[NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Moderator: sile

[NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 28 sie 2009, 01:43

Obrazek


Tytuł: Zjednoczenie
Autor: Al
Beta: Aribeth
Gatunek: przygoda, lemon, horror, wszystkiego po trochu.
Rodzaj: slash (yaoi)
sex 9-10?
przemoc 3-5, około

Rating: zwyczajowo - +18

Ostrzeżenia:
jeśli ktoś nie oglądał anime, wiadomo ? spojlery.
A tak, to:

BEAST tak jakby, BOND wiadomo, BP samtajms, CS możliwe, EXHIB niestety nie, chociaż byloby na co popatrzeć, LEMON & LIME< tych drugich mniej, MINOR? no, może, może, ale raczej nie, ORAL (mró?), lekkie SH, SLAVE tak jakby, UST - bo lubię w fikach, VOY pobocznie, WD- samtajms, WIP na razie, YAOI wiadomo. XENO... e, no nie przesadzajmy ,tego nie ma! :D




SPIS TREŚCI:
Gry Miłosne
Zasady i Zobowiązania
Rozmowy, których nigdy nie było
Oddalenie
Jeden dzień w roku
Pan na włościach... pożądania
Nie taki demon straszny... jak przy innym demonie?
Uwięzienie
Gość w dom... ale śmieci niech zostawia przed progiem
Demoniczne Dziecko i Zirytowany Kamerdyner
Lepszy wróbel w garści...czyli zazdrość niegodna demona
Pająk w salonie
Koty i Pająki
Requiem nad Tamizą
Dla każdego inne przyjemności



Rozdział I
Gry Miłosne






Materac ugiął się lekko pod jego ciężarem. Śnieżnobiała, pachnąca różami pościel zachęcała do zapadnięcia się w nią i sięgnięcia po długi, spokojny sen. Bez koszmarów, bez wspomnień.
Ciel z trudem powstrzymał się od położenia od razu ? w sztywnych, niewygodnych spodniach, lśniących butach i miłej w dotyku, ale chłodnej, jedwabnej koszuli.
Drgnął, gdy zimne palce dotknęły jego skóry. Dłonie demona poruszały się szybko, rozpinając kolejne guziki, z wdziękiem zsuwając się w dół, tylko po to, by wyczekująco zatrzymać się na brzegu koszuli.
Ciel stłumił westchnienie, gdy jego kolana zostały rozsunięte i ukląkł między nimi demon.
Nadal jednak trwał nieruchomo, czekając na kolejne ruchy, tak jakby nie zauważał obecności Sebastiana.
Jak zawsze.
Rozsznurowanie butów zajęło zaledwie kilka sekund i zwinne dłonie znów znieruchomiały, nie było w nich jednak wahania, raczej... zamierzenie. Palce pogładziły łydkę chłopca, przeniosły się wyżej, na udo, później ? ruchem tak szybkim, że aż niedostrzegalnym, zsunęły spodnie.
Każdy, każdy człowiek siedzący na skraju łóżka, w samej jedynie koszuli, czułby się niezręcznie, Ciel jednak czekał spokojnie, tak jakby to nie jego ciało zostało przed chwilą rozebrane. Tak jakby sam nie brał udziału w owej dziwnej scenie. Lokaj nadal klęczał, opierając dłonie po obu stronach bioder chłopca, schylając się powoli. Ciepły oddech musnął wewnętrzną stronę uda, a język przesunął się po skórze i natychmiast wycofał.
Młody hrabia wyglądał bardziej jak lalka, manekin, niż żywy człowiek, a jego ciało dawało odzew powoli i leniwe. Przesunął językiem po suchych wargach. Nawet jeśli jego reakcje nie przypominały reakcji innych osób w jego wieku, których podniecał odważniejszy kształt rzeźby czy trochę zbyt obfite kobiece kształty, ukryte pod ciężkimi sukniami, nie był do końca z kamienia ? świadomość tego, co demon za chwilę zrobi sprawiała, że na jego policzkach zaczynał pojawiać się rumieniec.
Delikatny, niemalże subtelny dotyk przeniósł się na żebra Ciela.
Palce jednej z dłoni sunęły od kolan w górę, podczas gdy druga zmierzała do tego samego celu, zatrzymując się na chwilę przy pępku. Członek, lekko uniesiony, uwięziony został w klatce z tych niezwykłych palców, ruchliwych i zmyślnych.
Ciel wsunął dłoń we włosy demona, nie po to, by go pospieszać, ale by móc kontrolować całą sytuację. Sebastian uśmiechnął się tym zwyczajowym, trochę złośliwym skrzywieniem ust. Wszystko odbywało się w niemal absolutnej ciszy, słychać było tylko lekko już nierówny oddech Ciela. Demon zdawał się wcale nie oddychać, mimo że chłopiec czuł ciepło płynące spomiędzy jego warg.
Lokaj wsunął czubek członka do ust, z uwagą obserwując reakcje hrabiego. Błysk przyjemności w różnokolorowych, zmrużonych oczach, drgnięcie mięśni, krew pulsująca coraz szybciej...
Ciel byłby wyzwaniem dla każdej dziwki i idealnym sprawdzianem jej umiejętności. Sebastian miał jednak doświadczenie o wiele ciekawsze niż ulicznice, w dodatku znał hrabiego na tyle, by wiedzieć, w jaki sposób wywołać reakcję. Wiedział, jakie tempo nadać pieszczotom, by nie były ani za delikatne, ani zbyt natrętne, potrafił dozować przyjemność, tak aby przywodziła na myśl raczej akt doskonałej sztuki, nie zaś proste dążenie do wywołania pożądania. Chłopiec jęknął, odchylając głowę w tył, a jego palce zacisnęły się na czarnych kosmykach.
Język, usta i palce demona skupione były na jednej czynności. Ciel zagryzł wargi, starając się stłumić odgłosy przyjemności, nie potrafił jednak ukryć przed lokajem, że jego zabiegi przynoszą odpowiedni skutek. Ciało dawało swój własny, twardy, niezależny od woli odzew, który Sebastian gładził językiem, w górę i w dół, z każdej strony, powoli i szybciej, za każdym razem inaczej, mocniej, delikatniej, łagodniej i nieznośnie wręcz... Sprawiając, że hrabia nie był w stanie wyczuć w tym jakiejś równości, powtarzalności, czegoś, co pozwoliłoby mu za chwilę zatrzymać się i odpocząć.
Nagle jego członek został pochłonięty, głęboko pochłonięty, przez gorące wnętrze ust, a dłonie wróciły do delikatnego gładzenia żeber, ud i wszystkich innych miejsc, których dotykanie wywoływało drżenie mięśni.
Ciel tracił kontrolę nad swoimi reakcjami, ciało odpowiadało na każdy ruch, każde drażnienie, niczym instrument w rękach wirtuoza ? entuzjastyczne, lekkie, chętne... Gotowe oddać się we władzę.
To go orzeźwiło.
-Nie...
Chciał odepchnąć głowę demona, coś jednak podszeptywało mu, by pozwolić Sebastianowi.... Pozwolić sobie na więcej, na jeszcze jedno zanurzenie w rozkosznej wilgoci ust. Nie stałoby się przecież niż strasznego, nic. Biodra wyszły na spotkanie warg i znów poczuł przyjemność rozlewającą się po całym ciele. Tak niewiele brakowało...
-Nie!
Wysunął się z tych ciepłych objęć, mięśnie zaprotestowały przed tak gwałtowną ucieczką. Oderwanie się od przyjemności sprawiło mu ból, ale pozwoliło znów przejąć kontrolę nad sobą.
-Kazałem ci przestać. - Ciel cofnął się pod wezgłowie łóżka okrywając kołdrą. Drżał, bardziej jednak ze zdenerwowania niż podniecenia. Jak on śmiał!
-Twoje ciało mówiło coś przeciwnego - odpowiedział spokojnie demon, w jego głosie brzmiała jednak satysfakcja. Chłopiec skrzywił się.
-A służysz mi czy mojemu ciału?! - krzyknął, odwracając głowę.
Sebastian cofnął się, zlizując wilgoć z warg. Niespiesznie powiódł spojrzeniem po ciele chłopca, w jego wzroku nie było widać jednak nic prócz łagodnego zaciekawienia.
Tak niewiele brakowało, a doprowadziłby go do końca.
A służysz mi czy mojemu ciału?
Obrócił się, nie chcąc, by Ciel zauważył jego uśmiech. Niektóre rzeczy... nie zawsze się wykluczały.

* * *



CDN, w miarę szybkim czasie :)
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Tristan » 29 sie 2009, 18:45

Zaczyna się trochę zbyt ostro by oczekiwać porywającej fabuły, a przynajmniej takie odnosi się wrażenie dopóki nie doczyta się do końca. Końcówka sugeruje raczej długi i ognisty taniec. Mam nadzieję jednak, że będziesz stonować swoje maniakalne zapędy i nie zepsujesz mi tego cuda żadnymi atakami. Ciel jest zbyt opanowany i podoba mi się, że walczy o władzę nad sobą nawet w trak ciekawej sytuacji. Oczywiście jak wszyscy mam nadzieję, ze w końcu przegra, ale z drugiej strony tu tez walczy Sebastian. Chciałabym byś znalazła zakończenie po którym nie będziemy się czuli jak po anime gdzie ma się pewien niedosyt. Happy Endy są może przereklamowane, ale na pewno wciąż mile widziane. Nikt nie prosi Cię o to by to było misiate (taka prośba wobec Ciebie byłaby zbrodnią), ale happy end jest wtedy gdy pozostaje dla bohaterów jakaś przyszłość. Jak dla mnie możesz zakończyć zamiana ról. Ciel w roli sługi (Sebastian może zrobić z jego duszą co chce!) byłby uroczy. Chłopak jest zbyt dumny.

Wracając do przeczytanego tekstu, to jak zwykle bardzo poprawny stylistycznie, chociaż muszę przyznać, że czytałam lepsze opisy "scen". Trochę za mało oddziaływało na zmysły, ale ja jestem dziś kapryśna, więc to nic dramatycznego.
Niesamowita była jednak walka emocjonalna i ta została przedstawiona po mistrzowsku.
Brakuje mi jednak jednego rozdziału poprzedzającego który byłby tylko z pozycji Sebastiana i dotyczył właśnie jego głodu na dusze. Czego oczekuje, jak uważa że będzie smakować, takie mroczne i krótkie ale mówił9oby nam coś o naturze demonów. Co to za istoty i po co chcą te dusze i jakie sa najlepsze dla nich?
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 02 wrz 2009, 11:38

Aribeth - dziękuję za betę :) W większości posłuchałam :D



Rozdział II

Zasady i Zobowiązania






Obudziło go słońce. Ostre, długie promienie padające zza szyby. Sebastian stał przy oknie, z ręką opartą na zasłonach, wyglądając niczym nieruchoma rzeźba.
- Paniczu, czas...
- Daruj sobie. ? Ciel potarł powieki zaciśniętą dłonią. ? Już wstaję.
Lokaj uśmiechnął się lekko , widząc że chłopiec wciąż jest w tej samej koszuli co wczoraj. Nie pozwolił, by kamerdyner zmienił mu ją wieczorem, tak jakby uciekał przed jego dotykiem. Demon wiedział, że Ciel przez chwilę, krótką chwilę, stracił nad sobą kontrolę. Takie sytuacje zawsze wyprowadzały go z równowagi... i nie nastawiały zbyt pozytywnie do świata.
- Na śniadanie przygotowany jest nawęd po burgundzku - zaczął, nalewając do filiżanki herbaty. - Do tego...
- Nawęd? - przerwał mu Ciel, z lekko widocznym zaciekawieniem.
- Żabnica.
Sebastian, widząc niezrozumienie malujące się w oczach chłopca, odczekał chwilę; na tyle długą, by hrabia poczuł zniecierpliwienie, ale nie aż tak, aby sytuacja stała się niezręczna.
- To ryba. Nazywają ją Diabłem Morskim - wyjaśnił, zbliżając się do łóżka. Powoli zsunął koszulę z ramion hrabiego. Koszula... Takie niedopatrzenie w normalnych warunkach byłoby niedopuszczalne, zresztą Ciel zawsze przebierał się w strój nocny tuż po kąpieli ? wczoraj jednak pół dnia spędził w jednej z tych nowowybudowanych łaźni - nie była więc ona konieczna. Demon żałował przez chwilę, że nie był bardziej ? zdecydowany i nie namówił jednak swojego pana, by założył wieczorny ubiór. Takie drobne rysy naruszały jego wizerunek idealnego kamerdynera.
- Ach. Znowu ryba - skwitował spokojnie hrabia.
- To nie zwykła ryba, paniczu. To ryba, która kroczy po dnie - wyjaśnił Sebastian, zawiązując ciemnobłękitną wstążkę. Ukląkł, zakładając Cielowi buty, ostatnim oszczędnym ruchem poprawił mankiety koszuli i odsunął się. - A może wolałbyś akantodę?
- Tak ? przyznał arystokrata stanowczo, mimo że Sebastian miał pewność, że nie wie on, czym jest owa fałdopłetwa ryba. Demon od razu pożałował swojej nietrafionej kpiny: teraz musiał znaleźć sposób na złowienie kolczastego rekina, który teoretycznie wymarł już tak dawno temu, że nawet on ledwo pamiętał jego smak.
- Na jutro? - upewnił się.
- Tak ? potwierdził Ciel, obracając się do okna. -Jutro.
Sebastian skłonił się, wypowiadając zwyczajową formułkę o oczekiwaniu w jadalni. Dopiero gdy dotarł do schodów, machinalnie poprawiając po drodze zagięty dywan, przypomniał sobie o dodatkach. Nie zapytał, co życzy sobie hrabia do ryby. W takim razie pozostawało mu tylko jedno ? subtelnie przekonać go, że do delikatnego mięsa żabnicy pasuje tylko jedna rzecz.
Bułeczki? Ciasto francuskie? A może ryż?

Ciel westchnął cicho, zmierzając do drzwi. Właściwie najchętniej zamknąłby się w gabinecie, rezygnując ze śniadania, wiedział jednak, że Sebastian nie pozwoliłby na to ? znów się popisywał, tworząc z posiłku arcydzieło.
Zszedł na dół, widząc, że demon odkrył jego życzenie i przegonił służących do innych zajęć. Hrabia mimo, że zdążył odespać poprzedni dzień, wciąż czuł się zmęczony. Przed południem zdążyli odwiedzić kilku sprzymierzeńców, mających stać się nowymi połączeniami z szarą strefą Londynu, później zaś udał się do sauny parowej, która z zastraszającą skutecznością pozbawiła go wszystkich sił. Lokaj próbował odwieźć go od tego pomysłu, sugerując, że wysoka temperatura nie wpłynie korzystnie na zdrowie jego pana, Ciel jednak był nieprzejednany. Chciał skorzystać z sauny, zanim zostanie ona oddana do użytku i zaroi się w niej od ludzi. Była to jedna z hamam stworzonych poza wiedzą i władzą królowej, znalazła się w niej też niewielka palarnia opium ? od sauny właściwej oddzielała ją jedynie drewniana zasłona z wycinanym ornamentem, tak więc już wkrótce łaźnia miała zostać wypełniona smugami narkotykowego dymu.
Początkowo chłopak przekonany był, że gorąco niezbyt na niego podziałało. Sebastian musiał jednak wnieść go do domu i hrabia z trudem uniknął kompromitacji bycia nakarmionym przez lokaja. Później... no cóż, później było przyjemnie i Ciel miał wrażenie, że nastąpiło to, na co czekał już od kilku dni, mimo że nigdy by się do tego nie przyznał. Nie był jednak pewien, co popchnęło demona do zabawy ? chęć jego pana i brak sprzeciwu, czy też słabość jego ciała?
Od pewnego czasu, od tamtego czasu, owe rzeczy stały się czymś spotykanym i.. naturalnym. Sebastian uczestniczył w większości aspektów życia hrabiego, także więc i to nie napawało Ciela chęcią sprzeciwu, mimo że stosunki takie nie były właściwymi pomiędzy arystokratą i służbą. Granica ta przekroczona została już jednak dawno temu, a owo nagięcie zasad nie było zbyt znaczące ? nad wszystkim czuwał przecież demoniczny pakt, który nakazywał demonowi niemal bezwarunkową służbę i zaspokajanie zachcianek jego pana. Najwyraźniej owe zachcianki nie musiały być tylko natury oficjalnej.
Demon zachowywał się w sposób poprawny, tak jakby wykonywał zwyczajowe, obowiązujące go czynności, nie wyrażając żadnych uczuć. Życie mogło więc toczyć się swobodnym rytmem, po prostu delikatnie wprowadzono do niego kolejny element. Był to jedyny słuszny wniosek i Ciel postanowił rygorystycznie się go trzymać.
Śniadanie nie zaskoczyło go, choć nie można powiedzieć, by przyzwyczaił się do tego, że jego posiłek ma szczęki wielkości przynajmniej talerza i uśmiecha się, prezentując zęby, z których prawdopodobnie żadne dwa nie były tej samej długości. Na półmisku na szczęście znajdowała się jedynie głowa ? zapewne w ramach dekoracj,i i kilka niewielkich filetów, które, co musiał przyznać Ciel, smakowały w sposób przynajmniej wykwintny. Podobnie jak niezwykłe bułeczki z francuskiego ciasta, wypełnione gorącym farszem.
W posiadłości panowała niezwykła cisza, na swój sposób niepokojąca. Finni, Bard i Meirin byli stworzeniami irytującymi w swojej gorliwości. O ile przebywanie z nimi nigdy na swój sposób nie było bezpieczne, a ich pomysły poprawiania humoru pana, łącznie z zapraszaniem Elizabeth, najczęściej nie kończyły się dobrze, o tyle spuszczenie ich z oczu gwarantowało katastrofę.
- Wszystko w porządku, grabią liście pod opieką Tanaki. ? powiedział nagle Sebastian. Ciel stłumił zaskoczone westchnienie. Był zbyt zamyślony, by zauważyć, że demon stanął za jego krzesłem, mimo że nie użył on żadnej ze swoich nadprzyrodzonych umiejętności. Bycie lokajem wymagało, by większość rzeczy robił w sposób ludzki i chociaż we wszystkim kierował się demoniczną precyzją, nawet w najbłahszych sprawach zachowywał pozory. - Twój niepokój, paniczu, nie jest uzasadniony...
- Wiem ? przerwał Ciel, starając się nie wyglądać na tak niezadowolonego, jak był w rzeczywistości. Sebastian wydawał się coraz bardziej doskonalić w wyczuwaniu jego niepokojów, pragnień, uczuć. Hrabia nie chciał dać mu kolejnych powodów do napawania się ową sztuką. - Nawet oni nie potrafią zepsuć tak prostej, prozaicznej czynności.
Odgłos wybuchu skutecznie zaprzeczył jego słowom.


* * *

Sterta papierów wcale nie wyglądała zachęcająco, raczej niewyobrażalnie... nudno. Co wcale nie sprawiało, że była mniejsza.
Szybko odłożył na bok te dotyczące odbudowy, ponownej odbudowy, rezydencji. Sebastian nadzorował związane z tym sprawy, przeglądanie rachunków było więc bezsensowne. Oczywiście mógłby sprawdzić, czy demon wywiązał się w sposób prawidłowy z polecenia, ale straciłby tylko czas. Sebastian może nie potrafił wszystkiego, ale Ciel wiedział, że i tak nie wykorzystał każdej możliwości i zdolności demona. Coraz lepiej uczył się jednak wydawać polecenia i tak z ?Broń mnie, jeśli znajdę się w niebezpieczeństwie? zrobiło się ?Broń mnie, nawet jeśli ktoś inny to robi?. Każdy rozkaz starał się wydawać na tyle szczegółowo, by nie było w nim luk, ale też tak ogólnie, by każda możliwość została w nim ujęta.
Nie znaczy to oczywiście, że nie zdarzały się przypadki, gdy Sebastian wykorzystywał polecenia na swoją korzyść... Lub po to tylko, by wprawić Ciela w zakłopotanie. Hrabia czasami miał ochotę zmienić niektóre rozkazy, nie był jednak pewien, które dokładnie sprawiły, że Sebastian łamał wieczorne rytuały, robiąc rzeczy jednocześnie rozkosznie przyjemne, jak i zawstydzające. Pocieszającym był jedynie fakt, że Ciel nie tracił do końca nad sobą kontroli. Czasami kusiło go, chciał sprawdzić, jak to jest dać się ponieść uczuciom, wiedział jednak, że nic, co wtedy się stanie, nie będzie warte ceny, jaką za to zapłaci. Myśl, że miałby się całkowicie odsłonić przed demonem, napawała go lękiem i odrazą do samego siebie. Sebastian zapewne domyślał się tego, bo z wielkim zaangażowaniem podchodził do swoich ?obowiązków?. Lśniące, czerwone oczy - Ciel widział je kilka razy, pełne owego nieludzkiego zadowolenia ? były dostatecznym dowodem.
Hrabia niejeden raz był świadkiem, jak ludzie dla zaspokojenia się, gotowi byli poświęcać cały swój majątek i zdrowie, tak jakby pozbycie się z ciała owej lepkiej, białej substancji było tego warte. Dlatego też sam dokładnie starał się kontrolować to, ile przyjemności daje mu demon ? jeśli choć raz przekroczyłby pewną granicę, stałby się niewolnikiem własnego ciała, potrzeb, które wciąż i wciąż domagałyby się zaspokojenia. I tak nieraz czuł się dziwnie, widząc, jak demon nieśpiesznie oblizuje wargi, i nie miał żadnej pewności, czy robił on to specjalnie, czy nie.

Z drugiej strony Sebastian jak mało kto panował nad swoim ciałem, trudno więc uznać, że cokolwiek w jego wykonaniu było bezwiedne bądź niechcący. Oczywiście, czasami pokazywał swoje uczucia, Ciel podejrzewał jednak, że był to po prostu sposób na bycie bardziej ludzkim, a co za tym idzie: bycie idealnym lokajem, niż prawdziwa chęć uzewnętrzniania czegokolwiek. Tak jakby demon miał spis cech, które sprawiają, że ludzie łatwiej uwierzą, że jest jednym z nich. Maska lokaja miała bardzo, bardzo niewiele luk, i, i tak była aż za doskonała. Ludzie bowiem gotowi sami byli ją uzupełniać, niż choćby pomyśleć o czymś, co wykraczało poza ich wizerunek świata. Łatwiej im było zrzucić coś na przewidzenie lub ekscentryczność i niezwykłe wyszkolenie kamerdynera ? uwierzenie w coś tak nieprawdopodobnego jak to, że jest on istotą całkiem innego rodzaju niż oni, przekraczało ich możliwości.
Ciel nie potrafił tego zrozumieć. Jego ciało reagowało na Sebastiana w sposób szczególny ? każdy organ, każda komórka krzyczała, że jest on czymś innym, odmiennym. Że istnieje na całkiem różnym od ludzkiego poziomie, coś niczym zjawa, duch, tylko że bardziej cielesny, aż za cielesny. Od chwili, gdy go spotkał po raz pierwszy, niezmiennie był świadomy owej obcości w nim. Nie przerażało go to, wprost przeciwnie ? pierwszy raz od dawna czuł się w pełni bezpieczny.
Istota z ludzkich koszmarów zapewniała mu spokojny sen. Ironia tej sytuacji śmieszyła go za każdym razem, gdy Sebastian zdejmował część swoich masek, aby bronić go przed człowiekiem.
Sytuacja była jeszcze bardziej komiczna, gdy do owego równania wprowadzano pierwiastek anielski. Cóż, ciekawe, czy jakikolwiek człowiek miał świadomość prawdziwej natury aniołów...

Nagłe pukanie wyrwało go z rozmyślań. Chłopak z trudem zdusił w sobie chęć poprzestawiania dokumentów tak, by Sebastian nie wiedział, że cały ten czas spędził na bezowocnych rozmyślaniach.
- Proszę ? powiedział spokojnie, czekając, aż lokaj wejdzie. Niesione przez niego ciasto wyglądało zarówno dziwnie, jak i interesująco, ale hrabia już dawno przestał zwracać uwagę na niezwykłe nazwy.
Spróbował, początkowo z tą zwyczajową ostrożnością, z jaką traktował każdy nowy przepis demona ? ostrożnością, która sprawiała, że Sebastian niemalże uśmiechał się, czekając, aż hrabia zapozna się z wypiekiem. Ciasto było miękkie, przypominało trochę biszkopt o delikatnym, kremowym smaku. Na nim znajdowała się cienka warstwa pachnących cynamonem pieczonych jabłek. Później ? gęsta śmietana, nie za słodka jednak, by ciasto nie wydawało się mdłe, ale chłodna i orzeźwiająca... tak jakby dodano do niej odrobinę mięty. Przymknął oczy. Wiedział, że właśnie daje darmowe przedstawienie swojemu lokajowi, podnosząc jeszcze jego mniemanie o swoich zdolnościach kulinarnych. Przyjemność ta nie była jednak droga, nie aż tak jak wszelkie inne. W dodatku, jeśli okazanie swojego zachwytu nad kawałkiem ciasta miało skutkować coraz to bardziej niesamowitymi deserami, był w stanie się poświęcić.
Uniesione kąciki ust demona dosyć jasno dały Cielowi do zrozumienia, że w pełni zadowala go reakcja chłopca.
-Herbata ? zakomunikował, stawiając filiżankę na biurku.
- To..
- Earl Grey, jak zwykle ? dokończył demon, zginając się w lekkim ukłonie. Sebastian, po kilku, raczej średnio udanych, eksperymentach z zagranicznymi herbatami, powrócił do starych, ulubionych przez anglików gatunków. Czasami jedynie sam dodawał różnego typu ekstrakty do herbaty, wzmacniające lub lekko zmieniające smak, nie ingerujące jednak w główną nutę herbacianą.
Napój tym razem wydawał się zwyczajny i Ciel nawet nie próbował domyślać się, skąd demon wiedział, że na to właśnie ma ochotę. - Zaraz po obiedzie powóz będzie gotowy.
- Powóz? - Hrabia z trudem ukrył zdziwienie. ? Ach! Elizabeth...
- Tak. Dzisiaj jest ostatni dzień, by prezent nie wydawał się być kupowany w ostatniej chwili.
Ciel kiwnął głową. Na szczęście wyszukanie odpowiedniego prezentu dla Lizzie nie było kłopotliwe.
- Naszykuj nowy strój wyjściowy. Przy okazji załatwię kilka innych spraw.
- Tak, mój panie.
Demon zniknął za drzwiami, ukłoniwszy się uprzednio, i hrabia mógł wreszcie uśmiechnąć się. Co prawda nie miał ochoty kolejnego popołudnia spędzać w łaźni, zwłaszcza odkąd przekonał się, jakie to niebezpieczne ? dla niego i dla jego wizerunku jako arystokraty. Nie zaszkodziłoby jednak pokrążyć odrobinę w pobliżu i poobserwować, jak Sebastian stara się odwieść go od pomysłu ponownego zanurzenia się w gorącą parę.

Znalezienie prezentu dla Elizabeth zajęło trochę więcej czasu, niż się spodziewał, jednak zależało mu na sprawieniu jej przyjemności. Lizzie była szczera, ufna i krzywdzenie jej, czy chociaż potraktowanie w lekceważący sposób nie wchodziło w grę. Ciel nieraz zastanawiał się, dlaczego ta dziewczyna stała się dla niego kimś tak ważnym. Nie traktował jej jak narzeczoną ? bardziej jak przyjaciółkę z dzieciństwa, ostatnie ogniwo łączące go z przeszłością.
Wciąż była bardziej dzieckiem niż kobietą. Biżuteria nie sprawiłaby jej przyjemności, podobnie jak jakiś drogi obraz słynnego artysty, chyba że słodki i sielankowy. Lalka też nie była dobrym pomysłem, zwłaszcza że Elizabeth mimo że nic nie pamiętała ze swojej przygody z ?lalkarzem?, czuła do nich awersję. Władca marionetek wyrył na niej piętno, niemal niezauważalny ślad. Mimo to Lizzie pozostała nietknięta, tak jakby fakt, że ktoś w szczegółach zapoznał się z jej ciałem, co więcej, kierował nim niczym lalką, nie był w stanie splamić jej dziecięcej niewinności.
Na szczęście w końcu idealny prezent został znaleziony i Sebastian zajął się zapakowaniem go w odpowiedni sposób. Ciel postanowił jednak porzucić plan przejścia się po okolicy hamam, co lokaj przyjął z ulgą, zamiast tego zdecydował się wrócić do domu okrężną, bardziej malowniczą trasą. Mimo to zdążył posegregować większość dokumentów, na następny dzień zostawiając jedynie te, nad którymi dłużej musiał się zastanowić.
Nie opierał się, gdy Sebastian zdecydował, że czas udać się do sypialni. Kąpiel zajęła zaledwie chwilę, na tyle krótką, że hrabia nie zdążył zastanowić się nad tym jak sprawne i szybkie są ręce kamerdynera.
Właściwie nie czuł nic, mimo że coś w nim pragnęło powtórki z poprzedniego dnia. Nie spodziewał się jej jednak, demon jeszcze nigdy nie dotykał go w dwa kolejne wieczory.
Dłoń sunąca po udzie była więc sporym zaskoczeniem i Ciel przez chwilę pozwolił się ponieść temu uczuciu, przerwał jednak zabiegi kamerdynera, zanim ten włączył w to swoje usta. Gdyby znów musiał oglądać te zwinne, wąskie wargi... byłby niezaprzeczalnie zatracony. Brak zaspokojenia sprawiał, że jego ciało coraz łatwiej reagowało na dotyk i z coraz większym entuzjazmem przyjmowało przyjemność.
Lokaj nie wydawał się zaskoczony odprawieniem go i szybkim, niemal niewidocznym dla śmiertelnika, ruchem znalazł się przy drzwiach. Wyglądało na to, że właśnie tego się spodziewał, mimo że na wąskich ustach nie igrał zwyczajowy, lekko ironiczny uśmiech. Pochwycił świecznik, przekraczając próg, gdy nagle zatrzymał go głos Ciela.
- Sebastianie, czy to widać? - zapytał hrabia cicho, w głosie brzmiało jednak jedynie zastanowienie. Ani odrobiny wahania. Tak jakby pytał o coś, na co demon z pewnością zna odpowiedź i jakby owa odpowiedz była czymś aż nadto oczywistym.
- Proszę? - Na twarzy demona pojawiło się zdziwienie. Maska? A może prawdziwe uczucie?
Hrabia uśmiechnął się melancholijnie, przymykając lekko powieki.
- Czy aż tak bardzo widać, że nie mam duszy?
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 09 wrz 2009, 22:48

Od tego rozdziału po każdym, znajdować się będą obrazki z zapowiedzią kolejnego rozdziału :) Ot takie małe urozmaicenie :) Dziękuję Mariko :*

Dziękuję Marice i Aribeth za wspieranie mnie.... tfu! jakie wspieranie! wspieranie to by było, gdyby pogłaskały po głowie i powiedziały "dobrze, pisz tak dalej, ale nie przemęczaj się" albo wzięły na kolana, albo namawiały do odpoczynku...
W takim razie dziękuję wam dziewczyny, za ustawiczne kopanie mnie w tylnią część ciała, gdy tylko próbuję wstać od pisania. Za dręczenie, męczenie, jęczenie... (czy to nie podchodzi pod jakiś paragraf?) bo to najskuteczniejszy sposób na kogoś tak leniwego jak ja, który wie co chce napisać, który chce pisać, i czasem nawet ma czas, i możliwość, ale mu się przeważnie zwyczajnie nie chce nic.
Dzięki nim w czasie gdy rozdział trzeci jest wklejany, rozdział czwarty znajduje się u bety, a piąty- "właśnie się pisze" bądz "właśnie jest w końcowej fazie pisania". Obawiam się że będę musiała go już dziś dokończyć :)
Rozpisałam się, pojęczałam, no i zapraszam do czytania, jak jeszcze nie usnęliście nad tym , jakże przydługim i nudnawym wstępie.



Rozdział III
Rozmowy, których nigdy nie było




?Czy aż tak bardzo widać, że nie mam duszy?? Zastanawiał się nad tym od powrotu z wyspy. Sam widział niewiele różnic, a na to pytanie mógł odpowiedzieć mu tylko kamerdyner ? każda inna osoba zapewne uznała, że hrabia po prostu dorasta. I... być może tak było w istocie.
- Nie ? odpowiedział Sebastian, cofając się do pokoju. - Nie tak bardzo.
- Ach. - Właściwie nie było to takie złe. Skoro sam nie odczuwał braku, a dla innych, w tym dla demona, nie był on aż tak widoczny, właściwie nic się nie zmieniło. Przez chwilę zastanawiał się, ilu jest na świecie ludzi bez duszy. Zapewne spotkał już kiedyś taką osobę. Nie przypominał sobie jednak nikogo, przy kim odniósłby tego typu wrażenie...
- To zaledwie kawałek. ? Demon wciąż nie patrzył w jego stronę. ? Zaledwie kawałek duszy. Dziwnym byłoby, gdybyś odczuwał jej brak. - Kamerdyner stanął tak, by świecznik trzymany w ręce oświetlał pokój, ale jego samego pozostawiał w cieniu.
- W porządku. Możesz iść.-Drobny chłopiec wzruszył ramionami. W jakiś dziwny sposób nie wyglądał bezbronnie. Koszula wydawała się lekko nierówna, mankiety niezapięte... ale była w nim siła, która nie raz zadziwiła Sebastiana. Nie determinacja ? ale siła. Coś, co sprawiało, że Ciel tak bardzo różnił się od innych bogatych młodzieńców, rozpuszczonych manekinów na drogie ubrania. Sebastian przez chwilę czuł... dumę? podziw?, nie, to było całkiem inne uczucie, podobne do tamtych, ale występujące w całkiem innych kategoriach. Natychmiast jednak zastąpione zostało obojętnością.
- Nie chcesz zapytać? - demon przerwał wreszcie milczenie.
- Zapytać? O co? - Znów ów tak właściwy dla Ciela spokój. Tak jakby jego umysłu nie zaprzątały żadne dręczące go myśli, tak jakby ciało ukryte pod pościelą nie było wręcz boleśnie twarde i podniecone. Demon wyczuwał każdy ruch swojego pana i dokładnie wiedział, co sprawiłoby mu ulgę. Gdyby tylko nie ten jego upór!
- O to, dlaczego - zaczął, a na jego ustach nareszcie pojawił się lekko kąśliwy uśmieszek. - I jak...
- Nie, nie interesuje mnie to. -Hrabia uniósł dłoń, przerywając demonowi w połowie zdania. Rzeczywiście go to nie obchodziło. Dlaczego połowa? W jaki sposób jego duszę rozdarto na kawałki? Nie dopuszczał do siebie takich myśli. Nie, pozwolenie, by jego umysł zaczął to roztrząsać, byłoby jak pogrążenie się w szaleństwie. Nie była to bowiem fantazja, ale rzeczywistość, nie teoria a rzecz praktyczna i istniejąca, coś, co się wydarzyło.
- Wciąż masz połowę duszy, paniczu - dodał cicho lokaj, mimo że przypominanie o tym nie było konieczne. - Człowiek z połową duszy może żyć, myśleć i być tak jak każdy inny. To bardzo niewielka zmiana.
- A jednak ją widzisz - skomentował Phantomhive.
-Tak. Ale bardziej wyczuwam, niż widzę. W końcu ta druga połowa... Jest już moja - odpowiedział, a w nieruchomych tęczówkach błysnęła czerwień. Ciel zdziwił się po raz pierwszy od bardzo dawna.
- Myślałem, że demony pożerają dusze - powiedział. Myśl, że kamerdyner nie spożył jej, a posiadał... w sobie? a może ukrył w jakimś miejscu, przedmiocie?; była dziwna.
- Podobnie jak zapładniają nagie kobiety tańczące przy świetle księżyca ? odpowiedział kąśliwie demon, zaraz jednak skłonił się. ? Przepraszam, paniczu.
Ciel kiwnął głową.
- Dobranoc, Sebastianie.
Lokaj jak gdyby na chwilę się zawahał i raz jeszcze ukłonił się.
- Miłej nocy, panie. Spokojnych snów.

Zaśnięcie? jak przekonał się wkrótce młody lord ? nie było jednak rzeczą prostą, nie, kiedy ciało pragnęło czegoś odmiennego, a umysł zaprzątany był dziwnymi, splątanymi myślami.
Sebastian rzadko kiedy tracił panowanie nad tym, co mówi i wcale nie chodziło tu to, co powiedział, ale o ton, jakim zostało to wypowiedziane. Ciel niewiele o nim wiedział i trudno byłoby ową wiedzę sprecyzować. Potrafił określić Sebastiana jako lokaja i ochroniarza, ale nie umiał powiedzieć, jakim był demonem. Czy był okrutny? Zapewne tak, jeśli porównywać go do ludzkich standardów. Zazdrosny. Ta cecha ujawniała się zawsze, gdy hrabia próbował zastąpić demona w jakiejkolwiek funkcji przez kogoś innego. Na przykład przez Aberlina.
Był też bardzo dokładny, tak jakby dążenie do doskonałości było najważniejszym celem jego istnienia. Czy była to cecha wszystkich istot jego rodzaju?
Ciel żałował, że nigdy nie spotkał innego demona.
Nie wiedział, że nadejdzie czas, gdy będzie żałował niepoprzestania na Sebastianie.

Dni mijały bez większych atrakcji. Przyszedł kolejny list od Elizabeth, ozdobiony wianuszkiem serduszek i kwiatów, opowiadający o jej podróży na kontynent. Przeczytał go bez zbytniego entuzjazmu, wiedząc, że nie będzie traktować on o niczym ważnym ? zabawa, zwierzęta, których Lizzie nigdy wcześniej nie widziała, dziwne budowle... Sam niezbyt dobrze wspominał swoją wizytę w Francji, a zwłaszcza podróż powrotną.
Sebastian zdobył rybę i mimo wszystko udało mu się przyrządzić ją tak, by smak, mimo że egzotyczny, idealnie trafił w gust hrabiego. Wbrew temu, co demon mógł sądzić, chłopak wiedział, czym jest akantoda. Zastanawiał się, czy nie przesłać jej resztek do towarzystwa historycznego, oczywiście anonimowo. Ci wszyscy nadęci starcy mieliby czym zachwycać się przez kilka następnych lat.
Zapewne gdyby miał więcej czasu, z chęcią popatrzyłby na ich szarpaninę. Jednak praca, lekcje z Sebastianem i stos zalegających spraw skutecznie go zniechęcały. O wiele prostszym i łatwiejszym sposobem było dręczenie Finniego lub Meirin. Oczywiście nie w nadmierny sposób...
Westchnął, omiatając spojrzeniem gabinet. Sebastian idealnie odtworzył każdy element zniszczonych pomieszczeń. Ten pokój był jednym z tych, które najbardziej ucierpiały w pożarze ? ani jeden przedmiot znajdujący się w nim wcześniej nie przetrwał. Najwięcej czasu zajęło lokajowi uzupełnienie biblioteki, gdyż wiele książek, które spłonęły, znajdowało się w zbiorach rodziny od lat i było absolutnie unikatowymi. Kompletowanie ich po raz drugi w przeciągu kilku lat z pewnością nie było proste, zwłaszcza że wcześniej hrabia był pewien, że pozycje, jakie posiadał w bibliotece są pojedynczymi białymi krukami. Jak się przekonał, egzemplarzy musiało być jednak więcej... Wolałby jednak nie sprawdzać, jak wiele, pozwalając, by biblioteka spłonęła po raz trzeci.
Hrabia nigdy nie zapytał demona, w jaki sposób już ponowny raz je uzyskał. Sebastian oczywiście by nie skłamał, ale przedstawił prawdę w taki sposób, by była skomplikowana i rodziła kolejne pytania. Jego zachowanie potrafiło być naprawdę frustrujące. I nie chodziło jedynie o te sprawy.
Demon był naprawdę irytujący ostatnimi czasy. Od ich pierwszej ? i jedynej ? rozmowy o duszy, ani razu nie posunął się dalej w ową nieodpowiednią strefę. Owszem, jego dotyk towarzyszył hrabiemu ciągle, podczas przebierania, kąpieli, bardziej jednak drażnił, niż dawał zadowolenie. Nie był na tyle intensywny, by móc być uznanym za rozkoszny, ale też nie był jak niegdyś niezauważalny. Różnice były na tyle subtelne, że Ciel nie miał pewności, czy to nie żart jego wyobraźni lub rozbudzonych zmysłów. Nie mógł stwierdzić, co jest realne, a co jest jedynie elementem jego pragnień. I wcale nie chodziło mu o to, że pragnął demona. Myśl, że miałby pożądać kogokolwiek, jakiejkolwiek istoty wydawała mu się groteskowa.
W jakiś jednak sposób chciał znów poczuć owe zwinne palce i usta, rozkoszować się łagodnym dotykiem, wiedząc, że w każdej chwili będzie mógł przerwać pieszczotę i odsunąć od siebie lokaja. To właśnie sprawiało, że Sebastian był jedyną osobą, którą mógł do siebie dopuścić. Wykonywał wszystkie polecenia i nawet jeśli niektóre rzeczy próbował ominąć, nie mógł zignorować wydanego wprost rozkazu. Ciel wiedział, że w każdej chwili mógłby nakazać demonowi, by go dotknął, myśl ta jednak nie wydawała mu się zachęcająca. Dotychczas wszystkie ruchy wykonywał Sebastian, hrabia był tylko biernym uczestnikiem. Jakakolwiek inwencja postawiłaby go w sytuacji, w której demon robiłby coś na jego wyraźne życzenie. A było to to, do czego usilnie starał się nie dopuścić.
Wieczór nadchodził jednak szybkimi krokami i trudno było zmusić ciało do zajmowania się czymś innym. Wiedział, że wystarczyłoby niewiele, sięgnąć jedynie do spodni, wsunąć rękę i... i zapewne nie trwałoby to długo, aż jego ciało osiągnęłoby spełnienie, ale nie znał sposobu, by ukryć ów fakt przed demonem. W dodatku uleganie tak niskim i brudnym instynktom nie przystoiło osobie o jego pozycji. Tak samo jak rozkosz można było oddzielić od prokreacji, tak przyjemność od zaspokojenia. Wiedział, że walki ze swoim ciałem nie wygra, ale to nie wygrana się liczyła a czas, jaki pozostał mu do upadku. Im dłużej miał kontrolę nad sobą samym, tym porażka stawała się mniej znacząca. Nie zamierzał jednak ulegać potrzebom ani teraz, ani w najbliższym czasie.
Dlatego właśnie denerwowały go zabiegi Sebastiana ? nie były czymś, co mógłby zabronić lub choć wstrzymać, a jednocześnie rozbudzały jego pragnienie.
Ciel oparł głowę na rękach, przymykając oczy. W gabinecie było tak cicho, przyjemnie, że jego umysł odpływał daleko od spraw związanych z pracą. Właściwie mógłby tak spędzić całą wieczność, rozmyślając nad tysiącem spraw, z których każda była przecież ważna i konieczna, ale razem tworzyły wielobarwną mozaikę. Demon. Czerwone oczy. Połowa duszy. Dłonie sunące po jego ciele. Przepiękny ogród. Nowe sadzonki białych róż, sprowadzone od najlepszych hodowców. Usta, zręczne, umiejętne, zęby, język... Ptaki, za którymi ganiał Finni, stłuczone okulary pokojówki, wybuch w kuchni, znów usta i grabienie liści dynamitem..
Kilka godzin później w tej samej pozycji znalazł go Sebastian. Hrabia półleżał na biurku, z lekkim, błąkającym się na bladych wargach uśmiechem i po raz pierwszy od bardzo dawna mógł wydawać się naprawdę szczęśliwy. Lokaj wycofał się, ruszając do łazienki. Tak szybko jak to możliwe, naszykował wannę pełną gorącej wody i piany, komplet ręczników i olejków, których zapewne nie posiadała nawet królowa. Był to jeden z niewielu luksusów, na jakie Ciel pozwolił Sebastianowi. Opierał się zatrudnieniu ludzi, którzy zajęliby się sprawami firmy, nie dał się przekonać do zamiany powozu na jeden z tych nowoczesnych automobilów, uległ jedynie w sprawach unowocześnienia przestarzałych już systemów kanalizacji i innych rzeczy związanych z higieną. Brud go obrzydzał i w sprawach dokładnej toalety zgadzał się z demonem w zupełności.
Lokaj, uśmiechając się ironicznie, wrócił do gabinetu i, starając się nie budzić panicza, przeniósł go ostrożnie.
Dopiero chłodne powietrze, muskające ciało, wybudziło Ciela. Sytuacja, w jakiej się znalazł, uderzyła go z pełną świadomością ? siedział, a właściwie półleżał na kolanach demona, obejmowany za ramiona jedna ręką, podczas gdy druga dłoń spokojnie rozpinała jego koszulę. Szarpnął się i gdyby nie fakt, że siła jego mięśni była niczym w porównaniu z uchwytem demona, zapewne znalazłby się na posadzce.
Wymruczał przekleństwo, starając się odsunąć od lokaja, ten jednak trwał nieruchomo, czekając, aż chłopiec zrozumie, że owa próba zakończyłaby się w najlepszym razie bardzo twardym lądowaniem.
- Przygotowałem wieczorną kąpiel, paniczu ? powiedział, zanim usta Ciela zaczęły się układać w ?postaw mnie na ziemi, to rozkaz!?. Hrabia odwrócił głowę, zacięta, lekko buntownicza mina świadczyła jednak dobitnie o tym, co myśli o byciu traktowanym w ten sposób przez demona. Zsunął się z jego kolan, z trudem utrzymując równowagę, i parsknął ze złością.
- Co ty sobie myślisz ? warknął ? nie jestem dzieckiem!
- Nie chciałem przerywać twojego odpoczynku - odpowiedział spokojnie demon, kłaniając się. ? Pozwolisz, że zdejmę twoje ubranie?
W ciemnych oczach lśniła lekka złośliwość, tak jakby lokaj miał całkiem inne zdanie o tym, czy jego pan jest, czy nie jest dzieckiem. Większość osób już po chwili konwersacji z nim zapominała, ile ma lat ich rozmówca. Sebastian był jednak świadkiem nie tylko oficjalnych rozmów hrabiego, ale też wszystkich tych zachowań, jakimi nie chciał się on przed nikim chwalić.
Nawet zaśnięcie przy biurku w tak niewygodnej pozycji ujawniało te cechy chłopca, do których nigdy by się nie przyznał.
Ręce kamerdynera zwinne zajęły się ubiorem i już po chwili hrabia siedział zanurzony po szyję w pachnącej wodzie. Sebastian umył go szybko, zaczynając od napiętych ramion. Gdy jego dłonie zsunęły się w dół brzucha, zapytał z lekkim uśmieszkiem:
- Czy masz coś przeciwko, paniczu?
Ciel odruchowo pokręcił głową, zanim przypomniał sobie, że Sebastian nigdy wcześniej o takie rzeczy nie pytał. Dopiero po chwili zrozumiał, że wyraził zgodę na coś zgoła odmiennego niż mycie. Śliskie od olejku palce musnęły jego członek i owinęły się wokół niego, i wydawałoby się, że z zaangażowaniem zaczęły go badać.
Ciało chłopca od pewnego czasu było już podniecone. Co prawda nie w sposób ponaglający i zmuszający właściciela tego ciała do natychmiastowej reakcji, ale Sebastian musiał wyczuć owo napięcie. Wyczuć i umiejętnym dotykiem spotęgować, sprawiając, że tylko silna wola powstrzymywała Phantomhive'a od wicia się i mruczenia z przyjemności. Zaciśnięte na krawędzi wanny palce były jednak dostatecznym dowodem na to, że zabiegi demona odnoszą odpowiedni skutek.
Nie wiedział, czy powinien cieszyć się, czy żałować, że tym razem usta nie miały szansy dołączyć do zabawy. Dłoń poruszała się dziwnym, nierównym, ale niesamowicie drażniącym rytmem, sprawiającym, że otworzenie oczu było naprawdę trudną sztuką. Kamerdyner przerwał na chwilę, tylko po to, by nalać na dłoń większą ilość olejku i ponownie zanurzyć ją w wodzie. Ciel zdążył zauważyć znak kontraktu na bladej skórze, zanim znów zmuszony był przymknąć powieki.
- Przestań! Wystarczy, Sebastianie - powiedział, wiedząc, że im dłużej to potrwa, tym trudnej będzie mu przerwać. Ręka demona gładkim ruchem przesunęła się na uda chłopca, później na łydki i pod kolana. Zanim Ciel zorientował się, co się stanie, został wyniesiony z wanny i umieszczony w kokonie z ciepłych, miękkich ręczników.
Uśmiech Sebastiana stał się jeszcze bardziej irytujący, gdy wycierał hrabiego, zwłaszcza że Ciel zasyczał cicho, czując na swoim twardym, pulsującym członku dotyk materiału.
- Może jednak pozwoliłbyś mi zrobić to właściwie, paniczu? - zapytał, nachylając się tak, by patrzeć prosto w oczy chłopca. Czubek języka przesunął się po wargach, zwilżając je lekko.
- Nie. - Myśl, że miałby pozwolić pochłonąć się przez te usta sprawiła, że potrząśnięcie głową było czymś naprawdę trudnym. Ale nie mógł, nie potrafił pozwolić na cokolwiek więcej.
Zanim zdążył zastanowić się, w jaki sposób dotrze do sypialni, bo ? co jak co ? ale chodzenie z twardą erekcją było rzeczą całkowicie niezręczną, demon znów wziął go na ręce. Po chwilowym wahaniu hrabia postanowił nie protestować. Bycie noszonym o wiele mniej obdzierało go z godności, niż gdyby ktoś miał zauważyć, w jakim stanie znajduje się jego ciało.
- Nie ma niczego złego w zaspokajaniu swoich pragnień ? słowa kamerdynera zabrzmiały o wiele za głośno, niż Ciel by sobie tego życzył.
- Zamknij się! - warknął ze złością, czując, jak rumieniec wpływa na jego policzki.
- W pobliżu nie ma nikogo, kto mógłby usłyszeć naszą rozmowę, paniczu ? wyjaśnił demon, znów lekko krzywiąc usta. - W innym wypadku nie poruszałbym tak... intymnego tematu.
- Zamknij się i zanieś mnie wreszcie do sypialni, to rozkaz!
Równie ważna jak fakt, że ktoś mógłby usłyszeć, była świadomość odbywania tego typu rozmowy z lokajem. Z demonem.
Dla Sebastiana prawdopodobnie nie istniały drażliwe, niezręczne tematy, rzeczy związane ze zwyczajnym ludzkim wstydem. Naśladowanie uczuć nie było tym samym co odczuwanie ich i - co Ciel zauważył już wcześniej ? nie miało z tym nic wspólnego.
Demon położył hrabiego na łóżku i poczekał, aż wsunie się on w chłodną pościel.
- Mogę już się odezwać? - zapytał z lekką ironią.
- Tylko jeśli nie zamierzasz poruszać jakiś idiotycznych tematów.
- W takim razie dobranoc, paniczu. - Skłonił się i obrócił w stronę drzwi.
Ciel zawahał się. Przyjemność odeszła, podobnie jak naglące pragnienie. Nie zaszkodziłoby więc spróbować . - Zostań - powiedział nieoczekiwanie. - Pozwalam ci... dotknąć mnie.
Sebastian zatrzymał się, nie odwracając się jednak w stronę swojego pana.
- Takie jest twoje życzenie? - upewnił się, a dłoń musnęła lekko klamkę.
Ledwo chłopiec zdążył potwierdzić, a jego ciało rozpłynęło się w łagodnym dotyku. Chłodne dłonie podwinęły jego koszulę, a usta zsunęły się po żebrach.
- Masz przerwać, gdy ci to nakażę - doprecyzował cicho.
- Tak, mój panie.



Już w krótce rozdział IV:
Oddalenie
Obrazek
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 30 wrz 2009, 21:42

Do informacji publicznej (a raczej do tych nielicznych, którzy zaglądają tutaj) : napisane są rozdziały 5-8 w większości u bety już, a 9-tka w trakcie opisania :D

Rozdział IV
Oddalenie


Zdawałoby się, że wieczność minęła, aż wreszcie demon przesunął ustami po członku chłopca. Wszystko robił tak długo i powoli, jakby czekał, aż Ciel rozkaże mu zmienić tempo. Hrabia zacisnął jednak wargi, zdecydowany nie prosić, nie żądać niczego więcej.
Gdyby wydał rozkaz, znaczyłoby to, że oczekuje takiego postępowania. Że aprobuje każdą z rzeczy i nagle stałyby się one dla niego realne. Na razie Sebastian jedynie ?sprawiał mu przyjemność?. Dotykał.
Rozkaz zapewne powinien zawierać polecenia ?weź go do ust?, ?poliż? lub ?ssij? i gdyby Ciel naprawdę kazał mu to robić... Najpierw zamiast używać sformułowania ?TO?, musiałby znaleźć bardziej opisowy eufemizm. A później koniecznym byłoby sprecyzowanie czego i jak oczekuje, co sprawia mu przyjemność. Nigdy nie pozwoliłby, aby tego typu słowa splamiły jego usta.
Lokaj, jak gdyby rozumiejąc, że jego taktyka nie daje zamierzonych rezultatów, odsunął się nieco i rozpoczął dokładne lizanie wewnętrznej strony ud chłopca, pozwalając, by kosmyki włosów raz po raz ocierały się o wzwiedzony członek. Chłopiec zacisnął dłonie na prześcieradle, starając się nie patrzeć w stronę demona. Bez powodzenia ? jego wzrok siłą sprowadzany był w dół, a zamknięcie oczu było niemożliwe, tak jakby organizm chciał chłonąć każdy element owej sceny wszystkimi zmysłami.
Przez chwilę chciał przerwać zabawę, jednak wiedział, że ten czas jeszcze nie nadszedł ? frustracja wynikała nie ze zbyt bliskiego końca, lecz z faktu, że demon specjalnie robił rzeczy dające niecałkowite zadowolenie. Coś, co jedynie rozgrzewało, przyspieszało krew, ale wcale nie odbierało oddechu czy nie sprawiało, że miał zamiar uciekać przed spełnieniem. Tak, Sebastian dokładnie rozumiał zasady gry.
Gdy już każdy milimetr skóry między udami Ciela został dokładnie, kilkakrotnie wylizany, łącznie z pulsującym, twardym członkiem, giętki język znieruchomiał na chwilę, po czym powolnym, śliskim ruchem powrócił do ust znajdujących się zaledwie o kilka milimetrów od boleśnie wrażliwej główki. Spomiędzy warg chłopca wydobyło się ciche jęknięcie. Oddech, który na sobie czuł, był aż zbyt gorący i zmuszał go do myślenia o rzeczach, jakich akurat teraz wolałby sobie nie wyobrażać.
Demon był jego własnością, Ciel mógłby więc chwycić go za włosy i przyciągnąć bliżej. Mógłby rozkazać mu otworzyć usta, a później objąć go tak ciasno i ciepło, jak to tylko możliwe. Rozkazać mu dotykać się, przesuwać dłońmi po całym ciele. Rozkazać lizać, wytrwale, mocno, wilgotnym, gorącym językiem. Mógł... Tak, mógł wszystko. Mógł zrobić każdą rzecz, jakiej by zapragnął i sama świadomość tego doprowadzała go do szaleństwa. Przecież tak niewiele brakowało, a miałby absolutnie wszystko... Prócz dumy i szacunku do samego siebie. Fakt ten paraliżował go i zmuszał do całkowitego bezruchu. Kamerdyner nie wyglądał jednak na zachwyconego tym faktem.
Ciel przeczuwał, że do tych spraw lokaj podchodzi jak do pieczenia ciasta ? oczekując jeśli nawet nie zachwytu czy pochwał, to przynajmniej akceptacji swojego pana. Na szczęście Sebastian nie pytał, czy dobrze wykonuje swoją pracę. Mimo że ocenianie wypieków nie było trudne, teraz hrabia nie wiedziałby, w jaki sposób odpowiedzieć. To by było naprawdę... niezręczne.

Źrenice demona zwęziły się lekko, tak jakby zauważył, że myśli chłopca krążą gdzieś indziej. Usta zbliżyły się i powoli nasunęły się na wyprężony członek. Zaczął od lekkiego ssania, z zadowoleniem stwierdzając, że biodra arystokraty lekko drgnęły. Tak jakby chciały.. ale w ostatniej chwili zostały powstrzymane żelazną wolą.
Nic nowego.
Ciel opierał się wszystkiemu, co było dla niego przyjemne. Każdej rzeczy dającej wytchnienie jemu i jego ciału. Lekceważył swoje potrzeby, mimo że były naturalne, walczył z tym, co sprawiało, że był człowiekiem. Ze ? zdawałoby się ? zadowoleniem zmuszał się do odczuwania bólu i niespełnienia, balansując na granicy, o której istnieniu żaden człowiek nie powinien mieć pojęcia. Nie chodziło tu bowiem o dekadenckie wstrzymywanie przyjemności, przedłużanie... ale o całkowitą rezygnację z niej. Jednocześnie mogłoby się zdawać, że właśnie to go zadowala, ów brak. Demon wiedział, że już wkrótce zostanie odesłany z pokoju, zostawiając swojego pana, by miotany gorączką i pragnieniem, przewracając się z boku na bok, czekał na nadejście snu. Dla dobra zdrowia Ciela powinien zostać ? nie pozwalał mu na to jednak rozkaz. Oczywiście, jeśli zdążyłby, zanim zostanie on wydany...

Hrabia z trudem zdławił krzyk, gdy poczuł, jak ręce kamerdynera zaczynają szybkim, niebezpiecznie wręcz przyjemnym rytmem dotykać go, bawić się jego ciałem i sprawiać, że kontrolowanie własnych reakcji stawało się coraz trudniejsze. Usta jak gdyby zmieniły taktykę i ich pieszczotę naprawdę trudno było nazwać delikatną. Raczej rozkosznie grzeszną, silną, przerażająco wręcz oddziałującą na zmysły. Wiedział, że powinien to przerwać, ale trudno było zmusić ciało do odpowiedniej odpowiedzi, nie, gdy zajmowały się nim te wargi i dłonie.
Demon doskonale wręcz potrafił nimi kierować, tak jakby właśnie do tego zostały stworzone. Do tego i do niczego więcej.
-Przesta...ń ? jęknął cicho, starając się uciec, demon jednak zdawał się tego nie zauważać. Ciel wiedział, że gdyby teraz zobaczył jego oczy, lśniłyby one ową nieprawdopodobną czerwienią. Nie tym fioletowawym światłem, ale żywą, krwistą czerwienią. Język poruszał się coraz szybciej, usta umiejętnie bawiły się członkiem chłopca, wyginając się z zadowoleniem. Hrabia czuł uśmiech Sebastiana, to niesamowite wygięcie warg, które sprawiało, że ich dotyk wydawał się teraz inny, odmienny i, ach, frustrująco wręcz rozkoszny. Niebezpieczny.
Zanim Ciel zdążył jednak powtórzyć rozkaz, poczuł delikatne ugryzienie, chłodne powietrze, a później znów gorąco i dłoń obrysowującą linię żeber, podczas gdy druga starała się dotrzeć tam, gdzie nie dosięgały usta.
-Prze... - zaczął, ale kolejny raz został uciszony nagłym spazmem przyjemności, a z ust, zamiast dokończenia wyrazu, wydobył się jedynie zdławiony jęk. Nie chciał tego, to nie miało prawa się stać! Ale ciało znów drżało, nie potrafił też zapanować nad biodrami. Wiedział, że przeciwko niemu gra nie tylko demon, ale i jego własne niedoświadczenie. Nigdy wcześniej nie czuł się aż tak..a każda z tych rzeczy była nowa i coś w jego wnętrzu pragnęło jej. Pragnęło każdej możliwej przyjemności.
-Nie! - krzyknął, wyginając się w łuk, a demon nadal ssał, ssał, wilgotnie, bez użycia zębów, które mogłyby chociaż lekko odsunąć bądź zmienić przyjemność. Ciel poczuł, jak jego ciało roztapia się, ulega i pragnie, jak ręce bez udziału woli przyciągają głowę demona po raz ostatni i to jest tak głębokie, gorące i...
Skończył, pogrążony w dotyku tych zręcznych warg. Opadł ciężko na poduszki, przez chwilę zapominając, jak się oddycha... Zapominając, kim jest. Świadomość wróciła wraz z przypatrującą mu się spod ciemnych rzęs czerwienią.
-Jak śmiałeś.. - głos, który wydobył się z jego gardła, był dziwnie bolesnym, gorzkim szeptem. ? Jak śmiałeś zlekceważyć mój rozkaz?
-Nie wydałeś takiego rozkazu, panie ? odpowiedział lokaj spokojnie, oblizując wargi. Hrabia z trudem powstrzymał się przed zastanawianiem, czy owe usta są gorzkie od jego nasienia. Wydawało mu się to jednocześnie obrzydliwe i takie... podniecające.
-Powiedziałem, że masz przerwać, gdy ci to nakażę. Kazałem ci przestać... Słyszałeś to.
Demon nie poruszył się, nadal trwając w tej samej pozycji. Tylko oczy powoli traciły szkarłatny blask, wydając się coraz to spokojnymi.
Sebastian nie mógł skłamać wprost. Nie mógł powiedzieć, że nie usłyszał słów swojego pana. Owszem, nie było to w formie rozkazu, bardziej bowiem przypominało prośbę, zwłaszcza sądząc po tonie wypowiedzi... Ale było życzeniem osoby, która zawarła kontrakt.
Starając się zachować resztki godności, Ciel uniósł się na łokciach.
-Wynoś się ?krzyknął wykrzywiając usta i patrząc lokajowi prosto w oczy ? Wynoś się z mojej sypialni. Idź precz! Natychmiast!
Demon zniknął, nie czekając, aż hrabia powtórzy rozkaz.
Chłopiec drżał, nie wiedząc, co robić. Właściwie mógłby uznać, że nic się nie stało ? ale jego ciało po raz pierwszy od tak dawna było całkowicie odprężone, zaspokojone. Wiedział, że nic nie zostanie takie same, a gdyby demon dotknął go jeszcze kiedyś, jeszcze chociaż raz, nie potrafiłby powstrzymać się od dążenia do tego stanu.
Ciel nie zamierzał na to pozwolić ani sobie... ani tym bardziej demonowi.
Nie mógł pozwolić.

Korytarze o poranku wydawały się niezwykle ciche. Sebastian zapukał energicznie w drzwi pokoju Meirin, później obudził Finniego, nie spoglądając nawet na puste łóżko Barda. Moralność pokojówki była ostatnią rzeczą, jaka go aktualnie interesowała. Tanaki także nigdzie nie było i być może demon poczułby się jednak odrobinę zainteresowany, gdyby zza drzwi pokoju dziewczyny dochodziło bicie nie dwóch, ale trzech lub jednego serca.
Wiedział, że nawet z tej odległości spokojnie mógłby wyczuć zapach ludzi, nie sądził jednak, że owo działanie mogłoby mieć jakikolwiek sens.
Podobnie, opierając się jedynie na zmysłach, potrafiłby sprawdzić, w jakim stanie znajduje się Ciel. Czy hrabia uległ zadowoleniu i w spokojnym oddechu można było wyczuć satysfakcję? Czy też bił się z myślami przez cały wieczór i zasnął dopiero, gdy zmogło go zmęczenie? Być może nadal był zły...
Tak, dowiedzenie się tego byłoby proste, jednakże naruszałoby w pewien sposób prywatność chłopca. Jako demon nie czuł się wcale zobowiązany do przestrzegania tego typu zasad, jednakże będąc lokajem nie mógł sobie pozwolić sobie na tak daleko idącą ciekawość. Oczywiście, gdyby życie Phantomhive'a znalazło się w zagrożeniu, bądź byłaby choćby minimalna szansa, że tak mogłoby się stać, od razu skorzystałby z okazji, jednak sypialnia była najbezpieczniejszym miejscem w całej posiadłości. Osobiście zadbał, by stanowiła ona pewien rodzaj klatki przed całym światem. Nie więzienie, ale raczej ogród zoologiczny, w którym dany okaz jest chroniony przed wymarciem. Hrabia nie był tego świadomy, ale ściany zapełnione były demonicznymi runami, posadzka pod parkietem tworzyła wielki pentagram ? wbrew pozorom, znak wcale nie demoniczny, a wręcz broniący przed wszystkim, co mogłoby chcieć przedostać się do wewnątrz, a jedynym powodem, dla którego Sebastian nie musiał być ?zaproszony?, by móc znaleźć się w środku, było to, że użył do tego własnej krwi. Właśnie dlatego hrabia nigdy się o tym nie dowiedział.
Phantomhive byłby bardzo ciekawy, do czego jeszcze można by jej użyć i z pewnością znalazłby inne sposoby jej wykorzystania. Krew sama w sobie nie była wiele warta. Ktoś, kto próbowałby ją w jakiś sposób zebrać, odzyskać z ubrań lub innych miejsc, które splamiła podczas walk, nic by nie zyskał. Ważna była wola demona, który oddawał krew, niestety ?wola? Sebastiana znajdowała się w rękach chłopca. Mógłby rozkazać lokajowi nie tylko ?oddać krew?, ale też ?chcieć oddać krew?. Niedopowiedzenie nie było jednak kłamstwem, a wszelkie zmiany nie ingerowały tak naprawdę w dom ? były czymś w rodzaju niewidzialnej bariery, wielowarstwowej powłoki, elastycznej, giętkiej, zawiadamiającej jej właściciela, gdyby tylko ktoś próbował przedostać się pod klosz. Ciel, niczym ptak, wylatywał i powracał do swojej złotej klatki, nieświadomy jednak jej istnienia.
Hrabia nie był zwykłym nastoletnim dziedzicem ? co stanowiło jednocześnie jego zaletę, jak i przekleństwo. Niczym magnes przyciągał wszelkie niebezpieczeństwo, często nie dając lokajowi ani chwili wytchnienia od ciągłego ratowania mu życia. Zabezpieczenie sypialni miało nie tylko zwracać uwagę demona na każdą istotę, która spróbowałaby wejść do niej, ale także zawiadamiać, gdyby ktoś zechciał ją samodzielnie opuścić.
Być może była to zapobiegliwość zbyt daleko idąca, ale w pojęciu Sebastiana znajdowała się ona jeszcze w zakresie między ?staraj się przynajmniej zachowywać tak, jakbym mógł mieć chociaż odrobinę prywatności?, a ?minimalizuj możliwe zagrożenia?. Ciel nie był osobą, która odczuwałaby wstyd przed demonem , na przykład z powodu swojego ciała, mimo to często denerwował go brak swobody. Kamerdyner zmuszony był więc manewrować wolnością i bezpieczeństwem tak, by oba znajdowały się w stanie przynajmniej zadowalającym.
Chłopiec dorastał, jednak trudno to było nazwać ?dojrzewaniem?. Jego ciało co prawda dopiero zaczynało mieć pragnienia typowo nie-dziecinne, ale umysł od bardzo dawna nie był umysłem dziecka. Dorastała po prostu zewnętrzna powłoka hrabiego, on sam pozostawał niezmieniony. Mimo to, odkrycie w sobie całkowicie innych pragnień, nie tylko przyjemności płynącej ze słodyczy czy dobrze rozegranej partii szachów wprowadzało pewne zamieszanie. Demon sądził, że to jedynie kwestia czasu, aż Ciel zaakceptuje ową nowość w swoim życiu. I pierwszy raz, od bardzo dawna, aż tak się pomylił.
Gdy dotarł do sypialni panicza, z trudem powstrzymał okrzyk zdziwienia. Młody hrabia, kompletnie ubrany, kończył właśnie wiązać buty. Zacięta mina doskonale świadczyła o tym, że czynność ta wymagała od niego absolutnego skupienia. Sądząc jednak po efektach, Ciel musiał od jakiegoś czasu ćwiczyć samodzielne ubieranie się. Wstążka nie była zawiązana doskonale ? zaledwie dostatecznie dobrze, by lokaj nie krzywił się na jej widok, koszula została jednak równo zapięta, łącznie z mankietami, mogącymi teoretycznie być najtrudniejszą częścią ubioru, a i pończochy zostały założone prawidłowo.
Hrabia uniósł lekko głowę.
-Nie dotykaj mnie! - syknął, widząc zbliżającego się Sebastiana. Kamerdyner ukląkł przed nim.
-Cóż cię przywiodło, panie, do tak niedorzecznych pomysłów? ? zapytał, uśmiechając się lekko. Po chwili jednak owo wygięcie warg zmieniło się w ledwie widoczny grymas, gdy napotkał wzrok Ciela. Chłopiec nie wyglądał wcale na skorego do żartów. Nie, jego spojrzenie wydawało się aż nadto poważne.
-Zakazuję Ci, Sebastianie. ? Chłopiec jednym zgrabnym ruchem zawiązał wreszcie kokardkę ze sznurówek.? Zabraniam ci dotykać mnie więcej, niż jest to absolutnie koniecznie.

Pozornie nic się nie zmieniło. Ciel nakazywał jednak demonowi opuszczać łazienkę, zanim się rozebrał. Nagle rzeczy wcześniej całkiem naturalne stały się niepożądane. Poprawienie poduszek, na których spał chłopiec, wygładzenie pościeli... ubieranie. Phantomhive ledwo pozwalał zakładać sobie buty i zawiązywać opaskę, a i tak syczał gniewnie, gdy palce demona dotykały jego skóry.
Gdyby kamerdyner wcześniej wiedział, co będzie karą za lekkie przeoczenie rozkazu...
Nie, nawet smak nasienia Ciela w ustach, te wszystkie uczucia targające młodym, nieprzyzwyczajonym do rozkoszy ciałem, nic, nic nie było tego warte.
Sebastian wcale nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, z odcięcia od tych wszystkich wcześniejszych czynności, od uczuć hrabiego, od zaspokajania jego zachcianek, od dawnej rutyny.
Był coraz bardziej głodny.




Już wkrótce rozdział V:
Jeden dzień w roku


Obrazek

Dziękuję Mar za pokolorowanie obrazka :D Sama próbowałam na siedem sposobów, żaden nie zadziałał :mrgreen:
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Tristan » 17 paź 2009, 23:33

Ogólnie, to jak zwykle piszesz świetnie. Masz wspaniały styl, utrzymujesz rytm i klimat tekstu. Teraz więc co do fabuły, czyli jedynej rzeczy co do której umiem się czepiać i chwalić!
Rozdział 2
1. Koszula - taki drobiazg a wskazał pedantyzm Sebastiana w kreowaniu swego wizerunku, jego brak skrupułów i zawstydzającą sytuację Ciela (z jego punktu widzenia).
2. akantoda - Czy następnym razem może sobie zażyczyć tri-ceratopsa? Nie zależnie od postępowania Sebastiana, czytelnik od razu czuje, że gdyby hrabia dowiedział się jak trudno dostępna to rybka, to zażyczyłby sobie jej w zapasie na kolejne lata. Świadczy to tylko o tym jak dobrze budujesz charakter postaci.
3.
Bułeczki? Ciasto francuskie? A może ryż?

nawet demony dbają o swój image.
4. Wspaniale zakończyłaś drugi rozdział (bo mam do przeczytania kolejny, w i8nnym przypadku bym się buntowała). To jedno pytanie pokazuje że Ciel nie jest płytkim arystokratom o wrednym usposobieniu, ale że stara się spojrzeć na wiele spraw obiektywnie. Brakuje mu jednak pewności siebie w niektórych sprawach.
Rozdział 3
5.
przez chwilę czuł... dumę? podziw?, nie, to było całkiem inne uczucie
chyba jakaś nadwyżka?
6. Ten fragment ma też w sobie coś uroczego. Niby Sebastian nic nie czuje, ale dziwna postawa Ciela wytrąca go z dotychczasowych schematów, a więc nie jest nudno.
7.
- Zapytać? O co? - Znów ów tak właściwy dla Ciela spokój. Tak jakby jego umysłu nie zaprzątały żadne dręczące go myśli, tak jakby ciało ukryte pod pościelą nie było wręcz boleśnie twarde i podniecone.

Nie wiem czy to powtórzenie, ale mi przeszkadza.
8.
- Nie, nie interesuje mnie to. -Hrabia uniósł dłoń, przerywając demonowi w połowie zdania. Rzeczywiście go to nie obchodziło. Dlaczego połowa? W jaki sposób jego duszę rozdarto na kawałki? Nie dopuszczał do siebie takich myśli. Nie, pozwolenie, by jego umysł zaczął to roztrząsać, byłoby jak pogrążenie się w szaleństwie. Nie była to bowiem fantazja, ale rzeczywistość, nie teoria a rzecz praktyczna i istniejąca, coś, co się wydarzyło.

Za to kocham Twojego Ciela! Za ten pragmatyzm wyciekający z każdego pora! Nawet demona powinno to frustrować (bo jak to śmie jego pojemnik na drugie śniadanie - połowę duszy- robić mu to co przysługuje jemu?!)
9.
- Myślałem, że demony pożerają dusze - powiedział. Myśl, że kamerdyner nie spożył jej, a posiadał... w sobie? a może ukrył w jakimś miejscu, przedmiocie?; była dziwna
Znowu nadwyżka znaków.
Strata trwała jest zawsze łatwiejsza niż świadomość, że straciliśmy coś na rzecz kogoś innego. Bardzo to ludzkie i brutalne, pozostaje jednak szczerą prawdą, a miłe słowa nie oddadzą jej właściwie.
10.
Ciel żałował, że nigdy nie spotkał innego demona.
Nie wiedział, że nadejdzie czas, gdy będzie żałował niepoprzestania na Sebastianie.

Nie odpowiada mi też to niepoprzestanie. Zdanie niezbyt dobrze się czyta.
11.
Przyszedł kolejny list od Elizabeth, ozdobiony wianuszkiem serduszek i kwiatów, opowiadający o jej podróży na kontynent.

To zdanie jest prawdziwą sztuką. Tymi paroma słowami scharakteryzowałaś dogłębnie całą postać. Gratuluję.
12.
Zastanawiał się, czy nie przesłać jej resztek do towarzystwa historycznego, oczywiście anonimowo.

Z notatką: Proszę nie brać pod uwagę śladów zębów. Te należą do mnie. Haha
13.
Oczywiście nie w nadmierny sposób...

nadmierny sposób... to jakoś dziwnie brzmi. może samo nie nadmiernie? Albo zwykłe Oczywiście z umiarem/umiarkowanie? To brzmi niezgrabnie.
14.
w zbiorach rodziny od lat i było absolutnie unikatowymi.

i były absolutnie unikatowe/absolutnie unikatowe/absolutnymi unikatami - albo jakoś tak. To niby poprawnie ale źle się czyta.
15. Wanna itp. Zachowanie Sebastiana wobec Ciela zaczyna przypominać wyrywanie muszce skrzydełek. Jestem Twoją absolutną fanką!
16. Zachęcające obrazki.
17. Podoba mi się równowaga zahowana w naszym młodym bohaterze. Każdą zaletę powinna równoważyć wada i tak też jest ze wszystkim. W życiu nie ma nic za darmo. Pod wieloma względazmi Ciel jest stanowczo za bardzo rozwinięty ponad swój wiek, ale wspaniale to równoważysz niezdecydowaniem, nieporadnością dziecinnym uporem, w innych kwestiach.
Rozdział 4
18.
Że aprobuje każdą z rzeczy

chyba czynności
19.
i nagle stałyby się one dla niego realne.

Wiem o co Ci chodzi, ale to zdanie nie oddaje tego. Jakby wydał polecenie to byłoby to jak przyzwolenie za jego pełną zgodą, bez przymusu. To byłoby jakby się poddał. Nie chodzi tu o realizm.
20. Porównanie do wypieków i pragmatyczne podejście Sebastiana jest w tej sytuacji cudowne! Potrafisz nawet nadac takiej niezbyt głębokiej sytuacji drugie dno. To było cudowne zagranie.
Wspaniale też oddałaś w ten sposób pewien problem hrabiego. Maleństwo uważa, że nie zasługuje na szczęście, że jest ono mu niepotrzebne. No cóż, Sebastian jest na pewno niezwykły terapeutom, a jego metody mało konwencjonalne, ale czego nie dałabym za parę sesji z nim!
21.
Gdyby kamerdyner wcześniej wiedział, co będzie karą za lekkie przeoczenie rozkazu...

To jest cudowne podsumowanie sytuacji. Najpierw moje hrabiątko chodziło złe i sfrustrowane, a teraz doczekał się zemsty (choć szkoda że nie jest jej świadomy) - sytuacja się odwróciła Haha .

Powtarzam: Jesteś wspaniałą pisarką ze świetnym warsztatem i kontrowersyjnymi pomysłami. Jeśli chcesz jeszcze by coś Ci kiedyś skomentowała to wymagam tu happy endu!
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Morwena » 18 paź 2009, 18:37

Witam, Al!
Całe szczęscie, że natknęłam się na ten temat, bo inaczej ominęłoby mnie całkiem niezłe opowiadanie!
Strasznie podoba mi się Twój pomysł!
Ciel, jak w anime, jest władczy i stanowczy, ale tutaj nie trąci już dezorientacją lub dziecinnym uporem. Choć w pewien sposób właśnie tego się boi. Jego dążenie do perfekcyjnej kontroli ciała rzuciło mnie na kolana. Wspaniale wykreowana postać. Razem z jego przemysleniami, duszą - raczej jej połówką, podejściem do życia (a podejście do dokumentów było, wbrew niektórym zachowaniom, bardzo ludzkie).
Oczywiście Sebastian również jest wspaniały. Nieposłuszny? Nie do końca posłuszny? Zazdrosny? Spragniony? Spragniony duszy? Spragniony ciała? AL! Ratuj i wstaw kolejny rozdział! Ja chcę się dowiedzieć, a przynajmniej jeszcze trochę zbliżyć do tej wiedzy.
Cieszę się, że skupiłaś się tylko na tych dwóch postaciach, zaledwie wspominając o reszcie. To nie wprowadza chaosu, pozwala analizować tylko to, co istotne, ale za to dogłębnie.
Styl też dobry. Bardzo przyjemnie i szybko się czyta. Niestety czasem umknął mi Pan Przecinek, czasem nie było wielkiej litery. Przyczepię się też do języka. Przede wszystkim polecam pamięci słownik frazeologizmów - zdarzały się niezbyt fortunne złożenia zdań, zwroty.
Życzę dużo weny do dalszego tworzenia tego świetnego opowiadania!
Pozdrawiam!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 18 paź 2009, 19:12

Cieszę się, że skupiłaś się tylko na tych dwóch postaciach, zaledwie wspominając o reszcie. To nie wprowadza chaosu, pozwala analizować tylko to, co istotne{...}

Obawiam sie, że zawiodę Cię, Morweno. Zjednoczenie ma być w przyszłości czymś.. przygodowym. Owszem, ze Snów mi horror wyszedł, ale w Zjednoczeniu będę się bardziej pilnować. Powiedzmy, że pierwsze....5 rozdziałów jest raczej wprowadzeniem do akcji właściwej. Wiem, trochę długie to wprowadzenie, ale nie miałam wyboru, jeśli chciałam, by postacie owe miały pewne zaplecze emocjonalno-psychologiczne. W każdym razie, mniej więcej od tego teraz, zacznie się akcja rozwijać w kierunku docelowym :)

Jesteś wspaniałą pisarką ze świetnym warsztatem i kontrowersyjnymi pomysłami. Jeśli chcesz jeszcze by coś Ci kiedyś skomentowała to wymagam tu happy endu!

Tris, nie wykluczam, nie wykluczam. ;] Zależy od nastroju, bo prawda jest taka, że gdy Al jest szczęśliwe (jak teraz) to sama chce happyendu. A jak Al nie szczęśliwe jest zbytnio, to cóż.... :D



Nota od-Alowa: powstało już osiem rozdziałów :D dziewiąty w trakcie pisania, aczkolwiek połowa już jest ;]


Rozdział V
Jeden dzień w roku





Czas płynął niepostrzeżenie szybko, i gdyby nie przypadek, Ciel zapewne przeoczyłby nadejście tego dnia. Właściwie był on najmniej ważny ze wszystkich ? brak jakichkolwiek umówionych spotkań, brak gości, wyjazdów, zakupów w mieście. Jego jednym zadaniem było spędzenie tego czasu w domu, podczas gdy służba pilnowała, by niczego mu nie zabrakło.
Demon rzucił jednak uwagę, że gdy minie północ, byłoby lepiej, gdyby hrabia pozostał w sypialni. To od razu sprowadziło myśli Phantomhive'a do kalendarza, w którym przy jutrzejszej dacie lśniła niewielka czarna kropka.
Dzień Sebastiana.
Podczas tej jednej doby kamerdyner znikał, nie mówiąc gdzie, i wracał dopiero gdy zegar ponownie wybijał północ. Nie znaczyło to, że kontrakt przestawał obowiązywać ? gdyby tylko Ciel wezwał demona, ten zjawiłby się natychmiast. Chłopiec nie był bezbronny, bo w przypadku zagrożenia lokaj stanąłby się u jego boku, gotowy ratować go od wszelkich niebezpieczeństw. Mimo to, tego jednego dnia nie spędzał z hrabią.
Ciel nigdy nie zapytał się, gdzie wtedy przebywa, nieraz sugerując, by lokaj robił co zapragnie, jeśli tylko zachowa daleko idącą dyskrecję. Z jakiegoś powodu myśl o tym, co chciałby robić Sebastian, nie wzbudzała w nim zainteresowania. Były rzeczy, o których zwyczajnie wolał nie wiedzieć.
Już dawno stworzył granicę dla swojej ciekawości, a prywatne życie demona ? jeśli mógł on takowe w ogóle posiadać ? w jakiś sposób wykraczało poza nią. Łatwiej było zachować dystans, gdy nie wiedziało się wszystkiego. Oczywiście wypróbowywanie Sebastiana stanowiło nie lada rozrywkę i wyzwanie, a Ciel z chęcią poznałby niektóre fakty o kamerdynerze, podejrzewał jednak, że jest aż zbyt wiele spraw, które wywoływałoby w nim obrzydzenie lub strach. Wiedział, do czego demon jest zdolny, nieraz bowiem oglądał pokaz niezwykłej mocy, siły i bezwzględności. Puszczenie go na swobodę, po ponad 350dniach, w czasie których był wzorowym lokajem o nienagannej reputacji, sprawiało, że hrabia mógł odczuwać przynajmniej lekki niepokój. Na szczęście demon albo nie robił żadnej z tych paskudnych rzeczy, o które posądzał go Ciel, Pismo Święte i każdy człowiek, który dopuściłby do siebie myśl, że ?oni istnieją?, albo udawało mu się zacierać wszelkie ślady. Musiał przecież mieć za sobą wiele lat praktyki.

Hrabia z nieskrywaną przyjemnością zjadł śniadanie, mimo że jego forma pozostawiała wiele do życzenia. Pierwszy raz od kilku dni nie czuł bowiem ciążącej mu obecności lokaja. Im bardziej starał się zwalczyć w sobie różnego rodzaju pokusy, tym trudniej było oderwać myśli od spraw związanych z Sebastianem.
Złamanie rozkazu przez demona, a raczej jego lekkie ominięcie sprawiało, że tracił pewność. Dotychczas sądził bowiem, że ma nad sobą całkowitą władzę, teraz ? musiał walczyć o nią z własnym ciałem. Kontrakt zawarł on, jednakże to na ciele znajdował się jego znak. Czy więc każdy, kto przejąłby kontrolę nad jego materialną częścią, mógłby przejąć też kontrakt? Czy jeśli jego dusza zostałaby zastąpiona przez duszę innej osoby... Czy ta osoba posiadłaby także demona?
Dlaczego Sebastian nie przerwał?
Dlaczego tak lekko podeptał dumę i godność swojego pana, nie słuchając go w tej sprawie?
Ciel oczywiście wiedział, że wina leży także po jego stronie ? że wystarczyło, aby odepchnął demona, powtórzył rozkaz lub chociaż ten jeden raz nie powiedział go jak ktoś proszący o ?więcej, mocniej, szybciej i och! Nie przestawaj!?.
Zdradziły go dwie osoby, do których miał pełne zaufanie ? Sebastian i on sam. O ile zdrada demona była jedynie bolesna, to fakt, że nie mógł ufać już samemu sobie wywoływał w nim strach i zakłopotanie. Nie, nie spodziewał się, że jego ciało tak łatwo może ulec pragnieniu zaspokojenia. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść.
Każdy dzień powodował, że chęć i napięcie rosło. Raz zaznajomiony z błogosławieństwem spełnienia, nie potrafił przestać o tym myśleć. Opanowanie pragnień, gdy wiedziało się, co się stanie, jak zostaną zaspokojone, stawało się coraz trudniejszą sztuką.
Umysł dosyć szybko rozsądzał i oceniał fakty, nawet te niezbyt wygodne. Jedynym dniem, jedyną chwilą, gdy Ciel mógłby spróbować poznać swoje ciało i jeszcze raz nakreślić granice, jakich nigdy nie powinien przekroczyć, było ?dzisiaj?.
Służba, widząc jego niezbyt przyjazny nastrój, trzymała się z daleka. Sebastiana nie było i wrócić miał dopiero za ponad dwanaście godzin. Więź kontaktu osłabiała się wraz z odległością, a hrabia podejrzewał, że demon z pewnością nie przebywał w najbliższej okolicy domu.
Najrozsądniejszym miejscem do różnego typu eksperymentów wydała mu się sypialnia, jednak miał przeczucie, że nie będzie tam całkowicie bezpieczny. Czuł się inaczej, przebywając w tamtym pokoju i podejrzewał, że demon mógł mieć z tym coś wspólnego ? z pewnością sypialnia była inna niż przed drugim pożarem i odbudową. Kamerdyner nie wspominał nic o jakichkolwiek zmianach i Ciel musiałby zapytać się go wprost, by uzyskać odpowiedz na nurtujące go pytania. Wiązało się to z wyznaniem lokajowi, że wyczuwa jakieś dziwne zmiany. Tego typu rzeczy nie wchodziły w grę.
Z miejsc, które lubił i które zapewniały odpowiednią prywatność pozostawały gabinet i biblioteka. Nie chciał jednak wiązać takiego zdarzenia z miejscem, w którym w którym zazwyczaj przebywał i pracował.
Biblioteka wydawała się najspokojniejszym, a przez to ? najodpowiedniejszym pomieszczeniem. Podsunęła mu też pomysł, by szukać niektórych odpowiedzi w książkach. Madame Red na tyle często przebywała w rezydencji, że zapewne część jej podręczników nadal znajdowała się na półkach. W ostateczności pozostawały jeszcze niszowe romanse oraz książki, do których posiadania nikt się nie przyznawał, a mimo to znajdowało się je w wielu arystokratycznych zbiorach. Ciel natrafił na ich ślad kilka lat temu, jednakże dziwne, nieprawdopodobne wręcz ilustracje, przedstawiające spółkujące ze sobą kobiety, zwierzęta, a nawet i gałęzie drzew, które pochwycały ofiarę i obłapiały...

Ciel przerzucił kilka tomów, bez zainteresowania przeglądając atlas anatomiczny. Większość rysunków przedstawiała kobiety bądź całkiem nieseksualne części ciała ludzkiego. Zakazane pisma wabiły go do siebie z dziwną mocą.
Wreszcie, ze zrezygnowaniem powtarzając sobie, że tego typu okazja się nie powtórzy, otworzył znajdującą się w rogu pomieszczenia szafkę. Nie patrząc nawet na tytuły, chwycił kilka z nich i rozłożył wokół siebie na dywanie. Jeszcze raz sprawdził drzwi ? czując się przy tym jak dziecko, kombinujące, by nikt go nie przyłapał ? i opadł na dywan. Bawiła go myśl, że Sebastian mógłby zobaczyć go w takiej sytuacji. Zapewne zszokowałby go widok panicza leżącego wygodnie na podłodze i przeglądającego tego typu pisma.
Ciel chwycił pierwszą z brzegu książkę, przytrzymując ją tak, by żadna luźnych kartek się nie zagubiła. ?Sodom, or the Gentleman Instructed? przeczytał tytuł, gładząc lekko okładkę palcami. Sztuka napisana ? jak się wkrótce przekonał ? językiem niezbyt wulgarnym, ale dosyć dosadnym. Rumieniec na jego policzkach wywoływały za to dołączone ilustracje. Ktoś ? i zapewne nie autor książki, bo obrazki wydawały się o wiele nowsze ? usilnie starał się zilustrować każdą scenę, jaka mogłaby pojawić się w sztuce. Splątane ludzkie ciała układały się w zaskakujące konfiguracje, włosy, ślina i nasienie mieszały się ze sobą, tworząc jednolitą, lepką powlokę. Ciel wciągnął powietrze przez zęby, czując przebiegający przez lędźwie dreszcz. Reakcja całkowicie prawidłowa, sądząc po tym, do czego owa książka była przeznaczona.
Odsunął od siebie kilka poradników ? zwłaszcza tych dotyczących związków i małżeństwa. Wiedział, że zapewne znajdzie tam dokładne instrukcje uświęconych związków, jednak nie do końca o tego typu rzeczy mu chodziło.
Kolejna książka wzmocniła czerwień na jego policzkach. Był to spis wszystkich rzeczy zakazanych w kontaktach intymnych, łącznie z rycinami obrazującymi owe ?złe techniki?. Autor skupiał się zwłaszcza na kontaktach między mężczyznami, uznając je za całkowicie grzeszne i obrzydzające. Wydawało się jednak, że jest on na swój sposób hipokrytą ? wszystko opisywał tak dokładnie i szczegółowo, jakby uczestniczył w takich scenach niejeden raz.
Ciel czuł zawstydzenie. Nigdy wcześniej nie interesował się tą częścią ludzkiego życia, uznając ją za nieciekawą i uwłaczającą jego godności. Tymczasem każde kolejne słowo, każda ilustracja sprawiały, że jego ciało przenikał rozkoszny dreszcz. Wyobrażenie rzeczy, które wcześniej oceniał jako obrzydliwe i bezcelowe, teraz budziło w nim pragnienie i tęsknotę za dotykiem.
Przerażało go jednak to, że nie podniecały go same rysunki, ale myśli. Myśli o tym, co Sebastian mógłby z nim robić, jak dotykać, a może... może nawet mógłby stworzyć z nim jedną z tych zastraszająco pięknych koniugacji. Myśl o byciu ?przelecianym? przez demona pojawiła się nagle w jego głowie i nie chciała odejść. Miał wrażenie, że jej nasienie zostało zasiane już tamtej nocy, a teraz wczepiła się korzeniami w inne części umysłu i wzrastała, karmiona obrazami. Demon co prawda nieraz zaznaczał że jego pragnienia różnią się od ludzkich, Ciel wiedział jednakże, że Sebastian mógłby wziąć udział w takim akcie. Sądząc po sposobie, w jaki podchodził do zabaw z zakonnicą na sianie, nie sprawiły mu one żadnej przyjemności, ale też nie były zbyt przykre. Po prostu kolejna czynność pomagająca im dojść do celu.
Myśl, że mógłby rozkazać coś takiego..
Widząc, w jaki sposób ludzkie ciała mogą się łączyć, trudno było odsuwać od siebie marzenia o tym, w jaki sposób jego ciało mogłoby zostać połączone z innym. Męskim. Koniecznie męskim, bo to było takie złe, grzeszne i sprzeczne z wszelkimi zasadami, być wypełnionym z jednej strony, a z drugiej zaś ? objętym gorącym, ciasnym dotykiem czyjejś dłoni. Przeżycie tego z demonem byłoby o tyle lepsze, że nie straciłby on kontroli i, sterowany odpowiednimi nakazami, nadałby owej scenie dodatkowej ekspresji.
Palce Sebastiana były tak długie i giętkie, że równie dobrze mógłby włożyć je w niego, a członek objąć wargami. Głęboko, gorąco w ustach i zwinny język, i chłodny dotyk penetrujący ciało.
Ciel jęknął cicho, chowając głowę w dłoniach, czując, jak przyciśnięte do posadzki ciało drży z potrzeby.
Poczekał, aż odzyska nad sobą panowanie, a myśl, że jest sam, że nikt nie przyjdzie, nie nakryje go, że może robić co zechce, bez zwracania na siebie uwagi, że to jedyny taki dzień, jedyna chwila, gdy naprawdę może dać się ponieść, wcale mu w tym nie pomagała. Właściwie wprost przeciwnie. Ponownie zagłębił się w przeglądanie książek, starając się nie wyobrażać sobie, że każdy z tych szczupłych, dorosłych mężczyzn jest Sebastianem, on zaś, niczym jeden z tych cherubinkowatych chłopców, wygina się w jego ramionach. Nie wszystkie obrazki wzbudzały w nim tego rodzaju uczucia. Rozpasane obyczaje nie dotyczyły niestety jedynie pięknych osób i Ciel krzywił się co chwila, widząc opasłe, niemalże ? wzdęte cielska, pokryte potem, obłapiające młodzieńców. Co jakiś czas pojawiały się kobiety. Większość piękna, ulotna, wulgarna... I absolutnie nieinteresująca, nie, skoro wystarczyło przewrócić kilka kartek i znów natykało się na przyciągających uwagę mężczyzn. Hrabia nie wiedział, czy nowa świadomość pewnych spraw, dotyczących jego samego, powinna go przerażać, czy też odpowiedniejszym byłoby wzruszenie ramionami. Związki z mężczyznami były praktykami zakazanymi, lecz nie znaczy to, że nie istniały. Kara śmierci za sodomię została już zniesiona, nadal dotkliwa była jednak ?śmierć towarzyska?. Kilka lat wcześniej uchwalono poprawkę do Criminal Law, która zakładała, że za stosunki z mężczyzną można było trafić do więzienia. W towarzystwie tolerowano tego typu związki, dopóki nie było o nich wiadomo publicznie. Nikogo nie obchodziło, czyje łóżka odwiedza mężczyzna lub kim jest nowy uczeń, służący albo i ?przyjaciel rodziny?, jeśli tylko zachowywało się dyskrecję. Z tego powodu mężczyźni o ?pewnych skłonnościach? szukali partnerów wśród osób spoza sfery, nienależących jednakże też do nizin społecznych.
Ciel, ze względu na funkcje, jakie pełnił w służbie królowej, docierał często do informacji o jakich niewielu miało pojęcie. Także Madame Red nie potrafiła zachować absolutnej dyskrecji i hrabia, nawet gdy był to czas, że można go było nazwać dzieckiem, doskonale rozumiał aluzje typu ?wiesz, mój kochany chrześniaku, nigdy nie pozwalaj sobie zostać sam na sam z lordem X. To bardzo, bardzo miły człowiek i z chęcią wziąłby cię na kolana, wiesz, jak brakuje mu dzieci, czasami aż, ach! nadto brakuje, mimo to dobrze byłoby, gdybyś zachował ostrożność.?
Bycie kimś, kto należał do owej grupy, lubującej w swojej własnej płci powinno powodować w nim odrazę, jednakże nie czuł niczego takiego. Próby zaprzeczenia temu na nic by się nie zdały. W dodatku nigdy wcześniej Ciel nie zbliżył się do kobiety ? nie wiedział, w jaki sposób odczuwałby coś takiego. Przecież kobiece dłonie, usta, ciało mogłoby być równie piękne i zręczne. Chociaż nigdy nie przewyższyłyby dłoni demona.
Westchnął, przewracając się na plecy. Nie miał dylematów moralnych. Nie czuł się źle. Dopuki ?miał władzę nad swoim ciałem, sterując i kontrolując doznawaną przyjemnością, doputy był zadowolony. Nie liczyło się, czego pragnął... Ale to, czy on rządził pragnieniem, czy ono nim.
Przymknął oczy.
Właściwie miał ochotę dać zaspokojenie swojemu ciału. Teraz. Patrząc na rozkosznie grzeszne obrazki, wyobrażając sobie we wszystkich szczegółach to, na co pozwalał wcześniej Sebastianowi ? oczywiście pomijając scenę, gdy lokaj zlekceważył rozkaz. Był panem swojego ciała i panem jego pragnień. O... tak.

Sebastian zjawił się w holu tuż przed północą. Dom wydawał się trwać w uśpieniu, jak zwinięty w legowisku wąż ? gotów kąsać, gryźć i szarpać każdą rzecz zakłócającą jego spokój. Był twierdzą opakowaną w marmury, mahoń, błyszczące posadzki i złote żyrandole. Jego zęby tym razem przebywały każde w swoim łóżku, zapewne zmęczone dniem, podczas którego nie były zaganiane do pracy. Serce Ciela biło spokojnie w jego sypialni, mimo to było to pierwsze miejsce, do jakiego skierował się demon. Nie wszedł jednak do wewnątrz, widząc spokojną twarz śpiącego chłopca. Wyglądał tak... odmiennie.
Później, podążając śladami zapachu, zszedł do jadalni, stamtąd zaś udał się do biblioteki. Hrabia musiał tu spędzić sporo czasu, jednak w powietrzu unosiło się coś lekkiego, ulotnego, drażniącego. Zadowolenie, satysfakcja, radość.
Gdyby tylko nie znikało tak szybko, nie umykało...
Każda książka przesiąkła niepokojącym zapachem, drapieżnym, seksualnym i pełnym emocji.

Rano Ciel ubrał się, według nowej tradycji sam, nie prychał jednak ze złością, gdy demon poprawiał jego ubranie i zawiązywał przepaskę. Nie, sam po wstaniu wezwał do siebie kamerdynera. Pozwolił nawet uczesać się i założyć na dłoń pierścień, mimo że przeważnie sam go wkładał.
Coś się zmieniło, lekko, niemal niedostrzegalnie, ale jednak.
Wydawało się że chłód i zły humor Ciela minął i kamerdyner naprawdę poważnie zaczął zastanawiać się nad tym, co mogło wydarzyć się w bibliotece. Co dałoby tyle zadowolenia młodemu arystokracie?
Po śniadaniu Sebastian pozwolił pokojówce zanieść listy do gabinetu Phantomhive'a, sam zaś zajął się przyrządzaniem obiadu. Dlatego zdziwił się, gdy dziewczyna wróciła z wiadomością, że hrabia ?c?chce go natychmiast widzieć ?. Z żalem zostawił pieczeń, mając nadzieję, że Bard jest dostatecznie daleko, by nie zdążył zamienić ją w węgiel.
-Wystarczyło zadzwonić, paniczu ? powiedział, kłaniając się. Ciel nie drgnął nawet, ściskając w ręku plik jakichś dokumentów.
-Zamierzasz wytłumaczyć mi, gdzie byłeś wczoraj? - zapytał chłopiec, patrząc na niego ze złością. Wyciągnął przed siebie dłoń, układając z kartek wachlarz. - Co to jest? - zapytał, machając nimi.
Zdjęcia, które trzymał w ręce, rozsypały się na blat biurka. Sebastian podszedł spokojnie.
-To? - Wziął do ręki niewielki, czarno-biały kartonik. Ciemne oczy rozszerzyły się w nagłym szoku, gdy uniósł go do poziomu wzroku.
Ciemna ulica, on sam w długim czarnym płaszczu, opierający dłoń na ozdobnej klamce w kształcie łabędzia, nieruchomo wpatrzony w ciemne drewno, czekając, aż zostanie wpuszczony do wewnątrz.
Mogłoby to się wydawać niemożliwe, ale komuś udało się idealnie uchwycić moment, gdy stał przy drzwiach ?Domein? - luksusowego burdelu w podmiejskiej dzielnicy Londynu.



*Część danych z tego rozdziału pochodzi z książki: ?Dzieje kultury brytyjskiej? Wojciecha Lipońskiego

Już wkrótce rozdział VI:
Pan na włościach... pożądania

Obrazek


obrazek jest jaki jest, ale tym razem starałam sobie poradzić sama ;]
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Tristan » 18 paź 2009, 21:47

1. Jeden dzień w roku... Czy on widział kiedyś kodeks prawa pracy?
2.
prywatne życie demona

Jakie musi być bujne w tym jednym dniu w roku!
3.
po ponad 350dniach,

Brak spacji.
4.
Na szczęście demon albo nie robił żadnej z tych paskudnych rzeczy, o które posądzał go Ciel, Pismo Święte i każdy człowiek, który dopuściłby do siebie myśl, że ?oni istnieją?, albo udawało mu się zacierać wszelkie ślady.

Jak dla mnie to zdanie jest zbyt zawiłe i długie.
5.
wszystko opisywał tak dokładnie i szczegółowo, jakby uczestniczył w takich scenach niejeden raz.

Pewno z zawodu był księdzem (bez obrazy, ale to się dzieje coś koło średniowiecza, a powiedzmy sobie szczerze powołanie nie stanowiło wtedy istotnego elementu dla księży)
6.
Z żalem zostawił pieczeń, mając nadzieję, że Bard jest dostatecznie daleko, by nie zdążył zamienić w węgiel.

a nie zamienić jej?
7.
?c?chce go natychmiast widzieć ?.

Cudzysłów zbłądził.

8. Cudownie, absolutnie cudownie. Biedny Sebastian właśnie odkrywa że są gorsze rzeczy od demonów: Prawnicy, komary, urzędnicy i oczywiście paparazzi!
A teraz proszę dalszy ciąg! TERAZ
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Morwena » 18 paź 2009, 22:43

Al, trochę mnie zdołowałaś tym, że nie będzie do końca tak analitycznie, jak bym chciała. Jeśli jednak całość pozostanie tak dobra, jestem w stanie to dzielnie znieść - jak zastrzyk!
Czego się nie robi dla takiego opowiadania.
Ciel na podłodze w bibliotece. Ciel sam zakładający ubrania. Ciel przeglądający "niegrzeczne" lektury. Ciel wściekły na lokaja. Ciel, Ciel, Ciel... Sebastian pod drzwiami burdelu! Zaskakujesz mnie, zaskakujesz. Ale przerywasz w takich momentach!
Widzisz, jak kręcę? To przez Ciebie! Wprowadzasz mnie w paskudnie dobry nastrój (Czy to możliwe? Skoro czyta się opowiadania o demonach, to chyba tak).
W każdym razie, było świetnie - na tyle, żebym mogła przymknąć oko na drobne nieścisłości, które czasem mnie rażą. Ważniejsze wymieniła Tris. Ode mnie: np. "Autor skupiał się zwłaszcza na kontaktach między mężczyznami, uznając je za całkowicie grzeszne i obrzydzające" Zamiast "obrzydzające" może "obrzydliwe"?
Wiem, że to jest tak małe, że wyszczególnione prawie śmieszy, ale nic nie poradzę na to, że stylistyczne drobiazgi łapię niczym Łowca spragnione krwi Wampiry... ;)
Pozdrawiam gorąco!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 21 paź 2009, 23:39

Nie, analitycznie nie będzie. To nie to opowiadanie. "Analityczne" opowiadania to Okowy i po części Sny. I na swój sposób OI też. Zjednoczenie jest bardziej przygodówką, oczywiście, akcja na początku rozwija się trochę powoli, bo postanowiłam "wejść" w świat bohaterów nie zaś "wstargnąć". Prawdą jest, że nie zawsze mi wychodzi to co bym chciała (Sny na przykład miały być opowiadaniem przygodowym... nie horrorem!) ale w Zjednoczeniu staram się trzymać planu.
Całą dotychczasową akcję, przydługi wstęp itp, mogłam upchnąć w jednym-dwóch rozdziałach, ale wolałam to niejako rozciągnąć, dając czytelnikom czas na przyzwyczajenie się do fanfika.

1. Jeden dzień w roku... Czy on widział kiedyś kodeks prawa pracy?

Obawiam, się że wtedy panowały czasy: kto mniej bierze wolnego, ten lepszym pracownikiem jest ;]
Wiesz, na zasadzie: dostosowujesz się, albo wylatujesz.

... no a tak na dobrą sprawę, to na co Sebastianowi więcej niż jeden dzień? ;]

A teraz - przepraszając za trochę przydługie słowo wstępu - zapraszam do rozdziału szóstego.


Rozdział VI
Pan na włościach... pożądania




- Sebastianie? - Ciel uniósł lekko brwi. Jak mógł nadal być tak spokojny? Czy nie istniało nic, co mogłoby go poruszyć?
- Przygotuję powóz, paniczu. ? Demon skłonił się. Jego oczy wydawały się być... naprawdę ciemne, niczym tafla jeziora. Zniknął ciepły brąz, pozostawiając po sobie tętniącą pustkę. Wyprzedzał żądania swojego pana niemalże odruchowo, Phantomhive wiedział jednak, że jego myśli muszą być zajęte czymś innym. Czyżby starał się przypomnieć sobie wszystkie, najdrobniejsze nawet szczegóły? Odtworzy, sekunda po sekundzie, każdy szelest, każdy zapach, widok, które mogłyby naprowadzić go na to, kim mógłby być tajemniczy fotograf?
- Nie zaprzeczysz? - Hrabia przesunął delikatnie opuszkami palców po ostrym brzegu fotografii. Papier przeciął cienką skórę, zabarwiając się czerwienią. Chłopiec nacisnął mocniej i jego ruch został nagrodzony kolejną falą pieczenia, gorącem wędrującym przez wierch dłoni aż do nadgarstka.
- Trudno negować prawdę ukazaną w tak oczywisty sposób ? wyszeptał demon, wpatrzony w zastygającą przy paznokciu kroplę. Ciel wiedział, że wystarczyłaby odrobina zachęty, a kamerdyner zlizałby każdy, najdrobniejszy ślad szkarłatu. Jedno słowo, a klęczałby przed nim i ssał zranioną dłoń, i lizał, najpierw jedynie delikatnymi muśnięciami języka, później silniej, mocniej? Stop! Drgnął, odsuwając od siebie myśli o klęczącym lokaju.
- Tak. - Odchylił się w fotelu. ? Masz rację, Sebastianie. To nie jest coś, czemu mógłbym się oprzeć... - Uśmiechnął się, przykładając dłoń do ust tak, jak gdyby chciał przenieść krew na swoje wargi. - Muszę dowiedzieć się, komu udało się ciebie wyśledzić... Bez twojej wiedzy. To musi być naprawdę interesująca osoba.
Tak, nawet Agni, wspierany przecież mocą Kali, z trudem mógł stanowić godnego przeciwnika. Większość ludzi była jednak zbyt słaba i powolna by mierzyć się z Sebastianem. Komu więc udało się zrobić tyle zdjęć? Kamerdyner doskonale wiedział, jakim torem biegną myśli panicza. Spotkać kogoś, komu udało się zwieść zmysły demona - nie było to łatwe. Kolejny anioł? Ale czy owe pierzaste poczwary postępowałyby w ten sposób? Robiąc zdjęcia z ukrycia i wysyłając je do osób, które zawarły kontrakt z demonem? A jeśli to nie o to chodziło? Jeśli ktoś wysłał to do ?hrabiego Phantomhive?, aby zwrócił uwagę na moralność lokaja, nie zaś dla człowieka wydającego rozkazy akumie?
- Nie zapomnij odwołać lekcji tańca ? dodał Ciel, ?rozpierając się z westchnieniem w fotelu ? Nie sądzę, byśmy zdążyli wrócić...
- Z chęcią sam zbadam tę sprawę. ? Oczy demona lekko pojaśniały , jednak hrabia pokręcił głową. To oczywiste, że lokaj sam poradziłby sobie z odkryciem tożsamości ?fotografa?, ale czy byłoby to choć trochę zabawne? Tylko uczestnicząc w wydarzeniach, jakie miały nadejść, Ciel mógłby dowiedzieć się, czym demon zajmował się poprzedniego dnia.
- Nie. Nie pozwolę ci odbierać mi przyjemności z dowiadywania się, kto cię pokonał. ? Chłopak uśmiechnął się złośliwie, nie odwracając wzroku od spojrzenia Sebastiana.? Za kwadrans wszystko ma być gotowe do drogi.
- Tak, mój panie. - Kamerdyner wycofał się z gabinetu.
Ciel pozostał sam, nie starając się ukryć słodko-gorzkiego uśmiechu.
Przynajmniej część tajemnic demona mogłaby zostać odkryta... Ale hrabia nie był pewien, czy był to pozytywny aspekt tej sprawy.
W gruncie rzeczy mógł okazać się nie tyle mieczem obosiecznym, co rewolwerem przystawionym mu do kolana. Bolesnym, nie aż tak groźnym, lecz w każdej mierze ? nieprzyjemnym.

Starał się ukryć drżenie, stojąc przed wielkimi, wysokimi drzwiami. Idealnymi dla wysokich, silnych mężczyzn, takich, do których można byłoby zaliczyć Sebastiana. Sebastiana, który jak pokazywały zdjęcia, był tu już przynajmniej raz. Ciel czuł się mały i niski, a świadomość tego, gdzie się znajdują, sprawiała, że z trudem powstrzymywał się od rumienienia - na szczęście zimno panujące wokół skutecznie tłumaczyło owe zdradzieckie skurcze mięśni i niwelowało czerwień policzków.
Sebastian zapukał ?trzy-dwa-trzy-jeden? i odsunął się tak, by ponownie stanąć za plecami swojego pana, podczas gdy Ciel naprawdę starał się nie myśleć, skąd Sebastian zna hasło do Domein. Wrota uchyliły się lekko, ukazując bladą ,piegowatą twarz. Kobieta, a raczej dziewczyna mająca może z siedemnaście lat, uśmiechała się radośnie, ukazując drobne, mysie zęby. Jej włosy były naturalnie nijakie, mimo to trudno byłoby nazwać ją brzydką bądź nieinteresującą.
- Pan.. Panowie byli umówieni? ? zapytała, lekko przekrzywiając głowę. Wyglądała niczym ptak, gołąb przekrzywiający lekko łepek, jak małe zwierzątko nasłuchujące najlżejszych odgłosów.
- Chcielibyśmy widzieć się z właścicielem ? odpowiedział Sebastian, odwzajemniając uśmiech. - Chodzi jedynie o kilka pytań.
Dziewczyna zawahała się, ale po chwili otworzyła szerzej drzwi, wpuszczając ich do środka.
- To może trochę potrwać ? zastrzegła. ? Wybudowaliśmy nową salę z lustrem weneckim i wypróbowują ją dzisiaj pierwsi klienci. On chciał sam dokładnie sprawdzić, jak to działa.
Kamerdyner skinął głową, chwytając Ciela i ciągnąc go ze sobą. Minęli długi hol wyłożony zwykłym drewnem, bez jakichś ozdobnych pluszowych obić i czerwonych dywanów.
- Przekaż mu, proszę, że czekamy w salonie ? rzucił przez ramię Sebastian, kierując się w plątaninę ciemnych, wąskich korytarzy. Znaleźli się w kolejnym szerokim, wystawnym holu, niemalże bliźniaczym do poprzedniego, jednak hrabia miał wrażenie, że to miejsce położone jest o wiele niżej. Przez całą drogę starał się nie zerkać nigdzie w bok, nie zawsze było to jednak możliwe. Ciemne, niemalże napadające na przechodzącego człowieka ściany pokryte były rysunkami różnych scen, w większości naprawdę bardzo odważnych. Wokół panowała niemal nienaturalna cisza, tak jakby pokoje, w których znajdowali się żywi ludzie, były położone w całkiem innej części budynku.
Salon znów zaskoczył Ciela ? mimo braku innego źródła światła niż lampy i świece, wydawał się jasny i przestronny. Być może była to zasługa oliwkowego dywanu lub obitych białą skórą mebli, w każdym razie pokój odróżniał się od wszelkich wyobrażeń o pomieszczeniach w tego typu domu. Ledwo zdążył usiąść, gdy drzwi znajdujące się po drugiej stronie pokoju rozwarły się, z hukiem uderzając skrzydłami o ściany.
Wysoki mężczyzna przewrócił oczami, widząc zdziwienie chłopca i nie przejmując się, że jego płaszcz ? ciemnobordowy w czarne, dziwnie psychodeliryczne kwiaty - nałożony na gołe ciało nie jest związany odpowiednio ciasno, byby się nie rozchylać, wszedł do pokoju.
- W czym mogę pomóc? ? zapytał, podchodząc do jednego z foteli i kładąc się w poprzek. - Czyżby młody panicz postanowił zdobyć pewne doświadczenie z kobietami?
Ciel wciągnął powietrze przez zęby, czując dziwny dreszcz przenikający każdą komórkę ciała. Coś ścisnęło go głęboko w gardle, tak jakby starało się powstrzymać krzyk.


Demon!Sądząc po niezwykłych, fioletowo-czerwonych tęczówkach, mężczyzna był, musiał być... demonem. Nawet jeśli nie zdradziłyby go jego oczy, coś w chłopcu reagowało na niego, odpychając i przyciągając jednocześnie. Sebastian także w pewien osobisty sposób wywoływał odzew u Ciela, jednak ten zdążył się przyzwyczaić do obecności swojego lokaja ? w dodatku składał to raczej na karb kontraktu, nie zaś....
Spotkanie się oko w oko z istotą, która zapewne szybko i niedokładnie wdziała na siebie maskę człowieczeństwa, sprawiało, że chciał rzucić się do ucieczki.
- Kronikarzu... - lokaj zaczął z przyganą, natychmiast jednak zamilkł, widząc pełne nagany spojrzenie. Hrabia zdziwił się, widząc, jak kamerdyner ustępuje. To zachowanie absolutnie do niego nie pasowało.
- Chwila! - Postać machnęła dłonią, uśmiechając się złośliwie. - Chcę sobie wyryć w pamięci obraz spotkania osoby, która tak bardzo cię usidliła... Sebastianie.
Lokaj prychnął, powstrzymując się jednak od jakichkolwiek uwag. Chłopiec czuł się jak manekin, oglądany od góry do dołu, bezwolnie pozwalając, by badawczy wzrok przesuwał się po jego ciele.
- Nie uważasz, że twoje zachowanie jest całkowicie nie na miejscu? ? zapytał wreszcie z lekkim zniecierpliwieniem lokaj, kładąc uspokajającym gestem dłoń na ramieniu hrabiego. W każdej innej sytuacji Phantomhive nie pozwoliłby na taką publiczną poufałość, teraz jednak był wdzięczny za bliskość demona. Zwłaszcza gdy inny tak uważnie mu się przypatrywał.
Mężczyzna wcale nie był podobny do Sebastiana. Oczywiście ?jego ciało było równie szczupłe, długie i zwinne, ale w całkowicie odmienny sposób. Kamerdyner dużą wagę przywiązywał do swoich ubiorów, dbając, by były one jak najbardziej oficjalne i użyteczne. Strój nieznajomego wydawał się być lekki i swobodny, i zapewne z równą lekkością i swobodą zachowywałby się demon, gdyby nie miał na sobie zupełnie nic. Był tak... tak naturalny, że Ciel nie potrafił powstrzymać się od myślenia, jak Sebastian wyglądałby w podobnej sytuacji.
- Oczywiście że nie! - odpowiedział demon - Jest całkowicie na miejscu, w moim własnym salonie. - Jego wąskie wargi układały słowa tak, jakby były one pieszczotą, dotykiem. - To bardziej wy nie pasujecie do tego miejsca.
Wytknięcie było proste: ?Ja jestem tu panem i mogę robić, co mi się podoba?. Hrabia zapewne musiałby przełknąć swoją dumę, gdyby jej miejsca nie zajął dziwny, niemalże irracjonalny strach. Istota, z którą miał do czynienia, nie była kolejnym potworem lub aniołem, z którą demon mógłby sobie poradzić, nie, był to osobnik tego samego rodzaju, mogący posiadać i prawdopodobnie posiadający moc oraz zdolności takie jak Sebastian. Wydawał się być naprawdę... groźny.

Kamerdyner z uwagą obserwował swojego pana. Ciel, nieświadomy tego, że inny demon nie zrobi nic, by go skrzywdzić, naprawdę się bał. Uczucie to było nowe i na swój sposób interesujące, lokaj wiedział jednak, że już wkrótce zamieni się w złość lub determinację. Domyślał się, że dla hrabiego spotkanie Kronikarza musiało być sporym zaskoczeniem ? nawet zwykli, niezwiązani z nikim ludzie reagowali na jego obecność, gdy był w takim nastroju.
Demon wydawał się być czymś zdenerwowany, ale raczej nie miało to bezpośredniego związku z ich wizytą. Przerażał Ciela, był to jednak odruch całkowicie naturalny i stanowił bardziej fizjologiczną reakcję ciała na zagrożenie, niż prawdziwy strach. Ludzie byli zaskakującymi istotami: mimo że ich mózg często bagatelizował różnego typu impulsy, te najsilniejsze potrafiły przebić się przez maskę zobojętnienia, przyspieszając rytm serca i sprawiając, że krew coraz szybciej i mocniej pulsowała w żyłach. Kronikarz nie robił tego umyślnie, nie starał się specjalnie wywoływać strachu.
Sebastian mógł zrobić tylko jedno ? błyskawicznym ruchem znalazł się przy swoim panie, siadając obok niego i jednocześnie przyciągając go do siebie. Popełnił błąd, zabierając ze sobą hrabiego. Jedynym sposobem, by to naprawić, było chronienie lorda przed nim samym.
Nie spodziewał się entuzjazmu, nie został jednakże odepchnięty. Objął Ciela, lekko przyciskając go do siebie, świadomy, że z zewnątrz ów ruch będzie wyglądać tak, jakby zaborczo bronił swojej własności. I być może ? co stwierdził po chwili, widząc znaczący uśmiech drugiego mężczyzny ? mogło w tym być odrobinę prawdy.
- Proszę się uspokoić ? wyszeptał do włosów chłopca. Ciel westchnął, wdychając zapach demona. Lokaj pachniał różami, które przycinał rano, ale i szarlotką z cynamonem. Zanurzenie się w tym było bezpieczne i uspokajało go. - A ty przestań stosować mentalne sztuczki! - skierował się ku mężczyźnie. Demon zdziwił się, natychmiast jednak nasunął ciaśniej maskę człowieczeństwa. Jego moc nadal onieśmielała, ale hrabia oddychał wolniej i bardziej równomiernie.
- Nie zamierzam słuchać niczyich rozkazów... Sebastianie - odpowiedział Kronikarz z niezadowoloną miną. ? Powiedz, z czym przyszliście i wynoście się. Jeśli chodzi o jakąś panienkę, wystarczyło przesłać wiadomość, nie odmówiłbym. Jeśli o coś innego, podobnie.
- Chodzi o fotografie ? wyjaśnił Ciel, zaskakując lokaja spokojnym głosem. Odsunął się lekko, nadal jednak nie odpychał go od siebie.
- Te fotografie ? uzupełnił kamerdyner, wyciągając z wewnętrznej kieszeni niewielkie, czarnobiałe zdjęcia. - Ktoś dostarczył je dzisiaj rano.
Niedostrzegalnie szybkim ruchem znalazły się w ręce długowłosego. Pomiędzy łagodnie wygiętymi brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka, z warg zniknął psotny wyraz.
Nagle z wesołego, rozkosznie denerwującego mężczyzny-demona, wyewoluował zastanawiający się, uważny obserwator. Hrabia starał się nie utracić ani kawałka z owej sceny. Bliskość kamerdynera denerwowała go, jednak stanowiła też barierę przed ?tym drugim?, pozwalał więc, by silne ramiona przytrzymywały go i ściągały ku niemu rzeczywistość.
- Dlaczego przychodzisz z tym do mnie? ? zapytał wreszcie. Wydawał się zdziwiony, zaciekawiony i niewinny. Sebastian westchnął.
- Jesteś jedyną osobą, która miałaby możliwość...
- Nie ?zaprzeczył demon.- Nie mam z tym nic wspólnego. Sprawdziłeś okolicę? Miejsce, z którego wykonano owe zdjęcia? - Przeczesał dłonią włosy. Wyglądał na równie zainteresowanego tym tematem jak Ciel. Ktoś, komu udało się zrobić demonowi zdjęcie z ukrycia, w dodatku w czasie, gdy ten robił wszystko, by nikt go nie zauważył ... Tak, to z pewnością nie był zwykły człowiek.
- Nie ? lokaj pokręcił głową. ? Ale skoro to nie jest żaden z twoich żartów i nie masz nic wspólnego, najrozsądniejszym będzie, jeśli to zbadam.
Uniósł się z kanapy, podając rękę Phamtomhive'owi. Hrabia początkowo chciał zlekceważyć ten gest i wstać sam, nie mając jednak ochoty upaść, jeszcze bardziej psując tym opinię o sobie, przyjął oferowaną pomoc.
Długowłosy demon zerwał się i stanął obok Sebastiana, ruchem tak szybkim, że wyglądało to raczej jak zniknięcie w jednym miejscu i pojawienie się w innym.
- Myślę, że hrabia mógłby poczekać u mnie, a ty poszukaj śladów. Obiecuję być grzeczny... W miarę swoich możliwości. - Lekko, samymi opuszkami palców musnął ramię chłopca. - Tak będzie bezpieczniej.
Dłoń kamerdynera lekko drgnęła, jednak nie próbował on odepchnąć mężczyzny od swojego pana. Zatrzymał się, czekając na jakąkolwiek decyzję arystokraty, tak jakby przy spotkaniu z innym demonem lawirował pomiędzy konkurowaniem z osobnikiem tego samego gatunku, a posłuszeństwem względem swego ?właściciela?. Odsunięcie dłoni demona byłoby ?niegrzeczne? i jedyne, co mogłoby je wytłumaczyć, to czytelny rozkaz hrabiego.

Słysząc zaskakującą propozycję, Ciel chciał odmówić, jednak w spojrzeniu chłodnych oczu było coś, co odwiodło go od tego pomysłu. Wiedział, że Sebastian nie zostawi go, jeśli naprawdę mogłoby się to dla niego źle skończyć ? no i o wiele łatwiej byłoby mu znaleźć jakiś trop, gdyby zbierał informacje sam. Propozycja była rozsądna, aż za rozsądna. I chociaż myśl o pozostaniu tu choćby minuty, choćby sekundy dłużej sprawiała, że w ciele chłopca wzbierała kolejna fala paniki, robił on wszystko, by temu nie ulec.
Kronikarzowi zależało na zostaniu sam na sam. Uleganie zachciankom nieznajomego demona nie było bezpieczne i każda normalna osoba odmówiłaby natychmiast, ale Ciel od dawna nie zaliczał siebie do osób przeciętnych, przestrzegających wszelkich zasad. W dodatku trudno byłoby powiedzieć, czego tak naprawdę się obawiał ? co mógł mu zrobić demon? Problem polegał na tym, że nie był to jego kamerdyner, związany kontraktem i zmuszony do posłuszeństwa. Demon był swobodny, dziki i nie było nikogo, kto mógłby nad nim panować. A może miał swojego pana? Jakkolwiek by sytuacja nie wyglądała, aktualnie demon był sam i nie było w tym pokoju nikogo, kto wydawał mu polecenia.
- Idź, Sebastianie ? powiedział Ciel spokojnie, cofając się o krok. Po czym, widząc wahanie lokaja, dodał: - Zostanę. Idź! To rozkaz. - Miał nadzieję, że nie pożałuje swojej decyzji.
Kamerdyner skłonił się i zniknął za drzwiami, nie wyglądając jednak na zadowolonego. Nie, jego spojrzenie w żadnej mierze nie było przyjazne. Ciel widział w nim zaborczość, sprzeciw i złość. Mimo to nie zanegował rozkazu ani słowem... Nie, mogłoby się wydawać, że specjalnie uciekł, nie chcąc ukazywać swojej reakcji na decyzję chłopca.
Hrabia ciężko przełknął ślinę i obrócił się w stronę demona.

Ciemne niemal czarne oczy nie lśniły głodem, ale zainteresowaniem.
Usta były o wiele mniej ironiczne, układając się w delikatny uśmiech.
Demon wydawał się całkowicie inny niż jeszcze chwilę wcześniej... Bez tej drapieżnej, złośliwej i ostrej otoczki.
Które zachowanie było jedynie maską, a które prawdą?
Ciel nie wiedział. Jego umysł opanowała tylko jedna myśl: był w piekle.
Na swoje własne życzenie.
- Proszę wybaczyć mi uprzednią niegościnność. ? Demon skłonił się lekko, w o wiele mniej oficjalny sposób niż Sebastian. Jednak lokaj wkładał w to wiele ironii i złośliwości, tak, że często gest ów wydawał się bardziej drwić, niż być okazaniem szacunku. Tu był to po prostu przyjazny gest, na który Ciel odpowiedział w tradycyjny sposób. - Jestem... Wszyscy określają mnie mianem Kronikarza.
I podszedł, blisko, niebezpiecznie blisko, a zimna dłoń zacisnęła się na sercu Ciela.
?Widocznie nawet w piekle ktoś musi pisać dzienniki wydarzeń? - pomyślał, opadając bez sił na białą kanapę.
Mężczyzna usiadł na oparciu i pochylił się w jego stronę.
Źrenice rozbłysły czernią tak intensywną, że bez trudu można było się w niej zatopić.
- Miło mi cię poznać, hrabio Phantomhive ? wyszeptał. - Mam nadzieję, że opanujesz swój strach, bo nie zamierzam cię w żaden sposób krzywdzić...






-------------------------------

Już wkrótce Rozdział VII
Nie taki demon straszny...
jak przy innym demonie?






Obrazek
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Morwena » 22 paź 2009, 18:54

Al, dorobiłaś się właśnie stałego komentatora.
Ostatnio narzekałam Ci, że wolałabym bardziej analitycznie i chciałabym mniej akcji, ale jeśli wszystko potoczy się w obecnym kierunku - jestem jak najbardziej ciekawa ciągu dalszego!!!
Twoje opowiadanie niesamowicie wciąga, ma oczywiście jedną, najpoważniejszą wadę każdego dobrego utworu - rozdziały kończą się za szybko! Za szybko!? Co ja mówię? W ogóle się kończą ;)
Podoba mi się styl, którym się posługujesz. Niestety znów pojawiły się drobne błędy.

"Sebastian mógł zrobić tylko jedno ? błyskawicznym ruchem znalazł się przy swoim panie"
"Sebastian mógł zrobić tylko jedno ? błyskawicznym ruchem znalazł się przy swoim panu"

"płaszcz ? ciemnobordowy w czarne, dziwnie psychodeliryczne kwiaty"
Wydaje mi się, że chodzi tu o wyraz "psychodeliczne".

"Długowłosy demon zerwał się i stanął obok Sebastiana, ruchem tak szybkim, że wyglądało to raczej jak zniknięcie w jednym miejscu i pojawienie się w innym."
Myślę, że lepiej brzmiałoby: "Długowłosy demon zerwał się i stanął obok Sebastiana, tak szybko, że wyglądało to raczej jak zniknięcie z jednego miejsca i pojawienie się w innym/drugim. "

"Ciemne, niemal czarne oczy nie lśniły głodem, ale zainteresowaniem." - brakowało przecinka.

Reszty nie będę się czepiać. ;)
Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały (może być ich ze sto, jeśli pozostaną tak interersujące).
Życzę Wena!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Kuma » 01 lis 2009, 22:01

Ten rozdział zapewne był zupełnie inny od pozostałych. Zero erotyzmu, problemów Ciela z dorastaniem, a zamiast tego, jak zwykle, pełno głębokich uczuć i zazdrość, a także nowy demon. ^^ Jestem pod wrażeniem. Co prawda przywykłam już do tych cudownych erotycznych opisów, jednakowoż mogę na jakiś czas o nich zapomnieć. Mam nadzieję, że rozkręcisz tą akcję tak, jak tego chcesz, że będzie ciekawie, niesamowicie i niezmiernie wciągająco.
Szczerze mówiąc, czytając ten rozdział czułam się, jakbym oglądała Kuroshitsuji. Potrafisz oddać nastrój, klimacik; zachowujesz idealną kanoniczność. Sebastian zazdrosny o Ciela, to po prostu to, co Kuma lubi najbardziej. xd Jak dla mnie naprawdę jest świetnie, błędów raczej nie zauważyłam, a może po prostu nie zwracałam na nie uwagi...?
Jedno jest pewne - szybciej, szybciej, więcej! :P Czyli o kolejny rozdział proszę natychmiast. xd


Pozdrawiam i życzę wena,
Kum :*
To powinien być grzech. Jakieś dwunaste, czy trzynaste przykazanie - ilekolwiek ich jest... "Nie będziesz kochał zbyt mocno". Za coś takiego muszą wieszać!
Avatar użytkownika
Kuma
Jaśnie Pan Oświecony
Jaśnie Pan Oświecony
 
Posty: 69
Dołączył(a): 26 mar 2009, 20:04
Lokalizacja: Kraina Slashu

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 05 lis 2009, 22:48

W następnym rozdziale będzie odrobinę więcej akcji :)
Ten rozdział pojawia się wcześniej niż było to pierwotnie zamierzone, a to z powodu urodzin Tristan - wszystkiego najlepszego, Kochanie!




Rozdział VII

Nie taki demon straszny...
jak przy innym demonie?







- Ja... - Ciel podciągnął pod siebie nogi, wycofując się w stronę oparcia. Przebywanie tak blisko mężczyzny wzbudzało w nim niechęć, a świadomość, że w ciągu kilku sekund mógłby zostać rozszarpany na kawałki, wcale nie poprawiała mu humoru.
- Nie zjem cię przecież, ani nic w tym stylu ! - Demon oparł dłoń na siedzeniu milka milimetrów od uda chłopca, tak, że hrabia znalazł się w pułapce. ? Nawet gdybym mógł, nie sądzę, bym miał na to ochotę.
Długie pasmo włosów musnęło jego ramię i Ciel westchnął cicho.
- Gdybyś mógł?
Odczuwał to całkowicie inaczej, niż gdy dotykał go Sebastian... Bliskość lokaja nie drażniła, ale sprawiała ciepłą przyjemność. Kluczem najprawdopodobniej było zaufanie: Ciel nie wierzył Kronikarzowi nawet na tyle, by mieć pewność, że w następnej sekundzie nie będzie martwy.
Ramiona demona objęły go i nagle hrabia znalazł się w całkowicie obcej dla niego sytuacji ? przytulony do silnego, męskiego ciała, palce wplątujące się w jego włosy, delikatnie gładzące, dotyk... i paraliżujący strach, pulsujący w piersi niczym ptak uwięziony w sercu.
- Gdybyś był kobietą, mógłbym się nad tym poważnie zastanowić ? wyszeptał demon ciepłym oddechem. Po chwili, zarazem nieznośnie długiej i trwającej ułamek sekundy, roześmiał się i wycofał na zajmowany wcześniej fotel.
- Niewiele o tym wiesz, prawda? - zapytał spokojnie. ? Nie sądzę, by Sebastian był rozmowny, jeśli chodzi o tego typu tematy - dodał, a kąciki jego ust lekko zadrżały.
Obecność demona zdawała się być coraz mniej przytłaczająca, mniej przerażająca, tak jakby ciało chłopca się do niej dopasowywało . Ciel niezbyt dokładnie pamiętał pierwsze chwile z lokajem, większość tego czasu przespał, pozwalając, na spokojną regenerację . Czy wtedy czuł to samo?
- Myślę, że wiem wszystko to, co jest konieczne ? stwierdził, unosząc dumnie głowę. ? I nie potrzebuję...
Ale czy naprawdę nie potrzebował?
- Bzdura! - Oczy demona zwęziły się nagle. ? Bierzesz udział w bardzo niebezpiecznej rozgrywce, w której stawką jest twoje życie.
- Myślałem, że dusza. - Z trudem udało mu się sprawić, by ironia w jego głosie nie brzmiała słabo i żałośnie.
- Ją można jedynie zaprzedać. Ale nie stracić...

Sebastian w kilka sekund dotarł do frontowych drzwi. Rzeczywiście, przemieszczanie się bez hrabiego było szybsze i prostsze, ale stwarzało też dodatkowe problemy -jeden z takowych właśnie zabawiał panicza interesującą rozmową. Kronikarz nie stanowił zagrożenia, przynajmniej nie w tej chwili, dopóki jego ciekawość nie została jeszcze zaspokojona. Niebezpiecznym było jednak pozwalać na kontakt między Cielem a demonem.
Był zachłanny. Nie znał umiaru i granic. I wciągnąłby młodego lorda w ową spiralę, dopóki nie znudziłaby mu się ta zabawa. Oczywiście nie tknąłby człowieka, który zawarł z kimś pełny kontakt, nie znaczy to jednak, że trzymałby się od takiej osoby z daleka. Z pewnością sprawiłby wiele kłopotów.
W ostatniej chwili lokaj przypomniał sobie o kluczu ? opuszczenie tego domu było proste, jednak skomplikowany mechanizm sprawiał, że wejść można było jedynie będąc zaproszonym bądź posiadając rzeczony klucz. Kronikarz zapobiegliwie umieścił go w jednym z wazonów stojącym obok wrót, tak jakby przygotowany był do podobnych sytuacji. No cóż, prawdopodobnie był. Sebastian wsunął kawałek metalu do kieszeni, starając się nie zauważać, jak bardzo nieznośnym jest jego ciężar i jak niewygodnym... Uroda magicznych artefaktów, stwierdził, wykrzywiając się lekko. Dom wydawał się opierać przed zabieraniem ze sobą jego części i dopiero opuściwszy barierę otaczającą budynek, Sebastian mógł odetchnąć z ulgą. Kronikarz dbał o bezpieczeństwo swoje i swoich zbiorów bardzo dokładnie, co sprawiało, że kamerdyner coraz poważniej zastanawiał się nad poproszeniem go o pomoc w zabezpieczeniu posiadłości. Oczywiście, najlepiej ?wtedy? , gdy on i hrabia będą przebywać bardzo, bardzo daleko.
Porządna bariera skutecznie odstraszałaby wszelkie nadnaturalne postacie, zmuszając je albo do wycofania się, albo do porzucenia swoich mocy przed wejściem. Byłaby skuteczna zarówno ?przeciw shinigami jak i przeciwko aniołom. Osoba w typie Asha nie mogłaby więc wejść bez ujawniania swojej prawdziwej postaci.
Do dziś myśl, że ów anioł pił herbatę w jego kuchni, napełniała go wstrętem.
Istoty te, w przeciwieństwie do demonów, idealnie potrafiły ukryć swoją tożsamość, czy to w męskiej, czy w kobiecej postaci. Nie znały ludzi, nie rozumiały ich i nie potrafiły pojąć ich sposobu myślenia, za to idealnie naśladowały człowieczeństwo, oszukując wszystkich.
Anioły Masakry pojawiały się na ziemi rzadko, zawsze jednak zwiastowały wydarzenia niekorzystne dla ludzkości. Trudno byłoby jednak stwierdzić, że Angela przybyła jedynie z powodu przepowiadanego spalenia Londynu i demonicznego psa. Nie, o wiele bardziej prawdopodobnym było, że katastrofa dopiero miała nadejść i korzystne byłoby znajdowanie się wtedy na tyle blisko, by mieć dobry widok i nie przegapić początku wydarzeń, ale też w takiej odległości, aby wzięcie udziału w owym wydarzeniu mogło być świadomą decyzją.
Ciel miał jednak talent pakowania siebie i innych w sam środek kłopotów. Tak jak teraz: zamiast opuścić dom kronikarza i, jeśli naprawdę nie czuł potrzeby przeszukiwania okolicy, poczekać w powozie, zostawał sam na sam z innym, nieznanym mu demonem.
Sebastian starał się zrozumieć zaciekawienie chłopca, jednakże niektóre z kaprysów hrabiego przerastały jego zdolność pojmowania.
Jego priorytetem był teraz powrót do Ciela, tak szybko, jak to tylko możliwe. Zdjęcia zrobione zostały zapewne z jednego miejsca i odkrycie tego nie powinno stanowić problemu. Demon szybkim krokiem skierował się ku stojącej naprzeciwko Domein kamiennicy.
Ludzie mieszkający w tej okolicy musieli domyślać się, że sąsiadują z domem publicznym, jednakże niezbyt ich to obchodziło. Miejsce to bardziej przypominało dzielnicę portową, niż cokolwiek innego, mimo że prawdopodobnie nie znalazłby się tu ani jeden marynarz... Lub inny pracujący człowiek. Większość domów wyglądała jak rudery bądź naprawdę nimi była, pod ziemią zaś kwitła szara strefa. Hrabia często zmuszony był się w nią zagłębiać, nigdy jednak wcześniej nie byli w tej konkretnie okolicy. Sebastian starał się odciągać uwagę hrabiego od Domein ? zwłaszcza, gdy kontrakt nie był jeszcze w pełni wypełniony, a jakiś demon mógłby dla zabawy chcieć go zniweczyć.
Kamerdyner po kolei sprawdzał puste mieszkania i pokoje. Zastanawiającym był fakt, że w całym budynku nie było nawet śladu człowieka. Nikogo, ani obdartego bezdomnego, ani handlarza podrabianym opium. Dom był pusty i czysty. Bardzo czysty.
Sebastian sięgnął do klamki kolejnych drzwi. To był już ostatni pokój, z którego było możliwe zrobienie tych zdjęć. Jeśli za nimi nie było żadnych śladów, oznaczałoby to, że ktoś bardzo dokładnie tu posprzątał .
Gdy przekroczył próg, zrozumiał, że miał rację. Tu musiał znajdować się wcześniej fotograf.
Miejsce śmierdziało, dziwnie, nie do końca jak anioł czy niebo ? ale podobnie.
- Robactwo ? wyszeptał z nagłym zrozumieniem, zanim ogarnęła go ciemność.


Sam nie wiedział, jak dał się na to namówić. Zwiedzanie posiadłości demona ? też coś! Kronikarz nalegał jednak na pokazanie mu tego miejsca i, chcąc nie chcąc, Ciel zmuszony był do dokładnego obejrzenia burdelu. A raczej jego bardziej reprezentacyjnej części. Kobiety, jak się dowiedział od demona ? miały niewielkie mieszkania na drugiej kondygnacji budynku. Była ona, podobnie jak ów salon, całkowicie wyłączona z ?obiegu?. Gdyby, tak jak każdy klient, przeszli holem w stronę głównych schodów, nie dotarliby nimi do tych poziomów. Na parterze znajdowały się niewielkie ?saloniki?, miejsca, gdzie w wybrane dni po zmroku mężczyźni spotykali się, by rozmawiać w towarzystwie kobiet, słuchać ich śpiewu, deklamacji, gry na fortepianie. W podobny sposób co jakiś czas organizowane były kobiece wieczorki, podczas których bogate, znudzone kobiety mogły sycić swoje oczy widokiem przystojnych, posłusznych i utalentowanych mężczyzn. Niewiele było klubów tego typu, które funkcjonowałyby zarówno dla męskiej, jak i damskiej publiczności.
Pierwsze piętro zajmowały sypialnie, niektóre skromne, inne urządzone z wręcz nadmiernym przepychem, a i wśród nich znalazło się kilka, których przeznaczenie wywoływało rumieniec na policzkach hrabiego. Najdziwniejszym był, utrzymany w tonacji czerni i bieli, pokój bez łóżka lub jakiegokolwiek innego mebla. Pomalowany w szerokie, pionowe pasy, zręcznie ukrywał niezliczone haki wbite w sufit i obniżony gzyms. Na ścianie wisiała niezwykła kolekcja łańcuchów, od cienkich, niczym łańcuszek od zegarka, przez takie grubości palca, aż do takich, w których ogniwa spokojnie mógł włożyć całą dłoń.
Kronikarz, widząc jego zaciekawienie, ze złośliwym uśmiechem zaproponował Cielowi, że pokaże mu, do czego służą, hrabia jednak pospiesznie odmówił. Częściowo domyślał się ich przeznaczenia, a pozostała wiedza nie budziła w nim chęci zaznajomienia się z nią.
Był wdzięczny, że ruszyli się z salonu, gdyż idąc mniej zauważał demona i nie wzbudzał on w nim już takiego strachu. Ciel z jednej strony był z tego zadowolony, a z drugiej starał się nie zapominać z kim, z czym, ma do czynienia. Kronikarz pokazał mu nawet weneckie lustro, o którym wspominała dziewczyna przy drzwiach. Centrum całego piętra stanowił niewielki pokój, do którego można się było dostać jedynie ukrytym, wąskim korytarzem. Do niego przylegały rogami lub częścią ścian niemal wszystkie sypialnie. W żadnej z sypialni nie było okien ? hol ciągnął się wokół nich, okalając je, tworząc coś w rodzaju otoku pieczęci. Ten układ wnętrza był dziwny i ekscentryczny, jednakże hrabia nie chciał go oceniać. W końcu było to dzieło nie człowieka, a demona.
Kronikarz niewiele mówił poza opisywaniem miejsc, w jakich się znajdowali. Chłopiec nie mógł jednak oderwać swoich myśli od jego wcześniejszych słów. Mógłby zacząć zadawać mu pytania ? nie miałby jednak gwarancji, że odpowiedz będzie prawdziwa. O wiele pewniejszym było spytanie Sebastiana, który na pytanie zadane wprost zmuszony byłby odpowiedzieć szczerze.
Problem polegał jedynie na odpowiednim sformułowaniu życzenia. Ciel nie wiedział, czego dokładnie chciałby się dowiedzieć, a słowo ?wszystkiego? komplikowało sprawę, bo pomogłoby demonowi najciekawsze informacje zachować dla siebie.

?Domein? nie było typowym domem publicznym. Ciel nie był klientem żadnej z tego typu instytucji ale kilka razy w życiu zdarzyło mu się zahaczyć o tego typu miejsce w czasie śledztwa. Tu był jednakże po raz pierwszy i od razu poczuł różnicę. Nie był pewien, na ile jego odczucia są obiektywne, a na ile związane z faktem, że budynek ów stanowił coś w rodzaju... pandemonium.
Kronikarz nie pozwalał mu się jednak długo nad tym zastanawiać, ciągnąc go do kolejnych schodów, tym razem prowadzących stromo w dół. Ciel niezbyt pewnie podchodził do zagłębiania się w podziemia domu rozpusty, nie sądził jednak, by miał wybór. Przebycie całego domu upewniło go jeszcze w przekonaniu, że są absolutnie sami, nie licząc kobiet odpoczywających na wydzielonym piętrze. Nigdzie nie było krzątających się służących, osób palących w piecach i kominkach, praczek czy nawet klientów.
Gdyby cokolwiek się stało, mógł liczyć jedynie na Sebastiana. Nie podobała mu się myśl określania lokaja słowami ?jedynie? albo ?tylko? i nigdy ich wcześniej nie używał. Teraz, wraz z pojawieniem się w jego życiu kolejnego demona, wiedział, że szanse kamerdynera z walce z nim oscylowały w okolicach jeden do jednego. I jakkolwiek walka między dwoma istotami tego gatunku mogłaby być interesująca, przyniosłaby więcej szkód niż pożytku.
Kolejna kondygnacja pachniała inaczej niż poprzednie. Brak było zapachu kwiatów, perfum... Tylko papier, stary i świeży, ten śliski w dotyku, i taki, z którego chropowatej powierzchni blakł atrament.
Wydawało się, jak gdyby nagle przekroczone zostały wrota świata, a prosperujący w szarej strefie burdel zmienił się w... to.
Gdy tylko zobaczył całość pomieszczenia, nie potrafił powstrzymać zachwytu. Kilkanaście, kilkadziesiąt pięter zajętych półkami i półeczkami, uginającymi się od ciężaru tomów. Książki zajmowały każdą przestrzeń, nawet najmniejsze fragmenty rzeczywistości i wydawało się, jakby to miejsce od początku do końca zostało stworzone tylko dla nich.
- To... niesamowite! - wyszeptał hrabia, starając się opanować entuzjazm. - To wygląda tak, jakby mogły się tu zmieścić wszystkie książki świata...
- Bo tak jest. ? Demon swobodnie oparł się o poręcz, uśmiechając się z zadowoleniem, tak jakby za drewnianą barierką nie było otchłani sięgającej kilkadziesiąt, a może i kilkaset metrów w głąb. ? Jest tu każda wydana przez człowieka książka. Egzemplarz z każdego wydania i z każdego tłumaczenia. Nie istnieje taka książka, która nie trafiałaby tu prędzej czy później...
- To trochę jak biblioteka shinigami - zastanowił się Ciel. Nie było to do końca trafne porównanie; mimo że także ogromna, ta wydawała się być o wiele przytulniejsza i starsza. Mniej nowoczesna, mniej lśniąca i czysta, ale za to pokryta kurzem, tak, że drobne pyłki wirowały w gorącym powietrzu, wzbijając się w górę przy każdym, najlżejszym nawet ruchu lub oddechu.
- Nie. Ta jest mimo wszystko mniejsza. Na całym świecie żyło więcej ludzi, niż zaistniało książek. - Szczupłe palce zatańczyły na poręczy, muskając ją tak, jak za pewne dotykały okładki; delikatnie, z czułością i niemalże pietyzmem. - No i tu znajdziesz same książki, nie zaś nagrania ludzkiego życia. Nawet bardzo ciekawe zanudzi po pewnym czasem na śmierć, bo od początku przecież wiadomo, jak się akcja skończy...
- Dlatego nazywają cię Kronikarzem? - Ciel starał się nie być bardziej ciekawy, niż to konieczne. Ale imię, nazwa demona interesowała go. Zapewne nie było prawdziwe, z jakiegoś powodu istoty takie jak ów mężczyzna i Sebastian robiły wszystko, by nikt nie mógł odgadnąć ich imion, tym bardziej jednak było czymś wartym poznania i zrozumienia. Imię nadane przez kogoś mogłoby mieć niewielką wartość, ale takie, które nosiło się z własnej woli i chęci?
- Mniej więcej. Nie piszę książek, kopiuję je. Każdą.
Ciel uniósł wzrok, patrząc wprost w fioletowe tęczówki. Bez strachu podszedł do demona tak blisko, by móc stwierdzić, że ich barwa wcale nie jest jednolita, a składa się z mnogości odcieni.
- Pokaż mi, jak - zażądał, a jego głos jasno dawał do zrozumienia, że nie miał on wątpliwości co do zgody Kronikarza. Nie mylił się.
- Z przyjemnością. - Wąskie wargi wykrzywiły się lekko. - Z największą przyjemnością.



Już wkrótce:
[url=http://www.exlibris.ehost.pl/viewtopic.php?f=230&t=848#p5069]Uwięzienie[/ur]

Obrazek

Edit:
Dla osób, które liczą na kolejne rozdziały, mam - odrobinę mało pozytywną wiadomośc .Mój zapas rozdziałów drastycznie się zmniejszył, a więc, prawdopodobnie to ostatni raz gdy zainteresowanym komentatorom będę mogła przesłać rozdział w przód pocztą.

Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Morwena » 09 lis 2009, 20:23

Wreszcie zabieram się do komentowania, Al!
Hmm... Właściwie zamierzam Ci strasznie słodzić, dlatego nadal - mimo że zaczęłam pisać post - rozważam przerwanie i skomentowanie wszystkiego na koniec. Ale raczej nie wytrzymam ;)
Zdecydowanie nie wytrzymam.

Już Ci mówiłam, że rozdziały pochłania się zdecydowanie zbyt szybko. Wydają się takie krótkie... SĄ takie krótkie... Jednak po zastanowieniu, przyznaję Ci rację - wciśnięty na siłę opis nie będzie dobrym rozwiązaniem. W kwestii rozwoju akcji również mnie przekonałaś. Ostatecznie. Twoja radosna twórczość i nadmiar szalonych pomysłów wgniatają mnie w fotel (jeśli moje biedne siedzisko przepołowi się przy czytaniu, będzie to tylko i wyłącznie Twoja wina :twisted: ).
Chyba nie będę już ingerować w Twoją pracę, bo Tobie samej wychodzi o wiele lepiej. :)

No tak. Kolejny rozdział. Kolejny świetny pomysł. Kolejne zabójcze wątki. Bla bla bla... O tym, że polubiłam akcję już jest. Opis tradycyjnie lubię i nic nie wskazuje na to, że coś ulegnie zmianie. Styl również niezły. Ile można pisać, o tym, co doskonale wiesz?! W takim razie skupię na tym, co zrobiło na mnie szczególne wrażenie.
- Kronikarz! Tak, jego postać z całą pewnością negatywnie wpływa na stan mojego fotela. :D
- Sebastian w prawie-pustym-mieszkaniu. Co tam się stało?
- Jak kronikarz kopiuje swoje książki (pytanie Ciela i odpowiedź Kronikarza to raczej niejednoznaczny motyw na "dobre" zakończenie)?
- Kronikarz w jakiś irracjonalny sposób kojarzy mi się z Grabarzem. Ciekawe czy się u Ciebie pojawi?

Żeby nie było, że tylko chwalę, napiszę również, co takiego znalazłam. Na początku zapojawił się nadprogramowy przecinek "większość tego czasu przespał, pozwalając na spokojną regenerację." (poprawiłam). Czasem (2 razy) wskoczyła Ci niepotrzebna spacja i ukośnik. Z początku przy kilku zdaniach poprawiłabym konstrukcję.
No straszne rzeczy wypisałam, nie? Tak istotne... :P Nudzi mi się, prawda? Wiesz, wiem, robię dziurę w całym, bo na zwykłe szukanie to się już nie kwalifikuje. :P

Kończę już i pozdrawiam!
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Luelle » 27 lis 2009, 21:03

Obiecałam, więc komentuję. :)
Nie jestem zbyt zaznajomiona z tematyką mang i anime, więc postacie i miejsca są mi kompletnie obce.
Niemniej jednak przeczytałam wszystko od początku i muszę przyznać, że mi się podoba. Pomysł nastolatka zaprzedającego duszę demonowi, który mu służy jest dość ciekawy (tak wiem, że to nie twój autorki pomysł :P). Intrygująca jest też zarysowana przez Ciebie postać Kronikarza.
Z drugiej strony Ciel to tylko dziecko i dziwnie mi się czyta o jego kontaktach seksualnych z lokajem, dla mnie to trochę nie na miejscu, ale to Twoja wizja (albo tego anime? nie mam pojęcia :/).
Abstrahując od treści, uwielbiam Twój styl pisania. Czyta się lekko i przyjemnie i nawet nie przeszkadzają błędy, których nawiasem mówiąc jest całkiem sporo.
Przyznam, że wciągnął mnie Twój tekst i chętnie przeczytam ciąg dalszy. Może nawet obejrzę? :)
Wena!
Lu

PS. Co się stało biednemu Sebastianowi?
"Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł usłyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz."
I już nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura..."
(Maria Pawlikowska - Jasnorzewska)

Lady in black ]:P
Avatar użytkownika
Luelle
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 515
Dołączył(a): 14 mar 2008, 12:14

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 13 sty 2010, 01:50

Lu musisz kiedys oglądnać Kuro. Warto ;] Mimo że staram się oddać jak najwierniej kanon (co nie zawsze jest możliwe) to opowiadanie to nawet nie umywa się do anime/mangi.
Morweno - Twoje komentarze, zwłaszcza pod kuro są wyjątkowo inspirujace. Dziękuję :* Człowiek od razu nabiera ochoty do dalszego pisania.
Kronikarz! Tak, jego postać z całą pewnością negatywnie wpływa na stan mojego fotela.

Miło mi, bo go będzie później sporo. ;)


Dedykacja (urodzinowa):

W dniu szesnastki oczywistej
składam Ci życzenia szczere
najlepszego (co zapragniesz)
i marzeń spełnienia wiele

Niech zawsze Ci się powodzi
wena nigdy nie zawiedzie
i żaden człowiek czy diabeł
z obranej ścieżki nie zwiedzie

A w prezencie mogę tylko
rozdział "Kuro" podarować
i (gorąco) wirtualnie
cię w policzek ucałować.

Wszystkiego najlepszego dla Any, życzy Al :*

[hide]


Rozdział VIII

Uwięzienie?





Kogut patrzył mu prosto w oczy, zaciskając szpony na jego przedramieniu. Owinął się wokół niego niczym wąż, gorącym, świetlistym splotem. Ciężkie ciało opierało się na jego ramionach, boleśnie, przytłaczająco.
? Idź precz, oko winorośli ? wymruczał demon, starając się wydostać z palącego uścisku. ? Przeklęty pąku niezakwitłej róży...
Bezskutecznie. Objęcia koguciej istoty zdawały się nie reagować na słowa, ale też nie zacieśniały się mocniej. Wciąż mógł uciec.
Uciec, zabrać swojego pana i zaszyć się w posiadłości.
Ból rozrywał jego ciało na kawałki, sprawiając, że świat migotał czernią i bielą.
Musiał uciec.
Gęsta, czarna krew plamiła posadzkę, szydząc ze starań lokaja i dając mu do zrozumienia, że zniewolona została nie tylko jego cielesna powłoka, ale także i niematerialna postać.
Zaklęcia oplatały go, tworząc niewidzialne, ale całkowicie realne łańcuchy. Pułapka była zastawiona wyjątkowo zmyślnie i od razu można było rozpoznać, że ten, kto ją tu umieścił, znał się na rzeczy. Zwyczajne zaklęcia czerpały siłę najczęściej z osoby, która je rzucała, umiejętny mag potrafił jednak ?podstawić? inne źródło mocy. Twórca tych splotów ciężar zainicjowania zasadzki oparł na gemmie, zaś utrzymania czaru na schwytanej ofierze. Im potężniejsze było to, co dało się złapać, tym mniejszą szansę miało na ucieczkę. Człowiek pozbawiony jakiejkolwiek mocy mógłby swobodnie wejść i wyjść. Gdyby demon przebywał tu w swojej realnej postaci, istniała możliwość, że bez pomocy z zewnątrz nie byłby w stanie się uwolnić.
? Chyba się starzeję ? westchnął Sebastian, po czym uśmiechnął złośliwie. Co prawda dał się złapać, ale był to raczej skutek nieuwagi i pośpiechu niż braku umiejętności. Mimo to jednak służba u Ciela sprawiała, że był przygotowany na tysiące różnych sytuacji.
Chociaż Abraxas Gemma nie było aniołem, miało z nim sporo wspólnego ? biel, czystość, nienawiść do demonów. Jednak w przeciwieństwie do nich, było jedynie kawałkiem kamienia z ozdobnym reliefem, niematerialnym przedmiotem, otoczonym splotem zaklęć i inkantacji... łatwym do oszukania.
Amulet nie kierował się zapachem lub wyglądem, a raczej kształtem i mocą.
Kamerdyner, powoli, nie naruszając żadnego z pęt, starał się zakryć swoją siłę kolejnymi maskami człowieczeństwa. Odcinało to też dostęp energii do zaklęcia, przez co słabło ono, a wyobrażenie koguciej afirmacji blaknęło.
Wystarczyło jeszcze przekonać magię, że to, co pozostało, to ludzka prana lub kundalini. Sebastian sięgnął do wewnętrznej kieszeni, wyciągając zwitek papieru, cienkiego tak bardzo, że spokojnie można było oglądać przez niego krajobraz. Powoli, starając się nie wzbudzić podejrzeń abraxasu, dzielił go na kawałki i upuszczał na ziemię. Gdy ostatni kawałek papierka spadł na posadzkę, pismo rozjarzyło się i na powrót zlało w jedno, a nagły rozbłysk oślepiającego światła wypełnił cały pokój.
Zaklęcia starły się, jedno ? agresywne, kierowane wolą demona, drugie, nie rozumiejące, nie potrafiące bronić się przed czymś pochodzącym także przecież z jasnej strony magii. Abraxas uległo, dopasowało się, dostosowało.
Welin swobodnie owinął się wokół gemmy, zakrywając wyryte na niej słowo, a kogut z sykiem zwinął się pod nim, wtapiając się powoli w kamień.
Demon, nie powstrzymywany w jakikolwiek sposób, upadł bezsilnie na podłogę, świadomy nie tylko zwycięstwa, ale też i swojej bezsilności. Nie mógł nic na to poradzić ? biała magia, i ta od amuletu, i ta, którą wytworzyło przechowywane przez niego zaklęcie, ostrymi pazurkami wczepiła się w jego ciało niczym rozprysk roztopionego metalu.


* * *

Tak jak przeczuwał Ciel, kopiowanie książek miało niewiele wspólnego ze żmudnym, nudnym przepisywaniem. Zapewne po jakimś czasie, jak każda czynność, mogłoby spowszednieć i stać się nieznośnie nużące, jednak na razie było o wiele ciekawsze, niż się można było tego spodziewać.
Zwłaszcza że Kronikarz miał bardzo oryginalne sposoby nauki. Ciel nie był pewny, czy fakt, że opanował strach jest aż tak fortunny jak sądził dotychczas. Szczupłe ciało, tak blisko jego własnego, rozpraszało go dosyć dotkliwie.
Kronikarz stanął tuż za hrabią, przyciskając jego plecy do swojej klatki piersiowej. Dłoń położył na dłoni Ciela, tak, że palce swobodnie mogły się splatać i łatwo mógł kierować ruchami chłopca.
Kopiowanie ksiąg zaczynało się od pokrycia danej stronicy bardzo dokładnie gęstą, niebieską, lśniącą mazią, która gdy zasychała, tworzyła coś w rodzaju gumy. Podobnie traktowało się czystą stronę, na której miał znaleźć się przekopiowywany tekst. Zanim dziwna substancja zdążyła zastygnąć na oryginalnej książce, kładło się dłoń i, dociskając lekko, trzeba było wypowiedzieć kilka dziwnych słów będących ? jak ocenił Ciel ? czymś pośrednim między greką a łaciną, tylko o wiele ostrzejszym i bardziej... nierównym. Jeśli formuła została wypowiedziana prawidłowo, maź rozświetlała się i ręka musiała szybko zostać przeniesiona na czyste strony. Po kilku minutach zdejmowało się kleistą powłokę i można było podziwiać swoje dzieło. Kopiowanie książek w ten sposób mogłoby się wydać jednak mimo wszystko czasochłonne, dlatego też demon naraz zajmował się co najmniej kilkoma dziełami: wtedy, gdy część jeszcze zasychała, pozostała część mogła być pokrywana ową substancją bądź jej pozbawiana.
? To stąd Sebastian zdobył książki do biblioteki? ? zapytał hrabia, starając się nie opierać jeszcze bardziej o mężczyznę, jednak jego ciało bezwolnie dążyło do większej bliskości.
? Tak ?potwierdził demon, kiwając głową. ? Nie sądzę, by istniało właściwsze miejsce. Tylko tutaj znajdziesz książki, które mogłyby wydawać ci się unikatowe. Słyszałeś o Bibliotece Aleksandryjskiej? ? Odczekał chwilę, aż chłopiec mruknął potwierdzająco. ? Oczywiście, musiałeś słyszeć, to jedna z najsłynniejszych bibliotek. Tu znajdziesz dzieła nie tylko z niej, ale i z Pergamonu czy z Efezu.
Kronikarz zdawał się być dumny ze zbiorów, tak jak dumny byłby każdy kolekcjoner. Ciel bez trudu uwierzył, że znajdują się tu wszystkie książki świata, nie znał bowiem miejsca, gdzie znajdowałoby się ich więcej. Tomy zapewne liczono nie w tysiącach, ale milionach, biblioteka zdawała się być ogromnym tworem, ciągnącym się aż do wnętrza ziemi.
? A co z resztą? ? Ciel zmarszczył lekko brwi, starając się nie patrzeć w dół. Tuż za stołami, na których rozłożone zostały książki, rozciągała się olbrzymia przestrzeń. Aby dotrzeć tutaj, musieli przejść kilkanaście kondygnacji w dół, Ciel widział więc też, że na niektórych poziomach biblioteka rozciągała się w niezliczone kilometry korytarzy.
? Resztą? ? Demon powiódł dłonią po stronicy dopiero co skopiowanej przez chłopca książki, zahaczając lekko paznokciami o zastygającą masę, sprawdzając, czy jest gotowa do zerwania. Substancja robiła się coraz jaśniejsza, niemalże tak przeźroczysta, że można było zobaczyć powstały pod nią tekst.
? Tabliczki gliniane. Pismo wykute w skałach lub na ścianach... ? wymienił hrabia. ? Sztuki teatralne? Pieśni?
? Jeśli przedstawiają jakąś wartość, kopiuję je. ? Demon uśmiechnął się. ? Podobnie jak różnego typu zbiory praw czy kodeksów. Są tu nawet stare umowy kupców jedwabnych czy też dokumenty zakupu lub sprzedaży niewolników w Rzymie i w Egipcie.
?Zdecydowanie jest kolekcjonerem? stwierdził chłopiec, nagle jednak jego myśli skupiły się na jednym pytaniu. Dlaczego? Po co było to wszystko? Jaki cel miało magazynowanie przez Kronikarza tego, co stworzył człowiek?
? Czy to jednak nie dziwne, że demon interesuje się ludzkimi pismami? ? Ciel obrócił się, by móc patrzeć na twarz Kronikarza.
? My, demony, od dawna interesowaliśmy się ludźmi. Można by rzec, że od tego właśnie zaczęło się wszystko.

* * *

Amulet nadal świecił obrzydliwie jasną mocą, był już jednak unieszkodliwiony. Sebastian zerwał kawałek zasłony zwisający smętnie z karnisza i owinął go wokół gemmy.
Pokój wyglądał jak pobojowisko ? większość znajdujących się w nim przedmiotów została niemalże pocięta na kawałki, tak równo, że w miejscu rozcięcia nie było widać postrzępionych włókien czy drzazg. Gdy gemma straciła kontrolę nad magią, nici zaklęcia niczym żelazny bat uderzyły we wszystko, co znajdowało się w promieniu kilku metrów. Było to o tyle dotkliwe, że pokój zabezpieczony został tak, by moc nie mogła z niego ulecieć. Podłoga pokryta była niewidocznymi dla ludzkiego oka wzorami tworzącymi olbrzymi pentakl ? w przeciwieństwie do tego, który Sebastian ukrył w konstrukcji posiadłości, pentagram służący jedynie białej magii i ochronie przez złem. Do drzwi dochodziło jedno z ramion, w ten sposób, że otwierając je z zewnątrz, przerywało się linię, z drugiej strony zaś otworzenie ich od środka dla wielu istot byłoby niemożliwe, bo wewnętrzna klamka znajdowała się już poza figurą pentaklu, w którego obszar wchodziło się, przekraczając próg.
Na każdej ze ścian umieszczone zostało ?Oko Fatimy?, niewielki talizmany chroniący przed złym spojrzeniem ludzi... i jakimkolwiek spojrzeniem demona. To dlatego lokaj nie wyczuł żadnych śladów magii.
Tuż obok niego znalazło się kilka Oxalis, roślin o wyglądzie czterolistnej koniczyny, zatopionych w gęstej, bursztynowej masie. W oryginale amulety powinny być wykonywane z prawdziwej koniczyny, jednak ta była naprawdę trudna do znalezienia. Ludzka wiara była na tyle silna, że obejmowała nie tylko czwarty liść koniczyny, ale też i rośliny o łudząco podobnym wyglądzie. Kiedy wierzył w coś jeden człowiek, można było nazwać go dziwakiem. Gdy kilku ludzi, ich wiarę nazywano obsesją. Gdy jednak była to cała zbiorowość, tworzyła się magia.
W ten sposób powstały między innymi ?demony? Goecji. Sebastian nigdy nie mógł zrozumieć, w jaki sposób te wyimaginowane duchy mogły w ogóle zostać zaliczone do tej samej... rasy. Faktem jednak było, że na świecie istniały trzy rodzaje demonów ? z których tylko jeden był ?prawdziwy?. Angela-Ash musiało być bardzo zaskoczone, że lokaj należał właśnie do nich.
Zapewne anioł zaliczył go do Potomków, z tego też powodu wysunął tamtą propozycję. Potomkowie obcowanie z aniołem przyjęliby ze szczenięcym entuzjazmem, pragnąc zbliżyć się do boskiej mocy, której nie znali i nie rozumieli. Prawdziwego demona tego typu zbliżenie mogłoby jedynie obrzydzić.
Oczywiście amulety, zaklęcia, pentakle, pentagramy i inne rzeczy w typie chociażby święconej wody, bywały równie przykre dla wszystkich rodzajów demonów ? i właściwie była to jedyna łącząca je cecha. Sebastian rzadko miał możliwość spotykania duchów Goecji, w większości przypominały one jednak zwierzęta: posłuszne, jeśli ten, kto je wezwał, potrafił nad nimi zapanować, agresywne, gdy wyczuwały strach, i psotne, gdy dawało im się szansę zabawy. Jedynie Bael wzbudził w nim sympatię, gdyż jedną z jego postaci był kot. ?Król rządzący wschodem? mógł dać ludziom niewidzialność, i właściwie tylko to ? był więc w gruncie rzeczy mało przydatny.
Potomków lokaj unikał jak ognia. Demony owe, co prawda mające w przeciwieństwie do duchów Goecji wolną wolę, były dla niego czymś w rodzaju maszkar ? zbyt cielesne i zbyt duchowe, karykatury żywych stworzeń, tylko pozornie podobne do jego rodzaju. Ich pociąg do aniołów wydawał mu się żałosny, a dobrowolna, ściśle określona płciowość i preferencje: śmieszne. Chciały być jak prawdziwe demony, ale nimi nie były.
Sebastian skrzywił się. Samo istnienie Potomków było dla niego obrzydliwe. Nie zdziwiłby się, gdyby któraś z tych istot brała udział w zastawianiu pułapki, chociaż Robactwo raczej nie dopuściłoby do siebie tego typu bytów.
Zresztą charakter pułapki dosyć jasno wskazywał, że liczono raczej na jednego z Potomków. Gdyby ich celem był prawdziwy demon, nie użyto by jakichkolwiek zastępników i starano by się natychmiast nałożyć kolejne pieczęcie. Sebastian, oszukując gemmę, rozłożył całe zaklęcie na kawałki. Wystarczyło tylko przez materiał zerwać wszystkie amulety, a opuszczenie pokoju stawało się równie łatwe, jak gdyby nigdy nie została użyta w nim jakakolwiek magia. Nie potrzebował nawet przemiany w realną formę. Robactwo z pewnością nie przeczuwało, że ryba, która złapie się w ich sieć, może być na tyle silna, by ją rozerwać, nie było jednak to aż takie dziwne ? prawdziwe demony były naprawdę rzadkością.
Lokaj zostawił wszystko tak jak było, nie zmywając nawet krwi z parkietu. Nie zamierzał ukrywać swojej obecności ? zniknięcie gemmy i tak powiedziałoby im wszystko. Jakiekolwiek ukrywanie śladów nie miało więc znaczenia.
Na wszelki wypadek przeszukał jeszcze raz całą kamienicę, ale nie znalazł w niej żadnych wskazówek. Zapewne ten, kto umieścił tu pułapkę na demony, znał się na swojej pracy na tyle, by nie można było dotrzeć do niego w żaden sposób. Lokaj nie sprawdzał sąsiednich domów, gdyż szansa na to, że cokolwiek lub kogokolwiek by tam znalazł, była równa zeru.
Oczywiście nie można było wykluczyć możliwości, że znajdowały się tam kolejne pułapki, lecz aktualnie priorytetem było umieszczenie Ciela w bezpiecznym miejscu. Robactwo, nie mogąc dopaść demona, niejednokrotnie uciekało się do zaszkodzenia mu poprzez zabicie człowieka związanego kontraktem. Dla nich każda ludzka istota mająca związek z demonami była wrogiem. Kimś, kto oszukuje swój własny gatunek, kimś, kto zdradza życie i istoty rozumne, najgorszym z heretyków.
Człowiek bowiem miał według nich wolną wolę, demony zaś były tym, kim były i nie mogły tego zmienić. Trzeba było je likwidować i odsuwać od ludzi, a człowiek związany z nimi musiał ponieść surową karę.
Sebastian wiedział, że powinien ostrzec też Kronikarza. Chociaż był on niemalże specjalistą od zakładania magicznych barier oraz przełamywania zaklęć i zapewne bez trudu zniszczyłby tego typu pułapkę, ale był też na tyle niefrasobliwie nieostrożny, że nie zauważywszy rozgrywającego się w okolicy polowania na demony, mógłby wplątać się w sam jego środek.
Oczywiście istniała szansa, że wiedział o tym i specjalnie wysłał Sebastiana w sam środek pułapki. Ta ewentualność nie była przyjemna, zwłaszcza że idealnie pasowałaby do jego charakteru. Ale mimo niezwykłych zdolności w różnych dziedzinach magii nadal pozostawał demonem i nie byłby w stanie umieścić Abraxas Gemmy w tym pokoju. Nie, to mógł zrobić tylko człowiek.
Lokaj, używając klucza zabranego wcześniej z domu, przekroczył próg Domein i umieścił niewielką, metalową płytkę z powrotem w wazonie. Musiał znaleźć swojego pana i zabrać go daleko, daleko stąd.

Gdy dotarł do salonu, nie znalazł w nim śladu ani Ciela, ani Kronikarza. Drobne, chłopięce serce biło silnie w samym środku papierowego piekła, zwanego biblioteką.

Już wkrótce:
Rozdział IX
"Gość w dom... ale śmieci niech zostawia przed progiem"

Obrazek
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Morwena » 14 sty 2010, 17:23

Witaj, Al!
Po raz kolejny spróbuję zebrać swoje myśli po przeczytaniu rozdziału z nadzieją, że tym razem uda mi się to zrobić tak, jak powinnam była już za pierwszym razem. Chyba już spostrzegłaś - choćby po ilości komentarzy - że bez Twojego "Zjednoczenia" mój świat nie byłby tak kolorowy i trudny zarazem.
Kolorowy, ponieważ każdy rozdział jest jaskrawą iskrą czystej przyjemności rozbłyskującą w moim - ostatnio pełnym stresów - życiu.
Trudny, ponieważ wszystkie z dotychczasowych części wprowadzają mnie w błąd lub nagle oświecają, nastręczają coraz to nowsze pytania, budzą wątpliwości i nagle je rozwiązują, popisując się doskonałymi pomysłami.
Tak, Al, to jeden z nielicznych przypadków, kiedy "trudny" jest określeniem pozytywnym. Bardzo pozytywnym, ponieważ ta trudność w połączeniu z feerią barw przyciąga do "Zjednoczenia", nie pozwala się od niego oderwać i każe błagać o więcej. Czarujesz każdym rozdziałem. W dodatku nawróciłaś mnie na akcję.

W tym rozdziale bardzo podoba mi się wyraźna przeplatanka między przeżyciami Sebastiana a Ciela i Kronikarza. Bardzo jasno widać, że oba wątki rozgrywają się w podobnym czasie. Wspomniałaś, że będzie więcej Kronikarza, chyba wymienię fotel, bo ten zaraz się rozpadnie - może powinnam czytać na stojąco?
To, co przeżywa Sebastian, robi wrażenie. Czuję, że mogłam go lepiej poznać od strony pochodzenia i stosunków z innymi istotami. Dzięki tym elementom stał się dla mnie jeszcze wyraźniejszą postacią. Naprawdę postarałaś się również z całkiem szczegółowym opisem magii i niezwykłych istot. Niesamowicie wkomponowały się w rozdział. Jak na niewypowiedziane życzenie mam też upragnionego w rzeczywistości kota:
Jedynie Bael wzbudził w nim sympatię, gdyż jedną z jego postaci był kot. ?Król rządzący wschodem? mógł dać ludziom niewidzialność, i właściwie tylko to ? był więc w gruncie rzeczy mało przydatny.

Co do Ciela i Kronikarza - oni są tu zdecydowanie najbardziej kolorowi. Alternatywny sposób kopiowania ksiąg jest bardzo przekonujący - chyba Ciel podziela moje zdanie. Widzę w ich "pracy" wiele dwuznaczności i ciekawi mnie, czy coś z nich wyniknie. Bardzo podobają mi się szczególnie fragment:
?Zdecydowanie jest kolekcjonerem? stwierdził chłopiec, nagle jednak jego myśli skupiły się na jednym pytaniu. Dlaczego? Po co było to wszystko? Jaki cel miało magazynowanie przez Kronikarza tego, co stworzył człowiek?
? Czy to jednak nie dziwne, że demon interesuje się ludzkimi pismami? ? Ciel obrócił się, by móc patrzeć na twarz Kronikarza.
? My, demony, od dawna interesowaliśmy się ludźmi. Można by rzec, że od tego właśnie zaczęło się wszystko.

Mam nadzieję, że ostatnie zdania są obietnicą doskonałego rozdziału:
Gdy dotarł do salonu, nie znalazł w nim śladu ani Ciela, ani Kronikarza. Drobne, chłopięce serce biło silnie w samym środku papierowego piekła, zwanego biblioteką.


Przy swoim pięknym stylu i doborze słownictwa, nie ustrzegłaś się kilku błędów. Trafiają się drobne zawirowania przecinkowe. Czasem coś na kształt powtórzenia. Oto kilka z nich (poprawiłam w cytacie):
?Król rządzący wschodem? mógł dać ludziom niewidzialność i właściwie tylko to
Bez przecinka przed "i".
ściśle określona płciowość i preferencje śmieszne
Bez dwukropka.
prawdziwe demony były istną/wielką(?) rzadkością.
Lepsze byłoby któreś z tych słów.

Pozdrawiam Cię gorąco, Al, całuję i ściskam, nawenowując do pisania kolejnych rozdziałów.
M.
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 718
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Al » 10 lut 2010, 16:13

I znów ma zapas, i znów. Tym razem do rozdziału 12-tego, z hakiem.
Z góry ostrzegam przed rozdziałem kolejnym, dziesiatym. Jest długi. Bardzo. Dwukrotnie dłuższy, wręcz.

ps. I tak, Kronikarza będzie więcej. Nic nie poradzę - naprawdę go lubię i jest mi potrzebny do kilku wątków ;) .



Rozdział IX

Gość w dom... ale śmieci niech zostawia przed progiem



? Ludzie od wieków znajdują się w kręgu zainteresowań demonów ? wyjaśnił Kronikarz, zdejmując z jednej z książek kleistą masę. ? Ewoluują. Przez całe swoje życie zmieniają się. I nie tylko oni sami: falowo zmieniają się też pokolenia. Są dzięki temu zaskakujący, dziwni i interesujący zarazem.
?Wy... Nie zmieniacie się? ? zapytał Ciel.
?Sami z siebie: nie. ? Mężczyzna jak gdyby zawahał się, ale ciągnął dalej: ? Dostosowujemy się. To, co dzieje się z rodzajem ludzkim, ma też wpływ na nas. Dodatkowo istnieją pewne naprawdę szczególne jednostki ludzkie, które są w stanie naruszyć te rzeczy, które wcześniej braliśmy za prawdziwe i niezmienne.
? Na przykład? Co jest taką rzeczą? ? Hrabia nie potrafił sobie wyobrazić, co mogłoby zmienić kogoś takiego jak Sebastian.
? Uczucia. ? Kronikarz uśmiechnął się. ? Myśleliśmy, że jesteśmy jedynie obserwatorami. Że nie czujemy nic, a jedynie widzimy, oceniamy.
Kronikarz wyglądał teraz tak nieludzko, jak gdyby wszystkie jego maski opadły. ?Zjawiskowy? byłoby odpowiednim słowem, by określić widok, jaki sobą przedstawiał. Ciel zastanawiał się, czy chodziło tu o praktykę, czy też o indywidualne preferencje: podczas gdy Sebastian udawał człowieka niemal doskonale, tak ten mężczyzna zdawał się nie przejmować tym, że ujawnia swoją prawdziwą naturę.
? Nie wyobrażam sobie zakochanego demona ? odparł Ciel, rzeczywiście nie będąc w stanie dopuścić chociażby myśli o takiej sytuacji. Zakochany Sebastian? Nie, to w żaden sposób, absolutnie!, absurdalnie! Niemożliwe!
? Ja też nie. To naprawdę musiałby być straszny widok. ? Kronikarz skrzywił się, tak jakby poczuł obrzydzenie na samą myśl. ? Ja mówię jednak o czymś innym. O pragnieniu, zemście, gniewie. Tym, co naprawdę ludzkie.
? Nie tylko ludzie nienawidzą i pragną ? zaprotestował chłopiec.
? Ale tylko oni robią to w ten sposób ? mężczyzna zaakcentował ostatnie słowa, tak jakby były one czymś w rodzaju klucza do rozwiązania zagadki. Tak jakby to od nich zależało wszystko.
? W jaki więc sposób?
? Twórczy. Ekspresywny. ? Uśmiech mężczyzny zdawał się rozszerzać w niepokojący wręcz sposób. ? Ludzie są niczym niewielcy bogowie. To, co stworzy zwierzę, zniszczy się prędzej czy później, ale to, co robi człowiek, odciska na wszystkim piętno. Ludzie to najwięksi twórcy i najstraszliwsi niszczyciele.
? Masz dziwne zdanie o ludzkości ? stwierdził hrabia, cofając się.
? Dziwne? Uwielbiam ich....
? ...dręczyć ? dokończył spokojny głos. ? Tak jak i wszelkie inne istoty, swoją drogą.
? Sebastianie! ? Ciel odwrócił się w stronę lokaja. ? Co.. ? Zamilkł, widząc jego zniszczone i poplamione ubranie.
? Co się stało? ? Kronikarz niemalże w sekundę znalazł się przy nim, niczym pies gończy wciągnął powietrze w nozdrza i skrzywił się. ? Cuchniesz.
? To... ? zaczął kamerdyner, jednak drugi demon przerwał mu natychmiast.
? To albo biała magia, albo anioł. Ten niebiański smród rozpoznam wszędzie. ? Zmrużył lekko oczy. ? Jest coś jeszcze...
Lokaj bez słowa wyciągnął w jego stronę dłoń w której trzymał niewielkie zawiniątko?. Długie palce Kronikarza ujęły rogi tkaniny i lekko uniosły całość z widocznym obrzydzeniem.
? Nie wydaje ci się, że naruszasz podstawowe zasady gościnności, wnosząc tego typu śmieci do mojego domu? ? Zapytał, ostrożnie kładąc pakunek na stole. Rozwinął lekko materiał, uważnym spojrzeniem badając to, co się pod nim znajdowało. ? To bardzo nieodpowiednie... Hmmm... ? Jego wzrok przesunął się z powrotem na demona. ? Gdzie to znalazłeś?
? W domu, po drugiej stronie ulicy. ? Kamerdyner wskazał głową w bliżej niekreślonym kierunku.
? Pułapka? ? Brwi demona uniosły się w górę w geście zdziwienia powolnym, wystudiowanym ruchem.
? Jak widać.
? W takim razie rozsądnym byłoby wrócić do salonu. ? Kronikarz odłożył zawiniątko na stolik, tak jakby nie chciał dotykać go dłużej, niż to konieczne. ? Stąd nie mogę nadzorować całego domu.

Ciel uważnie przyglądał się zachowaniu demonów. Zadawanie pytań i dopominanie się odpowiedzi wydawało mu się aktualnie bezsensowne ? i tak większość rzeczy rozumiał z ich rozmowy.
Powrót Sebastiana zawiódł go jednocześnie i ucieszył: przebywanie z Kronikarzem zdawało się dręczyć jego zmysły, ale rozbudzało i zaspokajało ciekawość. Chociaż aktualnie rzeczą naprawdę go interesującą było to, kim jest osoba, której udało się doprowadzić lokaja do takiego stanu. Ubranie zdawało się zwisać na jego ciele w strzępach, tak jakby dorwał się do niego szaleniec z nożycami. Nawet Grellowi nie udało się czegoś takiego dokonać, a próbował tego przynajmniej raz. Z drugiej strony, skóra wydawała się już prawie zregenerowana, tak jakby od zranienia minęło sporo czasu.
Po chwili miał możliwość przyjrzenia się temu bliżej, bo Sebastian wziął go na ręce i, nie zważając na protesty, ruszył w stronę drzwi.
? Tak będzie szybciej, paniczu ? wyszeptał. Ciel niechętnie kiwnął głową, godząc się na to, że już kolejny raz jest noszony przez lokaja. Demon nie widział w tym nic dziwnego lub nieodpowiedniego, zwłaszcza że mógł w ten sposób oszczędzić więcej czasu. Z jakiegoś względu było to dla niego ważne, mimo że przecież miał dla siebie wieczność.
Hrabia z trudem znosił ową lekkość w kontakcie fizycznym.
Mężczyzna, zapewne dlatego, że był luźno związany ze swoim ciałem, nie przejmował się nawet wtedy, gdy zostawało uszkodzone. Było przecież jedynie powłoką, czymś absolutnie nic nie znaczącym. Z tego też powodu nie widział niczego zdrożnego bądź nieodpowiedniego w dotyku.
Oczywiście znał ludzkie zasady i ich przestrzegał, więc na coś takiego bardzo rzadko pozwalał sobie w obecności innych. Gdy jednak chodziło o sytuacje, kiedy nie musiał ściśle zachowywać pozorów, zdawał się wręcz kpić z zażenowania chłopca.
Nie znaczy to jednak, że sam pozwalał sobie na kontakt z kimkolwiek. Lizzie jako narzeczona Ciela była tolerowana, ale niewiele innych osób miało odwagę zbliżyć się do niego. Jedną z nich była Madame Red; zanim jeszcze czerwień zakwitła na jej jasnej skórze, potrafiła zaskoczyć Sebastiana nie do końca niewinnym poklepywaniem po potrafiła zaskoczyć Sebastiana nie do końca niewinnym poklepywaniem po tych miejscach, które z rozkoszą poklepywali podstarzali arystokraci u młodziutkich pokojówek. Kamerdyner co prawda nie zachowywał się niczym niewinna panna, ale fakt, że ktoś przekroczył granicę dotyku w tak bezceremonialny sposób, naruszał jego doskonały spokój i opanowanie.
To zawsze śmieszyło hrabiego ? przyglądanie się, jak demon, który milcząco wyśmiewał jego zawstydzenie, sam zostaje schwytany w pułapkę kobiecych dłoni.
Ciel początkowo nie lubił być noszony dlatego, by nie wyglądać niczym dziecko. Teraz, gdy jego ciało dorosło, tym bardziej tego typu zachowanie mu nie odpowiadało ? zwłaszcza, że miał wrażenie, że mogłoby mu się to spodobać. Czasami aż za bardzo.
Odetchnął, zastanawiając się nad wcześniejszą rozmową demonów. Kronikarz dzięki zapachowi domyślił się, że coś się stało, ale chłopiec nie wyczuwał niczego niepokojącego. Dla niego magia mogła kojarzyć się jedynie z gorzkim, nieprzyjemnym smakiem w ustach i bólem. Jak widać jednak, demony miały tu większe pole do popisu, dlaczego więc kamerdyner nie miał żadnych podejrzeń w stosunku do Asha? Dlaczego go nie wyczuł?
Nie były to pytania, które chciałby zadać Sebastianowi ? ale, co stwierdził z pewnym zaskoczeniem ? chętnie zadałby je Kronikarzowi. Chociażby tylko po to, by zobaczyć, jak zareaguje na to lokaj. Musiał znaleźć więc jakiś sposób, by zapewnić sobie z nim kontakt. Było to trudne, zwłaszcza że kamerdyner nie wydawał się zadowolony z bliskości demona. Oczywiście nie okazywał tego, ale Ciel miał tak wiele okazji do obserwowania różnych reakcji mężczyzny, że z łatwością wyłapał kilka sygnałów świadczących o jego niechęci.
Sebastian podążał wąskimi korytarzami za Kronikarzem. Złość i niepokój demona nie były zauważalne w jego ruchach, jednak specyficzna aura mężczyzny drżała lekko.
Istoty takie jak oni rzadko zostawały dłużej w jednym miejscu. Kronikarz wiele ryzykował, mieszkając w tej dzielnicy na tyle długo, że prawdopodobnie wszyscy, którzy pamiętali jego przybycie, nie tylko zdążyli umrzeć, ale ich ciała dawno zamieniły się w proch. Takie postępowanie nie było rozsądne, długowłosy akuma rzadko jednak przywiązywał do tego jakąkolwiek wagę, a mimo to był to dopiero pierwszy raz, gdy ktoś natrafił na jego ślad. Widocznie naprawdę przesadził z osiadłym trybem życia... istnienia.
Szybko minęli kilkanaście drzwi, schody, korytarz. Później już tylko kilka metrów i znów salon, wszechobecna biel oraz światło. Nie zorientował się nawet, kiedy przekroczyli bramę. Prawdopodobnie Kronikarz zrobił to specjalnie, chcąc ukryć miejsce, w którym się znajdowała ? co jeszcze bardziej upewniło kamerdynera w przekonaniu, by z podwójną ostrożnością podchodzić do każdego jego ruchu.
Postawił hrabiego na podłodze, leciutko uśmiechając się na gniewne prychnięcie. Melancholijna, leniwa atmosfera panująca w całym domu nie wpływała na Ciela na tyle, by stępiła jego charakter. ?To dobrze? ? stwierdził po chwili ? ?Gdyby uległ tej aurze, naprawdę mogłoby to być kłopotliwie?.
Kronikarz używał swojego wdzięku całkowicie świadomie, nie licząc się z żadnymi konsekwencjami. Ciel i tak reagował w zastanawiająco spokojny sposób, mimo że aura demona była tutaj naprawdę silna.
Mężczyzna nie musiał przejmować się tym, jak działa na ludzi i raczej nie miał ku temu powodów. Rzadko opuszczał swój dom i, czego Sebastian mógł być pewien, nie miewał zbyt wiele do czynienia z klientami. Kobiety zaś, mieszkające i pracujące tutaj, nie miały wyboru. Na szczęście broniła je umowa, którą zawierały z Domem Rozpusty, a sam Kronikarz niezbyt chciał pozbywać się swoich uroczych pracownic.
Dziewczęta wydawały się być idealnie dobierane i, co Sebastian nieraz stwierdził ze zdziwieniem, w większości nie były to słabe istoty, lecz silne i pewne swojej urody kobiety, niepozbawione jednak pewnej dozy niewinności. Nieraz żałował, że żadna z nich nie była w jego typie.
Gdyby hrabia postanowił w niedalekiej przyszłości zakosztować przyjemności z kobietą, lokaj miałby dla niego kilka odpowiednich kandydatek. Niejedna z tych młodych dziewcząt pozostawała dziewicą, czekając na odpowiedniego klienta. Oczywiście, nie istniał żaden powód, aby chłopiec miał na razie tego typu potrzeby, a demon, wiedząc, że pragnienie spędzenia nocy z kobietą mogłoby skomplikować kilka spraw, miał nadzieję, że nie pojawi się ono w najbliższym czasie.
Nie znaczy to oczywiście, że nie był przygotowany na taką ewentualność. Ostatnio Ciel zrobił się dosyć nieprzewidywalny, kamerdyner starał się więc przewidywać każde jego życzenie. Chociaż rozkazy panicza nie miały w sobie żadnej abstrakcyjności lub absurdalności, nigdy nie należały do gatunków łatwych. Zwłaszcza że chłopiec z wielką chęcią badał przy okazji możliwości demona. Jak na razie, krok po kroku sprawdzał granice posłuszeństwa i obowiązku, pilnując się, by większość rozkazów była wydawana tak jasno i czytelnie, aby nie istniał żaden sposób ich złamania bądź ominięcia.
Gdyby tylko Sebastian nie był demonem, mógłby uznać to, co się działo, za bardzo frustrujące. Ale w jego oczach zachowanie młodego arystokraty jawiło się jako zabawa ? co prawda niezbyt bezpieczna i mogąca nieść za sobą negatywne skutki, ale wciąż jedynie zabawa.
Choć zapewne niewielu uznałoby za nią drażnienie demona.
Sebastian nie czuł zazdrości, ale Kronikarz niepokoił go. Wyczuwał w nim zagrożenie, mimo że mężczyzna nie zrobiłby bezpośredniej krzywdy Cielowi, nie wystąpiłby też otwarcie przeciwko innemu demonowi.
Był jednak dziką, nieprzewidywalną istotą, kimś, z kim nawet on nie chciał mieć zbyt wiele do czynienia. Przydatny, niczym pająk ukryty w rogu, łapiący w swoje sieci nieprzyjazne owady ? niebezpieczny, bo gdyby tylko stracił zainteresowanie swoimi ofiarami, z chęcią zapolowałby na coś większego. Trudno było przewidzieć, co zrobi i jak zachowa się w kolejnej chwili, tak jakby był absolutnie pozbawiony jakiejkolwiek stałości. Kierował się instynktami w sposób, w jaki Sebastian nigdy by sobie nie pozwolił i nigdy nie pozwalał ? nawet w swoich najbardziej obfitych okresach istnienia na ziemi. Z drugiej strony Kronikarz nie podążał za każdym pragnieniem, potrafił zapanować nad sobą w sytuacjach, gdy inne demony dawno traciły kontrolę. I to właśnie niepokoiło w nim najbardziej.
Właśnie to, że w jednej chwili ulegał najmniejszemu wpływowi pragnienia, czerpiąc zaspokojenie garściami, w drugiej zaś zachowywał idealną ascezę, sprawiało, że większość istot unikała go, obojętnie czy byli demonami, czy wysłannikami nieba.
Kronikarz nie był zwyczajnym demonem, lecz trzeba przyznać, że każdy prawdziwy demon był indywidualnością. Ale łatwiej było zaakceptować spokój, brutalność, finezję bądź jej absolutny brak, żądzę, nienawiść i niechęć niż to, co sobą reprezentował.
Nie nastręczało to żadnych problemów Sebastianowi, dopóki do równania nie był dodawany czynnik ludzki. Nieprzewidywalność Kronikarza i budząca się ciekawość Ciela razem tworzyły wyjątkowo niepożądaną mieszankę. Dopóki jednak hrabia nie ulegał w znaczny sposób sile przyciągania, a wręcz uwodzenia, jaką reprezentował sobą mężczyzna, w tej rozgrywce mogli być nadal na wygranej pozycji.
Niepokojącą mogła wydawać się przyjemność, z jaką panicz przebywał z czarnowłosym, rozpustnym potworem, nawet teraz bowiem wodził za nim wzrokiem pełnym zainteresowania.
Usiedli w białych fotelach, bardziej dla zachowania zasad niż dla wygody. Sebastian najchętniej wywiózłby Ciela do domu i dopiero wtedy wrócił przedstawić całą historię, ale wiedział, że hrabia nigdy nie zgodziłby się na coś takiego, zwłaszcza że z jego życiu nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo. Lub był jedynie przekonany, że nie zagrażało .
Opisał więc wszystko najkrócej jak mógł, starając się nie nawiązywać do sposobu uwolnienia się, jak i bycia zniewolonym. Kronikarz domyślał się tego bez słów, Phantomhive... Lepiej było, gdyby w ogóle nie interesował się tym tematem. Trzymanie go z daleka od magii już i tak nastręczało coraz większych kłopotów.
? Szlag! ? Mężczyzna zerwał się z miejsca, ledwo kamerdyner wypowiedział ostatnie słowo. Wyglądał, jakby z trudem powstrzymywał się od uderzenia pięścią w ścianę. Jego zachowanie było tak odmienne od zachowania Sebastiana, że młody arystokrata otworzył oczy ze zdumienia. Ten demon był naprawdę... fascynujący.

Ciel nie zauważył szybkiego, bacznego spojrzenia kamerdynera. Sebastian wcale nie wyglądał jednak na zadowolonego z rozwoju sytuacji. Hrabia, nawet jeśli by to dostrzegł, mógłby jedynie zgadywać, jaki był tego powód: czy uważał zachowanie demona za niebezpieczne, czy też przynoszące wstyd jego rodzajowi?
? Będę musiał przenieść bramę ? powiedział Kronikarz, przemierzając pokój. ? Nie powinna być tu dłużej niż to absolutnie konieczne. Ja, rzecz jasna, też nie powinienem ? dodał, krzywiąc się. Jego głos i tak był o wiele spokojniejszy, niżby na to wskazywała gwałtowność ruchów.
? Już dawno trzeba było to zrobić ? dodał Sebastian z wyczuwalną w głosie złośliwością, wywołując tym kolejny grymas na idealnych ustach demona.
? Nie miałem czasu ? odpowiedział mężczyzna kąśliwie, zaraz jednak uśmiechnął się lekko. ? Szkoda że wcześniej nie przygotowałem żadnego awaryjnego miejsca. Chociaż zapewne zdążyłoby już do tego czasu ?rozsypać się w proch?. Zasiedziałem się.
? Brama? ? Ciel odezwał się spokojnie, sprawiając, że Sebastian po raz kolejny dzisiejszego dnia poczuł niesprecyzowany niepokój.
? Biblioteka ? wymruczał Kronikarz. ? Przecież coś tak ogromnego nie zmieściłoby się w podziemiach tych kamienic. To jedynie przejście do miejsca, gdzie znajduje się ona naprawdę.
Kłopoty nadciągały wraz z lekkim uśmiechem Ciela.
? Możesz otworzyć ją wszędzie? ? zapytał z niebezpieczną ciekawością. Czyżby to właśnie miała być szansa zapewnienia sobie towarzystwa demona na przynajmniej taki czas, by móc zadać mu najpilniejsze i najbardziej niecierpiące zwłoki pytania?
? Nie stanowi to żadnego problemu. ? Demon przeczesał dłonią włosy gestem tak ludzkim i sztucznym, że Sebastian, gdyby tylko posiadał prawdziwy, użyteczny żołądek, mógłby dostać mdłości.
? Nie byłoby więc problemem otworzenie jej w mojej posiadłości, prawda? ? zapytał chłopiec, pochylając się lekko. Wyglądał jak podczas negocjacji umowy bądź warunków w szarej strefie: skupiony i zdecydowany. Kamerdyner dokładnie wiedział, do czego zmierza hrabia, i cel ów nie był dla niego niczym przyjemnym.
Kronikarz uśmiechnął się złośliwie w stronę lokaja, po czym niespodziewanie potrząsnął głową.
? Jeśli to propozycja ? powiedział cicho ? zmuszony jestem odmówić.
? Nie masz innego miejsca, w którym mógłbyś się zatrzymać ? zauważył Ciel. Nawet chwilowa obecność innego demona z pewnością zabiłaby nudę w posiadłości na dłuższy czas. Trudno zresztą było nie zauważyć niechęci Sebastiana co do tego pomysłu, co sprawiało, że idea była coraz bardziej kusząca. ? I nie sądzę, byś mógł znaleźć je w tak krótkim czasie.
? Mam pewne zobowiązania... ? zaczął, wracając do swojego poprzedniego tonu, nie dane mu było jednak dokończyć. Zamarł, słysząc ciche skrzypienie.
? ...które spokojnie mogą poczekać ? uzupełniła jego wypowiedź drobna postać, która nagle znalazła się w uchylonych drzwiach. ? Nie sądzę, by rozsądnym było odmawiać owej propozycji... W pełni podzielam w tej sytuacji twoje zdanie, Cielu. Cielu Phantomhive.




Już wkrótce:
Rozdział X

Obrazek
Powoli tworzony chomik z fanfiction - zapraszam: al-collection
Avatar użytkownika
Al
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 584
Dołączył(a): 12 lut 2008, 22:04

Re: [NZ][NC-17] Zjednoczenie [Kuroshitsuji]

Postprzez Akira » 10 lut 2010, 17:53

Długo kazałaś czekać, ale było warto. Robi się coraz ciekawiej. Napisałaś, że masz zamiar jeszcze rozwinąć wątek Kronikarza. Planujesz miłosny trójkąt? Czy też użycie Kronikarza jako katalizatora do przyspieszenia "stosunków" między Sebastianem a Cielem? Tak czy inaczej, poczekamy zobaczymy. Byle nie za długo! Pozdrawiam i życzę wena. <pow>
Akira
Współczesny Niemowlak
Współczesny Niemowlak
 
Posty: 10
Dołączył(a): 03 kwi 2009, 14:20

Następna strona

Powrót do Slash

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron