[NZ] Tenere 47/63 [Kuroshitsuji]

Moderator: Al

Re: [NZ] Tenere 33/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 03 wrz 2011, 17:46

Witam po wakacjach. Mam nadzieję że jacyś wierni fani opowiadania się ostali.


Rozdział 33
?Powtórka?


Biegnąc za odgłosem krzyku wspinamy się po schodach. Zszokowani i zmartwieni ludzie zerkają na nas.

Nie dając czasu do namysłu przepycham się przez wszystkich, ruszam do drzwi pośrodku korytarza.

Z wnętrza mogę usłyszeć histeryczne, przerażone, charczące sapanie kobiety. Sypialnia jest pusta, jednak z łazienki dochodzi blask świec odbijających się w lustrze, zaglądam tam...

Na początku trudno jest powiedzieć co się tak właściwie stało...

Blondynka, kobieta, która pozwoliła mi wejść do zamordowanej Jess, klęczy na podłodze. Jej włosy są zmierzwione, dłonie przyciśnięte do ust w celu stłumienia płaczu. Po chwili dostrzegam ciało ? wygięte do tyłu, przewieszone przez bok wanny, w ten sposób że głowa znajduje się w środku, a stopy makabrycznie zwisają nad podłogą.

Dziewczyna, dziecko w spódnicy.

Przechodzę koło rozhisteryzowanej kobiety i zbliżam się do wanny. Spodziewam się, a niemal jestem pewien że to morderstwo będzie gorsze od poprzedniego. I niestety nie zawodzę się.

Jest tak jakby morderca nie będąc zdecydowanym w jaki sposób ma zabić, w końcu wybrał wszystkie. Dziewczynka jest blondynką, a właściwie była, jej głowa znajduje się kilka cali pod wodą, usta szeroko otwarte, szyja, oprócz śladów po duszeniu, jest pocięta ? tak samo jak u Jess z tą różnicą że Jess w porównaniu z nią została potraktowana łagodniej. Ta dziewczynka była duszona, zadźgana, a na koniec utopiona.

-Ty.

Zaskoczony rozbrzmiewającym głosem, odwracam się, aby spotkać dzikie i przerażające spojrzenie kobiety. Ta wyciąga ręce i łapie poły mojego porannego płaszcza

-Ty... - syczy ponownie, a następnie jej rozzłoszczony ton załamuje się do szlochu.-Ty to zrobiłeś! ty to zrobiłeś!

Wpatruję się w nią. - Co?

-Nie chcesz nas wypuścić z domu! - Krzyczy, swoim załamującym się od płaczem głosu, podnosząc się na kolana i łapiąc mnie za kołnierz.

-Chcemy wrócić do Chesterfield teraz! Bezpieczni! Skazałeś ją na śmierć przytrzymując nas tutaj!

Jestem oniemiały, do czasu kiedy puszcza mnie opadając z powrotem na podłogę. Mamrocze ? zabiłeś ją ? w swoje dłonie.

Chcę coś powiedzieć, jednak nie wiem co.

Pojawia się Sebastian, wchodząc cicho drzwiami do łazienki. Mierzy wzrokiem mnie, kobietę. A potem spogląda na zwłoki. Po chwili pochyla się i dotyka ramienia kobiety.

Ta podskakuje ? Co?
-Pani Bell, prawda ? - Pyta ją cicho.

Zerka na niego i niepewnie przytakuje.

-Muszę Panią prosić ? mówi swoim, spokojnym, dodającym otuchy głosem ? by nie winiła Pani mojego panicza za te przykre rzeczy.

Zadławiła się śmiechem niedowierzania.- Chcemy być już w domu - sapie - A on...

-Pani Bell ? mówi Sebastian - nalegam aby wróciła Pani ze mną do pokoju, a ja poproszę o jakąś herbatę. Mój Pan potrzebuje czasu aby obejrzeć to miejsce. Zgodziłaby się pani ?

Przez moment na jej twarzy pojawia się mieszanka niedowierzania, smutku i konsternacji.

-Ja... ja chciałabym... ja...w porządku...

Pomaga jej wstać i znikają w ciemnościach sypialni.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu biorę oddech. Stwierdzam, że mimo wszystko nie potrafię się odwrócić by spojrzeć na zwłoki; słowa Pani Bell ciągle rozbrzmiewają mi w uszach.

Czy naprawdę skazałem jej dziecko na śmierć, zatrzymując jej tutaj?

Straszna myśl przebiega mi przez umysł. Co będzie, jeżeli umrze ktoś jeszcze zanim złapię mordercę? Czy goście pozwolą mi dalej prowadzić śledztwo po tym zajściu?

Ale to nie miejsce i czas, aby się teraz tym martwić. Wciągam głęboko powietrze, starając się utrzymać je na tyle długo, żeby smród krwi nie dostał się do moich nozdrzy.

Po rozejrzeniu z całą pewnością mogę stwierdzić, że to była walka. Dziewczyna ma krew za paznokciami, jakby drapała nimi oprawcę. Chociaż jeden z kandelabrów został potrącony, nie wydaje mi się aby to miało związek, wszystko działo się w pokoju długo po walce na zewnątrz.

Słyszę w drzwiach kroki

-Coś interesującego, paniczu?

Dotykając palcem brody, odchylam się zamyślony na piętach. - Niczego się nie dopatrzyłem? za wyjątkiem tego że jest brutalniejsze od poprzedniego.

-Według matki to Sarah Bell.-Sebastian podchodzi i staje za mną bez zainteresowania obserwując zwłoki.-Przypuszczam, że to dlatego, że przywykł do tego rodzaju widoków. ? Dwunastolatka.

Przesuwam dłonią po twarzy.- To niemożliwe. Brak wskazówek. Za wyjątkiem Madame, nie mam podejrzanych. Jak mam jej to udowodnić bez dowodów?

-Ostatecznie się zobaczy.

-Nie mamy wyboru Sebastianie, - warczę. - Znowu zabili.

Następnie milknę, rozmyślając. Intuicja krzyczy, że to Madame Rigaud ? rozsądek mi mówi, że to ona. Tylko, że to nie jest wystarczający dowód.

-Gdzie on jest?

Obaj z Sebastianem odwracamy się ku drzwiom. Głos niosący się korytarzem, poprzedza ciężkie kroki.

Pani Bell pojawia się stając na środku, wygląda na skonfundowaną. Jakaś kobieta wyziera zza rogu, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy i gestykulując gorączkowo dłońmi.

-Hrabio Phantomhive ? sapie ? Właśnie widziałam... chodź ze mną!

Rusza z powrotem na korytarz, unosząc swoją sukienkę do biegu.

Zerkam na Sebastiana i po chwili udajemy się za nią.

***

Śledzimy kobietę przez labirynt zakrętów, aż w końcu docieramy do korytarza, tak wielkiego jak hol.

-Co się stało? - pytam ją, ale nie otrzymuję odpowiedzi. Po prostu zatrzymuje się na balkonie i wystraszona spogląda w dół i na mnie.

Podchodzę do balustrady i wyglądam przez nią.

Tym razem to chłopiec.

Wokół szybko tworzy się sadzawka krwi, jego połamane ciało przypomina kukiełkę; nawet stąd mogę zobaczyć ślady na jego koszulce, świadczące o tym że został zepchnięty.

-Mathias Bennet ? mówi cicho kobieta.- Śledziłam go... wiesz, jego rodzice nie zdawali sobie sprawy z niebezpieczeństwa i zostawili go samego, więc... pomyślałam...

-Co widziałaś?- Żądam odpowiedzi. Wreszcie jest jakiś świadek.

Zaciska nerwowo dłonie

-On...przechodził wzdłuż tego korytarza... wszystko widziałam to ręce...

-Ręce? - To ostatnie wyrwało mnie z przypatrywania się belladonnie za nią blisko przepierzenia.

-Wynurzyły się ze ściany ? mówi, ale sprawia wrażenie jakby nie dowierzała własnym słowom. - Jak duch. I popchnęły go. Potem odeszły.

-Ściana... - Rozmyślam Głośno

Sebastian patrzy na mnie przez chwilę się wahając, a potem kładzie dłoń na ramieniu kobiety.

-Pani ? odzywa się uprzejmie i cicho, możesz nas na moment zostawić? Mogłaby pani poinformować rodziców chłopca?

-Oczywiście ? unosi spódnicę i odbiega.

Następnie Sebastian odwraca się do mnie.

-Co ty na to?

Nie odpowiadam. Myślę. Ręce wynurzające się ze ściany. Zamknięte pokoje.

Kto zna ten dom lepiej od nich?

Spoglądam w tył na ciało na podłodze.

-Sebastian ? mówię cicho ? Myślę, że ktoś się powtarza.
Ostatnio edytowano 25 wrz 2011, 11:16 przez Noire_mort, łącznie edytowano 2 razy
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 34/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 18 wrz 2011, 16:49

Z pozdrowieniami dla moich bet i wszystkich czytelników.


Rozdział 34
?Przejście?


- Madame Rigaud?

- Spadł z balkonu. Gdzie my już to wcześniej widzieliśmy?

Sebastian uśmiecha się. ? Napady zdarzają się w tym samym czasie. Swoją drogą, paniczu. Skąd wiesz że to ona?

Nie odpowiadam mu, podchodzę do ściany. Mam pomysł jak zabójca mógł wejść i wyjść? a to może wyjaśnić wszystko co zdarzyło się dotychczas w tym domu.

Tak? właśnie tam: przerwa w tapecie. Pozwalam mojemu palcu prześlizgnąć się po niej a później popycham.

Mały prostokąt z papeterii ginie w środku zmieniając swój kształt, do wyglądu czegoś co bardziej przypomina wajchę.

Chwytam ją, szarpiąc w bok.

Cały odcinek tapety nagle się odrywa i odsuwa , znikając za ścianą. Za nią jest długie przejście ciągnące się w głąb pogrążone w całkowitych ciemnościach.

- Sekretne przejście, - wypowiada Sebastian z czymś na kształt rozkoszy w głosie. ? No, no. Ten dom staje się coraz bardziej interesujący odkąd tu jestem.

Wszystko się wpasowuje. Stukanie i szuranie w ścianach nocą? zanim morderstwa zostały odkryte. Ktoś musiał uciekać z miejsca morderstwa przez ściany. Potrącony kandelabr w łazience Sary, blisko ściany. To nasuwało mi związek z Madame Rigaud? jak mogła zabić Jess i uciec niezauważona, a wydawałoby się, że wróciła ze swojej sypialni niemożliwie szybko.

- Powinniśmy to zbadać, paniczu? ? pyta Sebastian.

- Tak, - mówię cicho. ? Coś czuję że wiem gdzie prowadzi to przejście.

W głosie Sebastiana słychać coś na kształt uśmiechu.

- Sypialnia Madame Rigaud? A jak się tego domyśliłeś?

- Powiedziała mi to wewnętrzna intuicja, - odpowiadam przez zęby.

Przestępuję próg wkraczając w ciemność.

***

- Zdumiewające. Zaczynasz mnie naprawdę zaskakiwać, paniczu.

Zaglądam do czegoś co z całą pewnością jest sypialnią Madame Rigaud, ogromną i przestronną. Ostatnie drzwi w przejściu prowadziły tutaj.

Zdaje się że nie ma jej tutaj więc korzystając z tego razem z Sebastianem wchodzimy do środka.

- Wiedziałem. ? Uśmiecham się w ponurym tryumfie. ? Podejrzewałem to od dawna.

- Więc tak. Ręce wysunęły się ze ściany, wypychając kogoś przez balkon. Morderstwa w zamkniętych pokojach. Sądzę że tu po coś jesteś, paniczu. ? Sebastian uśmiecha się do mnie. ? Ale pozwól mi zagrać Adwokata Diabła?

Unoszę brew na ironię w jego oświadczeniu.

- Ciągle omijamy motyw, morderczą broń, mam na myśli stratę zdrowego rozsądku i najważniejsze, solidny widoczny dowód.

- Musisz wszystko utrudniać jeszcze bardziej?

Uśmiecha się , ale nic nie mówi.

- Zastanawiałem się nad motywem. Prawda, że każdy mógł mieć motyw żeby zabić Jess Crippen, albo Sarah Bell czy Matthiasa Benneta. Ale tak naprawdę całą te trójkę? Jestem pewny że łączy ich coś jeszcze. ? Mówiąc zaczynam krążyć po pokoju nastawiając swój umysł na coś w co uwikłana była cała trójka.

- Dzieci, - podpowiada Sebastian.

- Tak?

- Czy panienka Crippen wspominała o czymś na przyjęciu?

- Nie, tylko?

Prawda uderza we mnie jak policzek.

- Zazdrość, - szepczę.

- Słucham?

- Madame Rigaud zazdrościła nowo bogacącym się rodzinom ? tłumaczę powoli. Potem pukam się w czoło pomrukując zirytowany. ? Jak mogłem wcześniej tego nie pamiętać? Jess mówiła że Crippen, Bell i Bennet usunęli Rigauda z przedsiębiorstwa! To jest motyw!

Sebastian uśmiecha się. ? Widzę.

- Przejścia były środkami, - kontynuuję odhaczając wskazówki na palcach. ? Jeśli znajdziemy nóż lub coś ostrego w tym pokoju? coś co mogło posłużyć do zabicia ich?

- To nie koniecznie robi z niej winną, - ucina Sebastian. ? Nienawidzę podważać twoich argumentów, paniczu? Ale później ktoś mógłby łatwo kogoś zabić, a przypuszczam że każdy gość ma co najmniej jedno przejście w swoim pokoju.

- Cholera! ? Krzyżuję ramiona na piersi. ? Musi być coś jeszcze!

- Zauważyłeś wszystkie podejrzenia co do niej? Co do szczegółu? ? Pyta cicho Sebastian.

Wracam myślami do ostatniej nocy, kiedy Jess została zamordowana. Było coś po za tym?

- Jej serce, - mówię w pełni zamyślony. ? Mogłem usłyszeć to bicie kiedy mijałem ją w drzwiach? było nieobliczalne. A ona? osłaniała się wyżej swoją szlafmycą? jakby coś ukrywała?

- Nieobliczalne bicie serca mogło być spowodowane przez środki pobudzające, przyznaję ? mówi Sebastian.

Przez moment trwamy w milczeniu.

- Sebastianie, - odzywam się po dłuższym czasie - zostań tutaj. Rozglądnij się za bronią. Możesz wyczuć krew, prawda? Sprawdź jeśli coś tutaj przesiąkło tym zapachem. Idę na dół do pralni.

- Pralni?

- Mam pomysł.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 34/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Tristan » 25 wrz 2011, 09:32

Jest tak jakby morderca nie będąc zdecydowany w który sposób ma zabić, w końcu wybrał wszystkie. Dziewczynka jest, a właściwie była blondynką, jej głowa znajduje się kilka cali pod wodą, usta szeroko otwarte, szyja , oprócz śladów po duszeniu, jest pocięta ? tak samo jak u Jess z ta różnicą że Jess w porównaniu z nią została potraktowana łagodniej. Ta dziewczynka była duszona, zadźgana, a na koniec utopiona.

po szyja masz za dużo o spację. Poza tym dałabym się komuś lepiej zorientowanemu od nas w zapisie zdań, przyjrzeć temu fragmentowi. Coś tu jest nie tak, ale nie mam bladego pojęcia jak to poprawić.
Poza tym autorka powinna po oglądać nieco seriali kryminalnych jak "Kości", bo gdy chce się zaszokować czytelnika potrzeba czegoś pojedynczego i szokującego a nie mix zabójstw na jednym trupie. Jakby nie patrzeć ofiarę zabić można tylko raz, a zabijanie trupa już nie gorszy.
-Nie chcesz na wypuścić do domu! - Krzyczy, swoim załamującym się od płaczem głosu, podnosząc się na kolana i łapiąc mnie za kołnierz.

z domu


Poza tym cieszę się widząc kolejne rozdziały tak wspaniale przetłumaczone.
Życzę dużo czasu na kontynuację i cierpliwości.
Pozdrawiam
Tristan
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Tenere 34/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 25 wrz 2011, 11:19

Dziękuje za komentarz i wytknięcie błędów. Staramy się z betą wyłapać je wszystkie, ale kiedy czyta się jeden tekst po kilka razy staje się to naprawdę trudne. Dziękuję i pozdrawiam.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 35/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 03 paź 2011, 18:27

Mogę mieć w tym roku małe opóźenia z rozdziałami. Zaczęłam studia i pracuję. Weźcie więc to pod uwagę i cierpliwie czekajcie na kolejne rozdziały.


Rozdział 35
?Pościg?


Pralnia jest ciężka do zlokalizowania, zagłębiam się we wnętrze domu coraz bardziej, schodząc w dół po niezliczonych schodach. Kiedy wreszcie udaje mi się ją znaleźć, jedyną rzeczą wyróżniającą to miejsce spośród innych pomieszczeń są zwykłe drewniane drzwi, pomiędzy których skrzydłami biegnie szczelina.

Pukam i czekam, niepokojąc się mankietami, które mogłyby lepiej wyglądać. Jestem burkliwy. Potrzebuję jednego solidnego dowodu wskazującego na Blanche.

Mam nadzieję że znajdę go tutaj.

Drzwi uchylają się niezdecydowanie by ukazać zadyszaną pokojówkę z pierwszej nocy.

- Witam sir? ? mówi.

- Przepraszam, - odzywam się tak uprzejmie jak tylko jestem w stanie , przez krążącą adrenalinę, - ale potrzebuję wejść i coś sprawdzić.

Pokojówka przygląda mi się bębniąc nerwowo palcami we framugę drzwi. ? Um? cóż, widzisz sir? spodziewałyśmy się ciebie?

- Spodziewałyście się mnie?

Wykrzywia usta. ? Tak sir? to jest? ze względu na Panią, sir?

Otwiera szerzej drzwi niezgrabnie się kłaniając i pozwala mi wejść.

- Mam na imię Beth, sir?? Mówi. ? Chodź proszę za mną.

Pralnia jest ciasnym pomieszczeniem pełnym zgarbionych pokojówek piorących na tarkach. Kilka spoziera na mnie kiedy mijamy je z Beth, ale tak naprawdę nie opłacało im się zwracać na mnie uwagi.

Poprowadziła mnie do koszy w rogu wyłaniających się zza chmury pary i stosów poukładanych ubrań. Z tego co zauważyłem, w koszu było tylko jedno ubranie.

- Oddała to dziś rano, sir? - Powiedziała Beth swoim dziwnie pytającym tonem. ? Miałyśmy powiedzieć ci wcześniej? ale pochodzimy z ulicy, prawda?

Beth nachyliła się do kosza i uniosła ubrania koniuszkami palców.

Jest to żółta koszula nocna-koszula Blanche. A na spódnicy - tylko gdzie jej szlafmyca mogła się tym pokryć ? są plamy krwi.

- Nie potrafię tego wyjaśnić, sir ? mówi cicho Beth.

- W porządku. ? Sięgam i delikatnie odbieram jej nocną koszulę. ? Myślę że ja potrafię.

Odwracam się i ruszam w kierunku schodów.

- Powodzenia? ? mówi za mną Beth.

- Dziękuję, - odpowiadam, pozwalając by drzwi się za mną zatrzasnęły.

***

- Sebastian.

- Już wróciłeś? ? Sebastian stoi przy oknie w pokoju Blanche, tyłem do mnie.

- Spójrz.

Unoszę nocną koszulę dłonią. Odwraca się do mnie, oczy dostrzegają krew, a później się uśmiecha.

- Bardzo dobrze, - mówi.

- Coś znalazłeś? ? Podchodzę do niego do okna. Kątem oka zauważam stojący tam kwiat belladonny i znowu się dziwię dlaczego każdy może użyć trucizny jako dekoracji.

- Właściwie, tak.

- Broń?

Sebastian pochyla głowę w odpowiedzi. Wsuwa dłonie pod belladonnę i podnosi ją.

Pod podstawką w parapecie jest wgłębienie. We wnęce?

- Nóż.

- I raczej jedyny, paniczu. ? Sebastian wyciąga go za ostrze i podsuwa mi trzonek. ? Spójrz.

Wskazuje palcem w rękawiczce na środek ostrza, krawędzie są ciągle poplamione wszystko mówiącą zaschniętą krwią. W metalu jest wgłębienie znikające w trzonku.

- Nóż jest zatruty. Muszę zwrócić honor Madame Rigaud- nie jest głupia. Doszła do wniosku, że jeśli pchnięcie nożem nie załatwi sprawy, zrobi to trucizna.

- Oczywiście nie wystarczająco mądra. Nie oczyściła ostrza.

Ostrożnie odkładam nóż na miejsce.

- Coś jeszcze? ? Pytam.

Sebastian uśmiecha się. ? Tak i to może cię zaskoczyć, paniczu.

Unoszę brew. ? Tak?

Sebastian przecina pokój kierując się do szafki nocnej Blanche. Szuflada jest częściowo otwarta, jakby zamykano ją w pośpiechu.

Schyla się i wysuwa ją. Zaglądam do środka.

Nic tam nie ma.

- ?No? Co to jest?

- To nie tak, że w środku nic nie ma, paniczu, - Sebastian wkłada palec do szuflady i przeciąga po drewnie. ? Pomijając to czego brakuje.

Unosi palec.

Brązowy proszek delikatnie przylega do tkaniny jego białych rękawiczek.

- Co to jest?

Sebastian uśmiecha się. ? Pamiętasz historię którą Madame Rigaud opowiadała na przyjęciu? O nocy gdy zginął jej mąż?

- Niezbyt. ? Przebiegam palcem po wnętrzu szuflady; taki sam brązowy proszek ukazuje się na mojej skórze.

- Czy pamiętasz co mówiła o kolacji którą jedli wieczorem?

Unoszę brew. ? Co to ma z tym wszystkim wspólnego?

- To wszystko jest z tym związane, paniczu. No. Co mówiła?

Wracam pamięcią do momentu rozmowy.

- Powiedziała że cieszyli się kolacją. Że kucharz zakupił nowe przyprawy z Indii. Co z tego?

Sebastian strzepuje proszek z rękawiczek, uśmiechając się. ? Powąchaj co masz na palcach, paniczu.

Unoszę proszek do nosa. To bardzo przyjemny zapach, ale nie nadzwyczajny, nic co dałoby mi jakąś wskazówkę na temat tego co chciał mi powiedzieć Sebastian.

- To, paniczu ? mówi, - jest gałka muszkatołowa.

Ponownie unoszę brew. ? I?

- Według mojej teorii Madame Rigaud trzyma gałkę muszkatołową w tej szufladzie. Czy wiesz co jej duże ilości robią z ludzkim umysłem?

Milczę czekając aż będzie kontynuował.

- Wywołuje panikę i niepokój. Utwierdza że niedługo przyjdzie śmierć. Serce zaczyna bić niespokojnie, a twarz czerwienieje. Czy te symptomy brzmią znajomo?

Patrzę na niego przez moment, a później przyłapuję się na tym że uśmiech sam wkrada mi się na twarz.

- A więc to zażywała żeby postradać zmysły. Gałkę muszkatołową. ? Spoglądam na brązowy proszek na swojej dłoni. ? Genialne. Nikt by na to nie wpadł.

Nagle za nami rozlegają się kroki; odwracam się przyłapując Madame Rigaud wkraczającą do środka otwartymi drzwiami tajemnego przejścia, na jej twarzy maluje się zaskoczenie.

Patrzy na nas przez długi, chłodny moment a później pędem zawraca w ukryty korytarz.

Instynktownie ruszam za nią jak najszybciej.

- Zostań tutaj, Sebastianie!

- Paniczu?

- Zostań tutaj!

***

Gorączkowo poruszam się pół ślepy w ciemnościach, śledząc jej szeleszczącą spódnicę, przesuwającą się między wąskimi ścianami.
Ostatnio edytowano 14 lis 2011, 22:38 przez Noire_mort, łącznie edytowano 2 razy
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 35/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Tristan » 04 paź 2011, 17:39

Dla mnie i z opóźnieniem (ale bez przesady!) jesteś cudownym tłumaczem! Nie dość, że dobrze tłumaczysz, to jeszcze robisz to w coraz lepszym stylu i w naprawdę cudownym tempie, a także, nie zapominajmy, wybrałaś cudowny tekst.
Pukam i czekam, niepokojąc się mankietami , które mogłyby lepiej wyglądać.

Spacja przed przecinkiem.

Urwanie w takim momencie jest jednak okrutne!
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Tenere 36/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 14 paź 2011, 17:35

Mam nadzieję że się spodoba. Udało mi się na czas, ale pewnie nie zawsze tak będzie. Miłego czytania.


Rozdział 36
?Ogień?


Przejścia wydają ciągnąć się bez końca.

Moje kroki stają się coraz cięższe, coraz trudniej złapać mi oddech; nie jestem przyzwyczajony do biegania, a na pewno nie do tak długiego. Blanche jest coraz dalej ode mnie, łatwo zwiększa dystans skręcając nagle na rogach, pozornie nigdzie się nie kierując.

Sapiąc skręcam jeszcze raz w lewo na rogu , wyłapując ją wzrokiem przed sobą, walczącą z drzwiami prowadzącymi na zewnątrz z przejścia. Rozlega się głośny klik, a jasność przebija się przez ciemność korytarza; Blanche znika w środku.

Przełykam ciężko próbując złapać oddech i wybiegam za nią na zewnątrz.

- AUGH!

Coś nieznośnie bolesnego przeszyło właśnie moje kolano.

Uderzam o podłogę z głuchym odgłosem, a ból natychmiast wybucha pod moimi kolanami, metalowym cierpieniem. Zwijając się na boku, dostrzegam Blanche wymachującą rozpalonym pogrzebaczem.

Jej oczy są dzikie i można dostrzec w nich coś mrocznego. Najwyraźniej nie jest przy zdrowych zmysłach.

Patrzy przez moment na mnie, bezradnie zwijającego się na dywanie, a później zaczyna gorączkowo się rozglądać.

- Ty ? mówi, zdaje się do siebie ? muszę cię zabić.

- Cholera. Nie! - Desperacko wczepiam się w dywan starając się namówić stopy do posłuszeństwa, ale nogi mi odmawiają.

Blanche zaczyna rozrzucać rzeczy po pokoju, szuka czegoś mamrocząc pod nosem.

Próbuję wstać. Moje nogi krzyczą z bólu.

Blanche wydaje okropnie zawiedziony odgłos i zwraca swoją uwagę na rozpalony pogrzebacz. Podchodzi do mnie, ma potargane włosy, a jej twarz błyszczy czerwienią. Patrzy przeze mnie, zamiast na mnie.

- Zamierzałam cię oszczędzić tej nocy, Mój Lordzie ? syczy brzmiąc na chorą umysłowo. ? Ale jesteś zbyt blisko prawdy w tej sprawie.

Przekręcam się na drugi bok chwytając nogę, kiedy opuszcza pogrzebacz.

Blanche wydaje histeryczny krzyk na moje usilne próby ucieczki. ? Chcesz poznać historię mały Hrabio Phantomhive? ? mówi z sapnięciem, znowu opuszczając pogrzebacz. Tym razem uderza moje ramię, a okropny trzask rozlega się z mojej kończyny? Ból jest w moich oczach jak ogień, pogrąża na moment świat w ciemnościach? Z moich ust wydostaje się skowyt?

Desperacko zaciskam palce na stole i podciągam się do pozycji siedzącej? w momencie kiedy Blanche dźga ponownie rozpalonym pogrzebaczem w moją stronę, uchylam się za stół przewracając go. Jej broń wydaje metaliczny trzask gdy spotyka się z drewnem.

- Zabiłam te berbecie ? mówi Blanche szarpiąc by odczepić pogrzebacz od stołu ? dla zemsty. Ich rodziny? zniszczyły przedsiębiorstwo Rene! Zabrali naszą fortunę! To tylko uczciwość.

Przysuwa się do mnie, kiedy się odsuwam podciągając się do tyłu na koniuszkach palców, staram się zignorować ból w ramieniu, wybuchający za każdym razem kiedy nim poruszam. Zamachuje się na mnie swoim pogrzebaczem, ale chybia, zostawiając dziurę w ścianie.

- Rene? to był wypadek. Ten idiota kucharz nałożył za dużo tej przeklętej nowej przyprawy w moją kolację? byłam szalona gdy go wypchnęłam. A później? wiesz co? ? Blanche przerywa zdanie, popychając nożem w moje zranione już ramię, ledwo je mijając. ? Odkryłam jak przydatna jest przyprawa. Mogłam zabić te cholerne dzieci i nie czuć wyrzutów sumienia! I właśnie tak? zabiję ciebie.

Pogrzebacz znowu opada, a ja znowu mogę go jedynie unikać uchylając się za ornamentalna wazę. Uderza w ceramikę i roztrzaskuje ją, zasypując nas odłamkami bieli.

- Wobec tego, twoją pierwszą pomyłką? Było zaproszenie mnie na galę, prawda? ? Niespodziewanie wyłapuję wzrokiem rozgrzane żelazo blisko ramienia? Jeśli nie mogę uciec, mogę przynajmniej walczyć.

Blanche śmieje się kiedy rzucam się w kierunku rozgrzanego żelaza, łapiąc jedno z nich przecinam swą dłoń na ostrej powierzchni. ? To nie była pomyłka Phantomhive? Chciałam zobaczyć jak grasz w moją małą zgadywankę. To nie tak że nie mam po co żyć, widzisz?

- Sebastian. Gdzie jesteś Sebastianie? Cofając się znowu na koniuszkach palców, rzucam rozpalone żelazo wytrącając pogrzebacz z ręki Blanche. Przelatuje przez pokój i wylatuje roztrzaskując okno, wpuszcza do środka wilgotną, chłodną wieczorną bryzę.

Blanche nieruchomieje nagle bezsilna.

Patrzy na mnie ciężko oddychając, jej ramiona trzęsą się z wysiłku. Oczywiście ja nie mogę się poruszyć; moje nogi i ramię okropnie bolą? mogę stracić przytomność w każdej chwili, ale nie pozwalam sobie?

- Niczego? do życia ? Blanche kontynuuje zdyszana. Przeczesuje wzrokiem pokój. ? Nie? zrobię.

Sięga nad za moją głowę i zaciska palce na powłoce lampy nade mną. Blanche trzyma ją przed twarzą patrząc w słaby płomień; następnie, powoli, odwraca się do zasłon przy zniszczonym oknie.

Zdanie sobie sprawy co chce zrobić zajmuje mi tylko chwilę.

- Nie. ? Najpierw szepczę, a później mówię głośniej. ? Nie! Nie jesteś przy zdrowych zmysłach Blanche!

Blanche ignoruje mnie. Jednym ruchem rzuca lampę w zasłony; szkło pęka. Ogień waha się przez moment na tkaninie, a później zaczyna ją lizać coraz szybciej, wyżej?

- Ha! ? Na twarzy Blanche maluje się dziwna rozkosz, potem jeszcze jedną lampę, rzuca w baldachim łóżka? następnie kolejną uderza w dywan? A potem rzuca jedną pod własne stopy i ogień niemal natychmiast zaczyna pożerać rąbki jej spódnic.

- Nie?

- Zrobimy to teraz Hrabio Phantomhive ? mówi Blanche poprzez nagły ryk ognia w komnacie. ? Ślicznie się zabawimy.

Rozgląda się wokół dzikim wzrokiem. Zasłony zwijają się w płomieniu podobnie jak łóżko, a suknia Blanche szybko się zajmuje. Skoro nie mogę się poruszyć? Jeśli nie mogę uciec?

- Spalisz dom do cna! ? Krzyczę do niej. Blanche tylko odrzuca głowę do tyłu i śmieje się histerycznie.

- A ty spalisz się ze mną! ? wrzeszczy.

Ogień. Nie wiem co zrobić bo rozprzestrzenia się tak szybko. Jeśli zaraz się nie poruszę zostanę złapany na zawsze.

Muszę się ruszyć. Droga do drzwi jest teraz zablokowana, a Blanche zasłania wejście do tajnego przejścia? ale nawet jeśli tam dotrę, nie będę mógł biec.

- Gdzie do diabła jesteś Sebastianie?

I nagle Blanche zaczyna krzyczeć.

Spoglądam na nią.

Po niej i jej spódnicach zaczynają pełgać płomyki; jej oczy patrzą na mnie jakbym mógł jej jakoś pomóc, teraz zdaje się rozumieć co zrobiła.

Zaczyna gorączkowo machać próbując zrzucić płomienie ze skóry i ubrań, ale nic to nie daje, a ogień zajmuje wszystkie ubrania na niej.

Krzyczy i krzyczy, a ja skamieniały ze strachu nic nie mogę zrobić, tylko patrzeć pomimo płomieni pełznących w moją stronę, pożerających dywan, zmierzających na mnie?

Blanche Rigaud bezustannie krzyczy.
Ostatnio edytowano 14 lis 2011, 22:43 przez Noire_mort, łącznie edytowano 1 raz
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 36/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 11 lis 2011, 03:15

Nie muszę się chyba powtarzać z moim uwielbieniem dla Twojego tłumaczenia, prawda? Mimo wszystko, mam parę uwag dotyczących części czysto gramatycznej i interpunkcyjnej. Otóż...

Rozdział 35:

- Aktualnie tak.


Ee... W tym kontekście słowo "aktualnie" ma się nijak do rzeczy, bo przecież moment znalezienia czegoś jest zbyt krótki, by opisać go w trakcie. W pierwszej chwili zastanawiałam się, co miałaś na myśli. Dopiero potem skojarzyłam, że być może słowo "actually" Cię zmyliło. W tym konkretnym zdaniu, według mnie, bardziej pasuje słowo "właściwie" lub "w gruncie rzeczy", lub jakikolwiek inny synonim.

Rozdział 36:

Moje kroki stają się coraz cięższe, oddech coraz bardziej zmęczony (...)y

Oddech nie może być zmęczony? Lepiej trochę przekręcić i napisać "coraz trudniej było mi złapać oddech". Przesadna dosłowność może być zgubna. Faktem jest, że sama lubię jak jest coś słowo w słowo przetłumaczone, ale lepiej czasem z tego zrezygnować i zmienić odrobinę wyrażenie.

Plus było też kilka zmyłek z tym, że dajesz myślnik i drugi się nie pojawia, i nie wiem czy Ciel krzyczy coś w myślach, czy na głos. Przykładowo tu:
- Cholera. Nie! Desperacko wczepiam się w dywan starając się namówić stopy do posłuszeństwa, ale nogi mi odmawiają.

i tu
- Gdzie do diabła jesteś Sebastianie?

- I nagle Blanche zaczyna krzyczeć.

Plus wyłapałam kilka interpunkcyjnych...
dźga ponownie rozpalonym pogrzebaczem w moją stronę uchylam się za stół przewracając go
<--- nagromadzenie czasowników.
I przed imionami:
- Zrobimy to teraz Hrabio Phantomhive

- Gdzie do diabła jesteś Sebastianie?

Przepraszam, jeśli uważasz, że się czepiam. Prawdopodobnie masz rację, ale ostatnimi czasy nie mogę przestać informować o błędach w opowiadaniach, bo za mocno mnie denerwują. A szczególnie, gdy historia jest perfekcyjna i szpecą ją takie bzdurki.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Tenere 37/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 14 lis 2011, 23:14

Przepraszam wszystkich za opóźnienia. Miałam ostatnio sporo na głowie, ale już jestem. Oczywiście z góry daję dwa rozdziały ponieważ tylko czekały na wstawienie. Nie mam nic przeciwko wytykaniu błędów, a jeśli okarzą się istotne to nawet poprawię.

Z dedykacją dla Hinaty.



Rozdział 37
?Postanowienie?


Kiedy upada, impet jej krzyczącego ciała posyła płomienie przez dywan. Po jej upadku tajne przejście zalewa światło, zapewniając ucieczkę dla głodnego ognia.

Przyłapuję się na skomleniu cofając się do tyłu za każdym ruchem starając się oddalić od zagłady. To zbyt prawdziwe. Zbyt podobne.

Moje plecy uderzają w kominek, a stamtąd nie ma już gdzie uciekać. Przyciągam moje pulsujące bólem nogi tak szybko jak mogę, próbując uniknąć płomieni.

Ponad rykiem do moich uszu dociera słaby krzyk gości Madame Rigaud. Ogień musiał się rozejść szybciej niż sądziłem; wyszedł przez drzwi tajnego przejścia, łapiąc ludzi z zaskoczenia. Kroki stóp rozbrzmiewają zza drzwi zamkniętego pokoju.

- Tutaj! ? Krzyczę mając nadzieję że ktoś mnie usłyszy, ale tak jak kroki się pojawiają tak i znikają.

- Cholera?

Ogień chciwie przeżuwa skraj dywanu przy moich stopach, a później pełznie na kamienną podstawę kominka, szukając czegoś jeszcze do zjedzenia.

- Gdzie ty jesteś do cholery! ? Krzyczę mając nadzieję, że jakimś cudem Sebastian mnie usłyszy. ? Sebastian!

Ogień szczypie mnie w palce; skowyczę, podrywam dłoń i odchylam się żywiąc nadzieję że znajdę jakąś niszę w którą się wczołgam. Mogę wejść do kominka i zaoszczędzić nieco czasu? ale jeśli płomień się tam dostanie, umrę. Jest tam ułożony stos drewna, a ja doskonałą podpałką.

- Sebastian!

Na zewnątrz zapada noc, a ogień smakuje rozbite szkło w oknie, podrywając się w górę by pochwycić dach i wydostać się na zewnątrz.

Przełykam, czuję dym w gardle i otwieram usta by ponownie wykrzyczeć jego imię.

- Sebast?AH!

Ostry, piekący ból uderza w rękę mojego zranionego ramienia. Mój rękaw płonie.

Strach strzela ze mnie jak kula. Macham ramieniem starając się ukoić płomienie, ale to tylko podsyca jego głód. Ból wybucha wzdłuż mojego ramienia? to obrzydliwe czuć kości poruszające się w ciele? płonę, a Sebastiana tu nie ma? desperacko rzucam się na bok na mój cholerny rękaw, żeby stłumić ogień.

To nie jest mądre.

Ból wybucha posyłając iskry w moje oczy.

Wszystko spowija czerń.

***

Budzę się wypoczęty na czymś miękkim.

Bynajmniej moja głowa. Na czymś cienkim i miękkim.

Kosmyki włosów ocierają się o mój policzek; głowa odwraca się do mnie ? Obudziłeś się?

Spoczywam na ramieniu. Ramieniu i płaszczu pachnących? zakurzonym mahoniem?

Sebastian.

Mój wzrok jest zamazany i wysuszony z gorąca. Mrugam przez chwilę, a otoczenie staje się wyraźniejsze.

Jasny czerwony i pomarańczowy migoczą w kącikach oka pod łatką. Na wprost są chłodne kolory od trawy w ciemności i spadających iskier.

Powoli uświadamiam sobie gdzie są ramiona, jedno trzyma mój ramię, drugie pod moimi nogami, trzymają mnie w górze. Boli mnie całe ciało, nogi i ramię niewiarygodnie, a moja prawa dłoń kłuje tak, jakbym był zaatakowany przez tysiące poduszeczek z igłami.

Ziemia wychodzi spokojnie na spotkanie z moim wzrokiem; Sebastian klęka i sadza mnie delikatnie na trawie. Leże tam żałośnie, patrząc na niego.

Przez chwilę nie patrzy na mnie, ale na dom na wprost nas. Cały budynek pochłonęły płomienie. Powoli i jeszcze wolniej zapada się w sobie.

Następnie Sebastian zerka na mnie i kładzie pocieszająco dłoń na moich włosach.

- Każdy uszedł ? mówi cicho. ? Ruszyłem ich wtedy ostrzec.

Delikatnie chwyta mój ranny prawy łokieć i podnosi moją dłoń.

W przyćmionym świetle z płonącego domu jej widok mnie przeraża.

Prawie całe ciało? jest w pęcherzach. Czerwień i purpura, skóra na odwrocie mojego nadgarstka spaliła się do kości. Obrzydliwe.

Czuję łzy w oczach. Sebastian pochyla się i podkłada swoje łokcie pod moje ramiona, podnosząc mnie znowu opiera o siebie.

Całuje moją rozgrzaną szyję, jego usta są chłodne.

- Przepraszam że nie przyszedłem na czas ? szepcze, jego czarne włosy drażnią moja skórę.

Potrząsam głową. Kiedy się odzywam mój głos jest ochrypły z dymu. ? A jednak przyszedłeś.

Wtedy ściska mnie mocno, jakby przepraszająco. Swoim zdrowym ramieniem otaczam jego plecy chowając twarz w jego ramieniu.

- Ale zrobiłeś to, paniczu ? mówi cicho Sebastian. ? Ona odeszła.

Unoszę głowę i układam ją z powrotem tak, że mogę widzieć dom. ? To nie przywróci dzieci do życia.

Jego dłoń dotyka tyłu mojej głowy. ? Starałeś się.

- Nie wystarczająco.

Nie odpowiada na to. Zamiast tego układa mnie tak wygodnie jak może na swoich kolanach i obserwujemy jak dom Rigaud zapada się, a płomienie strzelają ponownie w niebo.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 38/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 14 lis 2011, 23:19

Rozdział 38
?Przepraszając?


Dwa dni później

- Ow? ow?

- Prawie skończyłem, paniczu.

- Tylko się nie ruszaj, mój drogi.

- Jak długo zamierzasz się tym zajmować?

- No?

- OW!

Znoszę wszystko nie krzycząc pod niebiosa.

Madame Red posyła mi zadowolony uśmiech, czule poklepując moją nogę. ? No nareszcie. Teraz mogę założyć szyny? za kilka miesięcy będzie dobrze.

Patrzę na nogę całkowicie prostą przede mną. Tak szybko jak wróciliśmy do posiadłości, Sebastian zadzwonił po Madame Red, by przyjechała i obejrzała moje nogi. Najwyraźniej pogrzebacz Blanche Rigaud roztrzaskał moją lewą rzepkę i złamał jedną z kości w prawej nodze. Ramię jest tak samo złamane. Na szczęście Madame Red uspokoiła nas, że moje kości powinny się zrosnąć z pewien czas i nie pozostanie dużo blizn.

Ostatni kwadrans spędziliśmy właśnie, starając się ułożyć moja nogę w szynach wystarczająco prosto.

Sebastian zakłada ręce na plecy uśmiechając się do mnie. ? Myślę, że powinniśmy się postarać o nową laskę dla ciebie, paniczu.

Tak. Moja ostatnia spłonęła w domu Rigaud wraz z moimi wszystkimi bagażami. Sebastian nie był z tego powodu za szczęśliwy.

- Och, tak. ? Madame Red odsuwa swoje jasne włosy z oczu. ? Nie sądzę byś na chwilę obecną był w stanie spacerować o własnych nogach,
kochanie.

Pochmurnieję. Jeszcze niedawno nauczyłem się poruszać całkowicie bez laski? teraz musze uczyć się wszystkiego raz jeszcze.

Tego wieczoru

- Wszystko w porządku? Mam na myśli dzisiejszy wieczór.

Potakuję. Sebastian siada przy mnie na łóżku zapalając jedną ze świec na nocnym stoliku.

Milczymy przez chwilę. Skubię bandaże na spalonej dłoni nie zdając sobie z tego sprawy. Sebastian posadził mnie dziś na godzinę z palcami w misce lodowatej wody; teraz mają się nieco lepiej.

- Cóż ? mówię cicho ? to trzeci raz kiedy ratujesz mój żałosny tyłek.

Uśmiecha się. ? To mój obowiązek.

- Ratowanie mojego żałosnego tyłka?

Uśmiech Sebastiana się poszerza. ? Tak. ? Później nachyla się bliżej opuszczając powieki. ? A tak naprawdę, paniczu?

Jego usta poruszają się denerwująco blisko moich.

- Nie powinieneś używać takiego języka.

Całuje mnie delikatnie i odsuwa się szybko, jak na mój gust za szybko.

- Nie drażnij mnie ? warczę. ? Nie jestem w nastroju.

- Och, skoro tak? wybacz mi ? szepcze Sebastian. W tym momencie jego pocałunek pogłębia się tak jak powinien.

Ametystowy lód.

- No dobrze, paniczu ? mówi Sebastian kiedy się odsuwa ? nienawidzę do tego wracać? ale?

Patrzę na niego z rezerwą.

- Ciągle się obwiniasz? O dzieci które umarły?

Odwracam od niego wzrok czując jak ramiona mi opadają.

- Tak ? mówię cicho. ? Bardzo.

Sebastian patrzy na mnie, jego dłoń prześlizguje się delikatnie po mojej własnej.

- Chciałbym zrobić coś dla rodzin. Przeprosić. Bo? jeśli się nad tym zastanowić? to była moja wina. A przynajmniej Sarah i Matthias.

- Co zamierzasz zrobić wobec tego?

Patrzę w sufit.

- Cóż? zastanawiałem się? mógłbym poprosić Undertakera o przysługę. Poprosić by ich przygotował. Do pogrzebów. Nie biorę pod uwagę zapłaty. Mamy mnóstwo pieniędzy.

Sebastian kiwa głową, ale nic nie mówi.

- Kiedy będę wystarczająco silny? moglibyśmy udać się do Londynu? Porozmawiać z nim?

Uśmiecha się. ? Oczywiście. ? Wstaje pochylając się by naciągnąć na mnie okrycie. ? Ale nie teraz. Nim będziesz mógł się poruszać, potrzebujemy się upewnić, że twoje nogi są zdrowe.

Zgadzam się, odsuwając się na łóżku. ? Przypomnij mi rano? że mam napisać listy do Crippenów i Bellsów. I do Bennetów.

- Jak najbardziej. Ale teraz powinieneś spać, paniczu.

Sebastian zdmuchuje świece i cicho wychodzi zostawiając mnie w ciemności, próbuję zamknąć oczy, ale jestem zbyt niespokojny.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 39/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 02 gru 2011, 19:33

Z życzeniami andrzejkowo - mikołajkowymi dla wszytskich czytelników.


Rozdział 39
?Undertaker?


Dwa tygodnie później

- Cóż ? Undertaker przechyla się przez kontuar splatając swoje długie palce pod brodą. ? Chcesz prosić mnie o przysługę Hrabio Phantomhive?

- Tak. ? Spoglądam w mój (brudny) kubek z herbatą bębniąc o bok palcami, niepewny czy pić ją czy nie. ? Mam dla ciebie do przygotowania trzy ciała.

Undertaker przechyla głowę uśmiechając się swoim krzywym uśmiechem. ? Och?

- Dzieci. Chętnie za wszystko zapłacę.

- Dzieci powiadasz? ? Undertaker chichocze gardłowo. ? Oczywiście. Zrobię co mogę. Ale nie chcę żadnych pieniędzy.

Unoszę brew. ? Czego chcesz?

Uśmiech poszerza się na bladej twarzy Undertakera. Macha przydługim rękawem bezpośrednio w moim kierunku. ? Chcę byś ty ? mówi ? doprowadził mnie do śmiechu.

Czuję na karku uśmiech Sebastiana i odwracam się by zobaczyć go stojącego w milczeniu. Uśmiech na pewno tam jest, to że go nie widzę, o niczym nie świadczy.

- Chociaż nie do końca sądzę byś mógł to zrobić Hrabio? biorąc pod uwagę twoją kondycję. ? Długi, czarny paznokieć wskazuje moją nogę ciasno obłożoną szynami Madame Red. ? Więc powstrzymam się do czasu z zapłatą.

Później nagle się odwraca i przekopuje coś pod kontuarem. Podnosi się ponownie ze słoikiem w rękach i zaczyna przeżuwać w pełnym, skupieniu coś ze środka.

- Bardzo dobrze Hrabio Phantomhive. A gdzie mogą być te dzieci?

- Gdziekolwiek by nie gniły jestem pewny, że leżą zawinięte w prześcieradła. ? Wracam wzrokiem do kubka. ? W tym tygodniu powinny być dostarczone.

Undertaker przytakuje. ? Powiedz mi Hrabio. ? Uśmiecha się jeszcze bardziej. ? Wydaje się jakbyś ponosił odpowiedzialność za jakieś trzy rodziny. Czy? może czujesz się winny?

Odwracam wzrok pochmurniejąc. Nienawidzę, że może ze mnie tak czytać, a ja nie mogę mu tego wynagrodzić.

Undertaker zakręca słoiczek z niezidentyfikowaną żywnością i odkłada z powrotem na miejsce za kontuarem.

- Wobec tego, będę się spodziewał gości Hrabio Phantomhive.

Biorę to za wskazówkę do odejścia. Nie chciałbym się tu znaleźć nigdy więcej. Sebastian pomaga mi przy krokach, ciągle niepewnych i bolesnych i wcale nie bliskich wyleczeniu. Spacer jest niczym krótka tortura, ale mogę wytrzymać.

- Miło było was zobaczyć ? żegna się rozśpiewanym tonem Undertaker, kiedy ja i Sebastian ruszamy do drzwi. ? Wpadnijcie jeszcze.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 40/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 04 sty 2012, 19:22

Rozdział 40
? Mordercza Kraina Czarów?


Kilka tygodni później

Pogrzeby się skończyły. Wszelkie znajomości z Crippensami, Bellami i Bennetsami zostały zerwane . Między nami nie będzie więcej ciężkiej atmosfery? mam taką nadzieje.

Minął prawie miesiąc od spłonięcia domu Rigaud. Złamana kość w mojej prawej nodze zdaje się wystarczająco zagojona; ramię i noga są powolne, ale na pewno z tego wyjdą. Sebastian odwija bandaże z mojej dłoni by sprawdzić stan oparzeń.

Nie są tak złe jak wyglądały za pierwszym razem; naprawdę poparzony był tylko grzbiet mojej dłoni, a chociaż jest ciągle czerwony i boli, narasta teraz nowy naskórek.

***

Mój Drogi Hrabio Phantomhive,

Doszły mnie słuchy o twoim stanie, a mogę mieć jedynie nadzieję na poprawę, życząc ci szybkiego powrotu do zdrowia. Żeby być sprawiedliwym ze względu na Twoje liczne zranienia, nie będę o nic pytała aż do pełnego wygojenia; ale niestety potrzebuję Cię tak szybko jak to będzie możliwe.

Chciałam zapytać czy skoro jesteś w Londynie to pozostajesz w nim i czy nie wracasz do swojej posiadłości. Jeśli czytasz gazetę, zrozumiesz dlaczego pytam.


***

- Zadanie? ? Pyta Sebastian kiedy przerywam głośne czytanie.

- Tak. ? Skupiam się na liście, gdy zaczyna rozwiązywać paski moich szyn dla sprawdzenia stanu mojej nogi. Jest wieczór; od spotkania z Undertakerem jesteśmy sami w miejskim domu w Londynie.

Tak naprawdę nie zamierzam czytać gazet; dzięki bogu, Królowa zdecydowała się wyjaśnić to w następnym akapicie.

***

Dotarła do mnie wiadomość o ciągu dziwnych samobójstw w mieście. Wszystkie ofiary są młodymi kobietami w przedziale wiekowym między dziesiątym, a dwudziestym rokiem życia. Wysłałam ci zapisy Scotland Yardu jakie uzyskano na temat tych kobiet. Pragnę byś przeprowadził dochodzenie w sprawie samobójstw? ponieważ szybko się uczysz. Mam podejrzenia, że jest w to zamieszana jakaś ciemna siła, a nie tylko głupota tych młodych panien.

Jak zawsze, nie spodziewam się więcej niż jak najlepszych rezultatów twej pracy.

Szczerze Oddana

Victoria R


***

- Samobójstwa? ? Sebastian spokojnie wysuwa moją nogę z szyn, nie troskliwiej niż worek kości. ? Ciężkie morderstwa.

Odkładam list obok siebie, patrząc na grubą, nieotwartą kopertę, która została dostarczona razem z tym. ? Jeśli coś martwi Królową wtedy ja
przeprowadzam dochodzenie.

Sebastian przebiega delikatnie palcami wzdłuż po mojej nodze, wahając się w pobliżu kolana. Naciska na ni delikatnie; tępy ból przeszywa kończynę, ale nie jest tak okropny jak wtedy.

- Zamierzasz otworzyć drugą kopertę? ? pyta. ? Interesuje mnie co zawiera. Zwłaszcza po przeczytaniu tej etykietki.

- Etykietki?

Podnoszę kopertę; Sebastian spogląda na mnie, uśmiecha się, a później wraca wzrokiem do mojej nogi.

Na odwrocie koperty, pajęczym pismem widnieją zapisane trzy słowa.

- ?Mordercza Kraina Czarów??

Uśmiech Sebastiana się poszerza.

- Ale to są samobójstwa. ? Zaczynam usuwać pieczę za pomocą paznokcia, starając się ignorować to, gdzie zmierzają ręce Sebastiana. ? Nie morderstwa.

- Jej Wysokość uważa rzecz jasna inaczej.

Otwierając kopertę pozwalam krótkiej, grubej szpalcie papieru wyślizgnąć się z przez dłonie. Pierwsze dziewiętnaście stron to informacje o ofiarach, młodych kobietach które się zabiły. Następne strony wyglądają jak notatki, listy, każde z innej ręki.

Przez moment odbiegam od ofiar, spoglądając na pierwszą notatkę.

- ?Przez Lustro? ? czytam głośno. Słowa na stronie są ogromne, a nabazgrane jakby w pośpiechu.

Następna jest jeszcze bardziej dziwna.

- ?Kapelusznik powiedział mi również.? ? Spoglądam na Sebastiana. ? Znajdujesz w tym jakiś sens?

Przechyla swoją głowę słuchając, ale pozostaje cicho, delikatnie wkładając moją nogę powrotem w szyny.

- ?Ciekawe i dziwne. Ściąć jej głowę! Kruki są jak sekretarzyki.? ? Każda następna jest mniej zrozumiałą od poprzedniej. ? Co one miały na myśli?

- ?Przygody Alicji w Krainie Czarów? ? spostrzega Sebastian niewyraźnie. ? Bezsensowną historię. Jest teraz bardzo popularna wśród młodych dziewcząt. Tak będzie przez jakiś czas.

- One odnoszą się do książki?

- Nie jestem pewien. Ale to interesujące, nieprawdaż?

Sebastian kończy okładanie szyn. Podaję mu notatki i wracam do ofiar.

Było ich dziewiętnaście. Dziewiętnaście samobójstw w? cztery tygodnie? Odkrywam, że kiedy patrzę na każdą dziewczynkę, moje oczy się rozszerzają. Zdjęcia pokazują, że wszystkie są bardzo piękne? a raczej były bardzo piękne.

Patrząc na nie i informacje o nich, nie widzę związku między ofiarami. Tylko jeden niezmienny, dostrzegalny powód śmierci.

Dla każdego z nich, samobójstwo. Dla dziesięciu z nich spisano później to ? ?Głową uderzyły w swoje lustro. Śmierć w wyniku upływu krwi lub uszkodzeń mózgu.? ? Przy pozostałych dziewięciu to ? ?Roztrzaskane w skutek upadku z drugiego piętra. Upadek śmiertelny.?- lub ? ?Śmierć w wyniku upływu krwi lub uszkodzeń mózgu.?

- Okropny sposób żeby się zabić ? mruczę. ? Roztrzaskanie swoich głów w szkle?

Sebastian zerka na mnie. ? Teraz już nie wydają się zwykłymi samobójstwami.

- Nie? nie wszystkie.

- Jak uważasz, co Królowa miała na myśli wspominając o jakichś ciemnych siłach paniczu? ? Sebastian potrząsa listami nieobecny, pstryka palcami.

- Nie mam pojęcia. ? Odkładam papier opadając na poduszkę. ? Ale to nie tak, że mogę teraz to zbadać. Nie mogę jeszcze nawet chodzić.

Sebastian unosi brew. ? Nie można pomóc, ale zastanawiam się jak wiele z tego wydarzy się w międzyczasie?

Niepokój zawrzał pod moimi żebrami kiedy to mówił. Ma rację. Dziewiętnaście może z łatwością stać się trzydziestoma lub więcej, zanim wstanę i wrócę do siebie?

Sebastian wstaje zbierając papiery w swoje ramiona.

- No dobrze. ? Jedną ręką naciąga nakrycie na moje nogi. ? Można spojrzeć na to jutro paniczu. Teraz powinieneś odpoczywać. Potrzeba ci dzisiaj laudanum?

Potrząsam głową. ? Czuję się dobrze.

Przytakuje pośpiesznie. ? Wobec tego w porządku. Przyjemnych snów paniczu.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 41/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 17 sty 2012, 18:17

Rozdział 41
"Księgarnia Gauntów"


Trzy tygodnie później

- Mój Boże. To zdecydowanie chore.

Siedzę w salonie, patrząc na to co stało się aż nazbyt znajomym nagłówkiem w gazecie: Pogłoski o Kolejnym Dziwnym Samobójstwie Docierają do Scotland Yardu. Teraz ramię jest niemal całkowicie wyleczone i zostanie wyjęte z temblaka i szyn za kilka dni.

Skrzynka pocztowa przez ostatnie dwadzieścia jeden dni została całkowicie zalana. Zdaje się jakby piękne, młode kobiety rozbijały głowy w lustrach każdego dnia.

- Kolejna? ? Pyta Sebastian zza krzesła.

- To zaczyna brzmieć jak jakaś moda. ? Składam gazetę, odkładając ją i przenoszę swoją uwagę na stosy papieru na stole przy mnie. Po kilku dniach przestałem po prostu patrzeć na akta przychodzące pocztą. Sądzę jednak, że powinienem zacząć na nowo, biorąc pod uwagę, że liczba ofiar wynosi teraz ponad trzydzieści pięć.

Przesuwam się na siedzeniu, dzieląc stos na dwa. ? Proszę. ? Wręczam jeden Sebastianowi. ? Weź te.

- Masz jakiś pomysł co z tym zrobić? ? Sebastian sięga po pierwszy arkusz papieru ze stosu i przygląda mu się. ? Zabić się w taki sposób?

- Cóż, oczywiście jestem skłonny uznać, że to coś z tej książki. ?Przygody Alicji w Krainie Czarów.? Każda notatka w tych aktach ma coś wspólnego z Alicją.

W rzeczywistości bezsprzecznie. Bez znaczenia jest wiek ofiary, ich status rodzinny, poziom edukacji, żadnych danych które mogłyby wyznaczyć podział, każde z odnotowanych zabójstw odnosi się do Alicji.

Przeglądając teraz te nowe akta, wiem, że wzór nie został przerwany.

- ?Ojejku, jejku! Spóźnię się!? ?Musztarda nie jest ptakiem.? Wszyscy tutaj są szaleńcami. Ja jestem szalony. Ty jesteś szalona.? ? Opieram się zirytowany na krześle. ? Cała ta sprawa jest cholernie szalona. Te zapiski są bezsensu! Jedynym co ich łączy to Alicja!

- Być może więc jest takie miejsce, do którego powinniśmy się udać paniczu, - mówi Sebastian patrząc na mnie.

- Kraina Czarów? ? Drwię.

Uśmiecha się. ? Prawie. Oczywiście te uwagi pochodzą z ?Przygód Alicji?. Być może po prostu wskazują na książkę.

Spoglądam na papiery, na zaśmiecone fotografie uśmiechniętych kobiet, wszystkie nie żyją.

- Ale w mieście musi być ze sto księgarni. Do której powinniśmy się udać?

- Oczywiście, - mówi Sebastian z poszerzającym się uśmiechem ? do tej która przyciąga najpiękniejsze młode kobiety.

***

Nie trudno jest znaleźć księgarnię.

Na pierwszym piętrze dwukondygnacyjnego budynku, nad drzwiami namalowane jest ?U Gaunta?. I zgadza się, to co przewidział Sebastian, przed drzwiami tłoczy się prawdziwy tłum młodych kobiet.

- Najwidoczniej, - zaczyna Sebastian zatrzymując powóz ? to miejsce słynie ze sprzedaży romansów których młode panie dzisiaj tak pożądają.

Otwiera przede mną drzwi powozu podając mi moją laskę. Wygląda na bardziej dojrzałą z zakrzywionym uchwytem zamiast czaszki. Bez niej prawdopodobnie nie mógłbym się poruszać.

Mimo tego, moje nogi przeszywa ból kiedy wysiadam na ulicę. Krzywiąc się, jestem zmuszony do oparcia się na Sebastianie, do zaniknięcia bólu.

Idę powoli przez ulicę, ale ostatecznie docieram do celu.

Zostajemy otoczeni przez plotkujące przy drzwiach dziewczęta, głos każdej miesza się z następnym, w całości brzmiąc jak szczebiot ptaków. Patrzę na nie zwyczajnie, łatwo dostrzec, że wszystkie są stosunkowo dobrze usytuowane; kilka nawet wygląda na szlachcianki.

Przedzieramy się między nimi do drzwi; znajduje się tam dzwoneczek, nieustannie dźwięczący, kiedy któryś z klientów wchodzi lub wychodzi ze sklepu.

Wewnątrz jest znacznie ciszej, ale wcale nie mniej tłoczno; pod ścianą stoi kontuar i wszelkie książki o wszystkim. Za ladą stoi przygarbiony człowiek.

- Pan Gaunt jak sądzę ? mówi cicho Sebastian.

Męczę się, przechodząc wokół półek, stojaków i klientów. Przy ladzie stała młoda panna z rękami skromnie złożonymi na talii, czekając aż pan Gaunt zaksięguje jej zakup.

Podchodzę, stając obok niej i zerkam na książkę którą kupuje.

Mój oddech więźnie w gardle. Przygody Alicji w Krainie Czarów.

Pan Gaunt majstruje przy kasie, przyciskając kłopotliwe guziki jakby się jeszcze do tego nie przyzwyczaił. Młoda dziewczyna stoi niecierpliwa, wpatrując się w książkę.

Jest bardzo piękna, z gęstymi ciemnymi włosami i w lawendowej sukience. Fioletowy parasol wisi między dłońmi, kołysząc się tam i z powrotem.

Pan Gaunt, łysiejący mężczyzna z kościstymi palcami wydyma usta kiedy wydaje pannie szylinga. Ona wrzuca monetę do sakiewki i zabiera książkę z kontuaru.

Obracając się jest bliska uderzenia mnie; zdaje się wychodzić z oszołomienia i patrzy na mnie.

Jej oczy przesuwają się z mojej twarzy na moją dłoń, wychwytując mój pierścień i wracają.

- Proszę o wybaczenie ? jąka się, wyglądając na nieco zagubioną.

- Oczywiście. ? Zauważam, że jest coś dziwnego w jej zielonych oczach; nie daje mi więcej czasu na przyglądanie się, natomiast odwraca się znowu i znika ze sklepu.

Pan Gaunt odwraca głowę na Sebastiana i mnie, spoglądając na nas zza okularów. ? Tak? Mogę w czymś panu pomóc?

Opierając się na lasce spoglądam na niego i wkładam w mój głos tyle władzy, na ile to możliwe.

- Pan Gaunt? Jestem Hrabia Ciel Phantomhive. Chciałbym z panem porozmawiać.

Oczy pana Gaunta rozszerzają się na dźwięk mojego imienia.

- Och! ? Mówi powoli, głos ma cienki i niepewny. ? Och! Oczywiście. Prywatnie jak zakładam?

Przytakuję.

Pan Gaunt zgadza się po chwili, patrząc na mnie, a następnie zdaje sobie sprawę, że się nie poruszył. Otwiera drzwi za kontuarem, byśmy mogli przez nie przejść i ukazując nam malowane na zielono drzwi, mruczy do siebie pod nosem.

***

- Mogę zapytać czemu Hrabia taki jak pan zechciał zaszczycić swoją obecnością mój skromny sklep, panie?

Wyciągam z rękawa garść papierów. Jest to kilka notatek o samobójstwie.

- Czy to ma jakiś sens Panie Gaunt?

Pan Gaunt poprawia okulary na haczykowatym nosie. Powoli odbiera ode mnie notatki i rozkłada je starannie na biurku. Czyta każdą uważnie z zaciśniętymi ustami, brwi marszczą mu się z koncentracji.

- Czemu ? pyta gdy kończy ? to Alicja?

Potwierdzam.

- Wiesz, to moja najpopularniejsza ostatnio książka ? mówi, popychając notatki na biurku w moją stronę. ? Moje zasoby najnowszego wydania szybko maleją.

- Wiem.

Sebastian zbiera notatki i spokojnie porządkuje je na kolanach.

- Panie Gaunt, czy zauważył pan coś niezwykłego w kopiach ?Przygód Alicji w Krainie Czarów??

Przez chwilę wygląda na zdezorientowanego i kręci głową. ? Nie, nic. Każda książka jest taka sama - pochodzi z magazynu, wszystkie są nowe. ?
Wychyla się zza biurka. ? Czemu? Czy podejrzewasz coś złego w ich sprawie?

- Może.

Sebastian przygląda mi się.

Nie jestem pewien czy wywołują one samobójstwa czy nie. Tylko Scotland Yard i ja znamy je jako Morderczą Krainę Czarów; społeczeństwo nie ma o tym pojęcia i myśli, że to zwykłe samobójstwa. Żadna informacja nie została opublikowana. Pan Gaunt nie mógł wiedzieć, że sprzedaje morderczą broń - jeśli książka ponosi jakąkolwiek winę.

Zastanawiam się przez chwilę. Tylko w jeden sposób mogę przekonać się i sprawdzić co dzieje się z kimś czytającym książkę, żeby upewnić się czy przynosi jakąś niekorzyść. Ale?

- Panie Gaunt ? mówię ? kim była ta młoda panna przy kontuarze teraz?

- To panienka Lydia ? odpowiedział patrząc z niepokojem. ? Panienka Lydia Windgate.

- Mógłbyś mi powiedzieć gdzie mieszka?

Pan Gaunt myśli przez chwilę. ? chyba na Villiers Street.

Spoglądam na Sebastiana. ? Sądzę, że powinniśmy złożyć wizytę pannie Lydi. Bardzo dziękujemy Panie Gaunt.

Wstaję niepewnie; Sebastian zakłada płaszcz.

***

Pozostawiamy Pana Gaunta wyglądającego na całkowicie zdezorientowanego, przesuwającego swoimi kościstymi palcami po biurku.
Ostatnio edytowano 17 mar 2012, 18:33 przez Noire_mort, łącznie edytowano 1 raz
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 42/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 01 lut 2012, 18:06

Rozdział 42
"Cienie"


Niebo szybko szarzało, kiedy opuszczaliśmy księgarnię Gaunta. Nieokreślona cisza spowiła Londyn, dając niewidoczny sygnał nadciągającej burzy.

- Muszę przyznać, że jestem nieco zagubiony w tym co robimy paniczu ? zaczyna Sebastian, zwracając na mnie oczy. ? Jak wizyta u Panny Windgate ułatwi badanie sprawy?

Powóz trzęsie się przy wyrwie w bruku i na chwilę rozkwita ból w mojej nodze.

- Zauważyłem u niej coś dziwnego, gdy byliśmy w księgarni. ? Przesuwam palcami po uchwycie mojej laski, roztargniony z braku innego zajęcia. ? Nie wiem co to było? coś mi w niej po prostu nie pasowało. Jest bardzo prawdopodobne, że będzie kolejną z samobójczyń.

Sebastian wygląda za okno, składając dłonie na kolanach. ? To wygląda jak wydanie wyroku paniczu. Nie masz prawdziwego dowodu by tak uważać.

- Sądziłem, że będziesz miał większy szacunek do mojej intuicji Sebatianie, po tym całym incydencie z Madame Rigaud.

Wzrusza ramionami. ? Ja tylko zauważam fakty. Co zamierzasz powiedzieć jej rodzinie? To nie tak, że możesz zjawić się nieproszony? bez uwagi na to jak wysoko urodzony jesteś.

- Powiem im oczywiście prawdę. ? Sebastian patrzy na mnie unosząc brwi. ? Lub jej część.

***

Chmury nad domem państwa Windgate`ów są ciemne i kiedy Pani Windgate otwiera drzwi jestem w trakcie rozmyślania.

Patrzy na mnie przez chwilę. ? Przepraszam? kim jesteś?

- Nazywam się Ciel Phantomhive. ? Zmuszam się do uśmiechu, mając nadzieję nieco się jej przypodobać. ? Przepraszam za najście? miałem nadzieję, że porozmawiam z pani córką.

Pani Windgate unosi brew. Patrzy na mnie z góry na dół, jakby próbując zrozumieć co jedenastolatek może chcieć od jej nastoletniej córki.

Widząc pytanie w jej oczach mówię ? Proszę wybaczyć? Spotkałem Pannę Lydię w księgarni Gaunta i miałem nadzieję lepiej się z nią poznać.

Jest to niewielkie kłamstwo i Pani Windgate wydaje się sensowne; niemniej jednak kiwa głową i otwiera dla nas drzwi.

***

Pani Windgate prowadzi mnie i Sebastiana niezdarnie do salonu. Kiedy wchodzimy jej mąż już tam jest, a na widok mojego pierścienia od razu wstaje z szerokim uśmiechem na twarzy.

- Hrabia Phantomhive! ? Woła. ? Co za zaszczyt, co za zaszczyt! Mary zawołaj Lydię na dół, drogi?

Zaczynam odczuwać w środku swędzenie. Jest coś takiego w honorowaniu mnie tak wysoko, co wprawia mnie w zakłopotanie.

- Dziękuję panie Windgate ? mamroczę przy zaoferowaniu miejscu. Sebastian podsuwa mi krzesło i staje za mną cicho obserwując pokój.

Pan Windgate siada wciąż uśmiechnięty. Jego żona nie wygląda tak miło, ale pozostaje cicha i małomówna.

Kilka chwil spędzamy w niezręcznej ciszy.

- Lydia! ? Woła Pani Windgate, obracając się na krześle. Brak odpowiedzi.

Pani Windgate zaczyna się wiercić.

- Lydia! Zejdź na dół dziecko!

Zaczynam się czuć niewiarygodnie głupio, siedząc tutaj. ? Panie Windgate? naprawdę, jeśli nie chce zejść to w porządku.

Czuję jak Sebastian uśmiecha się za mną na odczucie przeze mnie tego całego dyskomfortu.

Pani Windgate zdaje się nieco rozluźniona. ? Lydia jest na górze całe popołudnie Charles ? odzywa się do męża. ? Czyta książkę.

- Ach, tak. Ta przeklęta książka. ? Pan Windgate potrząsa głową. ? Tak bardzo to lubi, że wątpię czy przyszłaby na dół, gdyby był pan sam w naszym salonie.

Spozieram na Sebastiana. To trochę niepokojące.

- Co to może być za książka? ? Pytam, jakbym nie miał zielonego pojęcia.

- Kraina Cudowności czy jakoś tak ? szydzi pan Windgate. ? Bzdura i tyle.

Milkniemy. Zdaje się, że nie wiem co mogę a czego nie powinienem mówić Wingate`om. Najgłośniejszym dźwiękiem w pomieszczeniu staje się zegar, tykając za nami miarowo.

Zaczynam uważać że pobieżna prawda nie jest dobrym sposobem. Naprawdę, nie mam innego powodu by tu być. Może powinienem im powiedzieć?

Podnoszę się z pomocą laski na nogi.

- Pani Windgate? Mógłbym z panią porozmawiać na osobności? Próbuję ignorować ból w mojej nodze.

Patrzy zaskoczona. ? Och? oczywiście.

Zostawiamy Sebastiana i pana Windgate`a w salonie przenosząc się do pokoju obok, który wydaje się być zwykły ale jest usytuowany przy schodach.

***

- Przykro mi, że zawiedliśmy panią, madame ? zaczynam.

Jej spojrzenie jest pełne złości ale nic nie mówi.

- Czy słyszała pani o niedawnych samobójstwach w mieście?

Pani Windgate przytakuje. ? Okropna sprawa?

Biorę głęboki oddech pewien, że nie zareaguje dobrze na to co mam jej do powiedzenia.

- Mam powody by sądzić, że pani córka może być kolejną ofiarą.

Patrzy przerażona. ? Co? Nie, to nie może być prawda! Lydia jest zrównoważoną dziewczyną. Nigdy nie będzie tak głupia.

- To bez znaczenia. Nie chciałbym się wpraszać pani Windgate, ale jeśli to nie problem, chciałbym mieć oko na Panienkę Lydię.

Pani Windgate stoi milcząca przez kilka chwil, rozważając. Wiem, że zapyta czemu podejrzewam że jej córka będzie następna i nie jestem
pewien czy mam rozsądną odpowiedź. Cała ta wizyta to tylko granie na słuch, ale nie widzę innej możliwości dowiedzenia się co jest przyczyną tych zgonów.

- Czemu uważasz, że Lydia jest w niebezpieczeństwie? ? pyta w końcu Pani Windgate.

- Nie mogę powiedzieć.

Pani Wingate spuszcza wzrok, zagryzając wargi.

- W porządku. Tak przypuszczam. ? Ogląda się, spozierając przez drzwi na męża i Sebastiana. ? Wymyślę jakieś wytłumaczenie? pogoda lub coś innego.

- Dziękuję. ? Westchnienie ulgi opuszcza moje usta. To wiele ułatwi. Jeśli nic się nie stanie, jeśli moje przeczucia co do Lydii były złe, nic nie stracimy zaczniemy od nowa.- Zapewniam, że to tylko tak na dzień lub dwa.

Pani Windgate przytakuje. ? Jestem wdzięczna, że martwisz się za nas. I, że powiedziałeś mi prawdę.

Wracamy do salonu w ciszy. Sebastian unosi zaciekawiony brew ale nic nie mówię.

***

Na zewnątrz burza rozpętuje się nagle z pełną siłą, posyłając świeże wiosenne liście w stronę okna. Salon ciemnieje kiedy czekamy aż Lydia zejdzie na dół, w atmosferze zadumy, pełnej po brzegi z obiecującymi cieniami.
Ostatnio edytowano 17 mar 2012, 18:28 przez Noire_mort, łącznie edytowano 5 razy
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 42/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Tristan » 23 lut 2012, 14:42

Podziwiam Twoją odwagę w tłumaczeniu tak długiego tekstu i szczerze zachwycam się postępami jakie robisz od samego początku. Na tym większe uznanie zasługujesz, że wybrałaś nie najpopularniejszy fandom, a ten na którym Ci zależało mimo znacznie mniejszego grona zainteresowanych. Mam jednak nadzieję, że dzięki Tobie Kuro zyska znacznie więcej fanów.
Życzę powodzenia!
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Tenere 43/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 23 lut 2012, 19:46

Rozdział 43
"Lydia"


Kilka chwil upłynęło w ciszy? o wiele bardziej relaksującej ciszy. Wreszcie rozlega się dźwięk zamykanych na piętrze drzwi, a Lydia Windgate schodzi beztrosko na dół po schodach.

Zatrzymuje się przy drzwiach salonu, patrząc na mnie przez chwilę a później zwraca swoje zielone oczy na rodziców. ? Tak ojcze? O co chodzi?

Jej ojciec przesuwa się w krześle, wskazując na mnie. ? Hrabia Ciel Phantomhive chciałby z Tobą porozmawiać.

Spoglądam na panią Windgate. Stoi wyprostowana przy kominku, bez oznak zdradzenia mojej prawdziwej racji bytu tutaj.

Wstaję, potykając się lekko i posyłając Lydii niewielki uśmiech. ? Chciałem po prostu dokładniej cię poznać, Panno Windgate.

Uśmiecha się, ciągle wygląda na trochę zagubioną, jej oczy przeskakują po pokoju i nigdy nie zatrzymują się na mnie. Jej wzrok zauważa Sebastiana i kiedy na niego patrzy, wydaje się jakby na jej twarzy pojawiło się coś w rodzaju strachu; ale znika tak szybko, że nie mogę być pewien co to było. Znowu coś mi się w niej nie zgadza. To coś w tym jak stoi, w przeskakującym wzroku; nigdy jej nie spotkałem, ale wiem, że nie jest taka jak zwykle.

Lydia mówi lakonicznie, choć nieco niezgrabnie. ? Jak ty to robisz, mój panie?

Pani Windgate odzywa się nagle zza mnie zdawkowym głosem. ? Mój drogi Hrabio Phantomhive, może dołączysz do nas na kolacji?

Odwracam się, patrząc na nią. Jej twarz jest bez wyrazu. Zdaje się, że jest wspaniałą aktorką.

- Tak, tak to wspaniały pomysł! ? Skrzeczy pan Windgate.

Próbuje brzmieć na mile zaskoczonego. ? Jak można by odrzucić tak przyjemne zaproszenie?

***

Wieczór

Po kolacji - która była miła ale niezręczna gdy jedynymi rozmawiającymi byli pan i pani Windgate, a Lydia wyglądała na dziwnie upokorzoną moja obecnością w domu - po raz kolejny wróciliśmy do salonu.

Burza szalała przez ostatnie kilka godzin, ciemne niebo tworzyło na ścianach dziwne światła i cienie. Każda kropla ma swoje miejsce w ciemności na ścianie, ścigając się z pozostałymi.

Lydia wydaje się bardzo niespokojna. Jestem pewien, że coś z nią nie tak. Siedzi na krześle, mało mówi, dłonie trzęsą się jej na kolanach jak ptaki. Patrzy przez chwilę albo uważnie na cienie na ścianach albo tęsknie na schody.

Kiedy tylko konwersacja zbliża się do końca, pani Windgate wstaje i podchodzi do okna spoglądając na ulice lizane deszczem.

- Cóż proszę pana ? mówi spokojnie ? pogoda nie wykazuje żeby miało przestać. Mogę zatrzymać cię na noc?

Spogląda na mnie kątem oka.

Czuję w pokoju spięcie Lydii, ale nie patrzę na nią. ? Byłoby wspaniale, pani Windgate. Bardzo dziękuję.

Pani Windgate przytakuje. ? Dobrze więc. Lydia, kochanie, czy mogłabyś pokazać naszemu gościowi zapasową sypialnię na górze?

Lydia wygląda na zaskoczoną, słysząc własne imię. Jej usta nie wypowiadają żadnych słów, a później jej oszołomienie mija.

- Och? oczywiście. ? Wstaje i zaczyna wchodzić po schodach nie zważając na fakt, że nie wstałem jeszcze nawet z krzesła.

Wstaję. ? Dziękuję za miły wieczór Pani Windgate, proszę pana. Dobranoc.

Pani Windgate kiwa głową z uśmiechem.

Sebastian podaje mi laskę. Kiedy opuszczamy pokój słyszę panią Windgate mamroczącą coś do męża.

- Charles? wydaje mi się, że jest coś nie tak z Lydią.

***

Dodatkowa sypialnia jest na końcu długiego, ciemnego korytarza; ściany są wąskie i czepiają się spódnic Lydii idącej przed nami. Otwiera nam drzwi i stoi zniecierpliwiona, zielone oczy błądzą tam i z powrotem.

- Dobranoc, mój panie. ? mówi, kiedy znajdujemy się w środku. Odwraca się by odejść.

Nagle Sebastian - który obserwował ją cały wieczór z przenikliwym spojrzeniem na twarzy - mówi jej najdziwniejszą rzecz.

- Nich cię Bóg błogosławi Panno Lydio.

Lydia zamiera w korytarzu. Patrzy na niego ze zmieszaniem na twarzy, a tam? na prawo? w kącikach jej oczu? jest to straszne spojrzenie.

Potem odwraca się i pospiesznie odchodzi wzdłuż korytarza, znikając w nieoświetlonej sypialni. Drzwi zamykają się i zatrzaskują, a dom wypełniają dźwięki ciszy i deszczu.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 44/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 17 mar 2012, 18:46

Rozdział 44
"Stłuczony"


- Co to było Sebastianie?

Sebastian odwraca się, by spojrzeć przez okno. ? Co było paniczu?

- To ?Niech Bóg ma cię w opiece?.

Leżę na łóżku, patrząc w sufit. Pokój jest bardzo mały, a wszystkie białe powierzchnie zamieniły się w niebieskie, przez padający deszcz. Panuje niesamowicie dziwna i napięta atmosfera, unosi się? przeczucie czegoś nie do końca dobrego.

Sebastian wzrusza ramionami odwrócony do okna. ? To nic szczególnego.

- Nie wierzę w to. Zrobiłeś coś. Tylko nie wiem co.

Widzę uśmiech odbity w mokrej szybie okna.

- Wszystko w swoim czasie paniczu ? mówi wymijająco.

***

Później w nocy

Nic szczególnego mnie nie budzi.

Otwieram powoli oczy w ciemnym pokoju. Deszcz ustał. W domu panuje ciężka cisza.

Leżę milczący przez kilka chwil. Sebastian jest obok mnie, ma zamknięte oczy ale wiem, że nie śpi.

Następnie? bardzo powoli? nachodzi mnie uczucie, że jestem obserwowany.

Ostrożnie, tak by nie urazić nogi odwracam się. Ściana za łóżkiem jest zimna i pusta, cienie jak kurz pełzają przed uformowaniem się. Nic tam nie ma.

Sebastian przysuwa się do mnie. ? Paniczu?

Patrzę na ścianę przez kilka dłuższych chwil, ale kiedy nic się nie porusza, odwracam się do niego. ? Wybacz? wydawało mi się, że coś poczułem.

Ciemne oczy Sebastiana wędrują od sufitu do podłogi.

- Mam wątpliwości, czy panienka Lydia już śpi ? rozmyśla głośno ? czy ciągle czyta książkę.

- To bez znaczenia. ? Układam się na plecach na materacu, zamykając oczy. Być może się myliłem. Poza tym, co by mnie tu miało obserwować?

***

Minął kwadrans; chociaż zamknąłem oczy nie potrafię zapaść z powrotem w sen. Sebastian obok jest spięty i wiem bez patrzenia, że ma otwarte oczy.

Niechętnie otwieram ponownie oczy. ? Co tym razem?

Potrząsa głową. ? Nic. Tylko myślę.

- O czym?

Pozwalam sobie na ułożenie głowy tak, by opierała się na jego ramieniu, patrząc na łóżko między nami.

- Panienka Lydia. Wiesz paniczu, miałeś rację? jest w niej coś nie tak. Ale nie potrafię tego umiejscowić. Jej oczy jak sądzę? jest coś w jej oczach.

- Myślisz, że?

Nagle rozlega się okropny trzask.

Zarówno ja jak i Sebastian podrywamy się. Obracamy się na łóżku, zrywając się na nogi i ruszamy do drzwi.

- Co to było? Delikatnie stawiam stopy na podłodze, trzymając się ściany. Moja laska jest obok szafki nocnej; sięgam po nią i podążam za
Sebastianem do drzwi.

Przekręca klamkę i przestaje tak nagle jak zaczął.

Znowu próbuje i znowu nic.

- Myślę, że zostaliśmy zamknięci od środka paniczu ? mówi cicho.

- Zamknięci? ? Łapię za klamkę, ale drzwi się nie otwierają. ? Ale Windgat`owie by nas nie zamknęli!

- Mam pewne podejrzenia ? mamrocze Sebastian ? że zrobiła to panienka Lydia.

Słyszę otwierane drzwi na korytarzu i słyszę głos pani Windgate, stłumiony przez oddzielające nas drewno. Próbuję dwa ryzy wytrwalej otworzyć drzwi, a później zaczynam szarpać, mając nadzieję, że zamek puści.

- Lydia? ? słyszę odzywającą się panią Windgate; dochodzi dźwięk zza drewna szarpanego we framudze.

Sebastian odpycha mnie ręką na bok i chwyta obiema dłońmi za klamkę; jedno przekręcenie klamki w drzwiach i huśtają się żałośnie, otwarte na korytarz.

Pani Windgate stoi pod drzwiami pokoju Lydii, ciągnąc za klamkę. Jej drzwi również zdają się być zamknięte; pan Windgate wychyla się z sypialni, wyglądając na nieprzytomnego i zmieszanego.

- Lydia? Otwórz drzwi! ? Pani Windgate wali w drzwi. ? Lydia!

Sebastian odsuwa mnie, gdy ruszam w ich kierunku. Mówi coś cicho do pani Windgate, a ona się odsuwa. Wyłamuje klamkę przy drzwiach Lydii tak jak przy naszych; pani Windgate wygląda przez chwilę na przerażoną zniszczeniem jej własności.

Kiedy drzwi Lydii uchylają się do środka, wchodzę przez nie, jednak każda twarz prócz Sebastiana blednie ze strachu.

***

Potłuczone szkło. Krew. Toaletka pod ścianą rozwalona. Książki porozrzucane po podłodze.

***

A Lydia Windgate leży bezwładnie w swoim fotelu, z tyłu głowy na twarz skapuje krew, tworząc pod nią ogromną kałuże.

Nie żyje.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 45/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 19 kwi 2012, 10:05

Rozdział 45
"Oczy"


- Och!

Rozlega się głuchy łoskot kiedy pani Windgate upada, uderzając o podłogę śmiertelnie blada.

Pan Windgate zmrożony wpatruje się w ciało martwej córki.

Bez względu na to jak straszny to widok, nie mogę oderwać wzroku. Koszula nocna Lydii pokryta jest jej krwią, a potłuczone lustro leży na toaletce i jej ciele.

Sebastian zagląda cicho do pokoju z ponurą twarzą. Jest w nim spokój który sugeruje, że nie jest zdziwiony.

- L-lydia ? jąka pan Windgate. Potem klęka przy omdlałej żonie, zbyt wstrząśnięty by zrobić coś jeszcze oprócz patrzenia.

Znajoma potrzeba zaczyna wrzeć w moim żołądku. Zwłoki dzieci w dworze Rigaud były straszne, to pewne; ale to jest jeszcze gorsze ze względu na fakt, że zadane samemu sobie.

Sebastian porusza się nagle po mojej lewej, przełamując moje oszołomienie. Pochyla się i mamrocze coś do pana Windgate`a, i razem podnoszą nieprzytomną kobietę, niosąc ją do sypialni.

Czekam przy drzwiach aż Sebastian wróci.

Dotyka mojego ramienia. ? Wszystko w porządku?

Powoli przytakuję. ? Chyba tak.

- Wobec tego zaczynamy? ? Sebastian zsuwa rękawiczki, przechodząc przez pokój.

Patrzę na niego. ? Zaczynamy co?

- Oczywiście. Dochodzenie w tej sytuacji.

Stoję jeszcze przez chwilę, nie bardzo wiedząc co zrobić.

Wreszcie, cicho, nieśmiało, przekładam laskę przez próg i przesuwam się do środka. Moje stopy miażdżą odłamki szkła na podłodze, więc przesuwam je trochę, żeby ułożyć je w pobliżu lub pod dywanem.

Sebastian bada zwłoki Lydii, chociaż nie jestem pewien czego szuka. Ja z kolei zwracam moją uwagę na toaletkę.

Pod niezliczonymi malutkimi odłamkami szkła, leżą otwarte Przygody Alicji w Krainie Czarów.

Otwarta jest na stronie z rozdziałem 12. W rogu strony jest rozlany atrament, a w całym tekście pospieszne bazgroły. Pewna linijka została przesadnie podkreślona.

- ?Zdanie pierwsze ? werdykt później? ? Odczytuję głośno.

To z pewnością była robota Lydii. Kałamarz jest przewrócony, barwiąc biały blat toaletki na czarno.

Spoglądam na jej ciało; Sebastian opiera się na piętach, palce pod brodą, rozmyśla.

- Co to jest? ? Mówię.

- W niej jest jeszcze coś dziwnego ? rozmyśla. ? Nie potrafię tego wskazać?

Następnie jego twarz się rozjaśnia; sięga za jej zwiotczałą głowę i podnosi do góry, do twarzy.

- Wisiało ? szepcze. ? Jej oczy.

Oczy Lydii są szeroko, szeroko otwarte, zielone i puste. Ale Sebastian ma rację - ciągle jest w tym coś bardzo niepokojącego, i nie jest to tylko fakt, że są zakrwawione, a kawałek szkła wystaje niehumanitarnie z lewego oka.

- Co z nimi?

Sebastian nie odpowiada, ale nadal wpatruje się w jej twarz. Kiedy się zastanawia, spoglądam w dół; właśnie tam, w swojej bezwładnej prawej dłoni ściska kartkę papieru.

Schylam się delikatnie, podważając jej palce. Dotyk jej ciała przyprawia mnie o mdłości; biorę głęboki oddech, wysuwając papier.

Jest pokryty tym samym pospiesznym pismem, co pozostałe przechowywane notatki samobójców. Atrament jest ciągle świeży i krwawy.

- ?Zdanie pierwsze ? werdykt później? ? mruczę. ? Tak samo jak na tamtej stronie.

Patrzę na Sebastiana, by zobaczyć co robi i znajduję go niebezpiecznie blisko delikatnie uchylonych ust Lydii.

- Co ty robisz? ? Syczę.

Nie odpowiada. Nie chce jej pocałować jak myślałem - co byłoby absolutnie obrzydliwe - ale co robi?

Później Sebastian się prostuje. Jego twarz jest śmiertelnie poważna.

- Paniczu ? mówi cicho ? to nie jest Lydia Windgate.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Re: [NZ] Tenere 44/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Satanachia. » 22 cze 2012, 01:46

Nosz kurczę blaszka.. Jak można było skończyć w takim momencie..?! Dobrze, że to tłumaczenie, bo gdyby autorką była Polka, i gdybym miała ją pod ręką.. No nic.
Już mi przeszło, tak więc od początku.

Śledzę ten tekst odkąd zarejestrowałam się na forum i muszę stwierdzić, iż podoba mi się, oraz podziwiam Cię, że masz dosyć sił mentalnych, aby doprowadzić to tłumaczenie do końca. Ja bym nie potrafiła, choćby ze względu na samą jego długość, bo w końcu to nie jest szesnaście rozdziałów, tylko sześćdziesiąt trzy. Sześćdziesiąt trzy..! Z których czterdzieści pięć mamy już za sobą. Wręcz nie mogę się doczekać pozostałej osiemnastki i rozwikłania następnej zagadki.
Kim była - ba raczej nie była, bo wnioskuję, iż był to Podmieniec - Lydia Windgate..?
Kto i dlaczego podstawia Podmieńce w miejsce dziewcząt..? Hmm.. Mam wrażenie, iż mam za dużo pytań. No nic. Nowe rozdziały dochodzą dosyć sprawnie, więc sądzę, że szybko uzyskam na nie odpowiedzi. Prawda..?

No, i pomimo mych peanów tekst momentami wydaje się niedoszlifowany. A to przecinek, a to konstrukcja zdania.. Niby nic wielkiego, acz momentami przeszkadza w czytaniu i zrozumieniu w pełni tego co się właśnie czyta.
Ale nie jest źle. Everybody i do przodu.~

Wygląda na to, że nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Ci czasu i chęci, abyś doprowadziła to tłumaczenie do końca.
Satan.
Obrazek

Nocnych zjaw głos w oddali gdzieś,
Słychać jak śmieją się, maszerują już.
Jestem tak bezsilny, by obudzić się
Koszmarne sny w ogniu topią mnie.
Avatar użytkownika
Satanachia.
Tłusty Aniołek Barokowy
Tłusty Aniołek Barokowy
 
Posty: 73
Dołączył(a): 08 gru 2011, 00:06

Re: [NZ] Tenere 45/63 [Kuroshitsuji]

Postprzez Noire_mort » 23 cze 2012, 11:53

Wiem że długo czekaliście na nowy rozdział ale ze względu na sporą zbierzność różnych spraw następne rozdziały pojawią się dopiero po wakacjach. Mam nadzieję że będziecie na tyle cierpliwi że wytrzymacie te 2 miesiące.
London Bridge Is Falling Down, My Fair Lady!
Avatar użytkownika
Noire_mort
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 170
Dołączył(a): 08 wrz 2009, 22:09

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość