I Stonoga! (4)

Tasiemce w trakcie realizacji.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Astaraela » 03 mar 2010, 11:54

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy.
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 07 mar 2010, 21:34

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Astaraela » 08 mar 2010, 13:01

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?!
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 08 mar 2010, 20:20

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić!
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Astaraela » 08 mar 2010, 23:36

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 13 mar 2010, 00:44

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 13 mar 2010, 00:52

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 13 mar 2010, 01:07

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Morwena » 13 mar 2010, 01:12

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Astaraela » 16 mar 2010, 14:35

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Luelle » 16 mar 2010, 17:51

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 16 mar 2010, 23:48

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Astaraela » 17 mar 2010, 01:01

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 17 mar 2010, 16:48

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Astaraela » 18 mar 2010, 19:23

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Minister niemal zapowietrzył się w akcie świętego oburzenia, przy czym zapomniał o gnieceniu melonika i upuszczając go, spłoszył szczura przypatrującego się uważnie zaistniałej scenie.
Avatar użytkownika
Astaraela
Antyczny Władca Czasu
Antyczny Władca Czasu
 
Posty: 146
Dołączył(a): 31 maja 2008, 11:40
Lokalizacja: Warszawa

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Binia » 18 mar 2010, 22:56

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Minister niemal zapowietrzył się w akcie świętego oburzenia, przy czym zapomniał o gnieceniu melonika i upuszczając go, spłoszył szczura przypatrującego się uważnie zaistniałej scenie.

***

Severus razem z Draco, dotarli do łazienki dziewczyn, lecz to co tam zastali przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Avatar użytkownika
Binia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 638
Dołączył(a): 02 lip 2009, 20:40
Lokalizacja: Poznań

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Draconia Maleficia » 29 kwi 2010, 23:40

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Minister niemal zapowietrzył się w akcie świętego oburzenia, przy czym zapomniał o gnieceniu melonika i upuszczając go, spłoszył szczura przypatrującego się uważnie zaistniałej scenie.

***

Severus razem z Draco, dotarli do łazienki dziewczyn, lecz to co tam zastali przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Obaj mężczyźni, i starszy, i młodszy, z niedowierzaniem patrzyli na całujących się "państwa młodych" - najwyraźniej niecierpliwy Baron nie miał zamiaru czekać na swą ślubną nagrodę ani chwili dłużej.
Draconia Maleficia
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 386
Dołączył(a): 08 mar 2010, 00:59
Lokalizacja: Józefów

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Luelle » 30 kwi 2010, 12:29

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Minister niemal zapowietrzył się w akcie świętego oburzenia, przy czym zapomniał o gnieceniu melonika i upuszczając go, spłoszył szczura przypatrującego się uważnie zaistniałej scenie.

***

Severus razem z Draco, dotarli do łazienki dziewczyn, lecz to co tam zastali przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Obaj mężczyźni, i starszy, i młodszy, z niedowierzaniem patrzyli na całujących się "państwa młodych" - najwyraźniej niecierpliwy Baron nie miał zamiaru czekać na swą ślubną nagrodę ani chwili dłużej. Z szoku jako pierwszy otrząsnął się Severus.
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: Stonoga! (4)

Postprzez morgan » 30 kwi 2010, 12:58

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Minister niemal zapowietrzył się w akcie świętego oburzenia, przy czym zapomniał o gnieceniu melonika i upuszczając go, spłoszył szczura przypatrującego się uważnie zaistniałej scenie.

***

Severus razem z Draco, dotarli do łazienki dziewczyn, lecz to co tam zastali przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Obaj mężczyźni, i starszy, i młodszy, z niedowierzaniem patrzyli na całujących się "państwa młodych" - najwyraźniej niecierpliwy Baron nie miał zamiaru czekać na swą ślubną nagrodę ani chwili dłużej. Z szoku jako pierwszy otrząsnął się Severus. Wymamrotał pod nosem zaklęcie, które miało niepowtarzalny skutek.
Gadające głowy
Zanim dodacie temat, przeczytajcie: slash i f-f.
Avatar użytkownika
morgan
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 396
Dołączył(a): 12 maja 2009, 22:59
Lokalizacja: z podświadomości

Re: Stonoga! (4)

Postprzez Puchacz » 30 kwi 2010, 23:00

Ron przyglądał się swojej twarzy w lustrze, wciąż był w szoku, że poprawił Hermionę, w związku z tym zastanawiał się czy rzeczywiście opętał go Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy... został geniuszem...? Przysunął się jeszcze bliżej szklanej tafli i przyglądał się każdemu piegowi z osobna, szukając oznak mogących dać jasne i niezaprzeczalne potwierdzenie dla jego geniuszu.
- Ech, chyba jednak zostałem geniuszem, bo żadna blizna mi po nim nie została - zaczął mówić sama do siebie, dalej przeglądając się w lustrze - może teraz Hermiona zgodzi się na randkę, skoro jestem geniuszem to nie przyniosę jej wstydu.
"Chcesz iść do Pottera, chcesz iść do Pottera" mówił cicho głosik w jego głowie.
- Merlinie i Godryku, on mnie jednak opętał - zaczął krzyczeć - ratunku!
"Nieee, to ja - twój głos geniuszu, mam na imię Gienek."
- Ja zwariowałem, zamkną mnie w św. Mungo na oddziale zamkniętym i co wtedy zrobi Hermiona beze mnie? - zadał pytanie na głos.
"Jeżeli będziesz słuchał Gienka, to zostaniesz jej mężem, obiecuję."
Ron najpierw uśmiechnął się do siebie, ale na myśl o rzeczach, które mógłby robić z Hermą, zaczął głośno i szaleńczo śmiać, niczym zły bohater mugolskich kreskówek. Jego nieuwagę wykorzystała mucha, która - bzycząc głośno i radośnie - wleciała mu do gardła.
Gienek zaczął się zastanawiać czy nawet tak genialny Głos Geniuszu, jakim był, może pomóc temu chłopcu. Nagle drzwi do łazienki otworzyły się z wielkim hukiem i do środka wpadała jakaś osoba, Ron odwrócił się by zobaczyć kto to. Przetarł oczy, by upewnić się, że dobrze widzi - przed nim stał... on sam.
- Kim ty jesteś, na majtki Merlina?! - zawył Ron... no, jeden z Ronów
"Jesteś psychiczny, on żyje tylko w twojej wyobraźni" powiedział znudzony Gienek.
- Nie za mało was tam, co, nie brakuje jeszcze kogoś - zespołu death metalowego, na przykład?! - piszczał coraz cieniej Gryfon.
"Nie jesteś głodny, mój chłopcze?" zapytał niewinnie głosik.
- Skoro już mi o tym przypomniałeś, to rzeczywiście zjadłbym ciasto z melasą, podwójny pudding, pieczone ziemniaki... - rozpoczął swą litanię Ron.
Następnie wyszedł z łazienki i skierował się w stronę Wielkiej Sali, by zapełnić swą jakże wielką studnie bez dna zwaną również jego żołądkiem.

***

W tym samym czasie, choć kilka pięter niżej, Harry odzyskiwał przytomność. Spostrzegł że leży na bardzo zimnej podłodze, wokół jest ciemno a sądząc po wilgoci utrzymującej się w powietrzu, znajduje się w lochach. Próbował wstać, ale uniemożliwił mu to dotkliwy ból głowy i... związane nogi.
- Potter, Potter, Potter...
Do uszu Harry'ego doszedł złowrogi, cichy głos Mistrza Eliksirów, który nie wróżył za dobrze, raczej obiecywał długą i bolesną śmierć. Potter zacisnął ręce w pięści, poczuł narastającą złość skierowaną na tego mężczyznę. To on tu się stara, wyjawia mu swój największy sekret, że jest gejem, a ten jak mu się odpłaca? - zaczął narzekać w myślach Złoty Chłopiec Gryffindoru na swojego profesora.
- Nawet nie drgnij, Potter, bo znów się skaleczysz - powiedział kpiąco Severus.
- To chyba moje sprawa a nie twoja, czy mam jakieś rany - odpowiedział buntowniczo Harry. - I właśnie sobie pójdę, a co! - wykrzyknął, próbując się podnieść.
- Nie ruszaj się, ty nieznośny bachorze, czy ty nie możesz zrobić choć raz jak ci każę? - zdenerwował się Mistrz Eliksirów.
Harry nie przejął się jego słowami, tylko postanowił stanąć na nogi; wtedy uświadomił sobie, że jeszcze nie zdążył ich rozwiązać. Uświadomił to sobie, dość boleśnie, gdyż z powrotem wylądował na podłodze, obijając sobie miejsce, w którym plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
- Dlaczego mnie związałeś, ty ślizgoński brutalu? - wykrzyczał purpurowy ze złości Harry.
- Żebyś, nie zrobił sobie krzywdy, ale płonne były me nadzieje, więc czy teraz możesz się w końcu nie ruszać? - wysyczał Severus.
- Co ty, do licha, knujesz? - zapytał cicho Harry, a strach w jego oczach zwiększał się odwrotnie proporcjonalnie do dzielącego ich dystansu - tak, Snape zbliżał się do Pottera z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie, a teraz... śpij - Severus pomachał Harry'emu przed oczami tajemniczą zawieszką i udał się w tylko sobie znane miejsce, zostawiając śpiącego chłopaka samego.

***

Napiętej sytuacji w Hogwarcie nie mógł ochłodzić nawet rzęsisty deszcz; otulająca zamek mgła ukryła dwóch chłopców spacerujących po szkolnych błoniach, młodzi nie przejmowali się tym, że mokną. Co jakiś czas przystawali nad brzegiem jeziora i wpatrywali się w nie, by za chwilę, o czymś zawzięcie porozmawiać.
- Draco, nie rozumiem - powiedział lekko zażenowany chłopak.
- Czego nie rozumiesz, przecież to jest bardzo proste, bierzesz swój wielki miecz do ręki i zanurzasz go w tym małym otworku... - zaczął na nowo wyjaśniać Ślizgon.
- Ale wiesz dokładnie, że to bardziej scyzoryk jest - powiedział niemrawo.
- Czy ty zawsze musisz mi przerywać, wracając do tematu, jak już mówiłem, musisz zanurzyć go w tym małym otworku, na początku może iść trochę ciężko, ale im więcej razy będziesz to robił, tym lepiej ci będzie wychodziło, rozumiesz teraz? - zapytał Draco.
- A może po prostu rzucę na niego zaklęcie przeciwko rdzy albo kupię nowy? - zapytał zrezygnowany Marcus.
- Z tobą są same problemy - nie dość, że flirtujesz z Potterem, to podajesz truciznę mnie, a nie TEJ osobie... nawet o pamiątkę rodzinną nie umiesz zadbać, hańba ci.
- Ale sam musisz przyznać, że chciałbyś mieć Pottera na kilka godzin sam na sam, smakowity z niego kąsek co nie? - zapytał starszy chłopak, kompletnie ignorując dalszą część zdania.
- Mniejsza o to, powiedz mi wreszcie czym mnie zatrułeś, czułem się tak, jakby stado hipogryfów orało mi brzuch... - zręcznie zmienił temat blondyn.
- Niczym cię nie zatrułem, po prostu przetestowałem pewien eliksir na tobie, jak będziesz miał nudności i zmienny nastrój wraz z powiększającym się brzuchem, to przyjdź do mnie ok?
Dracon zmienił się w słup soli, Marcus westchnął ciężko.
- Spokojnie, to tylko dziewięć miesięcy - dodał.
- Jakie dziewięć miesięcy, czyż tyś oszalał? Ja nie mogę być w żadnej ciąży! - zaczął krzyczeć zdenerwowany dziedzic rodu Malfoy'ów.
- Oto stał się cud - możesz, a tak zasadniczo to już nawet jesteś... - przerwał i zaczął podziwiać swoje upaprane błotem buty.
- Nie mogę być, przecież już mnie nie boli, Snape podał mi coś w Skrzydle Szpitalnym, chyba jakieś antidotum na te twoje poronione wynalazki - upierał się przy swoim Draco.
- Ale to nic nie da, bo połączyłem różne eliksiry wraz z mugolskimi środkami hormonalnymi i innymi rzeczami, więc nie masz wyboru, za dziewięć miesięcy będziesz szczęśliwą mamusią. - dopowiedział Marcus.
- Jesteś psychiczny, zbyt często przebywasz z Potterem - powiedział gniewnie Draco, odwrócił się i dumnie pomaszerował w stronę zamku.

***

Mistrz Eliksirów przemierzał właśnie korytarz w celu znalezienia swojego tajnego schowka, kiedy zobaczył Dracona biegnącego w jego kierunku i wrzeszczącego:
- Profesorze Snape, Severusie! Ja jestem w ciąży, albo z tobą, albo z Potterem lub z tym, no... duchem albo z wami wszystkimi naraz, pomóż mi! - wykrzyczał zdesperowany Książę Slytherinu.
- Nie panikuj, podałem ci wcześniej odpowiedni eliksir... przypadkowo usłyszałem o badaniach Marcusa, chyba będę z nim musiał porozmawiać - odpowiedział lekko zirytowany profesor. - Mniejsza o to, szukałem cię, ponieważ mamy do omówienia sprawę ślubu Marty i Barona.
- A co z nim nie tak? Skoro go udzieliłem, to jest ważny co nie? - zapytał naiwnie Draco.
Severus prychnął, ponieważ wiedział doskonale, że ceremonia została zakłócona, więc nie dobiegła do końca i coś może być z nią "nie tak".
- Swe pytania zachowaj na później, trzeba teraz znaleźć parę młodą, niemłodych duchów.
- Są młodzi duchem, profesorze - powiedział i niechętnie poszedł za nauczycielem. Wyszli z lochów i skierowali się na drugie piętro do łazienki Jęczącej Marty oraz być może i Krwawego Barona. Niestety na drodze stanął im Irytek, który w tym właśnie czasie żonglował krzesłami na korytarzu na drugim pietrze i rzucał nimi w każdego, kto się zbliżył.
- Mam krzesło i nie zawaham się go użyć! - krzyknął poltergeist i rozpoczął atak.
Snape krzyknął "apage", Iryt wrzasnął przestraszony, a sekundę później nie było po nim śladu; krzesła spadły z hukiem na podłogę.
- Co mu zrobiłeś? Nie żeby było mi go żal, po prostu jestem ciekaw? - zapytał młody Ślizgon.

***
Jęcząca Marta nie planowała histeryzować i płakać, o nie - koniec z nieogarniętą dziewczynką, czas na zmiany.
- Po pierwsze muszę zacząć się ubierać inaczej, może fiolet, albo niebieski... z włosami też by się przydało coś zrobić może obciąć? - zaczęła zastanawiać się na głos. - Obetnę i przefarbuję na blond, jasny, bardzo, bardzo jasny blond - zawyrokowała, kiwając głową z uznaniem.
- Ma kochana co chcesz i jakiemu blondwłosemu chłopcu obciąć? - zadał pytanie małżonek, nie bardzo wiedząc, co jego żona mówi do siebie.
- Yyy, wyyyjdź! - zawyła - tooo ma być niespodziaaankaaa!
Gdy Krwawy Baron wyszedł z pomieszczenia, Marta uśmiechnęła się złośliwie i zaczęła malować paznokcie bezbarwnym lakierem, myśląc o wizycie u Madame Duszki, fryzjerki dla niematerialnych. Przeszło jej przez myśl, że mogła zabrać się za to przed ślubem, ale zbytnio się nie przejęła - w końcu metamorfoza przez nocą poślubną może być niezwykle ekscytującym dodatkiem.

***
Harry leżał związany i zastanawiał się jak uciec, aż w końcu wpadł na genialny pomysł. Co prawda jego pomysłów nikt nigdy wcześniej nie śmiał nazywać genialnymi, jednak teraz młody Potter nie wątpił, że każdy, kto pozna jego zamysł, od razu okrzyknie go iście mistrzowskim planem za swą prostotę, a przy tym stuprocentową niezawodność. Gryfon niezwłocznie przystąpił do realizacji. Plan polegał na cierpliwym i wytrwałym poczekaniu na Snape'a i błagalnym proszeniu o wolność. Ułożył się we w miarę wygodnej pozycji i przybrał na twarz zrozpaczony wyraz, by wyglądać... odpowiednio i leżał. Jak na złość, Severus nie zjawiał się przez długie godziny, jakby nagle stracił wszelkie zainteresowanie swoim więźniem, przez co Harry dostał skurczu wszystkich mięśni potrzebnych do wyrażania rozpaczy. Na jego twarzy zamiast wyrazu rozpaczy znajdował się grymas niezadowolenia, a całe ciało drżało z zimna i bezsilności. Jak on mógł, na Merlina, jak on mógł go tak porzucić, opuścić, zostawić, odejść od niego, robić to, co właśnie robił, na dodatek związując i zamykając go w ciemnym i wilgotnym lochu?! Czy on nie zdaje sobie sprawy jaką ma delikatną skórę i jak jest podatny na różne choroby, przecież on jako bohater nie może zachorować, czy choćby się przeziębić! Harry miał już ostatecznie pogrążyć się w czarnej rozpaczy, gdy zasuwa skrzypnęła zgrzytliwie, po czym ktoś otworzył ciężkie drzwi.
- No nareszcie, ile można tak czekać?! - palnął bez zastanowienia Harry, po czym wydał zduszony okrzyk, zauważając, kto stoi w drzwiach. Nie stał w nich żaden Severus, ba żaden nauczyciel, osobą tam znajdującą się tam okazał się być Korneliusz Knot.
- Panie Potter, sprawa jest ważna, proszę się nie wygłupiać i wstać - powiedział jednym tchem mężczyzna, tradycyjnie tarmosząc melonik.
- Panie Ministrze, to raczej niemożliwe, jestem związany, może mi pan pomóc? - zapytał chłopak, definitywnie rezygnując z czekania na Snape'a.
- Przykro mi, panie Potter, ale... to niewykonywalne - wypalił i uciekł wzrokiem w bok, zdeterminowany nie spojrzeć zszokowanemu chłopcu w oczy.
- Ale... dlaczego? - zapytał niepewnie chłopak.
- Ponieważ panie Potter, jest pan naszym wybawcą i takie rzeczy jak uwolnienie się, powinien mieć pan opanowane do perfekcji w razie porwania. - odrzekł pewnie minister. - Oczekujemy od pana, że zbawi pan cały magiczny świat, ocali nas przed Tym Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i sprawi, że żyć będziemy w krainie mlekiem i miodem płynącą - czy wobec tego uważa pan, że jest w pana życiu miejsce na taką głupią sielankę, jaką uprawia pan teraz, poprzez zadawanie głupich pytani i wylegiwanie się?
- Czy jesteś tak durny, że nie widzisz, że wcale nie odpoczywam, tylko ruszyć się nie mogę?!
Minister niemal zapowietrzył się w akcie świętego oburzenia, przy czym zapomniał o gnieceniu melonika i upuszczając go, spłoszył szczura przypatrującego się uważnie zaistniałej scenie.

***

Severus razem z Draco, dotarli do łazienki dziewczyn, lecz to co tam zastali przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Obaj mężczyźni, i starszy, i młodszy, z niedowierzaniem patrzyli na całujących się "państwa młodych" - najwyraźniej niecierpliwy Baron nie miał zamiaru czekać na swą ślubną nagrodę ani chwili dłużej. Z szoku jako pierwszy otrząsnął się Severus. Wymamrotał pod nosem zaklęcie, które miało niepowtarzalny skutek. Przeniosło duchy w nieznane mu miejsce.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Tasiemce

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron