[Z] Broken [Kuroshitsuji]

Moderator: sile

[Z] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 09 lis 2010, 22:41

Autor: moja skromna osoba
Beta: ahem... Jakoś żadna się nie znalazła
Gatunek: Romance/Angst/Tragedy/Horror
Ostrzeżenia: przemoc, sex, yaoi
Przemoc: Na razie 1 (potem będzie dużo więcej)
Sex: Na razie 7 (j.w.)

Prolog

"Niedługo minie osiem lat od dnia, w którym poznałem Ciela. Przez cały ten czas wielokrotnie mnie zaskakiwał, ale ostatnimi miesiącami zmienił się nie do poznania. Z natury był melancholikiem ze skłonnościami do łatwych wybuchów gniewu, ale ostatnio to przybrało na sile do tego stopnia, że ja sam go nie poznaję.

Trudno powiedzieć, co dokładnie doprowadziło Ciela do stanu, w jakim się obecnie znajdował. Nie stało się to bowiem nagle, lecz stopniowo. Zaczął się ubierać wyłącznie na czarno, jeszcze bardziej unikać ludzi. Całymi dniami zamyka się w swoim biurze, nie pozwalając nikomu wejść. Nawet mnie. Może to wynik okresu dojrzewania? Nie... On przecież zawsze taki był, poza tym ma umysł dorosłego człowieka.

Było już późno, kiedy zapukałem do drzwi jego gabinetu. Nie odpowiedział. W końcu sam wszedłem do pomieszczenia. Ciel siedział na parapecie, wpatrując się w gwiazdy.

- Paniczu? - spytałem w końcu - Wszystko w porządku?

- Zapomniałeś, jak się puka?! - wrzasnął niezadowolony, że mu przeszkodziłem w rozmyślaniach.

- Paniczu, przecież pukałem - odrzekłem. Jego stan coraz bardziej mnie martwił.

Tymczasem on nic na to nie odpowiedział. Tylko patrzył mi w oczy z nieskrywaną złością.

- Czego chciałeś? - warknął, siadając w fotelu za biurkiem.

- Przyniosłem ci herbatę i ciasto, paniczu - powiedziałem, kładąc obie rzeczy na blacie.

- Nie prosiłem cię o to. Nie jestem głodny - burknął.

To był kolejny objaw; od pewnego czasu prawie nic nie jadł.

- Paniczu, wszystko w porządku? - spytałem po raz kolejny. - Przecież widzę, że od dłuższego czasu coś cię trapi...

Westchnął ciężko, odrzucając wreszcie swój upór.

- Ja... Ja po prostu... - zaczął. - Nie... Nieważne.

- Paniczu, to jest ważne! Twoje bezpieczeństwo i zdrowie, jako twojego lokaja, są dla mnie najważniejsze.

Ciel prychnął lekceważąco.

- Martwię się o ciebie, mój panie.

- Taa... Martwisz. Uważaj, bo jeszcze w to uwierzę. Ty przecież nie masz uczuć, więc jakim cudem miałbyś się martwić o kogokolwiek?

Zamilkłem. To było trafne pytanie. Nigdy nikogo nie kochałem ani nie lubiłem, więc skąd było we mnie tyle szczerej troski dla niego? Sam nie wiem. Miałem ochotę stamtąd wyjść i, zgodnie z jego życzeniem, zostawić go samego, ale jakoś nie mogłem.

- Paniczu, proszę cię... Nadwyrężasz swoje zdrowie, nic nie jedząc i siedząc cały dzień w domu. - rzekłem. Czemu on jest taki uparty?!

Ciel spojrzał na mnie. W jego oczach błyszczał gniew.

- Dobrze. W takim razie idę na spacer. Ty zostajesz tu. To rozkaz! - dodał szybko.

- Paniczu, nie to miałem na myśli.

- Nie obchodzi mnie, co miałeś na myśli. Powiedziałem, że wychodzę, a ty zostajesz i zajmujesz się posiadłością. Ustosunkuj się do tego. W milczeniu. - rzucił mi lodowate, nie znoszące sprzeciwu spojrzenie, po czym wyszedł z gabinetu.

Dochodziła jedenasta, a Ciela jeszcze nie było. Niebo przesłoniły chmury i rozpętała się silna burza. Bez dłuższego zastanowienia poszedłem go szukać. Brak jego wezwania utrudniał nieco sprawę.

Dobre pół godziny zajęło mi błądzenie po lesie, w końcu jednak go znalazłem. Leżał nieprzytomny na ścieżce, a z jego głowy ciekła strużka krwi. Bez wątpienia upadł i uderzył głową o kamień. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do posiadłości.

Położyłem go na łóżku, po czym obmyłem i zabandażowałem ranę. Dopiero wtedy się obudził. Nic nie powiedział ani na mnie nie spojrzał.

- Paniczu, trzeba abyś wziął kąpiel. Jesteś cały w błocie. Dasz radę? - spytałem. Ciel skinął jedynie głową i chwiejnym krokiem próbował dojść do łazienki, ale zaraz się
potknął. Złapałem go nim upadł na podłogę i zaniosłem do łazienki.

Zdjąłem z Ciela brudne, przemoczone ubranie i pomogłem mu wejść do wanny. Szybko go umyłem i ubrałem w piżamę. Nim dotarliśmy z powrotem do sypialni, zasnął mi na rękach."


Ciel jeszcze raz spojrzał na wpis sprzed półtora roku. Poprzednie kartki były wyrwane, a wszystkie kolejne - puste. Odłożył pamiętnik na miejsce, idealnie tak jak leżał wcześniej. Zamknął szufladę i odłożył klucz na biurko, po czym wyszedł z gabinetu.

Ciel cały dzień zastanawiał się nad pamiętnikiem Sebastiana. Nigdy by go nie posądzał o pisanie takich bzdur. Ale w tekście można było wyczuć współczucie i troskę... A może to kolejna iluzja mająca na celu zaprowadzenie go na skraj szaleństwa? Co się stało z Sebastianem? Dlaczego go tak krzywdzi? Czy to jego wina? Co się zmieniło?

Te pytania nadal pozostawały bez odpowiedzi. Może należałoby ich szukać w wydarzeniach ostatnich półtora roku? Jeśli jesteś ich ciekaw, Drogi Czytelniku, weź mnie za rękę, a oprowadzę cię po światach pełnych bólu, cierpienia i szaleństwa. Chodźmy więc i wysłuchaj tej historii...

---

Długo mi zajęło, by się przekonać do opublikowania tego opowiadania poza moim blogiem. Cóż, mam nadzieję, że tragedia nie jest.
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 16:34 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 4 razy
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 12 lis 2010, 18:46

Rozdział 1 - Na balu

Ciel siedział za biurkiem, beznamiętnie uzupełniając dokumenty. Ostatnio nawet polubił pracować; pomagało mu to oderwać się od myśli. Bez wątpienia dręczyła go depresja, ale nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą.

Cisze przerwało pukanie do drzwi.

- Wejść ? powiedział Ciel.

- Paniczu, przyszedł list ? rzekł Sebastian, wchodząc do pokoju. Chłopak nawet na niego nie spojrzał. Wziął do ręki kopertę i otworzył ją. W środku znajdowało się zaproszenie na bal.

- Odmów ? burknął, nawet nie czytając.

- Myślę, że powinieneś pójść, paniczu. Musisz dbać o swój wizerunek jako głowa rodu Phantomhive. ? odrzekł lokaj. Doskonale wiedział, iż grając na tą kartę, postawi na
swoim. Hrabia westchnął w odpowiedzi. Nie miał ochoty ani siły kłócić się z demonem.

- Dobrze. Idź już. ? powiedział cicho, wracając do przerwanej pracy.

Sebastian stał chwilę zaskoczony, że Ciel nawet się nie sprzeciwiał. To było bardzo dziwne. Postanowił jednak zostawić komentarz dla siebie i wyszedł.

Wieczorem Ciel siedział w bibliotece, zanurzony w lekturę. Nawet nie zauważył, że jego lokaj stał obok niego od kilku minut.

- Paniczu? ? spytał Sebastian. Chłopak zadrżał, nie spodziewając się jego obecności.

- Co się stało? ? warknął wściekły na siebie za swoje zachowanie.

- Jest już późno. Powinieneś się już położyć, paniczu ? rzekł demon. Reakcja Ciela nieco go zdziwiła.

- Chyba masz rację. Jestem zmęczony. ? odpowiedział, odkładając książkę. ? Kiedy i gdzie ma być ten bal?

- Za tydzień u państwa Middleford. Panna Elizabeth wyjeżdża na pół roku i to dla niej jest organizowany.

Młody hrabia westchnął. Widok jego narzeczonej jakoś go nie cieszył.


Tydzień minął szybko. Zbyt szybko.

- Wyglądam jak kretyn ? warknął Ciel, patrząc na swoje lustrzane odbicie z niezadowoleniem. Czarny strój z krwistoczerwonymi wstawkami, gorsetowym wiązaniem na plecach i długim trenem stanowczo nie był szczytem jego marzeń. Wolałby założyć zwykły, czarny garnitur.

- Paniczu, dobrze wyglądasz. Twoja krytyka nie jest uzasadniona. Przecież nie ubrałbym cię w coś, w czym wyglądałbyś źle. ? odrzekł demon, pojawiając się za jego plecami.

- Mhm? - mruknął cynicznie w odpowiedzi Ciel. Wcale nie zapomniał balu u Druitta, gdzie musiał paradować w sukience.

Lokaj zaśmiał się cicho.

- CIEEEL! ? rozległ się głośny pisk, a różowa smuga pomknęła z niesłychaną prędkością w stronę Ciela. Chciał zrobić unik, ale nim w ogóle się ruszył, Lizzie wisiała na jego szyi w duszącym uścisku, nie zważając na kilkadziesiąt osób, które patrzyły na nich z niesmakiem.

- Lizzie! Zejdź ze mnie w tej chwili! ? warknął chłopak. Ledwie przyszedł, a już żałował, że się zjawił.

- Chodźmy! Musimy zatańczyć! Jutro wyjeżdżam aż na pół roku. Nie będziemy się tak długo widzieć? - zawołała, ciągnąc go na środek sali między tańczące pary.

Po ponad godzinie nieprzerwanego tańca, Ciel miał już wszystkiego dosyć. Chciał odpocząć, ale gdzieżby! Lizzie wcale nie miała zamiaru mu odpuszczać. Gdyby nie to, że
jej rodzice ją zawołali, z pewnością padłby z wyczerpania.

- Chodź ze mną! ? pisnęła, ciągnąc go za rękaw. Nawet nie próbował odmawiać; i tak by go nie puściła.

- Lizzie, przyszli państwo Blackrose. Zajmij się koleżankami. ? powiedziała pani Middleford rozkazująco. Uśmiech na twarzy Lizzie zgasł natychmiast, gdy zobaczyła dwie dziewczyny, idące w ich stronę.

Niższa i zapewne młodsza z dziewczyn była ładna, ale nie wyróżniała się jakoś specjalnie; szczupła, o brązowych oczach i włosach, dość wysoka?

Starsza zaś była zupełnie do niej nie podobna. Miała kruczoczarne włosy, oczy w barwie intensywnego granatu i idealnie białą skórę. Regularne, delikatne rysy twarzy dopełniały pełne, blade wargi ułożone w subtelnym uśmiechu. Elegancka czarno-biała suknia sprawiała, że dziewczyna wyglądała naprawdę zjawiskowo.

- Ciel, to jest Annie ? powiedziała Lizzie, wskazując najpierw na młodszą z sióstr. ? A to Carolyne. Annie, Carolyne? To jest mój narzeczony, hrabia Ciel Phantomhive.
Siostry dygnęły z gracją.

- Miło nam cię poznać, hrabio Phantomhive ? rzekła Carolyne. Jej głos był łagodny, a jednocześnie mroczny i zmysłowy. Stanowił dopełnienie dla oszałamiającego wyglądu. Pod Cielem omal nie ugięły się kolana.

- Cała przyjemność po mojej stronie ? wydusił w końcu, nie mogąc oderwać spojrzenia od oczu dziewczyny. Patrzyła na niego z taką intensywnością, że czuł, jakby zaglądała w głąb jego duszy i czytała z niej jak z księgi.

Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej.

- Ach! Panno Blackrose! Gwiazdo Wieczorna! Błagam, podaruj mi ten jeden taniec! Inaczej uznam ten bal za stratę czasu, a siebie za najbardziej nieszczęśliwego mężczyznę pod słońcem! ? odezwał się jakiś mężczyzna, zmierzając w ich stronę. Miał piękne, arystokratyczne rysy twarzy, a zmarszczki zamiast go szpecić, dodawały urody. Czarne włosy były przyprószone już siwizną.

- Hrabio Mountsile! Skoro pan tak prosi, czy mogłabym odmówić? ? odrzekła, uśmiechając się szerzej. Odwróciła się z powrotem do Ciela i z eleganckim dygnięciem rzekła:

- Proszę o wybaczenie.

Ciel patrzył, jak brunetka znika między tańczącymi. Miał jednak nadzieję, że zdoła z nią jeszcze porozmawiać.

- Ciel, wybacz, ale też muszę cię opuścić. Dawno nie widziałam się z Annie. Mam jej dużo do opowiedzenia ? odezwała się Lizzie. ? Porozmawiamy później.

- Dobrze ? odrzekł Ciel. Nareszcie jego denerwująca kuzynka da mu spokój.

Czas płynął niemiłosiernie powoli. Ciel chodził po sali, nawet z nikim nie rozmawiając. Szukał wzrokiem dziewczyny, ale nigdzie jej nie znalazł. Wyszedł więc na taras.

Noc była ciepła, a niebo ozdabiały tysiące gwiazd. Lekki wiatr poruszał liśćmi i trawą. Jak spokojnie?

Ciel poczuł czyjąś obecność. Odwrócił głowę. W końcu tarasu na ławce siedziała Carolyne, wpatrując się w gwiazdy. Podszedł do niej.

- Piękna noc? - zaczął.

- To prawda? - szepnęła cicho. Uśmiech, którym go wcześniej powitała, teraz gdzieś znikł, zastąpiony smutkiem.

- Proszę wybaczyć moją bezczelność, panno Blackrose, ale? Czy coś się stało? ? spytał.

- Nie, nic? Dziękuję za troskę. ? odrzekła, wstając z ławki.

- Carolyne! ? na taras wszedł jakiś mężczyzna.

- Tak, ojcze? ? mężczyzna dopiero teraz ich dostrzegł. Nawet w ciemności Ciel widział jego zaskoczenie.

- Ach, tu jesteś? Nie przedstawisz mi swojego towarzysza? ? spytał.

- Ojcze, to jest hrabia Ciel Phantomhive. Hrabio Phantomhive, to jest mój ojciec ? hrabia Alexander Blackrose. ? rzekła dziewczyna. Ojciec stanął za jej plecami.

- Niezmiernie mi miło ? powiedział Blackrose, podając Cielowi rękę. ? Carolyne, niedługo wracamy.

Dziewczyna zadrżała, gdy dłoń jej ojca wylądowała na jej nagim ramieniu. Spazm grozy i obrzydzenia przeszył przez chwilę jej twarz, a dłonie zacisnęły się w pięści.

- Dobrze, ojcze ? szepnęła, próbując stłumić emocje.

Ciel doskonale widział jej reakcje. Zaskoczyło go to. Domyślił się, że jest między nią a jej ojcem jakiś ?niezdrowy związek? i to dlatego Carolyne tak bardzo go nienawidzi. Młody hrabia chciał jej pomóc, ale nie mógł działać zbyt pochopnie i bez jej zgody. Miał przecież tylko domysły.

- Panno Carolyne, czy nie zechciałaby mnie pani odwiedzić jutro w mojej posiadłości? ? spytał, śląc dziewczynie porozumiewawcze spojrzenie. Zrozumiała, o co chodzi, jednak milczała.

- Carolyne, chyba nie odmówisz hrabiemu Phantomhive? ? odezwał się ojciec. Rzucił Cielowi przepełnione złością spojrzenie, jakby się bał, że odbierze mu córkę. Pomysł tej wizyty mu się nie podobał, ale musiał się zgodzić. Może zrobi na tym biznes? W tym środowisku lepiej było mieć przyjaciół niż wrogów.

- Dobrze, przyjdę z przyjemnością ? odezwała się w końcu, posyłając Cielowi uśmiech.

- Carolyne, chodź. Państwo Middleford proszą cię, abyś coś zaśpiewała. ? rzekł Blackrose, ciągnąc ją za rękę.

- Zaraz przyjdę ? powiedziała, dając ojcu do zrozumienia, żeby ją puścił i sobie poszedł. Mężczyzna spojrzał na nią ze złością, że mu się przeciwstawiła, po czym wszedł do środka.

- O której mam się zjawić? ? spytała. Delikatny uśmiech krył się w kącikach jej ust.

- Może być trzecia? ? Ciel już nie mógł się doczekać jutrzejszego spotkania.

- Oczywiście. Zechce pan posłuchać, jak śpiewam?

- Z przyjemnością.

Weszli do środka. Wszyscy w sali zamilkli, czekając na występ. Najwidoczniej już została zapowiedziana. Carolyne zasiadła za fortepianem na niewielkiej scenie.

- Proszę cię, zaśpiewaj ?Ostateczne przeznaczenie? ? rzekła pani Middleford. O dziwo, wykazując sympatię i podziw dla dziewczyny.
Carolyne ukłoniła się, uśmiechając się delikatnie. Potem położyła palce na klawiaturze i zaczęła grać spokojną, monotonną melodię. W końcu zaczęła śpiewać:

?Uniknęłam mojego ostatniego momentu
Ale on powraca do mnie
W każdym kącie, czuję, że czeka

Chwila nieuwagi
Mogę się pośliznąć
I potem zginę na zawsze

Szukam
Walczę o drogę przetrwania
By to zawrócić

To jest wciąż czeka, cały czas próbuje
Czuje ręce losu
One duszą

Powiedz mi jaki jest powód
Czy to jest tylko w mojej głowie?
Nie mogę tego dłużej znieść!?


Ciel stał jak zahipnotyzowany i słuchał jej głosu. Mrocznego, pociągającego głosu, który oplatał jego duszę jak czarny jedwab. Śpiewała z taką emocją, tak bardzo przeżywała wypowiadane słowa, że Ciel zapragnął uratować ją od strasznego przeznaczenia, o którym opowiadała piosenka.

?Wszędzie dookoła mnie widzę niebezpieczeństwo
I ono mnie osacza
W każdej sekundzie, słyszę
Ono oddycha

Nie mogę znieść lęku we mnie
Bo on mnie zwodzi
I to będzie mój koniec

Szukam
Walczę o drogę przetrwania
By zawrócić to

To wciąż czeka, cały czas próbuje
Czuje ręce losu
One duszą

Powiedz mi jaki jest powód
Czy to jest tylko w mojej głowie?
Nie mogę tego więcej znieść?


- Ciel! Chodźmy stąd! Strasznie tu nudno! - zawołała Lizzie, ciągnąc go za rękaw. Nawet nie starała się ukryć zazdrości.

- Puść mnie! Chcesz, to idź i daj mi wreszcie spokój! ? warknął, rzucając jej mordercze spojrzenie. Oczy Lizzie zaszkliły się łzami i pobiegła do Annie. Ciel nie żałował swojego wybuchu ani też nie miał zamiaru się gdziekolwiek ruszyć w tej chwili.

?Ale nikt nie stawił czoła temu, co nadchodzi moją drogą
I pozwolę mojemu lękowi wygasnąć
Cokolwiek się stanie, muszę to poznać

To wciąż czeka, cały czas próbuje
Czuje ręce losu
One duszą

Powiedz mi jaki jest powód
Czy to jest tylko w mojej głowie?
Nie mogę tego więcej znieść!!!?
(*)

Piosenka zakończyła się subtelną melodią. Ciel żałował, że trwało to tak krótko. Dawno nie czuł się równie dobrze; od dnia jego nieszczęsnego spaceru po lesie, nawet z Sebastianem się nie dogadywał. Młody hrabia nie wiedział z czego wypływała jego depresja, ale nie mógł się doczekać jutrzejszego dnia. Wystarczyło kilka słów Carolyne, aby poczuł się lepiej.

- Jak było na balu? ? spytał Sebastian, pomagając Cielowi ubrać nocną koszulę.

- Wspaniale ? odrzekł, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

- Wspaniale? ? zdziwił się lokaj.

?To na balu u Middlefordów może być wspaniale?? ? pomyślał demon.

- Acha. I jutro będziemy mieli gościa. ? dodał Ciel, uśmiechając się szerzej.

- Pannę Middleford?

- Nie? Pannę Carolyne Blackrose. Powinna się zjawić jutro o trzeciej.

- Mogę spytać o cel wizyty?

- Prywatny. Sam ją zaprosiłem.

Te słowa wywarły na lokaju wrażenie. Ciel nigdy nikogo nie zapraszał w celach prywatnych. To było więcej niż dziwne, jednak nie skomentował tego w żaden sposób. Życzył chłopcu dobrej nocy i wyszedł.

Idąc pustym korytarzem, Sebastian myślał o zbliżającej się chwili odebrania duszy Cielowi. O, tak? ta chwila nadchodziła i już nie mógł się jej doczekać. Demon zdawał sobie sprawę, że to będzie ?posiłek? jego życia i chciał żeby był możliwie najwspanialszy. Ale co zrobić, by wydobyć najlepszy smak duszy hrabiego?

?Już wiem. Złamię go. Złamię jego duszę. Prowadząc go poza granice największego szaleństwa, uzyskam smak przepełniony jego wszystkimi uczuciami, robiąc bazę ze strachu i rozpaczy.? ? pomyślał lokaj, śmiejąc się cicho.

Och, tak. To będzie najwspanialsza dusza jego życia.

(*) ? Piosenka - ?Final destination?,
Wykonawca - Within Temptation.
Tłumaczenie by ME.
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 16:38 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 13 lis 2010, 14:44

Rozdział 2 - Wizyta


Ciel ze zniecierpliwieniem zerkał na zegar w swoim gabinecie. Nie mógł się skupić na pracy, a czas upływał powoli.

- Paniczu, przyniosłem herbatę ? powiedział Sebastian, wchodząc do pokoju. Ciel rzucił mu krótkie spojrzenie i znowu wpatrywał się w czasomierz.

- Och? Ten gość jest aż tak ważny? ? spytał lokaj, nalewając gorący napój do filiżanki.

- Co cię to obchodzi? ? warknął hrabia, patrząc ze złością na demona.

- Nic, paniczu. Dopóki, oczywiście, nic ci nie grozi ? odrzekł Sebastian z uśmiechem.

- Twierdzisz, że ona stanowi dla mnie zagrożenie? ? spytał chłopak zaniepokojonym głosem.

- Nie mam ku temu podstaw, więc nie? Nie sądzę, aby towarzystwo panny Blackrose mogło stanowić jakiś problem.

- To po co ta rozmowa?

- Proszę o wybaczenie. Nie miałem zamiaru cię zdenerwować, paniczu. ? rzekł Sebastian, kłaniając się z gracją.

Ciel spojrzał na niego podejrzliwie. Sebastian od rana miał na twarzy nieco przerażający uśmiech. Nie ten, do którego młody hrabia przywykł; cyniczny i jednocześnie sztucznie uprzejmy. Usta demona były wygięte w uśmiechu przypominającym uśmiech mordercy, który zaraz zabije swoją ofiarę. Nawet tęczówki, na co dzień w kolorze brązu, teraz stały się ciemniejsze i bardziej czerwone.

- Sebastianie, wszystko w porządku? Wyglądasz jakoś tak? inaczej? - rzekł hrabia, biorąc łyk herbaty.

- Inaczej? ? spytał zaskoczony lokaj.

- Bardziej? demonicznie niż zwykle.

Sebastian zdziwił się tą uwagą. Nic nie powiedział, tylko wyszedł spokojnie, udając, że wszystko jest jak zwykle.

?Nie sądziłem, iż tak uważnie mnie obserwuje i tak dobrze mnie zna. A może po prostu nie dostatecznie kontroluję swoje ciało i myśli?? ? zastanawiał się demon. ? ?Muszę bardziej uważać. Nie mogę pozwolić, by poznał mój plan.?

Równo z wybiciem godziny trzeciej, do posiadłości Phantomhive zawitała panna Carolyne z towarzyszącą jej służącą. Ciel wyszedł powitać dziewczynę, nieudolnie próbując ukryć uśmiech.

- Rany? Panicz to ma jednak gust do kobiet. Ta panna Blackrose to ma czym oddychać? - powiedział cicho Bard.

- Zboczeniec! ? zawołała Maylene, waląc kucharza pięścią w głowę.

- Dzień dobry, hrabio Phantomhive ? powiedziała dziewczyna.

- Dzień dobry, panno Blackrose. Cieszę się, że pani przyszła. Zapraszam do środka ? odrzekł Ciel, ujmując i delikatnie całując jej dłoń.

Weszli do posiadłości. Carolyne rozglądała się uważnie, zatrzymując wzrok na Sebastianie, który właśnie szedł w ich stronę.

?Ugh? Straszny? Niby bajecznie piękny, ale i przerażający?? ? pomyślała. Ciekawość w jej spojrzeniu niemal natychmiast przemieniła się w podejrzliwość, graniczącą z niechęcią.

- Sebastianie, idziemy do mojego gabinetu. Przynieś herbatę ? powiedział Ciel, nie darząc go spojrzeniem.

- Po co chciał się pan ze mną widzieć? ? spytała Carolyne, gdy szli pustym korytarzem do gabinetu.

- Ponieważ? jestem raczej samotną osobą i dobrze mi się z panią rozmawiało? - zaczął hrabia. Nie chciał jej od razu mówić o swoich podejrzeniach; niepotrzebnie by ją to
mogło spłoszyć, a wtedy byłaby skazana na swego ojca.

- Wczoraj odniosłam nieco inne wrażenie co do powodu ? odrzekła, patrząc na Phantomhive?a.

?Po co ja tu w ogóle przyjechałam?! Nie mogę mu powiedzieć. Nawet jeśli już wie? ja? ja? nie opowiem mu tego wszystkiego? Co robić?!? ? zastanawiała się dziewczyna. Chciała się uwolnić od ojca, ale czy mogła powiedzieć mężczyźnie o tym, co robi jej ojciec?

- Wejdźmy do mojego gabinetu. ?Ściany mają uszy?, jak mówią ? odrzekł hrabia, dostrzegając rosnące zakłopotanie i chęć ucieczki Carolyne.

Weszli do pomieszczenia. Ciel odsunął krzesło dziewczynie, po czym usiadł naprzeciw niej.

- A więc?... ? zaczęła niepewnie Blackrose, mając nadzieję, że nie usłyszy tego, co oczekiwała. Próbowała zachowywać się naturalnie, ale nie bardzo jej to wychodziło.

- Otóż? Odniosłem wczoraj wrażenie, że? ma pani do ojca jakiś? uraz. ? chłopak starannie dobierał słowa, nie chcąc zranić Carolyne. ? Co więcej, wydaje mi się, iż panią krzywdzi.

- W takim razie źle się panu wydaje ? odrzekła oschle. W jej oczach widać było narastającą złość i frustrację.

- Nie wydaje mi się? Choćby wtedy, gdy pani ojciec złapał panią za ramię. Starała się pani ukryć złość, ale i? obrzydzenie. A obrzydzenie wobec własnego ojca może
zrodzić się tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest on katem swego dziecka.

- Tego dnia akurat się z nim pokłóciłam i byłam na niego obrażona, jeśli to pana tak strasznie interesuje.

- Och, nie sądzę. Proszę mi wierzyć ? jestem dobrym obserwatorem i umiem czytać z najdrobniejszych grymasów twarzy. Poza tym, nie tylko to doprowadziło mnie do tych wniosków, ale i chłodne, zdawkowe odpowiedzi, którymi pani odpowiadała na jego pytania, nie wspominając już o użytym przez panią tonie głosu. Z jego strony zaś dostrzegłem jawną zazdrość, gdy zaproponowałem wizytę.

- Nie jest pan pomóc! Nikt mi nie może pomóc! A teraz żegnam!...

Carolyne wstała i podbiegła do drzwi. Już chciała je otworzyć, gdy zatrzymał ją cichy, smutny głos hrabiego:

- Proszę, niech pani nie idzie.

Blackrose odwróciła się do chłopaka. Wielkie, niebieskie oko patrzyło się wprost na nią. Złość zmieszała się w niej ze współczuciem, kiedy dostrzegła ból i gorycz w spojrzeniu hrabiego.

?Może jednak zrozumie? Może naprawdę chce mi pomóc?? ? zastanawiała się.

- Ech? Ja to mam miękkie serce? - mruknęła niby do siebie. ? Dobrze, zostanę.

Ciel odpowiedział jej pięknym, szczerym uśmiechem.

- Może pójdziemy do ogrodu? Jest dzisiaj bardzo piękna pogoda. ? zaproponował Phantomhive.

- Z przyjemnością ? odrzekła dziewczyna. Złość już zdążyła minąć, ale ten dziwny niepokój pozostał w jej sercu. Wolała na razie zakończyć temat jej ojca.

Ogród był bardzo duży i zadbany; dominowały kwiaty, a najbardziej białe róże, do których Ciel miał słabość. Krzewy zaś tworzyły ogromny labirynt, w środku którego znajdowała się altana z ławeczkami i stolikiem, opleciona czerwonymi różami. Ciel i Carolyne tam właśnie się udali. Herbata i torcik truskawkowy już na nich czekały.
Hrabia i Carolyne raczyli się podwieczorkiem, nie rozmawiając zbyt wiele. W ciszy delektowali się deserem i nawzajem swoim towarzystwem, a słowa wydawały się tylko przeszkadzać. Nagle cisze przerwały kroki i znajomy, piskliwy głos.

- Cieeel!!! ? krzyknęła Lizzie, rzucając się narzeczonemu na szyję.

- Lizzie! Zejdź ze mnie! Mam gościa! ? skarcił ją hrabia. Dopiero wtedy blondynka zorientowała się o obecności Carolyne.

- Co ona tu robi? ? warknęła Lizzie, mierząc dziewczynę spojrzeniem.

- To nie jest twoja sprawa ? odrzekł hrabia.

- Jestem twoją narzeczoną i nie życzę sobie, aby ona tu przychodziła!

- Właśnie! Narzeczoną, a nie żoną! Poza tym, to jest mój dom i ja będę decydował, kto może tu wejść, a kto nie!

- Albo ona wyjdzie, albo ja to zrobię!

- Po co ty tu w ogóle przyszłaś?! Zdaje się, że miałaś wyjechać.

- Owszem, jadę, ale wpierw się chciałam z tobą pożegnać. Ale dosyć tego! Teraz wybieraj: ja czy ona!

- Nie będziesz mi rozkazywać, Lizzie! A teraz wyjdź!

Lizzie rozpłakała się i pobiegła w stronę domu. Od dawna miała wrażenie, że Ciel jej nie lubi, ale nigdy nie pomyślała, iż ją nienawidzi.

- Powinien pan za nią pójść i ją przeprosić? - odezwała się nieśmiało Carolyne.

Hrabia spojrzał na nią; wcale nie chciał iść. Miał już dość swojej narzeczonej i jej kaprysów.

-Nie. Już dawno ją ostrzegałem. Dzisiaj przekroczyła wszelkie granice.

- Mądry człowiek powinien być ponad to. Mam nadzieję, że i pan będzie mądry.

Phantomhive spojrzał na nią zaskoczony. Jakim prawem zwracała mu uwagę? I w dodatku tak bezczelnie weszła mu na ambicję?

- Cóż, nie moją rzeczą jest co pan zrobi, a co nie? A teraz proszę mi wybaczyć, ale powinnam już wracać.

- Nie? - zaczął Ciel, gdy nagle pojawił się Sebastian.

- Paniczu, przybył hrabia Blackrose. ? rzekł lokaj.

Ciel spojrzał na Carolyne. Dziewczyna zadrżała, gdy usłyszała te słowa. Wyraźnie bała się ojca.

Hrabia Blackrose czekał na nich w salonie, podejrzliwie zerkając na Ciela.

- Witam, hrabio Blackrose ? odezwał się chłopak, możliwie najchłodniej.

- Ach, dzień dobry. Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale przyjechałem po córkę. Musimy już dziś wracać do domu. ? odrzekł tamten z uśmiechem, próbując nieco
ocieplić atmosferę. ? Carolyne, idź już do powozu.

- Tak, ojcze. Do widzenia, hrabio Phantomhive ? szepnęła dziewczyna. Widać było, że bała się ojca i najchętniej by uciekła możliwie najdalej od niego.

- Do zobaczenia, panno Blackrose ? odrzekł Ciel, delikatnie całując dłoń dziewczyny. Carolyne szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia.

Blackrose poczekał aż dziewczyna odejdzie kawałek od pokoju.

- Cóż, ja też już się będę zbierał? - zaczął mężczyzna. ? Ale zanim wyjdę, chciałbym pana zaprosić do mojej posiadłości w Redlake. To przy granicy z Irlandią. Wyjątkowo piękna, spokojna okolica? Tak sobie też pomyślałem, czy może nie byłby pan też zainteresowany współpracą z moją firmą?

?A więc stąd ta uprzejmość?? ? pomyślał chłopak.

- Dobrze, przyjadę. Aktualnie mam sporo na głowie, więc dam panu znać, gdy znajdę czas. ? powiedział Ciel.

- W takim razie żegnam i niecierpliwie będę oczekiwać wiadomości od pana ? odrzekł Blackrose na odchodne.

- Paniczu? ? odezwał się głos Sebastiana.

- Nie twoja sprawa? - uciął Ciel, próbując uniknąć dalszych pytań i wyszedł z salonu. Tymczasem Sebastian układał w głowie swój misterny plan.

?Nie uratuje cię ani ta dziewczyna, ani nikt inny. Wykorzystam wszystkich, by cię złamać. Chcę, byś błagał o śmierć. Chcę, byś wił się jak robak u mych stóp i błagał o litość. Jeśli myślisz, że nie ma większego cierpienia niż te, które zaznałeś do tej pory, udowodnię ci, jak bardzo się mylisz?? ? pomyślał Sebastian.
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 16:40 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 2 razy
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 14 lis 2010, 17:37

Rozdział 3 - Sekrety i tajemnice

Droga okazała się być długa i męcząca. Kręta, nierówna ścieżka trzęsła powozem i wydawała się w wić w nieskończoność. W dodatku było zimno i pochmurno, a z każdym kilometrem widoczność stawała się coraz gorsza; ciężka, gęsta mgła wisiała w powietrzu, uniemożliwiając dojrzenie czegokolwiek dalej niż dziesięć metrów. W dodatku ta dziwna cisza; nawet kiedy przejeżdżali przez jakiś las, nie było słychać żadnego zwierzęcia.

- Sebastianie, daleko jeszcze? ? zapytał Ciel po raz kolejny. Miał już dosyć siedzenia w powozie.

- Nie, jeszcze ze dwie godziny drogi? - odrzekł lokaj, uśmiechając się na swój dziwnie sztuczny, wymuszony sposób.

Myśl o podróży została wyparta przez myśl o Sebastianie. Ciel zauważył ostatnio zmiany w zachowaniu demona; jakby coraz trudniej przychodziło mu tajenie swojej prawdziwej natury.

?Demon nie popełniłby tak karygodnych błędów! Tu nie może być mowy o jakimś gapiostwie z jego strony? Kryje się za tym coś więcej i dobrze by było wiedzieć, co konkretnie? A może raczej lepiej nie wiedzieć?? ? zastanawiał się chłopak, gubiąc w swoich myślach poczucie czasu. Rozważał wiele możliwości powodów dziwnego zachowania Sebastiana, gdy lokaj wreszcie mu oznajmił, że dotarli na miejsce.

Redlake było miastem wyjątkowo ponurym. Bardzo niewielu ludzi kręciło się po ulicach; na tak dużą miejscowość, obok nich przemknęło nie więcej niż pięć osób. Większość domów i mieszkań sprawiała wrażenie opuszczonych, a największą część terenu miasta zajmował stary, zaniedbany cmentarz z kościołem wybudowanym w samym jego środku. Choć przed wejściem stał ogromny krzyż, budynek wcale nie miał atmosfery chrześcijańskiej świątyni; wydawała się być opuszczona przez Boga, a nawet i Szatana. Redlake zdawało się być czymś pomiędzy światem transcendentnym, a rzeczywistym; między Niebem, a Piekłem. Odrzucone i niechciane przez zło i dobro, a jednocześnie graniczące pomiędzy jednym, a drugim.

Wyjechali kawałek dalej poza miasteczko, odkrywając tym samym przyczynę nazwania tego miejsca Redlake; jadąc starym, gęstym lasem, natknęli się na ogromne jezioro, którego barwa do złudzenia przypominała kolor krwi. W tafli zaś odbijał się widok pięknego, piętnastowiecznego zamczyska ? siedziby rodu Blackrose.

Zamek był ładny i zadbany, a jednocześnie przyprawiał o dreszcze strachu. Było w nim coś przerażającego, dodatkowo zmieszanego z zapachem śmierci, cierpienia i zbrodni. Och, tak? Takie rzeczy nie są w stanie się ukryć przed kimś, kto już raz ich zaznał. A Ciel zaznał ich aż nazbyt wiele razy. Atmosferę grozy podkreślał las, okalający zamek; ciemny, gęsty i spowity mgłą.

Jakby znikąd wyłonił się przed nimi lokaj. Był to wysoki, bardzo szczupły, starszy mężczyzna. Jego twarz była niesamowicie blada i pomarszczona, jednak największe
wrażenie sprawiały jego oczy ? miały intensywnie niebieski kolor, wydawały się świecić w półmroku.

- Lord Blackrose już na pana czeka. Proszę za mną. ? rzekł mrocznym, gardłowym głosem, który przyprawiał o ciarki.

?Zabawne. Ten mężczyzna jest straszniejszy od demona? hehe?? ? pomyślał Ciel, ale jakoś to spostrzeżenie nie dodało mu odwagi.
Szli ciemnym korytarzem. Jedynym źródłem światła były nieliczne świece i blask księżyca przezierający się przez chmury i mgłę. W dodatku, w zamku panował straszny chłód.

- Ty dziwko! Jeszcze jeden taki? - ktoś krzyczał w sąsiednim pokoju, słychać też było odgłosy walki. - ? numer, a cię zabiję! Zabiję! Słyszysz?!

Ktoś upadł. Słychać było odgłos tłuczonego szkła i uderzenie o drewniany mebel. Wtem z pokoju wyszedł pan Blackrose; zdyszany, spocony i czerwony ze złości. Był zaskoczony widokiem Ciela, lecz szybko zdobył się na uśmiech, jak gdyby nic się nie stało.

- Zapraszam do salonu - rzekł lord, widząc, że Ciel zagląda mu przez ramię. ? Tędy, tędy proszę. Możesz odejść, Jonathanie.

Hrabia prowadził Ciela i Sebastiana w głąb korytarza, jakby chciał ich zaprowadzić jak najdalej od tamtego pokoju.

Wieczór w towarzystwie Blackrose?a był strasznie nudny. Hrabia próbował go namówić na kupienie części udziałów i dofinansowanie jego firmy, biorąc w zamian część zysków. Ciel jednak nawet nie słuchał, co mówi, cały czas myśląc o widoku, który zastał; Carolyne leżała pobita pośród stłuczonego szkła, a służąca próbowała pomóc jej wstać.

?Biedna dziewczyna?? ? pomyślał Ciel, próbując skupić się na rozmowie z Blackrose?em.

- Późno już się zrobiło? - powiedział chłopak, gdy zegar wybił północ. ? Zechce pan dokończyć naszą rozmowę jutro? Jestem zmęczony i chciałbym się już położyć?

- Ależ oczywiście? - odrzekł tamten, uśmiechając się sztucznie.

Prawda była taka, że Cielowi wcale nie chciało się spać. Odczekał kilka godzin aż wszyscy zasną, by udać się na małe zwiady razem ze swoim lokajem. Szli właśnie korytarzem, gdy z daleka dostrzegli sylwetkę pana domu, wychodzącą z któregoś pokoju.

- Zajmij się nią. ? rzekł jakby w ciemność.

- Tak, panie? - odezwał się kobiecy głos. Druga sylwetka weszła do pokoju, gdy pan domu udał się w głąb korytarza.

Ciel i Sebastian stali w ciszy, czekając, co się stanie. Po kilku chwilach, służąca wyniosła Carolyne i skierowała się w ich stronę. Ciel ze zgrozą patrzył na stan dziewczyny; w jasnym świetle księżyca, dostrzegł, że cała drży, jest spocona i płacze. Z łatwością można było się domyślić, co się stało.

- Co panowie tu robią? ? zdziwiła się kobieta, gdy wreszcie dostrzegła Ciela i lokaja.

- Pomóc? ? spytał grzecznie Sebastian.

- Nie? Pani nie życzy sobie, by ktoś ją dotykał. Wystarczy, że musi znosić dotyk swego?

- Elaine? przestań ? szepnęła cicho Carolyne. Na jej twarzy widać było wstyd i upokorzenie.

Służąca westchnęła i poprowadziła dziewczynę dalej, nie mówiąc już nic więcej.

- Chodźmy stąd, Sebastianie. Wiemy już wystarczająco dużo? - rzekł Ciel, po czym skierowali się do sypialni chłopaka.

- Co zamierzasz zrobić, paniczu? ? spytał Sebastian, gdy weszli do pokoju.

- Jeszcze nie wiem.

- Zamierzasz ją? uratować?

- Powiedziałem; nie wiem. Dobranoc, Sebastianie. ? warknął chłopak.

- Dobranoc, paniczu. ? odrzekł demon, po czym wyszedł z pokoju.

Następnego dnia, podczas śniadania, Carolyne znów się nie pojawiła. Byli oboje państwo Blackrose i ich młodsza córka, ale nie ona. W powietrzu unosiła się dość ciężka atmosfera, szczególnie ze strony pani domu; najwidoczniej wiedziała o poczynaniach męża. Mimo takiego napięcia, Ciel postanowił zaryzykować i spytać o dziewczynę.

- A gdzie panna Carolyne? ? spytał chłopak lekko, udając, że nic nie wie o nocnych wydarzeniach. ? Wczoraj też nie miałem przyjemności się z nią widzieć?

- Jest chora? Źle się czuje ? odrzekła pani Blackrose lodowatym tonem.

- Szkoda. Chciałem się z nią zobaczyć przed wyjazdem.

- Już pan nas opuszcza? ? zdziwił się hrabia.

- Obowiązki mnie naglą i, niestety, będę musiał wyjechać jeszcze przed południem.

- A co z naszym małym interesem?

- Zastanowię się. Napiszę do pana w ciągu kilku dni. A teraz? proszę o wybaczenie.

Ciel wyszedł z jadalni. Nie umiał spokojnie jeść w towarzystwie takich ludzi; napawali go obrzydzeniem. Chciał jak najszybciej wrócić do posiadłości.

- Sebastianie, spakuj moje rzeczy. Wyjeżdżamy. ? szepnął Ciel do lokaja.

- Tak, panie.

Ciel wsiadał właśnie do powozu, siląc się na wysłuchanie wylewnych życzeń szczęśliwego powrotu do domu, gdy w jednym z okien dostrzegł znajomą twarz. Carolyne
wyglądała jak Śmierć we własnej osobie; blada, z podkrążonymi oczami. Jej piękną twarz szpeciły świeże blizny i siniaki. Płakała. Chłopak uśmiechnął się do niej delikatnie; tak, aby tylko ona to dostrzegła. Chciał jej w ten sposób dodać otuchy i w niewerbalny sposób przysiąc, że ją stamtąd wyciągnie. Ona odpowiedziała smutnym uśmiechem, jakby wątpiąc, że Ciel jej pomoże. Ostatecznie, odeszła od okna.

Droga powrotna była mniej uciążliwa, niż gdy jechali do Blackrose?ów. Mgła znikła, a słońce świeciło jasno. Było też cieplej. Jednak zamiast podziwiać widoki, młody hrabia cały czas tonął w myślach, wspominając wydarzenia poprzedniej nocy.

?Jak jej pomóc?? ? zastanawiał się, lecz nie mógł znaleźć odpowiedzi.

Jak się okazało dwa tygodnie później, rozwiązanie znalazło się samo?
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 16:42 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 15 lis 2010, 18:32

Rozdział 4 - Między prawdą, a iluzją

?Trzy dni temu w okolicach Redlake rozegrała się straszna zbrodnia. Pokojówka wymordowała swoich pracodawców i współpracowników. Przeżyła jedynie najstarsza córka właścicieli domu.

Policja zastała kobietę, gdy usiłowała zabić dziewczynę. Została natychmiast zatrzymana i zabrana do londyńskiego więzienia. Tam oczekuje na proces.

Kobieta od razu przyznała się do winy, jednak nie chce zdradzić motywów, którymi się kierowała podczas urządzonej przez siebie rzezi.

Dziewczyna zaś aktualnie przebywa pod opieką najlepszych londyńskich lekarzy. Od tamtej nocy nie powiedziała ani słowa. (?)?

Ciel po raz kolejny spojrzał na artykuł. O zbrodni trąbiono we wszystkich gazetach, a na każdej okładce było zdjęcie Carolyne i jej pokojówki.

- Paniczu? ? głos Sebastiana wyrwał go z rozmyślań.

- Czego chcesz? ? warknął Ciel.

- Może by panicz odwiedził pannę Carolyne? Ona potrzebuje teraz czyjegoś wsparcia. Poza tym, lubi cię. ? zaproponował demon, uśmiechając się w ten swój przerażający sposób.

- Jest pod opieką lekarzy. Moja obecność nie jest tam potrzebna?

- Mój panie, czyżbyś zapomniał kiedy to ty straciłeś rodzinę? Panna Blackrose jest w takiej samej sytuacji. Żaden lekarz nie zrozumie jej lepiej.

Phantomhive milczał przez chwilę. Jak zwykle, w słownych potyczkach nie miał szans z lokajem.

- No, dobra? Dowiedz się gdzie ona jest.

Sebastian uśmiechnął się tryumfalnie, a oczy błysnęły jaskrawą czerwienią. Chłopak zauważył to, lecz nic nie powiedział.

?Co ty kombinujesz, Sebastianie?? ? zastanawiał się, gdy tamten wyszedł już z gabinetu.

Ciel, idąc za radą lokaja, odwiedzał Carolyne niemalże codziennie. Wizyty były raczej krótkie ? po maksimum godzinę? Opowiadał jej w tym czasie o różnych rzeczach; o swoim życiu, o nowych pomysłach, o wydarzeniach, które aktualnie miały miejsce. Lecz ona cały czas milczała jak zaklęta, patrząc w ścianę. W końcu, gdy on opowiedział jej o tragedii, którą przeżył siedem lat wcześniej, spojrzała na niego ze współczuciem.

- A ty? Co się stało tamtego wieczora dwa tygodnie temu? ? spytał młody hrabia.

- To? To nie Jane zabiła ich wszystkich.

- Jak to?

- To byłam ja?

Phantomhive otworzył szeroko usta, nie wiedząc, co ma powiedzieć. Dziewczyna zaczęła się kiwać wprzód i w tył, łkając cicho.

- On znowu przeszedł? Ale ja byłam przygotowana. Nie chciałam, by znów mnie dotknął. Gdy się do mnie zbliżył, wbiłam mu nóż w serce. On tylko na mnie spojrzał, a krew trysnęła prosto na mnie. Potem upadł na ziemię? Kiedy po chwili uzmysłowiłam sobie, co się właśnie stało i jaka czeka mnie za to kara, pomyślałam, że nie mam już nic do stracenia. I po kolei zabiłam ich wszystkich. Najpierw poszłam do siostry?

- Dlaczego ją zabiłaś?

- Ponieważ ona zawsze robiła co tylko mogła, by ojciec mnie zbił. Nie było dnia, kiedy czegoś nie stłukła, a ja nie musiałam później za to odpowiadać. Oczywiście, działała za namową swojej matki.

- Swojej matki? To Diana Blackrose nie była twoją matką?

- Nie. To siostra bliźniaczka mojej mamy. Diana nienawidziła mojej matki; była zazdrosna o mojego ojca i ją zabiła tuż po moich narodzinach. Potem zajęła jej miejsce, upadlając mnie i gnojąc, kiedy tylko nadarzała się okazja. Ją zabiłam zaraz po jej córeczce.

- I co było dalej?

- Potem zabiłam służących. Oni wszyscy wiedzieli, co się działo i nikt mi nie pomógł. Tak samo, jak kiedyś mojej matce. Została mi tylko Jane. Jej nie chciałam krzywdzić i kazałam jej uciec, by doniosła i powiedziała prawdę o tym, co się stało. Ale ona nie chciała. Powiedziała, żebym zadzwoniła na policję i opowiedziała, że to ona wszystkich zabiła. ?Ja już nie mam przyszłości, ale ty ? tak. Ułóż sobie życie i bądź szczęśliwa. Tak, jak chciałaby tego twoja mama?- rzekła. Z początku nie chciałam tego robić, ale mnie zmusiła. Ostatecznie, zadzwoniłam, a gdy tylko usłyszałyśmy, że przyjechali, ona chwyciła nóż i mnie zraniła. Wtedy ją zabrali.

Chłopak milczał dłuższą chwilę, nie wiedząc czy przekazać policji to, o czym się właśnie dowiedział, czy wyjść i nie wrócić, ale zachować wszystko dla siebie. W końcu wstał i wyszedł, nie mówiąc ani słowa. Sebastian spojrzał na niego, a uśmiech zadowolenia błąkał się w kącikach jego ust.

- Wracajmy do domu, Sebastianie. ? szepnął Ciel.

Chłopak opowiedział Sebastianowi o tym, co usłyszał. Demon zaś, ku wielkiemu zaskoczeniu Phantomhive?a, namawiał go, by nadal odwiedzał Carolyne i nie szedł z tym na policję. Młody hrabia nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć i ostatecznie znów zrobił to, co radził mu jego demoniczny lokaj.

Trudno powiedzieć, że kochał Carolyne. Po prostu współczuł. Co więcej, jej towarzystwo działało na niego kojąco. Sam nie wiedział kiedy, ale się jej oświadczył. Ślub miał być raczej cichy i możliwie szybki (aby zdążyć przed przyjazdem Lizzie. Co prawda, dziewczyna została poinformowana przez niego, że bierze ślub z inną, lecz trudno powiedzieć co by zrobiła, gdyby pojawiła się na ceremonii.)

- Paniczu, dlaczego to zrobiłeś? Przecież panna Elizabeth? - zaczął Sebastian, gdy pomagał Cielowi ubrać się do ceremonii.

- Nie twoja sprawa? - przerwał mu chłopak.

- Kochasz ją?

- Nie. Ani Carolyne, ani Lizzie. Jednak jako hrabia muszę mieć żonę, a z dwojga złego już wolę Carolyne ? ona jest spokojna i nie będzie co chwila rzucać mi się na szyję i obwieszać ?ślicznymi? rzeczami.

Lokaj zaśmiał się cicho. Obaj patrzyli na lustrzane odbicie. Wtem demon nachylił się tuż nad uchem chłopaka i wszeptał:

- A więc kogo kochasz, paniczu?

Ciel zarumienił się lekko, lecz nie z powodu usłyszanych słów. Wynikło to z faktu, że Sebastian przejechał dłonią po jego biodrze. Co więcej, nadal ją tam trzymał.

- Puść mnie, Sebastianie! ? wrzasnął, wydostając się z objęć lokaja, po czym wybiegł z pokoju.

?O co mu do cholery chodzi?!? ? zastanawiał się, nie mogąc znaleźć odpowiedzi.

W trakcie całej ceremonii, a także podczas wesela, Ciel nie mógł przestać myśleć o Sebastianie. O tym, co się tego dnia zdarzyło. A najgorsze było to, że demon chodził za nim niemalże krok w krok, co chwila przypominając o swojej obecności.

- Dlaczego to zrobiłeś i dlaczego teraz za mną łazisz?! ? warknął chłopak, biorąc lokaja na stronę.

- O co ci chodzi, paniczu? Ja tylko spełniam swoje obowiązki? - powiedział spokojnie demon, udając zdziwionego.

- O co mi chodzi? Chodzi mi o twoje zachowanie dziś rano, gdy zapytałeś mnie, dlaczego biorę ślub z Carolyne oraz o to, dlaczego teraz chodzisz za mną krok w krok!

Oczy Sebastiana błysnęły czerwienią i momentalnie przycisnął chłopaka do ściany. - Należysz do mnie, paniczu. A ja bardzo nie lubię, gdy ktoś inny się koło ciebie kręci. Jesteś moją własnością i ten śmieszny ślub nie zmienia tego stanu rzeczy? - wyszeptał demon, a jego twarz znajdowała się tuż nad twarzą Ciela. Niemalże dotykali się wargami.

- Pora na ciebie, mój panie. ? rzekł Sebastian, uśmiechając się pogodnie. Nagle znajdujował się w odległości metra od chłopaka. Tamten zamrugał oczami ze zdumienia i wrócił do gości.

?Och, paniczu. Jesteś tak prosty w obsłudze. Tak łatwo dajesz mi się sobą manipulować, że to aż śmieszne? Ale to dobrze, ułatwiasz mi sprawę. Wydaje ci się, że to ty masz tu władzę? Że możesz mi ufać? Już niedługo przekonasz się o swojej naiwności. A potem zadam ci tyle bólu i cierpienia, że nawet nie jesteś sobie w stanie ich wyobrazić. A gdy będziesz już błagać o śmierć w obłąkańczym delirium, dopiero wtedy cię zabiję.? ? pomyślał demon, wyobrażając sobie każdy kolejny krok swojego Planu. ? ?Najpierw cię w sobie rozkocham. Będę cię sycić pieszczotami i słodkimi słówkami. A potem, gdy nadejdzie dzień, kiedy będę mógł odebrać ci duszę, nie zrobię tego. Tego dnia zastaniesz moim niewolnikiem. I już ja się postaram, abyś cierpiał??
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 16 lis 2010, 16:59

Rozdział 5 - Danse Macabre, cz. 1

Ciela i Carolyne trudno właściwie było nazwać małżeństwem. Poza sakramentem raczej niewiele ich łączyło. Rzadko ze sobą rozmawiali, ale jak już ? zwykle kończyli awanturą. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta ? brak miłości.

Ciel nigdy nie kochał dziewczyny, choć ona darzyła go szczerym, głębokim uczuciem. Traktował ją jak przyjaciółkę, a właściwie jak zabawkę. Zdarzało mu się ją pocałować, przytulić, czy potrzymać za rękę, ale tylko wtedy, gdy miał zły humor i potrzebował cudzej bliskości. Na początku spędzali wspólnie wieczory na grze w szachy, lub po prostu siedzieli obok siebie, lecz z czasem i to znikło. Sebastian robił co tylko mógł, by rozkochać w sobie chłopaka, co, oczywiście, spotkało się z pożądanymi skutkami?

Carolyne wielokrotnie widziała, jak lokaj uwodzi jej męża. Te spojrzenia, niby przypadkowe dotknięcia, uśmiechy? Wiedziała, że im oni są bliżej, tym ona bardziej traci Ciela. Nawet teraz wyszedł z nim, nie mówiąc żonie gdzie idzie ani kiedy wróci. Ale co mogła zrobić? Czy mogła cokolwiek zrobić?

?Jeśli nie mogę mieć jego, to niech przynajmniej on mi da kogoś?? ? pomyślała, wpatrując się w księżyc. Uśmiechnęła się łagodnie i położyła do łóżka.

Następnego dnia zastała Ciela przygnębionego i zmartwionego w bibliotece. Spojrzał na nią wstał i przytulił. Bardzo mocno przytulił. Carolyne odwzajemniła uścisk, a kilka łez spłynęło po jej policzkach. Wiedziała, że gdyby nie to, że Sebastian jest służącym i na dodatek mężczyzną, już dawno straciłaby męża, ale wiedziała też, iż Ciel jest na ostatku sił i niedługo podda się woli demona.

- Czemu płaczesz? ? spytał chłopak, głaszcząc ją po policzku.

- Tracę cię, Ciel? Ja to wiem? i ty też? - szepnęła, z trudem wstrzymując atak histerycznego płaczu.

- Ćś? jestem tu? - powiedział, po czym ją pocałował.

Dziewczyna wiedziała, że jeśli teraz tego nie zrobi ? straci swoją ostatnią szansę. Wzmocniła pocałunek, po czym (nadal go nie przerywając) zaciągnęła Ciela do swojej sypialni naprzeciwko biblioteki. Głęboko schowała swój lęk przed dotykiem. Nie chciała zostać sama.

Ciel spojrzał ze współczuciem na śpiącą żonę. Wiedział, że kocha Sebastiana, a nie ją? Wbrew wszelkiemu rozsądkowi, wbrew zasadom, wbrew własnej moralności? Mimo to, bardzo chciał ją kochać i być jak wszyscy, ale zdawał sobie sprawę, że jego wysiłki i tak spełzną na niczym.

Phantomhive przykrył dziewczynę i wezwał Sebastiana, by pomógł mu się ubrać. Demon niemalże natychmiast zjawił się w pokoju. W głębi spojrzenia można było dostrzec u niego gniew. Bez słowa pomógł ubrać się swojemu panu i wyprowadził go z sypialni.

- Mówiłem ci już? Należysz do mnie, a ja do ciebie? Nic tego nie zmieni? - szepnął Sebastian do ucha młodego lorda, przyciskając go do ściany korytarza. Ciel był zupełnie zaskoczony jego słowami, a jeszcze mocniej się zdziwił, kiedy poczuł gorące wargi Sebastiana na swojej szyi. Skóra chłopaka płonęła pod jego dotykiem, a ciało przeszył przyjemny dreszcz. Uczucie wzmocniło się, gdy do ust dołączył również język.

- H? he? - Ciel próbował coś powiedzieć, ale z jego gardła wydobył się jedynie jęk. Wargi demona coraz bardziej zbliżały się do jego ust. Sebastian odchylił głowę, by spojrzeć na reakcję chłopaka. W końcu delikatnie go pocałował.

Hrabia jeszcze nigdy nie czuł czegoś równie przyjemnego. Ten odurzający, słodki smak Sebastiana? ta namiętność, którą czuł z jego strony? ta bliskość ukochanej osoby. Wszystko to mieszało się w nim, budząc pokłady pożądania, któremu miał wielką chęć ulec. Przycisnął demona mocno do siebie i pogłębił pocałunek. W końcu lokaj delikatnie oderwał się od niego i przejechał dłonią po jego włosach oraz policzku, by oddalić się w głąb korytarza.

Ciel stał chwilę bez ruchu, w pełni uświadamiając sobie siłę swoich uczuć.

?Ja? ja go kocham??
? ta myśl, choć wlała w jego serce tyle radości, jednocześnie go przeraziła. Nawet tak piękne uczucie, przynosiło ze sobą poczucie winy i strach.

Dni mijały, a Ciel spędzał z Sebastianem możliwie każdą chwilę, unikając żony na wszelkie sposoby. Od pocałunku nie zaszło między nim a lokajem nic niewłaściwego, ale bardzo mocno potrzebował jego obecności. Poczucia, że nie jest sam?

Carolyne doskonale widziała, co się dzieje. Choć wiele razy próbowała wymusić na mężu choćby odrobinę uwagi, nic nie udało jej się wskórać.

- Czemu mi to robisz?! Czemu to robisz na moich oczach?! ? krzyczała przez łzy.

- Nie wiem, o czym mówisz, głupia! ? warknął Ciel.

- Kłamiesz! Doskonale wiesz, o co mi chodzi! O ciebie i tego skurwysyna, Sebastiana!

Ciel uderzył ją z całej siły w twarz.

- Nie waż się więcej o nim mówić w ten sposób? - wycedził przez zęby.

- Ciel? Na litość boską! On chce cię skrzywdzić! Nie widzisz tego?!

- Przestań kłamać i powiedz wreszcie co takiego sprawiło, że musiałem tu przyjść?!

- Ciel? Będziemy mieli dziecko!

Hrabia mruknął coś pod nosem, po czym szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia.

?Dlaczego?... dlaczego?...? ? to pytanie huczało w głowie dziewczyny, domagając się odpowiedzi. Kilka łez spłynęło po jej policzku.

Pewnego wieczora, siedzieli razem w bibliotece. Ciel czytał książkę, a Sebastian siedział w fotelu naprzeciwko.

- Coś się stało? ? spytał chłopak, spoglądając z uśmiechem na Sebastiana, od pewnego czasu czując na sobie jego wzrok.

- Nic, mój panie? - wstał i podszedł bliżej do chłopaka. ? Po prostu podziwiam twoje piękno?

Hrabia zaśmiał się cicho.

- Nie ma czego podziwiać, Sebastianie! ? zawołał wesoło.

- Ależ jest? - odrzekł lokaj, po czym go pocałował.

W tym samym czasie, w pokoju naprzeciwko, Carolyne przewracała się na łóżku z boku na bok, bezskutecznie próbując zasnąć. Złe przeczucie przynosiło zamęt w jej duszy i sercu, ciągle nawołując ją, by wstała i przeszła się po posiadłości.

Po dziesięciu minutach bezskutecznej walki z samą sobą, wstała i narzuciła szlafrok. Księżyc świecił jasno, więc nie musiała brać ze sobą ciężkiego kandelabra, by oświetlić sobie drogę. Czuła, że musi iść, lecz wolała tego nie robić. Ostatecznie, chwyciła za klamkę i wyszła.

Chciała ruszyć korytarzem na poddasze, lecz zatrzymała się wpół kroku. Światła w bibliotece były zapalone. Nie do końca świadoma swoich czynów, otworzyła drzwi.

Jakże żałowała, że to uczyniła.

Ciel leżał na ziemi, a Sebastian na nim. W pozycji bardzo jednoznacznej. I bardzo namiętnie się całowali, zupełnie nie zwracając na nią uwagi. Tymczasem ona stała jak wryta i patrzyła? Tak bardzo zdradzona i upokorzona nie poczuła się jeszcze nigdy. Nigdy też jej serce nie krwawiło tak mocno, jak tejże nocy.

Cichy szloch wydobył się z jej ust. Wtedy dopiero kochankowie uświadomili sobie o jej obecności. Ciel otworzył usta, próbując coś powiedzieć, lecz z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk.

- Nie? NIE!!!!!! ? wrzasnęła przez łzy i pobiegła korytarzem. Pobiegła kilka metrów, gdy nagle potknęła się o własne nogi.

- Carolyne! ? zawołał chłopak, podbiegając do niej. Chciał pomóc jej wstać, ale ona go odepchnęła.

- NIE DOTYKAJ MNIE!!!!!!!! NIENAWIDZĘ CIĘ!!!!! NIENAWIDZĘ!!!!!!! ? krzyczała dziewczyna, wybuchając płaczem. Łzy gniewu, rozpaczy i bezsilności płynęły po bladych policzkach strumieniami. Nagle złapała się za brzuch. Niesamowity ból zgiął wpół jej ciało.

Na białej, nocnej koszuli pokazały się plamy krwi.

- Sebastianie! Wezwij lekarza! Szybko! ? polecił lokajowi. Tamten szybkim krokiem poszedł w drugą stronę korytarza.

Demon zaśmiał się cicho.

?Nareszcie?
? pomyślał lokaj.

Po wielu godzinach siedzenia na korytarzu pod sypialnią, Ciel wreszcie się doczekał. Ciche kroki dobiegły jego uszu. Zza drzwi wyłoniło się smutne oblicze lekarza.

- I co z nią?! Co z moją żoną?! ? dopytywał się hrabia, choć bał się odpowiedzi. Wiedział, że nie usłyszy nic dobrego.

- Z nią w porządku? ale mam dla pana smutną wiadomość. Pana żona straciła dziecko? - odrzekł mężczyzna, nie kryjąc smutku i współczucia w głosie.

Ciel stał przez chwilę z otwartymi ustami, zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć.

- Czy? czy mogę do niej wejść? ? spytał cicho.

- Jest w szoku? mówi, że nie chce się z panem widzieć. ? odrzekł lekarz.

- Bardzo pana proszę! Choćby chwilę!

- Zapytam pańskiej żony?

Po chwili medyk znów wyszedł z ciemnego pokoju.

- Może pan wejść?

Ciel wszedł do sypialni. W rogu pokoju paliła się tylko jedna świeca, ale to wystarczyło, by dostrzec stan Carolyne. Była śmiertelnie blada, jej usta były niemalże sine, a oczy podkrążone. Łzy nadal płynęły po jej policzkach. Hrabia cicho usiadł na krześle obok łóżka chorej.

- Carolyne? ja? przepraszam! Ja nie wiedziałem! Nie wiedziałem, że to się tak skończy! Nie chciałem cię krzywdzić! Błagam, wybacz mi! ? wyrzucił z siebie tak szybko, że z trudem można było go zrozumieć.

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie szaleńczym uśmiechem.

- Oczywiście? Wybaczam ci wszystko; że mnie biłeś, zdradzałeś, kłamałeś? Wszystko. Ale nigdy nie wybaczę ci tego, że zabiłeś nasze dziecko? I za to życzę ci, byś był przeklęty.

Chłopak nic nie odpowiedział. Jedynie spuścił głowę. Wiedział, że poczucie winy będzie go ścigać do końca życia.

Od tamtego dnia, Carolyne bardzo podupadła na zdrowiu. Dużo chorowała, a szlachetna bladość stała się teraz niemalże przywodzącą na myśl śmierć. Z nikim nie rozmawiała, niewiele jadła czy piła. Po prostu snuła się jak duch po posiadłości. Któregoś razu wybrała się do Londynu, nic nie mówiąc mężowi.

Chodziła po wąskich uliczkach, gdy nagle zobaczyła szyld z napisem ?Apteka?.

Uśmiechając się do siebie, weszła do środka. Stary, gruby mężczyzna stał za ladą.

- Poproszę cyjanek ? powiedziała spokojnie.

- Ile sobie pani życzy? ? spytał aptekarz, niczego nie podejrzewając.

- 500 mg wystarczy? - odrzekła, ciesząc się z głupoty mężczyzny.

Grubas wyszedł na zaplecze i po chwili wrócił z maleńką buteleczką, wypełnioną proszkiem. Carolyne zapłaciła, po czym zupełnie spokojnie wyszła, próbując nie wzbudzać najmniejszych podejrzeń.

Właśnie szła ulicą, gdy nagle powitały ją dwie znajome twarze.

- Dzień dobry? pani Phantomhive ? wysyczała pogardliwie pani Middleford, ciskając w stronę dziewczyny zabójcze spojrzenia.

- Ty podła! Nienawidzę cię za to, że odebrałaś mi Ciela! ? wykrzyczała Elizabeth. Próbowała jeszcze coś powiedzieć, lecz Carolyne jej przerwała.

- Ciel nigdy nie był twój. Ani mój. Poza tym powinnaś mi być wdzięczna ? wzięłam na siebie cierpienie, które ty musiałabyś teraz nosić ? odrzekła tamta.

Obie panie Middleford spojrzały na nią z zaskoczeniem.

- Och, tak? Nawet nie wiesz, jak to jest, mieć męża, który cię nie kocha? Który kocha kogoś innego, a ty nie możesz nic na to poradzić? Tylko patrzysz cały dzień na jego zdradę? Och, tak? ty nic nie wiesz. Zupełnie nic? Do widzenia ? dokończyła i skierowała się do dorożki.

Kiedy wróciła do domu, w hallu stał jej mąż, lokaj i dwóch mężczyzn, których nie znała. Jeden miał krótkie, czarne, przylizane włosy, a drugi ? długie i rude.

- Carolyne! Gdzie byłaś? Martwiłem się o ciebie! ? zawołał Ciel.

- Doprawdy? Ty martwiłeś się o mnie? Ha! No chyba umrę ze śmiechu! ? odrzekła z ironią brunetka, nie przejmując się obecnością obcych.

- Carolyne, proszę? Uspokój się.

- Ależ ja jestem spokojna! Tylko po prostu szczerze cię nienawidzę i nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać! Tak samo jak ty ze mną? Ale nie bój się? Już niedługo? bardzo niedługo? i nie będziesz już musiał znosić mojego towarzystwa i będziesz mógł się kurwić do woli z tym parszywym kundlem! ? wykrzyczała, po czym poszła schodami na górę.

Dwaj nieznajomi w milczeniu patrzyli na tą dziwną scenę. Kiedy pani domu znikła z pola widzenia, William rzucił Cielowi pogardliwe spojrzenie.

- Jesteś doprawdy obrzydliwym człowiekiem? Jutro przyjdziemy po twoją żonę, więc mam nadzieję, że ją przeprosisz, by mogła umrzeć w spokoju. ? rzekł brunet. Od razu domyślił się, o co chodziło w tej farsie i bynajmniej nie przybywało w nim sympatii wobec Ciela.

- Jak to?! Co to znaczy, że przyjdziecie po moją żonę?! ? zawołał chłopak. ? Co ona takiego zrobiła?!

- Nie pamiętasz? Zdaje się, że ci mówiła? Biedna dziewczyna? Nie dość, że tyle wycierpiała, to jeszcze musiała wyjść za taką gnidę? - odrzekł William. ? Chodź, Grell.

- Ale je chcę tu zostać! Chcę jeszcze chwilę pobyć z Sebastiankiem! ? zapiszczał rudzielec błagalnym tonem.

Drugi shinigami rzucił mu ostre, karcące spojrzenie.

- Powiedziałem: idziemy? Zresztą, i tak tu jutro wrócimy.

Mężczyźni wyszli. W hallu zostali tylko Sebastian i Ciel.

- Sebastianie, pomóż mi? - szepnął hrabia. Zupełnie nie rozumiał tego, co się dzieje.

- Mój panie? Jedno, co możemy zrobić, to czekać na jutrzejszy dzień ? odrzekł spokojnie demon.

- Nie da się nic zrobić? Nie chcę, żeby umierała!

Lokaj pokiwał przecząco głową. To, że nie mógł pomóc było kłamstwem. Doskonale wiedział, co planuje Carolyne, jednak nie miał zamiaru jej w żaden sposób przeszkadzać. Co więcej, niecierpliwie czekał następnego dnia.

?Tak... Od jutra już będziesz tylko mój. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. Szkoda tylko, że ty nie będziesz z tego powodu zbyt radosny??
? pomyślał Sebastian, a na jego twarzy zawitał demoniczny uśmiech.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 17 lis 2010, 20:16

Rozdział 5 - Danse Macabre, cz. 2

Carolyne weszła do pokoju. Otworzyła buteleczkę i całą zawartość wsypała sobie do gardła. Nagle rozległ się dźwięk czyichś kroków. Ktoś biegł i wpadł do sypialni dziewczyny. Carolyne odwróciła się, uśmiechając jakby szalona.

- Och? Ciel, kochanie? To ty! Pierwszy raz w mojej sypialni z własnej woli? - rzekła ironicznie. Hrabia wyrwał jej flakonik z ręki.

- Coś ty zrobiła?! To trucizna?! Pytam czy to trucizna!!! ? krzyczał rozwścieczony i zrozpaczony. Poczucie winy uderzało go coraz mocniej. ? Powiedz, coś ty wzięła?!

Jednak ona go nie słuchała? Poczucie drapania w gardle upominało się coraz bardziej.

- Przynieś mi wody, błagam? - wychrypiała, siadając na krześle.

Ciel spojrzał na nią przerażony. Jej źrenice mocno się rozszerzyły, a skóra w okolicy ust nabrała lekko czerwonej barwy. Bez dłuższego zastanowienie wybiegł na korytarz.

- Sebastian! SEBASTIAN!!! ? krzyczał rozpaczliwie.

- Tak, paniczu? ? spytał łagodnie lokaj, nagle znajdując się za plecami chłopaka.

- Po pierwsze ustal, co wzięła Carolyne? Po drugie ? zawołaj lekarza. Ale nim to zrobisz, przynieś jej wody? Natychmiast! ? zawołał.

Demon ukłonił się lekko i ze swoim ironicznym uśmieszkiem podążył spokojnie w głąb korytarza. Tymczasem Ciel nie wiedział, co ma ze sobą zrobić. Kręcił się niespokojnie w miejscu. Ostatecznie wrócił do pokoju dziewczyny.

Carolyne martwo siedziała na krześle, nie mówiąc ani słowa. Patrzyła w jakiś punkt na ścianie, nie odrywając od niego spojrzenia. Jedynie kiwała się nerwowo wprzód i w tył.

- Proszę? - szepnął cicho Ciel, podając jej szklankę wody. Dziewczyna odtrąciła jego rękę. Szklanka głośno rozbiła się o podłogę. Hrabina znów zaczęła monotonnie wyginać ciało do przodu i do tyłu. Chłopak spojrzał na nią ze współczuciem.

- Sebastianie, co ona wzięła? ? spytał, gdy wyszli z pokoju.

- Wygląda mi to na cyjanek? - odrzekł demon bez najmniejszych emocji, czy choćby odrobiny żalu nad dziewczyną.

- Czy? czy da się coś? - zaczął Phantomhive, ale słowa uwięzły mu w gardle.

- Przykro mi? Żaden lekarz jej nie pomoże. Możemy jedynie czekać.

Godziny upływały w ślimaczym tempie. Ciel siedział w swoim gabinecie, próbując skupić się na pracy. Chciał zająć się czymkolwiek, byle zapomnieć o poczuciu winy i żonie umierającej kilka pokoi dalej. W końcu nie wytrzymał. Wstał i poszedł do niej.

Był w połowie drogi, gdy usłyszał głos Sebastiana. Odwrócił się i ujrzał lokaja i jakiegoś mężczyznę, idącego tuż za nim.

- Mój panie, ten pan chce się zobaczyć z pana żoną? - rzekł lokaj.

- Kim pan jest? ? zapytał Ciel, widząc ostrzegawcze spojrzenie demona.

- Jestem? znajomym? hrabiny ? odrzekł gość.

- Przykro mi? Moja żona nie czuje się najlepiej. Nie mogę pana wpuścić.

- Nalegam. To ważne.

Ciel spojrzał na Sebastiana. Lokaj pokiwał głową.

- No, zgoda. Może pan wejść. Byle nie na długo. Zapowiem pana.

Hrabia wszedł niepewnie do środka. Dziewczyna leżała bezwładnie na łóżku, a jej szarpany, chrapliwy oddech przerywał ciszę. W pokoju unosiła się atmosfera zbliżającej się śmierci.

- Carolyne? Carolyne, kochanie. Jakiś mężczyzna chce się z tobą widzieć? Czy mam go wpuścić? ? spytał cicho, z przerażeniem patrząc jak blada skóra dziewczyny przybrała żółtawą barwę.

- Mężczyzna?... A, tak? Możesz go wpuścić. ? wychrypiała ledwie słyszalnym głosem. ? Ciel, duszę się? Błagam! Nie pozwól mi się udusić!

Carolyne wiła się na łóżku. Dusiła się. Dusiła się tak strasznie, że nie mogła już tego dłużej wytrzymać. Jej ciało przeszyła fala torsji.

- Sebastian! ? krzyknął chłopak, nie mogąc oderwać wzroku od cierpienia żony. Przerażało go to, co sobie zrobiła. Z jego winy.

Lokaj wszedł spokojnie do sypialni, a gość za nim.

- Nie przypominam sobie, bym pana wołał! ? warknął Phantomhive, widząc obcego.

- Spokojnie, paniczu? Eric, możesz jej już odebrać duszę. Ona już długo nie wytrzyma? - odrzekł spokojnie demon, uważnie przyglądając się dziewczynie.

- Odebrać duszę?! Jesteś shinigamim, czy? czy? - głos Ciela uwiązł mu w gardle, dostrzegłszy krwistoczerwone oczy przybysza.

- Tak, jestem demonem? Przybyłem po duszę twojej żony. Proszę, odsuńcie się od łóżka.

Sebastian chwycił za ramię Ciela i zaprowadził go na drugi koniec pokoju. Tymczasem Eric zdjął płaszcz i nachylił się nad chorą.

- Przykro mi, że cię to spotkało? Myślałem, że jeśli dam ci jeszcze trochę czasu, zaznasz choć odrobiny szczęścia? - wyszeptał demon, głaszcząc dziewczynę po głowie.

- Czy? czy mogę? cię jeszcze o coś prosić? ? wyszeptała Carolyne. Jej wzrok stawał się coraz bardziej zamglony, a źrenice uciekały do góry.

- Mów.

- Jeśli? jeśli Ciel będzie miał kiedyś kłopoty? zaopiekuj się nim?

- Dobrze. Zrobię co będzie w mojej mocy.

- Dziękuję?

Dziewczyna straciła przytomność. Eric wyciągnął rękę nad ciałem, gdy nagle drzwi pokoju otworzyły się z impetem.

- Nie tak prędko? Ericu Nightdoor. ? odezwał się William.

Demon odwrócił się, a na jego twarzy zagościł uprzejmy uśmiech.

- Ach, shinigami? Obawiam się, że nic tu po was. Ona należy do mnie.

- Czyżby? A gdzie symbol kontraktu?

- To była? jednorazowa usługa. Nie było sensu, bym ją znaczył jak jakąś krowę.

Ciel zadrżał. Wiedział, że to była mowa o nim i Sebastianie.

- Jednorazowa? Na czym polegało twoje zadanie? ? spytał ciemnowłosy shinigami. Grell stał tuż za nim, próbując dorwać się do Sebastiana, ale jego szef mocno go przytrzymywał.

- Ha, ha? Czy naprawdę wierzysz, że ta drobna, krucha dziewczyna dałaby radę sama zabić tylu ludzi na raz? ? odparł Eric kpiącym tonem. ? Poprosiła mnie, bym użyczył jej zarówno siły fizycznej, jak i psychicznej?

- Dlaczego przychodzisz po jej duszę dopiero teraz? Nie powinieneś był tego zrobić kilka miesięcy temu?

- Współczułem jej. Chciałem jej dać trochę czasu, by zaznała choć raz czegoś dobrego. Niestety, tym razem też nie miała szczęścia.

- Współczujący demon? Ha! Dobre sobie? Uważaj, bo jeszcze w to uwierzę?

- Nie wszystkie demony są wyprane z uczuć?

- Cóż? Nie będę się kłócił. Co do kontraktu to wygląda, że mówisz prawdę. Bierz jej duszę i zjeżdżaj stąd.

Eric zaśmiał się cicho i ponownie nachylił się nad zemdlonym ciałem dziewczyny. Wyciągnął nad nią rękę i wyszeptał jakieś słowa w nieznanym języku. Potem błysnęło światło. Demon podszedł do okna, a w wieczornym świetle księżyca pojawił się cień ciemnych skrzydeł.

?Do zobaczenia? Cielu Phantomhive?? ? usłyszał hrabia w swojej głowie. Te słowa przeraziły go.

- Na nas też już czas. Idziemy, Grell? - warknął shinigami. Rudowłosy nawet się nie sprzeciwiał ? ton użyty przez jego szefa, stanowczo do tego zniechęcał.

- Sebastian, czy wszystkie demony odbierają dusze w ten sposób? ? zapytał chłopak, gdy zostali już sami.

- Nie, paniczu? Każdy demon ma swój sposób. ? odrzekł lokaj.

- A jaki jest twój sposób?

- Zobaczysz, paniczu? W swoim czasie.

Demon wyszedł z sypialni, a po korytarzu rozległ się jego cichy, złowieszczy śmiech. Dreszcz przeszył ciało hrabiego.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 18 lis 2010, 22:14

Rozdział 6 - Rozbite lustro

Załatwienie stosownego pogrzebu okazało się nie być takie proste? Księża odmawiali miejsca na cmentarzu, a nawet odprawienia mszy żałobnej. I to tylko dlatego, że Carolyne popełniła samobójstwo? Ostatecznie, Ciel postanowił wybudować mauzoleum w odległej części ogrodu i dogadał się z pewnym bardzo przekupnym księdzem.

Mimo tych trudności, a także ciągle nawracających wyrzutów sumienia, hrabia trzymał się twardo. Z twarzą pokerzysty załatwiał wszystkie potrzebne sprawy dotyczące pochówku, jednak sam dzień pogrzebu okazał się być dla niego bardzo trudny. Po kolejnej z rzędu nieprzespanej nocy, niemiłosiernie bolała go głowa, miał depresję, a za oknem lało jak z cebra.

?Gorzej być nie może??
? pomyślał chłopak, gramoląc się z łóżka. Lokaj stał obok niego i nalewał herbatę, z niewielkim uśmiechem patrząc na stan swojego pana.

- Wszystko w porządku, mój panie? ? spytał grzecznie demon, kryjąc wypełzający na jego twarz uśmiech.

- Tak? Tak, oczywiście. Pospiesz się. Zaraz jest pogrzeb. ? ponaglił Ciel, nie odrywając wzroku od podłogi.

Szare chmury przesłoniły niebo, a krople deszczu spadały głośno na ziemię. Hrabia miał wrażenie, że wszystkie anioły ubolewają nad śmiercią jego żony. Nie towarzyszył też mu nikt, oprócz służących, którzy tego dnia okazali się być równie smutni, jak on. Meirin płakała razem z Finnim, Bard palił papierosa za papierosem, a Tanaka siedział w swojej właściwej formie, nie mając nawet ochoty na herbatę. Jedynie Sebastian zachowywał się naturalnie. A właściwie prawie naturalnie, wyjąwszy jego dziwny, zadowolony uśmieszek.

- Z czego się śmiejesz? Ja nie widzę tu żadnego powodu do radości? - odezwał się smutno Ciel, gdy dwóch wynajętych mężczyzn zamykało wrota mauzoleum po odprawionej mszy.

- Ależ ja się nie śmieję, mój panie? Tylko się uśmiecham, by dodać ci otuchy ? odrzekł lokaj, udając zdziwienie.

Ciel rzucił demonowi badawcze spojrzenie, jednak nic nie powiedział. Patrzył na pięknie zdobiony grobowiec małżonki, zastanawiając się, jak mógł do tego wszystkiego dopuścić.

?Dlaczego krzywdzę wszystkich, których kocham? Dlaczego bliskie mi osoby giną w tak tragicznych okolicznościach? To moja wina? Byłoby lepiej, gdybym się nie narodził?
? pomyślał Phantomhive, a oczy zapiekły go od łez. Z wielkim trudem powstrzymał się, by się nie rozpłakać.

- Wracajmy, mój panie. Nie chcę, abyś był chory? - ciszę przerwał jedwabisty głos Sebastiana.

- Tak? - odrzekł cichutko Ciel, po czym wszyscy udali się z powrotem do posiadłości.

Mijały godzina za godziną. Powoli, jakby na złość. Hrabia siedział w swoim gabinecie i do końca dnia z niego nie wychodził. Niczego nie jadł ani nie pił. Nawet myśl o jedzeniu przywoływała do niego odruch wymiotny. Cały czas myślał o swoich czynach i o ich następstwach. Po tylu latach dopadło go zwątpienie w swoją zemstę. Zwątpienie, czy dobrze robi, skoro krzywdzi w ten sposób wszystkich dookoła? Na to odzywał się w nim gniew i wspomnienia tamtej nocy?

?Czemu życie nie może być czarno-białe? Czemu nie ma jasnej granicy między złem a dobrem? Czemu niewinni ludzie muszą cierpieć, a najgorsi zbrodniarze nigdy nie dostąpią kary? Czemu? Czemu świat jest taki niesprawiedliwy?...? ? w głowie Ciela rodziło się coraz więcej pytań, a na żadne z nich nie umiał znaleźć odpowiedzi.

Po wielu godzinach nieustannych rozmyślań, w końcu zasnął z głową na biurku. Śnił mu się pożar, śnili mu się zbrodniarze? A potem śniła mu się cierpiąca Carolyne i że on przyszedł do niej, by ją zabić.

- Aa! ? obudził się z krzykiem, zupełnie zdezorientowany. Dopiero po kilku chwilach uświadomił sobie, że to był tylko sen. Spojrzał na zegar. Wybił równo północ.

?Godzina duchów, demonów i upiorów?? ? pomyślał niejako z rozbawieniem i strachem na raz. ? ?Przejdę się? Może to mi pomoże.?

Hrabia wyszedł z pokoju na pusty, ciemny korytarz, a krople deszczu gniewnie uderzały w szyby, podczas gdy wiatr wygrywał najupiorniejsze z możliwych dźwięków. Mimo to, Ciel błąkał się dalej po swojej posiadłości, jakby zupełnie bez celu. Zatrzymał się przed jakimiś drzwiami i otworzył je. Okazało się, że prowadziły do łazienki.

?Zabawne? Nawet nie znam dobrze planu własnego domu??
? przemknęło mu przez myśl. Po krótkiej chwili namysłu, wszedł do środka.

Łazienka była przeciętnie urządzona. Białe kafle, wanna, ogromne lustro. Ciel, dostrzegłszy zwierciadło, podszedł do niego bliżej. Zdjął przepaskę z oka i zaczął przyglądać się własnemu odbiciu.

?Kim? kim jestem? Ten ktoś? Ta osoba o lodowatym spojrzeniu, to ja?...?
? zastanawiał się, uważnie przyglądając się odbiciu. Dopiero teraz zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że posiada pewną urodę, jednak mocno oszpeconą wiecznie nadąsaną miną. Człowiek, którego zobaczył, najwidoczniej nie umiał się śmiać, a w jego oczach nie można było dostrzec krzty uczuć. Co więcej, przez moment wydawało się Phantomhive?owi, że jego własne odbicie się z niego naśmiewa. Doskonale widział ten ironiczny uśmieszek.

- Morderca? - szepnęło odbicie, uśmiechając się szerzej.

- Ja? nikogo? nie zabiłem? ja nikogo? nie? zabiłem! ? powtarzał Ciel. Zasłonił twarz dłońmi, próbując nie słuchać zwierciadła.

- Tak, zabiłeś. Zabiłeś swoich rodziców, Carolyne, a także dziesiątki innych osób ?

mniej lub bardziej związanych z pożarem. Gdyby nie ty, oni wszyscy by żyli? - odrzekł Ciel z lustra.

- ZAMILCZ!!! ? krzyknął hrabia i z całej siły uderzył pięścią w zwierciadło. Srebrzysta tafla rozleciała się na miliony kawałeczków i rozsypała na podłogę. Chłopak niemalże z zachwytem patrzył, jak krew z jego dłoni powoli kapie na błyszczące okruchy. Delikatne światło dodawało im jeszcze większego, jednak jakże upiornego, uroku.

- Mój panie? Wszystko w porządku? ? zza pleców Ciela, dobiegł go znajomy głos.

- Tak? Już idę? - odrzekł hrabia. Już miał się cofnąć, gdy Sebastian go nagle złapał w pasie.

- Panie, widzę, że źle się czujesz. Ledwie stoisz na nogach. Zaniosę cię do twojej sypialni. ? rzekł lokaj, po czym nie czekając na odpowiedź, wziął go na ręce. Ciel chciał zaprotestować, ale jego zmęczone ciało odmawiało posłuszeństwa.

Szli korytarzem. Chłopak rzadko miał odwagę przyznawać się do jakichkolwiek uczuć w towarzystwie demona, jednak tym razem nie miał już siły ze sobą walczyć. Ciepło Sebastiana, jego bliskość, sprawiły, że zdobył się na odwagę i mocno się w niego wtulił.

- Mój panie? ? zapytał lekko zdziwiony lokaj. Chłopak zaś nic nie odpowiedział, tylko wtulił się jeszcze mocniej.

Weszli do sypialni. Przez całą drogę nie zamienili ani słowa, a cisza stawała się coraz bardziej napięta. Sebastian ostrożnie położył hrabiego na łóżku. Ze zdziwieniem spostrzegł, że po bladych policzkach chłopaka płynął łzy.

- Mój panie? Co się dzieje? ? spytał cicho demon.

Ciel nie odpowiedział, tylko dalej cicho płakał.

Lokaj delikatnie ujął zakrwawioną dłoń Phantomhive?a i złożył na niej subtelny pocałunek. Ciel spojrzał na niego z zaskoczeniem, a po chwili odkrył, że jego rana prawie natychmiast się zagoiła.

- Se-? Sebastian? ? zapytał cicho chłopak.

Demon nachylił się nad nim, jedną dłonią obejmując go w talii, a drugą delikatnie położył na jego karku.

- Ćśś? - szepnął lokaj, po czym go pocałował.

Hrabia w pierwszej chwili nie wiedział, jak ma zareagować. Pocałunek był niespodziewany i zaskakujący, a z drugiej strony za bardzo potrzebował teraz bliskości Sebastiana, by to przerwać. Ostrożnie odwzajemnił pocałunek. Wargi demona pieściły jego usta, a po chwili dołączył do nich język. Ciel lekko rozchylił usta, pozwalając Sebastianowi na pogłębienie pocałunku. Nim się spostrzegł, leżał na łóżku, a demon na nim. Gdzieś coś w nim krzyczało, by tego nie robił, ale w tejże chwili lokaj przytulił go mocno do siebie, jakby nie chciał pozwolić, by takie myśli im przeszkodziły.

Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny i agresywny. Sebastian gryzł wargi Ciela, a z ran wypływały małe krople krwi. Ból jednak zostawał natychmiast łagodzony sprawnym językiem demona. Po chwili wargi lokaja zjeżdżały niżej, w dół szyi, a długie palce pozbawiały Ciela górnej części garderoby. Poczucie winy i zdrady żony uderzało o myśli chłopaka coraz mocniej, jednak zostały szybko zagłuszone przez pieszczoty Sebastiana, które teraz przeniosły się na tors Ciela.

- O? och? - zajęczał chłopak, nie mając nawet siły bronić swojej własnej dumy przed ostatecznym jej zniszczeniem. Potrzeba dotyku i miłości skutecznie blokowały zdrowy rozsądek i złe przeczucie.

Sebastian uśmiechnął się pod nosem, dostrzegając, że Ciel mu tak łatwo ulega. Z radością wsłuchiwał się w jego przyspieszony puls i oddech, a także w coraz mniej tłumione jęki rozkoszy.

Demon powoli rozpiął spodnie chłopaka i ostrożnie zdjął, tak aby go nie przestraszyć. Chwilę potem na podłodze wylądowała bielizna hrabiego. Lokaj niemalże z rozbawieniem dostrzegł już lekko wzwiedziony członek Phantomhive?a. po krótkiej chwili, wziął go do ust i zaczął pieścić językiem i wargami oraz co chwila go całował. Kiedy zabiegi Sebastiana przyniosły już pełen efekt, demon powoli się rozebrał. Chciał, by Ciel patrzył na niego możliwie najdłużej pełnym pragnienia spojrzeniem. Oczywiście, otrzymał to, co chciał. W oczach hrabiego dostrzegł zarówno pragnienie, jak i zachwyt oraz błaganie, by się pośpieszył. To ostatnie sprawiło, że demon zaśmiał się cicho i powrócił do ust chłopaka, całując je z pełną namiętnością.

Ostrożnie włożył jeden palec w hrabiego. Widząc, że nie sprawiło mu to bólu, zaczął nim delikatnie poruszać, a następnie dołączył do niego kolejny. Po kolejnej próbie włożył również trzeci. Ciel jednak był już dalece zbyt podniecony, by poczuć jakikolwiek ból. Z demonicznym uśmiechem na ustach, Sebastian zamienił palce na swój członek. Demon z zachwytem patrzył, jak chłopak wije się pod nim, błagając o jeszcze. Niespiesznie, dawał hrabiemu to, czego tak pragnął. Przyspieszał tempo bardzo powoli, stymulując dawkę przeżyć.

- Och!? O- ch? ach! Seba? Sebastian? - Ciel szeptał jego imię niemalże jak zaklęcie. Jednak sposób w jaki to robił, wprawiał Sebastiana w jeszcze większe zadowolenie. W związku z tym, przyspieszył tempo jeszcze bardziej. W końcu chłopak osiągnął spełnienie, uwalniając się na ich ciała i pościel. Mimo to, demon nie przerywał. Kontynuował swoją zabawę jeszcze długo, aż hrabia zdołał dojść jeszcze dwa razy. W końcu Sebastian uwolnił się w drobnym, delikatnym ciele chłopaka.

Leżeli przez chwilę na łóżku, żaden niezdolny do powiedzenia czegokolwiek. Minuty mijały, a cisza stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Po niecałym kwadransie Sebastian wstał, ubrał się, a następnie ubrał też chłopaka w nocną koszulę.

- Proszę cię? Nie idź. Zostań ze mną? - wyszeptał Ciel, zawstydzony własnymi słowami. Demon odwrócił się powoli, a niewielki uśmiech zagościł na jego twarzy.

- Oczywiście, mój panie? - odrzekł, kładąc się z powrotem na łoże obok Ciela. Leżeli tak kolejne minuty zupełnie nieruchomo.

Phantomhive, jakby nie do końca świadomy swoich reakcji, odwrócił się do lokaja i mocno się do niego przytulił.

- Wszyscy mnie opuszczają? Wszyscy, którzy są mi bliscy giną? Błagam, żebyś chociaż ty mnie nigdy nie opuścił. Nie chcę zostawać sam? - wyszeptał nieśmiało chłopak.

Demon objął go mocno ramieniem.

- Oczywiście, że cię nie opuszczę? Nigdy? - odrzekł, uśmiechając się złowieszczo.

?Oczywiście, że tego nie zrobię. Za dużo trudu mnie kosztowałeś? Przecież nie pozwolę sobie zostawić tak apetycznej duszy, jak twoja.?
? dodał w myśli Sebastian, widząc, że Ciel zasnął.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 19 lis 2010, 18:17

Rozdział 7 - Ars Moriendi

Od dnia pogrzebu Carolyne, Ciel nie ustawał w poszukiwaniu morderców swoich rodziców. Zawsze to było jego obsesją, ale ostatnimi dniami myśl o szybkim ukończeniu swojej zemsty i śmierci stawała się nie do odegnania. Hrabia był już bardzo zmęczony swoim życiem i chciał je możliwie szybko zakończyć. Co więcej, incydent z Sebastianem też upominał się o swoje ? mimo, że Carolyne już nie żyła, cały czas miał wrażenie, jakby ją zdradził.

Phantomhive siedział w swoim gabinecie, wpatrując się w dokumenty, którymi miał się zająć? Jednak myśli robiły swoje i nawet nie miał siły przeczytać choćby jednego zdania.

- Mój panie? ? rozległ się znajomy szept.

- Zapomniałeś jak się puka?! ? warknął hrabia, łypiąc groźnie wzrokiem na lokaja.

- Ależ pukałem już od dłuższego czasu? Nie słyszałeś, panie? ? spytał lokaj łagodnie, zupełnie nie przejmując się wybuchem Phantomhive?a.

Chłopak spojrzał na niego, ale nic nie odpowiedział.

- Przyniosłem herbatę ? rzekł demon, stawiając na biurku filiżankę wypełnioną złocistą cieczą.

- Coś jeszcze? ? spytał Ciel, widząc, że Sebastian nadal nie wychodzi.

- Udało mi się zlokalizować miejsce pobytu wszystkich pozostałych członków sekty?

Chłopak spojrzał na lokaja z lekkim zaskoczeniem, ale nic na to nie odpowiedział. Czekał aż Sebastian powie mu wszystko, co wie.

- Przebywają w północnych przedmieściach Londynu, w starej, opuszczonej kaplicy. Wygląda na to, że znów chcą kogoś zabić.

- Kiedy? ? spytał nieco smutno hrabia.

- Za dwa dni.

Znów zapadła długa cisza.

- Sebastianie? - odezwał się w końcu Ciel.

- Tak, panie?...

- Zabijesz mnie, kiedy będzie już po wszystkim, prawda?

- Tak.

- Czy możesz mi coś obiecać?

- Oczywiście?

- Nie zapomnij o mnie, kiedy już umrę?

Sebastian spojrzał z zaskoczeniem na chłopaka.

- Jakże bym mógł zapomnieć o tobie, mój panie? ? spytał łagodnie lokaj, gładząc Phantomhive?a po policzku. Ciel spojrzał mu w oczy. Piękne, wielkie, niebieskie oko zaszkliło się od łez.

- Mógłbyś? Mógłbyś, gdybyś chciał. ? odrzekł hrabia.

- A skąd pomysł, że bym chciał?

- A nie chciałbyś?

- Nie. Nigdy? - odrzekł demon, po czym pocałował chłopaka.

Rzadko zdarzały się między nimi podobne sytuacje. Ciel z jednej strony ich nie chciał, ale z drugiej ? były mu potrzebne do życia jak powietrze. Każdy dotyk, pocałunek, choćby najmniejsza pieszczota ze strony lokaja były dla niego czymś bezcennym. Czymś, co w dalszym ciągu trzymało go przy życiu.

Demon przerwał pocałunek, pogłaskał chłopaka po policzku jeszcze raz, po czym wyszedł z gabinetu.

Tymczasem Ciel usiadł na fotelu, pogrążony w myślach. Zastanawiał się, jak to jest umrzeć. Czy będzie istniał? Czy będzie cierpiał? Czy ktoś będzie płakał po jego śmierci? Chłopak nerwowo zerkał na zegar, zastanawiając się ile czasu mu zostało? Czasomierz zdawał się tykać wyjątkowo głośno, jakby cały czas przypominając, że dni młodego Phantomhive?a są policzone.

Był późny wieczór przedednia ostatecznej zemsty. Ciel kazał demonowi przygotować kąpiel. Myśli dalej biegły w zaskakującym tempie, co go bardzo męczyło. Miał nadzieję, że ciepła woda pomoże mu ukoić nerwy.

- Czy to będzie bolało? ? szepnął hrabia bardziej do siebie niż do Sebastiana, który właśnie mył mu plecy. Słysząc to pytanie, lokaj przerwał czynność.

- Czy co będzie bolało? ? spytał demon.

- Umieranie? - odrzekł po chwili Ciel.

- Troszeczkę?

- A co będzie ze mną potem?

- Nic? Twoja dusza nie będzie istnieć, więc nic.

?Nie będzie istnieć? Nie będzie istnieć??
? te słowa odbijały się echem w głowie chłopaka, doprowadzając niemal do szaleństwa.

- Mój panie? ? rzekł lokaj. Hrabia spojrzał na niego i wyszedł z wanny.

?Nie będę istnieć?
? pomyślał Ciel.

Phantomhive leżał na łóżku, patrząc w sufit. Mijała trzecia nad ranem, a on nadal nie mógł zasnąć. Widmo zbliżającej się śmierci czuwało nad nim i jasno dawało znać o swojej obecności. I zegary? Cielowi wydawało się, że słyszy wszystkie zegary z posiadłości, a ich tykanie przywodziło mu na myśl śmiech.

?Śmieją się ze mnie? Z mojej naiwności? Nigdy nie myślałem o śmierci aż tyle, ale z pewnością sobie ze mnie zakpiła. Przychodzi właśnie teraz, gdy udało mi się kogoś pokochać. Teraz, gdy ktoś mnie kocha? Nie? To nie powinno było się wydarzyć? Czemu przyszło mi zakochać na chwilę przed śmiercią? No, tak? W końcu i tak nie zasłużyłem nawet na to. Powinienem się cieszyć, że w ogóle zaznałem takiego szczęścia. Choć czy miłość mężczyzny do mężczyzny, lokaja, demona, może być szczęśliwa?...?
? Ciel znów pogrążył się w rozmyślaniach. W końcu zasnął, sam nie wiedząc kiedy.

Sen był bardzo dziwny. Jedynie tyle pamiętał po przebudzeniu, choć tak bardzo chciał sobie przypomnieć. Wiedział, że to było ważne. Że ten sen mógł mu jakoś pomóc, ale wszystkie wysiłki Phantomhive?a spełzły na marne. Myśli o śnie zaczęły wypierać zupełnie inne. Te, związane z jego zbliżającym się przeznaczeniem.

Ciel cały dzień chodził zamyślony i nieco smutny. Nie jadł, nie pił i mówił jeszcze mniej niż zwykle. Sebastian, oczywiście, to zauważył.

- Mój panie, coś cię trapi? ? spytał demon, podając Phantomhive?owi herbatę.

- Nie? - skłamał Ciel. Tak naprawdę martwiło go nieskończenie wiele spraw.

- Mój panie, mnie nie oszukasz? Przecież widzę jak na dłoni, że coś jest nie tak? - rzekł lokaj, nachylając się nad chłopakiem.

- Chcę zostać sam?

Sebastian zdziwił się nieco, ale nic nie powiedział i wyszedł.

Hrabia ponownie został sam ze swoimi myślami. Nawet herbata, która zwykle tak dobrze koiła jego nerwy ? dziś nie działała ani trochę.

Ciel zajrzał do filiżanki. Przyglądał się swojemu odbiciu w tafli cieczy, gdy nagle zauważył, że jego własne odbicie spogląda mu w oczy, uśmiechając się ohydnie.

- Morderca? - powiedziało.

Ciel rzucił naczynie o podłogę z nienawiścią i skulił się na podłodze.

- Nie jestem zły, nie jestem zły? - powtarzał jak mantrę. Oczywiście, było prawdą, że zabijał, ale nigdy nie chciał, by taki los z jego ręki spotykał niewinnych ludzi. Ale czy na pewno nie chciał? Miał ku temu coraz większe wątpliwości.

- Panie? - odezwał się zmartwiony głos Sebastiana. ? Co się stało?

Ciel milczał przez dłuższą chwilę. Dreszcze przeszywały jego ciało, a łzy zbierały się do oczu. Szybko jednak wstał i się opanował.

- Nic. Chodźmy, trzeba dopaść tamtych ludzi? - odrzekł, próbując ukryć drżenie głosu.

- Oczywiście, mój panie ? powiedział lokaj, kłaniając się z gracją. Krwistoczerwone tęczówki zajarzyły się jasno.

Księżyc w pełni oświetlał Londyn, nadając mu iście upiorną atmosferę. Było zimno i doprawdy niewielu było takich, co miało ochotę wyściubić nos za drzwi. Jedynie pijacy i zdesperowane prostytutki mieli odwagę wyjść w ten ziąb.

Ciel patrzył na przechodniów z czystą pogardą wypisaną na twarzy. Sebastian szedł obok, niego z nieznacznym uśmiechem raz po raz zerkając na twarz hrabiego.

- Co cię tak bawi? ? spytał chłopak. Wiedział, że demon się uśmiecha, choć nie spojrzał na niego ani razu. Czuł na sobie jego rozbawione spojrzenie ? i to go denerwowało.

- Nic, mój panie? - odrzekł Sebastian.

- Co? Cieszysz się, że już niedługo mnie zabijesz. Zgadłem? ? odparł Ciel, mierząc lokaja wrogim spojrzeniem.

Sebastian zaśmiał się cicho, ale nie odpowiedział.

Ciel trafił w samo sedno.

Kaplica była rzeczywiście stara, a blask księżyca nadawał jeszcze bardziej mrocznego, złowrogiego wyglądu. Krzyż, który stał przed wejściem, był zniszczony ? obydwa ramiona złamały się, pozostawiając wbity w ziemię czarny pal stojący dumnie, jakby tylko czekał, aż ktoś go wykorzysta do morderczych celów.

W odległości dwóch mil nie było nikogo ani niczego. Jedynie ruiny dawnych domów wskazywały na to, że ktoś tam kiedyś mieszkał. Okolica była powszechnie uznawana za przeklętą, toteż niewielu było takich, co się tam zapuszczali, a jeszcze mniej tych, którzy robili to nocą.

Sebastian i hrabia klęczeli w krzakach, bacznie wypatrując frontowego wejścia. Gdy księżyc zawisł w swoim zenicie, ciszę przerwały czyjeś kroki. Na początku szła jedna osoba, potem dołączyła do niej druga. Następnie kolejna i kolejna, aż wreszcie u wejścia świątyni stanęło dwanaście zakapturzonych postaci, zakutych w ciężkie, długie, czarne płaszcze. Któryś z nich coś powiedział, po czym stojący po jego lewej stronie towarzysz otworzył drzwi. Członkowie sekty kolejno weszli do środka. Potem drzwi zatrzasnęły się za nimi hukiem.

Czekali nadal. Czekali, aż zaczną. Musieli być pewni, że wszyscy są w środku.

Monotonny śpiew przerwał nocną ciszę. Pieśń, w języku podobnym do łaciny, wznosiła się ku niebu, wywołując u Ciela dreszcze. Znał tą pieśń. Pamiętał ją bardzo dokładnie. To była ta sama, co tamtej nocy.

- Sebastianie, to rozkaz! Zabij ich! Zabij ich wszystkich! ? krzyknął hrabia, odsłaniając oko ze znakiem kontraktu. Jego słowa zawtórowało echo.

Pieśń ucichła. Zapanowała idealna, pełna napięcia cisza, nie przerwana nawet najmniejszym szmerem. W końcu ktoś szarpnął głośno za mosiężną klamkę i drewniane wrota otworzyły się z jękiem. Sekciarze wyszli z budynku i stanęli w półkolu, wpatrując się w mrok. Ciel uśmiechnął się do siebie i wyszedł z kryjówki.

- Ty? To ty!... C-Ciel Phantomhive! ? zawołał jeden z nich ze zgrozą.

Ciel uśmiechnął się szerzej. Jego różnokolorowe oczy błyszczały groźnie w ciemnościach.

- Tak? Cieszę się, że mnie nadal pamiętacie. A więc pamiętacie też, co mi uczyniliście już prawie 8 lat temu? Dzisiaj zostaniecie za to ukarani! ? odrzekł hrabia. Uśmiech znikł z jego twarzy, a zastąpił go grymas pełen złości i nienawiści.

- Na co czekasz, Sebastianie? ? warknął, odwracając lekko głowę. ? Przecież rozkazałem ci ich zabić!

Śmiech demona rozległ się cichym echem. Członkowie sekty zadrżeli na ów dźwięk, a gdy ujrzeli parę jarzących się czerwonych tęczówek, rozpierzchli się w popłochu. Każdy z nich szukał drogi ucieczki, jednak na próżno. Nie minęła chwila, a złoczyńcy jeden po drugim padali martwi na ziemię. Część z nich nawet nie zdążyła krzyknąć, a krzyki pozostałych wznosiły się echem ku przestworzom. A potem nastała grobowa cisza.

- Czy to już wszyscy? ? spytał cicho Ciel.

- Nie? Jeszcze nie? - odezwał się czyjś głos zza pleców hrabiego.

W wejściu do świątyni stał mężczyzna. Wysoki i bez wątpienia silny, sądząc po słusznej budowie ciała. W ręku dzierżył ogromny miecz. Z szalonym uśmiechem zszedł ze schodów i zaczął iść prosto ku Cielowi.

- Sebastian? - mruknął złowieszczo Phantomhive.

Lokaj spojrzał na broń z lekkim zdziwieniem.

- Och? Miecz Agramailla? Dawno tego nie widziałem? - rzekł, uśmiechając się złowieszczo. Mężczyzna odpowiedział tym samym i czekał na atak.

Sebastian wyskoczył w górę i już miał zadać cios, lecz tamten zgrabnie go uniknął. Uniósł miecz i zadał demonowi cios w plecy. Ku zdziwieniu Ciela, celny. Demon zatoczył się nieco, a z rany pociekła krew.

- Zdaje się, że trochę cię nie doceniłem? Cóż, dwa razy nie popełnię tego samego błędu? - powiedział z lekkim rozbawieniem w głosie. Ponownie natarł na wroga. Ostrze miecza świsnęło mu koło ucha. Po chwili Sebastian powalił przeciwnika na ziemię. Już miał mu odebrać broń, gdy mężczyzna z całej siły odepchnął go, kopiąc w brzuch. Szybkim ruchem wstał z trawy i cofnął się kilka kroków. Stanął w odległości jakiś czterech metrów od demona, ściskając mocno rękojeść miecza obiema rękami. Nie spodziewał się, że lokaj sprawi mu tyle kłopotu. Był dużo silniejszy niż demony, z którymi walczył do tej pory.

Sebastian zaśmiał się cicho.

- Całkiem nieźle walczysz? jak na człowieka. ? rzekł lokaj z ironicznym uśmiechem. ? Chętnie powalczyłbym dłużej, ale mam ważniejsze sprawy na głowie.

W ręku demona błysnęły srebrne noże. Sebastian uśmiechnął się szerzej i rzucił je w stronę przeciwnika. Oczywiście, celnie. Mężczyzna powoli osunął się na ziemię, wydając z siebie pełen bólu jęk.

Ciel podszedł cicho do Sebastiana.

- To już koniec? ? spytał ledwie słyszalnym głosem.

Demon milczał przez chwilę.

- Tak ? odrzekł lokaj równie cicho, jakby wypowiedzenie tego słowa głośniej stanowiło złamanie jakiejś niepisanej zasady. ? Chodźmy stąd, paniczu.

Ciel kiwnął głową, nie dbając o to, że Sebastian bierze go na ręce jakby był małym dzieckiem. Chłopak nie czuł się już ?hrabią?, ?Psem Królowej?, czy ?głową rodu Phantomhive?. Był po prostu sobą, Cielem Phantomhive, który zamiast umrzeć ze starości, miał zginąć z rąk demona. Mimo to, czuł się pogodzony z tym, co miało za chwilę nastąpić. Nie miał ochoty walczyć, uciekać, czy błagać o litość. Nie obchodziło go nawet, co się z nim stanie po śmierci. Liczyło się tylko to, że to właśnie Sebastian go zabije ? jedyna osoba, na której mu kiedykolwiek naprawdę zależało i której ufał.

Tak. To była dobra śmierć.

Sebastian zaprowadził Ciela na znajdującą się nieopodal małą polanę. Księżyc oświetlał łagodnie trawę i drzewa, a lekki wiatr niósł ze sobą zapach nocnych kwiatów. Szum drzew przerywał delikatnie tą uroczystą ciszę. Demon wyswobodził wreszcie chłopaka ze swych ramion i wskazał mu niewielki głaz, by na nim usiadł. Chłopak zrobił to bez słowa.

Sebastian nachylił się nad Cielem i ujął jego twarz w dłonie.

- Nie zapomnij? - szepnął chłopak, gdy demon powoli nachylał się nad jego twarzą coraz bardziej. W końcu ich usta spotkały się w pocałunku. Uczucie w pierwszym momencie było dla Ciela przyjemne, jednak po chwili potworny ból zaczął rozdzierać jego klatkę piersiową. Chciał się cofnął, uciec, krzyczeć, jednak Sebastian na to nie pozwolił ? trzymał go nadal w stalowym uścisku. Łzy cierpienia spłynęły po policzkach chłopaka. Ból stawał się coraz mocniejszy. Ciel czuł jak powoli zmysły i świadomość. Z każdą chwilą dźwięki i obrazy znikały, wypierane przez ciemność, ciszę i nienawistny ból.

A potem, tak zupełnie nagle, nie było już nic. Ani ciszy, ani bólu, ani nawet ciemności. Po prostu pustka.

?A więc to znaczy przestać istnieć??
? pomyślał Ciel, zanurzając się w otaczającą go nicość? CDN.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 29 lis 2010, 22:46

Rozdział 8 - Arbeit Macht Frei


Ciel nie miał pojęcia, gdzie się znajduje, aczkolwiek wcale też nie chciał wiedzieć. Czuł się lekko. Nicość otaczała go wszędzie dookoła. Chciał się w niej zanurzyć; pozwolić, by go na wieki wchłonęła. I prawie udało mu się to osiągnąć ? czuł, że powoli rozpływa się w niej i staje się jej częścią. Z każdą upływającą chwilą zatracał świadomość własnego istnienia. Świadomość ta niemalże całkowicie znikła, lecz potem z niewiadomych Cielowi względów, zaczęła powoli wracać. Jego jestestwo nabierało na powrót istnienia. Nie chciał tego, ale z każdą chwilą nicość stawała mu się znów bardziej obca. Myśl, choć na razie mglista i nieuchwytna, stawała się dla niego coraz bardziej jasna i męcząca. W końcu odzyskał pełną świadomość siebie, a następnie coś zaczęło go jakby z owej nirwany wysysać. Zapadła ciemność.

W pierwszej chwili myślał, że to piekło lub inne nieprzyjemne miejsce, w którym ma spędzić wieczność. Jednak jego dusza gnała dalej wbrew swej woli do bliżej nieznanego celu. Nagle błysnęło światło i znalazł się w jakimś pokoju. Widział swoje ciało spoczywające bezwładnie na łóżku i stojącego nad nim Sebastiana. W spojrzeniu demona było coś dziwnego? innego niż dotychczas. I bynajmniej nie wyglądał z tym spojrzeniem zbyt przyjaźnie.

Ciel poczuł, jak zbliża się do swojego ciała. Próbował z tym walczyć, lecz jego wysiłki były daremne ? jego dusza powróciła do ciała. Nie należało do przyjemnych uczuć ? jakby ktoś go wepchnął do czegoś zimnego i galaretowatego.

A potem po raz kolejny nastała ciemność ? był już bardziej świadomy tego, co się wokół działo, lecz ciało odmawiało posłuszeństwa. Choć bardzo chciał, nie mógł otworzyć oczu.

Nie wiedział, jak długo leżał w ten sposób. Cały czas był skupiony na tym, by pobudzić swoje ciało do jakiejkolwiek reakcji. W końcu udało się ? otworzył powoli oczy.

W pierwszej chwili obraz był rozmazany i niewyraźny. Dźwięki dochodzące z dworu były wyraźniejsze i głośniejsze niż przedtem, ale nadal nie mógł ich rozpoznać. Ciel mrugał powiekami, chcąc jak najszybciej dojść do siebie. Metoda, choć nie działała szybko, okazała się skuteczna.

- Se? Sebastian? ? wyszeptał zachrypniętym głosem. Demon jednak nie odpowiedział, tylko nadal wpatrywał się w Ciela.

- G? gdzie jestem?? Co s.. się stało?... ? spytał chłopak, patrząc z lekkim przerażeniem w czerwone tęczówki demona.

- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Teraz śpij? - rzekł Sebastian, kładąc Cielowi dłoń na oczach. Chłopak zasnął natychmiast.

Kiedy obudził się następnego dnia, czuł się wypoczęty i w pełni sił. Zaskoczył go jednak fakt, że Sebastiana nie było, kiedy otworzył oczy, nie przyszedł go zbudzić, ani nie pojawił się w przeciągu godziny od momentu, od kiedy otworzył oczy.

?Jestem tu. Żywy. Sebastiana nie ma i nie wygląda, by miał zaraz przyjść. Nie podoba mi się to. Coś jest nie tak?? ? pomyślał Ciel, ponownie kładąc się na łóżku.

Sebastian pojawił się dwie godziny później. Wszedł do pokoju bez słowa ani nawet nie zapukał. Ciel chciał na niego za to nawrzeszczeć, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze przemyślenia i dziwny uśmiech na twarzy demona, zrezygnował z tego pomysłu. Przyglądał mu się uważnie, czekając na wyjaśnienia.

- Widzę, że się już obudziłeś? Doskonale. ? powiedział Sebastian. Ciel nic nie odpowiedział, nadal cierpliwie czekając.

- Postanowiłem uczynić cię? moim niewolnikiem. Po pierwsze dlatego, że upokorzyłeś mnie, robiąc ze mnie swojego lokaja. A po drugie? jestem ciekaw pewnej rzeczy. Czego konkretnie? Oczywiście ci nie powiem.

Ciel spojrzał na niego zupełnie zszokowany.

- N? niewolnikiem?!... Ja nigdy cię tak nie traktowałem! Zawsze byłeś mi najbliższą osobą. Myślałem, że mogę na ciebie liczyć? że mogę ci ufać! ? krzyczał chłopak, a po jego policzkach popłynęły łzy.

- To pierwszy i ostatni raz, kiedy toleruję taki wybuch ? rzekł chłodno Sebastian. ? Wracając jednak do tematu głównego? jako mojemu niewolnikowi, daję ci dzisiaj szereg obowiązków, którymi musisz się zająć. Przede wszystkim ? wysprzątaj rezydencję. Całą. Nie będziesz jadł, pił ani spał dopóty, dopóki nie skończysz.

- Ty? ty żartujesz, prawda?... ? spytał Ciel, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał.

- Od dzisiaj zabraniam ci mówić do mnie na ty. Będziesz zwracał się do mnie? ?mój panie?. ? powiedział Sebastian, a na jego twarzy zagościł pełen wyższości uśmiech.

- Oszukałeś mnie! OSZUKAŁEŚ!!! ? wrzasnął chłopak i rzucił się na demona, chcąc uderzyć go w twarz. Sebastian jednak złapał go za rękę i unieruchomił.

- Pamiętaj, że teraz role się odwróciły. Jeśli będziesz nieposłuszny i będziesz się zachowywał jak teraz, zostaniesz ukarany. ? wysyczał Sebastian, a jego czerwone tęczówki zajarzyły się złowrogo.

- Niczego nie będę robił. Oszukałeś mnie, a ja się stąd wynoszę. ? powiedział Ciel, patrząc demonowi w oczy z całą nienawiścią. Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, po czym chłopak wyminął Sebastiana i chciał wyjść z pokoju. Nim jednak zdołał nacisnąć na klamkę, jego całe ciało zgiął niesamowity ból. Jakby ktoś rozszarpywał każdą komórkę jego ciała.

- AAAAACH!!! ? zawył z bólu, kuląc się na podłodze. Po chwili atak ustąpił.

- Oto, co cię czeka, jeśli nie będziesz mnie słuchał ? rzekł Sebastian lodowatym głosem.

Ciel leżał jeszcze przez chwilę, próbując dojść do siebie. Łza popłynęła po jego policzku.

- Zawsze bałem się, że ktoś mnie zdradzi. Oszuka. Jedynie ciebie byłem pewien. Zabawne, że nie zdradził mnie nikt ze służby, Lizzie, Undertaker czy ktokolwiek, kogo o zdradę bym posądzał. Zdradziłeś mnie ty? - powiedział Ciel, jakby bardziej do siebie niż do demona. Wpatrywał się uparcie w podłogę, chcąc uniknąć przenikliwego spojrzenia Sebastiana.

- Och, Ciel? Nigdy nie ufaj demonowi? - odrzekł tamten, uśmiechając się na swój demoniczny sposób, po czym wyszedł z pomieszczenia.

Ciel stał w miejscu przez dłuższą chwilę, zupełnie nie wiedząc, co powinien zrobić. Zresztą, nawet myśli z trudem przewijały się przez jego umysł. Chłopak jeszcze nigdy nie czuł się tak źle. Pamiętał ból po stracie rodziców, ale i tamto miał się nijak do ciosu, który dostał teraz. Kochał Sebastiana, miał do niego bezgraniczne zaufanie? a demon to bezlitośnie wykorzystał.

I wtedy wlała się do serca chłopaka rozpaczliwa chęć ucieczki. Rozmyślał wszelkie możliwe sposoby. Jednak nagle uderzyły go dwa zupełnie oczywiste spostrzeżenia ? nie znajdował się w posiadłości Phantomhive, a osoba, przed którą chciał uciec nie jest człowiekiem tylko demonem. Nawet jeśli udałoby mu się uciec, to Sebastian z łatwością by go odnalazł, a potem ukarał, o czym miał okazję już się przekonać.

?Chyba powinienem się wziąć do pracy?? ? pomyślał Ciel, po czym wyszedł z pokoju.

Posiadłość okazała się być bliźniaczo podobna do jego dawnego domu. Podobny układ pomieszczeń, podobne wymiary, co ułatwiało sprawę. Nawet sprzęty były podobne, ale jednak było w atmosferze domu coś innego. Coś, co sprawiało, że Ciel czuł się obserwowany na każdym kroku.

Chłopak poszedł do kuchni i wyjął ze składzika miotłę, mop, szufelkę i wiadro z wodą, po czym poszedł do hallu. Pozamiatanie ogromnego pomieszczenia i umycie podłogi zajęło mu dwie godziny ? w końcu robił to pierwszy raz, a jego wiedza na ten temat ograniczała się tylko do obserwacji służących.

Kiedy w końcu udało mu się uporać z hallem, przyszedł czas na schody i poręcze. Bardzo się przykładał, by zrobić to dobrze, ale nie wiedział czy Sebastiana to usatysfakcjonuje.

Czas mijał mu bardzo powoli ? Ciel był już bardzo zmęczony, a słońce chyliło się ku zachodowi. W dodatku koszula i spodnie, które miał na sobie nie zostały wykonane ze zbyt ciepłego materiału, a w posiadłości było zimno. Po całym dniu ciężkiej pracy był niemożliwie głodny i spragniony. Udał się więc jeszcze raz do kuchni. Wypił trochę wody i chwycił kawałek chleba. Już miał go wziąć do ust, gdy nagle ktoś wykręcił mu rękę. Ciel zawył z bólu, a chleb upadł na podłogę.

- Mówiłem; żadnego picia i jedzenia zanim nie skończysz ? warknął mu do ucha Sebastian, wykręcając chłopcu rękę jeszcze mocniej.

- Ach! To boli! ? krzyknął Ciel.

- Wracaj do pracy ? powiedział Sebastian i uwolnił Ciela. Wziął chleb z podłogi i zabrał ze sobą.

Chłopak nadal nie mógł uwierzyć w to, co się działo. Służył Sebastianowi, nie mógł jeść ani pić zanim nie skończył pracy, a demon traktował go gorzej niż psa. Gniew narastał w nim z minuty na minutę. Strach przed bólem znikał, a myśl o ucieczce stawała się coraz bardziej wyraźna. Lecz aby się uwolnić, musiał przez jakiś czas poudawać posłusznego. Ucieknie, gdy nadarzy się odpowiedni moment. Na razie nie może nic dać po sobie poznać.

Niewielki, złośliwy uśmiech zagościł na twarzy Ciela. Chłopak wyprostował się dumnie i wrócił do swoich zajęć.

Była już północ, gdy udało mu się skończyć sprzątać parter. Choć był głodny, zmęczony i przemarznięty, cały czas pracował, a determinacja zamiast znikać ? rosła w siłę.

Właśnie skończył sprzątać ostatni pokój, gdy wszedł Sebastian.

- No, no? Jednak nie jesteś aż tak bezużyteczny, na jakiego wyglądasz? - rzekł Sebastian, a na jego twarzy zagościł złośliwy uśmiech. Ciel jednak nie dał się sprowokować. Wstał, spojrzał mu w oczy, ale nic nie odpowiedział. Jego twarz nie wyrażała żadnej emocji.

Sebastian przyjrzał się chłopakowi z zaciekawieniem. Nie takiej reakcji się spodziewał.

- Dobrze się spisałeś. Możesz pójść do kuchni, zjeść i napić się. Potem się wymyj i pójdź spać. Jutro od rana będziesz kończył. ? rzekł demon, po czym wyszedł.

Ciel uśmiechnął się pod nosem. Był z siebie podwójnie dumny ? po pierwsze, że za pierwszym razem udało mu się posprzątać tak, że nie musi zaczynać od nowa, a po drugie - nie dał się sprowokować, choć przemilczenie tej zniewagi przyszło mu z wielkim trudem.

Chłopak poszedł do kuchni i odłożył sprzęty na miejsce. Szybko wymył ręce i zabrał się do jedzenia. Choć miał do dyspozycji tylko chleb i wodę, jadł bardziej zachłannie i z większym smakiem niż wykwintne potrawy serwowane ongiś przez Sebastiana.

Tak. Ciela znów naszła fala wspomnień. Kawałek chleba trzymany przez niego w dłoni stał się nagle ciężki i nieapetyczny. Chłopak westchnął ciężko. Z trudem skończył kolację. Powolnym krokiem udał się do łazienki. Umył się szybko z racji późnej godziny i obowiązku wczesnej pobudki ? nie miał czasu się zrelaksować w ciepłej wodzie, choć miał po temu niesamowitą chęć.

Była pierwsza w nocy, gdy dotarł do sypialni. Właśnie miał nacisnąć na klamkę, kiedy zza jego pleców dobiegł go głos demona.

- Och, nie, nie? To nie jest twoja sypialnia. Od dziś śpisz na poddaszu. ? rzekł Sebastian. Okrutny uśmiech cały czas nie schodził z jego warg.

Ciel i na to nic nie odpowiedział. Bez słowa udał się na górę za demonem i wszedł do wskazanej przez niego sypialni.

- Nie powiesz ?dobranoc? swojemu panu? ? spytał demon, nie kryjąc dużej dozy ironii w głosie.

Ciel spiorunował go spojrzeniem. Słowa nie chciały mu przejść przez gardło.

- Dobranoc? ? wydukał w końcu po cichu.

- Nie słyszałem. Powtórz. ? powiedział demon, uśmiechając się szeroko.

- Dobranoc?

- A, a! Czegoś brakuje. Jeszcze raz.

- Dobranoc, mój panie? - warknął Ciel, pogardliwie wymawiając dwa ostatnie słowa.

Demon zaśmiał się i wyszedł z pomieszczenia.

?Nie będzie lekko?? ? pomyślał chłopak, rzucając się na łóżko. Był tak zmęczony, że zasnął niemalże od razu.

Ciela obudził potworny ból. Otworzył oczy i zobaczył stojącego nad nim Sebastiana. Demon był wściekły.

- Jest piąta nad ranem! Powinieneś wstać już godzinę temu! ? wrzasnął wściekle Sebastian. Ciel rozejrzał się, próbując ogarnąć myśli, co przyszło mu z wielkim trudem. Z jeszcze większym wysiłkiem przyszły mu słowa, których Sebastian oczekiwał.

- Przepraszam, mój panie. To się więcej nie powtórzy? - rzekł chłopak nieco teatralnym tonem.

Sebastian spojrzał na niego z pogardą.

- Bierz się do pracy ? warknął demon i wyszedł.

Ciel miażdżył spojrzeniem wychodzącego demona. Złość i nienawiść narastały z każdą sekundą. Jednak wiedział, że musi je opanować, jeśli chce się wydostać.

- No, dobra? To do pracy? - powiedział po cichu. Ubrał się i wyszedł z pokoju.

Nie pozwoli by demon go złamał. Nigdy do tego nie dopuści. Nigdy.
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 09 sty 2011, 03:22

Rozdział 9 - Pąk Czarnej Róży





Sprzątanie pierwszego piętra okazało się nie być takie łatwe, jak parteru. Było tam dużo więcej pomieszczeń, a więc jeszcze więcej mebli i sprzętów do odkurzenia i poukładania. Wyzwanie stanowiła też biblioteka ? każdą książkę należało otrzeć z kurzu. Ciel, mimo najszczerszych wysiłków, szczerze wątpił, by zdołał skończyć jeszcze tego samego dnia. Co więcej, nie był wcale pewien, czy Sebastian pozwoli mu skończyć jutro.

Kilka pierwszych pokoi poszło łatwo, ale i tak nim się spostrzegł, wybiła jedenasta.

?Minęło już sześć godzin. Muszę się pośpieszyć.? ? pomyślał.

Była dwudziesta pierwsza, gdy wreszcie udało mu się uporać ze wszystkimi pokojami. Pozostały jeszcze korytarze i biblioteka, którą postanowił zostawić na koniec. I jak z korytarzami udało mu się uporać w miarę sprawnie, tak z biblioteką miał już problem. Każdy rząd ksiąg musiał wyjmować, odkurzyć każdy tom po kolei, potem półkę i odłożyć książki w tej samej kolejności, co były. Być może, gdyby nie koszmarny głód, udałoby mu się pracować szybciej. Jednak ból żołądka i myśl o jedzeniu stanowczo spowalniały pracę.

?Ja? Ja chyba już dłużej nie wytrzymam?? ? pomyślał Ciel i już chciał wyjść z pomieszczenia, gdy nagle go zamroczyło i upadł nieprzytomny na podłogę.

Świadomość zaczęła do niego powoli wracać. Poczuł, że leży na czymś miękkim. Po chwili zorientował się, że leży na łóżku. Otworzył oczy i szybkim ruchem usiadł na posłaniu. Nie było to jednak mądre posunięcie, bo zaraz znów zaczęło mu się kręcić w głowie i z powrotem opadł na poduszkę.

- Teraz wiesz już, co to znaczy pracować i być ciągle głodnym ? rzekł Sebastian. Ciel odwrócił głowę w jego stronę i spojrzał na niego. Nic na to jednak nie odpowiedział. ? Co prawda, my, demony, nie mdlejemy ani nie umieramy z głodu, to jednak go odczuwamy. Nawet bardziej niż ludzie. Potrafisz sobie to wyobrazić? Jesteś cały czas głodny, a coś, co twój głód może zaspokoić, jest w zasięgu twojej ręki. A jednak nie wolno ci po to sięgnąć.

Ciel chciał demonowi zadać dwa dręczące go pytania, jednak myśl, że miałby się do niego zwrócić ?mój panie?, napawała go obrzydzeniem. Powstrzymał więc swoją ciekawość ? być może Sebastian sam mu powie. Bacznie obserwował go, nie wiedząc, czego może się spodziewać.

- Masz, najedz się i odpocznij. Jutro wrócisz do obowiązków. Teraz, gdy już znasz to uczucie, mogę przydzielić ci przerwę obiadową. ? rzekł Sebastian, nie kryjąc złośliwego uśmiechu. Jego słowa zabrzmiały, jakby robił Cielowi łaskę, że zgadza się, by jadł obiad. Chłopak rzucił mu wściekłe spojrzenie.

- To zbyteczne ? rzucił Ciel, z trudem powstrzymując się, by nie uderzyć demona w twarz.

- Chyba powinieneś mi podziękować, a nie się stawiać ? rzekł Sebastian, uśmiechając się szerzej. Widział z jak wielkim trudem chłopak kontrolował emocje. Z jak wielką nienawiścią patrzył mu w oczy. Tak. Ta nienawiść była ogromna, wielka i dzika jak rwąca rzeka. Demon przyjrzał mu się jeszcze intensywniej, chcąc odczytać głębiej tkwiące uczucia. Ból, złość, cierpienie, samotność?

?Miłość.

Sebastian zdziwił się, że mimo zaznanych przez Ciela upokorzeń, w spojrzeniu chłopaka nadal tkwiła ta emocja. Nie? nie emocja. Uczucie niezwykle głębokie, palące i pełne pasji. Jednak pomimo swej siły, pozostawało ukryte w najciemniejszych zakamarkach serca.

Demon uśmiechnął się pod nosem.

?Piękne?? ? pomyślał Sebastian, po czym wyszedł.

Ciel leżał, wpatrując się w drzwi. Głód męczył go niezmiernie, jednak nie miał siły wstać i pójść do kuchni. Na stoliku obok stała miseczka zupy. Chłopak miał opory, by wziąć do ust cokolwiek przygotowanego przez Sebastiana, jednak po dwóch godzinach walki z samym sobą, zjadł.

Ledwie skończył, a ogarnęła go dziwna senność. Widok rozmazywał mu się przed oczami ? pokój wydawał się wirować.

- Se? Seba? - mruknął Ciel, lecz po chwili zasnął.

Chłopaka dręczyły koszmary, ale nie mógł się z nich zbudzić. Śniło mu się, że stał w kręgu ognia, a nie mógł ani nic powiedzieć, ani się ruszyć. W oddali widział jakąś sylwetkę. Ten ktoś wpatrywał się w niego ? czuł to, choć nie udało mu się dojrzeć twarzy tamtej osoby.

W końcu obudził się z krzykiem. Łzy płynęły po jego policzkach, a jego ciało drżało. Nadal czuł płomienie, gorąc i strach.

- Wszystko w porządku? Ciel? ? cichy głos odezwał się z drugiego końca pokoju. Chłopak nie miał wątpliwości, kto to.

- Dodałeś mi coś do tej zupy, prawda? Żeby mi się to śniło? ? spytał. Nie był głupi; doskonale zdawał sobie sprawę, że to nie był zwykły sen.

- Ja? Ależ o czym ty mówisz? Czemu miałbym coś takiego robić? ? zadrwił demon. Podszedł do łóżka i usiadł na jego skraju.

- Twój uśmiech cię zdradza.

Sebastian uśmiechnął się szerzej, jednak w nieco łagodny sposób.

- Nie skrzywdziłbym cię? - szepnął, głaszcząc Ciela po policzku.

- Nie? Przecież cały czas to robisz? - odrzekł chłopak, unikając dłuższego dotyku.

- Cokolwiek robię, moim głównym celem nie jest krzywdzenie ciebie? Choć jest to efekt poboczny i dający mi nieco? satysfakcji. ? powiedział Sebastian, nachylając się nad twarzą chłopaka i bawiąc się jego włosami.

- W takim razie po co to robisz? I? dlaczego cieszysz się, widząc, że cierpię?

Sebastian nie odpowiedział na to pytanie. Jedynie zaśmiał się cicho i demonicznie. Nachylił się jeszcze niżej nad Cielem i pocałował go delikatnie w usta. Chłopak chciał go odepchnąć, jednak wszystko wokół znowu zawirowało i zapadł w głęboki sen.

Demon zaśmiał się ponownie, po czym wyszedł.

Następnego dnia Ciel zbudził się i wyraźnie czuł w sobie jakąś zmianę. Wstał z łóżka, próbując sobie przypomnieć, co się działo ostatniego wieczora. Zamglone i szczątkowe wspomnienia przewijały się wolno w jego umyśle.

Powoli chwycił za leżące na krześle ubrania i je założył. Podszedł do lustra, by sprawdzić jak wygląda i wyszedł z sypialni.

Kiedy przekroczył próg i zamknął drzwi, stanął jak wryty. Dopiero teraz uświadomił sobie, że ma na sobie? strój lokaja. Chciał się wrócić i przebrać, ale ciało nie mu na to nie pozwoliło. Chłopak czuł, że nie umie władać własnym ciałem. Jakby ono samo robiło, co uważało za słuszne, nie zważając na wolę właściciela.

?Co on mi zrobił?!? zastanawiał się Ciel. Jego nagi same prowadziły go do kuchni - nie mógł nic z tym zrobić.

Chłopak wykonywał kolejne czynności, bez jakiejkolwiek kontroli nad ciałem. Co prawda, i tak musiałby je wykonać, ale wolał być wtedy w pełni władz nad samym sobą. Jedynym pozytywem tej dziwnej sytuacji było to, że nie męczył się przy porządkach ani trochę.

Właśnie kończył sprzątać bibliotekę, kiedy usłyszał, że ktoś wchodzi do pomieszczenia. Odwrócił się i zobaczył Sebastiana. Demon uśmiechał się dziwnie, a jego oczy jaśniały krwawą czerwienią.

- Za godzinę chcę cię widzieć w mojej sypialni ? powiedział, po czym znów zniknął za drzwiami. Ciel nic na to nie odpowiedział, wracając do pracy. Cały czas jednak się zastanawiał, czego Sebastian może od niego chcieć.

Godzina minęła przerażająco szybko. Ciel akurat skończył sprzątać w bibliotece, więc nie musiał się już tym przejmować. Cały czas myślał o dziwnym rozkazie demona. Zwykle Sebastian z nim nie rozmawiał; jedynie mijali się w ciszy na korytarzach.

Chłopak pozwolił nogom, by go zaprowadziły do sypialni demona. Zatrzymał się pod drzwiami i niepewnie zapukał. Odpowiedziała mu cisza. Zastukał w drzwi jeszcze raz, ale skutek był ten sam.

?Może to nie ten pokój?? ? zastanawiał się. Chciał odejść, ale mimowolnie wszedł do pomieszczenia.

W sypialni było cicho i ciemno. Ciela to zaniepokoiło jeszcze bardziej.

- Mój panie? ? spytał cicho, lecz nikt nie odpowiedział.

Nagle wyczuł czyjąś obecność. Nim jednak zdążył jakkolwiek zareagować, czyjaś ręka objęła go mocno w pasie. Po chwili druga dłoń przejechała lekko po brzuchu chłopaka i zatrzymała się między jego nogami.

Ciel zarumienił się mocno i głośno nabrał powietrza. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, dłoń spoczywająca na jego kroczu zaczęła się rytmicznie zaciskać. Ciasność w spodniach stawała się nie do zniesienia, a nabrzmiewająca męskość wołała o więcej uwagi.

Po kilku chwilach pieszczota ustała, a dłonie Sebastiana zaczęły rozbierać chłopaka, cały czas trzymając go w mocnym uścisku. Usta demona obsypywały delikatnymi pocałunkami kark Ciela. Chłodne dłonie lekko zsunęły białą koszulę, a wargi pieściły nagie białe ramię. Powoli odwrócił Ciela przodem do siebie i wodził językiem po jego łabędziej szyi.

- M? mój pa..?aa!... ? jęknął chłopak; demon delikatnie ugryzł jego obojczyk, a po bladej skórze popłynęło kilka kropel szkarłatnej krwi. Sebastian zlizał ciecz, po czym jego wargi znów powędrowały w górę i zaczęły delikatnie muskać usta Ciela, by za chwilę zaatakować z całą siłą w namiętnym pocałunku. Ciepły język demona zaczął drażnić blade wargi chłopaka, prosząc o wejście. Ciel był bezradny ? mimo wszystko kochał Sebastiana i nie potrafił mu odmówić. A nawet gdyby chciał, jego ciało zrobiłoby "po swojemu". Nie tylko z powodu czaru rzuconego przez demona, ale i z powodu żądzy rozpalającej jego ciało i zmysły. Lekko otworzył usta, a ciepły język demona wślizgnął się do jego ust, zapraszając jego własny do dziwacznego tańca.

Pocałunek odbierał dech i rozum. Świat stał się nagle nieosiągalnie odległy; liczyło się tylko tu i teraz. Nie myślał o tym, dlaczego Sebastian to robi ? nie chciał wiedzieć. Jedyne czego w tej chwili pragnął, to aby ta chwila nigdy się nie skończyła. Ciel nie myślał o tym, co robi jego ciało ? zarzucił demonowi ręce na kark mocno się do niego przytulając. Sebastian przejechał dłonią po jego plecach, ręka zatrzymała się na jego pośladku. Pozwolił się demonowi przenieść i położyć na łóżku. Z pół przymglonymi oczami patrzył jak demon powoli się rozbiera ? jak ubrania powoli zsuwają się z pięknego, doskonałego ciała i opadają z cichym szelestem na podłogę.

Chłopak przyglądał się z zachwytem ciału Sebastiana. Widział go nago już kilka razy, ale za każdym razem efekt był ten sam.

?Piekielnie piękny anioł?? ? pomyślał Ciel.

Demon podszedł do niego powoli, jak to miał zawsze w zwyczaju, i nachylił się nad nim, opierając się na rękach po obu stronach jego głowy. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. Kosmyki kruczoczarnych włosów łaskotały nieco policzki chłopaka. Sebastian pocałował go po raz kolejny, po czym przejechał wargami i językiem wzdłuż bladego ciała Ciela, zatrzymując się na podbrzuszu. Demon uśmiechnął się, widząc wzwiedziony członek chłopaka. Nie miał wątpliwości, jak bardzo Ciel go pragnie.

Bez dłuższych rozmyślań, wziął do ust męskość chłopaka. Ssał mocno, a chłopak jęczał głośno i wił się z rozkoszy, rozpaczliwie wypychając biodra w jego stronę. Sebastian nie musiał długo czekać, aż Ciel uwolni się w jego ustach.

- Czy chcesz więcej? ? szepnął demon. Chłopak patrzył w jego intensywnie czerwone oczy jak zahipnotyzowany, niezdolny powiedzieć cokolwiek.

- Czy chcesz więcej? ? zapytał jeszcze raz, zadowolony z reakcji Ciela.

- T-tak? ? wyszeptał w końcu.

Sebastian uśmiechnął się szeroko.

- Ssij? - rozkazał, wkładając mu palce do ust. Chłopak wykonał polecenie. Kiedy Sebastian uznał, że wystarczy, wyjął palce, aby po chwili wejść nimi w Ciela. Cierpliwie włożył pierw pierwszy, potem drugi i trzeci. Chłopak jęczał jeszcze głośniej, niż kiedy pieścił go ustami.

Doznanie było z początku bolesne, lecz niezwykle przyjemne. Ciel powoli znów zatracał się w przyjemności, lecz nagle poczuł, że pieszczota znikła. Lekko otworzył oczy. Sebastian rozchylił jego nogi szerzej.

- Jesteś mój? i tylko mój. Zapamiętaj to sobie. ? powiedział demon, po czym wszedł w chłopaka. Ciel krzyknął jednocześnie z bólu i z rozkoszy. Sebastian wchodził w niego szybko i mocno. Na początku ból przesłaniał przyjemność, jednak szybko przywyknął i została tylko rozkosz.

Chłopak czuł jak fale przyjemności zaczynają narastać. Wołał imię Sebastiana, prosząc o więcej. A demon mu to chętnie dawał. W końcu i Sebastian przyłączył się do jego krzyków ? obaj byli już blisko spełnienia. Ruchy demona stały się niewiarygodnie szybkie i w końcu obu jednocześnie przeszła fala najwyższego uniesienia.

Demon leżał jeszcze chwilę na Cielu, dysząc ciężko. Chłopakowi też ciężko było złapać oddech. Po chwili Sebastian położył się obok niego. Nie odzywali się. Ciel chciał wstać, ubrać się i wyjść, ale był zbyt wyczerpany, by się choćby ruszyć. Zasnął, sam nie wiedząc kiedy.

Sebastian chciał na niego nakrzyczeć i go zrzucić, ale gdy zobaczył, że chłopak śpi zwinięty w kłębek na skraju łóżka, nie miał serca tego robić. Wyglądał tak słodko i niewinnie, że można by go wziąć za anioła. Demon uśmiechnął się i położył Ciela na sobie i mocno przytulił.

?A może by tak?...? ? pomyślał Sebastian, uśmiechając się demonicznie. Pozwolił swoim myślom pleść niebezpiecznie złe myśli na temat uroczej istoty w jego ramionach?


(Wiem, wiem... - opis scen erotycznych nie jest moją mocną stroną... Dx)
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 09 sty 2011, 03:27

Rozdział 10 - Czarny Kot





Słońce wychylało się powoli zza horyzontu. Było jeszcze dość ciemno, jednak ta niewielka ilość światła wystarczyła, by obudzić Ciela.

Chłopak powoli otworzył oczy. Sebastiana nie było. Ciel wolał jednak nie myśleć o tym, gdzie jest demon ani o tym, czy ta noc coś zmieni. Umył się, ubrał i wrócił do codziennych obowiązków, starając się ignorować kłębiące się w jego głowie pytania.

Ogród był zapuszczony i niemalże wymarły. Ciel jednak był daleki od lamentowania z tego powodu ? o ile będzie miał trochę szczęścia, Sebastian nie będzie chciał tam nic sadzić, a to oznacza mniej obowiązków, których i tak miał już nadmiar.

Na dworze było mgliście, a chmury zebrały się niemalże natychmiast po nastaniu świtu. Chłód, wiatr i żółknące liście przypominały o rozpoczynającej się jesieni.

Ciel grabił liście i usuwał leżące na ziemi gałęzie, nie mogąc oprzeć się dziwnej atmosferze ogrodu. Za jesienią również nigdy nie przepadał ? kojarzyła mu się z przemijalnością ludzkiego życia. W tym zaś miejscu owo przemyślenie było niezwykle silne, zważywszy na to, że sam ogród swoją atmosferą przypominał cmentarz.

Chłopak próbował wymazać z pamięci ostatnią noc ? wiedział, że to nic nie znaczy. A jednak wspomnienie dotyku demona, jego pocałunków i czerwonych oczu patrzących na niego pożądliwie? Tak bardzo chciał odepchnąć od siebie te myśli, ale nie mógł. Niechciana nadzieja zatruwała jego umysł i serce jak jad węża.

Kontynuował pracę, usilnie próbując skupić się na czymś innym niż natrętne myśli. W końcu roztargnienie przerodziło się w złość, złość w gniew, a gniew we łzy bezsilności. W końcu rzucił grabiami o ziemię z całej siły, a srebrzyste krople popłynęły po jego policzkach, choć próbował je zatrzymać. Skulił się na trawie i krzyczał, próbując wyrzucić z siebie wszystkie nagromadzone od dawna emocje. Po kilku minutach dopiero poczuł ulgę, choć i tak nie pełną.

Popołudnie nastało szybciej, niż się tego spodziewał. Dopiero głód mu przypomniał o dawno minionej porze obiadu.

Ciel powoli otworzył stare, drewniane drzwi i wszedł do środka. Już miał wejść po schodach, kiedy poczuł coś ciepłego i miękkiego, ocierającego się o jego kolana. Spojrzał w dół. Okazało się, że łasił się do niego kot.

Zwierzę było niezwykle piękne ? miało ciemnobrązową sierść, prawie czarną, i oczy w kolorze czystego złota.

- Idź stąd! ? warknął Ciel, próbując przegonić kota. Jednak zwierzę się nie dało zastraszyć i przymilało się jeszcze bardziej, mrucząc przy tym cicho. Kot uniósł łepek do góry i spojrzał chłopakowi błagalnie w oczy.

- Twoje szczęście, że jesteś kotem. Sebastian? znaczy się? mój pan chętnie cię przygarnie, biorąc pod uwagę jego miłość do kotów. ? rzekł hrabia, biorąc zwierzę na ręce i przyjrzał mu się uważnie. Skądś pamiętał ten niezwykły kolor oczu, lecz nie mógł sobie przypomnieć skąd.

- Chodź. Idziemy do kuchni. Nam obu przyda się coś zjeść.

Chłopak szedł w głąb domu. Nieodłączne poczucie bycia obserwowanym znowu nasilało się z każdą chwilą. Mimo to, czuł się dziwnie bezpiecznie, mocno tuląc kota do siebie.

- Też to czujesz, co? ? spytał zwierzę, jakby chcąc się upewnić, że nie zwariował do końca. Choć już samo to, że trzymał kocura na rękach i z nim rozmawiał wydało mu się być co najmniej dziwne.

Ku jego zaskoczeniu, kot miauknął w sposób, jakby chciał powiedzieć ?tak?. Ciel spojrzał na kota kompletnie zdziwiony.

- Chyba już do reszty postradałem rozum? ? burknął i szybkim krokiem poszedł do kuchni.

Na stole zastał kawałek surowego mięsa na talerzu, ziemniaki, marchew, cebulę i kapustę. Sebastian nigdy nie wypuszczał go do miasta na zakupy. Nie, żeby Ciel miał o to jakikolwiek żal ? i tak cały dzień ciężko pracował, a taka wyprawa zajęłaby mu aż nazbyt wiele czasu.

Problemem było jednak to, że porcje kupowane przez demona ledwie starczały na obiad dla jednej osoby, a on musiał z tego zrobić obiad, kolację i śniadanie. Pocieszał się jedynie tym, że dla nikogo więcej gotować nie musiał.

Ciel westchnął ciężko i zabrał się za przyrządzanie posiłku. Wziął byle jaki przepis z książki kucharskiej i próbował na jego bazie coś ugotować.

- Jak by cię tu nazwać? ? zastanawiał się chłopak, jedząc powoli obiad i patrząc na kota siedzącego tuż przed nim na stole.

- Może ?Midnight?? ? spytał Ciel, na co kocur zamiauczał zadowolony. Hrabia zaśmiał się cicho i pogłaskał zwierzę po główce. Kot zamruczał z ukontentowaniem. W tej jednak chwili drzwi otworzyły się raptownie, a do pomieszczenia wszedł Sebastian.

- Widzę, że masz dla mnie prezent ? zadrwił demon, podchodząc bliżej do kota. Zwierzę siedziało dumnie wyprostowane i zerkało na Sebastiana jakby z pogardą. Ciel z kolei nic na to nie odpowiedział i patrzył na demona w morderczy sposób. Sebastian, oczywiście, dostrzegł to i zaśmiał się cicho. Pogłaskał kocura po głowie, a ten przeciągnął się pod jego dłonią, idąc w stronę Ciela, po czym wskoczył mu na kolana i zwinął się w kłębek.

- Midnight? Zejdź ze mnie. ? warknął cicho hrabia. Polubił kota, ale nie na tyle, by pozwalać mu się lokować na nogach w dowolnej chwili. Zwierzę uniosło łepek, miauknęło i na powrót się położyło.

- Midnight, tak? ? spytał demon, ale jakby nie oczekując odpowiedzi. ? Zaopiekujesz się nim. Masz go myć, karmić i poić. Tymczasem jednak, jedz szybko i wracaj do pracy ? nic samo się nie zrobi.

Demon wyszedł, nie mówiąc nic więcej. Potraktował hrabiego tak chłodno, jakby nic ostatniej nocy nie miało miejsca. Chłopak nadal patrzył na Sebastiana, nie mogąc uwierzyć, że wcześniej się kochali, a on teraz traktuje go w pełen ignorancji i wyższości sposób.

-?Dlaczego?...? ? zastanawiał się Ciel. ? ?Dlaczego??

Hrabia spojrzał na kota. Niewyobrażalny smutek znów wlewał się w jego serce.

~~~

Przez następne dni Ciel zajmował się zaniedbanym ogrodem. Z Sebastianem nie zamienił przez ten czas ani słowa. Jego jedynym towarzyszem był Midnight, który chodził za nim niemalże krok w krok. Chłopaka cały czas dręczyło, dlaczego demon go tak traktuje. Nawet kota cenił bardziej ? zwierzę bowiem zyskało specjalne względy Michaelisa. Było pieszczone, głaskane i traktowane iście po królewsku.

Sam Midnight jednak bardziej wydawał się cenić towarzystwo Ciela. Oczywiście, nie uciekał od demona i czasem się do niego łasił, ale chłopak miał wrażenie, że kocur robi to tylko z grzeczności. O ile, rzecz jasna, w przypadku zwierzęcia o grzeczności w ogóle mówić można.

Hrabia szedł akurat do najdalszej części ogromnego ogrodu ? jeszcze bardziej zapuszczonej, niż mogłoby się wydawać patrząc na okolicę wokół domu. Nim spostrzegł, otoczył go gęsty, ciemny las. Ścieżka, którą szedł, powoli znikała. Kruki i wrony krzyczały głośno, jakby chciały go ostrzec, aby nie szedł dalej.

Mimo to, chłopak szedł w głąb, między drzewa, docierając do miejsca, którego się nie spodziewał tu zobaczyć.

A mianowicie ? do mauzoleum. Mauzoleum łudząco podobnego do tego, w którym pochował żonę.

Ciel niezwykle zdziwił się swym znaleziskiem. Podszedł bliżej do mauzoleum. Było zarośnięte martwym krzewem róż, a drzwi zapieczętowano łańcuchem i wielką kłódką. Grób wyglądał na nieodwiedzany od dawna.

Hrabia nie wiedział, co ma na to powiedzieć, ani co zrobić. Stał długo w miejscu i wpatrywał się w ów przybytek śmierci. Z zamyślenia wyrwał go Midnight, przymilając się do jego nóg, jakby w geście współczucia. Phantomhive uśmiechnął się.

- Chodźmy. Chyba nic tu po nas. ? rzekł Ciel, po czym skierował kroki w stronę posiadłości. Kot potulnie poszedł za nim.

Chłopak cały czas myślał o swoim znalezisku. Czyj to był grób? Czy ona tam leżała? Nie był pewien, czy chce to wiedzieć. Z drugiej jednak strony ciekawość była paląca.

- Ciel, chodź do mojej sypialni? - ciszę przerwał głos Sebastiana.

Wyrwany z zamyślenia Ciel, spojrzał na demona nieprzytomnym spojrzeniem i dopiero po kilku sekundach do niego dotarło, co Michaelis powiedział.

- Tak. Tak, już idę? - odpowiedział po kilku sekundach, po czym wziął miotłę, ścierkę i wiadro i pokierował się do kuchni, by odstawić sprzęty.

Szedł dość powoli, nieśpiesznie. Jego głowę cały czas zaprzątało tamto mauzoleum. Minęło już trzy tygodnie odkąd je znalazł. Od tamtej pory nie wybrał się w jego stronę ani razu, jakby lekko się obawiając poznania prawdy. A przecież wiedział, że kiedyś będzie musiał tam pójść.

Z zamyślenia wyrwał go Midnight, przymilający się do jego nóg.

- Ach? Przecież muszę się pośpieszyć. ? powiedział cicho do siebie i pognał ciemnym korytarzem.

Zapukał cicho do drzwi. Tak jakby miał zza nich zaraz wyskoczyć potwór. Zresztą, nie było to myślenie dalekie od rzeczywistości.

- Wejdź. ? odezwał się głos. Chłopak posłusznie wszedł do środka.

- Mój panie?... ? szepnął hrabia niepewny po co demon go wezwał.

- Ćśś? - odrzekł demon i złączył swoje usta z ustami Phantomhive?a w delikatnym pocałunku.

Ciel był zdziwiony. Tak dawno Sebastian nie okazywał mu czułości. Zamiast niej była pogarda.

-?Czy coś się zmieniło? Czy on mnie kocha, czy tylko wykorzystuje? Zresztą, nieważne?? ? pomyślał chłopak poddając się coraz bardziej namiętnemu pocałunkowi. Sycił się dotykiem demona, jego pieszczotami i słodkimi słówkami. Nic się nie liczyło. Tylko on.

- Ach? Ach!... Mocniej! Proszę! ? jęczał głośno Phantomhive. Było mu tak dobrze, a Michaelis był tym razem taki delikatny wobec niego.

Demon uśmiechnął się i przyśpieszył ruchy. Wchodził w niego coraz szybciej i mocniej. Oddychał z coraz większym trudem i ledwie się powstrzymywał, by nie krzyczeć imienia chłopaka.

Ciel będąc na granicy świadomości, odwrócił lekko głowę w stronę okna. Gdzieś w oddali dostrzegł znajomy kształt. Rozmazany, koci kształt. Udało mu się też dostrzec złote oczy i mignięcie w nich czerwieni. Potem nie widział już nic. Fala przyjemności zaskoczyła go i uwolnił się z cichym westchnieniem. Po chwili Sebastian zrobił to samo.

Midnight siedział na parapecie sypialni demona, przyglądając się tej wulgarnej scenie zarówno z dezaprobatą, jak i zaciekawieniem. Patrzył jak młody, mądry chłopak daje się zwodzić demonowi. Z rozbawieniem zauważył, że Ciel się na niego patrzy. Postanowił więc się? nieco ujawnić, aby za chwilę znów zniknąć w ciemnościach.

Następnego dnia hrabia cały dzień się zastanawiał nad wczorajszą sytuacją. Jednakże nie seks z Sebastianem zajmował jego myśli, a to co widział. Wiedział, że wczoraj dostrzegł kota zaskakująco podobnego do Midnighta? Ale te czerwone oczy?

-?To była prawda, czy tylko mi się wydawało?...? - zastanawiał się.

Pomimo najszczerszych starań, nie umiał sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czasem odpowiedź musi przyjść sama, bez pośpiechu i w najmniej oczekiwanym momencie?



Jakiś komentarz dla ubogiej autorki?... :(
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Ses » 02 lut 2011, 23:17

Och jej,
Kuroshitsuji jest dość oklepanym tematem, ale jak by nie patrzeć Potter też.

Komentarz się pojawi. Miał pojawić się dzisiaj, jednak chyba jedna noc z twoim tekstem to za mało.
Jedenaście rozdziałów, ciężko się przez to przegryźć.
W tej chwili mogę napisać tyle, że w początkowych rozdziałach w niektórych zdaniach czegoś brakuje. Postaram się umieścić je, przy właściwym komentarzu.
Ach i jak dla mnie, w pewnym momencie, całość straciła spójność, jakbyś nagle z filmu A przeszła do filmu B. A może, to tylko takie wrażenie.


Sis, znaczy się Ses
subtelna i sarkastyczna
我爱上了恐龙,特别是其中一只
Avatar użytkownika
Ses
Administrator
Administrator
Pozytywista Z Monoklem
Pozytywista Z Monoklem
 
Posty: 47
Dołączył(a): 19 kwi 2010, 14:48

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Yuuki » 07 kwi 2011, 21:56

Ojej! Tyle rozdziałów na raz! Jak na razie bardzo mi się podoba. Ciekawy pomysł na zamianę ról, i, chociaż gdzieś już widziałam coś podobnego, przedstawiony w dosyć interesujący sposób. Podoba mi się kreacja bohaterów, choć "mroczne" plany Sebastiana podałaś zbyt dosłownie, na talerzu - brak subtelności niecnego knucia.
Widzę, że masz już Betę lub sama dokładnie sprawdzasz i dopieszczasz tekst, bo jest raczej poprawny stylistycznie - lubię czytać teksty ładne gramatycznie.
Mam nadzieję szybkie dodanie kolejnego rozdziału.
Yuuki
Współczesny Niemowlak
Współczesny Niemowlak
 
Posty: 10
Dołączył(a): 02 maja 2010, 14:06

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 20 kwi 2011, 01:48

Rozdział 11 - Zemsta i ucieczka

Ostatni rozdział ze stycznia był... No, no... Biję rekordy, nie ma co. -_-

Tak więc... mamy rozdział 11. Za błędy i późne dodanie nowego rozdziału przepraszam.



Słońce chyliło się ku zachodowi. Ciel był już bardzo zmęczony ciężką pracą w ogrodzie, a miał jeszcze posprzątać w hallu. Sebastian ostatnio odstąpił od reguły normowanego czasu pracy i nie pozwalał mu iść spać, dopóki ten nie wypełni swoich obowiązków. Tym razem jednak chłopak nie wytrzymał.

Szybkim krokiem przemierzał długie korytarze posiadłości, szukając Sebastiana. W końcu znalazł go w bibliotece.

- Mam tego dosyć!!! ? krzyknął od progu.

Sebastian lekko zdziwił się w pierwszej chwili. Przyjrzał się uważnie hrabiemu, po czym uśmiechnął się lekko.

- Czego masz dosyć? ? spytał podejrzanie spokojnym, słodkim głosem.

- Mam dosyć bycia traktowanym? w ten sposób! Nie dość, że SAM muszę pracować od rana do nocy, to jeszcze mnie wykorzystujesz jak tanią dziwkę, by następnego dnia udawać, że nie istnieję!

- Przeszkadza ci, że musisz sam sprzątać? Ja robiłem to przez kilka lat. Czujesz się wykorzystany i odrzucony? A myślisz, że jak ja się czułem, kiedy jednej nocy byłeś ze mną, a następnej? z nią? Kiedy bałeś się jej powiedzieć, że to nie ją kochasz?

Ciel zamilkł na chwilę, patrząc na demona, kompletnie zbity z tropu.

- Nie musiałeś pracować sam. Miałeś do pomocy Barda, Maylene, Tanakę i Finny?ego. To twoja wina, że nie umiałeś ich właściwie zagonić do pracy.

- Nie umiałem, bo to w ich przypadku było niemożliwe.

- Było możliwe, co udowodnił Agni.

Sebastian zamilkł. Czerwone, rozzłoszczone oczy wpatrywały się w Ciela z czystą nienawiścią.

- Jak tak bardzo ci zależy, załatwię ci kogoś do pomocy. A co do drugiej kwestii, to się nie martw. Więcej cię nie dotknę. Brzydzę się tobą.

?Brzydzę się tobą.? Te słowa odbijały się echem w umyśle chłopaka i rozdzierały jego duszę i serce na kawałeczki. Nigdy nie spodziewał się usłyszeć czegoś równie bolesnego z ust Michaelisa.

Phantomhive nic na to nie odpowiedział. Bliski łez, wyszedł z pomieszczenia.


Następnego dnia Sebastian przyprowadził do posiadłości kobietę. Młodą, głośną i bez wątpienia niezbyt dobrze wychowaną. Ciel spojrzał z obrzydzeniem na nią i na jej natarczywość w stosunku do demona. Michaelis zaś wydawał się być całkiem niezrażony jej anonsami. A nawet więcej.

- Ciel. To jest nowa służąca. Bądź dla niej miły i oprowadź ją po posiadłości. ? rzekł Sebastian, wyślizgując się z objęć dziewczyny. Chwilę później znikł w cieniu korytarzy.

Hrabia świdrował nowoprzybyłą zimnym spojrzeniem. Kiedy ta to dostrzegła, uśmiech na jej twarzy zamienił się w strach.

Na ten widok niewielki uśmieszek zagościł na twarzy chłopaka.

- Chodźmy? - zawołał do niej, kierując się do drzwi.

-?dziwko. ? dokończył pod nosem. Widział strach w oczach dziewczyny. I bardzo go to cieszyło.


Następnego dnia chłopak z radością wstał z łóżka. Był świadom, że nowa służąca wcale nie będzie mu pomagać. Ale, jak na razie, Sebastian nic o tym nie wspominał, toteż postanowił zawalić dziewczynę natłokiem zadań. Sam, rzecz jasna, również się nie oszczędzał. Nie chciał przecież, by demon zbyt szybko zwrócił mu uwagę.

Ciel z radością patrzył, jak nowoprzybyła wypruwa sobie flaki, próbując umyć podłogę czy zetrzeć kurze. Słyszał, jak miota przekleństwami pod jego adresem. Nie zareagował jednak na nic i z uśmiechem na twarzy nadal dręczył dziewczynę. Oczywiście, w ramach przyzwoitości. Poza tym, praca szła dużo szybciej, kiedy miał pomocnika.

Jak okazało się wieczorem, dziewczyna wcale nie miała ochoty rezygnować z Sebastiana, pomimo swego zmęczenia.

?Ta suka ma taką chcicę, że jest gotowa umrzeć z wycieńczenia? ? pomyślał Ciel, z obrzydzeniem patrząc na służącą ubraną w wyzywającą sukienkę i próbującą uwieść Sebastiana. ? ?Cóż? Jak chce. I tak nie będę po niej płakał?.

Hrabia wyszedł z posiadłości. Starał się o niczym nie myśleć i dalej godnie znosić poniżenia. Bo przecież wiedział, że po to właśnie demon wybrał taką osobę na jego pomocnicę.

Nim się spostrzegł, znalazł się przed wejściem do mauzoleum, które go tak zainteresowało jakiś czas temu. Miał nadzieję, że ujrzy w nim swoją żonę. Potrzebował jakiegoś towarzystwa, a przede wszystkim chciał ją przeprosić. Bądź, co bądź ? nie myliła się co do Sebastiana. To on był głupi i naiwny.

Ciel rozejrzał się dookoła. Niedaleko leżał metalowy pręt z ogrodzenia. Bez chwili wahania wziął go i zaczął szarpać się kłódką do grobowca. Była stara i zardzewiała, więc istniały szanse, że uda mu się ją otworzyć. Po dwudziestu minutach bezskutecznej walki, rzucił ze złością pręt, a sam usiadł na ziemi. Nagle poczuł coś ciepłego i miękkiego na swoich kolanach.

- Midnight!... Co ty tu robisz? ? spytał chłopak, delikatnie głaszcząc kota. Zwierzę spojrzało mu w oczy i upuściło coś z pyszczka. Phantomhive powoli podniósł przedmiot i bacznie mu się przyjrzał. Był to stary, zardzewiały klucz.

Hrabia po chwili wstał i niepewnie podszedł do grobowca. Włożył klucz w kłódkę i powoli przekręcił. Pieczęć natychmiast ustąpiła i z cichym brzękiem upadła na ziemię. Ciel pośpiesznie zdjął łańcuchy.

?Albo teraz, albo nigdy?? ? pomyślał, powoli otwierając drzwi.

W środku było ciemno i duszno. Chłopak poczekał chwilę aż pomieszczenie się przewietrzy. Po kilku minutach wszedł do środka.

Centrum pomieszczenia stanowił oszklony grób, dokładnie taki, w jakim spoczywała Carolyne. Dookoła leżały popękane dzbany i coś, co zapewne kiedyś było kwiatami.

Ciel nie był przekonany, czy aby na pewno chce wiedzieć, kto został pochowany w mauzoleum. Z drugiej jednak strony, czuł, że musi się dowiedzieć.

Mocno zacisnął oczy i przetarł szkło rękawem.

?To ona! To naprawdę ona!? ? pomyślał, gdy spojrzał na twarz nieboszczki. Choć przypuszczał, że ją tu zastanie, nie zmniejszało to wcale szoku w jakim obecnie się znajdował. Wybiegł z grobowca, jak poparzony i popędził do posiadłości.

Popędził wzdłuż hallu, następnie schodami na piętro. Biegł tak szybko, że z trudem łapał oddech. W końcu zatrzymał się. A wtedy jego uszu dobiegły dźwięki, których wcale nie chciał słyszeć.

Powoli podszedł do drzwi jednej z sypialni, dokładnie tej, z której owe dźwięki się wydostawały. Drzwi były lekko uchylone.

Wiedział doskonale, co zastanie w środku. Pomimo wszystko miał naiwną nadzieję, że się myli. Przez niewielką szparę zajrzał do pomieszczenia.

Ciel patrzył na to, nie mogąc uwierzyć. Wszedł do środka. Tymczasem Sebastian i pokojówka uprawiali seks na jego oczach, jakby go w ogóle nie spostrzegli.

- Pewnego dnia? - zaczął cicho. Demon i dziewczyna zamarli, po czym odwrócili głowy w jego stronę. ? Pewnego dnia zapłacisz mi za to. Przysięgam ci, że się zemszczę!

Ciel posłał im przepełnione nienawiścią spojrzenie, po czym wybiegł z sypialni ze łzami w oczach. Nie były to jednak łzy smutku, co raczej złości z poczucia bezradności.

Tymczasem Michaelis trwał przez chwilę bez ruchu. Był głęboko przekonany, że przez ułamek sekundy widział dwóch Cielów. Z czego jeden miał? czerwone oczy.


Dni mijały. Domniemana pomoc, okazała się być dla chłopaka dodatkowym obciążeniem. Sebastian postanowił uczynić z dziewczyny jawnie swą kochankę, w związku z czym musiał usługiwać obojgu. A wcale nie było to przyjemnie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że dziewczę pomiatało nim jak kawałkiem szmaty.

?- Ciel! Podaj mi tę książkę!?

?- Ciel! Przynieś mi moją chusteczkę!?

?- Ciel! Wymyj okna, bo aż tu ciemno!?


I wciąż tylko ?Ciel! Przynieś. Podaj. Wymyj?? Po dwóch tygodniach miał tak dość nowej lokatorki, że tylko czekał na okazję, by ją zabić.

Jedynym źródłem ukojenia było mauzoleum, gdzie przychodził po dniu pracy, kiedy wiedział, że jego ?pani? śpi lub zabawia się w najlepsze z demonem. Hrabia przynosił też ze sobą butelkę wina lub dwie, by wypić je w samotności. Czasem tylko Midnight przychodził mu towarzyszyć.


Tego dnia, Phantomhive jak zwykle miał nawał obowiązków. Wyjątkowo Sebastian kazał mu wysprzątać swój gabinet. Zwykle chłopak nie miał tam wstępu, więc sprawa była dziwna. Mimo podejrzeń o podstęp, posłusznie zabrał się za porządki w ów pomieszczeniu.

Kiedy zakończył ścieranie kurzu z półek, mycie podłogi i okien, przyszedł czas na zajęcie się biurkiem. Ciel nie był pewien, czy winien je ruszać. Z drugiej jednak strony, demon kazał mu posprzątać gabinet. Nic nie mówił, że biurko ma pozostawić jak jest.

Powoli, rzecz po rzeczy, ocierał je z brudu i kładł na właściwe miejsce. Leżących tam papierów nie czytał, jedynie poukładał w kupki i umieścił na skraju mebla tak, aby zajmowały jak najmniej miejsca. Nagle coś przykuło jego uwagę.

Jedna z szuflad była zamykana na klucz. Klucz zaś spokojnie tkwił w zamku, jakby ktoś niechcący o nim zapomniał. Chłopak wiedział, że powinien był zostawić zawartość szuflady w spokoju, jednak dziwna ciekawość pchała go, aby bliżej przyjrzeć się temu bliżej. Nim jednak to zrobił, poszedł zamknąć drzwi i upewnić się, że nie ma nikogo w pobliżu. Szybko otworzył szufladę i wyjął niewielką książeczkę, która okazała się być? pamiętnikiem.

Znalezisko było dla niego zaiste zdumiewające. Rozpoznał eleganckie pismo Sebastiana. Jednakże sama treść była jeszcze bardziej zaskakująca. W zasadzie był tam tylko jeden wpis, ale jakże wymowny. Ciel czytał go, nie mogąc uwierzyć. Czyżby wtedy, gdy powstała ta notatka, był ważny dla demona?

Ciel jeszcze raz spojrzał na wpis sprzed półtora roku. Poprzednie kartki były wyrwane, a wszystkie kolejne - puste. Odłożył pamiętnik na miejsce, idealnie tak jak leżał wcześniej. Zamknął szufladę, po czym wyszedł z gabinetu.

Ciel cały dzień zastanawiał się nad pamiętnikiem Sebastiana. Nigdy by go nie posądzał o pisanie takich bzdur. Ale w tekście można było wyczuć współczucie i troskę... A może to kolejna iluzja mająca na celu zaprowadzenie go na skraj szaleństwa? Co się stało z Sebastianem? Dlaczego go tak krzywdzi? Czy to jego wina? Co się zmieniło?
Te pytania nadal pozostawały bez odpowiedzi.

Jak zwykle udał się na grób żony. Wziął ze sobą dwie butelki wina. Piwnice były i tak na tyle wypełnione, że nikt nawet nie powinien się spostrzec o niewielkim ubytku. Zresztą, w tamtej chwili nie miało to dla niego znaczenia. Chciał jedynie poukładać myśli. Jeszcze raz spróbować wniknąć w umysł demona.

Nim się zorientował, obydwie butelki były opróżnione. Zawsze dziwiło go, że po takiej ilości alkoholu umiał wytrzeźwieć do rana na tyle, by nic nie można było po nim poznać. I tym razem naszła go ta myśl, wywołując krótki śmiech. Po chwili jednak ten błysk dobrego nastroju na powrót zgasł.

Siedzący obok niego Midnight zdawał się natychmiast wyczuć jego zmianę nastroju i ułożył się na jego kolanach, jakby próbując pocieszyć. Ciel pogłaskał kota po główce, sycąc się ciemnością i ciszą nocy.

- Ach, tu jesteś, Ciel? - odezwał się kobiecy głos. ? Już od kilku nocy się zastanawiam, dokąd mi tak znikasz?

Chłopak zerwał się z ziemi, ale nic nie powiedział. Rzucił dziewczynie nienawistne spojrzenie. Tymczasem ona posłała mu cukierkowo słodki uśmiech.

- To twoja kochanka, tak? Czy może żona? Zresztą, co za różnica? Jest bardzo piękna nawet jak na trupa. Pociesz się jej widokiem, bo jutro już zapewne jej nie ujrzysz.
Nie mogę przecież dopuścić, by coś cię rozpraszało od twoich obowiązków, prawda? Bo nie daj Bóg, byłbyś potrzebny w nocy. A ciebie nie ma, bo siedzisz przy zwłokach! Ha ha ha! Sebastian byłby zły, nie sądzisz?...

- Ty dziwko! Ty pieprzona dziwko! Najpierw zabierasz mi Sebastiana a teraz ją?! O, nie! Nie pozwolę ci!

Ciel chwycił za jedną z butelek i rozbił ją w połowie. Nim kobieta zdążyła zareagować, chłopak zaczął wbijać jej szkło w twarz.

Krew, kawałki skóry i twarzoczaszki leżały na ziemi. Z twarzy dziewczyny właściwie nic nie zostało. Hrabia przyglądał się chwilę skutkom swojego czynu. Nie żałował. Ale wiedział, że musi uciekać.

Wybiegł z mauzoleum i pokierował się do płotu. Na szczęście była w nim dziura przez którą z łatwością wyszedł.

Stał na polnej drodze. Naprzeciw niego była polana, a dalej las. Wiedział, że w lesie może zginąć, a droga najpewniej zaprowadzi go do jakiegoś miasta lub wsi. Skręcił w lewo i puścił się pędem.

Po godzinie biegu w końcu się zatrzymał. Dookoła było ciemno, a po obu stronach drogi był las. Krzyki leśnych zwierząt bynajmniej nie dodawały mu otuchy.

Nagle ciszę przerwał tętent konia. Dźwięk bez wątpienia pochodził od frontu, więc nie mógł to być Sebastian. Mimo to, ciel na wszelki wypadek skrył się w zaroślach.

Zakapturzony jeździec wyłonił się zza zakrętu i zatrzymał tuż obok kryjówki Phantomhive?a.

- Hej, hrabio Phantomhive? Podwieźć cię gdzieś? ? spytał dziwnie znajomy głos.
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 16:48 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 22 cze 2011, 16:04

Znowu tyle czasu przerwy... Przepraszam. Kłopoty w szkole i w domu. Przez wakacje postaram się nadrobić zaległości. Mam nadzieję, że długość rozdziału wynagrodzi Wam tę długą przerwę.



Rozdział 12 - Przed burzą



Ciel przyjrzał się zakapturzonej postaci. Głos brzmiał znajomo, ale nie wiedział, komu go przypisać. Mężczyzna zdjął kaptur i oczom hrabiego ukazał się? Eric Nightdoor.

Phantomhive przyjrzał się podejrzliwie demonowi.

- Nie obawiaj się. Naprawdę chcę ci pomóc ? rzekł Eric, uśmiechając się łagodnie. Wyciągnął rękę w stronę chłopca.

Ciel zawahał się. Po chwili jednak zdecydował, że i tak nic gorszego już go nie spotka. Chwycił mocno dłoń demona i wspiął się na konia.

- Trzymaj się mocno? - szepnął Eric, uśmiechając się szerzej i spinając konia do galopu. ? Będziemy lecieć, żeby nie zostawiać śladów.

- Lecieć? ? zdziwił się Ciel, ale nim zdołał uzyskać odpowiedź, co demon miał na myśli, po bokach konia pojawiły się ogromne, czarne skrzydła i zwierzę wzbiło się w powietrze.

Chłopak zaciskał z całych sił dłonie na siodle. Widoki z wysokości, na której się znajdowali, były niesamowite. Wszystko wydawało się być maleńkie, łagodnie oświetlone blaskiem księżyca. Zimny wiatr owiewał Ciela mocno, wywołując dreszcze.

Demon spostrzegł, że hrabia drży. Bez słowa zdjął płaszcz i okrył nim Phantomhive?a.

Ciel obrócił głowę, zdziwiony tym gestem, lecz nic na to nie odpowiedział.

?Sebastian?? ? przeszło mu przez myśl. Smutek powrócił i piękne widoki nagle stały się odległe, chłodne i puste.

- Oprzyj się o mnie, jeśli jesteś zmęczony ? powiedział cicho Eric, dostrzegłszy zmianę w nastroju chłopca.

Hrabia przytaknął głową, choć miał wrażenie, że słowa jedynie przepłynęły przez niego i nie do końca wiedział, na co się zgodził.

Zmęczenie dogoniło go, gdy dookoła stawało się widno. Walczył z tym uczuciem, lecz w końcu stało się zbyt silne i zasnął, przez co omal nie spadł.

Nightdoor złapał Phantomhive?a i oparł o siebie. Przyjrzał się bacznie twarzy chłopca.

?Jak można skrzywdzić kogoś takiego?? ? zastanawiał się.


***


Kolejne trzy dni Ciel spał bez przerwy. Eric zaczął się zastanawiać, czy nie powinien go obudzić. Jednak łagodny, niemalże anielski, wyraz twarzy śpiącego chłopaka skutecznie go do tego zniechęcał.

Demon stał przy łóżku, przyglądając się Phantomhive?owi. Nachylił się nad nim i, uśmiechając się, delikatnie pogłaskał go po policzku.

Oczy Ciela otworzyły się natychmiast. Spojrzał na Nightdoor?a zdziwiony. Kiedy dotarło do niego, co ów właśnie robił, miał ochotę na niego wrzasnąć i go odepchnąć. Nim jednak zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, Eric zabrał rękę i, jak gdyby nigdy nic, zapytał czy nie jest głodny.

Chłopak patrzył na niego podejrzliwie, ale zgodził się na posiłek.

Chwilę później demon powrócił z tacą, na której mieściła się miska zupy, a na talerzu obok ryba, jakaś sałatka oraz kilka kromek chleba. Pomimo prostoty dania, wyglądało i pachniało naprawdę imponująco.

- Dziękuję. Naprawdę mi smakowało. ? rzekł hrabia, uśmiechając się lekko. Od tak dawna nie jadł porządnego posiłku. A już na pewno nie czegoś równie dobrego.

- Nie ma za co? Odpoczywaj. Jakbyś był głodny lub byś czegoś potrzebował wystarczy zawołać. ? odpowiedział Eric, odwzajemniając uśmiech.

- Chciałbym się wykąpać?

- Dobrze. Chodź za mną.

Ciel wstał i ruszył za demonem. Posiadłość, w której się znajdowali była dość duża. Korytarze były niezwykle przestrzenne i kręte. Łatwo się można było zgubić.

W końcu dotarli na miejsce. Łazienka była urządzona w czarnym marmurze z białymi i czerwonymi ozdobami.

- Pomóc ci czy sam sobie poradzisz? ? pytanie Erica nagle przerwało ciszę. Choć zupełnie normalne, Cielowi wydało się ono dziwnie brzmieć w ustach demona. Myśl, że on miałby mu pomagać przy kąpieli?

- Poradzę sobie? - odrzekł, mierząc Nightdoora podejrzliwym spojrzeniem.

- Oczywiście? - mruknął pod nosem i zniknął za drzwiami. Chciał chłopakowi powiedzieć, że nie ma zamiaru go skrzywdzić, jednak wydało mu się to jeszcze gorszym pomysłem.

Hrabia nie spieszył się z kąpielą. Woda była przyjemnie gorąca. Rozluźniała napięte od stresu mięśnie.

Wracał myślami do czasów, gdy Sebastian był jego lokajem. Gdy pomagał mu w kąpieli i jak bardzo te kąpiele były przyjemne. I o ile były przyjemniejsze rzeczy, które robili przed, po, lub też w trakcie ich trwania. Kiedy wydawało mu się, że demon naprawdę coś do niego czuje.

A teraz została pustka. Atrapa serca, którego środek ktoś wypalił z pełnym okrucieństwem. Oraz strach, że ta właśnie osoba zapuka niespodziewanie i przyjdzie go ukarać.

Przy czym kara była zapewne daleka od ?łagodnej?.

Kiedy o tym rozmyślał, rozległo się pukanie do drzwi. Ciel zamarł.

- Wszystko w porządku? ? rozległ się głos Erica.

- T-tak? Tak. ? odrzekł, wzdychając z ulgą. ? Zaraz wyjdę.

- Nie musisz się spieszyć. Chciałem się tylko upewnić, czy nie zemdlałeś. Siedzisz już tam ponad godzinę, a zważając na twój stan omdlenie, jest dość prawdopodobne.

- Nic mi nie jest. Czuję się dobrze?

Demon nic już więcej nie powiedział. Jego kroki rozległy się echem po korytarzu.

?Zabawne? Tak bardzo mi przypomina dawnego Sebastiana, że prawie bym się w ten sposób do niego zwrócił?? ? pomyślał hrabia, śmiejąc się cicho.

Choć tak naprawdę był daleki od rozbawienia.

***

Dni upływały.

Michaelis nie pojawił się w drzwiach kryjówki Ciela, z czego ów był zadowolony. Nightdoor okazał się być bardzo miłym towarzyszem i młody hrabia powoli zaczął odpoczywać w jego towarzystwie.

Długie miesiące zamieniły się w rok. Phantomhive przestał już myśleć o swoim byłym demonicznym lokaju. Wspólnie z Erikiem wiele podróżowali po Europie i ich więź zaczęła się pogłębiać. Mocno pogłębiać.

Może nawet zbyt mocno, jak na gust młodego mężczyzny, ale nie komentował tego w żaden sposób. Potrzebował kogoś bliskiego. Kogoś, komu może zaufać.

Ale jeden demon go oszukał. Czy powinien ufać innemu?... To pytanie cały czas tkwiło w jego głowie. Jednak długie, wspólne wieczory powoli je wyciszały.

Pomimo, że Eric przez swą rasę był ucieleśnieniem zła, tworzył wokół siebie aurę niewymuszonej dobroci. Hrabia wielokrotnie widział, jak Nightdoor pomaga biednym i sierotom. Częstuje ich jedzeniem. Wspomaga finansowo. Zupełnie, jakby chciał odkupić winę swojego istnienia.

Nie zawsze spędzali czas na całonocnych konwersacjach o polityce, filozofii, czy zagadkach kryminalnych. Oczywiście, uwielbiali wspólne dyskusje, ale czasem lubili po prostu siedzieć w jednym pomieszczeniu, w ciszy, a każdy zajmował się swoimi sprawami.

Co zaskoczyło Phantomhive?a to to, że wielokrotnie przyłapywał demona na tym, że mu się dziwnie przypatruje. Z początku ignorował to i zrzucał winę na swoją wybujałą wyobraźnię, lecz gdy się dłużej nad tym zastanawiał wysuwał się dość prosty wniosek.

Eric się w nim zakochał.

Ciel jednak ani razu nie wypowiedział na głos swoich przemyśleń w obawie, że może stracić przyjaciela. Aczkolwiek krępowało go, iż Nightdoor traktuje go niemal z uwielbieniem.

Zapraszał go do teatru, na bale. Kupował kosztowne stroje i jeszcze droższe sygnety. Wynajmował najdroższe mieszkania.

Osobiście też zajmował się jego ubieraniem i czesaniem. Hrabia chwilami czuł się jak muzealny eksponat lub ulubiona lalka. Ale dzięki temu mógł wspominać czasy u boku Sebastiana. Wtedy, gdy jeszcze wszystko było normalnie. Dodatkowo, nie umiał się odwdzięczyć Nightdoor?owi za wszystko, co ten dla niego robił. A robił wiele, choć przecież nie musiał.

***

Był to ich ostatni wieczór w Paryżu. Ciel czytał jakąś książkę, podczas gdy demon pisał list. Wesoły gwar uliczny nie przeszkadzał im w niczym. Jednak owe przyjemne milczenie stało się dziwnie napięte. Hrabia wiedział, że Nightdoor ma coś do powiedzenia. Coś ważnego. A mimo to wciąż zwlekał. Mając dość już dalszego czekania, odłożył książkę i podszedł do biurka, przy którym siedział demon.

- Chcesz mi coś powiedzieć? - chciał się spytać, ale wyszło mu stwierdzenie. W dodatku, zupełnie celne.

- Sebastian nas szuka. I bez wątpienia niedługo znajdzie, choć bardzo starałem się zacierać ślady. ? odrzekł po chwili namysłu demon.

Ciel otworzył usta, nie wiedząc, co powiedzieć.

- Ile mamy czasu?... ? zapytał w końcu.

- Myślę, że jakieś trzy dni. Moi przyjaciele starają się mu utrudnić drogę najbardziej, jak to możliwe? Jednakże, okazuje się być całkiem potężnym demonem.

Kiedyś na określenie Michaelisa ?potężnym? czułby dumę. Dziś czuł jedynie strach.

- Co robimy w takim razie?

- Nic?

- Jak to ?nic??

- Przemieszczanie się w chwili obecnej niepotrzebnie ściągnie na nas więcej uwagi i nasz czas się skróci. Będę z nim walczyć, choć? nie spodziewam się zwycięstwa.

- Czy? Czy myślisz? że on cię zabije? ? wyszeptał Ciel. Bał się znowu stracić kogoś bliskiego. A Eric Nightdoor był mu bliski. Był jego najbliższym przyjacielem?

- Tak myślę. Zrobię co w mojej mocy, by cię ochronić, ale nie spodziewam się wrócić żyw. Dlatego weźmiesz ze sobą ten list już teraz i gdy przyjdzie czas walki, uciekniesz na mój znak i pobiegniesz szukać adresatki.

- Ale skąd będę wiedział, dokąd biec?

- Uwierz mi, że będziesz.

Młodzieniec nic na to nie odpowiedział. Nie potrafił też ukryć smutku, który nagle zalał jego serce.

- Nie smuć się. Wszystko będzie dobrze. Obiecałem Carolyne, że się tobą zaopiekuję tak, abyś był szczęśliwy. Dlatego? dlatego choćby nie wiem, co się stało i jak długo ten koszmar będzie jeszcze trwać, uwierz mi, że będzie dobrze.

Ciel spojrzał na Erica. Blade, pełne wargi demona były wygięte w ciepłym uśmiechu. Spojrzenie jego ciemnobrązowych, dużych oczu również było przesycone tym przyjemnym ciepłem.

Choć wspólnie spędzili tyle czasu, hrabia nigdy nie dostrzegł piękna siedzącego przed nim demona, tak jak je widział teraz. Blada, gładka skóra oświetlona przez łagodne światło świecy wydawała się delikatnie jaśnieć. Dodatkowo, tworzyła kontrast do ciemnej barwy oczu i włosów, które, nawiasem mówiąc, były w identycznym kolorze.
Wysokie, wystające kości policzkowe nadawały mu arystokratycznych rysów twarzy, podobnież jak prosty, zgrabny nos. Gęste loki włosów opadały lekko na lewe oko, podczas gdy te znajdujące się z tyłu głowy były spięte w luźny kucyk ? długi, ale nie za długi.

Nightdoor uśmiechnął się szerzej, widząc jak Ciel mu się przygląda. Już miał coś powiedzieć, gdy nagle Phantomhive pierwszy przerwał ciszę.

- Skąd wiesz, że przegrasz? Czemu to właśnie zakładasz? ? spytał szybko, lekko zakłopotany.

- Bo widzisz? Twój Sebastian urodził się demonem. I to demonem wysokiej rangi. Mnie przemieniono?

- Przemieniono? Nie sądziłem, że jest to możliwe.

- Oczywiście, że jest. Problem w tym, iż jest to proces nieodwracalny.

- Jak? Jak to się stało?...

- To długa historia? Lepiej usiądź.

Hrabia wykonał polecenie, zajmując miejsce naprzeciw demona.

- Nie jestem zbyt stary. Mam zaledwie 123 lata. To bardzo niedużo jak na tę rasę. Podobnie jak ty, przeżyłem tragedię. Zamordowano mi żonę oraz moich dwóch synów. Byłem żołnierzem, ruszyłem na wojnę.

Na wojnie, jak się domyślasz, widziałem tylko krew, ból i cierpienie. Moi przyjaciele ginęli na moich rękach, część pozostawała zaginiona. Ja, z przyczyn mi niewiadomych, uparcie trzymałem się życia. Być może było to w nadziej powrotu do domu. Byłem ranny nie raz i nie dwa? Wielokroć medycy wojskowi nie dawali mi żadnych szans. A mimo to za każdym razem udawało mi się powrócić do zdrowia.

Przez pięć lat tułałem się po frontach. Zabijałem w okamgnieniu. Nie obawiałem się zabicia również kobiet w ciąży czy dzieci. Na początku, owszem, były opory, lecz z czasem i one zanikały. Chciałem jedynie wrócić. Byłem gotów wykonać każdy rozkaz, byle tylko mi na to pozwolono.

W końcu wycofano mnie z frontu. Wojna się skończyła. Szczęśliwy wróciłem do mojej ukochanej żony i dzieci.

Choć bardzo chciałem, nie potrafiłem wymazać z pamięci tego, co przeżyłem przez te pięć lat. Moja żona to widziała i starała się mi pomóc. Pomimo to, byliśmy naprawdę szczęśliwym małżeństwem.

To stało się w przeddzień rocznicy naszego ślubu. Do naszego domu weszło kilku mężczyzn. Jeden z nich, Frederic, pod moją nieobecność zalecał się do mojej żony, ale ona pozostała mi wierna. Wściekł się, gdy dowiedział się, że wróciłem. On i jego koledzy wyjęli broń. Najpierw zabili dzieci. Potem ją. A na końcu strzelili do mnie.

Dom podpalili i uciekli. Ja leżałem w kałuży krwi, prosząc o śmierć. Ale wtedy z płomieni wyłoniła się dziewczynka. Wyglądała na jakieś 10 lat. Miała bardzo długie, proste, białe włosy, oczy prawie pozbawione koloru i idealnie białą skórę. Prosta, czarna sukienka tworzyła kontrast z jej urodą.

Nie odezwała się ani słowem. Położyła mi rękę na czole. Moje ciało przeszyła fala gorąca. Wszystko dookoła zajaśniało i potem nastała ciemność.

Kiedy się obudziłem, wyjaśniła mi, że przemieniła mnie w demona i chce, bym jej towarzyszył przez jakiś czas.

I faktycznie tak się stało. Wiele podróżowaliśmy, tak jak ja z tobą. W tym czasie pokazywała mi moje możliwości. Z początku było mi ciężko przez myśl o stracie rodziny, jednak moje demoniczne możliwości dawały mi coraz większą radość. Oraz możliwość zemsty. Co dziwne, nigdy nie wyjawiła mi swego imienia, choć tak wiele razy o nie pytałem.

Pewnego dnia oznajmiła mi, że odchodzi. Tak po prostu. Na odchodne rzuciła mi jedynie, że ma na imię Mastema.

- Szatan? ? zdziwił się Ciel. ? Myślałem, że Lucyfer to mężczyzna.

- Zło lubi przybierać najbardziej niewinną formę?

- Każdy demon jest zdolny przemienić człowieka?

- Tego nie wiem. Nie wiem też, jakimi pobudkami się kierowała wtedy?

- Żałujesz?

- Nie? W sumie nie.

Hrabia westchnął cicho.

- A powiesz mi chociaż kim jest ta kobieta, u której mam się schronić?

- Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie?

Młody mężczyzna zamyślił się chwilę.

- To ja pójdę spać. ? rzekł, po czym wstał z krzesła i zaczął kierować się ku drzwiom swojej sypialni.

- Ciel? ? odezwał się nagle Eric. ? Zaczekaj.

Demon nagle znalazł się tuż przed Phantohive?em.

- Chcę, żebyś wiedział, że nie pomagam ci tylko ze względu na kontrakt z Carolyne? - to stwierdzenie zszokowało hrabiego. Już otworzył usta, by coś powiedzieć, kiedy demon go?

Pocałował.

Ciel był zbyt zaskoczony, żeby zareagować. Ta krótka chwila bierności sprawiła, że zaczął rozkoszować się pieszczotą.

Pocałunek stawał się z każdą chwilą bardziej namiętny. Czuł napływające gorąco i pragnienie. Eric zaczął go delikatnie kierować w stronę sypialni. Młodzieniec upadł na łóżko. Nightdoor nachylił się nad nim, by za chwilę zacząć całować jego szyję. Phantomhive czuł jak chłodna dłoń rozpina jego koszulę, aby kilka sekund potem wędrować w dół jego odsłoniętego torsu.

- Se? Sebastian!... ? jęknął w przypływie przyjemności. Szybko zaczął żałować słowa, które nieopatrznie wymknęło się z jego ust.

Demon zamarł. Spojrzał Cielowi w oczy, nie kryjąc przy tym smutku i bólu.

- Przepraszam? J-ja? - zaczął hrabia, nie wiedząc, co powiedzieć.

- Nadal go kochasz, prawda? ? zapytał Eric, zdobywając się na niewielki uśmiech.

- N-nie? nie wiem. ? odrzekł Phantomhive po chwili namysłu.

- To nic. Będę cię bronił ze wszystkich mimo wszystko? mimo to, że nie odwzajemniasz mojego uczucia. ? wyszeptał demon z pogodnym uśmiechem, głaszcząc hrabiego po głowie. ? Dobrej nocy?


Ciel siedział na łóżku, nie wiedząc, co powinien o tym wszystkim myśleć.

Znienawidził Sebastiana. Życzył mu śmierci. Był żądny zemsty. Chciał zobaczyć jego martwe ciało, leżące pod jego nogami. Chciał go własnoręcznie zabić. Och, tak? Pragnął tego całą duszą i umysłem.

Ale cichy, prawie niesłyszalny głos w jego głowie mówił mu, że wcale tego nie chce?

Jak zwykle, zapraszam do komentowania.
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 16:59 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 3 razy
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Morwena » 22 cze 2011, 17:09

Witam!
Hmm, podoba mi się Twój pomysł na dalsze losy Ciela i Sebastiana, będące pasmem chaosu, tragedii i ogólnego zdemonienia. Chociaż może warto chłopakowi w przyszłości trochę odpuścić (a urządzić piekło komuś innemu). Duże wrażenie zrobiła na mnie żona Ciela, myślę, że była bardzo interesująca (choć - jak prawie(?) wszystko w Twoim opowiadaniu - nieszczęśliwą); jak na razie jest jedną z dwóch moich ulubionych postaci. I w ostatnim rozdziale troszkę mi o niej przypomniałaś. Jednak zastanawia mnie zachowanie Ciela - przeszedł pewną ewolucję, ale stał się przez nią jakiś... no taki wymęczony, oklapły - również jako postać literacka w Twoim przypadku. Nie złamało go zamordowanie rodziców (ewentualne okaleczenia to inna sprawa), a u Ciebie wypłukały go uczucia. Zdecydowanie wolę go jako poznanego w anime zbyt dojrzałego i impertynenckiego chłopca.
Polubiłam za to Erica - druga ulubiona postać. Niestety upakowałaś go praktycznie w jeden rozdział - całą jego historię, opiekowanie się Cielem, podróże... Za dużo elementów jak na jedną część, tym bardziej, że te elementy w pojedynkę są bardzo interesujące. Tutaj jest znowu dziwny przeskok - od wieloczęściowych wyskoków Sebastiana do jednoczęściowego, spokojnego, nieco smutnego odpoczynku. Tylko jedna wzmianka o pościgu, choć wszyscy go czują itd... Z tego przecież można było zrobić prawdziwą bombę zegarową! Dlatego liczę na walkę demonów, na więcej pasji po prostu.
Co do scen erotycznych, na które trochę narzekałaś - no lepiej trochę nad nimi popracować. Wydają mi się wymuszone, trochę jak filmowe kadry, które pokazują jakiś urywek rzeczywistości, ale robią to bezdusznie, bez zaangażowania. Zresztą co do tych kadrów/filmów zgadzam się z Sis. Warto poczytać kilka części wstecz i powalczyć o spójność.
Życzę Weny i czasu!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 23 cze 2011, 18:26

Dziękuję. I cieszę się, że udało mi się stworzyć OC, które nie zostały z miejsca znienawidzone. :D
Tak, wiem, że trochę za dużo upakowałam w jeden rozdział, ale rozpływanie się nad tym, co się przytrafiło Ericowi i Cielowi zajęłoby mi zbyt dużo czasu i za mocno odeszłabym od głównego wątku. Miałam zbyt dużo pomysłów do zrealizowania. Ale jedno mogę zapewnić - nie jest to jednorozdziałowiec ExC. Jeszcze o nim wspomnę i pamięć o Ericu nie zaginie. A część wątków zostanie rozwinięta później... :mrgreen:
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 20 lip 2011, 02:52

Rozdziały krótsze, ale częstsze. Obiecuję.


Rozdział 13 - Biała królowa


- Witaj, Ciel? - obudził go znajomy szept. Hrabia natychmiast oczy. W ciemnościach błyszczała para krwistoczerwonych tęczówek.

Phantomhive zerwał się na równe nogi. Stał nieruchomo, wpatrując się w twarz Sebastiana. Usta demona były wygięte w niewielkim uśmiechu. Uśmiechu, który nie wróżył nic dobrego, a który przynosił grozę i lęk.

- Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś. Wyglądasz lepiej niż ostatnio. Wypadałoby to zmienić. ? zadrwił Michaelis. ? Chodź. Pora wracać do domu.

Sebastian chwycił młodzieńca za nadgarstek. Wtem drzwi otworzyły się z hukiem i w następnej chwili Michaelis leżał jak długi na podłodze, Eric przygważdżał go własnym ciałem.

- Ciel! UCIEKAJ! ? krzyknął Nightdoor. Ciel w kierunku drzwi. Jego nogi wydawały się nieść go same.

Znalazł się na zatłoczonej ulicy. Skręcił w lewo i biegł wzdłuż wąskich alej, szukając celu, którego i tak nie znał. Wiedział, że musi się znaleźć w miejscu wyznaczonym przez Erica. Oraz to, że ma się zdać na instynkt ? a może raczej na łut szczęścia.

?Nie, nie okłamałby mnie. Powiedział, że znajdę tę kobietę. Skoro tak powiedział, to tak się stanie? ? powtarzał w myślach. Tak bardzo chciał uwierzyć w tę obietnicę. Jednak cichy głos w głębi jego umysłu powtarzał ciągle:

?Już raz cię oszukał demon, któremu ufałeś bardziej niż Ericowi. Skąd pewność, że tym razem będzie inaczej??

Phantomhive usiłował zagłuszyć w sobie drugi głos i wskrzesić nadzieję, iż uda mu się znaleźć ową kobietę. A także nadzieję, że jego przyjaciel przeżyje?

***

Sebastian jednym ruchem wyślizgnął się z uścisku Erica i rzucił przeciwnikiem o ścianę. Zaskoczony Nightdoor szybko wstał i zaczął natarcie. Wymierzył kilka ciosów rękami, lecz żaden z nich nie sięgnął Michaelisa.

Sebastian uśmiechnął się lekko. Młody demon nie był dla niego żadnym przeciwnikiem. Wymierzył mu potężny kop w brzuch i Eric znów poleciał do tyłu.
Młody demon wiedział, że szanse są bardzo nierówne. Mimo to, postanowił przykuć na sobie uwagę Sebastiana i dać Cielowi jak najwięcej czasu na ucieczkę. Szybko wstał i chwycił wiszący na ścianie miecz.

Nightdoor nie znał rytów mogących zakląć broń tak, aby była zdolna do unicestwienia demona. Był to rodzaj wyższej magii, do której on nigdy nie miał dostępu. Mieczem, który właśnie trzymał w dłoniach, mógł jedynie zadać kilka bolesnych ran, które będą się goić dłużej niż normalnie.

?Dobrze być przygotowanym? Całe szczęście, że Sebastian nie zorientował się wcześniej, w przeciwnym razie z pewnością pozbawiłby mnie miecza już w chwili, gdy tu przyszedł.? ? pomyślał Eric, ustawiając się w pozycji obronnej i czekając na atak.

Nie musiał zresztą czekać długo. Michaelis wyjął spod płaszcza długi srebrny sztylet i ruszył wprost na Nightdoor?a.

Młodemu demonowi udało się odparować cios. Sebastian zaczął atakować coraz szybciej i bardziej natarczywie. On zaś mógł jedynie robić uniki, nie mając pola, żeby zamachnąć się mieczem. Cofał się do tyłu, unikając silnych zamachów. Nagle potknął się o stołek i przewrócił do tyłu.

Michaelis zdawał się tylko na to czekać. Uniósł sztylet wysoko, napawając widokiem swojej ofiary. Eric wykorzystał tę chwilę i kopnął Sebastiana tak mocno, że ów się przewrócił. Eric wstał szybko i wybił Michaelisowi sztylet z ręki. Zdecydowanym ruchem wbił ostrze miecza w klatkę piersiową Sebastiana.

- Czemu to robisz? ? spytał Eric, nie kryjąc złości i pogardy dla Michaelisa.

Sebastian zaśmiał się, krztusząc własną krwią.

- Zadałem ci pytanie i żądam odpowiedzi. ? rzekł Nightdoor, tracąc cierpliwość.

- Czy ty naprawdę sądzisz, że wymusisz ode mnie jakąkolwiek odpowiedź, grożąc tą zabawką? ? zaśmiał się ponownie, lecz Eric przekręcił ostrze. Ciało Sebastiana przeszył spazm bólu. ? Dobrze, powiem ci. Robię to? bo chcę.

Michaelis kopnął Erica tak, że ów leciał wprost na niego. Chcąc uniknąć przygwożdżenia, Sebastian rzucił spadające na niego ciało. Zgrabnym ruchem wyjął z piersi miecz i chwycił swój sztylet. Tym razem jednak, Nightdoor nie zdołał uskoczyć.

Silny ból przeszył jego bark. Eric krzyknął głośno i wylądował na kolanach.

- Wyrządzasz mu tyle krzywdy? a on cię mimo to kocha? Po co? Czemu? Czemu nie mógł pokochać? mnie? ? pytał Nightdoor, próbując jakoś się uspokoić, lecz ból mu na to nie pozwalał.

- Miłość?? Żałosne? Nawet jak na takiego żałosnego demona jak ty? - powiedział chłodno Michaelis i tym razem wbił ostrze w brzuch.

- Kochasz go?... ? wyszeptał Eric, czując, że powoli traci przytomność.

Sebastian zamilkł na chwilę.

- Oczywiście, że nie. ? rzekł spokojnym, wyważonym tonem.

- Nie? Pytam czy go kochasz?

Zapadło milczenie. Michaelis nie rozumiał, do czego zmierzał młody demon.

- Nie zastanawiałeś się? co będzie? gdy go? nie będzie?... ? wycharczał Eric. Zakaszlał chwilę potem i strużka krwi popłynęła z jego warg.

Nightdoor leżał bez ruchu. Jego oczy były zamknięte a oddech ustał. I wtedy Sebastian zrozumiał, o co chodziło demonowi. I wtedy w jego umysł wdarło się maleńkie ziarno wątpliwości.

***


Ciel biegł przed siebie. Bosymi stopami brodził w zaspach śniegu, a zimno stawało się nie do wytrzymania. Nie miał już siły iść dalej, ale musiał. Wiedział, że nie może się zatrzymać ? wtedy Sebastian by go znalazł i ofiara Erica poszłaby na marne.

?Właśnie? Eric, co się z tobą stało?... Czemu już cię? nie czuję?? ? zastanawiał się młodzieniec. Łzy napłynęły do jego oczu. Nie płakał, choć powstrzymywanie się kosztowało go wiele wysiłku.

?Pomszczę cię. Obiecuję?? ? pomyślał, po czym zemdlał.

Dziewczyna odziana w biel przypatrywała się młodemu człowiekowi, biegnącemu przez ośnieżoną polanę. Ubrany był jedynie w koszulę nocną. Nie miał na stopach nawet butów. Nagle zemdlał.

Cichutko podeszła do niego bliżej i przewróciła na plecy, chcąc przyjrzeć się jego twarzy.

?Znalazłam cię.? ? pomyślała i razem rozpłynęli się w powietrzu.

Ciel powoli odzyskiwał świadomość. Czuł ciepło i coś miękkiego pod sobą. A także zapach drewna. Powoli uchylił powieki.

Znajdował się w jakimś pomieszczeniu. W drewnianym domu. Rozejrzał się dookoła, szukając osoby, która go tam przyniosła.

- Nareszcie się zbudziłeś ? odezwał się cichy, kobiecy głos. Phantomhive odwrócił głowę w stronę jego źródła.

Przy drewnianym biurku siedziała młoda dziewczyna. Była całkowicie okryta w biel. Jej włosy i skóra również były białe. Nieskazitelnie śnieżnobiałe. Tęczówki w odcieniu stalowo błękitnym zlewały się niemalże z białkami oczu.

- K-kim jesteś?... Aniołem?... ? zapytał cicho Ciel.

Dziewczyna wstała i podeszła bliżej, uśmiechając się leciutko. Jej oczy zabłysnęły krwistą czerwienią.

- Czymś zupełnie przeciwnym ? odrzekła. Oczy dziewczyny były hipnotyzujące ? na równi łagodne i przerażające. Przepełnione dobrocią a jednocześnie złem w najczystszej postaci. Delikatnością i zniszczeniem. Och, jakże wiele sprzeczności kryły, budząc tym samym dreszcze u każdego, kto w nie spojrzał.

- Jak masz na imię? ? spytał po chwili hrabia, nie mogąc wyrwać się spod magicznej mocy jej spojrzenia.

- Na imię mi? Mastema ? odpowiedziała, obserwując, jak oczy Ciela rozszerzają się w zaskoczeniu. A więc słyszał o niej.
-
Zdaje się, że masz do mnie list ? powiedziała po chwili, przenosząc wzrok na niewielką kieszonkę na piersi na nocnej koszuli Ciela. Wystawał z niej kawałek koperty i napis w nieznanym Phantomhive?owi języku.

Hrabia również spojrzał na list i dał go adresatce.

Demonica otworzyła kopertę i szybko przewertowała, co było tam napisane. Phantomhive odniósł wrażenie, że czegokolwiek dotyczyła treść, nie zmieniła niczego, bo Mastema najwyraźniej miała wyrobione już zdanie, a list przeczytała jedynie z uprzejmości.

- Hm? Ciekawie, ciekawie ? rzekła, uśmiechając się bardziej demonicznie niż wcześniej. ? Zostaniesz ze mną jakiś czas.

- Kto tak powiedział? ? warknął Ciel. Nienawidził, gdy mu rozkazywano. Rozkazy Sebastiana tolerował tylko i wyłącznie dlatego, by uzyskać jego zaufanie i mieć pole do ucieczki.

- Ja. ? odrzekła stanowczo. ? I zostaniesz, chyba że chcesz, by twój przyjaciel cię dorwał.

Hrabia zamilkł, nie mogąc znaleźć na to odpowiedzi.

- Dlaczego to robisz? ? spytał nagle, rzucając dziewczynie pełne podejrzliwości spojrzenie.

- Bo chcę ? uśmiechnęła się. ? Jak widzę, wracasz do starego siebie? To dobrze. Bardzo dobrze.

- Jak to?...

- Ćśś? - szepnęła, zbliżając się do jego łóżka. Położyła mu delikatnie rękę na czole. ? Teraz pójdziesz spać.

Powieki Ciela stały się nagle niesamowicie ciężkie. Jego myśli przestały płynąć logicznie i racjonalnie, stając się nagle rozmazaną i nieistotną bryłą. Chciał jeszcze coś powiedzieć, jeszcze o coś spytać, ale język odmówił mu posłuszeństwa. Ostatnią rzeczą, jaką czuł, był dotyk gładkiej, chłodnej dłoni na jego głowie.

- Śpij, chłopcze? - powiedziała cicho, gładząc go po włosach. ? Jutro czeka nas ciężka praca?

Czerwone oczy zajaśniały w ciemnym pokoju, a cichy śmiech odbił się echem od ścian.

Ach... Wciąż tyle do poprawienia... D: Wiem, że ten fanfik ssie strasznie, ale jak już zaczęłam, to skończę. Aż 2 komentarze za tyle rozdziałów, lol. -_- To chyba znak, że powinnam się powiesić razem z tym.
Ostatnio edytowano 13 lis 2011, 17:04 przez Dream Slayer, łącznie edytowano 1 raz
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [NZ] Broken [Kuroshitsuji]

Postprzez Miko » 02 sie 2011, 22:44

Witam,

Szczerze? Czytałam już wiele opowiadań i mam wyrobioną opinię o Twoim. Choć ma niedociągnięcia, to muszę powiedzieć, że jest nie inaczej, jak powalające! Chociaż nie rozumiałam Prologu (z wiadomych powodów) to Twoje opowiadanie pozytywnie mnie urzekło! Ale przechodząc do konkretów:

Jestem fanką Sebastiana i muszę powiedzieć, że z początku nie podobało mi się, jak go zmieniłaś. Dopiero później zrozumiałam, że miałaś w tym ukryty cel. Całkiem sprytnie piszesz, dając czytelnikowi skrawki, które dają do myślenia, ale wcale niemożna być pewnym, czy ma się rację, co zachęca do dalszego zapoznawania się z poczynaniami bohaterów. Podziwiam za to ;)

Ciel: Nie do końca wiadomo skąd u niego w ogóle wzięła się depresja. Wydaje mi się, że gdybyś trochę to rozwinęła, łatwiej byłoby przyjąć późniejsze zmiany w jego zachowaniu i uczuciach. Wiadomo, że depresja zmienia ludzi, jednak powinnaś podać jej dokładniejsze źródło. Poza tym drobnym faktem uważam jego postać za bardzo dobrze przedstawioną.

Żona Ciel' a i zakochany w nim Nighdoor: To jak powiązałaś wątki z tymi postaciami, jak i sama ich kreacja jest prawie doskonała.(Mam wrażenie, że lepiej Ci się kreuje własne postacie niż zapożyczone. Może warto pomyśleć o stworzeniu własnego świata z własnymi bohaterami?)

Jednak to, co urzekło mnie najbardziej to atmosfera, jaką stworzyłaś. Klimat jest niby angst' owy i bardzo mroczy, ale nie przytłacza on czytelnika. Po prawdzie mówiąc nienawidzę takich posępnych tworów, ponieważ zbyt bardzo psują mi humor i czytanie jest wtedy męczące. U Ciebie wyczuwam nutki tajemniczości, ciągłej nadziei i dziwnej upartości (mam na myśli ciągłą walkę Ciel' a z jego przeznaczeniem; jego butności), co idealnie dozujesz czytelnikowi, jednocześnie przeplatając wszystko ze sobą i nie tracąc głównej aury mroku. To wszystko sprawia, że czyta się łatwo i szybko (dopiero dziś weszłam tutaj pierwszy raz i wszystko przeczytałam w zawrotnym tempie ;) )

Co do małej ilości komentarzy. Ja bym się tym za bardzo nie przejmowała, choć wiem, jak doping i opinie innych mogą ułatwić pisanie. Z tego co słyszałam to w całym wątku anime/manga/drama przydałoby się więcej zainteresowanych osób. Nie tylko piszących, ale i komentujących. Poza tym wiadomo, że niektórzy czytają i wcale nie komentują. Spowodowane jest to wieloma czynnikami. Niektórzy nie wiedzą, co napisać konkretnego, a nie chcą zostawiać tylko lakonicznych: "Fajny rozdział! Czekam na następny!", i tym podobnych. Inni znowu nie chcą się powtarzać i jeśli zauważyli to samo, co wyżej komentujący, to odchodzą bez odciśnięcia swojego śladu dla autora. Cóż, takie życie ;)

I tak na koniec: Mam nadzieję, że dotrzymasz obietnicy i dokończysz Swoje dzieło, naprawdę nie mogę się doczekać, co się będzie działo dalej! Tylko nie rób tego, co zdarza się wielu piszącym: Nie kończ opowiadania na siłę, bo straci cały swój dotychczasowy smak! Daj sobie czasu, a idealne zakończenie samo do Ciebie przyjdzie ;) (Choć nadal mam nadzieję, że do zakończenia jeszcze bardzo daleko!)
Jeśli chcesz o czymś pogadać (sama nie wiem, czy nie pisałam trochę zagmatwanie) to zawsze możesz napisać PW.

Serdecznie Pozdrawiam
Meet Me. See Me. Love Me.
Avatar użytkownika
Miko
Współczesny Niemowlak
Współczesny Niemowlak
 
Posty: 13
Dołączył(a): 18 mar 2009, 21:25
Lokalizacja: Ciechanów (100km od Warszawy)

Następna strona

Powrót do Slash

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron