I Stonoga! (4)

Tasiemce w trakcie realizacji.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 06 lut 2010, 20:07

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 07 lut 2010, 00:51

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 01:35

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 07 lut 2010, 01:42

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 07 lut 2010, 01:58

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 02:01

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 07 lut 2010, 02:07

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 02:15

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 07 lut 2010, 02:20

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 07 lut 2010, 02:21

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 02:28

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 07 lut 2010, 02:35

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 07 lut 2010, 02:38

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 02:43

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 07 lut 2010, 02:48

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 07 lut 2010, 02:53

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie!
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 03:00

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 07 lut 2010, 03:04

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 07 lut 2010, 03:12

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 lut 2010, 03:20

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Tasiemce

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron