatankować, ale całkiem o tym zapomniał. Wysiadł i klnąc siarczyście zepchnął auto na pobocze. Nawet nie próbował machać ręką na przejeżdżające samochody. Nikt normalny nie zatrzymałby się, widząc potężnie zbudowanego faceta pośrodku gęstego lasu. Wyjął z bagażnika kanister na benzynę i ruszył wąską ścieżką przed siebie, słusznie mniemając, że ktoś ją w końcu wydeptał. Miał nadzieję, że dotrze do jakiegoś domu, gdzie sprzedadzą mu trochę paliwa. Było piekielnie gorąco i parno. Dopiero po godzinie energicznego marszu zobaczył prześwit między drzewami. Spocony i zziajany przyśpieszył kroku. Na szczęście migrena go opuściła. Pewnie wystraszyła się bzykających wściekle komarów, tudzież innego leśnego paskudztwa. Zamarzyło mu się zimne piwko i kiełbaska z grilla. Nie zdążył zjeść śniadania. Wyszedł na rozległą polankę i stanął jak wryty. Przed nim stała najprawdziwsza wieża jak z bajki o Roszpunce, którą ostatnio oglądał z siostrzeńcami w kinie. Wysoka, że sięgała ponad korony drzew, zbudowana z ogromnych głazów wyglądała wyjątkowo solidnie.
- Muzeum etnograficzne – przeczytał napis nad grubymi, okutymi żelazem drzwiami. Zastukał kilkakrotnie umieszczoną nad nimi ciężką, mosiężną kołatką w kształcie lwiej głowy, ale nie doczekał się żadnego odzewu. – Mam dzisiaj zły dzień, lepiej było zostać w domu – jęknął na myśl o powrotnej wycieczce przez las. Stanął z powrotem przed masywną budowlą i zadarł do góry głowę. Gdzieś pod samym dachem dostrzegł spore, gotyckie okno. Wydało mu się, że mignęła w nim czyjaś blada twarz.
- Ej, ty tam! Roszpunka!- wydarł się jak potrafił najgłośniej.
- Czego się drzesz palancie?! Nie widzisz, że zamknięte, a ja nie mam klucza! – jasna, długowłosa głowa wyjrzała przez otwór. Trudno było z tej odległości ocenić, czy to dziewczyna czy chłopak.
- Ulituj się nad wędrowcem! Spuść kudły i postaw browara!
- A co ja z tego będę mieć? – zapytała przytomnie drobna istota.
- Prawdziwego faceta u boku i odrobinę porządnej rozrywki na tym zadupiu! Przysięgam, że dobry ze mnie kompan! – reklamował się jak umiał Rostowski.
- Hm… niech się zastanowię. Dobrze, ale najpierw musisz udowodnić, jaki z ciebie mężczyzna – uśmiechnął się słodko, a w błękitnych oczętach pojawiły się złośliwe błyski. Ale zmęczony biznesmen na dole nie mógł tego dostrzec. – Mam tu taką drabinkę dla wytrwałych, ale nikomu nie udało się z niej skorzystać! – Niespodziewanie z okna spadł gruby jak męskie udo, złocisty warkocz. Końcem przystrojonym czerwoną kokardką w czarne serduszka dosięgnął bujnej trawy. – Tylko nie skręć karku, najbliższy szpital jest pięćdziesiąt kilometrów stąd. – Po czym wrócił spokojnie na swoją ulubioną kanapę do wertowania podręcznika. Z doświadczenia wiedział, że za chwilę usłyszy odgłos łamanych na kamieniach paznokci i głuche stęknięcie. Czasem to był także przeraźliwy wrzask i soczyste przekleństwa. Przetestował w ten sposób wszystkich okolicznych poszukiwaczy przygód i miał z tego niezły ubaw. Warkocz przywiozła mu kiedyś z jakiejś egzotycznej podróży matka, nawiązując do bajki o Roszpunce. Nikomu nie udało się oczywiście wejść do środka. Trzeba było do tego siły konia i umiejętności wspinaczkowych, a nie sądził by jakiś alpinista zawędrował w te strony. Wyciągnął z lodówki piwo bananowe, bo tylko takie kupowała ciotka i włączył muzykę. Po kilku minutach całkowicie zapomniał o nieznajomym i pogrążył się w swoich marzeniach.
Mieszkał tutaj z ciotką od kilku lat. W gimnazjum wpadł w tak zwane złe towarzystwo i zaczął brać narkotyki. Wiecznie zajęci pracą rodzice zorientowali się dopiero, gdy przedawkował i nieprzytomny trafił do szpitala. Wpadli w panikę i pragnąc uratować swojego jedynaka ze szponów paskudnego nałogu, zwołali naradę rodzinną, skutkiem czego Radek trafił w łapy szalonej kustoszki Sylwii. Na tym odludziu nie miał żadnych znajomych ani przyjaciół, już ona tego dopilnowała. Uczył się eksternistycznie, przyjeżdżając do szkoły tylko na egzaminy. Starzy wmówili Wydziałowi Oświaty, że jest słabego zdrowia i nieźle przy tym posmarowali. Teraz był na drugim roku studiów, więc czekały go jeszcze trzy lata w wieży. Z czasem przyzwyczaił się do samotności i przestał tęsknić za wolnością. Miał tutaj wszelkie wygody. Komnata, którą zajmował była naprawdę ładna i urządzona w starym stylu, tak jak lubił. Matka zaopatrzyła go także w antenę satelitarną i Internet. Jeśli chciał, mógł prowadzić długie dyskusje przez komunikator GG lub Skype. Posiadał też przestronną łazienkę, wyposażoną w wannę z hydromasażem i kabinę prysznicową. Przychodziły jednak chwile, kiedy brakowało mu towarzystwa rówieśników. Wtedy snuł się smutny po pokoju i nic nie było w stanie go pocieszyć.
- No księżniczko, dawaj to piwo – rzucił z satysfakcją Andrzej i z łomotem wpadł do środka. Brudny, potargany i cały mokry od potu rozwalił się na podłodze z szeroko rozrzuconymi rękami i nogami. Czarne włosy stały mu na wszystkie strony, a duże, szare oczy błyszczały inteligencją. Pod obcisłą koszulką rysowały się potężne mięśnie. Wspinaczka okazała się nie lada wyzwaniem, nawet dla tak wytrawnego alpinisty jak on. Nic dziwnego, że nikt tu wcześniej nie dotarł. Z ciekawością zerknął na uwięzioną w wieży piękną dziewicę, ale coś mu się tu nie zgadzało. Wprawnym okiem doświadczonego podrywacza zauważył pewne braki. Roszpunka była płaska jak deska, za to miała jędrny, mały tyłeczek i długie złote włosy, tak gęste, że kiedy wstała, zakryły jej smukłą sylwetkę po same kolana, jak jedwabisty, lśniący płaszcz.
- Jak udało ci się tu wleźć?! – krzyknął Radek, zaskoczony i nieco przestraszony pojawieniem się intruza. Śmierdział na kilometr, wyglądał jak włóczęga, tylko że oczy jakoś same, bez udziału woli, zaczęły wędrować po jego apetycznym ciele, rysującym się pod potarganym ubraniem.
- Jesteś facetem? – dopiero teraz domyślił się Andrzej i zrobił krzywą minę.
- Coś ci się nie podoba, to won! Droga na dół jest o wiele krótsza! – wydął pełne, różowe usta chłopak.
- Nie denerwuj się śliczny. Po prostu spodziewałem się Roszpunki, a trafił mi się Roszpunek – roześmiał się dźwięcznie mężczyzna, patrząc z podziwem na jego smukłą sylwetkę i delikatną, szczupłą buzię. – Poza tym gdzie moja nagroda? – wyszczerzył do niego garnitur olśniewająco białych zębów. Ten uśmiech działał zazwyczaj na przedstawicieli obu płci i tym razem też go nie zawiódł. Mały najwyraźniej zmiękł.
- Dostaniesz piwo, a do tego karczek z grilla w zalewie ziołowej, tylko najpierw się umyj – wskazał mu drzwi do łazienki. Na taką zachętę Andrzej bez słowa protestu udał się pod prysznic. Był wściekle głodny i ślinka sama napłynęła mu do ust. Miał niesamowite szczęście, chłopak był nie tylko bardzo atrakcyjny, miał zadziorny charakterek, ale jeszcze umiał gotować. Po prostu ideał każdego faceta. Rzucił ciuchy na podłogę i zaczął się intensywnie szorować, przy okazji zastanawiając się, jakby tu się zbliżyć do tego złotowłosego pięknisia.
Tymczasem Radek przytargał ze sobą dwa duże, kąpielowe ręczniki i czarny szlafrok ciotki w szkarłatne, chińskie róże. Niczego innego w tym rozmiarze w domu nie znalazł. Mężczyzna był nie tylko wysoki, ale i szeroki w ramionach. Miał zamiar podrzucić wszystko do łazienki i szybko wyjść. Rzucił okiem na kąpiącego się gościa i jego nogi przykleiły się do kafelek. Kabina miała szklane ścianki i doskonale było widać każdy szczegół. Woda spływała po opalonych na brąz plecach, godnych dłuta mistrza. Mężczyzna się pochylił i wypiął do niego zgrabne pośladki.
- O kurczę – jęknął głośno Roszpunek i cały czerwony zatkał sobie usta. Zaczął się ostrożnie wycofywać w kierunku drzwi. Andrzej uśmiechnął się pod nosem, doskonale słyszał wchodzącego chłopaka i wiedział, że gapi się na niego. Specjalnie prezentował swoje wdzięki, mając zamiar odrobinę skusić nieśmiałego gospodarza.
Kiedy wyszedł czyściutki, ogolony, pachnący i odziany tylko w damski szlafrok, czekała już na niego pyszna kolacja. Stół był ładnie nakryty, kwiaty i świece budowały romantyczny nastrój. Powoli zapadał zmierzch. Przez okno wpadały szkarłatne promienie kładącego się spać słońca. Radek upiął włosy i zmienił koszulę na bardziej elegancką. Wskazał mu miejsce naprzeciwko. Przez chwilę jedli w milczeniu, zaspokajając pierwszy głód, ale mocne wino podane do posiłku szybko rozwiązało im języki i zarumieniło policzki. Po godzinie byli już w najlepszej komitywie i śmiali się głośno ze swoich dowcipów. W końcu udali się do saloniku, by pooglądać telewizję. Zabrali ze sobą następną butelkę alkoholu. Nie zdążyli jednak na wiadomości. Zaczęła się jakaś komedia romantyczna i Radek wzdychając jak lokomotywa, oglądał z wypiekami na twarzy, coraz gorętsze scenki. Andrzej z ogromną przyjemnością patrzył na targające nim emocje. Zamiast na ekran gapił się ukradkiem na chłopaka, błądząc wzrokiem po jego ustach i smukłej szyi.
- Spałeś już z kimś? – rzucił znienacka Radek i o mało nie spalił się ze wstydu. – Przepraszam, tak mi się wyrwało.
- Nie szkodzi, pewnie miałeś swoje powody, by zapytać – popatrzył na niego z ciekawością. – Jeśli chcesz coś wiedzieć nie krępuj się. Owszem, miałem wielu kochanków.
- Ja nawet nie wiem jak to jest się całować. Na filmie wygląda bardzo przyjemnie – westchnął nagle zasmucony Radek. – Mam już 23 lata i nigdy nie miałem chłopaka. O większości tych rzeczy nie mam z kim porozmawiać. Polubiłem tą wieżę i panujący tu spokój, ale czasami czuję się strasznie samotny.
- Chciałbyś spróbować jak to jest?- zapytał ostrożnie Andrzej i przysunął się do niego. Doskonale wiedział, że musi być bardzo delikatny, by nie spłoszyć swojego towarzysza. – Chodź do mnie - wyciągnął do niego rękę. Chłopak powoli wstał i wahając się usiadł mu na kolanach. – Nie bój się słońce, parę buziaków jeszcze nikomu nie zaszkodziło - objął go i przytulił do twardego torsu. – Mogę? – pochylił się i pocałował rozchylone usta. Roszpunek nic nie odpowiedział, tylko przywarł do niego całym ciałem. Było mu tak dobrze, po raz pierwszy do niepamiętnych czasów ktoś okazywał mu czułość. Nawet jeśli by to miało trwać tylko chwilę za nic nie chciał tego przerywać. Zarzucił ręce na szyję mężczyzny. Entuzjastycznie odpowiadał na każdą pieszczotę, na każdy najmniejszy nawet gest. Oboje zatracili się w sobie nawzajem. W jaki sposób znaleźli się w łóżku? Żaden z nich nie umiałby odpowiedzieć na to pytanie. Ręce niecierpliwie zdzierały krępujące ich ubrania, a usta poznawały zapamiętale wszystko, czego mogły dosięgnąć. Byli jak dzieci, które nie tylko wzrokiem, ale także dotykiem i smakiem muszą poznać wszystko, co ich fascynuje. Lizali, gryźli, podszczypywali, doprowadzając się do szaleństwa. W końcu Andrzej zanurzył się w to chętne, ciasne ciało jęcząc z zachwytu. Nigdy w życiu, nikt nie doprowadził go do takiego stanu jak ten nieśmiały, złotowłosy chłopak. Scałował jego łzy i pieszczotami ukoił ból pierwszego stosunku. Pogrążyli się w rozkoszy, wykrzykując na zmianę swoje imiona. Potem jeszcze długo leżeli w swoich ramionach, patrząc sobie głęboko w oczy.
O tego czasu spotykali się prawie codziennie. Kiedy tylko za ciotką zamykały się drzwi Andrzej przekradał się do wieży, by spędzić choć parę godzin ze swoim Roszpunkiem i coraz trudniej mu było go opuścić. Rodzina Radka bardzo dziwiła się, jak pogodny i zgodny stał się ostatnio chłopak. Nawet przestał nalegać, by zabrali go w końcu do miasta. Uczył się po całych dniach, rzadko wychodząc z pokoju. Wytłumaczyli to sobie zbliżającym się końcem roku akademickiego i egzaminem zawodowym. Nawet zorganizowali uroczysty obiad w rodzinnym gronie, by pogratulować mu tytułu inżyniera. Czekały go jeszcze dwa lata studiów, ale już było widać, że spoważniał, co ich ogromnie cieszyło. Niestety godziny mijały, a Radek się nie pojawiał. W końcu przybyła do wieży rozhisteryzowana Sylwia, by opowiedzieć im, jak to ich niewinny maluszek, został porwany sprzed szkoły przez jakiego strasznego osobnika. Na jej wołanie zdołał jedynie wyciągnąć przed siebie dłoń w dość dziwnym geście. Potem został wrzucony do czarnego BMW i uprowadzony w siną dal.
- To było coś takiego – uniosła do góry środkowy palec i zgięła rękę w łokciu. Państwo Kluczyńscy popatrzyli po sobie przerażeni, oni w przeciwieństwie do kobiety doskonale wiedzieli, co chciał im przekazać potomek. Nie mieli wielkich nadziei na szybkie spotkanie ze swoją latoroślą.
stregabianca
 
Posty: 6
Dołączył(a): 08 wrz 2013, 09:32

Re: [Z] [M] Roszpunek

Postprzez psota » 12 wrz 2013, 20:35

Ooo, ooo, ooo... to było zdecydowanie inne, zdecydowanie naiwne, zdecydowanie dziwne, zdecydowanie... całkiem fajne. I podobało mi się. Początkowo czułam się zniesmaczona pewnego rodzaju wulgarnością stylu, zalatuje od czasu do czasu prostackością, ale pasuje do historii, czyni ją zabawną, lekką, obyczajową, przewrotną i śmieszną. I przez to Roszpunek ma coś z bajki. Wulgarność niknie w świetle prostych scen, bez zawiłości i nadmiaru rozmyślania. Dosłownie - kawa na ławę, prosto, krótko, treściwie - jak w bajce. Pokazujesz przewrotną historię chłopca zamkniętego w wieży i trafiającego na niego mężczyznę. Widzą się pierwszy raz, zakochują - bajka. Hm, stosunek intymny i wszelkie inne insynuacje są dodatkiem dla dorosłych. I wyszło Ci to całkiem zgrabnie, nie powiem, że nie. Uśmiechałam się tu i ówdzie czytając całość. Twój eksperyment z formą i treścią bajki uważam za udany. Naiwność bohaterów nie wzbudza negatywnych emocji w odbiorze, jest raczej zabawna, przewrotna, momentami słodka - szczególnie na końcu. Operujesz oczywistym kontrastem - znów jak w bajce - solidny mężczyzna Andrzej i mała, kochana istotka Radek(czy taka bardzo kochana to wątpliwe, bo " snuł się smutny po pokoju i nic nie było w stanie go pocieszyć", kto wie, co jeszcze się za tym kryje). Współczesność przewija się przez tekst poprzez popularne dzisiaj komunikatory, sformułowania słowne i gesty, a także wyraźni dzisiaj temat homoseksualistów.

Trochę zniesmaczył mnie wątek obcisłych koszulek i zgrabnych tyłków. To mogłoby być trochę bardziej subtelne - ale to tylko moje czepialstwo. Poza tym polecam Roszpunka jako lekką, fajną powiastkę na chłodny, leniwy wieczorek. Ale nie koniecznie dla dzieciaków.

Weny,
psota
psota
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 425
Dołączył(a): 11 lut 2008, 21:11
Lokalizacja: Stalowa Wola

Re: [Z] [M] Roszpunek

Postprzez Puchacz » 14 wrz 2013, 13:07

Wrzuciłam tekst w Worda, żeby się upewnić, co do długości. Jestem przeciwniczką ciągnięcia tekstu na siłę, ale sądzę, że przyzwoitość wymaga określonej długości. Opowiadanie na trzy strony, to nie jest coś, co mnie zachęca. Mówi się na to często „kwit z pralni”. Długość więc niezbyt dobra, ale taka specyfika debiutów – zwykle są krótkie.

„Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za rozległymi bagnami, jednym słowem gdzieś w Polsce”….
Piszesz współczesną wersję a mamy baśniowy wstęp, to nawet ciekawe przemieszanie.
Mam jednak wrażenie, że to pomysł zaczerpnięty z króla Ubu, rzecz się dzieje w Polsce – czyli nigdzie. Ale to raczej taka złośliwa uwaga, którą się nie przejmuj.
Napisałaś „gdzieś w Polsce” a potem mamy dokładne określenie miejsca. No cóż… Nie lubię „gdzieś”, „coś”, „jakieś” – powinniśmy być konkretni, gdy nie szkodzi to fabule. Czasem tajemniczość jest wymagana, niedomówienia konieczne np. „najpiękniejszy dom, jaki kiedykolwiek widział”. Ale w tym wypadku jest to po prostu niezgrabne.

„stał sobie”
To bardzo potoczne „stać sobie”, bo nie można stać komuś. Mamy baśń, mgłę tajemnicy, troszkę mroku… a tu się wkradają takie wyrażenia, które psują atmosferę.

Mamy informację, że w czasie roku szkolnego odwiedzają to miejsce wycieczki szkolne, natomiast w czasie wakacji – nie ma żywej duszy. Nie… skoro przyjeżdżają szkoły, to także inne zorganizowane i niezorganizowane wycieczki. Tak na logikę.

Co prawda w pobliżu biegła autostrada, ale samochody mknęły nią z ogromną prędkością i nigdy się tutaj nie zatrzymywały.
Zaraz, zaraz… zamek stał w centrum Puszczy Białowieskiej (starałam się nie czepiać), zatem wieża także jest w puszczy. Niemożliwe, aby przez puszczę o tak dużym znaczeniu, która ma cechy lasu pierwotne, w której są żubry… przeprowadzić autostradę! To absurd. Kompletna bzdura, która budzi mój natychmiastowy sprzeciw.
Pomijając już budowę autostrady w Polsce… xd Przez puszczę prowadzi droga wojewódzka a po stronie Białoruskiej droga krajowa, która niby lepsza, no ale…
Pominęłam istotną kwestię tj. zamek miał służyć do obrony granicy… tylko historycznie nie było granicy z Białorusią, która była częścią Litwy. Trochę daleko do Krzyżaków czy Księstwa Pruskiego – ale mogłabym uznać ten wariant. Tylko kto atakowałby puszczę… albo bronił się w niej, to miejsce dobre tylko dla partyzantów. To nie jest ważny punkt.
Nie mam zamiaru pastwić się nad historycznym aspektem… ale wystarczałoby napisać, że jakiś książę czy król wybudował tu siedzibę dla swojej wygody – łowy w puszczy były popularne, przed wojną (gromadzenie mięsa) i for fun.
Dopuszczam inne opcje, pasujące do Twojej opowieści, ale wydają mi się naciągane.

„Tym bardziej, że w okolicy nie było czynnej stacji benzynowej.”
Atrakcja turystyczna – ciągną tu wycieczki, jest autostrada - musi być stacja. Niemożliwe, żeby nikt nie wpadł na pomysł, że to będzie dobry punkt. Oczywiście lepiej, że jej nie ma – jesteśmy w p-u-s-z-c-z-y, ale na podstawie tego, co piszesz, sądzę, że powinna być.
Znęcam się nad logiką, wiem; ale nie lubię, gdy w trakcie czytania takie nieścisłości odrywają mnie od opowieści. Muszę jednak przyznać, że to są błędy, które mogłyby zostać wybaczone.

Powiem wprost: masz fajny materiał na opowiadanie, na wstęp, tylko popsułaś go pisząc zbyt szybko i bez namysłu. Osadziłaś akcję w konkretnym miejscu, więc należałoby zapoznać się z terem – Google maps, wikipedia, atlasy – to nie gryzie. W dobie Internetu pisanie nie wymaga ogromnej wiedzy, wystarczy wpisać hasło w wyszukiwarkę.

„Nawet nie próbował machać ręką na przejeżdżające samochody.”
Przecież droga nie była często uczęszczana… wystarczyłoby napisać, że nikt nie nadjeżdżał. Wyrusza, aby znaleźć jakiś dom… to trochę potrwa. Jest w środku puszczy, więc choćby nie wiem jak wyglądał, rozsądek nakazywałby machanie na samochody – ktoś się zatrzyma, domyśli się i stwierdzi, że taka sytuacja mogłaby się zdarzyć także jemu. Jaką ma pewność, że dojdzie szybko do jakiegoś domu (według mnie bzdura, bo zakładam, że jest daleko od Białowieży – gdyby był blisko, po prostu by tam się udał). A nawet jak dojdzie do jakiejś siedziby, to czy otworzą mu drzwi? Napisałaś, że jego postura wzbudzała strach. Na jego miejscu zadzwoniłabym do kogoś, przecież jest znaczącym biznesmenem… musi mieć pracowników, sekretarkę – o znajomych nie wspominając.
Ale nie… rozsądek nakazuje zostawić samochód i zaszyć się w puszczę. Kierunek Białowieża? Nie… Zamiast tego na ślepo rusza w las, naiwnie licząc, że ktoś tam mieszka. Mam nadzieję, ze rozumiesz omawianą nieścisłość.
Nie wiem, jaki powód mogłabyś wymyślić, żeby zapuścił się w las – to Twoje opowiadanie, jednak to rozwiązanie jest nielogiczne.

„Zamarzyło mu się zimne piwko i kiełbaska z grilla. Nie zdążył zjeść śniadania.” Bo miał mega kaca… Zwykle ludziom nie chce się jeść na kacu. Ale dobrze, że to się pojawia, ponieważ to piwo zagra później zdumiewającą rolę – według mnie bardzo niesłusznie.
Wróciłam do tego fragmentu później. Andrzej mówi o tym, że nie zjadł śniadania – nie obiadu czy kolacji, a później czas robi skok do przodu i mamy zmierzch. Również pojawia się wzmianka o tym, że zaspał do pracy, niewątpliwie mamy poranek.

„(Tak) Wysoka, że sięgała ponad korony drzew(.), Została zbudowana z ogromnych głazów (i) wyglądała wyjątkowo solidnie.”
Za szybko piszesz ; ) myślisz i piszesz jednocześnie, w Twojej głowie coś tworzy całość, ale osoba postronna widzi taki chaos.

„jasna, długowłosa głowa wyjrzała przez otwór.” Zasadniczo nie głowa wyjrzała, tylko on dostrzegł głowę : )
Masz problem z dialogami. Wiem, że w czasie pisania ciężko się pilnować, ale skoro nie masz bety, to powinnaś bardziej zadbać o ten aspekt.

„- Ulituj się nad wędrowcem! Spuść kudły i postaw browara!”
E? Rozumiem, że to miało być zabawne, ale to nie żarty dla mnie.
Bohater nie wie, kim jest owa Roszpunka. Możliwe, że to babcia, którą urazi takim zachowaniem i figa z jego pomocy. Poza tym on chce benzynę… na browarze samochód nie pojedzie. Swoją drogą, wydaje mi się zabawne, żeby właściciel browaru lubił piwa… To prawie pracoholizm!

„- A co ja z tego będę mieć? – zapytała przytomnie drobna istota.”
Eeeeeee? Najdziwniejsze pytanie jakie można zadać. Rozumiałabym, gdyby ta osoba zaśmiała się i odpowiedziała żartobliwie albo nawet oburzyła na taką zaczepkę. Ostatecznie zgrubienie „kudły” nie jest zbyt przyjemne. Ale to nie jest przytomne pytanie.
„- Prawdziwego faceta u boku i odrobinę porządnej rozrywki na tym zadupiu! Przysięgam, że dobry ze mnie kompan! – reklamował się jak umiał Rostowski.”
Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee? To jakim cudem on jest dobrym biznesmenem?. Bezsensowne jest reklamowanie się „jestem prawdziwym facetem”, skoro nie wie, jakiej płci jest ta osoba (czy jakiej orientacji).

Mieszkaniec wieży błyskawicznie się zastanawia „Hm… niech się zastanowię. Dobrze”… przydałoby się przynajmniej jakieś „ – Zawahał się i wreszcie odpowiedział –”.

„– Mam tu taką drabinkę dla wytrwałych, ale nikomu nie udało się z niej skorzystać! – Niespodziewanie z okna spadł gruby jak męskie udo, złocisty warkocz. Końcem przystrojonym czerwoną kokardką w czarne serduszka dosięgnął bujnej trawy.”
Myślę, że przesadziłaś s grubością. : ) Jeśli ten warkocz byłby taki jak męskie udo i byłby ciasny, to wspięcie się faktycznie byłoby niemożliwe, ale jeśli to luźny warkocz, wtedy grubość nie byłaby aż tak dziwna i na zasadzie drabiny łatwo się wspiąć.

„Po czym wrócił spokojnie na swoją ulubioną kanapę do wertowania podręcznika.”
Z tego zdania wynika, że Roszpunek miał wiele kanap, których przeznaczeniem było wertowanie podręcznika, wśród których ta była ulubiona.

„ Z doświadczenia wiedział, że za chwilę usłyszy odgłos łamanych na kamieniach paznokci i głuche stęknięcie.”
Chyba kości… to pewnie autokorekta, bo nie wierzę, że łamane paznokcie były tu najistotniejsze. Skoro ktoś tu już był, to powinien się zainteresować, że w wieży więziony jest jakiś człowiek. Tu też mogłabyś trochę rozbudować…

Warkocz przywiozła mu kiedyś z jakiejś egzotycznej podróży matka, nawiązując do bajki o Roszpunce.
W której to baśni o Roszpunce, matka przywiozła jej warkocz?... Ja wiem, co masz na myśli, naprawdę… Ale nikt nie lubi pytania: „co autor miał na myśli”,

Chłopak pogrąża się w „marzeniach”, raczej w rozmyślaniach czy wspomnieniach, sądząc po kolejnych zdaniach.
Bardzo fajny pomysł na współczesną Roszpunkę, pomyślałaś o szkole, o tym, żeby był powód takiego rozwiązania. Mądrze, ale:
„Starzy wmówili Wydziałowi Oświaty, że jest słabego zdrowia i nieźle przy tym posmarowali.”
Nie trzeba smarować ani niczego wmawiać. Studia tego typu są rzadkością, ale są dostępne (chociaż nie wiem, czy są płatne, czy nie); podobnie z gimnazjum czy liceum, taki tryb nauki to wybór. Tak po prostu: chcesz, to masz.

Brakowało mi co prawda jakiś opisów ciągoty do dragów. Mogłaś się rozpisać w tym momencie, co wydłużyłoby opowieść w kwestii technicznej i wprowadziłoby czytelnika głębiej w historię.
„Jeśli chciał, mógł prowadzić długie dyskusje przez komunikator GG lub Skype.” A ograniczenie kontaktu ze znajomymi? Poza tym może się kontaktować przez Internet z ludźmi, ze starymi znajomymi a mimo to później narzeka na samotność.

Chłopak mówi, że ma tu wszelkie wygody np. wannę z hydromasażem; jakoś nie pasuje mi to do faceta w wieku 21-22 lata. Nie chcę się rozwodzić nad tym jak Internet mógł wpłynąć na sytuację…

A Andrzej? Facet, który ma kaca, jest wykończony, wspina się na szczyt wieży dla… piwa? Naprawdę? Sądziłam, że ta nagła zmiana priorytetu to tylko chwilowy kaprys. Później zresztą nie jest lepiej.
„Czarne włosy stały mu na wszystkie strony, a duże, szare oczy błyszczały inteligencją.”
Inteligencją?... To taka cecha wepchnięta na siłę, która zresztą… cóż… nie pasuje.

„- Coś ci się nie podoba, to won! Droga na dół jest o wiele krótsza! – wydął pełne, różowe usta chłopak.”
Ależ zniewieściałego robisz tego Radka. Ma taki głos, że nie sposób się połapać jakiej jest płci, ma „tyłeczek”, długie włosy… A teraz jeszcze „wydął” (jak pensjonarka) pełne, różowe usta. Pełne i różowe usta u faceta – zgroza.

„Był wściekle głodny i ślinka sama napłynęła mu do ust. Miał niesamowite szczęście, chłopak był nie tylko bardzo atrakcyjny, miał zadziorny charakterek, ale jeszcze umiał gotować. Po prostu ideał każdego faceta.
Nie pytam jak został przygotowany „karczek” z grilla… pytam skąd facet wie, że młody potrafi gotować?... No i ten zadziorny charakterek – po czym wnosi. Aż wreszcie, ten komentarz „ideał dla każdego faceta”, który stawia Radka w roli kobiety…

Szklana kabina nie sprawia, że wnętrze jest dokonale widoczne – mam na myśli to, że i tak zaparuje, będzie mnóstwo pary w pomieszczeniu itd. Mógł widzieć kontury, ale raczej nie dokładnie, co się działo wewnątrz.

„Kiedy wyszedł czyściutki, ogolony, pachnący i odziany tylko w damski szlafrok, czekała już na niego pyszna kolacja.”
Wyszedł ogolony spod prysznica. Pominę golenie się pod prysznicem, ale jak się ogolił.
Czasem coś stwierdzasz a nie uzasadniasz tego w fabule, natomiast niektóre sprawy tłumaczysz, mimo że to zbędne.

Zaskakująca jest także ta nagła zmiana czasu; wyruszyliśmy z Andrzejem o poranku, a tu nagle kolacja i zmierzch. Sprawdziłam, że faktycznie nie było wprost powiedziane jaką mamy porę dnia, ale do pracy nie jeździ się późno a po drugie była mowa o zapomnianym śniadaniu. Wydaje się logiczne, że Andrzej długo wędrował, na tyle długo, że minął dzień – pomijając fakt, że gdyby błąkał się tak długo, to powinien wrócić do samochodu a gdyby się zgubił, to powinnaś o tym wspomnieć… Wydaje mi się, że to bardzo niedopracowany moment. Nie odczułam upływu czasu.
„Powoli zapadał zmierzch.” To zdanie nie pozostawia mi wątpliwości, co do tego, że nie było pomyłki w nazwie śniadanie/obiad do kolacji. Po prostu czas przeskoczył.

„Przez okno wpadały szkarłatne promienie kładącego się spać słońca. Radek upiął włosy i zmienił koszulę na bardziej elegancką. Wskazał mu [komu? Od kilku zdań nie ma mowy o Andrzeju, ostatecznie uznałabym, że chodzi o słońce – tak, czepiam się, bo wiem, o co chodzi, ale ja nie mam się domyślać, jestem tylko czytelnikiem]miejsce naprzeciwko. […] W końcu udali się do saloniku, by pooglądać telewizję.”
Nie rozumiem. Andrzej zachowuje się jakby był stałym bywalcem. Ma dziwny charakter, taki niedorobiony – jest bezpośredni, czasem prostacki, bezrefleksyjny…
Czy nie powinien powiedzieć czegoś w stylu: „Dziękuję, to nie będę dłużej przeszkadzał” i „Dlaczego siedzisz w tej wieży?”… Dlaczego on tam siedzi, żeby oglądać telewizję. Jechał, na miłość boską, do pracy! Dlaczego nikt do niego nie dzwoni, to ważny człowiek. Zostawił BMW na drodze! Zapewne z dokumentami, nie ma słowa o tym, że zabrał portfel, więc zapewne zostawił też karty kredytowe etc. Ja bym jednak trochę się pomartwiła.

„ Nie zdążyli jednak na wiadomości. Zaczęła się jakaś komedia romantyczna i Radek wzdychając jak lokomotywa, oglądał z wypiekami na twarzy, coraz gorętsze scenki.”
XD to jest element komiczny, chociaż nie wiem, czy zamierzony, ale bardzo mnie rozbawiło nazwanie wprost tego zjawiska ciuf-ciuf. Jeśli zaplanowałaś lokomotywę, to gratuluję – naprawdę udana karykatura. Nie wierzę jednak, że facet w jego wieku może się tak podniecać, oglądając film… ROMANTYCZNY. Tam scenki są delikatne, owszem, dla wrażliwej duszy mogą być pobudzające, ale chyba nie aż tak. On ma dostęp do Internetu…


„- Ja nawet nie wiem jak to jest się całować. Na filmie wygląda bardzo przyjemnie – westchnął nagle zasmucony Radek. – Mam już 23 lata i nigdy nie miałem chłopaka. O większości tych rzeczy nie mam z kim porozmawiać. Polubiłem tą wieżę i panujący tu spokój, ale czasami czuję się strasznie samotny.”

1. Zapis dialogu:
(spacja) – (spacja) Jestem gejem [bez kropki](spacja) – (spacja) powiedział i westchnął. <- słowa narratora dotyczą wypowiedzi („powiedział”), dlatego po „gejem” nie stawiam kropki.
Spacje między myślnikami tak samo.
- Jestem gejem. – Westchnął. <- narrator nie odnosi się do wypowiedzi. Bohater powiedział swoje i potem westchnął, dlatego mamy kropkę po „gejem” i „Westchnął” wielką literą.

2. On ma 23 lata, jest dorosłym facetem, który ma Internet, ma kontakt ze światem poza wieżą, ergo musi wiedzieć, że homoseksualizm nie jest powszechnie akceptowany (rzecz się dzieje w Polsce, nie czarujmy się).
3. Nikogo nie całował – w porządku… dlaczego mówi o tym nowo poznanemu, obcemu facetowi…? Nie jest mu trochę wstyd? Nie mam na myśli tego, że wstydem jest nieposiadanie doświadczenia, tylko zwierzanie się w tym temacie jest zawstydzające.
4. Nie miał żadnego kontaktu w kwestii całowania czy seksu po tym jak wpadł w „złe towarzystwo” i ćpał?... Hm… może wpadam w tym momencie w schemat, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne. Do nikogo się nie dobierał na fazie? Ani nikt do niego…?
5. Mówi, że nie miał z kim porozmawiać… więc zwierza się obcemu facetowi? Desperacja…? To już dawno powinien buszować w Internecie.

„Doskonale wiedział, że musi być bardzo delikatny, by nie spłoszyć swojego towarzysza.”
Delikatny, żeby pocałować dorosłego faceta? Radek został płochą dziewoją. To nie łania. Poza tym delikatność to on okazał… Chłopak wydaje się nieźle napalony i zdesperowany.
„– Chodź do mnie - wyciągnął do niego rękę. Chłopak powoli wstał i wahając się usiadł mu na kolanach. – Nie bój się(,) słońce, parę buziaków jeszcze nikomu nie zaszkodziło(.) – (O)objął go i przytulił do twardego torsu.”
Kolejny częsty błąd: zapominasz, że wtrącenia rozdziela się przecinkami np. „Jak się czujesz, kochanie?”, „Proszę, skarbie, zapomnij o tym.” I znów dialogi lecą na łeb na szyję.

„Byli jak dzieci, które nie tylko wzrokiem, ale także dotykiem i smakiem muszą poznać wszystko, co ich fascynuje.”
Tak, tylko mówienie o dzieciach w scenie erotycznej nieznacznie psuje nastrój; bo pojawiają mi się przed oczami dzieci, które… fu…

„Lizali, gryźli, podszczypywali, doprowadzając się do szaleństwa.” Szybko. Niesamowicie wyprany z uczuć opis. Nie buduje napięcia, nie chodzi o stymulujące działanie, ale o taki dreszczyk.

„W końcu Andrzej zanurzył się w to chętne, ciasne ciało jęcząc z zachwytu.” Wielkokrotnie, we wszystkich komentarzach dotyczących seksu analnego, we wszystkich złośliwych analizach pojawia się jedna bardzo słuszna uwaga: a gdzie nawilżacz? Odbyt nie jest przystosowany do seksu, to nie pochwa, która staje się wilgotna, a co za tym idzie bolesny stosunek staje się jeszcze nieprzyjemniejszy. I nie wystarczą, jak dalej piszesz, pieszczoty, aby ukoić ból. Brak opisu uczuć Radka, który cierpi, no nic dziwnego, skoro tamten go trochę liznął, kisnął i wziął.

„Pogrążyli się w rozkoszy, wykrzykując na zmianę swoje imiona.”
To zabawne, bo się sobie nie przedstawili. Pomijając, że jakoś nie sądzę, żeby ekstaza Radka była szczera.

Co do dalszej części: nie mam nic przeciwko przyśpieszeniu akcji, byłabym hipokrytką, ponieważ sama najbardziej nie lubię ciągnięcia fabuły na siłę. Mimo to nie podoba mi się to jak Ty zastosowałaś ten chwyt. Widzę chaos i chęć jak najszybszego pożegnania się z bohaterami. To takie zakończenie „na szybko”.

„ O tego czasu spotykali się prawie codziennie. Kiedy tylko za ciotką zamykały się drzwi Andrzej przekradał się do wieży, by spędzić choć parę godzin ze swoim Roszpunkiem i coraz trudniej mu było go opuścić. Rodzina Radka bardzo dziwiła się, jak pogodny i zgodny stał się ostatnio chłopak.”
Pogodny-zgodny to rymy, należy ich unikać. I co, w tym kontekście, znaczy „zgodny”?
„Nawet przestał nalegać, by zabrali go w końcu do miasta. Uczył się po całych dniach, (całymi dniami)
rzadko wychodząc z pokoju.” (Bo go zamknęli w wieży?!)

„…ale już było widać, że spoważniał, co ich ogromnie cieszyło.”
Spoważniał? Przecież teraz był radosny, wcześniej był poważny i smutny.

„Niestety godziny mijały, a Radek się nie pojawiał.” Nie wiem, o czym mówisz. Naprawdę. To zdanie jest kompletnie wyrwane z kontekstu.

Logika już na wstępie dostała w twarz. Mogę wiele zwalić na to, że bohater był na kacu – nie myślał logicznie, nie zauważył migającej kontrolki, że jedzie na rezerwie, ruszył w puszczę szukać benzyny itd. Ogólnie okoliczności bezsensowne. Mamy zamek, którego budowa niestety została wyjaśniona – lepiej byłoby gdyby jego powstanie zostało owiane mgłą tajemnicy. Mamy muzeum etnograficzne(!) w środku puszczy, gdzie przyjeżdżają wycieczki szkolne, ale prywatnie to już nikt nie jeździ… Mamy autostradę(!) i brak stacji benzynowej.

W Twoim przypadku kiepskim posunięciem było dokładne określenie rzeczywistości, miejsca itp. Uważam tak, ponieważ gubiłaś się w takich detalach, które odsuwały mnie od właściwiej akcji.

Właśnie mi wpadło do głowy, czy to wszystko nie jest jakąś kpiarską karykaturą. Jeśli jest, no to cóż – pomysł był, ale źle go zrealizowałaś, ponieważ nie odebrałam tego jako naśmiewania się z różnych zjawisk (lokomotywa pozostanie w moim sercu), ale jako troszkę nieudanego debiutu.

Scena erotyczna była sztywna i nierealna. Trochę za dużo cukru.

Końcówka straszna, taka, żeby już odklepać.

Myślę, że to nie był zły pomysł. Wydaje mi się, że gdybyś dopracowała to, zrobiła z tego dłuższą, bardziej trzymającą się całości historię, to byłoby ciekawie. Gdybyś sama sobie (w głowie) ukształtowała charaktery bohaterów, nie byliby oni tacy… mdli, nijacy.
Sprecyzuj sobie motywy, które kierują Andrzejem i zastanów się, czy sama byś tak postąpiła. Musisz mocniej wczuwać się w sytuację, żyć ich życiem. Czy gdybyś weszła do domu obcego człowieka tak po prostu poszłabyś oglądać z nim telewizję? Czy zwierzyłabyś się obcemu mężczyźnie ze swoich intymnych sekretów?... Te sceny były bardzo sztuczne.

Mój komentarz nie ma być złośliwy, jeśli tak go odbierzesz, to przykro mi… Nie taki jest mój cel, nie po to piszę długie komentarze, żeby komuś zrobić przykrość. Sama dostawałam długie, bardzo krytyczne komentarze, które jednak wiele mnie nauczyły. Staram się pokazać, co jest złe i nielogiczne – według mnie. To zupełnie subiektywna ocena.
Robisz błędy interpunkcyjne, masz problemy ze składnią i dialogami, ale ogólnie nie jest źle. Jeśli ktoś chce pisać, powinien pisać – powinien dużo ćwiczyć i patrzeć na siebie bardzo krytycznie.

Zatem ćwicz, ćwicz, ćwicz. ; )

Pozdrawiam serdecznie
Puś
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [Z] [M] Roszpunek

Postprzez stregabianca » 14 wrz 2013, 16:06

Szczerze mówić nie bardzo wiem, która z was ma rację. Narobiłyście mi w głowie większego bigosu niż mam na ogół. Zamysł był taki jak to napisała w komentarzu Psota. Bardzo mnie ucieszyło, że historyjka wywołała uśmiech na twojej twarzy. To dla mnie wielki komplement, bo właśnie takie było jej przeznaczenie. Doskonale wiem, że mój warsztat pozostawia wiele do życzenia. Pracuję nad tym powoli, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, tym bardziej, że brak mi bety. Masz rację co do pewnego prostactwa, ale mam skłonność do karykatury nad którą trudno mi zapanować. Postaram się na przyszłość o większą subtelność.
Puchaczu, wiem że ci się nie podobało i widać to od pierwszych linijek komentarza. Masz prawo do własnego zdania, a ja potrzebuję uzasadnionej krytyki, żeby się rozwijać, dlatego to opowiadanko trafiło na forum. Bajka to z reguły prosta opowiastka z przerysowanymi postaciami zakończona morałem. Nie wiem dlaczego oczekujesz ode mnie głębi psychologicznej i oraz podania rzeczywistych faktów z naszej historii i geografii. Nie przyszło ci do głowy, że to zwyczajna fikcja literacka i nie ma sensu się w nią zagłębiać? Jeśli podam, że historia dzieje się na Toruniu na jakiejś ulicy, to poszukasz tego w Google i będziesz patrzyć czy zgadzają się numery domów? Dla mnie to bez sensu. Napisałam, że w Puszczy Białowieskiej, bo łatwiej sobie chyba wyobrazić rodzimą puszczę niż jakąś inną. Czy tak trudno zobaczyć biegnącą przez nią autostradę? Przecież to bajka, nie rozumiem dlaczego wzięłaś wszystko na poważnie. Jak oglądałaś Jasia i Małgosię, to też myślałaś jak zbudowano chatkę i który architekt zrobił plany tego paskudztwa? To zwykła opowiastka pisana dla zabawy, prosta i lekka w zamyśle. Nie wiem dlaczego miałam z tego zrobić dramat z narkomanami w tle. Kiedy przeczytałaś gatunek bajka, nie przyszło ci do głowy, że to faktycznie bajka dla dorosłych? Nie myśl, że nie zdaję sobie sprawy ze swoich błędów, bo tak nie jest, tylko to czepianie się logiki trochę mnie zdenerwowało.
Piszę bardzo krótko, bo dopiero od roku i bardzo potrzebowałam rzetelnej oceny. Teraz jestem w kropce, bo wasze odczucia i oceny tak bardzo się różnią. Nie za bardzo wiem, co o tym wszystkim myśleć. Jestem wam obu wdzięczna za poświęcony mi czas, tylko mam dziwne wrażenie, że czytałyście dwie różne historie.
stregabianca
 
Posty: 6
Dołączył(a): 08 wrz 2013, 09:32

Re: [Z] [M] Roszpunek

Postprzez Puchacz » 14 wrz 2013, 23:10

Nie chciałabym offtopować, ale ostatecznie wciąż odnoszę się do Twojego opowiadania.

Nie, nieprawda. Zaznaczyłam, co mi się podobało. Nie moja wina, że tego nie dostrzegasz i skazujesz mnie na bycie złośliwym krytykiem. Pogodzę się z tym, ale muszę odnieść się do kilku spraw.
Tak, uważam, że gdy umieszczasz akcję w określonym miejscu, to musi się ona zgadzać z rzeczywistością. Pisarze często korzystają z map, współczesnych i dawnych.

Niektóre powieści są zwierciadłami. „Powieść jest zwierciadłem przechadzającym się po dziedzińcu.” (Stendhal) A nowela jest zwierciadełkiem. Szukając dokładnie tego cytatu, po co mam przytaczać niedokładnie, skoro mogę sprawdzić, znalazłam jeszcze jeden, który pasuje: „Różnica między rzeczywistością a powieścią jest taka, że powieść musi być sensowna.” (Clancy).
Nawet gdy całkowicie odrywasz się od realiów znanego nam świata, trzymasz się pewnej logiki - o tym także mówią wybitni autorzy. Dla Goldinga każde zdanie ma wartość, każde ma sens, każde jest dopracowane. Nic dziwnego, że jego powieści są genialne.
Ktoś mi kiedyś wspomniał o współczesnych twórcach, wcale nie na wielką skalę, którzy nie będąc nigdy w Londynie sprawdzają na Google maps, jak wyglądają ulice tego miasta, aby nie palnąć bzdury. To mądre posunięcie i jak rozumiesz nie jestem osamotniona w tym poglądzie.
Czy właśnie nie na psychologii opierają się powieści? Na budowaniu charakterów? Pomijając już takie lektury jak „Granica” czy „Cudzoziemka”, gdzie były one właśnie kluczowe. Są istotne. Nie wyobrażam sobie pisania bez zastanowienia się, co czuje mój bohater…
Oczekuję oddania rzeczywistości, ponieważ jestem czytelnikiem. Chciałabyś przeczytać: „w jednym z nadmorskich kurortów, a dokładniej w Krakowie…”?
Jeśli podasz, że rzecz się dzieje w Toruniu, to wydrukuję sobie tekst i będę szła tymi ulicami, jeśli nie fizycznie, to w wyobraźni, krytykując lub podziwiając to jak oddałaś rzeczywistość. Niektóre powieści mogłyby być przewodnikami po miastach.

Nie przyszło mi do głowy, że to zwyczajna fikcja literacka, ponieważ nawet fantastyka, nawet ta naukowa, rządzi się swoimi prawami. Przykład? Autor „Metra2033” nie stwierdził, że tak mu pasuje, więc mieszkańcy będą sadzili zboże na peronach. Trzymał się sensu, rzeczywistości, którą stworzył.
Właśnie twórcy tego typu powieści najbardziej zwracają uwagę na oddaniu realiów a czyż oni nie mają największego prawda do uciekania przed prawami rządzącymi naszym światem?
Bardzo trudno zobaczyć mi autostradę biegnącą przez Puszczę Białowieską, ponieważ to WAŻNA puszcza. Nie jestem szalonym ekologiem. Ale to… absurdalne.
Nie. To nie jest bajka. Ani tym bardziej baśń. To opowiadanie.

„Jaś i Małgosia” nie zostali osadzeni w Puszczy Białowieskiej i to akurat była baśń. Ale przykładowo już jako dzieciak burzyłam się przeciwko temu, że Kapturek został wyciągnięty z wilka. Takiego sprzeciwu nie budził jednak dżin z lampy, ponieważ był magiczny, ale nie naginał tak podstawowych praw, jakimi rządzi się nasz świat. Poza tym BAŚŃ to utwór fantastyczny.
Wzięłam to na poważnie, ponieważ tak to napisałaś. Przeniosłaś baśń do realnego, współczesnego świata. Nie możesz mieć do mnie pretensji o to, że analizuję Twój tekst takim jakim jest.
„Nie wiem dlaczego miałam z tego zrobić dramat z narkomanami w tle.” Przecież to była luźna sugestia! Chodziło mi o to, że to jeden z nierozbudowanych wątków. Poza tym, przepraszam bardzo, ale sama tych narkomanów wprowadzasz do opowieści.
TO NIE JEST BAJKA. Bajka to krótki utwór literacki, zawierający morał. Czasami jest żartobliwy. Bajki pisał Ezop, Krasicki, Fredro. Baśń to co innego – a z tego, że uznajesz „Roszpunkę” za bajkę, powinnam uznać Twoje opowiadanie za baśń – ale baśnią również nie jest. Natomiast „Roszpunkę” spisali bracia Grimm i to jest baśń.
Nie rozumiem, dlaczego miałoby Cię denerwować wytykanie błędów w logice, to ważny element, wręcz kluczowy.
To, że od niedawana zabrałaś się za pisanie, nie oznacza, że masz pisać krótko. Gdyby tak było, powieści wydawaliby tylko staruszkowie.
Moja negatywna opinia nie powinna wpłynąć na to czy piszesz, czy nie – zwłaszcza, że nie wszystko krytykowałam. Często autorzy są odrzucani przez wydawnictwa a później okazuje się, że ich powieść staje się bestsellerem.
Dziwi mnie Twoje podejście, jakbyś oczekiwała, ze ja i psota rozstrzygniemy, czy powinnaś pisać. ; )
Jeśli będziesz chciała kontynuować wymianę zdań, to proszę odpisz prywatnie, ponieważ powoli oddalamy się od tekstu właściwego.
Pozdrawiam
Puś

PS: Ostatnio zapomniałam dodać, że [Z] stosujemy tylko przy opowiadaniach wieloodcinkowych. : )
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [Z] [M] Roszpunek

Postprzez psota » 15 wrz 2013, 13:45

Również pozwalam sobie na odpowiedź, bo dyskusja jest warta tego i wprowadza myślowe ożywienie - wywołane tekstem.
stregabianca napisał(a):Szczerze mówić nie bardzo wiem, która z was ma rację.

Żadna z nas nie ma racji i każda z nas ma rację. Sęk w tym, że inną rację. Wszystkie logiczne błędy, które wymieniła Puchacz istnieją w Twoim tekście - na co Puchacz również dał przykład. Myślę, że powinnaś być zadowolona, jak autor tekstu, z tego, że Puchaczowi chciało się wszystko tak dokładnie przeanalizować, a do tego skonstruować komentarz, który przedstawia wnioski. Och i w tych wnioskach są ważne rady dla Ciebie, skoro chcesz się rozwijać. I tak, Puchacz ma rację wytykając Ci błędy logiczne.

Różnica w naszych wypowiedziach wynika z tego, że obie inaczej podeszłyśmy do czytanego tekstu. I komentarz Puchacza świadczy przede wszystkim o tym, że tekst ma potencjał, a nie że się nie podobał (mimo wytkniętych błędów). Ja potraktowałam "Roszpunka" jako bajkę współczesną (rozumianą współcześnie, kierowaną dla dzieci, tutaj przewrotnie dla rodziców/dorosłych, gatunkowo bliską opowieści, powiastce), fantastyczną przenośnię na czasy dzisiejsze, nie jako bajkę w stylu Ezopa, Biernata, czy Krasickiego, czy baśń Andersena oraz braci Grimm. I nadal uważam, że "Roszpunek to lekka, fajna powiastka na leniwy wieczorek". I wy napisaniu tego zdania, nadal nie przeszkadzają mi nielogiczności, na które zwróciła uwagę Puchacz. Z góry założyłam, że "Roszpunek" będzie opowieścią naiwną, prosto skonstruowaną, obrazującą pewien naczelny obraz. I też tak jest. Dlatego też nielogiczność wytyczenia autostrady przez puszczę nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Uznałam to jako element, który nie prowadzi do głównego celu, czyli spotkania Andrzeja z Radkiem. I nadal uważam, że tekst czyta się fajnie, że jest przyjemny, zabawny, i że brakuje mu tu i ówdzie odrobiny subtelności. Ja nie oczekiwałam "oddania rzeczywistości", ale chwili przyjemności.

Puchacz ma wiele racji, ba bardzo dużo racji. Jak chcesz się rozwijać, a zapewne chcesz, to przeanalizuj wszystko, co Puchacz napisała. I pisz, rozwijaj swój warsztat.

Psota
psota
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 425
Dołączył(a): 11 lut 2008, 21:11
Lokalizacja: Stalowa Wola


Powrót do Slash

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości