[Z] Listy do Boga [Kuroshitsuji]

Moderator: sile

[Z] Listy do Boga [Kuroshitsuji]

Postprzez Dream Slayer » 27 lut 2011, 15:44

Opowiadanie napisane dla kuroshitsuji.socjum.pl (źródło główne), dostępne też na moim blogu.
Autor: Wampirzyca666
Gatunek: horror/tragedy/yaoi
Pairing: Sebastian/Ciel

Właściwie trudno mi określić, czy to już slash, czy jeszcze nie. Wybaczcie, jeżeli znowu pomyliłam tematy. :|
No i proszę o komentarze oraz radę czy powinnam napisać jakąś kontynuację, czy lepiej zostawić w obecnej formie. Dziękuję i zapraszam do czytania.


**1**


- Zabij ? padło jedno krótkie słowo z dziecięcych ust. I demon zabił. W jednej chwili, bez litości, z uśmiechem na twarzy. Krew i ludzkie szczątki na podłodze?
W niebieskim oku błyszczy fascynacja, ból, cierpienie oraz satysfakcja. Z zadowoleniem przygląda się zwłokom, jakoby dziełu artysty. Nie pochwalił jednak swego służącego za dobrze wykonany rozkaz. Nigdy tego nie robił.
- Sebastianie, idziemy. ? szepnął cicho chłopiec.
Demon nie oczekiwał zresztą pochwały. Doskonale wiedział, co jego pan chciałby mu powiedzieć. Słowa były niepotrzebne.
- Ach? Los ludzkich istot jest zaiste smutny? - zaczął lokaj, z niewielkim, ironicznym uśmiechem. Eleganckim, niemalże erotycznym ruchem, nakładał na swe dłonie białe rękawiczki. Młody hrabia zatrzymał się wpół kroku. Uśmiechnął się lekko i odwrócił twarzą do lokaja, czekając dokończenia sentencji.
- Żyją swoimi małymi żądzami, błądząc w nich i tracąc rozum. Ślepi na piękno, ślepi na dar kochania, jakim zostali obdarzeni. Pozostają na nie zupełnie niewidomi, choć obydwie tak mocno poszukiwane przez nich wartości leżą tuż przed nimi. Inni są zbyt zajęci swoimi gierkami, by zauważyć cokolwiek, reszta jest wykorzystywana wbrew sobie. A potem przychodzi śmierć. Ach, boski eksperyment zawiódł zupełnie? - rzekł lokaj, uśmiechając się szerzej.
- Sebastianie, czyżbyś był zazdrosny o to, że ciebie taką ?łaską? nigdy nie obdarzono? ? spytał.
Kolejny uśmiech demona. Jak zwykle, jego pan zadawał zupełnie celne pytania. Ale i on miał przecież trafną odpowiedź.
- Paniczu, skąd założenie, że nigdy?...
Zapada cisza. Obaj stoją jeszcze chwilę, kontynuując milczącą rozmowę na spojrzenia. Potem wychodzą spokojnie z budynku, jakby nigdy nikogo tam nie zabili.

***


Nocą powraca koszmar minionych lat ? nigdy się nie skończy i zawsze będzie mnie nawiedzał. Ich twarze, cierpienie, które mi zadawali?
Nie, nie mszczę się za moich rodziców. Nie mszczę się na mordercach. Mszczę się na Tobie, Boże, za to, że mnie opuściłeś, choć przysięgałeś być zawsze przymnie.
Kłamstwo ? nie to słowo powinno Ciebie określać, a jednak żadne inne nie pasuje.
Tak miło Ci patrzeć jak każę mojemu demonowi zabijać Twoje dzieci? Jak bezlitośnie samemu je mordujęć? A może tak wielką przyjemność sprawia Ci widok mojego cierpienia? Cóż za obrzydliwy Bóg z Ciebie? Powinieneś mnie już dawno zabić... Ach, nie. Ja już od dawna jestem martwy. Powinieneś był zabić moje ciało, skoro już duszę Ci się udało.
Dziś zabiłem kolejnych, wiesz?... Chyba sprawia mi to przyjemność ? patrzenie im w oczy, gdy umierają. Krzyczą, błagają o litość w swych ostatnich chwilach. Przyjemne, a jednocześnie napawa mnie obrzydzeniem. Obrzydzeniem do nich, rzecz jasna.
Z przykrością dochodzę do wniosku, że życie jest upokarzające ? tyle musimy cierpieć tylko dla Twojej zabawy. To irytujące, że co bym nie uczynił, jestem tylko kukiełką w Twoim teatrzyku, której jedynym zadaniem jest zabawianie Cię.
Rodzimy się po to, by umrzeć, z góry skazani na porażkę. Dlaczego doprowadzasz każde życie do tego samego końca? Czyż nie jest to nudne? W sumie i tak niecierpliwie czekam na śmierć. Chcę wreszcie stanąć z nią oko w oko. Mam już dość tego, że wszystko mi odbierasz. Co jeszcze chcesz ode mnie wydrzeć?

Nigdy Twój,
Ciel


**2**


- Zły sen, paniczu? ? drwiący głos przedziera się przez nocną ciszę. Roztrzęsiony koszmarem chłopak zaciska mocno dłonie.
- Odejdź. ? odrzekł tamten pomimo, że jego głos drżał we wciąż nieopuszczającym go strachu. Nie pozwolił sobie na okazanie słabości.
- Paniczu? Jestem tu po to, by dbać o ciebie i twój komfort zarówno fizyczny, jak i psychiczny. ? demon podszedł bliżej i objął swego pana. Ten zaś wyrywa się i krzyczy, aby nie udawał troski.
- Mój panie? Trzy lata trwa już nasz kontrakt i jeszcze się nie nauczyłeś? Ja nigdy nie kłamię? - demon wyszedł z uśmiechem na swej pięknej twarzy, pozostawiając chłopca samego z jego niewypowiedzianymi na głos pytaniami.

Gra między nimi toczyła się każdego dnia, bez ustanku. Niewielkie uśmiechy, małe złośliwości i wzajemne zrozumienie ponad wszelką miarę. Choć żaden z nich nie był świadomy dokąd ich to zaprowadzi, gdzieś głęboko oczekiwali takiego właśnie zakończenia.

Jechali wypełnić zadanie powierzone im przez królową. Gdzieś w zupełnym pustkowiu zaskoczyła ich burza. Udało im się jednak odnaleźć opuszczony dom. Postanowili tam przeczekać.
Było jednak zimno i młody hrabia szybko dostał dreszczy od chłodu. Z racji braku dodatkowego okrycia oraz drewna na rozpalenie w kominku, lokaj musiał go?
Objąć.
Chłopak krzywił się na to, ale z upływającymi minutami zaczął po cichu cieszyć się bliskością Sebastiana. Rzecz jasna, nadal utrzymywał, że mu to nie odpowiada. W końcu jednak zasnął.
Demon przyglądał się chłopcu z niewielkim, ironicznym uśmiechem. On wiedział. Zawsze przecież wiedział. Nawet gdy sam Ciel nie był jeszcze niczego świadom.

Na wiele miesięcy tamte dni pozostawały zapomniane. Nie rozmawiali o tamtych sytuacjach, przyjmując, że tak będzie najlepiej. Ale los to przecież kapryśne stworzenie?
Phantomhive próbował nie myśleć o potrzebie poczucia bliskości Sebastiana. Usiłował nie myśleć o zazdrości, gdy widział kobiety zachowujące się wobec jego demona w zupełnie bezpruderyjny sposób. Kiedy widział go idącego z nimi do sypialni, łagodnie uśmiechającego się pod nosem.
Jakże trudno mu było zagryźć zęby i udać, że jest w porządku. W końcu jednak nie wytrzymał.
- Dobrze ci z nią było? ? wysyczał chłopak, a jego głos drżał ze złości. Lokaj spojrzał na niego zdziwiony, ale nic nie odpowiedział.
- Zadałem ci pytanie i rozkazuję ci na nie odpowiedzieć! Natychmiast! ? krzyknął Ciel, z całej siły policzkując Michaelisa.
Demon jednak uśmiechnął się.
- Czyżbyś był zazdrosny, paniczu?... ? spytał, nie kryjąc w głosie ironii.
Hrabia stał w miejscu, zaciskając dłonie w pięści i oddychając głęboko. Gniew, ból, smutek, nienawiść? Wszystko to tworzyło potężną mieszankę i był doskonale świadom, że za chwilę nie będzie mógł zrobić nic, by nie pozwolić im na przejęcie kontroli. Że jeżeli otworzy usta, powie coś, czego będzie żałował. Jedyne, co zrobił, to popchnął lokaja i szybkim krokiem poszedł do swojej sypialni. A właściwie próbował, bo ręce lokaja objęły go w talii, nie pozwalając zrobić ani kroku dalej.
- Paniczu? Paniczu, czy ty naprawdę nie rozumiesz?... Nie rozumiesz znaczenia słów ?zostanę z tobą aż do samego końca?? Nie rozumiesz, kiedy ci mówię, że spełnię każdy twój rozkaz? Nie widzisz, że dla ciebie porzuciłem własną godność, by zostać twoim lokajem? Że mógłbym cię zabić w każdej chwili i odebrać ci duszę? ? demon szepnął cicho, muskając ustami ucho Ciela. ? Kontrakt jest tylko nic nie znaczącym symbolem. Pozostaje pustą umową, jeśli pomiędzy kontraktorami nie ma żadnych emocji. Im emocje silniejsze, tym i kontrakt potężniejszy. To ty mi dajesz siłę. To ona sprawia, że jestem w stanie uczynić rzeczy pozornie niemożliwe.
Chłopak nic na to nie odpowiedział. Poczekał chwilę aż Sebastian rozluźni uścisk, po czym udał się do swojej sypialni.

Owa noc zmieniła wszystko. Półsłówka, złośliwości i uśmieszki na pocałunki, pragnienie i miłość, którą z góry skazano na klęskę.

***


Widzisz, Boże? Widzisz w jak piękny sposób skrzywiłem miłość? Miłość ? największy dar, jakim obdarzyłeś ludzkość!
Chciałbym zobaczyć Twoją twarz, Boże, kiedy widzisz, co nocami robię z moim demonem. Miny Twoich aniołów? Trzynastoletni chłopiec dobrowolnie uprawiający seks z demonem! Z demonem!... Ach, jakie to by musiało być piękne widowisko?
Nie odbierzesz mi go. On jest nieśmiertelny. Nie odbierzesz mi go! Nie pozwolę Ci na to! Wiem, że chcesz to zrobić! Czuję w kościach zbliżającą się tragedię. Tyle razy już mnie odzierałeś ze wszystkich, których kocham i wciąż Ci mało?
Czemu? Dlaczego to robisz? Po co? Ponoć jesteś dobry. Podobno kochasz nawet najgorszych grzeszników. A mnie skazałeś na piekło już gdy miałem 10 lat!
Nienawidzę Cię. I znienawidzę jeszcze bardziej, jeżeli mi odbierzesz Sebastiana. Zemszczę się, jeśli to uczynisz.

Nigdy Twój,
Ciel

**3**


Odkąd Ciel został demonem, Sebastian wyglądał na nieszczęśliwego. Nic nie mówił, nie uśmiechał się, a oczy straciły dawny blask. Wyglądał jakby był martwy. Jakby był cieniem samego siebie.
Phantomhive to widział i bolało go to. Nagle z kochanka stał się dla Michaelisa ciężarem i powodem jego cierpienia.
Długo próbował wyjaśnić tą sytuację, ale lokaj utrzymywał, że wszystko jest w porządku. Ale przecież to było kłamstwo. A Ciel Phantomhive najbardziej brzydził się kłamstwem. I z czasem również własnym egoizmem.
- Odejdź. ? powiedział cicho, kiedy usłyszał otwierające się drzwi sypialni. ? To rozkaz.
Zapadła cisza, nie przerwana żadnym, nawet najcichszym ruchem.
- Żegnaj, paniczu. ? odezwał się w końcu Sebastian i znikł.
Cichy szloch rozchodził się echem po pustym zamku.

Wiele miesięcy młody demon spędził w zamku, nie wychodząc ani na krok. Wszystko było mu obojętne. Był zupełnie zagubiony w swojej samotności.
Pewnego burzliwego wieczora postanowił, że ma dość. Wstał raptownie z fotela i wybiegł. Pędził przez las aż dotarł do niewielkiej polany.
- Zabrałeś go! Zabrałeś go ode mnie! Dlaczego?! DLACZEGO?! Czy ja już nie dość wycierpiałem?! ? krzyczał, próbując przezwyciężyć zagłuszające go pioruny i wiatr. ? Zabij mnie! Odebrałeś mi już wszystko! Zniszczyłeś mnie! Po prostu wreszcie mnie zabij?
Ciel siadł skulony na trawie. Łzy płynęły po jego policzkach. Pierwszy raz od wielu lat płakał. Czekał aż może Bóg się nad nim ulituje i ześle kogoś, kto go zabije.
Lecz nic się nie stało.
Nie pojawił się ani Bóg.
Ani jego posłaniec.
Ani dawny kochanek?

I wtedy Ciel zrozumiał, że nawet Bóg go opuścił. Dawno temu.

Jedyne, co pozostało to jego przyjaciółka samotność. I niegasnące pragnienie zemsty.

***


Zemszczę się. Obiecuję. Już niedługo?
Nigdy Twój,
Ciel
Obrazek
Avatar użytkownika
Dream Slayer
Renesansowy Obieżyświat
Renesansowy Obieżyświat
 
Posty: 95
Dołączył(a): 29 cze 2010, 13:41
Lokalizacja: Jotunheim

Re: [Z] Listy do Boga [Kuroshitsuji]

Postprzez sile » 28 lut 2011, 02:06

Moim zdaniem, działów nie pomyliłaś;) Slash był, był nawet seks.

Nie jestem znawcą w dziedzinie mangi. Nie potrafię nawet specjalnie umiejscowić bohaterów, ani dopasować ich do odpowiedniego fandomu (a może są po prostu Twoi?:). Tekst na pewno ma potencjał. I to już jest coś. Zrezygnowałabym z nadmiernego patosu - trochę Cię miejscami poniosło (co zresztą, zapewne sama dostrzegasz). Natomiast zamysł naprawdę mi się spodobał.

No, może zmieniłabym to z trzynastoletnim chłopcem, na chłopca powiedzmy piętnastoletniego (albo chociaż demona opisałabym, jako jego równolatka) by nie podpadać tu pod pedofilię :)

Reasumując: mniej patosu. A jeśli masz pomysł na dalszą część, to pisz. Może wyniknąć z tego coś naprawdę interesującego.
Pozdrawiam ślicznie.
Uczciwie przyznaję się, że pisanie sensownych komentarzy sprawia mi pewną trudność.

Nigdy nie kłócę się z głupcami. Najpierw ściągną mnie do swojego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem.
sile
Średniowieczny Brudas
Średniowieczny Brudas
 
Posty: 108
Dołączył(a): 14 kwi 2009, 16:52


Powrót do Slash

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron