[NZ] Oczami Śmierci 9/15

Moderator: Al

[NZ] Oczami Śmierci 9/15

Postprzez Tristan » 06 maja 2015, 17:22

W tym dziale u nas jeszcze nic nie ma co mnie osobiście smuci, dlatego postanowiłam coś z tym zrobić.

Ponieważ pisze kilka fików jednocześnie i są dwa, które zmierzają do końca (i to jest jednym z nich), postanowiłam je zamieścić. Z HP Wielkie Plany już się pojawia, więc teraz czas na ten.
Pisze je naprzemiennie w zależności od humoru. Oba są dokładnie rozplanowane i mają wiele już tekstu do czytania. oczywiście nim je wkleję, muszę sczytać i czasem wypełnić luki. Nauczyłam się pisać zawsze kiedy mam pomysł i jak się okazało nie zawsze one wpadają chronologicznie. Okazuje się, że dla mnie to jednak doskonały sposób na zakończenie tego co piszę. koniec z porzucaniem twórczości z braku weny.

Przeczytałam równie wiele fików z HP co i Naruto. W obu przypadkach polubiłam bardziej twórczość fanów niż oryginalną.
Może więc kogoś zainteresuje ten fik.
Trochę logiki, jakiś talent, dużo problemów, nieco depresji, a wszystko zroszone humorem.
Inspiracją był inny fik:
Through the Eyes of Death
Szczególnie pierwszy rozdział. Potem zaczęło już wszystko żyć własnym życiem.
Mimo to, dziękuję autorce za genialny pomysł.

Przydałaby się beta, chociaż do wyłapywania powtórzeń.

Rozdział 1
- Nie, nie tak Naruto. Potrzebujesz nieco… więcej cierpliwości.
- Ale ja chcę już zostać wielkim shinobi dattabayo!
- Dużo więcej cierpliwości. Przecież wpierw musisz być małym shinobi by urosnąć do dużego jak na przykład kage. Hokage, nie Tsuchikage. Do tego już ci wiele nie brakuje – wymruczał mężczyzna ostatnie zdanie. – Mierz wysoko Naru-chan! Najlepiej też wyżej niż Sarutobi. Chociaż o kilka centymetrów
- Będę dużym shinobi! Uwierz w to! – Z zapałem zabrał się za zbieranie czakry wokół siebie. – Ale nie tak starym jak Jiji.
- Sandaime wcale nie jest taki stary. Naruto spojrzał na niego zszokowany, że ktoś może być tak naiwny.
- Ma brodę!
- No wiec to jeszcze nie zna…
- I na czubku głowy ma łysa plamę.
- A, nie, to zupełnie co innego. To znaczy, że musi być stary.
- Właśnie.
Pan Tobirama obserwował go wpół rozbawiony i wpół rozdrażniony. Ze wszystkich chłodnych i przezroczystych ludzi w opinii chłopca kwalifikował się najwyżej. Oczywiście niektórzy inni też nie byli tacy źli. Żałował tylko, że znikali tak często i rzadko mógł spotkać jedną chłodną osobę dwukrotnie. W kilku przypadkach uznawał, że i tak spotkał ich o raz za dużo! Krzyczeli tak jak ciepli ludzie, że jest potworem. Wielu wyglądało potwornie. – jakby byli pogryzieni lub spaleni. Byli też inni chodzący i mamroczący do siebie oraz tacy jak pan Tobirama, którzy zatrzymywali się by z nim porozmawiać. Kilku z nich opowiadało superaśne historie, a inni czegoś go nawet uczyli.
- Skup się Naru-chan.
- Skupiam się! – powiedział podskakując. – I nie jestem już dzieckiem więc nie mów do mnie Naru-chan. – jęczał.
- Skoro tak mówisz Naru-chan. Teraz ćwicz dalej. Masz bardzo dużo czakry.
- Jupi! – To znak, że będzie wielkim ninja!
- W związku z czym by nad nią panować musisz bardzo dużo ćwiczyć. W innym razie będziesz słabszy niż gdybyś miał jej tylko kropelkę.
- Och.
- Z kim rozmawiasz? – Naruto obrócił się szybko i zobaczył chłopca trochę od niego starszego z ciemnymi włosami do ramion i oczami jak płatki śniegu. Nie widział on pana Tobiramy? Naruto spojrzał na niego, ale przekonał się że zimny pan już zaczął odchodzić.
- Z panem Tobi, ale on już odszedł. Zawsze odchodzą jak za mało z nimi mówię. Zapominają o mnie.
- Trudno domyśleć się dlaczego – powiedział z przekąsem chłopiec,- ale nie widziałem tu nikogo więcej. Jesteś pewny że to nie był wymyślony przyjaciel? – Uśmiechnął się z wyższością Neji.
- A ja widzę. I tego pana koło ciebie też. Nie zmyślam!
- Jestem sam.
- Nie. Chłodny pan jest obok. – Blondyn wskazał palcem napsute miejsce obok bruneta.
- Chłodny pan? – Zdziwił się. - Nikogo tu nie ma. – Chłopiec powiedział z przekonaniem na wszelki wypadek jednak spoglądając w miejsce gdzie wskazywał palec Naruto. Wokół jego oczu pokazały się na moment żyły. Prychnął.
- Ludzie są albo chłodni, albo ciepli. – Powiedział pięciolatek z przekonaniem. – Chłodny Pan koło ciebie mówi do ciebie, ale go nie słuchasz.
- I co do mnie mówi? – Kpił z niego Neji. Pewnie myślał o nim jakby był jednym z tych jęczących bachorów.
Naruto chwilę słuchał w milczeniu nim zwrócił się do niego.
- Że cię kocha i kochał swojego brata dlatego nie żałuje, że się poświęcił i cieszy się że uratował swoją bratanicę.
***

Palący wzrok Neji’ego doskwierał Naruto. Próbował w obecnej chwili powtórzyć w swoim notatniku wzór jaki pokazywała czerwono włosa Pani. Była piękną kobietą ale jak wiele innych duchów nie mówiła ani słowa. Kilka bardziej upartych nadrabiało tą ciszę. Jak przeklęty fryzjer. Za każdym razem jednak gdy kobieta go spotykała chętnie mu prezentowała interesujące sztuczki z pieczęciami. Właśnie dzięki nim przedstawiał światu swój oszałamiający zmysł sztuki oraz nie przez wszystkich rozpoznawany urok osobisty. Przecież musiał jakoś pomalować twarze Hokage na swój ulubiony kolor, prawda? Nie był alpinistą, ale jego celność była przyzwoita. Neji się co do tego upewnił.
Gdy z kartki uniósł się dym, Piękna Pani uśmiechnęła się i w milczeniu udała się w kierunku cmentarza.
Naruto także się uśmiechnął i pozdrowił w końcu swego żywego przyjaciela.
- Cześć Neji! Co cię sprowadza do mojej skromnej osoby?
- Cześć. Jutro egzamin.
- A, tak. Kojarzę coś.
- Szkoda, że nie zdałeś w zeszłym roku razem ze mną.
- Ta. – Uśmiech nastolatka zmarniał, a światło w jasnych oczach przygasło.
Neji był dumny z tego, że przy nim blondyn nie próbował odpowiadać tym szerokim i nie szczerym grymasem jaki zwykle prezentował światu.
- Mam coś dla ciebie. Na szczęście.
- Tak! – Oczy Naruto ponownie zabłysły na myśl o prezencie. Nie zmarniał nawet gdy brunet wręczył mu do ręki czerwony koral. – Jeśli przejdziesz dam ci drugi. – powiedział zadowolony z siebie oraz niezdecydowanego wyrażenia na twarzy kolegi. Naruto nie miał monopolu na zaskakiwanie. Po chwili milczenia zlitował się i wyjaśnił. - Mówiłeś że jeden z duchów wiedział coś o sztuce marionetek i sznurach czakry.
- Tak, ale nie mam do tego kontroli. – zaprotestował blondyn.
- Myślę, że z jednym sznurem korali sobie poradzisz. – Naruto patrzył na prezent niepewnie. Czerwony paciorek był zrobiony z jakiegoś dziwnego kamienia i mimo że nie był większy niż paznokieć na jego kciuku, to ważył przynajmniej dwa kilogramy. Czyżby Neji chciał go poddać jakiemuś treningowi podobnemu do tego co przechodził Brewka? Tego ze swojej zwariowanej drużyny i ich bardziej stukniętego Sensei? Tamtych dwóch bliźniaczo ubrwionych czubków nosiło ciężarki niczym bransoletki. – W najstarszych kartach wróżebnych oraz zachowanych tabliczkach Shinigami jest często przedstawiany właśnie w takich koralach. – Jinjuriki chciał się skrzywić. Neji był jedyną osobą która wiedziała o jego zdolności widzenia dusz oraz komunikowania się z nimi. Gdzie jednak Blondyn praktykował ignorowanie umiejętności, Hyuga szukał jakiegoś sekretu ukrytego za jego przekleństwem. Los przecież nie obdarował go tym, by zmarnował ten talent. Naruto wolał udawać najczęściej, że on nie istnieje i że tak naprawdę niczym się nie różni od innych ludzi. Nie chcąc jednak zranić swojego przyjaciela przyjął dar z uśmiechem. Przyjaciela który pierwszego dnia ich spotkania, wyśmiał go, naubliżał mu wyzywając od kłamców oraz pobił po powtórzeniu słów zmarłego ojca. Dzień później byli już przyjaciółmi chociaż na żądanie Jinjuriki nie obnosili się z tym. Jasnowłosy chłopiec nie chciał strącić jedynej osoby która się o niego troszczyła ze względu na animozje kilkudziesięciu osobników mieszkających w tej wsi.
- Dziękuję Neji. Masz rację. Z jednym sznurem czakry powinienem móc go nosić. – Wiedział też, że utrzymanie go przez cały dzień miało być wymyślną torturą!
W tym momencie rozbrzmiał krzyk z powodu którego poczuł pilną potrzebę udania się w inne miejsce. Sadząc po afektownym uśmiechu młodego Hyuga, jego pośpiech był zrozumiany i akceptowany.
Skinął głową na pożegnanie i biegiem ruszył w kierunku zawiłych alei. Szybko zaczął kluczyć wzdłuż nich próbując oddalić się od pościgu. Z wdziękiem lawirował ciałem poprzez tłumy żywych obywateli Konoha. Jego ścigający byli mniej wykwalifikowani niż on przy przechodzeniu ruchliwych ulic i szybko im umykał. Jasno pomarańczowy kombinezon lśnił i wabił jak latarnia morska pośród ludzi ubranych umiarkowanie kolorystycznie. Pozwalało im to trzymać go w zasięgu wzroku. Naruto nie miał nic przeciwko. Kochał ten dreszcz od polowania. To był powód ochlapania dwóch chunin pomarańczową farbą. To oraz fakt, że kolor ten rozpraszał chłód śmierci. Był tak żywy, że w jego otoczeniu Naruto nie zapominał do której grupy należał: żywej czy martwej. Nie bez znaczenia też pozostawał fakt, że jego daltonizm nie niszczył jego postrzegania tej barwy.
Zerknął za siebie. Opuścili najbardziej zatłoczoną aleję i dwaj rozwścieczeni shinobi doganiali go ponownie. Uśmiechnął się złośliwie. Wszystko szło zgodnie z planem.
Nagle zwolnił i zawrócił.
Dwójka już go niemal miała gdy skręcił w boczną uliczkę pełną dużych pak i przyśpieszył. Para poszła za nim. Naruto szarpnął za drut Nina. Prawie niewidzialny dla kogoś kto nie wiedział, że tam był. Dwóch chunin wbiegło do alei dokładnie gdy pułapka została uruchomiona. Druciany fortel sprawił, że ścigający potknęli się podczas gdy stos pustych pak nagromadzonych blisko ściany wywrócił się. Uzumaki śmiał się jak jego prześladowcy zostali pogrzebani poniżej pakunków. Słuchał ich rozgniewanych krzyków przez chwilę nim ewakuował się. Chciał być daleko gdy w końcu uwięziona para miała się odkopać.
Zauważył coś. Za maskującym genjutsu pokrywającym doskonale jego ciało czekał Iruka sensei. Zapewne na niego. Iluzja jednak nie mogła ukryć duszy. Udał że nie zauważył go aż nauczyciel porwał go za kołnierz. Wtedy przybrał na twarzy maskę niezmiernego zdumienia.
- Iruka sensei! Co tutaj robisz?
- Dlaczego nie jesteś w klasie, Naruto?- skarcił go instruktor. – Egzamin ukończenia szkoły jest jutro. Czy chcesz po raz kolejny zawieść?
- Oczywiście że nie, - zaczął się przechwalać. - Jestem zdumiewającym ninja! Ukończę studia bez żadnego wysiłku. W ogóle!
- Naruto,- Powiedział Iruka w cierpliwie - nie możesz nawet zrobić pojedynczego bunshin. Jak chcesz ukończyć studia?
- Heh, właśnie obserwuj,- wyszczerzył zęby chłopiec, - ukończę w tym roku na pewno, uwierzę w to!
- Uwierzyłbym jeśli zauważyłbym jak kładziesz tyleż wysiłku do twoich studiów jak dajesz do figli. - skarcił.
- Ale tamte rzeczy nudzą,- dąsał się. Poza tym czy dywersja i zdolności manewrowania nie były ważnymi umiejętnościami?!
Iruka właśnie westchnął podirytowany i pociągnął swojego niesfornego ucznia do klasy.
Naruto nie przechwalał się. Naprawdę mógł ukończyć szkołę jeśli chciał. Nawet jeśli prosty Bunshin jeszcze dawał mu poważny kłopot i zgodnie z tym co mówił Neji ulegał drastycznemu smażeniu czakrą. Znał Mizu Bunshin. Wykonywał go niemal bez jakiegokolwiek wysiłku, tak długo jak było źródło wody w pobliżu. Problemem było wyjaśnienie skąd wiedział jak to zrobić. Większość ludzi w Konoha traktowała go obecnie niczym plagę, więc nie chciał dowiedzieć się do czego by doszło gdyby odkryli, że rozmawiał ze zmarłymi. To była jego zdolność, zobaczyć dusze ludzi, zarówno żywych jak i martwych. Z Neji mieli teorię, że uzyskał to kiedy Kyuubi no Yoko został zapieczętowany w jego ciele. Niezależnie czy przyczyną był demon, czy jak wolał sądzić Neji dotknięcie Boga Śmierci, efekt ogólnej wiedzy jego zdolności uczyniłby go jeszcze większym celem nienawiści. Oczywiście nie mógł też zweryfikować źródła zdolności gdyż pytanie kogoś, nie wchodziło w rachubę. O nim nie przypuszczano, że wiedział o pieczęci. Było jednak zbyt wiele dusz czających się dookoła mówiących o tym. Nie wspominając o cywilach, którzy pod wpływem alkoholu potrafili powiedzieć więcej niż powinni.
To nie było łatwe by znaleźć ducha, który mówiłby do niego. Duchy wędrujące dookoła były duszami, które nie mogły znaleźć odpoczynku. Jakaś pamięć z ich życia ciążąca na ich sumieniu lub sercach, przykuwała ich niczym łańcuchem do ziemi. Często kroczyli bez celu, szemrząc o czymś trapiącym ich. Tylko kilkoro zachowało ich umysły oraz osobowości mogąc prowadzić rozmowę z nim. Kilkoro z nich wymyślało mu, widząc go jako demona który przyniósł śmierć. Naruto jednakże nie trzymał tego przeciw nim. Mógł zobaczyć czysty terror odzwierciedlający to co przeżyli w otaczającej ich aurze. Jeśli atakowanie go ustnie pomogło im znaleźć spokój, to dla niego byli mile widziani. Nienawidził jednak gdy go dotykali. To było tak zimne wysyłając lodowate dreszcze poprzez jego ciało. Jakby na moment przestawało świecić słońce. To był też powód noszenia pomarańczowych ubrań i robienia psikusów ludziom. Oczywiście nie bez znaczenia pozostawał fakt, że jego zdolności według Neji’ego dawały mu lekkim daltonizm. Jinjuriki musiał sam siebie zapewnić że był jeszcze żywy, a nie jednym z bezbarwnych zimnych widm snujących się wokół.

Gdy spotkał ducha shinobi skłonnego mówić do niego, rozważał to jako wielki sukces. Niektórzy z nich rozprawiali o misjach, które podejmowali i czasami umierali w trakcie dając mu doskonały obraz życia shinobi i najpopularniejszych sposobów rozstawania się z nim. Niektórzy nawet jak czerwono włosa dama lub Tobirama pokazywali kilka sztuczek. Naruto próbował zapamiętać je i powtórzyć. To stanowiło jego główną bazę wiedzy ninja. Miał oczywiście dużo dziur w podstawowej edukacji, ale znał trochę z zaawansowanych rzeczy które mogły mu zapewnić przeżycie lepiej niż chronologia drugiej wojny. Widma miały jednak problem ze skupieniem swojej uwagi i gdy za bardzo przykładał się do techniki mogły zapomnieć o nim lub tym co robiły. Wyglądało to tak jakby jego obecność pozwalała im stać się bardziej podobnymi do tego kim byli za życia. To co pozostało z ich dusz, stawało się bardziej skoncentrowane.

***

Jinjuriki siedział przy swoim biurku w klasie Akademii, zupełnie znudzony od mowy nauczyciela o historii Konoha. Litości, nie była Az tak długa by w kółko ją powtarzać przez wszystkie lata akademii!
- Naruto! - Głos usypiającego nauczyciela uderzył go jak miał właśnie zasnąć. - Możesz powiedzieć mi, jaka była specjalna zdolność Shodai Hokage?
Uzumaki spotkał Shodai ducha dwa lata temu blisko wieży Hokage. Założyciel Konoha był naprawdę interesującym kompanem i blondyn mógł szczycić się wiedzą na jego temat większą niż zapewne inni. Nie mógł jednak tego zdradzić.
- Tandetne dowcipy. – Aż się wzdrygnął na niezadowolony głos pana Tobi. Blondynowi nie wypadało się nie zgodzić. Jego brat wiedział na pewno lepiej, nie? Zignorował zimną obecność za swoimi plecami.
- Eee, nie było to coś z drzewami?- Podrapał się nerwowo w głowę.
- To nie jest dość, Naruto,- Powiedział Iruka z irytacją.
Czy za nim nie siedział Kiba? Czy raczej też Kiba?
- Oj przestań, po co nam w ogóle takie szczegóły? – Starał się nadążyć za wymianą zdań z Iruką. Trudne to było w tym momencie. Chichoty w klasie były najmniejszym problemem!
- I to ma być poziom obecnej edukacji? – Irytował się były Hokage.
- Akamaru? Co się dzieje? – Czyżby pies coś wyczuł? Widział kundla przy duchach już i nigdy nie reagował. Ale Neji mówił, że przy nim miał czasem wrażenia, że coś czuje na granicy zmysłów. Zwierzęta są wrażliwsze.
- To ważna wiedza baka,- wykrzyknęła Sakura uderzając go w głowę.
- Młode kunoichi nie uległy zaś zmianie. – Zamyślił się pan Tobi.
- Za co to było Sakura-chan? - Starł głowę i mizdrzył się do niej niczym szczeniak.
Naruto lubił Sakurę. Dla Neji’ego było to nie zrozumiałe. Jej stosunek do niego czynił przyjaciela wręcz wrogim do niej. Ona oczywiście nie odwzajemniała okazywanych uczuć i kontynuowała uderzanie jasnowłosego chłopca w głowę dla choćby najmniejszego popełnionego wedle jej opinii wykroczenia. Przypadkowi obserwatorzy nie mogliby pojąć jak Jinjuriki, mógł być tak oporny by nie zauważyć jej nienawiści oraz beznadziejnego zadurzenia w Uchiha Sasuke. Prawda była jednak inna. Ona właśnie sprawiała, żeby Naruto czuł się żywy dzięki jej ciosom. Za każdym razem więc, gdy czuł się jakby dryfował do królestwa duchów trochę zbyt mocno, irytował ją i jej pięść sprowadzała go do świata żywych. Między innymi dlatego zdecydował się, że ukończy studia w tym roku. Właśnie dla niej. Skoro nie udało mu się dla Neji’ego. Miał nadzieję, że dostałby ją w swojej drużynie.
-Dla bycia baka! – Chociaż trochę więcej empatii pewnie by jej tylko dodało uroku.
-Zatrzymajcie to!- zawył Iruka. - Jesteśmy w trakcie zajęć! - Lekcja została wznowiona.
Zabawne, że Iruka, który nie pozwalał się znęcać na nikim, tak wytrwale lekceważył jej ataki na jego osobę.
- Cienias.
Naruto nie mógł się z Nidajme nie zgodzić. To dobrze podsumowywało Irukę sensei.
***

Dzień ukończenia szkoły w końcu nadszedł. Naruto był troszkę niespokojny. Nie w związku z tym że mógłby zawieść, ale że mógłby przejść. Jak by nie patrzeć w tym pierwszym nabierał już wprawy. Zapewne gdyby ktoś dowiedział się o tym, byliby zszokowani. Naruto zawsze głośno krzyczał, że chciał być Hokage i zwykle miał to nawet na myśli. Chociaż z zupełnie innych pobudek. Tak, dlaczego nie chciałby ukończyć studiów? To byłoby łatwiej zrozumieć gdyby ci co zadali by to pytanie znali ile martwych shinobi rozmawiało z nim. Szybko został pozbawiony wszelkich złudzeń sławy na służbie Hokage. Miał prawie tak dobre zrozumienie niebezpieczeństw i niedoli kariery shinobi jak zaprawieni w wojnie weterani. Chociaż rozważył siebie jako dość dobrego ninja jak na jego wiek i z całą pewnością miał rację, to wiedział, że nie brakowało też lepszych i to o wiele. Ci nie troszczyliby się, że był tylko dzieckiem zabijając go z przyjemnością. Chciał stać się dobry przed pójściem tam na zewnątrz. To był powód dlaczego widowiskowo spartaczył swoje poprzednie szanse nawet jeśli zranił tym Neji’ego. Oczywiście niesprawiedliwe traktowanie demona też miało w tym swój udział. Teraz jednak nie mógł pozwolić sobie opóźnić ukończenia szkoły już więcej. Jego rówieśnicy mieli ukończyć studia dzisiaj i potrzebował znaleźć się pośród nich jeśli nie chciał wyglądać nawet gorzej niż zazwyczaj. Oczywiście w razie porażki wizja następującej rozmowy ze swoim przyjacielem też nie pomagała. Neji posiadał ambicje za nich obojga.

***

Dzień egzaminu nadszedł i Naruto obiecał swojemu odbiciu w lustrze zrobić wszystko co się da by zdać. Ciężko było się na tym odbiciu skupić, gdy duch poprzedniego lokatora stroił miny przed nim i robił uwłaczające uwagi do jego fryzury! Zabawne, ale duchy też miały odbicie. Przynajmniej dla mnie.
- Głupi martwy fryzjer. – Mruknął przed wyjściem z domu. – Dobrze, że te nożyce były na nim nie skuteczne!
Test pisemny okazał się trochę kłopotliwy. Czytanie mimo pomocy i cierpliwości Neji’ego nie było jego najmocniejszą stroną. Hyuga nieraz powtarzał, że winę za to ponosiło nie leczone ADHD i stanowi to błąd szkolnych lekarzy. Powinni byli się tym zająć już w pierwszej klasie. Niejednokrotnie gdy spędzali razem czas w którym Naruto działał zbyt emocjonalnie lub energicznie starszy chłopak mamrotał pod nosem o kilku tabletkach, które przyniosły by otoczeniu błogi spokój. Dzisiejsze noszenie prezentu od przyjaciela wymuszało ciągłe skupienie i doprowadzało go do szału bardziej niż czytanie. Test z rzucania bronią poszedł lepiej, mimo otrzymania najgorszego zestawu kunai i shurikenów jaki instruktor mógł znaleźć. Na szczęście lata biedy będących skutkiem zawyżonych cen, zmusiły go by ćwiczyć celność wszystkim co się dało, czy to kamieniami, kijami lub innymi środkami. To było trudne by uderzyć cokolwiek tym, ale poradził sobie z przechodzącym stopniem. Praktyka Taijutsu nie była dużo lepsza. Znał teorię, ale nie miał nikogo z kim mógł trenować. Neji był stanowczo zbyt silny dla niego i ze względu na klan obowiązywał go inny styl. Jedyne co bezbłędnie opanował podczas tych sparingów to szybkie uniki. Neji nazywał je pajacowaniem. Były jednakże skuteczne w swojej szybkości i nieprzewidywalności, więc mimo braku praktyki jakoś przebrnął ten test. Wtedy nadszedł egzamin z ninjutsu. I oczywiście to musiał być Bunshin.
Jinjuriki oczekiwał jak instruktorzy wołali jednego ucznia po drugim do oddzielnego pomieszczenia. Po pewnym czasie oni wrócili z nowiutkim hitai.
- Uchiha Sasuke. - Zawołał Iruka. Wiecznie obrażony na świat chłopiec wstał i przeszedł się do drzwi w towarzystwie wielokrotnych -oooch- i -aaach- jego fanek. Przez chwilę go pożałował. Przez kilka lat duchy jego zamordowanej rodziny szły za nim wszędzie. Teraz został tylko milczący ojciec, który sądząc po spojrzeniu traktował obserwowanie syna jako pokutę. Blondyn zwykł próbować pomóc jego dziecku, ale Ostatni Uchiha był krystalicznie jasny, że wolałby umrzeć niż przyjąć ją od klasowego dobe.
Sasuke zdał test i wrócił z masywnymi oklaskami swojego fanklubu. Teraz była jego kolej. Dyskretnie odkorkował karafkę ukrytą w torbie na udzie przed wejściem do pokoju egzaminacyjnego.
- Dobrze Naruto,- Powiedział Iruka, - Wszystko, co potrzebujesz zrobić to stworzyć trzy doskonałe Bunshin. – Iruka często zachowywał się jakby Uzumaki był jego młodszym bratem. Chłopak jednak zauważał z przekąsem, że to nie oznaczało pomocy, a jedynie wyższe wymagania. W zeszłym roku to Iruka dążył by Rock Lee będący obecnie w drużynie Neji’ego mógł zdać mimo braku możliwości korzystania z czakry. Szkoda, że nie chciał pomóc chłopcu który miał jej za dużo by podołać najsłabszej technice która i tak w prawdziwej walce nie zdawała się na nic.
- Właśnie patrz,- wyszczerzył zęby Naruto. - Bunshin no Jutsu!- Ukazała się wielka chmura dymu. Naruto użył tego by ukryć swoje ruchy i cicho stworzył trzy Klony Wody z posiadanego zaopatrzenia. To był podstępny proces, ponieważ ilość wody była ograniczona. Zastosował jednak to w praktyce tyle razy i udowodnił, że z wystarczającą kontrolą to jest wykonalne. Właśnie musiał rozciągnąć wodę wzdłuż powierzchni klonów i uczynić ich pustymi. Niestety kontrola czakry była jednym obszarem z którym wciąż walczył. Dziś przez czerwony koralik nawet więcej niż zwykle.
Chmura przejaśniła i Naruto z niepokojem spojrzał na jego pracę. Po lewej stronie stały dwie doskonałe kopie jego osoby szczerząc zęby. Po prawej już niekoniecznie. Klon wyczerpał wodę skutkując niedoborem głowy. Nie, Jinjuriki myślał, szaleńczo pragnąc klonu by ukształtować się całkowicie.
- Przykro mi, Naruto,- Powiedział Iruka, -nie zdołałeś zrobić trzech doskonałych Bunshin. Nie mogę pozwolić ci przejść.
- Nie! - Krzyknął. Jego klony rozłożyły się do kałuży.
- Co to? – Zapytał zaskoczony Iruka. Jego asystent Mizuki przyglądał się zainteresowany.
- Mizu Bunshin,- Przyznał się. Nie było żadnego powodu by kłamać. Dwaj chuunin powinni móc sami rozpoznać jutsu.
- Skąd to znasz?- Zażądał odpowiedzi Iruka.
- Zobaczyłem kogoś robiącego to,- odpowiedział. To nie było zupełne kłamstwo. Nidaime Hokage mu je w końcu pokazywał, chociaż z braku czakry u ducha, efekty nie były widoczne.
- I nauczyłeś się tego właśnie w ten sposób?- zwątpił Iruka. Ciężko pewnie mu było się rozstać z wizją głupiego demona.
- Tak,- skinął głową.
- Myślę, że powinniśmy pozwolić mu przejść. – zapowiedział Mizuki. - Zrobił dwa doskonałe klony.
- O nim przypuszczano, że zrobił trzy. - sprzeciwił się ostro Iruka.
- Wyczerpałem wodę,- Uzumaki wytłumaczył. - Jeśli miałem więcej, mogłem zrobić armię z Mizu Bunshin.
- Nie zawsze będziesz miał zaopatrzenia wody pod ręką Naruto. - Powiedział Iruka. - Przykro mi ale nie mogę pozwolić ci zdać, jeżeli nie możesz zrobić dwóch doskonałych Bunshin i tym razem zwykły rodzaj, żadne Wody jutsu.
- OK,- powiedział smutny blondyn. Jeszcze miał szansę. Skoncentrował się i spróbował stworzyć podstawowy Bunshin. Kontrola, pomyślał. Użyj dokładnej ilości czakry i dasz radę. Na ziemi ukazała się chmura czakry i rozproszyła ujawniając dwa chorowite blade i zniekształcone widma przewrócone na ziemi oraz jeden zaskakująco dobry. Naruto skrzywił się. To było lepsze niż zwykle ale wciąż za mało.
- Przykro mi, Naruto ale nie mogę pozwolić ci przejść,- Powiedział srogo Iruka.
- Nie jest to zbyt szorstkie? - zapytał się Mizuki. Jinjuriki nie zrozumiał dlaczego srebrno włosy instruktor próbował nagle pomóc. Dotychczas nie lubił go. Zdecydował się, że prawdopodobnie nie chciał poradzić sobie z nim więcej. Uczucie było jak najbardziej odwzajemnione.
- Nie i to jest moje ostatnie słowo. Jeśli Naruto nie może udoskonalić Bunshin, będzie przeszkodą dla swoich kolegów z drużyny i mógłby doprowadzić ich do śmierci.

Uzumaki siedział na huśtawce na dziedzińcu Akademii obserwując szczęśliwych absolwentów i ich dumnych rodziców świętujących dzisiejszy sukces. Głupcy, pomyślał. Nie mieli pojęcia do czego właśnie dali się wmanewrować. Osądził, że większość z nich byłaby martwa wkrótce, szczególnie fanklub Sasuke. Partia martwych świeżo upieczonych genin zebrał się dookoła by nawiedzić ich nauczycieli dla braku właściwego przygotowania. Test ukończenia szkoły był zły i ograniczony w jego opinii skoro to zawiodło jego a pozwoliło mizerakom jak oni przejść. Powinni byli zrobić coś innego. Jak dać im symulowaną misję i ocenić wedle skuteczności w uzupełnianiu jej. Mógłby wtedy popisywać się wieloma umiejętnościami, których aktualny test nawet nie tknął.
- Cześć, Naruto.
- Cześć, Mizuki sensei.- Powoli odwrócił się do przybysza.
- Iruka nie chciał być szorstki, - powiedział nauczyciel, - musisz zrozumieć.- Jinjuriki zrozumiał. Mógł zobaczyć miłość Iruki do swoich studentów i jego ból ponad stratą swoich własnych rodziców. Mówienie do duchów uczyniło go zaskakująco dobrze poinformowanym. - On chce, byś był jak najlepiej przygotowany gdy wyjdziesz w pole. To jest niebezpiecznie tam na zewnątrz.- Bez żartów, myślał Uzumaki ale nie powiedziała niczego. - Ale widzę, że jesteś utalentowanym chłopcem, który naprawdę zasłużył ukończyć studia w tym roku. Dlatego zdradzę ci to, co Iruka ukrył przed tobą. – powiedział z wyrazem szczerości podobnym do jego gdy zapewniał, że to nie on położył klej na siedzeniu nauczyciela. - Jest inny sposób ukończenia studiów.
Naruto ożywił się. Nie, żeby chciał stać się genin tak strasznie, ale ponieważ coś śmierdziało za tą propozycją. Mizuki nigdy nie lubił go, tak dlaczego nagle był miły? Blondyn mógł zobaczyć ciemniejsze odcienie w jego duszy. Srebrno włosy instruktor nie był dobrą osobą. Oczywiście te zaciemnienia na duszy nie były zawsze miernikiem dobra czy zła. Stanowiły jednak znak, że kogoś ogarniały ciężkie emocje. Te odpowiadające za smutek i żal często zmieniały swoje nasilenie i dość szybko się rozmywały. Te które odpowiadały za gniew były tak podobne, do żalu że nie rozróżniał pomiędzy nimi dopóki lepiej się nie przyjrzał. Gniew, nienawiść i żądza pozostawały stale w tym samej części duszy, a ich intensywność wzrastała. By móc dojść do takiego wniosku został dwa lata wcześniej w ramach prezentu urodzinowego zmuszony przez Neji’ego do przeczytania książki o ludzkich emocjach. Najpierw miało to służyć pomocy w walce z jego ADHD, ale szybko zaczęli dyskutować o związku emocji z duszami widzianymi przez Naruto. Prezenty przyjaciela były bronią obosieczną. Zazwyczaj oba końce tej broni uderzały niego. Ponieważ nie mógł usiedzieć w miejscu i skupić się na tekście wystarczająco długo, to połowę książki czytał na głos mu ciemnowłosy chłopiec. Teraz nie miał jednak czasu wspominać tortur jakie mu zgotowano za to obserwował w milczeniu swojego nauczyciela i słuchał.
Obok niego jasnowłosy mężczyzna patrzył na niego z aprobatą. Sądząc po wyglądzie był to dziadek lub jakiś kuzyn Ino.
Specjalista od infiltracji się z nim zgadzał.

***

Była już noc kiedy Naruto cichaczem torował sobie drogę ku wieży Hokage. O tym przypuszczano, że była najlepiej strzeżona budowla w całej wsi, ale kiedy ktoś miał okazję mówić z duchem architekta, to było możliwe by znaleźć bezpieczną trasę do środka. Hashirama Senju Shodaime Hokage nie był dokładnie taki jak go sobie większość ludzi wyobrażało. Miał też specyficzne poczucie humoru. Wkradanie się z góry do tego zaprojektowanymi trasami znanymi tylko projektantowi było łatwe. Oczywiście to był świat shinobi i zwykłe tajne przejścia nie były jedynymi zabezpieczeniami. Każdy Hokage dodawał coś od siebie czyniąc zadanie Naruto znacznie bardziej skomplikowane nawet niż podejrzewał, ale Uzumaki był przebiegłym młodym shinobi i znał kilka sztuczek ogłupiających ochronę dzięki czerwono włosej pani, która czasem stawiała sobie za punkt honoru nauczyć go czegoś o pieczęciach nie zależnie od jego woli. Naruto nie wiedział czy to przerażające podejście to fakt że była duchem czy kobietą? Obawiał się po swoich skromnych doświadczeniach z płcią przeciwną, że to wynik tego drugiego.
Skoczył z otworu w ścianie na podłogę i uwolnił przekształcanie sprawiające, by wyglądał jak zwierzę. To był inny z jego sekretów. Mógł naprawdę zmienić swój kształt, a nie tylko wygląd. Tylko że gdy się przekształcił w coś w innym rozmiarze, to bardzo obciążało jego czakrę, a dla potencjalnego sensora lub Hyuga wyglądał jak latarnia. Tak twierdził Neji.
Przyjrzał się dookoła. Gdzie było to, po co przyszedł?
Drzwi boczne otworzyły się i Sandaime ukazał się tam. Nic dziwnego. Wśród licznych pieczęci na pewno były i takie które włączały alarm gdy używano czakry.
- Co tu robisz, Naruto?

Siedział na trawie blisko chałupy gdzie umówił się z Mizuki. Studiował Zakazany Zwój. Pierwsze jutsu przy jego poziomach czakry powinno być wybawieniem. Kage Bunshin był dokładnie tym czego potrzebował. Uważnie studiował opis i przeszedł do praktykowania. Mimochodem też przepisał to co było wynotowane o Edo Tensai. Zabawne jak ciągły napływ duchów sprzyjał rozwijaniu wielozadaniowości u niego. Miał nadzieję, że Neji nie dostanie ataku entuzjazmu wbrew wyraźnie nekromatycznej tendencji jutsu.
- Taiju Kage Bunshin no Jutsu.
Rozejrzał się wokół widząc dwanaście swoich kopii.
Poczuł się nagle jakby ktoś mu wbijał nuż w oczodoły. Taki ból. Klony rozwiały się gdy padł zmęczony na kolana. Tylko jeden został. Nie poruszał się jednak jak on., Był dziwny. Podszedł do niego powoli jakby uczył się używać jego ciała. Przykucnął przed nim i przechylił głowę patrząc na niego. Jego oczy były jakieś inne, głębsze. Nagle się uśmiechnął i poklepał go delikatnie po głowie. Potem zniknął nie mówiąc nic.
Nie minęło kilka godzin gdy oparł się o ścianę z zadowolonym z siebie uśmiechem. Nie mógł się doczekać aż będzie po wszystkim i powie o tym Neji’emu! Kage bunshin był doskonałym środkiem do walki i nie miał nic związanego z widmami, a przynajmniej nie sądził by jego przyjaciel był wstanie znaleźć i w tym jakieś podstawy do drążenia tematu śmierci. Nie wierzył w to! Dokonał tego! Osiągnął sukces! Był zmęczony, ale szczęśliwy. Nic już nie stało na jego drodze do ukończenia szkoły. Nawet ten parszywy ból głowy.
Czekał aż ukaże się Mizuki, a zamiast tego pojawił się Iruka.
- Co robisz, Naruto? - zapytał rozpaczliwie chuunin instruktor. Och nie, pomyślał chłopiec, to nie zupełnie to co miało się zdarzyć. Ale nie jeden duch mówił, że żaden plan nie trwał starcia z rzeczywistością.
Co teraz?
- Iruka sensei, - rozświetlił okolicę swoim opatentowanym, szerokim uśmiechem. Kiedy masz wątpliwości, graj na zwłokę. Tamta strategia zwykle się opłacała, otrzymał ją od jakiegoś starego shinobi z klanu Nara. - Popatrz, już nauczyłem się tego jutsu! Czy mogę ukończyć teraz szkołę?
Nara doradzał mu w stosunku do kobiet, ale Iruka wedle niego czasem zachowywał się jak połączenie nadgorliwej matki i gospodyni.
- Naruto, kto ci to powiedział?
- Mizuki sensei. Zdradził mi że jeśli nauczę się jednego jutsu z tego zwoju, ukończę Akademię!
To był moment w który ukazał się Mizuki. Naruto zobaczył go na czas, ale Iruka spostrzegł dopiero gdy kunai wyleciał z pobliskiego drzewa. Blondyn odskoczył szybko. Iruka nie przypuszczał że jego student posiadł takie dobre odruchy i spróbował go ochronić. Zamiast tego zakończył uderzony pociskiem. Jego kamizelka ochronna wzięła większość szkody.
- Iruka sensei,- krzyknął Naruto zaalarmowany. Nie chciał, by coś zdarzyło się człowiekowi z jego powodu.
Mizuki zeskoczył z drzewa.
- Daj mi zwój, Naruto!
- Mizuki sensei? – jego najlepsza maska zmieszania. - Co się dzieje?
- Naruto nie! – krzyknął Iruka. - Cokolwiek się zdarzy, nie oddawaj mu zwoju! To zawiera niebezpieczne i zakazane jutsu! Ten zdrajca nie może dostać go w swoje ręce!
Chłopak cieszył że chociaż jeden aktor w tym przedstawieniu się angażował. Napastnik wyglądał na przejedzonego patriotyzmem, a mu brakowało zdolności aktorskich do takich żenujących dla niego scen.
- Naruto, nie ma żadnego punktu byś to posiadał, - uśmiechnął się Mizuki, - tak bądź grzecznym chłopcem i daj mi go.
- Nie. Nie skończyłem go jeszcze studiować. Mogę stać się nawet bardziej wzbudzającym grozę ninja i wtedy każdy będzie mnie kochał! – Jego widownia w postaci starego i martwego Yamanaki, który przyplątał się kiedy nawet nie patrzył zaśmiewała się na tą błazenadę.
- Naruto, - uśmiechnął się mrocznie zły nauczyciel. Oczywiście zły jak niedobry, a nie zły jak zły ponownie na mnie. - oni nie będą kiedykolwiek cię kochać albo chociaż akceptować. Nieważne co zrobisz. Czy chcesz wiedzieć dlaczego? Zdradzę ci.
- Nie mów! – krzyknął Iruka, ale Mizuki zignorował go.
- Dwanaście lat temu, Kyuubi no Kitsune zaatakował tą wieś. Powiedzieli wam, że czwarty Hokage zabił go, ale to nie prawda.
- Nie? - Jinjuriki wyglądał na zszokowanego.
- Tamtego dnia został wprowadzony specjalny edykt. Reguła którą każdy poza tobą znał. – To nie było prawdziwe, Blondyn wiedział. Jeden człowiek stracony dla naruszania tego prawa powiedział mu. Powiedział mu też kilka innych nieprzyjemnych rzeczy, a on mu napyskował w zamian. Neji musiał wydać całe kieszonkowe na ramen by go pocieszyć. Tym bardziej, że prowadzący w tym czasie zajęcia Iruka wziął to do siebie i wlepił mu długi szlaban. - Reguła ta miała nigdy nie zostać ci zdradzona.
- Co to? Powiedz mi już! – zażądał.
- Nie! - zawył Iruka zaś Mizuki w odpowiedzi zachichotał niecnie.
- Prawo to stanowi, że nikomu nie wolno ci powiedzieć o Kyuubi. Potwór nie został zniszczony. Ty jesteś Kyuubi!
- A ty jesteś idiotą. – Powiedział spokojnie chłopak.
- Co? – Jakiejkolwiek odpowiedzi zdradziecki chuunin oczekiwał, to na pewno nie była nią ta. Nie miał jednak szans by pomyśleć o tym zbyt długo. Dwaj ANBU ukazali się znikąd unieruchamiając go. Zaskoczony Mizuki szybko odzyskał spokój. Spiął się i wyszarpnął jedno ramię. W dłoni zabłysł kunai, który pomknął w kierunku Naruto. ANBU zareagował błyskawicznie nokautując niesfornego więźnia.
Chłopak widział niemal w zwolnionym tempie jak ostrze mknęło w jego kierunku, jednakże na moment rozluźnił się i za wolno zareagował. Idiota, pomyślał. Ile razy słyszał jak chwila nieuwagi kosztowała shinobi życie?
Iruka zobaczył to również. Nie mógł dostać się jednak do swojego studenta na czas. Ostrze uderzyło blondyna poniżej żeber. Dokładnie pomiędzy czwartym i piątym. Naruto musiał przyznać, że chociaż chuunin był kompetentny.
Iruka oczekiwał ze zgrozą jak chłopiec przewrócił się wstecz.
- Nie!
Wtedy nastolatek wybuchł w chmurze czakry.
Gdyby wybuchał czym innym, na przykład cukierkami, byłby jak pinata.
- Co?- zamrugał Iruka zaskoczony.
- To był Klon Cienia Iruka sensei. – Wyjaśnił zza niego głos ucznia. Iruka obrócił się powoli by ujrzeć blondyna wydobywającego się zza chałupy. Mężczyzna był zmieszany.
- To była pułapka?
- Tak, - potwierdził. Nie był w nastroju do przechwalania. Przeklęty klon dawał mu migrenę jeszcze większą po pójściu w eter niż w trakcie go używania. A wydawało się to nie możliwe! Jeszcze chwile i przestałby zupełnie widzieć. Nawet teraz musiał zamrugać kilkakrotnie by przegnać z przed oczu mroczki.
- Dobra praca, Uzumaki-kun. - powiedział jeden z ANBU. Jego partner zniknął już, nosząc nieświadomego Mizuki na wznak. -Teraz zwróćmy zwój.
- Oczywiście.- Jinjuriki podniósł go i poszedł do wieży Hokage. Iruka narzucił się. Zupełnie jak w klasie. Nie mógł znaleźć sobie miejsca dla siebie, czy jak?
- Tak niech wyjaśniam bardzo dokładnie to Naruto, - zaczął człowiek w drodze do Hokage. - Mizuki powiedział ci, że ukończysz studia jeśli weźmiesz Zakazany Zwój, ale nie uwierzyłeś mu.- Uzumaki kiwnął głową zastanawiając jak zły będzie Neji gdy się dowie i zrozumie, że jego przyjaciel mógł go zaangażować w taką zabawę. Zamiast tego samolubnie go pominął.
- Tak wkradałeś się do wieży Hokage by powiedzieć Sandaime o tym. - Ponownie skinął głową.
- Wtedy on zdecydował się, że zastawisz pułapkę na Mizuki i pozwolił zabrać Zwój byś opanował jedno jutsu.
- Tak. - Naruto potwierdził już w biurze Hokage gdy czekali na starego.
- Następnie czekałeś na Mizuki w wyznaczonym przez niego miejscu i studiowałeś Zwój, podczas gdy dwaj ANBU obserwowali byś nie spróbował czegoś na co Hokage nie pozwolił. – po raz kolejny skinął głową, patrząc znudzony przez okno. Pewnie by nie udało się zerknąć na nic więcej niż Kage Bunshin gdyby nie musieli co chwilę oddalać się by rozejrzeć wokół. Konoha ma coraz mniej shinobi. Ciekawe kiedy Hokage coś miał z tym zrobić? - Opanowałeś B-rangi kinjutsu w ciągu paru godzin i wtedy zastąpiłeś się z klonem podczas gdy sam ukryłeś się. - Inne skinienie. Bystrzak z niego. - Właśnie wtedy przyszedłem. Och i Hokage obiecał ci że zrobiłby cię genin jeśli możesz uzupełnić misję szczęśliwie. Czy przeoczyłem coś?
- Nic ważnego.
- Dobra praca Naruto, - komplementował Iruka. - Tylko nie rozumiem dlaczego nigdy nie robiłeś tak dobrze w klasie?
- Czy jesteś pewny że chcesz poznać odpowiedź? - Ton chłopaka nagle ze znudzonego stał się podszyty gniewem. To zupełnie psuło wykreowany przez Irukę obraz chłopca. Czuł się nagle jakby patrzył na obcego.
- Mnie zaś interesuje co innego. – Usłyszeli Hokage który musiał wkroczyć za nimi, a gniew przyćmił jego zdolność widzenia duszy. – Jestem ciekawy dlaczego żaden z instruktorów Akademii nie zgłosił, że jedno z jutsu jest poza zasięgiem studenta ze względu na ilość posiadanej przez niego czakry? Tym bardziej że ci sami instruktorzy zgłaszali poparcie w ubiegłym roku dla osoby, która nie miała w ogóle dostępu do niej.
Iruka natychmiast zesztywniał, a jego wyraz twarzy przekształcił się z niedowierzającego na zaskoczony potwierdzając przypuszczenie chłopca, że nie robił mu trudności ze złośliwości. Jednakże skinął głową Hokage oddając zwój i bez wyrzutów sumienia pozostawił go na czekający wykład. Dobrymi chęciami wybrukowano już nie jedną drogę do piekła Iruka sensei, pomyślał patrząc kontemplacyjnie na bezchmurne niebo tuż przed wieżą Hokage.
Poczuł żywą obecność u swoim boku.
Przeszył go dreszcz.
- Musimy porozmawiać Naruto. – Koral na szyi zwiększył jeszcze swoją masę, a powietrze było ciężkie niczym woda. Tonął!
- Cześć Neji.

***
Gdy Neji wracał do domu rozmyślał jak jego życie uległo zmianie od kiedy spotkał Uzumaki Naruto. Widział, że blondyn czasem czuł się winny z poświęconego mu przez Neji czasu. Złościło go to, bo czyż obaj nie zasłużyli na przyjaciela? Czy nie dość już wycierpieli? Dlaczego Naruto nie mógł zrozumieć, że jest naprawdę zdolny i nie korzysta z cudu Hyuga? Oczywiście, ADHD utrudniało mu naukę, ale niespożyta energia i upór nadrabiały to! Ile szybszy stawał się gdy walczył z nim, a nie z tymi typkami w akademii? Ile spokojniejszy był niż kiedyś? Blondyn uodparniał się na trucizny, poprawiał prędkość i widział duchy! Nikt inny tego nie potrafił! Naprawdę był wyjątkowy. I dzięki niemu Neji mógł wreszcie pogodzić się z wujem oraz kuzynkami. Mógł pożegnać ojca.
I czy mu się zdawało, czy trzymająca koralik nić czakry błysła na złoto niczym jakiś łańcuszek? Nie istotne. Najważniejsze, że te korale zwiększały chłopca kontrolę czakry i szybkość.
Spojrzał na talię kart ukrytą w dłoni i uśmiechnął się. Miał jeszcze kilka pomysłów jak pomóc mu z jego darem. To w końcu przyszły Hokage. Neji uważał, że nadawał się do tej roli bardziej niż inni, a on miał zamiar być tym co pomoże mu osiągnąć ten cel. Oraz tym co będzie śmiał się gdy zobaczy górę papierów mu przynoszoną codziennie.
Wszystko w końcu ma jakąś cenę.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 1/15

Postprzez Tristan » 09 maja 2015, 14:37

Mam nadzieję, że ktoś to czyta.

Rozdział 2

Naruto poszedł do wieży Hokage by uczynić zadość rejestracji. Droga była męką. Poprzedniego dnia miał bardzo długą rozmowę ze swoim przyjacielem, który za wszelką cenę chciał go wyleczyć z braku zdolności do pracy zespołowej. Zaangażował do tej lekcji swoich kolegów z drużyny. Uzumaki Naruto już nigdy nie, nie doceni kobiety. Widocznie nie wszystkie były tak słabe jak jego rówieśniczki. Powinien był to pamiętać od kiedy byli razem w klasie przez rok, że Tenten miała bardzo dobrą celność oraz powinien był przewidzieć, że trzeci członek ich drużyny też nie mógł być normalny! Neji przyciągał dziwaków. W końcu przyjaźnił się z nim.
Klony przeciwko nim nie działały. Tenten traktowała je jak tarcze które od ręki zestrzeliwała. Neji je rozpraszał jednym muśnięciem, a Lee z entuzjazmem je wywiewał jakimś lotosem. Samoocena mu drastycznie spadła wraz ze wzrostem bólu głowy, szczególnie wieczorem gdy przed pożegnaniem się z przyjacielem, ten dał mu drugi koralik. Drań patrzył z zadowoleniem jak wielką frustrację budziła w Naruto próba noszenia już dwóch! Trzeci miał dostać jak zda następny test. Na szczęście kolejny pewnie był na chunin i istniały małe szanse by przystąpił do niego wcześniej niż po dwóch latach treningu pod nowym sensei. Na koniec dobił go pożegnaniem wraz z obietnicą pomocy w przeniesieniu duchów do klonów. Jinjuriki musiał się zastanowić czy fakt, że ma tylko jednego przyjaciela nie było błogosławieństwem? Więcej takich kumpli i musiałby wziąć samobójczą misję. Na przykład sprzątanie cmentarza.
Wpierw jednak rejestracja! Z tym nowym ciężarem na szyi jeszcze kilka razy w ciągu dnia miał przemyśleć kwestię ucieczki od życia.
Sarutobi siedział przy biurku zaś Chuunin u jego boku pomagał w archiwizacji akt sprawy. Administracja, pomyślał Jinjuriki. Gdyby nie ona Hokage musiałby zainteresować się tyloma sprawami. Czy to objaw lenistwa? Może próba oddania ludziom bezstronnej sprawiedliwości? A może największa choroba świata? Filozoficzne książki które nieraz czytał na głos Neji, krytykowały wojnę i ogólnie przemoc. Naruto z doświadczenia wiedział, że największe tortury dostarcza papier. Ile razy złe ogłoszenia podawane były na papierze? Jak jego pozwy sądowe za to, że śmiał odetchnąć w czyimś towarzystwie, albo ten o podniesieniu czynszu dla demona lub ceny. Te ostatnie potrafiły być mordercze. Były oczywiście też zabójcze prace domowe i książki o filozofii Neji’ego. Z tego co mówiły duchy, to niedługo zacząć się też miały raporty. Wszystkie grzechy na papierze.
Uzumaki pokazał Hokage swój udoskonalony formularz rejestracyjny i wysłuchał wykładu o właściwym zachowaniu shinobi. To było niemal gorsze niż słuchanie ducha mówiącego monotonnie jak Hokage wysłał go na samobójczą misję, podczas Drugiej Wielkiej Wojny Shinobi. Historia też była według Naruto zbrodnią. Ludzie i taki się na jej podstawie niczego nie uczyli i w kółko popełniali te same błędy. Może jakby się o nich nie uczyli, to nie utrwaliły by się one tak i dla odmiany wynikłoby coś nowego? Kiedy powiedziano mu, że musi zabrać fotografię, pokazał mu właściwą. Starszy człowiek popatrzył na niego z nieczytelnym wyrażeniem i zapytał dlaczego nie mógł okazać jej na pierwszym miejscu? Zanim jednak mógł odpowiedzieć, zauważył kolejnego ducha atakującego Hokage. Tym razem małego dziecka. Zdziwił się przez moment, co mógł ktoś tak młody mieć przeciwko wiejskiemu przywódcy, gdy zauważył oczy Starego błądzące ku przybyszowi. Czyżby mógł go również zobaczyć?
Wtedy zrozumiał, że dziecko było jeszcze żywe. Szlak, znowu się gubię, zrozumiał. Czas by odwiedzić Sakurę-chan.
Atakujący chłopiec potknął się o szal i uderzył twarzą w podłogę. Podniósł się jednak i zważył oczy w złości gdy spoczęły na Naruto.
- Zastawiłeś pułapkę tutaj, - oskarżył.
- Potknąłeś się o własne stopy. – poprawił blondyn głosem pozbawionym intonacji. Mniejsze dziecko wyglądało jakby chciało się spierać, ale w tym momencie wszedł człowiek. Ten dziwny w okularach i chorobliwej cerze. Jinjuriki był przekonany, że właśnie taki kolor miałyby oryginalne ciała jego duchów wykopane z grobu po kilku latach nie użytkowania. Swoją drogą, zastanawiał się patrząc na jego okulary, czy naprawdę wszystko było złe? Po namyśle wyciągnął swoje szkła z powrotem na głowę i opuścił hitai na szyję. Gdy zahaczyło o podstępne koraliki, przeniósł na ramię. Naruszony prezent spadł jednak na ziemię wbijając się w podłogę. Naruto nie zwracając uwagi na zainteresowane spojrzenie Hokage, wydłubał z podłogi narzędzie tortur i umieścił ponownie na szyi. Przeklęte i frustrujące paciorki!
- Nic ci się nie stało? – zapytał przybysz chłopca. - I nie ma tu nigdzie pułapki!
- Wiem, że jest,- upierał się bachor. - On umieścił to! - Wskazał na Naruto. Świeżo upieczony genin nie zobaczył tego, co stanowiło sedno problemu, a przy tym zdecydowanie nie lubił jego nastawienia.
- Nie wiń swojej niezgrabności na innych,- powiedział.
- Nie jestem niezgrabny! - Niski chłopiec skoczył na Naruto w próbie dokonania zagrażającego ataku. Byłoby to dużo bardziej imponujące jeśli nie potknąłby się ponownie o swój szalik. Wylądowałby też całkiem boleśnie gdyby blondyn go nie złapał.
- Puszczaj go! – Krzyknął nowo przybyły żywy trup. Nie mógłby ktoś dla odmiany okazać odrobinę wdzięczności? Właśnie uratował bachora od zranienia się. Co do niego miał ten typek? Och, czekaj, już wiem, przypomniał sobie drapiąc się po brzuchu i obserwując zniesmaczone spojrzenie sunące za jego dłonią.
- Tak, puść mnie,- bachor w omawianiu uderzył pięścią ramię Naruto. - Jestem wnukiem Hokage! Popatrzył na starszego chłopca wyzywająco oczekując by zrobił coś. Rozpuszczony bachor, zdecydował Jinjuriki. Czy myślał, że on miał źle? Smarkacz potrzebował przebudzenia.
- Tak, co? – wyśmiał się z niego śmiało.
- Tak idź dalej! Dawaj, uderz mnie, jeśli nie jesteś jak wszyscy inni! - Młody Jinjuriki nie miał pojęcia o co mu chodziło, ale zaczynał się poważnie irytować, a to mogło go rozproszyć i doprowadzić do zaniknięcia czakry trzymającej paciorki! Dzisiaj zrobił już dość skłonów. Zdecydował się zignorować fakt, że Hokage obserwował go intensywnie. Uderzył dzieciaka. Zaledwie włożył jakąkolwiek siłę w ten cios, ale młodszy chłopiec był tak zaskoczony, że upadł patrząc się przy tym na Naruto ogłupiały.
- Jak śmiesz? - wrzasnął człowiek w okularach. - Jak śmiesz bić Honorowego Wnuka?! I ty, Honorowy Wnuku, nie trać czasu z kimś takim jak on. Powinieneś skupić się na treningu zamiast tego. Jeśli uczysz się sztuk shinobi ode mnie, elitarnego opiekuna…
Naruto słuchał z niedowierzaniem jak człowiek prawił monotonnym głosem kazanie. To było to, co biedne dziecko musiało znosić codziennie? Większość duchów nie była tak zła! Jestem winny mu przeprosiny, przyznał do siebie. Chociaż nie. On nie przepraszał. Jemu też tej grzeczności odmawiali.
Zauważył, że dziecko powoli posunęło się z wolna ku drzwiom. To był dobry pomysł. Wręczył swoje dokumenty dyskretnie. Ciekawe spojrzenie Hokage z uporem go śledzące stawało się nużące więc nie czuł potrzeby pozostawania tu. Cicho zakradł się do wyjścia. Mężczyzna jak zombi nawet nie zauważał ich zniknięcia wciąż pochłonięty w swoim monologu. Tak jak martwy facet za przywódcą wsi. Co za zgrana para!

***


Po opuszczeniu wieży Naruto szybko spostrzegł że był śledzony. Nie kolejny, jęczał wewnętrznie. Niepodobnie jednak do Hinaty, nie potrzebował swojego specjalnego zmysłu by wykryć go. Potargane ciemnobrązowe włosy pojawiały się wszędzie wokół: za drzewami, za śmieciami, ludźmi i pod tkaniną kamuflażu trzymaną do góry nogami. Blondyn zdecydował, że miał tego dość. Obrócił się i pochwycił tkaninę ujawniając zupełnie nie zawstydzoną postać wnuka Hokage.
- Imponujące! Mogłeś zobaczyć przez moje przebranie. – powiedział chłopiec. Nic imponującego w ogóle, rozważając twoją zupełną niekompetencję, myślał Jinjuriki. Zanim jednak mógł powiedzieć to, bachor trwał. - To wydaje się że pogłoski o tobie są prawdziwe. - To zależy, pomyślał z przekąsem. Mam Demona, przyznał w myśli, ale zaprzeczył jakoby jedzenie się psuło w jego otoczeniu. Nie wybuchały też zarazy, nie ginęły dzieci i nie zdychały zwierzęta. Ach te przesądy. - Zrobię cię moim szefem!
- Co?! – O to czego potrzebuję, zrzędził do siebie. Bycie 'szefem' do małego jęczącego bachora.
- Czyżbyś przyjmował uczniów Naruto-kun? – Obejrzał się ze zgrozą patrząc na koleżankę z drużyny przyjaciela. Jeśli Neji miał się dowiedzieć o tych insynuacjach, będzie chciał dać mu lekcję pokory. Bolesną lekcję. – A może powinnam powiedzieć Naruto sensei? – Uśmiechała się Tenten niczym rekin.
- Tak! Słyszałaś mnie! Blondas będzie moim szefem i w zamian musi nauczyć mnie jutsu! - Naprawdę rozpuszczony smarkacz, pomyślał ze zgrozą Uzumaki. - Proszę, Szefie?- Dziecko wypróbowało szczenięce spojrzenie na nim. W tle słyszał chichoty koleżanki. Powinien był się domyśleć jej prawdziwego charakteru po samej fryzurze. Czerwono włosy duch czesał się podobnie, przybierał równie niewinną postać, ale jak się uczepiła czegoś, to Naruto nie był wstanie wyjść do toalety, aż nie skończyła dawać mu zaplanowanej lekcji. Ktokolwiek był jej mężem musiał mieć ciężki żywot. Tak jak będzie miał ten co poślubi TenTen. Nie mogąc znieść jej prychania i tych niewinnych, proszących oczu w związku z brakiem okazji na rozwinięcie wobec nich tolerancji, musiał się zgodzić. Poza tym to brzmiało dobrze być wołanym 'szef' przynajmniej raz. Teraz czego miał go nauczyć? Uśmiechnął się patrząc na Tenten. Miał doskonały pomysł. To mogłoby nawet dać tętniaka spiętemu nauczycielowi chłopaka oraz zemścić się na dziewczynie.
- Yosz! Naruto kun dzieli się swoimi płomieniami młodości z przyszłymi Ninja! – Jeżeli oczywiście wcześniej sam nie dostanie udaru.

***

Naruto i Konohamaru, jak jego samozwańczy uczeń przedstawił się, zrobił przerwę od ich treningu. Blondyn musiał przyjąć, że jego nowy uczeń nie miał złego charakteru, właśnie wtedy gdy nie był bachorem. Niestety nie zdarzało się to często. Naruto jednak odkrył, że cieszy się towarzystwem, nawet jeśli jego student był zupełnie niekompetentny przy dawanej lekcji. Zadał mu pytanie, które trapiło go od czasu gdy ciemnowłosy chłopiec się pojawił.
- Dlaczego kontynuujesz atakowanie twojego dziadunia w ten sposób? - Konohamaru wtedy wystartował do wyjaśnienia jego imienia i tak zwanego przekleństwa to oznaczyło dla niego. Jinjuriki słuchał w ciszy.
- Odwróciłeś wszystko do góry nogami.- powiedział kiedy młodszy chłopiec skończył. - Wpierw musisz stać się wielkim i szanowanym shinobi i tylko wtedy możesz stać się kandydatem na nowego Hokage. I to nie ma zdarzyć się jeśli nalegasz na bycie smarkaczem.
- Co ty o mnie wiesz?!- Konohamaru krzyczał wściekły. Zdaje się, że wróciliśmy do bachora, westchnął. Jeśli to są zasady zgodnie z jakimi chciał grać…
- Jeśli chcesz być Hokage, musisz najpierw pokonać mnie! - Uzumaki krzyczał z entuzjazmem.
- No pewnie, że będę! Począwszy od teraz jesteśmy rywalami! - Konohamaru odpowiedział. Polubiłem go lepiej jako mojego podwładnego, myślał Naruto. Czy mógł cofnąć to? Chyba nie.
- Trzymam cię za słowo! – krzyknął za nim. Wtedy zauważył kogoś nadchodzącego szybko. Och nie, pomyślał gdy rozpoznał człowieka.
Ebisu skoczył na polanę.
- Wróć do domu, paniczu,- samozwańczy elitarny opiekun rozkazał. - Jeśli chcesz stać się Hokage…- bujdą bujdy bujdy bujdy…
- Nie, - jego podopieczny powiedział. - Pokonam cię starcze tak nie stój mi na drodze! Sexi no Jutsu!
Konohamaru wykonał zadanie idealnie. Ebisu szczęka niemal odbiła się od gruntu na widok wspaniałej brunetki i nawet jeden z duchów wyglądała jakby miał dostać krwotoku z nosa, gdyby jeszcze oczywiście miał krew. Czy dało się zranić jakoś ducha? Było kilku, którym chętnie by coś zrobił. Jak na przykład przeklętemu fryzjerowi.
Teraz jednak czuł się dumny przy osiągnięciu swojego nowego przyjaciela.
- Dobra robota Konohamaru, - Pochwalił ucznia. - Teraz oglądaj pracę prawdziwego mistrza. Harem no Jutsu! - Ebisu nie mógł znieść więcej więc zemdlał. A przecież było ich tylko pięć. Ból głowy był zabójczy.
- Widzę, że jeszcze mam dużo by nauczyć się zanim będę mógł bić ciebie, mój rywalu, - powiedział Konohamaru już w swojej pierwotnej formie. - Ale będę bić cię! Zrobię to błyskawicznie! Zobaczysz!
- Będziesz musiał pracować długo, ciężko i wytrwale zanim staniesz się tak dobry jak ja,- Naruto uśmiechnął się z afektacją. - I będę pracować ciężko tymczasem również. Jeśli chcesz być Hokage, musisz zajść daleko i nie możesz brać żadnych skrótów.
- Przestań wykładać mi jakbyś postradał wszystkie rozumy! – dąsał się młodszy chłopiec. – Nie pozwalam tobie już więcej być moim szefem! - To zabolało. Władza uzależnia.
- Kto chciałby mieć takiego wszawego podwładnego w każdym razie?! Nie dostajesz się nigdzie z tamtym rodzajem nastawienia. Jestem rzeczywistym shinobi teraz! Nie mogę tracić czasu z dziećmi, które nie wiedzą co jest dobre dla nich. - Konohamaru popatrzył przygnębiony. Jinjuriki pożałował go w tej chwili. - Mógłbym być twoim rywalem jeśli naprawdę pracujesz przy przewyższaniu mnie.
- Trzymam cię za słowo! – krzyknął młodszy chłopiec. Naruto uśmiechnął się, bo to wyglądało jak początek interesującej znajomości.

***

Dzień wyznaczeń drużyn w końcu nadszedł. Naruto obudził się wczesnym rankiem i przeszedł regularny trenujący plan, który obecnie polegał głównie na przygotowaniu psychicznym do trzymania dwóch czerwonych paciorków plus mycie zębów w międzyczasie. Nigdy nie sądził, że zmusi się do wykorzystywania kilku z tych ćwiczeń medytacyjnych które pokazał mu kiedyś wędrowny mnich. Mężczyzna pozbawiony jakiejkolwiek fryzury poświęcił tyle czasu pięcioletniemu pariasowi, że omal nie zdobył ucznia. Niestety pojawił się pan ANBU, który wyjaśnił, że ta sierota nie zostanie czeladnikiem w świątyni. Teraz jak o tym wspominał, to cieszył się, że nie zdążył ogolić sobie głowy. Medyczne zdolności Kyubiego zapewne nie wpływały na obciachowe fryzury. Nie był w końcu Harrym Potterem. Kapłan zniknął ze wsi błyskawicznie, ale towarzyszący mu w drodze duch pozostał przy Jinjuriki jeszcze jakiś czas ucząc kilku tych tajemniczych póz z koniecznie przy tym wymaganym spokojem i skupieniem. Neji miał używanie. Jego nadpobudliwość nie zachęcała do praktykowania, ale przeklęte korale już tak! Czego on nie robił dla swojego przyjaciela?
- Na zdrowie Neji.
- Dziękuję. Naruto. Czyżby twoje pierwsze drużynowe spotkanie?
- Tak więc przestań się szczerzyć. – Uśmiechnięty brunet był powodem do strachu i niepokoju. Motywował by trzymać się na baczności.
- Oczywiście. Nie zapomnij dać znać jak się to skończyło. – Miał coraz gorsze przeczucia. Chyba udzielała mu się wiara w los. Czuł jak właśnie biegł mu on na spotkanie.
- Oczywiście. – Zapewnił bez entuzjazmu.
- Później możemy razem potrenować. – To brzmiało trochę lepiej.
- Tak. – Uśmiechnął się szczęśliwy.
- Możesz zaprosić do udziału swojego ucznia. – Uzumaki spuścił zniechęcony głowę. Przez kolejny rok miał o tym słyszeć! A najgorsze, że zabójstwo nie wchodziło w rachubę. Duch Hyuga powróciłby i byłby jeszcze bardziej natrętny.
Przed wyjściem z domu kopnął jeszcze przeklętego upiora męczącego go w jego własnym domu, co skończyło się bólem stopy. Za nim była ściana.
Po drodze spotkał duszę, która wydawała się skłonna mówić, ale nie poradził sobie by podpatrywać jakiejkolwiek użytecznej informacji z niej. Blondyn westchnął, ale nie był zbyt rozczarowany. Te rzeczy zdarzyły się regularnie. Neji pożegnał się z nim bo miał misję ze swoją drużyną, poza wsią. Szybkie spojrzenie na niebo ujawniło słońce wysoko na jego codziennej podróży przez niebiański ocean. Przestraszył się. Spędził więcej czasu niż sądził na tym gdybaniu i koncentracji.
Rzucił jedno spojrzenie na swoje ubranie. W pewnej chwili spróbował sparringu ze swoim Klonem Cienia i zakończył tocząc się przez brud szukając paciorków, które jakoś unikały w tym czasie czakry. Pot, który rozwinął w niezwykle upalnej pogodzie nie pomógł również. Zmarszczył nos. Musiał przebrać się przed pójściem do Akademii. Wada dobrych receptorów węchowych to wysokie wymagania czystości. Z jakiś przyczyn nie działało to u Kiby.
Biegł do domu przy najwyższej prędkości, która teraz jak na to patrzył, nieco wzrosła mimo tego obciążenia na karku. Wziął błyskawiczny prysznic i włożył swoją najlepszą pomarańczową marynarkę. To wyglądało prawie tak samo jak pozostałe, ale ta miała mniej dziur w tym. Jego żołądek odezwał się głośno. Nie miał czasu by przygotować śniadanie, ale mógł złapać coś gotowego. Niestety jego lodówka była wypchana skromną ilością inwentarza i jedyną dostępną opcją był karton mleka. Naruto powąchał zawartość podejrzliwie. To było tam przez całkiem jakiś czas. Czy było to jeszcze dobre? Chłopiec nie był pewny, ale jego wołający o pomoc żołądek pominął mózg. Opróżnił to w kilku łykach. W końcu Kyubi powinien to co trujące przefiltrować. Był w tym nieco słodkawy posmak ale go zignorował. Gdy jego przyjaciel odkrył odporność blondyna, próbował go zachęcić do rozwijania się w kierunku truciciela. Niestety pierwsze stadium, to zyskanie większej odporności na część trucizn. Co prawda jego niezdolność do skupienia się na tej dyscyplinie zniechęciła Neji’ego, ale jeszcze od czasu do czasu ten coś mu podrzucał i nawet w ramach towarzystwa samemu też kosztował. Jak się jednak niedawno przekonał współudział kolegi był w nieco mniejszej skali, jak twierdził ze względu na brak demona. Neji też wiedział o Kyubim. Trudno by go nie zauważył jak szukając przyczyny jego możliwości niemal nekromatycznych, prześwietlał go wielokrotnie swoimi wszystko widzącymi oczami. Gdyby naświetlał jak rentgen, to Jinjuriki świecił by w ciemnościach jak żarówka. Podszedł jednakże do tego ze swoją standardową filozofią losu, opatrzności i jeszcze bardziej się z nim utożsamiał porównując pieczęć Kyubiego do tej nałożonej mu przez rodzinę.
Wytarł usta w rękaw i pobiegł ku Akademii.
Okazało się, że nie był tak późno jak pierwotnie zakładał. Gdy badał pokój, zauważał kilku ludzi którzy był pewny że przeszli, a byli nieobecni. Musiał odpowiedzieć na niewygodne pytanie co robił tam skoro zawiódł ukończenie szkoły i wtedy rozejrzał się za miejscem siedzącym. Wydawałoby się że są dwa takie. Obok Sasuke, chociaż tam siedział jego ojciec, a ten nie budził w nim pozytywnych uczuć. Było inne obok Hinaty, ale bał się, że dziewczyna podglądacz mogłaby zemdleć przy zbliżeniu się do niego na tak małą odległość. Raz rozważył dostawanie się blisko niej, ale w końcu powstrzymał się. Nie chciał ranić Neji’ego, który wyraźnie miał jeszcze trochę żalu do niej, nawet jeśli racjonalnie już nie winił za wszystko co go spotkało. Jej widok jednak powodował u niego depresję. Osowiały Neji, byłby równie interesujący co część widm. Gdy zauważył dwóch spóźnialskich zbliżających się do klasy podjął decyzję. Usiadł na kolanach Fugaku Uchiha, ignorując chłód przebiegający przez jego ciało gdy się otarł o niego. Facet obdarzył go zaledwie jednym spojrzeniem przed powrotem do patrzenia w nicość. Lub na syna z niemymi przeprosinami w oczach.
Oczekiwał rozbawiony jak Sakura wraz z Ino walczyły wściekle, o to która dostanie się do klasy pierwsza. Nie mógł zdecydować się czy ich rywalizacja była zabawna albo przykra.
Dziewczyny w końcu praktycznie wybuchnęły przez nieszczęśliwe drzwi i Sakura chodził do Naruto.
- Spływaj, - rozkazała. - Chcę usiąść obok Sasuke! - Nie mogę zobaczyć dlaczego, Naruto myślał. Uchiha Fugaku, który już zajmował miejsce, szydził ze świata i w szczególności z tych dwóch. Nawet on otrzymywał mniej tego Uchiha spojrzenia niż one!
- Nie możesz usiąść obok mnie?- dąsał się. Dziewczyna popatrzyła groźnie na niego. Ino nie omieszkała zrobić to samo. – Proszę! - dodał. Sakura zamiast odpowiadać właśnie uderzyła go w głowę i skoczyła ponad nim do ciała Uchiha Fugaku. Martwa głowa klanu szydziła ponownie a następnie do Naruto patrząc nieco winie. Ciekawe dlaczego?
Blondyn zignorował go. Nigdy nie rozumiał dlaczego mężczyzna zachowywał się jakby był winny każdemu grzechowi ani dlaczego Głowa klanu posyłała mu przepraszające spojrzenia. Wiedział, że nie powinien pokazać jakiegokolwiek znaku postrzegania ducha, ale nie mógł utrzymać nachmurzonej miny ze swojej twarzy. Patriarcha klanu uniósł się honorem i poklepał go po głowie jakby chciał mu zwichrzyć włosy. Nawet jeśli nie mógł fizycznie go dotknąć, zimno płynące przez jego żyły było bardzo, bardzo niewygodne. Naruto nie mógł znieść tego już więcej i skoczył od swojego miejsca. Niestety w tej chwili chłopiec siedzący w niższym rzędzie, Kouta był jego imię, podniósł się i pchnął Naruto w taki sposób że spadł na Sasuke. Ich twarze zetknęły się. Och nie, pomyślał blondyn. Odepchnął się, ale szkoda była już zrobiona. Sakura górował powyżej niego, jej oczu płonące furią. Ino figura była tylko nieznacznie mniej groźna. Jinjuriki wiedział, co go czekało. A więc, mówiłem wczoraj że tego właśnie potrzebuje, przypomniał sobie.
Junjuriki pchnął się do swojego miejsca. To było więcej niż targowałem się, przyznał. Jego całe ciało raniło i nawet jego ulepszone gojenie się zajęłoby całkiem jakiś czas by anulować całą szkodę jaką zadał rozwścieczony, rozjuszony fanklubu Sasuke. Każdy mieszkaniec klasy, z wyjątkiem martwego Uchiha, szydził z jego nieszczęścia.
W końcu Iruka sensei wszedł do klasy i każdego uwaga skupiła się na nim.
- Spokój,- rozkazał i trajkot zanikł natychmiast. Wtedy rozpoczął mowę o ich nadchodzącym obowiązkach jako shinobi Konohagakure i różnych niebezpieczeństw towarzyszących ich wyborowi kariery. Gdyby naprawdę chciał zrobić trwałe wrażenie, nie powinien tak nudzić, myślał Naruto. Zauważył kilku ludzi już drzemiących. Nie tylko obowiązkowy w tym zakresie naczelny próżniak klasy Shikamaru. W końcu mowa skończyła się i główne wydarzenie nadeszło, mianowicie wyznaczanie drużyn. Uzumaki oczekiwał z łagodnym zainteresowaniem jak różne imiona były podawane i genin w omawianiu zareagowały na ich rozmieszczenie z radością albo rozczarowaniem. Czekał niemal cierpliwie na swoją kolej kierując uwagę do czerwonych paciorków i starając się zmienić grubość nici czakry. W końcu wywołano jego i mię.
- Drużyna Siedem: Uzumaki Naruto, - ożywił się. - Haruno Sakura,- skoczył z radością. Właśnie to czego pragnął. - I Uchiha Sasuke. - Nie! Czy naprawdę wetknął z dziwaczną głową klanu oraz jego rozpieszczonym bachorem? Jęczał rozczarowany nawet gdy Sakura rozweselała się na zwycięstwie prawdziwej miłości.
- Dlaczego wybitny shinobi jak ja musi być w tej samej drużynie jak tamten dupek? - Sakura popatrzyła na niego jakby właśnie zamordował jej szczeniaka. Dobrze. Być może tamten śmieszny pokaz sprawiłby, żeby oni rozpatrzyli na nowo drużyny. Iruka zamiast tego groźnie popatrzył.
Albo być może nie.
- Naruto, - nauczyciel zaczął w cierpliwym tonie zarezerwowanym dla najwolniejszych z uczniów. Czy on naprawdę myślał, że jest tak głupi? Facet powinien był nauczyć się tamtej lekcji z Mizuki. - Drużyny są dobrane by być zrównoważone. Wyniki Sasuke były najlepsze z dwudziestu siedmiu absolwentów, podczas gdy byłeś na samym dnie. - Chciałby zobaczyć co dobrego zrobią czyjekolwiek wyniki gdy zostaniemy zaatakowani przez nieprzyjacielski oddział? Przecież on został mianowany w polu! Czyim doskonałym pomysłem było pozwolenie biurokratom którzy prawdopodobnie nigdy nie byli w terenie od czasów genin, uczyć tutaj w każdym razie? Postanowił, że gdy zostanie Hokage, zmieni to!
- Właśnie nie wchodź mi w drogę dobe, - szemrał Sasuke. Kolejny powód by nie chciał być w tej samej drużynie z Ostatnim Uchiha. Jego ego było tak duże, że mogło przejść samo jako drużyna. Nawet Neji nie był tak zły! Wyraził to na głos, co skutkowało atakiem na niego Sakury. Iruka westchnął z irytacją i kontynuował czytanie członków Drużyny Osiem, wyraźnie rozważając sprawę jako zamkniętą.
- Po południu, przedstawimy waszych jounin sensei. - powiedział Iruka po tym jak każdy został już przydzielony do drużyny. - Do tego czasu zrób sobie przerwę. - Studenci zaczęli rozpraszać się, dyskutując wszystkie za i przeciw ich nowych oddziałów.
Sasuke podniósł się cicho i poszedł do drzwi, Sakura podążała za nim jak zagubiony szczeniak. Ciemnowłosy chłopak udawał, że dziewczyna nie istniała. Naruto groźnie popatrzył. To nie było dobre. O nich przypuszczano, że stanowili drużynę, a nie mogli poradzić sobie z przebywaniem we własnym towarzystwie. Ku zgrozie młodego blondyna ta sytuacja mogła doprowadzić do zawiedzenia testu ich sensei. Tak test. Neji w końcu powiedział mu o tym. Przez moment Jinjuriki zastanowił się czy zdanie warte było trzeciego przeklętego paciorka!
W dodatku po drodze usłyszał więcej o teście od jednego biednego małego absolwenta, który zawiódł to i był tak zdesperowany że popełnił samobójstwo. Wędrował wokół poligonów, szemrząc o pracy zespołowej, dzwonach i jednookich zboczeńcach. Naruto nigdy całkiem połapał się o co dokładnie mu chodziło ale zakładał, że dotyczyło to testu. Wynikało jednak z tego że albo drużyna zdawała albo w całości oblewała. Musiał wyjaśnić to jego kolegom z drużyny i dostać, żeby przynajmniej by tolerowali siebie nawzajem na razie, inaczej zawiodą. Na chwilę on rozważył brak celowo by wydostać się z drużyny Sasuke, ale wówczas zdecydował się przeciw temu. Rozważając to, co przeszedł w związku z ukończeniem szkoły w tym roku, oni mogliby móc zablokować go całkowicie. Poza tym, naprawdę chciał być z Sakurą. To oznaczyło, że musiał mówić do dwóch ludzi, którzy nie chcieli mieć z nim cokolwiek wspólnego. Westchnął i poszedł szukać samowolnych kolegów z drużyny.

Sakurę znalazł łatwo, siedziała samotnie na ławie parku, wyglądając na przygnębioną. Sasuke oczywiście wymknął się jej. Podszedł do niej. Posłała mu gniewny blask i kontynuowała ignorowanie go. To nie pomogło.
- Cześć, Sakura-chan, - przywitał ją. Sakura nie uraczyła go z odpowiedzią. - Czy mogę usiąść z tobą, teraz gdy jesteśmy kolegami z drużyny?
- Nie - Jej ton nie zostawiał żadnej wątpliwości że naprawdę miała na myśli to. To nie wróżyło dobrze.
- Potrzebuję porozmawiać z tobą, - zapowiedział.
- Znikaj, - warknęła.
- To jest ważne, - powiedział poważnie, ale dziewczyna była niewzruszona.
- Nie jestem zainteresowana.
- To dotyczy drużyny. - Nie mógł zaniechać, jednakże to jej się nie spodobało.
- Powiedziałam byś spływał! - Jej ładna twarz zmarszczyła się w irytacji.
- To jest złe nastawienie, - Naruto nie mógł się powstrzymać przed powiedzeniem. To nie była najinteligentniejsza rzecz by zrobić.
- Powiedziałam zamknij się, baka! - Sakura trzasnęła kłykciami.
- Chcesz pozostać w drużynie z Sasuke,- uderzył swoją najpotężniejszą bronią. Wtedy jednak ona uderzyła go.
- Daj mi spokój! – różowo włosa dziewczyna wrzasnęła. - Wygrałabym serce Sasuke już dawno gdybyś wiecznie mi nie przeszkadzał! Nie chcę mieć sobą nic wspólnego!
- To jest problem, - wskazał, - jesteśmy kolegami z drużyny teraz, pamiętasz?
- Znikaj! - Jej oczy płonęły z furią.
Naruto zdał sobie sprawę, że racjonalne podejście nie dostałoby go nigdzie więc opuścił ją. Spróbowałby mówić do Sasuke, ale zwątpił, że otrzymałby lepszą odpowiedź.
Znalazł ciemnowłosego chłopca na balkonie jedzącego lunch i obrażającego się na cały świat. Zastanowił się przez moment, czy gdyby nie wyleczył przy pierwszym spotkaniu z Neji jego użalania się nad sobą, to chłopak też by tak wyglądał? Zerknął na jego ojca witającego Jinjuriki ze spojrzeniem z odrobiną nadziei. Na co niby? Sasuke po prostu zignorował go.
- Potrzebuję porozmawiać z tobą. - Żadnej reakcji. Czy to było lepsze czy gorsze niż z Sakurą? Nie był pewny. - Nasz jounin sensei da nam test by zobaczyć czy on weźmie nas albo odeśle do Akademii. Nie znam tego, co test jest, ale to jest test pracy zespołowej. Cała drużyna albo przechodzi albo zawodzi. - Sasuke nie pokazał czy on usłyszał go w ogóle, ale Naruto sądził że zauważył słabe światło zainteresowania w jego oczach. Z Uchiha jednak nigdy nic nie wiadomo. Miał nadzieję, że to nie było tylko jego myślenie życzeniowe. - To wszystko. Spadam. - Sasuke kontynuował jedzenie swojego lunchu. Uzumaki mógł tylko pomodlić się, że zarozumialec zapamiętał jego słowa. Nie śmiał mieć nadzieję, że Sasuke brałby je do serca, mimo to Uchiha nigdy nie zasięgałby rady od klasowego dobe.

Wrócił gdzie Sakura jeszcze siedziała. Jeśli nie chciała mówić do niego, pewnie wysłuchałaby Sasuke. Ciemnowłosy chłopiec był jeszcze pochłonięty swoim lunchem i było nieprawdopodobne by ukazał się szybko. Były małe szanse by pokazał się tutaj w ogóle w najbliższym czasie. Wziął więc głęboki oddech i wykonał Henge. Miał zabawne uczucie w swoim żołądku, ale zignorował je jako niepokój.
Podszedł do Sakury. Dziewczyna zaczęła jarzyć się gdy zbliżył się do niej. Jinjuriki zwięźle zapragnął, by popatrzyła tak na niego.
- Cześć Sakura,- powiedział, próbując brzmieć tak obojętnie jak mógł.
- Sasuke kun! - dziewczyna zarumieniła się. Jej zielone oczy były pełne nadziei. Naruto zniósł pragnienie by jęczeć. Czy tak miała wyglądać ich drużyna? Martwe fanki będące kiepskim wytłumaczeniem dla kunoichi bawiącego się hałaśliwie wszędzie?
- Sakura, ja muszę powiedzieć ci coś o drużynie.
- Tak, Sasuke kun, - promieniowała. - Jesteśmy razem. Czy nie jest to cudowne?
- To jest. - Sakura rozpromieniła się jak słońce. Jinjuriki dostał złe uczucie w żołądku. Skupiając się na tym musiał przyznać że stopniowo się pogarszało. To raczej nie był niepokój. Czy kilka dni temu Neji nie czytał czegoś o belladonie? Potrzebował jednak skończyć tę rozmowę, wtedy będzie mógł iść. - I jeśli chcesz pozostawać tę samą drużynę ze mną…
- Co masz na myśli, - różowo włosa dziewczyna przerwała. - Oczywiście chcę pozostać z tobą. Kocham cię, Sasuke-kun.
- To dobrze, - skinął głową z aprobatą. - Tak jeśli będziesz chciała pozostać w tej samej drużynie ze mną, będziesz musiała zrobić jak mówię. - Gówno, nie miał na myśli tego by brzmieć w ten sposób.
- Oczywiście zrobię cokolwiek chcesz, Sasuke kun. - Wyrażenie jej ujawniło, że myślała o całowaniu się. Tamta dziewczyna ma jednotorowy umysł, pomyślał Naruto. I muszę skończyć to wkrótce, pogarsza mi się.
- Dobrze. Później dzisiaj…
- Pójdziemy na randkę? – Różowo włosa dziewczyna wyglądała tak pełna nadziei że czuł się jak łajdak w niszczeniu jej oczekiwań.
- Nie. – Wyglądała na zupełnie pognębioną. Nie mógł jednak znaleźć żadnej sympatii dla niej w sobie. Jego żołądek teraz poważnie bolał i dziewczyna opóźniała go z jej fanowaniem. – Co zamierzałem powiedzieć to, że po tym, jak jounin sensei przychodzi zabrać nas …- Szlak, pomyślał Uzumaki jak jego żołądek zaczął wydawać desperackie dźwięki. Walić mówienie, chciał tylko szybko znaleźć toaletę. - Powiem ci później, - powiedział w końcu i pobiegł ku szkole.
Był tam zbyt długo, cały czas przeklinając mleko z fałszywą datą ważności albo zamiłowanie Neji’ego do trucizn. Dlaczego nie mógł zdecydować się cierpieć głód? Jeśli to Miało sprawić, żeby zawiedli test…
Gdy w końcu śmiał opuścić łazienkę, przerwa była prawie skończona. Sasuke skończył tymczasem swój lunch, Sakura spostrzegła go i szwendała się za nim, robiąc zupełnego głupca z siebie.
Mógł tylko podążyć za nimi do klasy i czekać na jounin, by przyszedł.

***


Czekali godzinami. Pozostałe drużyny już opuściły z sensei i tylko ich nie ukazał się jeszcze. Nawet Iruka sensei poszedł do domu już jakiś czas temu. Byli więc tylko we trójkę plus tata Sasuke. Fukagu zachowywał się jakby chciał go o coś poprosić, ale nie wiedział czy potrafi. Dwaj żywi mieszkańcy klasy ignorowali go. Sasuke dumał nad swoim losem, Sakura zaś gapiła się na niego.
Naruto stawał się zdenerwowany. Musiał usiąść tutaj, nie mógł wyjść ponieważ ich spóźnialski sensei mógł ukazać się w każdej chwili. Nie mógł mówić do jego kolegów z drużyny, ponieważ oni nie chcieli zwrócić kurtuazji. Nie mógł trenować wewnątrz klasy, ponieważ nie był pewnym na ile mógł zaufać tej dwójce. Och i naprawdę nie powinien łamać mebli również. Była więc tylko jedna rzecz pozostawiona by zrobić i nie był pewny czy robienie psikusa ich nowemu nauczycielowi było najlepszym pomysłem. Właściwie był prawie przekonany, że to nie było, ale nuda i wredne spojrzenia powoli kierowały nim z jego umysłu. To nie zajęło dużo czasu, by osiągnął stadium gdy już nie mógł miarkować się dłużej.
Wstał ze swojego miejsca i obejrzał się za rzeczami, których mógł użyć. Nie było dużo w niemal pustej klasie. Jakaś kreda, jedna gąbka do wycierania tablicy i wskaźnik. Nie było nawet jakichkolwiek dokumentów w katedrze. Iruka wziął je kiedy wychodził.
- Co robisz Naruto? - zapytała Sakura w oskarżającym tonie. Blondyn zignorował ją. Zaczynał tracić do dziewczyny cierpliwość. Jedno to mieć ją w klasie i używać do sprowadzania do świata żywych, ale co innego jak miał mieć ją na co dzień! Wziął największy kawał kredy i wypisał coś na tym za pomocą senbon. Miał ich niewiele i głównie w wyniku maltretowania przez czerwono włosego ducha, który zmusił go ledwie trzy lata temu by zrobił sto glinianych żetonów na których wyrył małe pieczęcie. Owe pieczęcie poprzedzało chyba z tysiąc zawiedzionych prób które nie usatysfakcjonowały martwej kobiety. Żywe czy martwe same z nimi kłopoty! Sto żetonów glinianych, które robiły małe błyski lub stróżki dymu, chociaż przydały się gdy musiał odwracać uwagę pościgu po tym jak potraktował klejem i piórami mężczyzn w gorących źródłach.
Umieścił kredę nad drzwiami.
- To jest to, co dostaje dla bycia późno, - wyjaśnił.
- Nie jestem zaangażowana w to, - oświadczyła Sakura, ale Naruto zauważył błysk zabawy w jej oczach. Hipokrytka.
- Jaki jounin nabrałby się na taką głupią pułapką, - zadrwił Sasuke. Jego ojciec prychnął i przybrał wyraz twarzy jakby sam był zaskoczony swoją reakcją.
Wtedy drzwi powoli otworzyły się i pułapka spadła na głowę zamaskowanego człowieka. Kreda natychmiast wybuchła i Jinjuriki musiał śmiać się ze spojrzenia na twarz zamaskowanego shinobi. Jego wyrażenie było bezcenne nawet jeśli tylko jedno oko było widoczne na jego całej twarzy. Jedyny minus był, że kreda była prawie niewidzialna w jego srebrnych włosach. Gdyby to była farba i to pomarańczowa!
- Czujność popłaca Kashi-chan. – Powiedział rozbawiony białowłosy duch. Chyba starsza i bardziej umięśniona wersja shinobi. Naruto natychmiast polubił go.
- Przykro mi, sensei, ja spróbowałam zatrzymać go… - jąkała się Sakura. Kłamca, myślał blondyn. Zaledwie miarkowała się od śmiechu na widok ninja szaleńczo próbującego dostać proszek z jego włosów.
Sasuke wyglądał na bardziej zdegustowanego niż zwykle. Jego ojciec zaś wyraźnie wyglądał na niezadowolonego
- Złodziej. – Mruczał. Drugi duch go nie słyszał. Rzadko Jinjuriki spotykał dwie dusze, które mogły się wzajemnie widzieć, a co dopiero porozumiewać. Reakcja do nauczyciela wskazywała jednak na jakąś historię, dumał blondyn. Zastanawiam się co to mogłoby być.
- Hn, jak by to powiedzieć,- Kakashi podrapał jego podbródek przez maskę. Biała plama pojawiła się na czarnej tkaninie. - Moje pierwsze wrażenie jest, że nie lubię was.
- Dla mnie brzmi jakby los się na tobie mścił Kashi-kun. – Mamrotał duch.
Sakura wydawała się urażona, Sasuke i jego zwykła kwocząca osobowość groźnie patrzyła na nauczyciela.
Chyba źle znosił krytykę.
- Spotkaj mnie na dachu za pięć minut, - rozkazał i zniknął w wirze liści. Jinjuriki zastanawiał się jak długo będą musieli czekać na niego tym razem. To nie tak jakby podróż na górę brała więcej niż minutę.
Po wejściu na górę, w umyśle blondyna pojawiło się inne pytanie. On jest jednooki i późny. Mógłby być tym samym facetem, o którym mówiło martwe dziecko? Miał nadzieję że nie, ponieważ w przeciwnym wypadku mieli więcej problemów.
Czekali na dachu tylko kwadrans gdy srebrno włosy człowiek w końcu zdecydował się ukazać. Jego maska była ponownie czarna.
Starsza wersja sensei i nieco bardziej prześwitująca rzuciła mu pochwalające spojrzenie.
Widocznie nauczyciel musiał pójść do domu po nową maskę. Naruto uśmiechnął się zadowolony z siebie i dodał w pamięci dziesięć punktów. Neji nie mogąc znieść jego braku cierpliwości do matematyki wymyślił zabawę. Dodawanie w myślach zdobytych punktów. Jeden za wrobienie jednego cywila, dwa za gennin, cztery za chunin i pięć za Jounnin oraz dziesięć za ANBU. Coś mu mówiło, że ten nawet jak nie jest już w ANBU to w nim był. Musiał to kiedyś sprawdzić. Nie chciał przecież mieć przekłamanych wyników. To było już osiemset dwadzieścia trzy punkty w przeciągu dwóch lat.
- Coś zabawnego? - Zapytał Kakashi. Blondyn potrząsnął jego głową.
Sakura groźnie popatrzyła na niego.
- Zatrzymaj to, baka.
- Przepraszam Sakura-chan.- Posłał jej swój największy uśmiechem. W odpowiedzi zgromiła go wzrokiem. Była nieco niewdzięczną osobą.
- A więc, teraz każdy niech zwraca uwagę, - zaczął Jounin, - rozpocznijmy od przedstawiania się.
- Co chcesz wiedzieć,- jedyna żywa kobieta w tym towarzystwie zapytała.
- Jak o tym co lubisz lub nie, twoje sny na przyszłość itp.
- Dlaczego nie przedstawiasz się najpierw,- zasugerował Naruto.
- Tak,- Sakura zgodziła się. - Wyglądasz na trochę podejrzanego.
- Och, ja? - Zamaskowany człowiek wyglądał jak by poświęcanie im uwagi stanowiło tylko ułamek jego umysłu. Na więcej nie byli warci. - Nazywam się Hatake Kakashi.
- Kashi-chan – sprostował duch.
- Nie mam żadnego pragnienia by powiedzieć tobie co lubię lub nie.
- Nie jesteście jeszcze dość duzi, - dodał drugi mężczyzna.
- Sny na przyszłość… hmmm…
- Nigdy nie miałeś wyobraźni. Może jednak powinienem był dawać ci kredki zamiast kunai. – westchnął duch.
- I mam dużo hobby.
- To się leczy chłopcze! To nałóg. – Jeju, pomyślał Naruto. On musiał słuchać tych morałów? A, nie czekaj! To on miał ich od dziś słuchać. Po namyśle uznał, że może nie będzie tak źle, jeżeli to będzie skierowane wobec Kashi-chana.
- Więc wszystko, co on powiedział, to jego imię - Sakura groźnie popatrzyła. Nie rozumiał jak mogła być najbystrzejszą dziewczyną w klasie, jeśli nie mogła wydedukować czegoś od tego. Chociaż porównując z resztą Sasuke fanklubu…
- Teraz jest twoja kolej,- powiedział Kakashi. - Zacznijmy od prawej.
- Yosh! Nazywam się Uzumaki Naruto! Lubię jest nagły ramen. Lubię nawet bardziej kiedy Iruka sensei płaci za mój ramen. Co nie lubię to czekać trzy minuty dla mojego ramen. I mój sen to przewyższyć Hokage! - Nie powiedziałeś nam nic o sobie tak nie oczekuj, żebyśmy powiedzieli tobie coś w zamian, uznał. - Hobby, wybryki, sądzę.
- Widzę, - wymamrotał Kakashi w pewnym sensie, który wskazywał, że on nie zobaczył przez to w ogóle. Naruto lubił i szanował go coraz mniej, a nie znosił go przecież już od początku.
- Następny,- jounin rozkazał.
- Nazywam się Uchiha Sasuke. Jest dużo rzeczy, których nie lubię i nie ma czegoś co lubię.
- Debil,- wymamrotał jego ojciec zupełnie zgadzając się z opinią blondyna.
- I nie mogę naprawdę nazwać to snem, ale mam ambicję. Zmartwychwstanie mojego klanu oraz by zabić pewnego człowieka.
- Przewidywalne, - mruczał Fugaku. - Sakura popatrzył na jej idola z sercami w jej oczach. Wyrażenie Kakashi’ego było nieczytelne. Uzumaki zaś starał się nie skrzywić. To był pierwszy raz gdy słyszał jak Sasuke dawał takie oświadczenie i był zaskoczony przy uczuciu ciemnego celu promieniującego od chłopca. Zdecydowanie musiał zrobić coś o z tym.
- Och. I w końcu dziewczyna, - jounin wskazał na Sakurę. To brzmiało jakby nawet nie kłopotał się nauczyć ich imion, zrozumiał Naruto. Czy zdecydował się zawieść ich w chwili gdy poznał? Patrząc obiektywnie na ich trójkę, nie mógł bardzo się dziwić, ale nie powinien przynajmniej udawać, że próbuje?
- Nazywam się Haruno Sakura,- dziewczyna zarumieniła się. – Lubię… - jej oczy spoczęły na brunecie, - …osoba, którą lubię to… - jej rumieniec pogłębił się - i uhm, mój sen na przyszłość… - jej twarz teraz współzawodniczyła ze strojem.
- Właśnie jak mała Rin-chan, - szczerzył zęby martwy ojciec Kakashi’ego.
- Co nie lubię, to Naruto! - Nie musiała wykrzykiwać tego, pomyślał jasnowłosy.
- Cofam to, - Mruknął mężczyzna. - Ona nie przypomina małej Rin-chan.
- Moje hobby jest…- jeszcze raz popatrzyła na Sasuke i zachichotała. Kakashi potoczył jego pojedyncze oko. Uzumaki oba.
- OK! Tyle dla wprowadzeń! Jutro zaczniemy nasz obowiązek jako shinobi.
- Tak, obowiązki, obowiązki! - Naruto krzyczał starając się Spalić trochę z nagromadzonej energii.
- Najpierw jednak zrobimy coś tylko we czwórkę,- zapowiedział Kakashi.
- Hmph. – Burknęły zgodnie oba duchy. Sensei nie skomentował, będąc niezdolny do usłyszenia ich. Blondyn był teraz zaniepokojony.
- Co to jest, co to jest?- krzyknął starając się ulżyć trochę niepokoju.
- Szkoła przetrwania, - odpowiedział jounin.
- Nie nazwałbym tego tak – skarżył się duch z jasnymi włosami.
- Szkoła przetrwania? - Zapytał chłopak niepewnie.
- Dlaczego nasz pierwszy trening ma być szkołą przetrwania?, - dodała Sakura. - Mieliśmy dość treningu w Akademii. – Uzumaki nawet nie udawał, że się nie skrzywił na to wspomnienie. To przeszkodziło jej w ściganiu Sasuke nawet więcej, czyż nie?
- To nie jest normalny trening, - wytłumaczył Kakashi. - Tym razem to ja jestem waszym przeciwnikiem. – Co za optymista! Z tego co wiedział w tym ćwiczeniu w akademii nie było przeciwników. Przecież nauczyciele nie mogli zranić swoich uczniów! A i tak niektórym udało się wrócić z ranami. Naruto wspomniał jak Kiba podpalił sobie Kożuch na kurtce i zamiast zgasić go wodą, biegał wokół obozu jak opętany. Rzeka była obok.
- Mógłbyś odpuścić. – Odezwał się ponownie duch.
- Wtedy, wtedy… Co to jest? - Blondyn naprawdę chciał wiedzieć. Kakashi zachichotał. Junjuriki mógłby łatwo wykryć okropne półtony.
- Co jest tak zabawne, sensei?- Zapytała Sakura.
- Uhm, dobrze… to jest właśnie, że… kiedy wam powiem, to macie popaść w szaleństwo.- Czyli dokładnie to czego chcesz ty sadysto, myślał Naruto.
- Szaleć? – zapytała piskliwie dziewczyna. Duch szczerząc zęby zaczął tłumaczyć.
- On oszalał gdy jego sensei powiedział mu.- Wtrącił martwy towarzysz.
- Z dwudziestu siedmiu absolwentów tylko dziewięciu stanie się genin,- zapowiedział Kakashi. - Reszta zostanie odesłana do Akademii. Ten trening jest bardzo trudnym egzaminem z wskaźnikiem zawodzenia ponad sześćdziesiąt sześć procent.
- W wykonaniu Kashi-chan to sto procent. – Skomentował starszy Hakate. Uzumaki zrozumiał, że to był sensei który spowodował poznanego przez niego ducha do popełnienia samobójstwa. Sakura wyglądała na zaskoczoną, Sasuke jak kura wysiadująca jaja, a jego martwy ojciec był wściekły.
- Powiedziałem wam, że będziecie szaleni! - roześmiał się. Blondyn zdecydował się, że naprawdę, naprawdę go nie lubił. Czy nie powinien zawieść celowo właśnie by wydostać się z tej dziwacznej drużyny? Wtedy martwy ojciec Kakashi’ego kopnął chichoczącego jounin.
- Weź się w garść dziecko. - warknął. - Gdyby twoja mata lub sensei mogli cię teraz zobaczyć, najedliby się wstydu! - Naruto zdecydował się, że ta drużyna miała jednak plusy.
- Co? Ale pracowaliśmy tak ciężko. Po co więc kończyć szkołę…- Chciał wykrzyczeć raczej coś innego, ale miarkował się.
- Och tamto, - powiedział leniwie Kakashi. - To miało właśnie pozbyć się tych najmniej niekompetentnych.
- Co?
- W każdym razie, jutro masz pokazać mi swoją prawdziwą siłę, - zapowiedział Kakashi. - Przynieś wszystkie narzędzia shinobi jakie masz. Och i opuść śniadanie, zwrócisz je.
- Szczegóły są na tej kartce. Nie spóźnijcie się, - rozdał w trzech egzemplarzach notatkę wyrwaną z notesu i zniknął w chmurze liści.
- Zwrócić? – Zapiszczała Sakura zaniepokojona. - Czy jest to naprawdę tak trudne?
- Gorsze, - skomentował senior Hakate.
Sasuke wstał i odszedł, jego martwa rodzina i Sakura podążyła za nim.
Naruto pozostał na dachu samotnie.

***

Kakashi siadł w mieszkaniu w otoczeniu pozbawionym wszelkiego towarzystwa. Zastanawiał się nad swoją nową drużyną. Wiedział, że Hokage nie pozwoli mu ich zawieść, nie zależnie od wyników testu.
Prawda jednak była taka, że nie był pod wrażeniem. Zaczęło się gdy Hokage zabrał go pokazać mu mieszkanie jego przyszłych podopiecznych. Sakura miała więcej kosmetyków niż broni w dodatku mieszkała w różowym piekle. Sasuke rozrzucał broń jakby to były cukierki nie dbając zupełnie o nią. Fakt, że było go stać na nową nie zwalniał go w jego oczach z obowiązku dbania o sprzęt. Naruto był jednak najgorszy. Mieszkanie było zaniedbane, a niejedno jedzenie włącznie z mlekiem śmierdziało nieświeże. Myśl, że jego Minato sensei poświęcił życie tworząc to pomarańczowe straszydło zupełnie niepodobne do shinobi, raniło go.
Może jakby zajął się Uchiha, to odeszło by to jego pragnienie zemsty? Naruto był dość wytrzymały więc mógł stanowić może nie wyrafinowanego sparingpartnera, ale na pewno odpornego. Sakura ze swoją antypatią mogła znacznie skorzystać z treningu z Naruto.
Uśmiechnął się do siebie. Może udałoby mu się jakoś stworzyć z nich stosowną drużynę? Naruto od tego też mógł tylko skorzystać, prawda?
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 1/15

Postprzez Tristan » 16 maja 2015, 19:12

Mam nadzieję, że komuś się spodobało, a może nawet zainspiruje by samemu coś napisać. Lubię ten fandom i przykro mi, że takie pustki są w nim.

Rozdział 3

Wschód słońca powitał blondyna przed lustrem.
- I po co się mizdrzysz ty mały utrapieńcu? – Naruto spojrzał na ducha starej kobiety.
- Chcę wyglądać przyzwoicie stara babo! – Powiedział próbując natrętnego babsztyla przegnać machaniem dłońmi.
- Nic ci nie pomoże łobuzie w tej koszmarnej fryzurze. Coś ty zrobił z moim pięknym domem? Wszędzie brud i poganizm! – Przy ostatnim wskazała na talię kart do Tarota. Chłopak prychnął rozbawiony oburzeniem fryzjerki i podszedł do stołu by spojrzeć na nie. Jak ich nie układał w jakiekolwiek wzory wynalezione przez Neji’ego w książce o wróżeniu, zawsze wydobywał jedną kartę. Rozrzucił je na stole z rozmachem i usłyszał kolejny oburzony okrzyk za sobą. Sięgnął po jedną z kart i obrócił ją. Twarz poznaczona wpływem pieczęci lub innym wzorem .Oczy miały w sobie coś tajemniczego i przerażającego. Były czarne, ale bardziej kojarzyły mu się z niezgłębioną otchłanią. Jedyną oznaką koloru były czerwone paciorki. Niepokój czuł na widok postaci, ale i jakieś przyciąganie, chorobliwą ciekawość. Poczuł chłód jak gdy przypadkiem wkroczył w ducha.
- Co ty robisz nicponiu? – Nagły krzyk wzbudził go z transu. Obrócił się do ducha niezadowolony, że przerwano mu tok myślenia. Miał wrażenie, że zaraz coś miało mu się objawić. Miał coś zrozumieć.
- Precz Satsuno Akiko. – Kobieta spojrzała na niego z ulgą wypisaną na twarzy i znikła.
- Co się stało? – Chłód jaki krążył mu w żyłach odszedł, ale pojawiły się pytania. – Jak ona znikła?
- Czy to ja? Skąd znałem jej imię? – Powoli nadchodzący atak paniki przerwał dźwięk budzika.
- Aaa! Spóźnię się!
Szybko podbiegł jeszcze do zlewu umyć twarz klnąc na zimna wodę, a następnie w swojej najlepszej pomarańczowej marynarce ruszył na poligon. Przez chwile zastanawiał się czy nie powinien pomyśleć o nowym piecyku gdy niedaleko już miejsca do którego dążył, wpadł na młodego ducha kręcącego się bez celu.
- Jak mógł mnie zostawić? – Pytał go smutny chłopiec. – Trenowaliśmy razem, byliśmy przyjaciółmi. Powiedz mi dlaczego? – Kolejna postać tragiczna. Ile już takich widział i tak uparcie starał się unikać? Dziewczyna, która była w nielegalnym związku z kolegą w drużynie. Podczas ataku wroga, chłopak ją zasłonił własnym ciałem i zginął. Ona widząc to zamiast wałczyć umarła także. Mężczyzna, który poświęcił się dla drużyny, dla misji. Ktoś stchórzył inny walczył do końca. Innym razem kolega oszczędził wroga dla ochrony swojej moralności, by ten zaraz zabił członka jego rodziny w zemście za upokorzenie. Tutaj była tylko kolejna tragedia. Odetchnął uspokajając się i wsunął dłoń w niematerialne ciało. Czuł jak chłód rozchodzi się po jego ciele. Tym razem odezwał się ze spokojem.
- Odejdź Yamato Kentaro.
Zszokowany patrzył jak chłopak znika ze spokojnym wyrazem twarzy. Czyżby usłyszał też ciche „dziękuję”? Znowu też poznał imię ducha. Czy zawsze był do tego zdolny? A może to nowy rozwój w jego zdolnościach tak jak oczekiwał Neji? Wziął się w garść i zostawił tą debatę na później. Miał co innego na głowie tego dnia. Poza tym Neji będzie myślał za nich dwóch.

Egzamin okazał się jedną wielką porażką dla Naruto. Wiedząc, że nie ukryje się przed Jounin zaatakował na samym początku w towarzystwie dwóch klonów. Dostał potem wykład o braku współdziałania. Ten podzielili wszyscy troje. To co blondyna oburzyło, to, że on został przywiązany do słupa. Czy Sakura zrobiła coś ponad westchnieniami? Wiara Uchiha, że może zwabić w pułapkę doświadczonego Jounin była tyle lepsza niż jego desperacki atak już na wstępie? I jeszcze ten wykład o nie korzystaniu ze swojej techniki! Niby jak miał wezwać więcej klonów? Każdy Kage Bunshin był jak uderzenie w głowę. Więcej niż trzy i nie mógł się na niczym skupić tak go przygniatały. W dodatku jego klony po wysadzeniu dawały mu tyle wspomnień, że miał łzy w oczach! On widział świat nie tylko żywy! Już w sparingu z Neji doszli do wniosku, że coś w tej technice nie współgra z jego zdolnościami. Raz stworzył chyba z osiem, ale zaraz padł na kolana walcząc z bólem za oczami. Jeden z nich według Neji’ego w ogóle nie był zainteresowany sparingiem, a jedynie patrzył się na blondyna z taką pasją jaką zwykle on rezerwował dla Ramen.
- I jak Naruto? – Odwrócił się by spojrzeć z przerażeniem na przyjaciela trzymającego na czubku palca wskazującego czerwony ciężarek.
Och jak on nienawidził swojego życia czasami! W poprzednim dniu Neji udał się z Tenten i miniaturą ich senseia na misję rangi C. Mieli upolować jakieś dzikie zwierze i widocznie już wrócili.
- Cześć. – Westchnął i przyznał się. – Zdałem, a co u ciebie.
- Upolowaliśmy trzy niedźwiedzie nim w końcu pracodawca zrozumiał, że się pomylił i chciał tak naprawdę pumę. – Wściekłość w oczach chłopaka była dość odczuwalna.
- Chodźmy coś zjeść. – Ruszył przed siebie, ale kolega go zatrzymał.
- Naruto… Koralik. – Ze zbolałym twarzy podziękował i zaprowadził przyjaciela do Ichiraku. Po drodze się żaląc co do egzaminu i pierwszej dzisiaj sesji z własną drużyną.
- Drań nie poprawił, żadnego mojego stanowiska, za to komentował Sasuke ile przegapił otwarć. Potem by zmusić Sakure do treningu powiedział jej, że jak przegra ze mną to będziemy musieli iść na randkę. Na misji też święta krowa nie wysilała się z malowaniem płotu! By się nie pobrudzić. Co ja mam robić Neji? W ten sposób umrę na pierwszej poważnej misji.
Młody Hyuga spojrzał na przyjaciela nie okazując irytacji. Nawet jemu, rzadko Jinjuriki pokazywał tą swoją niepewną i nieśmiałą stronę, pełną wątpliwości i braku wiary w siebie. Fakt, że w dwa dni jego nowy sensei tak upokorzył przyjaciela denerwowało go. Tym bardziej, że najwyraźniej tak jak oczekiwał od losu, chłopak zaczął rozwijać nowe zdolności.
- Zajmę się tym. – Obiecał i poszedł sprawdzić kilka rzeczy. Tym razem zauważył, że z całą pewnością czakra na której wisiały jego trzy czerwone prezenty, przybrała kształt łańcucha. Naruto był pełen niespodzianek, ale w końcu nie było w tym nic dziwnego, prawda? Jego losem przecież było stać się Hokage.


***


Kolejny dzień i kolejna porażka.
- Powiedziałem Naruto byś używał klonów.
- A ja powiedziałem ci sensei, że nie będę! – Krzyknął uchylając się przed Uchiha. A przynajmniej próbował. Nie potrzebnie zmarnował oddech na zdanie, które i tak zapewne trafiało w próżnię. Może mógłby zdjąć korale, to by łatwiej było mu robić uniki. Zmierzył z niesmakiem zadowolony wyraz twarzy kolegi. On naprawdę cieszył się, że wygrywa z Naruto nawet jeśli skorzystał z braku koncentracji? I to miała być duma?
- Świetna robota Sasuke.
- Tak Sasuke-kun!
Nie, nie zamierzał zdejmować korali. Przynajmniej w ten sposób sam coś miał z tej żenującej imitacji treningu.
Gdy podszedł do sensei by zerknąć na zwój jaki już zdążyła przeczytać Sakura nie omieszkał skomentować jej postawy.
- A Sakura-chan tak ładnie pachnie. W ogóle się nie spociła!
- Spadaj zboczeńcu! – Uderzyła go w głowę i rozpromieniła się na chichot nauczyciela. Z nim i wszystkimi innymi było coś nie tak!
Zerknął na zwój i niemal jęknął.
- Wyprowadzanie psów Inuzuka.
To miał być koszmar, myślał w drodze do psiarni.
Przybytek był czystszy niż nie jeden dom. Sądząc po lekkim rumieńcu Uchiha, to zapewne czystszy niż jego mieszkanie. Z drugiej strony, on nie miał przyjaciela z wszystkowidzącymi oczami. Te oczy były powodem pedantyzmu jaki dotykał klan Hyuga.
Te oczy były powodem pedantyzmu jaki narzucono Naruto!
Zbrodnia dla jego zmysłu artystycznego.
Rozejrzał się i wyczuł na sobie setki oczu. Zwierzęta go nie znosiły. Może czuły na nim dotyk śmierci? Albo Kyubiego?
Inuzuka Hana, siostra Kiby podeszła do nich prowadząc psy. Mimo, że wszystkie miały smycze, to każdy trzymał je w zębach prowadząc samych siebie. Gdy ona zatrzymała się by się przywitać, te rozdzieliły się i stanęły obok genin. Poza Jinjuriki. Trójka, która powinna zapewne zbliżyć się do niego, stała przy Kakashim patrząc na niego z nadzieją.
- Hehe. Nie maluchy, nie. To misja moich małych uczniów. Sio do Naruto!
Psy niechętnie zrobiły co im kazano. Ani one, ani chłopak nie wyglądali na szczęśliwych z tego powodu.
- Łobuzy. – Skomentowała Hana, a blondyn zaczął słuchać rozmowy.
- Jak to psy. Pakun wciąż się skarży, że go ganiają.
- Chcą się bawić Hakate-san. Polubiły go, a trochę treningu mu nie zaszkodzi. Genin też nie. Hokage ostatnio wziął nasz plac zabaw pod lupę.
- O? W końcu zrozumiał jak to niebezpieczne i chce wam go zabronić?
Dziewczyna zaśmiała się i nie lekko strzeliła go dłonią w ramię. Kiba musiał mieć z taką siostrą ciężki żywot.
- Żartowniś. Zamierza zrobić wersje dla shinobi. To stąd rada cywilna ostatnio się burzy, bo zabrano połowę placów zabaw.
- I tak było ich za dużo.
- Ta i każdy szpieg mógł sobie liczyć dzieci. Chociaż klany nie prowadzały nigdy tam szczeniąt.
- Orichimaru wyleczył wszystkich z takiego niefrasobliwego zachowania.
- Przeklęty porywacz. No ale teraz Hokage-sama zrobi place zabaw dla większych dzieci!
- I kto będzie nimi zarządzać?
- Misje dla genin. – Sensei Naruto się zdziwił.
- A mamy ich tylu?
- Wystarczy, jeśli część misji d przejmie ostatni rok akademii.
- To ciekawe, no ale pora do pracy. Dowidzenia Hana-chan!
- Do widzenia Hakate-san. – Zarumieniła się! Co te kobiety widziały w takich ludziach jak Uchiha czy siwy nauczyciel?
Wziął ostrożnie smycze z trzech dobrze wyposażonych w ostrza szczęk i ruszył wraz z drużyną w stronę lasu. Zniesmaczony przyjął wraz z pozostałą dwójką od Kakashiego torby do sprzątania awarii psów. To miał być dosłownie gówniany dzień.
Dopóki szli dość oddali od siebie i każdy z trójką psów, te jedynie poszczekiwały od czasu do czasu. Naruto zaś zastanawiał się nad wynikiem rozmowy z Haną. Place zabaw dla shinobi? Albo poziom ich sił poszedł w dół, tak że Hokage zrobił się zdesperowany, albo inne wsie zaczęły rosnąć w siłę. Może to reakcja na wyeliminowanie klanu Uchiha? Znikła spora siła robocza i to na kilka pokoleń. Czemu więc nie wcześniej wprowadzili ten plan? Kto wie? Może tylko chcieli pokazać na zewnątrz, że to Konohy nie ruszyło? Dziewięciu genin rocznie? To porażka dla wsi wojskowej!
- Sasuke. – Odezwał się Kakashi. – Podaj smycze Naruto i skocz po torebki. Widzę, że się wam kończą.
Blondyn wziął od chłopaka jego psy i zauważył szybko, ze podwójna ilość to znacznie więcej kłopotów. Dwa się nie lubiły, a inny biegał za suką, a ona próbowała się wysforować przed psy. Najmniejszy zaś zawzięcie wchodził Jinjuriki pod nogi.
Miał nadzieję, że drań szybko wróci.
Przyspieszył i zaczął się zastanawiać kto tu kogo prowadził? Po chwili jednak poczuł drugą obecność obok siebie.
- Czy możesz przytrzymać na chwilę Naruto. Potrzebuję poprawić włosy. – Chłopak wziął od Sakury trzy smycze dodając do własnych nie okazując podejrzliwości na jej raptem przyzwoite zachowanie.
Miał rację jak po zrobieniu czegoś do tych długich kłaków, zamiast wziąć od niego psy, podeszła do Kakashiego.
- Sensei, ano…
- Tak Sakura-chan?
- Czy myślisz, że będziemy zdolnymi shinobi?
- Oczywiście. Jeśli tylko będziecie ciężko trenować. – Dziewczyna zachichotała.
- Sasuke-kun strasznie ciężko pracuje. – Naruto cieszył się, że psy go absorbują i nie musi oglądać gwiazd w jej oczach. Próbował wezwać klon do pomocy, ale ten zobaczył wcześniej przez niego ignorowane duchy psów i zaczął go gonić. Nie było to warte bólu głowy!
Nie usłyszał dalszej rozmowy i zapewne podłych komentarzy, bo psy wystraszył nagle zjawiający się Uchiha.
- Uchiha, bierz swoje kundle! – Zdążył krzyknąć.
- Świetnie sobie radzisz dobe.
Nie oczekiwał z ich strony przyzwoitości, ale brak reakcji ze strony nauczyciela ranił.
Nie powinien, bo przecież kim dla niego był Hakate Kakashi? Nikim. Musiał myśleć o sobie teraz i znaleźć dla siebie plan, bo z takim sensei, to daleko nie miał zajść.


***


- Meldujemy wykonanie misji.
Naruto posłał shinobi spojrzenie godne brudu jakim teraz było utytłane jego ubranie. On nie miał pieniędzy tyle co liści na drzewie w porównaniu do jego rozpuszczonego towarzystwa, a teraz stracił kolejny zestaw ubrań!
- Chyba, że ja ją wykonałem. – Burknął.
- To praca zespołowa Naru-chan!
- Chyba zespołowe szykanowanie – burknął, ale jego sensei udawał, że nie słyszał. Sakura zaś uderzyła go w głowę.
Naruto zmrużył oczy na Hakate. Sensei patrzył na Sakurę z liczącym spojrzeniem.
A to drań! Zrozumiał Naruto. Zachęcał harpię do bicia go. Tylko po co?
Forma ćwiczeń, pomyślał z goryczą. Nie umknął mu też w porównaniu do sensei zamyślone spojrzenie przywódcy.
- Gratuluję drużyno siedem z sukcesem zakończonej misji. – Pochwalił Hokage wyjmując na chwilę fajkę z ust i odłożył na biurko tuż obok spoczywającej na poduszce kryształowej kuli. – Wynagrodzenie zostanie przelane na wasze konta odpowiednio.
Uzumaki Naruto miał ochotę zwymiotować na dźwięk chichotu jego koleżanki. On się narobił jak głupi, gdy oni się obijali, a teraz pieniądze będą wydawać na jakieś błyszczyki czy inne śmiecie?!
Nie dziwił się. Życie czasem było do dupy. Starał się uspokoić skupiając na duchu zwykle obecnym za Sandaime i gadającym od rzeczy. Pozwolił by chłód umarłych ukoił szalejące w nim emocje.
Nie zwrócił uwagi na odchodzącą drużynę. Oni też na niego nie spojrzeli.
- Naruto. – Z kojącej mgiełki śmierci okalającej jego umysł wydobył go głos Hokage. Nie siląc się na zwykły akt powiedział.
- Przepraszam Hokage-sama. Zamyśliłem się. Muszę jakoś wziąć pożyczkę na nowy piec do domu.
- Genma-kun. – Zwrócił się Hokage do towarzyszącego mu rozleniwionego na miarę Nara shinobi. – Może zrobisz sobie przerwę i będziesz towarzyszył Naruto do banku?
Blondyn spojrzał na starego z nadzieją i udał, że nie widział znaku przesłanego do shinobi.
- Pewnie Hokage-sama. Choć młody, pokarzę ci jak wielki Genma-sama radzi sobie w świecie finansjery!
- I twoja zapłata za misję Naruto. Pewnie ci się przyda by założyć konto.
Chłopak chętnie wziął pieniądze zdając sobie sprawę jak nietypowe to było dostawać wypłatę bezpośrednio od głowy wsi. Posłał mu też wdzięczny uśmiech gdy zauważył, że dostał wynagrodzenie za całą misję.
Gdy wychodził z Gemną, Hokage w zamyśleniu gładził pomarszczoną dłonią kryształową kulę.
Rolą Hokage było zapewnienie wsi przyszłości, a on dobrze wiedział, że należy już do przeszłości. Kto więc będzie przyszłością Konohy?


***


Jeśli Naruto myślał dzień zaczął się, źle, to później było piekło. Genma był przyzwoitym shinobi nie mającym do niego uprzedzeń. Nie dziwił się temu aż tak bardzo. Wbrew pozorom wieś nie była pełna idiotów. Niektórzy nie lubili go za dowcipy inni za to co symbolizował, a jeszcze inni unikali by nie przywoływać wspomnień. Otwartej wrogości nie było tak wiele. To obojętność zwykle bolała najbardziej. Genma zaś był obojętny na swoją niewiedzę. Próbował tłumaczyć, próbował wyjaśniać. Problem w tym, jak zauważał Naruto wychodząc z nim z banku, że sam nie do końca rozumiał o czym mówił.
- Widzisz Nartuto-kun. Rób jak mówię i kto wie, czy w przyszłości nie zostaniesz takim potentatem finansowym jak Gato sama. Mój idol. On ponoć też zaczynał od zera. – Jego nowy znajomy zaczął się rozwodzić nad tragiczną historią nijakiego Gato i sukcesami zarówno w świecie finansów jak i filantropi. Naruto wątpił w to, ale nie chciał psuć mrzonek człowieka. Do władzy i pieniędzy nie dochodziło się z czystymi rękoma.
Przechodzili właśnie przez dzielnicę kupiecką, gdzie Jinjuriki miał nadzieję, że się rozstaną w drodze do różnych celów, ale przerwał im krzyk z jednego domu. Blondyn patrzył na dom i czuł z niego chłód. Czuł też jedną żywą osobę.
Pewnie, tą co krzyczała.
- Dobry odruch mały. Zostań tu. – Chłopak nawet nie zauważył, że trzymał w ręku kunai.
Jego nagle poważny i gotowy do walki towarzysz ruszył do posesji.
Nie czekając na jego opinie rozejrzał się po słupach. Były na niektórych, stare pieczęcie. Jeden gadatliwy Uchiha – jak zauważył Genin w każdej rodzinie znajdzie się czarna owca. – wskazał mu je. Znalazł jedną i szybko nadał sygnał morderstwo.
Po niecałej minucie wyszedł z domu Genma trzymając zapłakaną i roztrzęsioną młodą kobietę.
Miał właśnie coś powiedzieć do Naruto jak zjawiły się w wirze liści dwie postacie.
- Meldujcie.
- Morderstwo. Jeden świadek. – Jasno powiedział niedoszły potentat finansowy.
Mężczyzna, który się odezwał miał mundur chunin i mały wzór Uchiha. Klan wymarł a jego obowiązki przejęły regularne siły Konohy, ale dla uhonorowania ich symbolem policji pozostały ich herb.
Naruto ujrzał zdziwienie na twarzy Genmy błyskawicznym pojawieniem się ludzi. Coraz mniej powszechne były wezwania przez pieczęć i korzystali z nich już właściwie tylko starsi. Zapewne zamierzał użyć sunshin na posterunek. Może nie potrzebnie się w to mieszał?
- Muraki kun zabezpieczy miejsce zbrodni.
Muraki był cichym Chunin w towarzystwie małego psa. Wyglądał bardziej jak spaniel niż te wściekłe bestie co go rano traktowały jak gryzak. Obaj patrzyli cały czas na Jinjuriki.
- Czy to ty nas wezwałeś Uzumaki Naruto?
- Och. –Na pewno nie potrzebnie się w to mieszał.
- Ty i panna Utatane są zaproszeni na posterunek.
Utatane? Jak Koharu Utatane?! Blondyn właśnie wmieszał się w morderstwo gdzie podejrzaną zostanie wnuczka jednego z doradców Hokage.
W myślach pogratulował sobie zdobycia zapewne nowych wrogów. I wszystko dlatego, że chciał się kąpać w ciepłej wodzie!


***


Miał rację. Spędził godziny czekając na pozwolenie opuszczenia tego przybytku policyjnego. Zamiast tego po trzech godzinach został zaproszony na przesłuchanie przez Inuzuka Murakiego.
- Jak znałeś sposób by zawiadomić policję?
- Ktoś mi kiedyś powiedział.
- Kto?
- Uchiha. – Nie kłamał. Kłamanie przy nosie Inuzuka to wyjątkowo głupi pomysł. Ich psy i oni sami mają oko do szczegółów. Napięcie ciała, zmiana tętna, pot. Człowiek nawet nie wiedział, że się zdradza. Dlatego mówił prawdę. Nie musiał tłumaczyć, ze to był martwy Uchiha i rok po masakrze.
- Jaki?
- Nie wiem. Nie przedstawił się. – Prawda. Próbował, ale widocznie zapomniał. To żałosne, gdy nazwisko znaczy dla kogoś tyle, że zapomina własne imię.
- Skąd wiedziałeś, że to morderstwo?
- Zapach krwi. – Inuzuka zaakceptował odpowiedź. Byli też ignorantami, którzy nie rozumieli, że nie wszyscy mają tak samo wyczulony węch. Inny shinobi mógłby jego wypowiedź kwestionować, ten ją uznał bez namysłu. Chyba.
- Mógł ktoś być ranny.
- Czułem śmierć. – Mężczyzna spojrzał na niego podejrzliwie. Widać poszedł za daleko. To ona nie miała własnego zapachu?! – Mieszkam niedaleko rzeźni. Nauczyłem się rozróżniać.
- Dobrze. – Jednak uznał. Odetchnął z ulgą gdy otworzyły się drzwi.
- Śledczy Inuzuka-san. – Odezwała się stara babcia. Babcia, która zapewne zapomniała więcej o życiu shinobi niż oni razem znali. Nie chciałby się z nią mierzyć.
- Utatane-sama. – Przywitał się powściągliwy Inuzuka. Czy tylko ich kobiety są takie żywe i nieokiełznane? Przypomniał sobie i Kibę i zamyślił się czy jednak też nie był dziewczyną. Wtedy jego teoria miałaby rację bytu.
- Kiedy wypuścisz moją wnuczkę? Mikoto potrzebuje poradzić sobie z szokiem utraty narzeczonego na łonie rodziny.
- Jak skończę przesłuchanie Utatane sama. Musze wykluczyć jej udział w morderstwie.
Stara kobieta zacisnęła usta i przeszyła Inuzuka wzrokiem. Naruto poczuł do niego szacunek za to że się nie ugiął.
- I kiedy to będzie?
- Kończę przesłuchiwać ostatniego świadka. – Kobieta spojrzała na niego jakby dopiero teraz go zauważając. Nie dał się na to nabrać.
- Uzumaki Naruto. – Pomachał do niej nie wstając od stołu w porównaniu do mężczyzny,
- Hello babciu! – Kobieta prychnęła i wyszła nie oglądając się za siebie.
- Jesteś bezczelny Uzumaki.
- Wiem. I to działa.
- Na szczęście. – Usiadł powrotem i dalej notował.
- Czy czułeś od Utatane san krew gdy wyszła z Genmą-san.
- Tak. Była pokryta we krwi z przodu ubrania.
- Czy czułeś śmierć gdy Genma-san już wchodził? – Naruto nie zwrócił uwagi na sformułowanie mężczyzny. Błąd za, który miał z czasem płacić.
- Tak. Był martwy.
- Dziękuję Uzumaki Naruto za udział w śledztwie. Jeżeli będziesz jeszcze potrzebny wezwę cię.
Jinjuriki nie zauważył błysku w oku mężczyzny i pożegnał się.

Nim położył się do łóżka, szczęśliwie obserwował formularz podrzucony przez Neji'ego. Może jutrzejszy dzień nie miał być taki wszawy.


***


Dzień zaczynał się tak pięknie! Z radością wstał i już szczęśliwy widokiem swojej przyszłości wypełnił formularz. Dokument, który miał zmienić jego życie. Dobrze, że Neji znalazł odpowiednie przepisy. Może wybaczy mu też te korale?
- Ach. – Wychodząc z domu upuścił paciorek i spędził kilka minut, próbując go wyjąć z podłogi. Chyba jednak jeszcze Hyuga nie odpokutował tych tortur!
Szybko zamknął za sobą drzwi i przeskoczył nad bezdomnym nocującym czasem na klatce. Wrócił się i złapał chleb z kuchni. Powąchał, czy nie zawiera jakiejś trutki i ponownie wyszedł z domu. Tym razem nim skoczył nad bezdomnym, rzucił mu pół bochenka. Starzec posłał mu szczerbaty uśmiech na odchodnym. Naruto przynajmniej był pewny, że ktoś mu powie jeśli właściciel będzie w dzień po czynsz. Nie zamierzał potem słuchać jego kłamstw, jak to odbijał się od jego drzwi. Przeklęty skąpiec!
- Hokage samaaaa! – Rozdarł się już w biurze zmuszając sekretarkę do przerażonego pisku i upadku z krzesła. Wykorzystał jej nieuwagę by wbiec do biura starego.
- Jiji! Uch…. – Utatane zmierzyła go wzrokiem nie gorzej niż poprzedniego dnia. Starzec jednak posłał mu wdzięczne spojrzenie. Zobaczymy, pomyślał, jak będzie mu bardzo wdzięczny.
- Uzumaki Naruto tam był Sarutobi.
- Słucham? – Zdziwił się Hokage. – Co tam robiłeś Naru-chan? – Starzec zwrócił się do zdrobnień będąc widocznie zaniepokojony.
- Szedłem obok z Genmą gdy usłyszałem zawodzenie. Nie byłem w środku - wyjaśnił.
- Zeznał że denat już nie żył, więc każ wypuścić moją wnuczkę. – Mówiła cały czas do starego, go ignorując. Ignorancja i przeinaczanie jego słów działało mu na nerwy. Było w tej sytuacji coś jeszcze, coś co go niepokoiło. Tylko co? Było tak blisko, a nie mógł tego uchwycić…
- Nie żył gdy Genma wchodził. – Przerwał coś co miał powiedzieć Hokage. – O niej, nie wiem.
Była dobra. Nawet drgnięciem powieki nie okazała irytacji, że właśnie popsuł jej plan. Starzecjednak nie ukrywał swojej irytacji posyłając jej karcące i zawiedzione spojrzenie.
- Koharu!
I w tym momencie Naruto zrozumiał co go gnębiło. Posłał starszej babie niewinny uśmiech.
- Nie wiedziałem, że śledczy Inuzuka-san udostępnia wszystkim zeznania. Naprawdę jestem ciekawy co inni powiedzieli. To taka ciekawa praca!
Wiedźma zbladła, a temperatura w pokoju opadła o kilka stopni. Stary nie na darmo był Hokage, nawet jeśli pobłażał przyjaciołom.
- To koniec Koharu. Czekam też na nazwisko osoby, która udostępniła ci dane. To sprzeczne z prawem.
- To moja wnuczka!
- To podejrzana. Przed prawem nie ma wyjątków.
Gdy wyszła trzaskając drzwiami Hokage zignorował go dając znać ANBU ukrytemu w kącie. Zwykle było ich dwóch, ale jak zauważył już kiedyś, gdy wchodził do starego silny shinobi, pojawiało się jeszcze dwóch. Był stary, nie głupi.
- Zawiadom Żbika, by to zbadał. – Gdy ANBU zniknął zwrócił się do Naruto. – Dziękuję dziecko. Bardzo mi pomogłeś.
- Jasne stary. – Posłał mu swój najszerszy uśmiech i nieśmiało podrapał się po głowie. – Teraz jestem twoim shinobi, nie?
- Tak Naru-chan.
- Musimy o siebie dbać prawda? Wiesz jak szef i pracownik.
Stary się zaśmiał i siadł za biurkiem.
- Jasne. Mów co chcesz?
Maska chłopca spadła i Hokage nie zdziwił się zmianą ani spokojem jaki zaczął od niego promieniować. Ze wszystkich osób Jinjuriki czasem najbardziej przypominał mu nie jego rodziców, ale Tobirame sensei. A może Mikoto-sama? Żonę pierwszego Hokage i jakby nie patrzeć daleką krewną chłopca.
Wziął od niego formularz i nie zdziwił się prośbą. Chociaż skąd chłopak wiedział o możliwości? Nie ważne. Spojrzał smutno w niebieskie oczy, tak podobne do jego poprzednika. Tamte mroczne i pełne bólu stały się dopiero po rzezi na shinobi Iwa. Czasem dopuszczał się myśli, czy jego poświęcenie nie było ucieczką od wyrzutów sumienia. Naruto miał te oczy już w tak młodym wieku. Westchnął z bólem i podpisał zgodę. Próbował przecież. Próbował dla Kakashiego i dla Jirai. Teraz spróbuje dla Naru chana. On też zasługuje na swoją szansę.
- W ćwiczeniach zespołowych i tak będziesz musiał brać czasem udział.
- Wiem. Dziękuję. I miłego dnia Jiji.
- Miłego dnia Naruto i niech ogień będzie z tobą.
Chłopak zmierzył go wzrokiem i spojrzał na wygaszoną kulę stale obecną na biurku.
- Czy podglądałeś Gwiezdne Wojny stary?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz.
- Jasne Joda. – Mruknął tuż przed opuszczeniem gabinetu.
Po wyjściu chłopca spojrzał w swoją szklaną kulę. Obserwował jak ten porusza się przez miasto czasem omijając coś co tylko on widział. Tak niezwykły chłopiec. Nie mógł się doczekać, aż pozna jego sekrety. Nikt go nie potrafił tak zadziwić i zachwycić jak dzieci. Przyszłość Konohy.
Obserwował dalej jak blondyn macha kartką Kakashiemu, zajętemu sparingiem Sasuke i Sakury. Cokolwiek powiedział Naruto, zapewne nie miało wiele wspólnego z prawdą, choć znając go Sarutobi wiedział, że rzadko kiedy posuwał się do kłamstwa. Raczej przeinaczał prawdę. Dlatego też tak szybko wychwycił mącenie Koharu. Poznał swój swego.
Kakashi nawet nie czytając podpisał się pod nim pieczętując los Naruto.
Wiedział, że białowłosy chłopak będzie cierpiał jak zrozumie co sam zrobił. Taki potencjał jednak nie mógł być ignorowany.
- Coś ciekawego się dzieje Sarutobi.
- Wiem Danzo.
- Czemu tego nie sprawdzisz?
- Czekam, aż się lepiej wyklaruje sprawa.
- To może być empatia jak u Mikoto-sama.
- Albo coś innego. Pozwólmy rosnąć temu we własnym tempie. Powiedz mi czy widziałeś się z Koharu?
- Nie jestem głupi. Ona jest ślepa na punkcie tej dziewczyny. Staram się jej na razie unikać. Homura wręcz udał się na wieś.
- Niepokoi mnie jak łatwo wyciągnęła papiery z policji.
- Mnie niepokoi co zrobi jeśli się okaże, ze dziewucha była wspólnikiem zdrajcy.
- Jeszcze tego nie wiemy. Mogła być ofiarą okoliczności.
- Przekonamy się.
- Tak. Przekonamy. – Powiedział zamyślony gasząc obraz w kuli gdy ten zaczął ukazywać chłopca w towarzystwie Maito Gai. – Sprawdziłeś Place Zabaw? Nie chcę by ktoś z sąsiadów wywołał kilka wypadków.
- Ja też martwię się stanem naszych sił starcze. Dopilnuję by nic nie było smarkaczom. Ty postaraj się by pojawiły się jakieś pozytywne skutki. Jutro powinieneś dostać wyniki od naszej reprezentacji w egzaminach Chunin w Takigakure.
- Czy się ucieszę?
- Na dwanaście zespołów mamy dwóch Chunin głupcze! Niby z czego się cieszyć? Może ze stałego usunięcia sześciu niepowodzeń? Dwa trwale kontuzjowane i cztery trupy? Wiesz jak wypadliśmy na tle innych? Jedynie Suna była w gorszym stanie!
- No cóż. Oboje wiemy, że to nasze ostatnie niepowodzenie. Nasz program musi się sprawdzić.
- Te Place Zabaw….
- To początek. – Przerwał starzec uderzając dłonią w stół. – Za miesiąc, w rocznicę ataku Kyubiego wejdzie w życie nowy edykt…



Jakaś forma zachęty do wklejania mile widziana...
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 3/15

Postprzez Tristan » 21 maja 2015, 09:40

Rozdział 4

- Gai-sensei! - Naruto podał zdumionej zielonej fasolce formularz ze zgodą zarówno Hokage jak i Hakate Kakashi. Mężczyzna oniemiały patrzył na niezwykły dokument. Przeniesienie ucznia bez zmiany zespołu zdarzały się bardzo rzadko i były zniechęcane. Nawet w przypadku niezwykłych talentów i klanów.
- Twoje młode duchy Naruto-kun mnie zadziwiają! – Krzyknął słysząc kojące potwierdzenie swojego najwierniejszego ucznia. – Słuchajcie drużyna. Ten młody duch od dziś będzie z nami rozpalał płomienie młodości!
- Yosh! Naruto-kun będzie trenował z nami!
- Dobrze, że oni nie oglądali Gwiezdnych Wojen. – Mruknął Naruto do dwóch nieco bardziej oddalonych studentów.
- Czasem – wtrąciła się Tenten. – Zastanawiam się czy oni nie oglądają razem jakichś telenowel.
- Wypaliłaś zły obraz w mojej pamięci, - wymruczał Hyuga. Blondyn zaś się roześmiał do małej zielonej fasolki jaka do niego podbiegła i przytuliła.
- A wiesz, co Lee jest lepsze niż płomienie młodości? – Zignorował uderzenie dłonią się w czoło przez jego najlepszego przyjaciela i zaniepokojone spojrzenie dziewczyny. Ach ta kobieca intuicja! – Lepsze są ekstremalnie rozpalone płomienie młodości!
- Tak! Yosh. Ja i Naruto i ja będziemy rozpalać teraz ekstremalne płomienie młodości!
Wszyscy patrzyli jak ich nauczyciel płakał mrucząc pod nosem.
- Młodość rozwija moje ideały. Ewolucja. Jakimże ja jestem młodym i cudownym sensei…
Neji i Tenten zaczęli się rozgrzewać, a Naruto poszedł w ich ślady.
- Młode dusze płomiennie mnie wspierają…
Naruto spojrzał na podskakującego wokół nich Lee.
- On się nie musi rozgrzewać. – Odezwała się Tenten. -Pewnie jest na nogach od świtu.
- I moja młodość tyle zyska od nowego ucznia, nowe serce do wypełnienia młodością…
- Możesz do niego dołączyć przez jakiś czas Naruto. – Powiedział Neji.
- Oboje co jakiś czas to robimy. – Wtrąciła Tenten po propozycji kolegi. – To nam pomaga utrzymać kondycję, ale nie tak ekstremalnie.
- Nowa dusza do przyjęcia oświecenia moimi młodymi wartościami…
- Tak! Naruto-kun do nas dołączy w pogłębianiu naszej wiedzy.
- Mówiłam o kondycji, a nie wiedzy Lee. – Mruknęła dziewczyna, nie licząc jednak na jakiś efekt.
- Nowe jacuzzi dla mojego młodego ciała…
- Przepraszam.
Wszyscy spojrzeli na mężczyznę z psem stojącym na brzegu polany. Nikt nie wydawał się zdziwiony jego pojawieniem. Naruto już od jakiegoś czasu wyczuwał śledczego Inuzuka i jego psa, a reszta miała swoje własne sposoby.
- Tak mój młody przyjacielu? – Zapytał się Gai intruza gdy ten zaczynał wygłaszać co zrobi z nowym wynagrodzeniem jakie mu przysługiwało za naukę Naruto.
- Chciałby prosić Maito-sama twój zespół o drobną pomoc.
- Cóż za wspaniały pomysł na młode rozpoczęcie dnia Inuzuka-san.
- To kawałek za wsią.
Nie czekając na nich ruszył w głąb lasu. Oni poszli za nimi.
Junjuriki trzymał się z tyłu z trudem nadążając. Do tego przeklęte korale już dwa razy mu się rozsypały zmuszając do zbierania, a następnie doganiania zespołu. Czy on miał jeszcze płuca? Przestawał je czuć.
Po dwudziestu minutach Naruto był pewny, że płuca zostawił gdzieś na początku, a teraz tracił oczy. Czy on widział mroczki przed oczami? Dobrze, że chociaż czuł swoich towarzyszach niedoli. Tylko oni nie wydawali się zbytnio cierpiący w porównaniu do niego.
Gdy wreszcie wbiegł na miejsce w pobliżu małego wzgórza, runął na ziemię próbując odzyskać dostęp do tlenu i wzroku.
- Ach i Naruto. – Odezwała się spokojnie Tenten, niemal bez zadyszki. – Jak dołączysz do nas rano, to nie przecholuj na początku, bo będzie tylko gorzej.
Dojście do siebie zajęło mu parę chwil.
Jak już był wstanie absorbować sytuację spostrzegł małe wejście do kopalni które zostało zawalone lawiną błotną ze wzgórza. Próbował sobie przypomnieć czy ostatnio padało, ale nie zwracał na to zbytniej uwagi. Może jednak powinien zacząć?
Gai sensei rozmawiał ze śledczym, a Neji i Lee ogarniali ziemię by się dostać do środka. Tenten tym czasem przynosiła drewno szykując się do montowania czegoś.
- Naruto-kun. – Odezwał się Gai. – Inuzuka-san chciał się o coś zapytać, prawda? – Mężczyzna spojrzał na niego, a on stopniowo uspokajając oddech usiadł po turecku. Czyli to od początku chodziło o niego, a nie o najbliższy zespół?
- Uzumaki-san, czy jest tam ktoś jeszcze przy, życiu?
Naruto zamarł. Szczwany lis, albo raczej kundel. Wyniuchał coś na przesłuchaniu i teraz badał możliwości. Tylko, że Naruto nie mógł pozostać obojętny. Jeśli ktoś żył, to mogli sprowadzić użytkownika Doton by pomógł. Lawina musiała spaść co najmniej dwa dni temu sądząc po obeschniętej ziemi. Jeśli nic nie powie, założą, że wszyscy nie żyją.
Westchnął i spojrzał na kopalnie. Neji posłał mu aprobujące spojrzenie, a Tenten zdziwione. Lee… Lee patrzył na niego jakby dostał objawienia.
Skupił się.
- Coś tam jest żywego, ale nie wiem co. Może być zwierze, albo bardzo ranny człowiek. – Orzekł, nie patrząc na nikogo w szczególności.
Wtedy Inuzuka zrobił coś co go wyprowadziło z równowagi.
- Doton Realese!
Z nagle utworzonego tunelu wybiegł pies. Pobiegł do właściciela.
- To nie było bardzo młode. – Skomentował nowy sensei Naruto. – Ale bardzo sprytne.
- Dziękuję Miato-sama. Odezwę się jeszcze kiedyś Uzumaki. Żegnajcie i wybaczcie przerwę w treningu.
I już go nie było. Naruto zaś gotował się dopóki nie usłyszał śmiechu przyjaciela.
Wyrolowano go.
Sam też się roześmiał. Może śledczy nie powie nikomu. Oni też raczej nie będą. W końcu jego sensei i tak powinien to wiedzieć prawda?
- No dobrze. – Przerwał w końcu władczo nauczyciel. – Dzień jest jeszcze młody, a Naruto-kun będzie musiał jeszcze dołączyć do swojej drużyny na misjach. Więc rozpalmy nasze płomienie młodości!
- Ekstremalne! - Dodał zaraz Lee. Chyba zaadoptował propozycję Junjuriki.
- TenTen-chan. Sprawdzimy teraz refleks nowego kolegi.
- Oczywiście sensei. - uśmiechnęła się dziewczyna słodko i niewinnie wyjmując nie wiadomo skąd kilka zwoi.
Lee był trochę zawiedziony, ale wraz z Neji zaczął trenować indywidualnie. W tej drużynie nie było opcji by ktoś siedział bezczynnie.
Nim zdążył coś powiedzieć w jego kierunku poszybował kunai a potem następne. Wzywanie klonów byłoby tylko marnowaniem czasu, więc zaczął im uskakiwać. Te jednak się nie kończyły!
Zrobił obrót starając się stanąć bokiem do przeciwnika. Niezbyt rozsądne, ale musiał zrobić się mniejszym celem. Nie na wiele się to zdało, gdy nagle obok niego przeleciał zwój, który rozłożył się z drugiej strony. Przez chmurę metalu, która wcale nie składała się z samych kunai i shuriken, dostrzegł uśmiech dziewczyny. To miało się źle skończyć.
Ledwie skończył tą myśl, jak z upadłego za nim zwoju także zaczęły lecieć na niego ostrza. Zdesperowany zaczął na przemian skakać i upadać starając się znaleźć w miejscu gdzie było najmniejsze nasilenie, ale tego było za wiele.
Naruto nie widział znaku Gai odwołania ataku, nie wiedział, ile jeszcze broni zostało koleżance. Nagle jeden kunai odbił się od jednego z jego korali niebezpiecznie blisko gardła. Wyciągnął dłoń i trzy łańcuszki czakry wraz z koralami wyleciały na odległość ręki od jego ciała i zaczęły poruszać się wokół niego powoli odbijając część broni.
Na szczęście nagle salwa się zaraz skończyła i Naruto ponownie dzisiaj upadł na ziemię zmęczony. Tym razem był bardziej wycieńczony emocjonalnie, ale wciąż serce czuł w gardle.
- To było bardzo interesujące Naruto-kun. – Odezwał się nauczyciel. – Tenten jest bardzo silną kunoichi więc masz powód do dumy, że tak długo trwałeś. Te korale były też bardzo ciekawe. Jeśli się nie mylę, to użyłeś ich po raz pierwszy.
- Tak sensei. – Wyszeptał z niedowierzaniem patrząc na ziemię wokół siebie. To miejsce dla fakira! Skoro o tym mowa, podniósł się i sprawdził, czy w miejscach stykających się z ziemią miał jakieś ubytki w ubraniu i ciele. Nawet jeśli nie był księżniczką na ziarnku grochu, nie leżało się dobrze na trzech koralach.
Ze względów ekonomicznych bardziej martwił się o ubranie.
- To przypominało mi o Kaiten. – Odezwał się Neji.
- Absolutna obrona? – Zapytał Gai. – Nie ma nic absolutnego Neji-kun. Podobieństwo pewne jest, ale na dzisiaj pozostawia wiele dziur.
- Tak sensei. – Zgodził się.
- A to oznacza więcej treningu z Tenten!
- Tak! – Wykrzyknęła szczęśliwie dziewczyna. – Wreszcie mam przyzwoity ruchomy cel!
Naruto zmarniał.
Neji jednak zaabsorbowany był oczami Naruto. Coś w nich mignęło. Spojrzał na Gai sensei zastanowił się czy on też to widział. Trudno było jednak powiedzieć, maska mężczyzny była lepsza nawet niż nosiciela dziewięciu ogoniastego.
- I jeszcze coś. – Odezwał się mężczyzna. Neji spojrzał na niego wyczekująco zaabsorbowany powagą w głosie. Czy powie co widzieli? Czy zdradzi im co…
- Powinieneś Naruto-kun teraz nosić to!
Neji z przerażeniem patrzył na wyciągnięte do niego zielone szkaradztwo. Wiedział, że chłopak przyjmie każdy prezent. Modlił się by ten jednak był nawet dla niego za bardzo ekstremalny.
- Eeee, ja… Ja musze pozostać sensei wierny pomarańczy. Gdyby był w takim kolorze to na pewno nie omieszkałbym… ale…
- Hmm. – Zastanawiał się Gai, chowając swój dar. – Może uda się go przefarbować. Zgroza w oczach trzech jego uczniów była darem dla ego każdego sensei.


***


Po tym wstrząsającym poranku jak dotarł do miejsca zebrania drużyny siedem, czuł, ze może odetchnąć. Tu przynajmniej wiedział co go czeka.
- Spóźniłeś się Naruto! – Krzyknęła dziewczyna. Naruto zmierzył ją wzrokiem i westchnął ze znużeniem. Przy Tenten Sakura była jak dziecko w sklepie z zabawkami. Zero wiedzy o życiu, bezsilna i niekompetentna. Jakim cudem zdała?!
- Jestem wzruszony twoją spostrzegawczością Sakura-chan. Na szczęście sensei tez się spóźnia. – Czuł na sobie wzrok Uchiha i wiedział,. Ze jego słowa zdradzają więcej o nim niż chciałby, a może to jego poobdzierane ubranie.
- Niechluj i baka. – Mruknęła obrażona dziewczyna.
- Dzień dobry! – Pojawił się Hakate wraz z ojcem. Ostatnio go nie było i Naruto zastanawiał się czy nie odszedł na dobre. Widocznie jednak nie.
- Spóźniłeś się! – Krzyknęła ponownie Sakura.
Spóźnienie? Polecił im tu przyjść o ósmej, sam przyszedł o dziesiątej. Trening u Gai sensei zaczynał się o piątej i tak wszyscy przychodzili wcześniej! To nie było spóźnienie. To była malwersacja czasowa.
- Zgubiłem się w myślach idąc za wschodzącym słońce.
Naruto spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Mieszkasz na zachodzie Taichou. My jesteśmy na wschodzie teraz, więc chyba błądziłeś w jakiejś knajpie!
Kakashi się zupełnie nie zmieszał. Nie zwrócił też uwagi na nowy zwrot Naruto. I on był w ANBU?!
- Wcale nie błądził, po prostu wstał późno. – Odezwał się ojciec jego dowódcy nie poprawiając mu humoru. Posłał mężczyźnie wściekłe spojrzenie.
- Ty mnie widzisz.
Naruto prychnął jedynie i zignorował zaczepki całą drogę do wieży.
- Ah drużyna 7! Po misję jak rozumiem. – Przywitał ich Gemma. Hokage tylko machnął dłonią starając się nabić fajkę. Było to trudne, bo rączki miał krótkie, w stosunku do używanej dzisiaj ceremonialnej fajki. Naruto zainteresowałby się co stary dzisiaj zamierzał uczcić, gdyby nie pilniejsze myśli. Czy Inuzuka powiedział mu o jego zdolnościach? W brew pozorom nie musiał. Mimo, że to wieś wojskowa, każdy miał prawo do małych tajemnic, jeśli nie wpływały na to na bezpieczeństwo ich. Obserwował pilnie starca, ale ten nie dawał nic po sobie poznać. W dodatku jego uwagę rozpraszał Sakum próbując a to go łaskotać, albo zasłaniać widok.
Niech tylko się trafi okazja, a się go pozbędzie.
- Och mam! – Zawołał Genma. – Specjalnie dla ciebie Naruto zostawiłem najlepsze. – Shinobi posłał mu uśmiech. Był szczery!
Chyba. Z Shinobi nigdy nic nie wiadomo.
- I co to jest Genma-san? – Zapytała dziewczyna płaczliwie zapewne licząc na jakąś złośliwość dla swojego kolegi. Nie ma to jak wiara towarzyszy broni.
- Zbieranie pomarańczy!
- Tak! – Krzyknął zadowolony Naruto i spojrzał na mężczyznę z wdzięcznością w oczach.
- Zero żarłocznych bestii i niepoprawnych bachorów. Żadnych stetryczałych drani zmuszających biedne dzieci do robienia im zakupów oraz oszalałych matek szukających ich napalonych nastoletnich dzieci! – Cieszył się jak dziecko ignorując urażone spojrzenie Hokage na uwagę o stetryczałych osobnikach.
- Wszystko dla mojego przyszłego wspólnika. A propos musimy później porozmawiać…
Naruto zamarł i spojrzał na niego ostrożnie. Uśmiechnął się i podrapał po głowie. Obraz czystej niewinności.
- Oczywiście Genma sensei. Teraz to nie mam za bardzo kapitału, ale jak tylko trochę odłożę, to nieomylnie u ciebie się stawię!
- Chwała pieniądza! – Usłyszał za sobą.
- Chwała… - Wymamrotał uciekając wraz ze swoją drużyną. Na szczęście nie groziło mu zbyt szybkie zgromadzenie jakichkolwiek funduszy.
Rozmyślał całą drogę do małego sadu i zastanawiał nad różnicą w tempie pomiędzy drużyną Hakate i Gai sensei.
Z jednej strony cieszył się z relaksu, a drugiej zaczynał nudzić.
Gdy w końcu dotarli do sadu, ogrodnik praktycznie rzucił w nich pojemnikami.
- Do zachodu macie skończyć! – Warczał. Pewnie szli za długo. Nie ważne. Złapał pojemnik i ruszył pomiędzy drzewa. Ominął z daleka, to na którym wisiało widmo jakiejś kobiety. Gdyby jeszcze chociaż udawało trupa, ale ona wykrzywiała twarz w różne miny, zazwyczaj wysyłając pocałunki do niego i dyndała nogami. Wreszcie kobieta, która dla niego zignorowała Uchiha i Hakate. Szkoda, że martwa.
Spojrzał na drzewo przy którym się zatrzymał. Mógł się wspinać. Mógł mniej więcej chodzić po drzewie za pomocą czakry, ale czemu nie skorzystać z tego trochę?
Skupił się na jednym z łańcuchów i go rozszerzył, tym razem bez machania dłońmi. Następnie zaczął zbijać nimi pomarańcze.
Kilka razy uszkodził drzewo, ale po dwóch godzinach obrobił swoje drzewa. Nie zamierzał pomagać innym. Straty w drewnie na szczęście udało się zamaskować. Nie daleko ktoś malował płot i gdy się odwrócił Naruto pożyczył brązową farbę.
- Już Naruto? – Powiedział Hakate znad swojej książki, gdy zaniósł pełne pojemniki.
- Skończyłem swoją część.
- To może pomożesz Sakurze?
- Nie zamierzam. – Powiedział z entuzjazmem i położył się w cieniu.
- Byłaby ci pewnie bardzo wdzięczna.
- Nie mam ochoty.
- Powinieneś wiesz? To twój przyjaciel.
- Wiem, dlatego nie mogę sprawić by poczuła się bezużyteczna, prawda? – Posłał mu najbardziej niewinne spojrzenie doskonale wiedząc, ze mężczyzna badał jego reakcje.


***


Nie będąc porannym ptaszkiem, Naruto z trudem podniósł się z łóżka przed świtem i przygotował się do treningu.
Dołączył do Lee, Neji i Tenten w ich spartańskim treningu… w ich najwymyślniejszych torturach… w ich masochistycznych skłonnościach… w ich samobójczych zapędach?
Gdy nadeszła godzina piąta zwiastująca trening z ich sensei, Naruto miał wrażenie, że zaraz umrze. Był pewny, że jego serce zaraz pęknie, a pot po nim spływający go utopi.
- Dzień dobry moi studenci opętani płomieniami młodości!
- Yosh sensei! Nasze Ekstremalne płomienie już buzują od rana. Dzisiaj do rozgrzewki dołączył Nawet Naruto-kun
Rozgrzewki?
Chłopak miał ochotę się rozpłakać.
- Hejka sensei. Czy dzisiaj też bawię się z Naruto? – Odezwała się niewinnie dziewczyna.
- Och tak. Obawiam się, że dopóki Naruto-kun nie zacznie nadążać za rozgrzewką, nie powinien walczyć na poważnie z chłopcami. Tym razem jednak chcę Tenten-chan byście weszli między drzewa.
- Hai sensei. – Uśmiechnęła się wiedźma ciągnąc biednego Junjuriki między drzewa. Miała przewagę. Dla niego jej bluzka czy spodnie nie różniły się wiele od poszycia lasu – daltonizm robił swoje, ale on był w pomarańczy.
Czy powinien pomyśleć nad zdradą swojego ukochanego koloru?
- A wy chłopcy dzisiaj do jeziora. Będziecie walczyć pod wodą.
Chciał się zapytać czy słuchał piosenki Beatlesów o łodzi podwodnej.
- Hai sensei.
- Pracujecie nad zwiększeniem szybkości, powiększeniem pojemności płuc i płynnością ruchów. Niech wasze płomienie nie zgasną.
Odetchnął spokojnie.
Przecież widział dusze! Co stres potrafił dokonać z człowiekiem?
Skupił się na przeciwniku i ani o sekundę za późno odskoczył. W drzewie obok jego głowy, wbity do połowy był kunai jego koleżanki. Ona nie żartowała!
Unikał jej wskakując na drzewa i tocząc się po ziemi. Dziękował Neji, za nauczenie go chodzenia po drzewach. Wiedział wcześniej, że treningi Gai zawsze były na pełnych obrotach. Mężczyzna nie uznawał półśrodków. Ale wiedzieć a rozumieć, to zupełnie co innego. Teraz gdy doświadczał tego na własnej skórze, nawet nie miał czasu by myśleć o tej dziwnej obecności go obserwującej z oddali.
Jak się okazało ponad godzinę później gdy pomagał Tenten przebierać broń, obecność okazała się klonem ich sensei.
Podał im kilka kunai i zniknął w chmurze dymu.
- Ach, widzę, że już skończyliście? Chłopcy jeszcze jakiś czas będą palić swoje płomienie młodości. Tenten-chan. – Zwrócił się do dziewczyny. – Celność masz doskonałą, ale siła Twoich ataków wymaga pracy.
Naruto z trudem wyciągnął kunai z drzewa i aż wzdrygnął się na myśl o mocniejszym ataku.
- Dla mnie wystarczy mruknął Naruto.
- Przeciw tobie Naruto-kun. – Skarcił go. – Ale co będzie jak Tenten będzie walczyć z kimś w zbroi, albo gorzej, przeciwko jutsu?
- Może niech spróbuje z cięższym kunai? – Naruto uczciwie myślał nad pytaniem. – Albo przeciwnie, lżejszym by nadrobić szybkością.
- Bardzo dobry pomysł Naruto-kun. Myślę, że powinnaś spróbować obu opcji Tente-chan. Nie za dużo lżejszym, bo jeśli nie będzie stawiał oporowi powietrzu, to też zwolni. Widziałem też, że zaczęłaś próbować zmieniać trajektorię w locie. Jestem bardzo z ciebie dumny. – Dziewczyna się uśmiechnęła gdy Naruto posłał je oczko w ramach gratulacji.
- Dziękuję sensei. Będę pracować nad sobą.
- Bardzo młoda postawa. Nie myśl, że zapomniałem o tobie Naru-kun. Twoja szybkość będzie teraz wzrastać. Dobrze sobie radzisz po drzewach jeśli się nie zatrzymujesz. Obawiam się, że to jednak za mało. Jak rano biegacie wokół Konohy spróbuj robić to po murze. Masz na to wystarczająco czakry.
- Tak sensei.
- Rozumiem, że widzisz zarówno żywych jak i umarłych.
- Dusze sensei. – Wymamrotał nie patrząc w oczy.
- Tak długo jak potrzebujesz tego Naruto twój sekret pozostanie z nami bezpieczny. Czy jak zamkniesz oczy też wiesz gdzie są?
- Tak sensei.
- Ale nie widzisz ich w tedy?
- Nie.
W takim razie staraj się wieczorem ćwiczyć kierowanie czakry do oczu. Małymi stróżkami. Na początku najlepiej rób to tylko przy Neji. Poza tym jestem dumny z twoich postępów z koralikami. Musiałeś wczoraj jeszcze ćwiczyć.
- Tak sensei! – Naruto był szczęśliwy na to ciepłe uczucie w sercu. Nie pamiętał kiedy go ktoś naprawdę chwalił. To było miłe.
- A teraz oboje do wody. Dziś mamy misję z drużyną 7 więc możemy udać się na spotkanie razem.
- Tak sensei. – Odpowiedział z entuzjazmem i zaniemówił jak Tenten zaczęła ściągać bluzkę.


***


Jeszcze miał wrażenie, ze się czerwienił. Nie wiedział co było gorsze. Widok Tenten w kostiumie kąpielowym, czy jak go biła gdy znajdowali się pod wodą. Tenten mogła być słabsza od swoich kolegów zorientowanych na taijutsu, ale wciąż miała rok przewagi nad nim. Nie da się pokonać takiej różnicy w kilka dni. Nie jeżeli druga strona była systematyczna i pracowita, a ktoś kto chciał zostać następną Tsunadę, na pewno nie był próżniakiem.
- Witaj mój wieczny rywalu! – Krzyknął Gai sensei na widok Kakshiego. Mieli dołączyć do miejsca zbiórki drużyny siedem i razem iść na misję. Albo jak Naruto podejrzewał, mieli iść na misję po tym jak Kakashi raczy się pojawić.
Gai sensei jednak znał swojego rywala i zamiast na poligon ruszył do małego pubu.
- Gai.
- Nasze drużyny mają razem misję drogi rywalu. Mamy już tutaj nawet Naruto-kun więc chodźmy po twoich młodych uczniów i razem spalmy swoje płomienie młodości w ciężkiej pracy ku przyszłości Konohy.
Ku zdziwieniu Naruto, Hakate będący na szczęście bez towarzystwa upierdliwego ojca ruszył do wyjścia. Wciąż jednak czytał swoją książkę.
A może nie takie dziwne? Co mógł zrobić Gai sensei gdyby się Hakate opierał? Na pewno coś żenującego!
- Spóźniłeś się! – Wydarła się Sakura. – Gai spojrzał na nią z uśmiechem, ale Naruto widział jak jego dusza błysła na ciemniejszy kolor. Haruno Sakura nie pokazała się z przyzwoitej strony. Sądząc po jej wyrazie twarzy wiedziała to też. Nim jednak spróbowała coś z tym zrobić Lee klęczał przed nią wyrażając dozgonną miłość i oddanie.
Blondyn omal nie dostał udaru wyobrażając sobie ich na polu kwiatów w romantycznym otoczeniu ubranych odpowiednio w spandeks zielony i różowy.
Przeszły go dreszcze, a sądząc po łzach w oczu Tenten, ona podzielała jego wizję.
Neji patrzył na dziewczynę jak na karalucha. Jego przyjaciel nie miał dużej wyobraźni, za co w tym wypadku powinien być wdzięczny. Miał za to duży uraz do tego jak Sakura traktowała jego przyjaciela. To miał być ciężki dzień dla dziewczyny.
- Spar…- Nim jednak Uchiha zakończył szykowanie swojego życiowego upokorzenia prosząc o sparing z drużyną Gai sensei, Hakate wybrał przyspieszyć podróż do miejsca docelowego.
A więc może pomarańczowy spandeks miałby jednak pewne zalety? Na przykład mobilizowałby do działania!
- No dobrze moi młodzi studenci! Kto ułoży więcej książek i zwojów? – Zwrócił się do Kakashiego. – Jeżeli moja drużyna przegra z twoją zrobię tysiąc okrążeń wokół Konohy!
- Yosh! My też Naruto-kun! Jeżeli przegram to zrobię tysiąc.. – przerwał w związku z łokciem Tenten w swoim brzuchu ale zaraz podjął dziennie wątek. – pięćset okrążeń wokół Konohy.
Tysiąc?! Pięćset?!
Zorientował się, że Lee czekał na reakcję.
- Mierzmy siły na zamiary. Jak przegram zrobię dwa okrążenia.
- Dobra robota Naruto-kun. – W plecy uderzyła go z rozmachem dłoń jego sensei pozbawiając na moment tlenu. Na szczęście nie uderzył głową w regał naprzeciwko, ale zapewne jedynie w wyniku szybkiej reakcji i pchnięciu czakry do stup. Ćwiczenia z Tenten, bardziej niż na refleks działały na czujność. – Jeśli wiec Naruto-kun przegra będę mu towarzyszył podczas jego dwudziestu okrążeń wokół Konohy!
Dwudziestu?
Powiedział dwóch, prawda?
Zadławił się i spojrzał na swoich przyjaciół. Z Lee zrezygnował sądząc po entuzjazmie w oczach i ofertach sprowadzających się do karania swojej osoby za zwycięstwo tak samo jak i przegraną. Jednak oczy Tenten i Neji nie chciały się nim spotkać. Zdrajcy!
Nie miał wyjścia musiał coś z tym zrobić!
Rzucił się do jednego regałów i zaczął porządkować alfabetycznie książki. Szybko jednak jego miłość do czytania wyszła na powierzchnie i zaczęło mu się zbierać na łzy odcyfrowując tytuły. On chciał do domu! Do łóżeczka!
Albo w coś uderzyć.
- Widzę, ze zbiera ci się na samobójstwo.
Spojrzał z wyrzutem na przyjaciela, który próbował się do niego zakraść.
- Nie masz litości, co?
- Zupełnie. Też to przechodziłem Naruto. Co masz?
Blondyn podał mu książkę filozoficzną. Jedyną ciekawą w niej rzeczą to było foremne lustro przymocowane do okładki.
- Próbowałem skierować czakrę do oczu. Sensei chciał bym spróbował wzmocnić tak swoje zdolności.
- Hmmm. Jeszcze kiedyś cię przekonam do nazywania tego darem. Już i tak mamy poprawę. Jeszcze niedawno nazwałbyś to przekleństwem.
- Taa. Oduczyłem się jednak gdy jakiś drań zamykał mi za karę tenketsu.
- Pomagałem ci się zaakceptować. Samoakceptacja jest podstawą…
- To raczej zastraszenie.
- No dobra spróbuj.
Naruto westchnął i wziął książkę. Zaczął wyobrażać sobie swoje ścieżki czakry i starał się je wypełnić energią pchając ją do oczu. Dopiero gdy usłyszał wdech przyjaciela, tak naprawdę przyjął się sobie w lustrze.
Oczy były dalej błękitne jak bezchmurne niebo, ale tuż wokół źrenicy pojawił się delikatny krąg.
- Słuchajcie co mam! – Podbiegła do nich Tenten z książką. Zatrzymała się nagle i przyjrzała oczom Naruto. – Co masz w oczach?
Chłopak pozwolił odpłynąć czakrze i westchnął. Przez chwilę miał wrażenie jakby patrzył na świat poprzez ducha, albo za pomocą ducha? Ciężko mu było to określić.
- Siema Tenten! Nie mam pojęcia.
- Ja też nie. – Odpowiedział Neji z namysłem.
- A co ty masz?
- Mam książkę o wyznawcach Jashin!
- I? – Zdziwił się Naruto.
- To religia wyznawców śmierci.
Ramiona Naruto opadły, ale wziął posłusznie na szczęście cienką książkę i usiadł po turecku starając się czytać ją.
- To cywilna biblioteka. Nie będzie tu nic o dojutsu.
- Już ja wiem o waszych klanach Neji. Pewnie wasze biblioteki są pełne pism o sobie.
Naruto spojrzał w górę na czas by ujrzeć lekki rumieniec u przyjaciela. Dobrze mu tak.
Skupił się na książce i szybko tego pożałował. Stanowiło to bardziej modlitewnik i szybko dochodził do wniosku, że nie chciał by spotkać nikogo z tego kościoła.
- Historia Neji. Przeglądajmy kroniki.
- Dobrze. Szukaj wszelkich dojutsu i widzenia dusz.
Naruto zaczął przeglądać symbole religijne starając się je sumiennie zapamiętać. Jego nowym celem było znalezienie czegoś przeciwko ich działaniom i upewnienie się że pozna wyznawcę nim ten zacznie jakieś swoje praktyki na jego ciele.
- Tu jest coś o Uzumakich. Coś o kontrakcie ze śmiercią.
- CO?
- Nic wielkiego Neji. Tylko krytyka i kilka zabobonnych cywilnych uwag.
- Szlak.
- Ta. Czy wiesz, że ponoć Uzumaki była żoną mędrca?
- Wiem!
Gdy właśnie Naruto doszedł do fragmentu najważniejszego, czyli jak niewierni niszczyli ich praktyki Neji usiadł z Tenten obok niego i kazał mu się skupić na nim.
- To Rinnegan. Ojciec wszystkich dojutsu, przynajmniej na pewno sharingan.
- Hmmm. - Mruknął Naruto. – I jak on wyglądał?
- Kręgi wokół źrenicy.
- Ja mam jeden.
- Może to wersja przed pełnym przebudzeniem?
- Wiersz. – Przerwała im Tenten.
- Wiersz? – zapytali jednocześnie.
- W śród wierszy z czasów jeszcze z przed założenia wsi i gdy kształtowały się klany. Ponoć szalały straszne wojny i używano niewyobrażalnych sił. Zachowało się też kilka poematów. Jeden brzmiał:

Sześć kręgów na oku miał,
I sześć ścieżek w dłoni dzierżał.
Miał moc wielkiego wojownika,
O pokój walczył i… dalej nie ma.

- Kiepski wierszyk. – Skomentował szczerze Naruto.
- To pewnie tłumaczenie Naru-chan. – Odgryzła się dziewczyna. – W dodatku fragment.
- Też czytałem gdzieś o ścieżkach. Tylko co to jest? – Odezwał się przyjaciel.
- Może zdolności? – Naruto poczuł na sobie ich niedowierzające spojrzenia.
- Zdolności?
- Pewnie. Byakugan ma coś w rodzaju kręgu. Daje powszechne widzenie. To jest więcej niż oczy. To cała filozofia. Od jakiegoś czasu krąg w twoich oczach stał się wyraźniejszy.
- Ale to by była jedna ścieżka.
- Tak. Teraz weźmy sharingan.
- Mieli jeden krąg i trzy łzy. Zdolności mieli więcej niż jedną.
- Czy naprawdę? Widziałem kiedyś jak jeden z nich używał sharingan, chociaż tylko przez chwilę. Ich zdolność to widzieć bez względu na tempo. Normalny zakres w porównaniu do Hyuga, ale nie tylko widzi ale i do pewnego stopnia rozumieli.
- A kopiowanie? – Wtrąciła Tenten. – Z tego byli najbardziej znani. I genjutsu.
- To może być skutek widzenia z taką precyzją. Wiesz to jak ścieżka. Zaczynać od czegoś podstawowego, a potem idziesz dalej, a na końcu drogi to sprawia wrażenie jakby był inny kraj niż na wejściu.
- Sześć ścieżek znaczyłoby, że miał sześć sił! – Powiedział podniecony tematem Neji.
- A więc panował nad wszystkimi żywiołami. To mówili nawet w akademii.
- Mógł mieć ścieżkę do każdego żywiołu, albo jedną na wszystkie. – Skomentował blondyn.
- Czy mogła bym zrobić ścieżkę ze swoich umiejętności? – Naruto właśnie odkrył, że próbują z niego zrobić wyrocznie. A co on, prorok? Zadrżał na myśl o trzymanej właśnie książce. Osobiście nie chciałby spotkać żadnego proroka.
- Nie sądzę. Twoje zdolności są z zewnątrz. Wiesz, ciężka praca, mięsień, praktyka itp. To może być pierwszy krok, ale nie jestem pewny. Jeśli tak i ta teoria ma rację bytu to musisz znaleźć coś od środka. Coś co połączy twoją zdolność z duszą lub z twoją czakrą? Naprawdę zgaduję!
- Czy pierwszy krąg chowa się w źrenicy? – Zastanawiał się Neji.
Junjuriki patrzył na niego z niedowierzaniem. Oni w te gdybania wierzyli.
Miał właśnie powiedzieć coś gdy dyskusję przerwał okrzyk.
Cała trójka skoczyła i podbiegła do regału gdzie leżały teraz porozrzucane książki oraz przewrócona drabina. Lee skakał na jednej nodze druga trzymając przed sobą. Naruto na sama myśl rozbolały uda.
- Chyba skręciłem. – Posłał im uśmiech.
Sakura, która zamierzała chyba zwyciężyć nieoficjalny wyścig, wysługując się krzaczastymi brwiami, gotowała się z wściekłości.
Rozsądna część tego zgrupowania, jak ochrzciła niewypał będący misją, TenTen, ruszyła coś zjeść. Niestety dla Naruto padło na dango.
Gdy czekali na jedzenie blondyn próbował ćwiczyć puszczanie czakry do oczu. Miał wrażenie, że otwiera zawór z wodą. Otoczenie robiło się cichsze i jakieś niematerialne. Ludzie i zwierzęta zaczynali być jaśniejsi. Koledzy uważali, że nic się nie zmienia, ale przechodzący ze swoimi partnerami Inuzuka wyciągali rękę by uspokoić zaniepokojone psy.
- Po jedzeniu musimy z TenTen iść do wierzy. – Zaczął Neji. – Sensei będzie chciał wziąć jeszcze jakąś misje. Może coś poza wsią chociaż na kilka dni.
- Mam nadzieję, przydałoby się rozciągnąć nogi. – Zgodziła się TenTen.
- Jak to nie ma śliwkowego dango?! – Rozproszył Naruto okrzyk przy sąsiednim stoliku. Dziwna kobieta w za krótkiej spódnicy wymachiwała rękoma jakby straciła równowagę. – Ale to moje dango! Jak ktoś mógł je zamówić?! Jak ktoś śmiał wybrać ostatnie moje skarby?!
Blondyn i Tenten spojrzeli jednomyślnie na podane im śliwkowe dango. Neji wybrał klasyczne.
Zerknęli na kobietę, teraz liżącą ludziom dania znajdujące się w ich talerzach. Przemieszczała się między stolikami w tempie błyskawicy.
Dlatego, gdy u ich boku tylko się pojawiła, zadziałał instynkt samozachowawczy.
Naruto i Tenten już nie było.

- Dużo masz jeszcze amunicji?! – Krzyknął chłopak klucząc pomiędzy alejkami. Gdy uciekało się przed Jounin nie opłacało się rozdzielać. Klony shinobi zupełnie wystarczały by zrobić pasztet z dwóch genin. We dwójkę mogli jeszcze sobie jakoś pomóc.
- Kilka zwoi. Nie uzupełniłam wszystkiego po treningu.
Nie marnował powietrza na przekleństwo i odskoczył przed kolejnym atakującym z za rogu wężem. Ten jednak zamiast pozostać gdzie się czołgał, dołączył do pościgu.
Tym razem nie czekając na zbawienie złapał TenTen za rękę i pociągnął w stronę prania. Nie sekundę za wcześnie, jak w miejscu gdzie biegli opadł kolejny gad.
- One skaczą?! – Nie mógł się nadziwić.
- To wezwania!
Wpadli pomiędzy świeżo rozwieszoną pościel i spróbowali zaplątać w nią węże.
Nie udało się, za to sami zwolnili.
Jak wiele zwierząt, węże były słabo widoczne dla Naruto, chociaż jak się na d tym przez sekundę zastanowił, to te wezwania były odrobinę wyraźniejsze, tak jak i psy Inuzuka.
Westchnął widząc przed nimi ścianę, a na rynnie okręconego gada. Zdesperowany nie wiele myśląc pochwycił koral z szyi i cisnął nim w stworzenie. Zniknął w chmurze dymu.
A on musiał się nagimnastykować by go wyjąć z metalowej rynny w której utknął. W tym czasie zirytowana TenTen musiała pozbyć się jeszcze trzech.
- Złodziejskie kreatury! Porywacze majestatycznego dango!
Nie musieli patrzeć na siebie by wiedzieć, że musieli się sprężać. Wspięli się na ścianę i skoczyli na kolejną. Starali się przedrzeć w pobliże wierzy Hokage. Może tam by ktoś ich uratował? Gdy Naruto ujrzał następnego węża Skupił się na złotym łańcuszku na szyi. Jeden z korali odsunął się na oddzielnej nici i poszybował w węża. Był to powolny ruch, ale gad był tak zafascynowany, że za późno odskoczył. Nie mógł się skupić na pociągnięciu łańcucha do siebie więc gładko wykonał najłatwiejsze dla niego jutsu. Kawarimi.
- Podnieś.
Nie musiał się oglądać by wiedzieć, ze TenTen wzięła koral. To się nazywała praca zespołowa Hakate!
Kątem oka patrzył jak TenTen rzuca koralem kolejnego węża zbliżając się tym samym do niego.
Kolejne Kawarimi. Tym razem zdążył odetchnąć i przy kolejnym żucie przez koral zabłysła złota nić, a ten wrócił do chłopaka.
Nie wiedzieli ile tak biegli gimnastykując się, ale odetchnął z ulga jak pojawił się Neji i złapał ich oboje.
Naruto nie miał nawet siły mrugnąć jak został szybko z TenTen poprowadzeni do bezpieczeństwa wierzy Hokage.
- Musimy iść po misję. – Mówił Hyuga.
- Ja na razie z wami zostanę. – Wyszeptał Junjiuriki i ruszył za nimi. Zwykle jego głowa by kręciła się w kółko wyszukując wroga. Dziś nie miał siły ruszyć nawet głową. Skupił czakrę, której miał jeszcze sporo, do oczu i śledził ruch maniaczki dango i jej pełzającej armii.
- Drużyna dziewięć, pełna młodości przybyła odebrać misje Hokage sama.
- Witaj Gai san, Neji-kun, TenTen chan i …. Naru chan? – O! Teraz, to już nie mieli mu dać spokoju. Czuł praktycznie uśmiech TenTen.
- Ja tu jestem w formie kibica. – Powiedział kątem oka śledząc przez wielkie okno najbliższy dach. Był na nim wąż. – Takie moralne wsparcie towarzyszy niedoli.
- Musze przyznać, że mieliśmy niemłody wypadek Hokage sama. – Odezwał się ich sensei. Nim zdążył jednak kontynuować do pokoju wpadł Rock Lee z nogą i głową w pełni obandażowaną.
- Hokage sama! Sensei! Muszę się rekonwalescencjować! Ale jakem twój uczeń odrobię to i gdy wyzdrowieję zrobię sto okrążeń wokół Konohy, nie dwieście… nie! Pięćset…
- Weście Naruto. – Uciął Hokage.


***


Kakashi patrzył zdziwiony na notatkę o zielonym straszydle z drużyny Gai, że Naruto zabrali ze sobą, a Lee miał im towarzyszyć do tego czasu.
Dlaczego nie wzięli Sasuke? Z drugiej strony miał nadzieję, że Gai wbije nieco rozumu do jego pomarańczowego ucznia. Albo chociaż nie zarazi swoim zmysłem mody.
Wzruszył ramionami i poszedł się umyć. Już miał zacząć się myć gdy zobaczył małego węża za swoim ulubionym szamponem.
Wściekły na koleżankę i jednocześnie zadowolony, ze nie zdjął jeszcze maski, użył wszystkiego co miał pod ręką do pozbycia się intruza.
- Chidori!
- Och Kashi chan… - Miał wrażenie, że usłyszał wzrok zaczął się mu rozmazywać.
Nie powinno się używać uwolnienia błyskawicy w otoczeniu wody. Lepiej już wykąpać się tosterem.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 5/15

Postprzez Tristan » 06 kwi 2016, 18:29

Nowy rozdział.
Zapomniałam dodać więc jestem trochę do przodu z pisaniem.
Wciąż jednak liczę na jakieś uwagi. Może drobna zachęta? nie mam wymagań do wielostronicowych komentarzy. Wystarczy kilka słów. Nawet jedna mała linijeczka. Nawet ze dwa słowa.
Byłoby mi przyjemniej.
Rozdział ten mi zajął najdłużej. Napisałam już nawet kolejne dwa gdy zabrałam się za próbę napisania go. ostatnio w końcu skończyłam, ale mam wrażenie, ze tak naprawdę popłynęłam dopiero na końcu. niestety jednak był konieczny.
Oczywiście, bez niego nie mogłam też wklejać dalej.



Rozdział 5

Poranek dla drużyny siedem był pełen niespodzianek i wstrząsów.
- Co to na Madarę jest?! – Widok wstrząsnął ostatniego nie zdradzieckiego Uchiha. Sakura po raz pierwszy w życiu pozostała niema.
Ku nim zmierzał oparty na kulach Rock Lee. Sasuke już od poprzedniego dnia źle wspominał dziwną drużynę. Rock Lee poruszał się od niego szybciej, a był wyraźnie jeszcze głupszy niż Dobe. Pozostała dwójka go ignorowała zupełnie nie zainteresowana nim. Byłaby to wbrew pozorom przyjemna odmiana gdyby nie skupiali się wokół blondyna. Nie był zazdrosny, wmawiał sobie, był tylko zaniepokojony tym odejściem od schematu. Chciał strasznie sprawdzić się z cudem Hyuga, ale wyznania miłosne jego grubobrwistego kolegi przerwały im. Nierozstrzygnięta sytuacja ciążyła według niego im znacznie psując atmosferę. Nie wiedział, że Neji nawet nie zwrócił na niego uwagi.
Teraz widział czarnowłosą poczwarę z żółtym tupecikiem na środku głowy i w kombinezonie przefarbowanym na pomarańczowo.
- Nie martwcie się moi mali przyjaciele! Godnie zastąpię Naruto kun! Wierzcie mi.
- Naruto mówi ciszej. – Skrytykowała Sakura. Chłopak szybko przeszedł na szept, który wciąż było słychać nawet na okolicznych poligonach.
Tak, Sasuke był pewny, że to nie miał być dobry dzień.
Potwierdziło się gdy stali w wierzy Hokage i ich chichoczący sensei wybierał im misję z psami. Nigdy Uchiha Sasuke nie myślał, że do tego dojdzie, ale tęsknił za Naruto.
Nikt nie zwrócił uwagi na dezaprobujące spojrzenie Hokage kierowane na dorosłego shinobi.


***


Naruto rumienił się zawzięcie, gdy przy pokonywaniu rzeki TenTen niosła go przez wodę. Starszy kupiec, który był wraz z wozem przenoszony przez Gai sensei, zaśmiewał się z jego upokorzenia.
- Nic się nie martw Naru chan! – Krzyczał ich dowódca. – Będziemy podróżować wzdłuż rzeki, to będziesz mógł zacząć ćwiczyć.
- Chociaż odpuśćcie mi to chan. – Mruczał gdy schodził z ziemi i starał się ukryć za krótkimi włosami. Może powinien je zapuścić? Neji już coś bredził o długich włosach Uzumaki.
I pewnie umiałby szybko się w nie zaplątać. Nie miał do tego koordynacji.
- Ona cię lubi. – Wyszeptał kupiec klepiąc go po plecach. Roześmiał się gdy Junjuriki posłał mu swoje najwredniejsze spojrzenie.
- Nie zabijamy klientów. – Wyszeptał Neji gdy zakradł się do niego. Uniósł pytająco brew, gdy zobaczył zaskoczony wyraz twarzy przyjaciela.
- Nie martw się o zazdrosnego przyjaciela Naru chan Niektórzy wolą chłopców. To nic złego. Idź za głosem serca!
- Jeszcze nie zabijamy klientów. – Uzupełnił zarumieniony ze wstydu przyjaciel.
- A to takie jutsu! – Oczy koleżanki zaczęły się świecić. – Nic się nie martw Neji kun. Znajdę ci godnego chłopaka!
- To woda. Jakoś mnie rozprasza. – Wyjaśnił Naruto nie czekając aż przyjaciel odzyska głos. W tym momencie wyglądał jakby się dławił powietrzem.
- Słyszałam, że w którejś wierze, do świata umarłych prowadzi rzeka.
- A w naszej kunai. – Uciął z sarkazmem i ruszył pomóc. Neji zdążył już zlustrować okolicę Byakugan, ale wolał sprawdzić swoimi zdolnościami. Widział zbyt wielu martwych Hyuga by tego nie zrobić, a o zbyt wielu słyszał od niego jego przyjaciel, by się obrazić.
Jak się okazało drużyna dziewięć miała przynajmniej cztery warianty rozkładania obozu i stosowała je losowo.
- Jeżeli by się okazało, że ktoś nas śledzi, nie pomorze mu obserwacja nas. – Tłumaczyła TenTen, a on z podziwem pomagał ustawiać jej zasadzki. Nie wiedział, ze sensei miał książkę z widokówkami i zamierzał przez kilka godzin zmuszać ich do wymyślania rodzajów obozów w zależności od trenu oraz sytuacji i przeciwników.
- Używasz swoich zwojów nawet do stawiania pułapek.
- Tak. To dobry trening, a i czasem wpadnę na jakiś pomysł warty zastosowania w walce. Znam mało ale to i tak dużo. Warunkiem na chunina jest znajomość dwóch pieczęci. Jednej magazynowania i jednej wybuchowej. Nawet z tym warunkiem większość kupuje zamiast zrobić samemu. – Spojrzała na niego z góry. – Ja swoje robię sama.
- To niesamowite TenTen. Też znam kilka sztuczek - Znał, ale poza kilkoma drobiazgami nie czuł specjalnej potrzeby uczenia się więcej. Nie był takim potworem jak ci, co uczyli się pieczęci dotąd aż mogli je umieścić na brzuchach niewinnych dzieci. - Jasne lubię się spakować i zrobić własne Tagi wybuchające, ale…to tyle. – I taka była prawda. Dzięki czarnowłosemu duchowi z fryzurą jak u TenTen chan miał dobre podstawy, ale kompletny brak zaangazowania. Pieczecie wymagały precyzji i cierpliwości. On jej nie miał na zbyciu. Większość zużywał na najlepszego przyjaciela, duchy, zespół siedem i ponownie przyjaciela…
- Szkoda. Dobrze by było czasem z kimś porozmawiać o wspólnej pasji.
- Zupełnym laikiem też nie jestem. – Oburzył się i zaczął mocować jeszcze dwa zwoje na pobliskich drzewach. Kończył gdy na nosie usiadła mu waszka. Owad zbłądził z pobliskiej rzeki, a brak równowagi sprawił, że runął w dół.
- No widzę! – Zaśmiała się dziewczyna, a następnie zaczęła wplatać żyłkę w wodzie. To, że duchy przez wodę nie przechodziły, nie oznaczało, że ludzie też tego nie wykorzystają. Szczególnie shinobi z Mizu byli w tym dobrzy.
Wolał myśleć o tym, niż o upokorzeniu. Ta dziewczyna miała zły zwyczaj sprowadzać na niego nieszczęścia.
Skrawkiem świadomości usłyszał reprymendę ich sensei.
- Nie ma znaczenia, że mamy w drużynie ciebie i Naru chan, Neji kun. Takie zabezpieczenia dają dobre odruchy i praktykę. Dopóki nie musimy się spieszyć, nie ma sensu rezygnować z wpajania dobrych odruchów i próby poprawienia świadomości. To bardzo niemłode, że chcesz tego uniknąć. Widzieć nie znaczy rozumieć, a tym bardziej nie oznacza, że twoje płomienie młodości pozwolą ci odpowiednio szybko reagować…
Naruto spojrzał na chichoczacą koleżankę. Uniósł pytająco brew, albo dwie, bo ta z jedną jeszcze mu nie wychodziła. Sztuka dramatyzmu była u niego wciąż w powijakach.
- Tak jest na każdej misji przy obozowaniu.
- Co jak co, ale Neji łatwo się nie poddaje.
- A ty? – Spytała podchwytliwe. – Bo zdaje się, że miałeś poznać podstawy chodzenia po wodzie.
Spojrzenie zbitego psa nie pomogło. Ku jej radości poszedł się pluskać.

***


Zmarznięty blondyn patrzył jak przeklęty owad ponownie do niego podlatuje. Przyfruwał do niego co chwilę jakiś gdy szukał dna rzeki pod pretekstem chodzenia po niej. Teraz nawet nie przeszkadzało mu ognisko.
Zirytowany Jinjuriki wychlipał ostatnie kluski ze swojego błyskawicznego ramen, które, aż dziw, że nie uległo samodestrukcji w wyniku potępiającego spojrzenia jego przyjaciela. Z żalem patrzył na Neji. Gai sensei właśnie skończył maltretowanie ich widokówkami.
- A tu jak byś rozłożył obóz Naru chan?
- Ten kopiec, to nie góra, tylko mrowisko!
- A jak rozłożyłbyś obóz gdybyś był mrówka Naru chan. – Czuł potrzebę kogoś zabicia. To była przesada, prawda?
Sądząc jednak po błyszczących oczach kolegi, jego pokój miał się niedługo zaopatrzyć w widokówki. Pomysł szkolenia Gai sensei był niezły, ale nie idealny. Sądząc po obliczającym spojrzeniu posyłanym w jego drogę, Neji zamierzał dostać się do jego kolekcji map. To nie tak jakby były one dokładne i pełne. W świecie shinobi taka informacja to skarb, więc mapy były odpowiednio przez różne wywiady ukierunkowane lub zredagowane. Zarumienił się. Może nie wszystkie z jego map. Miał kilka narysowanych przez siebie i zdaje się, że kilka przerysowanych lub delikatnie usuniętych z książek fantastycznych. Nie mógł co prawda, aż tak dobrze czytać by się w nie zagłębiać, ale kochał mapy. Były takie piękne.
Tenten oceniała wzrokiem jego zdolności jedzenia ramen. Zignorował to fachowo.
Po co komu maniery!
Błyskawicznie sięgnął po nieprzemakalny płatek materiału. Aż łezka mu się w oku zakręciła na wspomnienie jego zdobycia.
Bieg przy rzece i desperacki warkot dobiegający z brzucha. Z zapałem łapał wiatr e włosy nad wodą. W tym najszerszym miejscu często przypływały małe żaglówki i tratwy na które ładowano drewno lub wypakowywano ryby. Do wczoraj był pewny, że ryby rosły dzięki karmieniu je drewnem i zaskakiwał go pojemności ich żołądków, bo drzewa były przecież ogromne!. Stary duch rybaka jednak wyjaśnił, że to od robaków. Dopiero kilka lat później miał się dowiedzieć, że robaki nie były przechowywane w drewnie, a serwowane na haczyku. Drewno szło na sprzedaż. Wtedy usłyszał kolejny warkot, a raczej grzmot. Ten dochodził z nieba i oznajmiał, że ktoś na gurze będzie lał odę. Miały być też światełka, bo włosy stawały mu dęba.
Oczywiście jakiś okrutny żeglarz zauważył go i szybko próbował pozbyć z doków, Na szczęście Naruto dzielnie się ukrył w stosie materiału. Przecież musieli go schować przed deszczem, więc zabraliby go ze sobą, prawda? A jak miałby szczęście, to może by dali mu też jakąś rybkę?
Okazało się, że nie zabrali. Materiał nie przemakał i wyglądał jak ten z którego robią żagle. Z zemsty, że nie zdobył ryby, z pomocą zębów oddarł duży kawałek nieprzemakalnego płótna.
Obecnie wybrany skrawek materiału był właśnie tym pierwszym z kilku jakie zdobył. Otworzył z niego pieczęć jaką wymalował z pomocą czarwonowłosej wiedźmy. Właśnie na tym nieprzemakalnym skrawku trzymał zestaw zgromadzony na przestrzeni lat w postaci tuszu i kilku pędzli. Robienie pędzli stanowiło odrębną historię i starał się o niej zapomnieć. Zarówno o kopytach, rogach i wszelkich innych źródłach bólu.
Kilkoma sprawnymi ruchami namalował najprostszą wersję na dnie kubka i pochwycił latającego robaka.
- Tada! – podał kubek TenTen.
Dziewczyna z niesmakiem go wzięła i uruchomiła pieczęć. Waszka była martwa.
- Ciekawe co poszło źle?
- Magazynowanie nie jest przeznaczone dla żywych istot. – Wyjaśniła TenTen. – Do tego są wezwania.
- Wezwania sięgają do innej płaszczyzny. – przez chwile myślał o duchach i gdzie mógł je wysłać ostatnio. - Może powinienem skorzystać z Edo Tenisa. Spisałem chyba najważniejsze elementy przywołania. Hmmm… Trzeba tylko przekręcić ze śmierci na żywe i może jakieś powinowactwo owada…
- No to noc stracona. – burknął Neji patrząc jak ta dwójka zaczynała eksperymentować. W głębi duszy jednak się cieszył, że ktoś mógł odwrócić uwagę blondyna od niepowodzenia na wodzie. To w końcu nie jego wina, że miał drania zaburzającego jego czakre we własnym brzuchu. Nie dzielił z Naruto nienawiści do Yondaime, ale też jego podziw dla człowieka nie był tak wielki jak kiedyś. To nie był sprawiedliwy los dla Naruto. Spojrzał z rozrzewnieniem na Naruto i poszedł łapać waszki. Ta dwójka miała wytrzebić gatunek w tym tempie. W końcu żywy organizm różnił się od przedmiotów. Nieco dreszcze go przeszły jak zauważył w szkicach blondyna podobieństwo do tej pieczęci na brzuchu.
Zrobiło się cieplej gdy uczniowie Gai podpalili kilka drzew, zupełnie przypadkiem.


***


Gai zachłystywał się pomysłem jego uczniów pomocy jego młodemu zranionemu obecnie podopiecznemu. TenTen próbowała stworzyć coś co pomoże rozwiewać genjutsu. Byłoby to miłe, bo widział jak nieraz Neji panikował zapewne domyślając się jak w czasie poważnej misji jego kolega mógł łatwo stać się ciężarem. Z przerażeniem odkrył, że Naruto kun nie widział problemów, albo raczej nie widział kolorów. Genjutsu wpływa na różne zmysły, ale nie naśladowało zmysłów ofiary, tylko rzucającego. Łatwo więc chłopcu było wypatrzyć różnice między obrazem niemal czarnobiałym a w kolorze. Miał też dobre zmysły słuchu i powonienia, a te by trenować powinien mu pomóc Kakashi. Biorąc pod uwagę ich historie, nie wiedział jak podejść do problemu. Jego rywal nawet nie zwrócił na niego uwagi, gdy próbował omówić sprawę Naruto kun! Może ten Inuzuka co interesował się blondynem, by mu pomógł?
I do tego zdolności chłopca!
Westchnął i poprawił swój kombinezon. Nie najlepszy strój przypadku poparzeń. Dobrze, ze ni zostawili śladów. Ktokolwiek był właścicielem tej ziemi, lub miał roszczenia do niej, miał teraz handlować węglem.
- Ach ta młodość i jej płomienie.
W tym momencie inni zademonstrowali swoją młodość. Z pomiędzy drzew wyłoniły się strzały.
Za krótkie na łuki, więc byli poza zasięgiem oczu chłopców.
Dobra lekcja, że nie wszystko może rozwiązać jedna umiejętność.


***


Naruto spojrzał z niedowierzaniem na strzałkę wbitą obok stopy. Nim odskoczył był pewny, ze znalazła go Wężowa Wiedźma lub TenTen wznowiła na nim praktykę! Przecież to nie jego wina, że przypaliła sobie włosy, prawda? Byli w kraju ognia, więc to logiczne, że większość stworzeń miała naturę czakry ognia, prawda? Nawet te żyjące nad wodą, czyż nie? Przecież są też źródła termalne!
Oczyścił myśli stając przed klientem. Niestety, w tej grupie to było jego miejsce. Jego łańcuchy z kulami mogły go lepiej chronić. Oczywiście przydałby się tez ktoś z genjutsu i sądząc po przygryzionych wargach koleżanki, ona tez to zrozumiała. Już wiedział na czym dziewczyna skupi się po powrocie.
Po plecach mu przeszły dreszcze jak zrozumiał, że broń dziewczyny mogła stać się niewidzialna.
Sensei osłaniał plecy pozwalając im poznać smak walki i jednocześnie asekurując gdyby powinien się włączyć.


***


Neji zacisnął zęby, gdy w jego stronę poleciały liny. Na szczęście nie należał do tych Hyuga zbyt dumnych by nosić ostrze pod ręką. Szybko przeciął sieć i użył kawarimi by pojawić się przed wrogiem. Dla innego gennin zbliżenie się do drzew byłoby głupotom, ale jego zakres widzenia pozwalał na ocenę czy ktoś krył się w koronie drzew. Uderzył umięśnionego mężczyznę w splot słoneczny. Zablokowanie tenketsu u kogoś takiego byłoby równie marnowaniem czasu jak w walce z Lee.
Ani o sekundę za późno odskoczył w prawo, gdy spadła z korony drzew dziewczyna. Musiała mieć jakiś trening shinobi, bo była zwinna i używała noża niczym kunai. Wzmacniała też ataki czakrą. Nic na wysokim poziomie, więc ocenił na jakiś odpad z którejś akademii. Gdy ją zaatakował wciąż mając na uwadze mężczyznę odnotował, że jednak z Naruto będą musieli przeanalizować kilka roślin. Skok w kolczaste krzewy nie podniósł jego komfortu i gdyby miał czas, to by się zarumienił przez miejsce gdzie uwierał go jakiś kolec.
Kobieta, okazała się mimo wzrostu starsza niż z pozoru wyglądała i zaatakowała zgodnie ze zdobytym doświadczeniem w kierunku największego dyskomfortu wroga. Nie była głupia. Neji odskoczył i czuł jak drugi wróg dochodził do siebie. Jego byakugan wychwycił kolejną strzałkę więc się uchylił. Broń uderzyła w konar obok głowy bandyty. Podskoczył nie dając się podciąć kobiecie i zirytował się. Jeżeli by użył technik klanu do walki z nią, to zostawiłby się odsłonięty dla strzałek. Ciesząc się więc, że nie było w pobliżu Lee, wykonał skok i opierając dłoń na ziemi uderzył stopą w jej twarz doskonale naśladując styl swojego sensei. Nim oboje opadli na ziemie wypuścił z dłoni kunai, który utknął w gardle mężczyzny. Kobietę jedynie ogłuszył i zlustrował walkę. Mógł sobie pozwolić by poczuć mdłości przy swoim pierwszym zabójstwie.


***


Tenten wybrała walkę z osobami na przeciwko. Z prawej wiedziała, że Neji nie dopuści do ataku, zaś Naruto chronił klienta i lewą stronę, gdzie było najmniej przeciwników.
Mężczyzna bezpośrednio ją atakujący był zbudowany bardziej jak shinobi niż typowy mięśniak, ale nie miało znaczenia jak walczył. Zdołał się uchylić przed dwoma kunai, ale nie przed trzecim, który wyeliminował go z walki. Skupiła się na Większym mężczyźnie z mieczem i dyskretnie rozglądała za strzelcem. Nie zamierzała dopuścić by wygrali starcie, a na końcu wystrzelał ich jakiś spryciarz ukryty w krzakach. Była dzielną kunoichi, a nie jakąś marną dziewuchą myśląca tylko o swoim wyglądzie i chłopakach. Chciała zostać kolejną Tsunade.
Z tym zapałem zmniejszyła dystans stając tuż przy wrogu. Bała się, w końcu to była jej pierwsza nie pozorowana walka. Nie zamierzała jednak się poddać. Już poczuła się obrażona tym, ze nie miała genjutsu na ukrycie klienta. Żaden z jej kolegów nie nadawał się do wykonania go, więc powinna była to nadrobić!
Teraz jednak nie było to ważne. Naruto mógł chronić klienta, nawet jeśli go nie był wstanie ukryć. Zamachnęła się krótkim ostrzem wiedząc, że przeciwnik z długim miał problem ją uderzyć z takiej odległości. Była szybsza i, mniejsza i zwinniejsza. Wbrew pozorom, bliżej oznaczało bezpieczniej.
Odskoczyła i uchyliła się przed szablą. Jej ostrze zostało zablokowane sztyletem. Jej przeciwnik był oburęczny.
Zawsze czegoś brakowało, ale wiedziała, że jest lepsza. Zablokowała kolejne uderzenie szablą, ale nie chcą brać na siebie impetu pozwoliła zsunąć się aż do rękojeści. Tam wykorzystała sprytnie wywiniętą rękojeść i obróciła. Jej ćwiczenia pomogły na siłę, ale nawet z czakra nie była wstanie złamać ostrza. Na szczęście poluźnił wróg chwyt i spróbował uderzyć ją sztyletem, który bez trudu zablokowała i nim użył przewagi wzrostu i siły wyskoczyła w powietrze kopiąc go w twarz.
Brak elastyczności w takiej posturze spowodował dźwięk łamiącej się gałęzi. Był to jednak kark mężczyzny. Nim zdarzyła zareagować obok ucha usłyszała gwizd strzałki. Źle trafił. Idąc za trajektorią urządzenia rozwinęła zwój z najgwałtowniejszym wyrzutem i skierowała za pobliską strzałę. Trening z Naruto się opłacił. Słyszała jęki rannego wroga. Nie zamierzała jednak oddalać się od drużyny. Nie wiedzieli czy to koniec przeciwników. Odetchnęła i zamarła przerażona.
W tym momencie TenTen nauczyła się bezwzględności. Nigdy już nie miała dopuścić do takiej sytuacji w której pierwszy przeciwnik się ocknął i przykładał jej ostrze do gardła.


***


- Yosz! Młodzi przyjaciele, zobaczycie, że wesprę wasze ekstremalne duchy młodości!
Sasuke patrzył ze zgrozą jak ranny pajac próbował wziąć swoje psy i Sakury. Ledwo ciągnął swoją trójkę i nawet przez chwile wróciło do niego wspomnienie jasnowłosego kolegi, który miał wszystkie sześć. Przynajmniej nie wyglądały kundle jakby miały uciec w każdym możliwym kierunku. Dobe właściwie nie był taki zły!
- Jesteś taka dzielna Sakura chan! Jak wyzdrowieję, to zrobię sto okrążeń wokół wioski na twoją cześć! – Patrzył jak dziewczyna po raz pierwszy z zapałem wykonywała jej cześć pracy. Zapewne tylko dlatego, że trzy psy trzymały na dystans pełną płomieni młodości żabę.
Zmrużył oczy jak z radości chłopak zaczął skakać do góry nogami na rękach.
- Lee kun miałeś się oszczędzać. – Krytykował Kakashi z bezpiecznej odległości. Bezpiecznej dla uszu.
- Ale nie obciążam swojej zranionej kostki Kakashi san.- Gdy to mówił musiał wziąć smycze z zębów i przenieść do ręki. Z niechętnym podziwem Sasuke obserwował jak skacze na jednej dłoni.
- To miłe.
- I zdjąłem kilka ciężarków Kakashi san!
- Ciężarków? – Wtrącił się ostatni Uchiha.
- Tak Sasuke kun!- Posłał mu kciuka w górę. Albo w dół, zależy od perspektywy. Zamiast się ewentualnie obrażać zmierzył wzrokiem ponownie intruza. Chłopak oprócz śmiesznego stroju był dobrze umięśniony i czy nie zostawiał zbyt głębokich śladów tak sobie kicając niczym zając na uszach?
- Sensei! – Warknął na Kakashi. – Zapewne wiesz gdzie zdobyć takie ciężarki. – Potem prychnął. Hakate i wysiłek. Nawet Naruto patrzył na shinobi z ledwie skrywaną pogardą. – Albo nie ważne. Znajdę sobie sam. – Miał nadzieje, ze w porównaniu do tych na dłoniach Rock Lee, nie wszystkie są produkowane w pomarańczy.
Zamyślony nie zauważył zaniepokojonego spojrzenia nauczyciela. Skupił się na przeklętych kundlach w myślach znajdując sto sposobów na ich eksterminację. Potem rozszerzył to na Kibe, którego też by się chętnie pozbył.
- Ha ha ha…. – Podśpiewywał się Inuzuka Kiba gdy przebiegał obok niego z Akamaru. Przeklęte kundle próbowały pójść za nim.
- Katon no jutsu!
Cala trójka psów patrzyła na lekko czerniawy ogon jednego z nich.
- Jeszcze krok i poznacie nowe znaczenie hotdoga! – Warknął.
- Eeee. Sasuke kun. – Zwrócił uwagę Kakashi. – Jak oddamy je pieczone, to nie dostaniemy zapłaty i w waszych papierach będzie adnotacja o zawiedzionej misji.
Psy odetchnęły z ulgą i spojrzały na niego z błyskiem w oku.
Sasuke nie zrażony warknął nie gorzej od nich.
- To może Akamichi podziękują za materiał na nową potrawę.
Psy kolegów, aż do czasu powrotu szły daleko od wściekłego Uchiha. Jego zaś pytająco piskały gdy chciały udać się skorzystać z toalety w krzaki.
Kakashi zrezygnował z wzywania własnych psów. Nie chciał wiedzieć jak jego nadąsany uczeń mógłby zareagować na Pakun kun. Psychicznie przygotował się jednak na zakupy ciężarków szykując argumentów przeciw zapałowi Sasuke, który na pewno skończyłby się zerwanymi ścięgnami i zdewastowanymi stawami. Smarkacz nie wiedział co to umiar.
I której miał stawić się do Hokage? Spojrzał do swojej cudownej książki szukając luzem kilku notatek. Niestety znalazł dwie z lakonicznym napisem Hokage i godziny. Zdecydował się na jedną z nich. Zamiast się ich pozbyć, ponownie użył ich jako zakładki do ulubionych fragmentów lektury.
Później żałował, ze nie zapisał też daty na tej kartce. Po raz pierwszy dostał pochwałę o bycie za wcześnie. O dzień za wczesnie.
Zignorował też próby prowadzenia psów na rękach Sasuke. Chłopak nie wiedział jakiego potwora budził ze snu rywalizując z miniaturowym Gai.
Nie zamierzał go uświadamiać. Przynajmniej teraz nie będzie cierpiał w samotności.


***


Blondyn obserwował zbliżające się dusze. Nie martwił się o Neji, który miał widzenie prawie wokół własnej osi, ale niepokoiła go TenTen. Nie było to zachowanie seksistowkie gdyż wiedział jak niebezpieczne były kobiety. To nawet nie duchy ich go uświadomiły, ale te które padły ich ofiarom. Podejrzewał, że jego niepokój był spowodowany urazem z akademii. A może od Sakury, która przecież była tak bardzo wychwalana przez nauczycieli. Widać też było słabość Kakashi do niej. Żałosne.
- Nie martw się klient san.
- To Kamizuki Kenjiro młokosie.
- Jasne Ken san. – Skrócił zadowolony, że klient się irytuje. Zirytowany jest lepszy niż wystraszony.
Chłopak nawet nie widział jak Gai sensei uniósł kącik ust z zadowoleniem gdy przejrzał jego intencje.
Wyczuł ruch na obrzeżach widzenia i skupił się na lewej stronie. Jego łańcuchy rozszerzyły się i objęły nie tylko jego, ale i klienta. Ani moment za późno, gdyż jeden zdołał odbić skierowaną na cywila strzałkę. W porównaniu do przyjaciół nie mógł podejść do wroga i tym samym dyktować tempo. Musiał czekać.
Nie trwało to długo, jak jeden z dwóch atakujących podszedł do niego. Ignorował dźwięki walki sensei, który miał pięciu przeciwników. Nic dziwnego, ze próbowali atakować tył ich wycieczki, ale mieli pecha. Mężczyzna jednak się nie spieszył, dając czas uczniom na zdobycie doświadczenia.
Naruto ustawił się dwa kroki od klienta i odciągnął jeden z łańcuchów od niego. Pozostałe zaczęły wić się szybciej stanowiąc jeszcze lepsza obronę wokół samego Kenjiro. Blondyn zaś stanął poza ochroną. Odetchnął i rzucił kunai. Miał najmniejsze możliwości bojowe z grupy i zdawał sobie z tego sprawę. Miał mnóstwo czakry, a jedyne użyteczne jutsu jakie znał było Kawarimi. Jego łańcuchy i korale teraz chroniły klienta. Oddzielony od niego własną zaporą musiał skupić się na walce wręcz. W porównaniu do zamożniejszych przyjaciół jako sierota miał mały zapas narzędzi shinobi. Do dupy było być sierotą. Pytania jeść czy nowy kunai były na porządku dziennym.
- Choć bandyta san. – Mruknął do mężczyzny i z niezadowoleniem patrzył jak sztylety mężczyzny błysły czakrą. Na pewno nie był shinobi, więc ocenił go na jakiś odrzut samurajów. Albo samouka. Wbrew pozorom i takich nie brakowało, inaczej zawód bandyty nie cieszyłby się taką popularnością. Dlaczego mimo to atakowali ludzi chronionych przez shinobi? Bo tych było niewielu w porównaniu do innych ludzi. Wielu ochroniarzy udawało shinobi by odstraszyć bandytów, a wiele drużyn genin łatwo padało łupem zbrodniarzy gdy udało się zaskoczyć ich. Poza wioskami shinobi byli bardziej plotką, czy legendą, oczywistością tylko dla wyższych klas.
Teraz więc Naruto starał się nie okazywać niezadowolenia jak był atakowany przez przeciwnika będącego większym, doświadczonym i według jego oceny też sprawniejszym od niego. Na domiar złego za nim zakradał się kolejny!
Nie po to jednak się szkolił by teraz jakiś śmieć zakończył jego życie.
Skupił się na ostatnim łańcuchu dzieląc swoją uwagę pomiędzy utrzymanie zapory i teraz atak na wroga. Łańcuch śmignął wokół niego i czerwony koral przesunął się wzdłuż niego aż uderzył w jeden sztylet. Lekka iskra mówiła jak wiele miał szczęści, że jego łańcuchy były z czakry, a nie metalu. Dymiłoby mu się z uszu!
Zaatakował lewą ręki zamierzał kopnąć w kostkę mężczyznę.
Ten szczerząc zęby zadowolony łatwo uniknął ciosu oraz kolejnego kunai rzuconego w jego kierunku.
Zmarszczył jednak brwi i ostrożniej zaczął go atakować słysząc za sobą jęk. Kunai nie był dla niego, a dla drugiej osoby się skradającej za nim.
Naruto wiedział, ze go nie zabił, ale ranny wróg, to wciąż niebezpieczny przeciwnik. Przykucnął i zaatakował koralem w podbródek mężczyzny. Gdy on blokował ciężar uderzający z niemałym impetem, który zapewniał ciągły ruch korala na łańcuchu chłopakowi udało się drasnąć go w nogę. Mężczyzna upadł na kolano, gdy zostało przecięte ścięgno alchilesa i nie osłonił się przed zamachem drugiej ręki chłopca. Tym razem atak skierował w szyję. W ostatniej chwili odskoczył gdy martwy przeciwnik opadając został przedziurawiony przez miecz wcześniej ranionego wroga.
- Drań. – Warknął na niecne postępowanie, ale nie śmiał zaatakować w pośpiechu. Na plecach czuł powietrze poruszane przez łańcuchy chroniące Kenjiro. Nie mógł się cofnąć i nie mógł odsłonić klienta. Najgorsze jednak było uczucie. Powietrze zrobiło się ciężkie, a świat zrobił się jeszcze bardziej monochromatyczny. Mimo słońca zrobiło się ciemniej, mimo ciepła, chłodniej, mimo odgłosów toczonej bitwy, zrobiło się ciszej. Śmierć z jego ręki była inna. Miała smak i dźwięk. Czuł jak oddech się mu uspokaja, jak życie wokół niego drgało. Jego myśli zaczęły się oczyszczać. Emocje odpływały i nawet nie zwrócił uwagi na wyraz zaskoczenia przeciwnika. Nie wiedział, ze jego skóra pobladła, a wokół źrenicy zabłysł wyraźny krąg. Gdy zaatakował, jego kunai był chłodny w dotyku i mężczyzna z trudem się poruszał zbyt zajęty dziwną atmosferą wokół dziecka. Nie zwrócił uwagi na łańcuch, który jak wąż prześliznął się pomiędzy jego stopami i jak czerwony koral uniósł się przyśpieszając po złotym łuku z czakry. Nie zrozumiał kiedy został uderzony w tył czaszki.
Naruto patrzył na upadające ciało. Na szczęście ta śmierć była jedynie niczym uderzenie w gong, ale bez dźwięku. Raczej niczym drganie lub fale na wodzie po kamieniu, który w nią uderzył.
Gdy wszystko do niego wracało, a emocje z powrotem powracały, odetchnął i z rozejrzał się. Z przerażeniem ujrzał jak smukły mężczyzna zbliżał się do pleców TenTen. Posłał czakrę w tamtym kierunku, ale łańcuch wraz z czerwonym koralem nie mógł sięgnąć tak daleko. Nie wyczuwając więcej przeciwników opuścił klienta i pojawił się na własnym koralu tuż przy ziemi. Nim opadł, jego kunai wbił się w skroń mężczyzny.
Na szyi TenTen pozostał tylko czerwony ślad od ostrza.
Dziewczyna opadła na kolana i przyłożył palce do szyi. Odrzucił martwe ciało ignorując ponownie dziwne uczucie i przykucnął przerażony przy niej.
- Ttt. To nic. – Powiedziała cicho. – Tylko szok. Ja… mogłam umrzeć.
Przytulił ją i rozejrzał się wokoło. Sensei już szedł w ich kierunku z podręczną apteczką. Sądząc po braku pośpiechu nic dziewczynie nie zagrażało.


***


Hokage mierzył złym wzrokiem stojących przed nim jonin. Każdy z nich miał pod opieką zespół gennin, chociaż kilku z nich po ostatnim egzaminie musiało uzupełnić braki.
- Ostatni pochód wstydu jaki miał miejsce w Konoha był po ostatnim egzaminie chunin. Niedługo wróci kolejny zestaw waszych kolegów i ich podopiecznych. – Przepuścił trochę Ki by obudzić tych przysypiających. Z zadowoleniem stwierdził, ze wciąż miał dobry wpływ na swoich ludzi. Mimo dojrzałego przecież wieku. – Myślicie, że będę to długo znosić? No to jesteście w błędzie. Ludzie zaczynają się z nas śmiać! Od dziś nie pozwalam nikogo skierować na egzaminy jeśli nie ma zabicia, a mogę obiecać, że ze względu na wasze lenistwo i niepowodzenie w nauczaniu wasi będą oceniani niezależnie. Może wam nie zależeć na życiu uczniów. – Powiedział grobowym głosem i zobaczył, ze niektórzy wreszcie zaczynali rozumieć wagę problemu. – Ale nasze niepowodzenia odbijają się na naszej sytuacji. Do tego stopnia, ze Damiyo podniósł podatki. Wieś najwyraźniej balansuje na granicy wypłacalności. Ma się to zmienić. Rozumiecie! – Krzyknął na końcu.
- Tak Hokage sama. – Padła odpowiedź od skarconych jonin. – Nie przybywa nam prawie chunin. Nie mamy ostatnio żadnych nowych jonin. To się zmieni. – Obiecał łagodnie i niemal wesoło. To przeraziło wszystkich jeszcze bardziej niż poprzednia reprymenda.
Na początek skoro nie nadajecie się do uczenia, to macie rozwiesić te ulotki. – Wskazał na ułożone pod ścianą plakaty i broszury. Zadowolony z siebie starzec uniósł brew czekając aż zabiorą się za upokarzające dla kogoś ich statusu zajęcie. Bez szemrania zaczęli się powoli wycofywać z pokoju. Kilkoro, którzy ujrzeli treść jęknęło.

Uwaga
Konoha to wieś Shinobi.
W związku z powyższym każda rodzina która nie ma w swoich szeregach shinobi, chociażby emerytowanego lub przyszłego – ucznia akademii, w przeciągu roku zostanie eksmitowana.

Starzec postanowił zadbać o frekwencje w szkole.
Słyszał nawet za plecami chichot Danzo.
- Yosh Hokage sama wróciliśmy!
Spojrzał na uczniów Gai i uśmiechnął się na ich widok. Była jeszcze jakaś nadzieja dla tego pokolenia.


***


Naruto leczył podbite oko i z uporem nie patrzył na sprawce. TenTen zirytowana jego opiekuńczością nie była delikatna. Neji zdążył go już przesłuchać co do jego doświadczenia ze śmiercią i aż mruczał z zadowolenia pod nosem. Dziwna reakcja biorąc pod uwagę, ze każde z nich na swój sposób próbowało sobie poradzić z pierwszym zabójstwem. Żywi czy martwi, jedna z nimi cholera! Na szczęście zajęło jedynie godzinę po bitwie by odprowadzić do celu kupca. Mężczyzna patrzył na nich z niepokojem po byciu świadkiem jak zabijają ludzi, ale i tak przytulił na pożegnanie dając do kieszeni kilka groszy na obiad. Dla Naruto przytulanie było równie szokującym doświadczeniem co zabijanie.
Potem jednak okazało się, ze miasteczku był festiwal i Gai sensei zabrał ich by się pobawili.
To było cudowne.
Naruto pokochał loterie, karty i kości. Wracał z kieszeniami wypakowanymi pieniędzmi. Miał zamiar kupić lepszy zestaw kunai! Zasłużył sobie, tym bardziej, ze nie dał rady odzyskać tego co ugrzązł w skroni bandyty atakującego TenTen. To było po prostu zbyt obrzydliwe!
Właśnie zbliżali się do rzeki i coś mówiło jinjuriki, że miał biec po wodzie, albo raczej pod nią w kierunku domu.
- Hej Naruto! – Podszedł do niego Neji.
- Tak? – Zapytał niepewnie widząc niepokojąco uniesiony kącik ust kolegi.
- To dla ciebie za pierwsze zabójstwo. – Podał mu czerwony koral. Zastanawiał się czy mógł mu ujść na sucho jeszcze jedne mord.
- O, kolejny koralik! – Zbliżyła się TenTen, na szczęście dla blondyna nie za blisko. – Swoją droga powinieneś uważać na Kawarimi z nimi Naru chan.
Spojrzał na nią widząc że mówi poważnie.
- Dlaczego? – Odważył się w końcu odezwać.
- Kawarimi obciąża mocno stawy kolanowe. Jesteś lekki i niewysoki więc u ciebie problem się zmniejsza, ale te korale są małe i dużo ważą te co nosisz…
- Skutki są jednak mniejsze TenTen chan. – Włączy się nauczycie. – Masz rację, że Naruto jest niski i lekki – Musieli mu to wypominać przy każdej okazji? – ale korale unoszą się na łańcuszku z czakry więc go nie dociążają, a ponieważ zamienia się z koralem, który przeplata się na jego czakrze, czakra, która zwykle cofa się na zakończeniu tego jutsu i najbardziej zagraża stawom, tutaj amortyzuje łańcuszek
- Acha. Czyli może Naruto włączyć kunai w to?
- jak najbardziej, a przynajmniej tak długo jak jest wstanie skierować uwagę w tyle miejsc jednocześnie. – Położył blondynowi dłoń na ramieniu. - Dzisiaj bardzo ładnie jednocześnie chroniłeś klienta i walczyłeś. Jestem z ciebie dumny. – Spojrzał na nich i spokojnie jak na niego rzekł. – Jestem dumny z was wszystkich. Neji świetnie rozegrałeś walkę pomiędzy drzewami, a to znaczy, że miałeś najbardziej zróżnicowany atak. A ty tenTen – zwrócił się do dziewczyny, która była zbyt zawstydzona by spojrzeć komuś w oczy. – Miałaś najbardziej wykwalifikowanego w walce przecinika, i udało ci się zabezpieczyć drużynęprzed ostrzałem.
- Zostałam ranna. Mogłam zginąć.
- Tak jak Neji gdy skoczył w krzaki dzikiej róży, albo Naruto gdy został oddzielony od swojej zwykłej broni.
Obaj chłopcy zarumienili się.
- Jestem jednak z was bardzo dumny.
- Dzięki.
- Dziękuję sensei.
- Dziękuję.
- Będę też dumny z was podwójnie gdy dobiegniemy po rzece do domu.
Jęki Naruto i chichoty kolegów rozniosły się echem po lesie.
Śmiech ucichł jak się okazało, ze oni mieli w czasie biegu po rzece nieść jakąś kłodę i wymieniać się rzucanymi kunai.
- Ach, Neji…
- Tak Naruto? – Grymasił przyjaciel, gdy szukał jakiejś niezbyt brudnej kłody.
- Ja też cos dla ciebie mam z okazji pierwszego zabójstwa. – podszedł do patrzącego na niego podejrzliwie chłopca i wyjął zwój. Z niego wypadła tubka maści.
- Łagodzi podrażnienia.
Neji prychnął na to i nie podziękował, ale maść zabrał gdy udał się na stronę.
Posłał mu nawet kilka wdzięcznych spojrzeń, gdy podczas gdy on szukał powierzchni, to Hyuga zaczął chodzić trochę mniej okrakiem.
Czego nie robi się dla przyjaźni?

***


Naruto właśnie podliczał w myślach zarobione pieniądze podczas misji, albo raczej karnawału. Nawet jego przyjaciele zarobili trochę gdy obstawili wprawnym wzrokiem walki uliczne.
Naruto posunął się do tego by obstawić nawet wyścig żółwi, ale nie przewidział interwencji Gai sensei, który wystartował na grzbiecie jakiegoś pancernika. Drań był szybki jak na takiego gada. Na szczęście został zdyskwalifikowany za współudział i Naruto i tak otrzymał nagrodę.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 6/15

Postprzez Tristan » 16 kwi 2016, 16:43

Rozdział 6

- Yosh Hokage sama wróciliśmy!
- Jiji! Ty też musisz zrobić taki festiwal. Będę robić zakłady i wygrywać kupę kasy! – Z entuzjazmu aż podskakiwał. Chociaż raz groziło mu bogactwo.
- Osobiście uważam, że już dość w moich szeregach hazardzistów.
- Ale ja wygrywam stary!
- Nie przeczę, że to miła odmiana, ale wciąż uważam, że ma zły wpływ. Kieruj się w życiu logiką, a nie szczęściem…
- Logicznie by było skorzystać ze szczęścia… - Szczenięce spojrzenie Naruto nie pomogło.
Po wyjściu drużyny dziewięć, Hokage jednak wyszczerzył się jak rekin i napisał do sąsiedniego przywódcy. Piasek też tylko miał skorzystać jak wystawią mały cyrk z areną walki, który będzie podróżował wzdłuż granicy. Sam już zgłaszał trzech chunin by wzięli w tym udział. Biedna wieś nie będzie darowanemu koniowi zaglądała w zęby i pochwyci to. Oczywiście on też na tym miał skorzystać, a przynajmniej jego nowy program. Nerwowe tiki Danzo gdy o tym usłyszy, także przyniosą korzyści. Przynajmniej jemu.
Tylko ułamek jednej ze swoich szarych komórek poświęcił pytaniu, dlaczego jego przyszywany wnuk wyglądał jak zmokła kura?
- Ach, jeszcze jedno Gai kun.
- Tak Hokage sama?
- Czy dajesz sobie radę z czwórką uczniów? To duże obciążenie.
- Hai. – Odparł mężczyzna bez świadków sprowadzając głos do właściwych decybeli. – Gdyby byli kim innym… ale nie są Hokage sama. Są zbyt pracowici dla ich zdrowia, za bardzo ambitni na ich możliwości, zbyt chętni by było to inteligentne i stanowczo zbyt uparci by się zatrzymać. Pomaga też fakt, że dobrze się zazębiają. Czasem jestem wręcz zbędny, Hokage sama.
- To dobrze. Idź spalić nieco tych płomieni młodości.
- Oczywiście Hokage sama. Dobrej nocy.
Sarutobi spojrzał na górę administracyjnej twórczości i się skrzywił.
- Chyba długiej nocy.
Tylko ktoś kto znał bliżej Gai mógł pojąć ile w tym ciele było młodości, a ile złośliwości! Był pewny, ze stosunku do bałaganu jaki wychodząc zrobił, jego ocena była trafna!
Na szczęście ze stanowiskiem przychodziły przywileje. Wezwał ANBU.
- zywałeś Hokage sama.
- Kot. – Powiedział grobowym głosem. – Mam dla ciebie misje.
- Tak Hokage sama. – Jak on uwielbiał świeżo upieczonych ANBU, byli równie zabawni co genin!
- Przynieś mi ramen wolowe i sprzątnij te papiery.
Odpowiedzi się nie doczekał, ale słyszał chichot starszego ANBU, który kiedyś też przez to przechodził. Były różne metody szkolenia ANBU. Danzo odczłowieczał zaś Hokage upokarzał. Oba prowadziły do podobnych skutków. Mogli zrobić wszystko.


***


Była już północ jak młody Jinjuriki dostał się do własnego domu. Nim jednak zdążył się położyć musiał zrobić coś z duchami.
- Jak śmiecie wy bando przezroczystych łachmaniarzy wchodzić tu jak do siebie!
Pięć duchów najwyraźniej nie mających świadomości o istnieniu pozostałych patrzyło na niego jak na idiotę. Podszedł do pierwszego i zanurzył dłoń w jego piersi. Po chwili poczuł ten chłód jaki już teraz kojarzył ze śmiercią.
- Aomini Ka… - Duch uciekł na drugą stronę pokoju.
- Spoko, brachu. Nie ma co zaraz wyskakiwać z takimi egzorcyzmami… - W odpowiedzi nasilił się chłopakowi ból głowy. Skierował się do kobiety i powtórzył czynność.
- Ty zboczeńcu! – Krowa uciekła nim złapał jej imię….
Naruto dowiedział się, że widmowy liść w twarz też bolał.
Zapowiadała się długa noc.


***


Ziewając całą drogę zmierzał do stałego miejsca zbiórki. Położył się dopiero nad ranem, ale niestety przybiegł mini sensei by pokazać mu jaką ma wyleczoną nogę i że mogą już razem ćwiczyć.
Kyubi może i poszerzał znacząco jego zdolności czakry, ale z całą pewnością nie ratował od nie przespanej nocy. Gdy zbliżał się do mostu, uznał, że jeszcze śpi. Sakura patrzyła na niego z radością, a nawet Sasuke miał w oczach odrobinę nadziei.
Co zrobił im Lee?
Po chwili jednak uznał, że będzie zdrowszy jak się nie dowie.
A może mógłby częściej to robić?
- Cześć Naruto! – Przywitała go Sakura.
- Cześć Sakura chan. – Uśmiechnął się do niej uprzejmie i zmierzył wzrokiem Uchiha.
- Teme, widzę, że teraz nosisz bransoletki na nogi! – Ocenił ciężarki na dwa kilo. Nie dużo, ale dobry start, jeśli zamierzał dążyć w kierunku taijutsu. Nie bez powodu Neji i TeTen nie nosili takich.
- Nie bądź baka! – Spróbowała uderzyć go Sakura, ale się uchylił. Brak dyscypliny, stwierdził. Pobyt z drużyną dziewięć nie służył jego instynktowi samozachowawczemu. Kto teraz miał go sprowadzać na ziemię?
Po namyśle uznał, ze to głupie pytanie. TenTen zaczynała sobie doskonale z tym radzic.
- To ciężarki dobe. Nie żebyś zrozumiał po co. – Jinjuriki posłał mu tajemniczy uśmiech.
- Albo wiem lepiej od ciebie.
- Jasne. – Prychnęła dziewczyna. – Poza tym, ty nie masz prawa nic mówić. – Wskazała palcem na jego korale. – Niby co to ma być? Wyglądasz jak skrzyżowanie mnicha z moją babcią!
Przekomarzanie trwało by znacznie dłużej gdyby nie pojawił się Kakashi.
Mężczyzna spojrzał znad książki na blondyna i uśmiechnął się szczerze.
- Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem Naruto kun.
- Zupełnie bez wzajemności. – Odpowiedział naśladując jego ton. – Czy to wyraz tej tęsknoty sprowadził cię tak wcześnie do nas?
- Ach, nie. – Patrzył na niego nieco zdziwiony, ale nie podejrzliwie. Naruto zaś krytykował się wewnętrznie. Brak snu pozbawiał go masek.
- Właściwie to nie Naruto kun. Mamy misję.
- Poszedłeś do wieży bez nas sensei? – Skrzekliwie zapytała Sakura.
- A co z treningiem?! – Denerwował się ostatni członek klanu czerwonych oczu.
Naruto tylko miał jedno pytanie.
- Gdzie?
Chciał mieć to już za sobą, bo gorsze od długiej nocy, może być następujący po niej długi dzień.


***


Misją okazał się plac zabaw, a raczej to co obecnie nim było.
- Macie godzinę na zapoznanie się jak to działa. Później plac jest otwarty dla gennin i chunin. Będziecie zapisywać rekordy.
Naruto patrzył z niedowierzaniem na narzędzia tortur. Skoki wzwyż, latające kłody… czy te kołowroty będą musieli popychać by niektóre ze śmiercionośnych urządzeń latało?
- Sakura chan. – Odezwał się do dziewczyny. – Szykuj apteczkę. – Spojrzał na Sasuke. – Robimy z tego ścieżkę tortur, czy liczymy rekordy na pojedynczych urządzeniach?
- Twoje klo… - Wtrącił się Hakate, ale chłopak mu przerwał.
- Czyli ścieżkę. Ustalmy kolejność i kto mierzy czas. Sakura będzie wpuszczać, a my na zmianę do kołowrotków…
Uchiha był jeszcze w szoku na widok tych urządzeń do tego stopnia, że nie sprzeciwił się niezamierzonemu przywództwu kolegi. Prawda była taka, że Naruto nie miał siły się licytować. Chciał spać.
Nie minęła nawet godzina jak zlani potem przyjęli pierwszego chunina. Musieli wypróbować wszystkie urządzenia i razem z Sasuke odkryli kilka niedociągnięć w swojej szybkości i zwinności.
- Izumo Kamizuki! Zapamiętajcie bachory, bo zamierzam osiągnąć najlepsze wyniki!
- Jeden… - zaczęła odliczanie Sakura szykując bramkę. – trzy, START!
Uzumaki dziękował wszelkim nadnaturalnym bytom, że nie musiał siedzieć przy kołowrotkach. Na szczęście Sasuke chciał rozgrzewki, skoro odebrano mu trening. Przeklęty Izumo nim zdobył swój upragniony wynik dostał w łeb przynajmniej trzy razy. Wokół zdążyli się zgromadzić gapie. Dwóch kolegów chunin odśpiewywało jakąś tajemniczą pieśń zwycięstwa, trzeci próbował przepchnąć się w kolejce do placu. Może powinni rozdawać numerki jak na poczcie? Ludzie byli dość poobijani już po placu, nie trzeba było im pozwalać się ranić jeszcze przed. Z drugiej strony, namyślił się Uzumaki, kim on był by bronić im się kroić i tłuc do nieprzytomności? Niech się bawią! Spojrzał ponownie na zwycięzcę. – Gratuluję zdobycia dotychczas najwyższego wyniku!
- Yupi! – Wydarł się przekrzykując tłum. – Słyszycie ludziska?! Mam najwyższy wynik!
- TAK! – Wydarł się junjiuriki – A do tego jest naszym pierwszym klientem! – Mina chininowi zrzedła gdy ludzie zaczęli się śmiać.
- Zrobiłeś to specjalnie, nie? – Mruknął patrząc markotnie.
- Ja skądże? – Starał się wyglądać jak idiota.
- Chociaż jakaś nagroda jest przewidziana? – Słuch ludzi, których życia zależą od tego czy na czas usłyszą podkradającego się wroga może być wybitnie ostry i selektywny. Czekając na odpowiedź zgromadzeni ucichli.
Młody blondyn spojrzał na niego maślanym wzrokiem.
- Sexi no jutsu! – Zmieniając się seksowną blondynkę ku zgrozie chuninna, pocałował go w policzek.
Teraz już na pewno się z niego śmieli.
Pewnie mieli to robić jeszcze przez długi czas.
Chłopak uśmiechnął się złośliwie.
Po kolejnym biegnącym mężczyźnie, musiał wymienić ołówek. Chunin Ittetsu, potrzebował być dźgnięty nim solidnie, gdy domagał się swojego pocałunku.
Zboczeniec.
- Hej Sakura, masz ołówek? – Podszedł i zamierzał ze wskazanego miejsca go wyjąć. Miejscem tym była podręczna różowa torba Sakury leżąca na ziemi przy wyjściu z placu. Gdy się pochylił zrozumiał, że jego głowa była na wysokości zgrabnych kolan. Nad kolanami były uda, a potem mini spódnica. Po drodze do oczu znajdował się też pokaźny biust.
Sam widok byłby bardziej budujący, gdyby nie wąż w jej rękawie. Oboje się do niego uśmiechali.
- Sensei… idę do łazienki, zaraz wrócęeeeeee! – Mowę kończył już uciekając daleko poza zasięg tej wariatki.
Bez towarzystwa TenTen ucieczka stawała się cięższa. Nie pamiętał kiedy musiał tak miotać czymkolwiek, jak teraz tymi kamieniami u swej szyi. Było już ich cztery! Nie zamierzał się jednak poddać. Ani przyznać do dopiero co wybitej szyby w kwiaciarni. Może nikt nie widział?
Miał już dość. Wbrew pozorom nie miał niespożytych pokładów energii.
Skoczył do alei obok posiadłości Aburame. Był to jedyny klan, mający swoją siedzibę ściśle w centrum Konohy. Naruto jednak podejrzewał, że jako ludzie utożsamiający się z owadami, mieli pewnie ule nawet głęboko pod ziemią. Ich jednak specyfika nie sprzyjała miłości i wokół nie było praktycznie żadnej aktywności cywilnej. Żadnego tłumu w jakim mógłby się ukryć!
Nie wiele myśląc i dokładnie znając konsekwencje takiego działania skoczył przez najniższe miejsce w płocie. Odrobina czakry wypchnęła go dość wysoko by przeleciał ponad ogrodzeniem.
Wylądował na pięknej szmaragdowej trawie. Wokół znajdowały się drzewa owocowe, a w centrum tego wszystkiego sadzawka. Na uboczu w okolicy drzew stały małe domki, niemal pasieki. Nie było nikogo.
Na nosie wylądował mu czarny owad. Naruto rozsiadł się wygodnie relaksując w sielskiej atmosferze i skupił się na nieszczęśniku.
Nie chciał się już ruszać.
- Pewnie się zastanawiasz co ja tu robię?
- bzz
- Ja też. Najpierw nie dają mi spać zielone ludziki…
- bzz
- Potem wrzucają mnie do piekła gdzie torturuje się niewinnych genin,.
- bzz…
- A na końcu goni mnie zła wiedźma. Królowa węży co próbuje uparcie mnie zabić.
- … bzz?
- Czy to takie dziwne, że mam dość i się chowam?
- Nie koniecznie. – Naruto aż podskoczył na spokojny dźwięk jego byłego kolegi z klasy. Z tego wszystkiego nawet nie zauważył jak się zbliżył i to w towarzystwie ojca!
- Dlaczego pytasz? Bo to mógł być instynkt samozachowawczy. – Przytaknął na swój sposób starszy mężczyzna.
- Witam? – Spróbował uprzejmie, ale nie miał siły się podnieść. Właściwie chciało mu się spać, a tu panowała taka cisza!
- Witam Uzumaki Naruto. – Odezwał się starszy mężczyzna. Shino skinął głową także. Na taką grzeczność, nie był na tyle głupi by nie zareagować. Podniósł się skrzypiąc w stawach i miał się już przywitać oficjalnie błagając o nie zabijanie za wtargnięcie gdy sobie o czymś przypomniał.
- O, stary zapomniałem! – Zaczął obmacywać się po kombinezonie szukając małego zwoju i strasząc owada ze swojej głowy. Tylko Aburame Shiba zauważył, że najedzony czakrą owad wyglądał jak bąk i miał trudność utrzymać się w powietrzu.
A tyle razy im powtarzał o umiarkowaniu w jedzeniu!
- Aha! – Odszukał go i wyciągnął. – Znalazłem ją nad rzeką podczas misji. Pomyślałem, stary, że ci się spodoba. – Otworzył z rozmachem zwój i rozwinął na trawie.
Dwóch Aburame milcząco wyrażało swoje zdziwienie, niedowierzanie i … niezrozumienie.
- Hm, no tak. – Ugryzł się w kciuk i przesunął dłoń po papierze. Nagle w chmurze dymu pojawiła się piękna waszka i uniosła nad zwój.
- Nie jest ładna?
- To piękny dar Uzumaki Naruto. – Powiedział starszy mężczyzna patrząc jak owad jeszcze w lekkim oszołomieniu odlatuje nad sadzawkę.
- A ta pieczęć… - Zaczął syn głowy klanu, z lekkim zaciekawieniem. Musiał być bardzo podekscytowany skoro mógł to wyłapać Naruto. Nie żeby był zaraz tak mało spostrzegawczy, ale z Aburame było tak ciężko się zorientować. Chętnie się zaczął więc dzielić z kolegą swym doświadczeniem w tworzeniu pieczęci.
- Cała sztuka by znaleźć właściwą sekwencję na wielkość. Na razie mogę ci tylko dać na jedną waszkę, a nie na inne owady, ale jeśli zmienisz ten wariant – wskazał na jeden ze znaków – możesz dostosowywać do jej wielkości. Podejrzewam, że może działać na inne owady związane podobnie do niej z wodą, ale bym się nie zakładał, a zmieniając na ogień to należy ćwiczyć z dala od lasu…
Naruto nie zdawał sobie sprawy jakiego zdobył właśnie wiernego przyjaciela.


***


Wracał właśnie na Plac Zabaw gdy wpadł na TenTen.
- TenTen chan! Wyglądasz dzisiaj bosko. Nowy makijaż? – Skomentował jej utytłaną ziemią twarz. – A może to jedna z tych słynnych maseczek błot… - Nim skończył mówić usłyszał świst shurikena. Narzędzie miało w środku dziurę i latało szybciej niż te, którymi częstowała go na treningach w lesie. Tylko swoim uszom zawdzięczał uniknięcie ostrza. I kolejnych…
- Bawi cię to Naruto, to ja ci pokarzę jak ja się bawię!
Nie była w dobrym humorze.
Naruto po raz kolejny został zmuszony do ucieczki.
- Wracaj tu ty niezguło!
Odtrącił jeden shuriken swoim koralem, ale w drugiego nie trafił. Zrobiła mu żenujący przedziałek. Kolejny drasnął go w ramie zmuszając do przyspieszenia. Nie wiele myśląc próbował utrzymać korale krążące wokół swojego ciała niczym planety po nieprzewidywalnych orbitach podróżujące wokół słońca. Słyszał jak kilka shurikenów uderza w nie. Niestety cztery korale pozostawiały wiele otwarć. Nie mógł też im nadać takiej prędkości jak podczas misji gdzie chronił klienta. Przynajmniej nie będąc jednocześnie w ruchu.
Przebiegał koło jakiegoś Aburame sądząc po nietypowej modzie i nie miał czasu się zdziwić jak ten mu się skłonił. Nie bił pokłonów, ale było to więcej niż skinięcie głową.
Chętnie by pomyślał o tym więcej, ale w tym momencie usłyszał kolejny rozwijany zwój za swoimi plecami.
Desperacko wyciągnął następny łańcuch czakry i przeplótł z upadłym przed nim shuriken.
Omal go nie zatrzymała próba wyciagnięcia z ziemi po tym jak koleżanka z dużą siłą go tam wcisnęła, ale na szczęście desperacja była zbyt wielka.
- Już ja cię nauczę o kobiecych…
Urwała, gdy z za rogu wyszedł jego poprzedni pościg.
Oboje jak na jedną komendę zawrócili.
Tak to bywało w życiu, myślał smętnie Naruto. Dzisiaj wróg, a jutro przyjaciel.
W takiej walce jego krążące wokół niego korale, nie były przydatne. Zrozpaczony odsunął od siebie jeszcze korale i starał się nimi uderzać w węże. Zerknął kontem oka na wciąż obandażowaną szyję koleżanki. Nie chciał by odbita przez niego broń uderzyła ją.
- Skąd tu tyle gadów?! – wycharczał ostatkiem sił.
- Jesteś jak Neji. – Skomentowała bez związku dziewczyna.
I był. Nie potrzebował się obrócić by zlokalizować dusze węży.
Nawet nie zdawał sobie sprawy jak pięknie w oczach przechodzącej niedaleko Hiaty wyglądał opleciony wielokrotnie dwoma złotymi łańcuchami na których poruszały się cztery korale powoli sunąc w kierunku szyi gdzie było ich miejsce.


***


Dzień zakończył w Ichiraku Ramen. Zasłużył sobie na to! Ledwo poruszał mięśniami.
- Miso ramen proszę! – Powiedział z trudem i stęknął zawstydzając nie jednego osiemdziesięciolatka.
- Niezły dzień, co? – Uśmiechnęła się Ayame podając ogromną miskę. – To na nasz koszt. Za dzielnie stoczoną walkę.
- Którą? – mruknął smętnie. I przez chwilę próbował za pomocą łańcucha i poruszać pałeczkami. Niestety musiał jeszcze poćwiczyć precyzje, a do tego czasu by nie umrzeć z głodu obolały zaczął używać dłoni.
- Słyszałam jak dwóch jounin mówiło do siebie, że za skupienie na sobie uwagi Królowej Węży zasługujesz na wiele punktów. Jeszcze więcej za przeżycie. No więc Naru chan – Złapała się pod boki i spojrzała na niego z góry. – Co to za królowa, dla której mnie porzuciłeś?
- Oj, Ayame chan. – Jęknął, a ona się roześmiała. Od razu było mu lepiej. Jak w domu.
- No już jedz.
Zdążył opróżnić jedną miskę, czując ból przy każdym podnoszeniu ręki, gdy obok pojawił się .
- Szefie, pobawimy się w Złap Szpiega?
- Obawiam się, że nie jestem wstanie kiwnąć palcem Kon.
- Musisz ciężko trenować! – Krzyknął, a Naruto po raz pierwszy w życiu zastanawiał się skąd ktoś może mieć tyle energii.
- I ty też powinieneś Konohamaru kun. – Odezwał się nowy głos. Naruto siłą woli, bo na pewno już nie mięśni obrócił głowę do dosiadającego się gościa.
- Ramen z owocami morza, Teuchi san!
- Już się robi Iruka sensei.
- Siema. – Powiedział wszystko na co miał w tym momencie siłę Naruto. Nie zrażony nauczyciel jednak próbował kontynuować, lecz Konohamaru mu przerwał.
- Iruka sensei znowu pije do moich wagarów. – Burknął najmłodszy chłopak.
- Nie powinieneś unikać lekcji. – Tłumaczy nauczyciel.
- Są takie nudne. – Naruto musiał się z nim zupełnie zgodzić. Iruka zaś był najgorszy. Nie tylko Shikamaru przysypiał. Swoją droga zastanawiał się Naruto, co tam było słychać u miłośnika chmur? Może powinien się z nim spotkać? Nie byli przyjaciółmi, ale był jedną z osób z którymi miał całkiem pozytywne stosunki, a dzisiaj patrzenie na chmury godzinami brzmiało tak idyllicznie.
Jelenie już pewnie zapomniały jak zbierał włosy do pędzli.
- Szkoła jest ważna Konohamaru kun. To wszystko ci się przyda, prawda Naruto?
- Hmm. – Uniknął odpowiedzi.
- Historia jest ważna! Jak jej nie poznasz to nie dowiesz się co poszło źle. – Jinjuriki spojrzał na niego z politowaniem i podsumował.
- I na nasze nieszczęście nie będziesz zdolny do powieleni tych błędów.
- To dzięki geografii dowiesz się gdzie masz misję! – Tłumaczył nie zrażony nauczyciel.
- Tak bo misje rangi „D” wymagają takich skomplikowanych instruktarzy.
- Tylko w szkole nauczysz się używać prawidłowo czakry!
- A na koniec oblejesz gdy masz jej za dużo i nie możesz zrobić Bunshin.
- Nie pomagasz Naruto!
- Bo mi za to nie płacą? – Zdziwił się szczerze, złoszcząc nauczyciela.
Zirytowanyna marudzącego Irukę złapał wnuka Hokage i rzucił zwitek banknotów na stół.
- Dobra młody. Odprowadzę cię i moralnie ukształtuje wykładając o istocie Akademii. Czyli, że jak uczniowie przestaną tam uczęszczać, to nauczyciele stracą pracę i będą musieli robić coś pożytecznego.
Mimo powiększającej się odległości Iruka sensei to usłyszał.
- Naruuutooo!
Na szczęście widok zablokował mu cichy pochód jaki wkroczył do wsi.
Procesja była smętna i kierowała się do wieży.
- Oni wracają z misji? – Zapytał się dzieciak starszego kolegi.
- Nie. Ta ilość to tylko na wojnę i sądząc po minach przegraną.
- To kim są ci shinobi?
- Genin jak ja i moi koledzy. – Powiedział spokojnie Jinjuriki z pogardą patrząc na spuszczone głowy i ciężka atmosferę. Gardził tym. Jeżeli coś szło źle, to należało się wziąć do pracy by to zmienić. Ci ludzie poddawali się czyniąc gadanie Neji o losie realnym.
Chrząknął i dokończył.
- Genin, którzy podeszli do egzaminu na chinina i skompromitowali się.
- Oraz nas. – Mruknęła jakaś kunoichi obok nich. Ona niekryta swoich uczuć patrząc na pochód.


***


Tym razem Naruto zaczął dzień w miarę wyspany. Nieco niepokojący był stan jego ciała. Jinjuriki po raz pierwszy w życiu miał zakwasy. Nie podobało mu się to. Nie zamierzał już kiedykolwiek uciekać. Jeżeli tak miał cierpieć na drugi dzień, to wolał umrzeć.
Idąc jakby go bolał każdy ruch, co zupełnie zgadzało się z rzeczywistością, dotarł do miejsca zbiórki. Dzisiaj nie był przywitany równie przyjaźnie jak poprzednio. Właściwie Sakura gotowała się a Sasuke nie ruszał się lepiej od niego.
Nie dziwił się. Zostawił ich samych z misją i jeśli się nie mylił, to Uchiha musiał wykonać całą część fizyczną.
- Cześć? – Przywitał się ostrożnie manewrując tak by miał gdzie uciec. Na nic były jego poranne postanowienia.
Czy całe jego życie maiło polegać na uciekaniu?
- Cześć?! – Wydarła się dziewczyna. – Czy tylko tyle masz do powiedzenia? Wiesz co musi dzisiaj znosić Sasuke kun przez twoją ucieczkę?
- O, wiem. Mogę uczciwie przyznać, że wiem. – Wymamrotał potrząsając nogą, na której był zbyt długo oparty i zaczęła drętwieć. Teraz jak o tym myślał, to miło było, że nie tylko on musiał to znosić.
Od razu mu się humor poprawił.
- Wiesz?! Nic nie wiesz baka! Jesteś głupim leniem. Sasuke kun musiał wszystko zrobić sam.
- Może trzeba było mu pomóc. – Wymruczał, ale został zignorowany.
- Hn. – Sasuke chyba się z nim zgadzał.
- Nie dość, że nie przyszedłeś, to jeszcze Ino szukała, cię!
- I co w tym złego? – Po namyśle jednak dodał. – Złego dla ciebie?
- Śmiała się, że nawet nie wiem gdzie jest moja drużyna! – Uniosła się i zbliżyła do niego. Odsunął się. Nie był gotowy fizycznie na potencjalny masaż. – Wszystko twoja wina baka! Już ja ci pokażę!
Na szczęście dla niego Kakashi zjawił się ponownie wcześniej. Znów miał ze sobą zwój z misją i Naruto modlił się by to nie był kolejny Plac Zabaw. Lee twierdził, że wybudowano ich pięć i każde było obsługiwane przez drużynę genin w różnych godzinach.
- Nigdy nie sądziłem, że to powiem Taichou, - odezwał się zaniepokojony Naruto – ale może ponownie posprzątamy archiwum?
- Hn. – Uchiha był dzisiaj wyjątkowo zgodny.
- Witam moi mali studenci. – Poklepał po głowie najbliższego z uczniów, którym okazał się pozbawiony dziś z przepracowania refleksu by się uchylić Sasuke.
- Muszę zgodzić się z dobe. – Przyznał zmęczonym głosem Sasuke mając jeszcze nadzieję na spokuj.
- Teme. – Warknął blondyn. Jakim prawem tak się do niego zwracał? Przecież tak na prawdę nic o nim nie wiedział!
- Bez tego defetyzmu dzieci. - Ponownie poklepał kolegę z drużyny Naruto po głowie. Tym razem blondyn posłał mu złośliwy uśmiech zupełnie przeoczony przez Hakate. – Gdzie się podział wasz entuzjazm, pragnienie poszerzania horyzontów, walki ze złoczyńcami, zwiększania wa…
- Ból je zaćmił. – Uciął Sasuke. Tym razem Naruto mu przytaknął.
- A teraz zaczyna jeszcze boleć mnie głowa.
Kakashi spojrzał na niego nagle skupiając się na nim chyba po raz pierwszy od czasu testu.
- Jeśli chodzi o wczoraj Naruto…
- Tak, sensei! – dopingowała Haruno. – Powiedz mu to!
- Hehehe. – Naruto zrobił swoją opatentowaną minę z drapaniem po głowie nieśmiało. – Tak?
- W imieniu każdego męskiego shinobi, gratuluje przeżycia, a teraz mów.
Chłopak spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- C.. co?
- Czy Anko chan na prawdę nie nosi bielizny?


***


Byli już kilometr poza wioską na głównym trakcie, gdy mijali swobodnie powracających z misji dwóch chunin. Jeden z nich był Inuzuka sądząc po tym jak jego pies się szczerzył uspokajał go rękę trzymając za uszami. Mógł to robić, bo kundel wedle opinii Naruto był wielkości kobyły. Nie trzeba było się schylać.
- I mówię ci, że jeśli pozbędziesz się jakoś tych pcheł, to załatwię ci…
Inuzuka nawet nie zwrócił na nich uwagi. Jinjuriki był za to wdzięczny. Miał złe doświadczenia jeszcze po ostatnim wścibskim kundlu.
Towarzyszący im Aburame jednak zauważył ich. Skinął głowę Kakashi i… mu? Naruto zdziwił się poważnie.
Sakura zachichotała mrucząc coś o szacunku dla Uchiha. Brunet nie zwrócił na nic uwagi. Zaczynał wątpić w zdolności oczu jego dumnego i prawie wymarłego klanu.
Tylko ich dowódca, patrzył spod przymrożonych powiek na niego.
Czego chciał?
- Czyli co będziemy robić sensei? – Odezwała się w końcu dziewczyna.
- Bronić Konohy.
Ucho Sasuke zadrżało, a Naruto poczuł narastający niepokój.
- Przed czym?
- Będziemy zdobywać fortecę wroga i wyzbywać się rebeliantów.
Sakura aż wstrząsnęła się na samą myśl o pracy i walce. Przez chwilę widział jego ostatnią misję i zamiast TenTen Sakurę. Mógł to opisać jedynie jako rzeź. Sasuke zaś na wieści urósł przynajmniej dwa centymetry. Blondyn patrzył jak chłopak zaciskał pięści i miał wrażenie, że słyszał jak bełkotał coś o sprawdzeniu siebie. Nagle pojawiający się z nikąd Fugaku piorunował wzrokiem Hakate. Po chwili jednak, jakby po namyśle uśmiechał się już złośliwie. Było to coś nowego w porównaniu do zwykle obecnego poczucia winy aż od niego promieniującego.
Pojawił się też Hakate senior.
Młody Jinjuriki zaczął się zastanawiać od czego ta aktywność zależała. Czy zbiegiem okoliczności się pojawiały duchy? A może ta okolica temu sprzyjała? A może to wpływ godziny?
Będzie musiał o tym porozmawiać z Neji.
Tym czasem był zbyt zaniepokojony do czego odnosił się Kakashi. Nie było szans by taka misja była tylko rangi C.


***


Miał rację. Zarówno on w swoim niepokoju i przekonaniu, jak i Hakate w opisie misji. Wróg miał wiele obozów, które składały się na licznych kopców mrowisk.
- To robota dla Uchiha Taicho. – Odezwał się Naruto definitywnie pewny jak to będzie wyglądało.
- Pracujemy w drużynie, Naru chan. – Tłumaczył Kakashi. Sakura wyglądała jakby dopiero teraz mogła oddychać z ulgą, i w podzięce za taki los była gotowa polować na każdą z miliardów mrówek pałeczkami, a nawet robić z nich korale.
Podszedł do kolegi z drużyny i pocieszająco poklepał po ramieniu. Zawód jaki przeżył był jedyną przyczyną, dla której mu na to pozwolił.
- No to drużynowo proponuje podzielić się. Sasuke będzie je wykurzał za pomocą Katon jutsu w stronę rzeki, a my będziemy je topić.
- Eee. – Włączył się Kakashi. – Mrówka utrzyma się na powierzchni.
Naruto nie lubił jak mu przerywano. Nie znosił też jak jego plany nie trwały w spotkaniu z rzeczywistością.
- To najpierw znajdźmy jakąś trutkę, która dodamy do wody! – Powiedział entuzjastycznie. Hakate jednak zbladł, gdy dwa towarzyszące i na szczęście ciche duchy kręciły głową patrząc na niego z politowaniem.
- Ta rzeka Naruto kun płynie do Konohy. – Odezwał się. – Ludzie z niej czerpią wodę.
- Coś ty? – Spojrzał na niego z błyskiem maniaka w oku. – Czyli mogę tak powiedzmy otruć całą Konohę?
- Nie całą. – Odparł uczciwie. – I nie chcesz wiedzieć jak się przed tym wieś broni. Nie chcemy spędzić dnia na rozmowie z Anko chan, prawda?
- A… Anko? – Zapytał nerwowo rozglądając się wokół.
- To jej praca.
- Dbanie o wodę? – Jakoś trudno mu było w to uwierzyć.
- Nie. Prowadzenie dyskusji z potencjalnymi zamachowcami.
- Oooo. – Ulżyło mu nieco. Nie chciałby by jego wody strzegła Królowa Węży. Na samą myśl wiedział, że będzie miał koszmary o żmijach wypadających z kranu, albo prysznica! A jeśli będzie sprawdzał zawartość klozetu przed skorzystaniem, to powinien się leczyć na paranoję? – Nie będę się zamachał, słowo. – Obiecał z głębi serca.
- Dziękuję w imieniu Konohy. – Powiedział zgryźliwe jakby miał żal, że bardziej od zatrucia miasta boi się rozmowy z Anko. - A teraz nim rozpoczniemy pracę deptania mrówek – Naruto patrzył na niego z niedowierzaniem, a Sasuke miał oczy na wierzchu. – Nauczę was pewnej przydatnej sztuczki. Podejdźmy do tamtych drzew.
Chłopcy mierzyli drzewa okiem znawcy, w końcu nie jeden raz we wczesnej młodości spadali z takich.
- Tak Sensei? – Zapytała nieśmiało Sakura. – Wyglądała na chętną by już zabrać się za deptanie.
- Dzisiaj moi pupile nauczymy się chodzić po drzewach.


***


- Dobra robota Naruto. – Skomentował Kakashi jego zdolności wspinaczkowe z niejakim zdziwieniem.
- Dziękuję Taicho. – Odparł i sprawdził swoje nowo odkryte zdolności. Znacznie mniej się skupiał na utrzymaniu ciężaru jaki miał na szyi. Może innym się wydawało, że wspinaczka to prosta sprawa. Nie licząc problemów z czakrą, to przeszkoda leżała w postawie. Sakura musiała jedynie podtrzymać prostopadle do ziemi swoją płaską pierś i głowę. Znacznie ciężej miał Jinjuriki z Uchiha, którzy nie mieli tak mocnych mięśni by ich trzymały tak długo w tej pozycji przy noszonych obciążeniach. Nie znaczy, że była silniejsza, tylko lżejsza. Korale musiały jednak trochę poprawić jego kontrolę, bo w porównaniu do Uchiha, który wbiegał na drzewo, on był wstanie chodzić po nim w górę i dół.
- Swoją drogą Naruto, powinieneś mówić mi sensei.
- Nie jesteś moim sensei. – Powiedział pustym głosem. - A teraz skoro dałeś nam czas na trening pozwól, że udam się wykonywać swój nad wodą.
- Jestem twoim nauczycielem Naru chan! – Czemu się uwzięli na to zdrobnienie?! - Co byś beze mnie zrobił? – Mówił idąc za nim uparcie i krzywiąc się znad ksiązki. Nowo odkryta postawa u jego studenta nie podobała mu się.
- Co bym zrobił? Pewnie nie marnował czasu. – odparł chłodno. – Jak powiedziałem, nie jesteś moim sensei.
- Decyzja należy w tej sferze do Hokage. – Powiedział mężczyzna filozoficznie śledząc jednak jego drogę nad rzekę. – On wie co robi. - Naruto wybrał obszar, którego nie widać było z miejsca treningu jego towarzyszy. Kakashi nie mógł się dziwić, biorąc pod uwagę gromkie spojrzenia wysyłane przez zazdrosnego męskiego kolegę. Nie chciał jednak by Naruto tak łatwo jego osobę dyskwalifikował. Nie był taki zły, prawda?
- Zgadza się drogi Taichou. – Zatrzymał się i spojrzał na niego chłodno.
Tak jak patrzą umarli.
- I jestem wstanie zrozumieć, że nie zależało ci dość by przeczytać mój wniosek o zmianę sensei gdy go ci przedstawiłem. Mogę zaakceptować, że jako głowa klanu, nie zależy ci na finansach na tyle by nie spostrzec zmniejszenia pensji o jedną trzecią. Brak jednak mojego udziału w indywidualnym treningu pozostaje poza mim rozumowanie. To w końcu nie mała wskazówka. No chyba, że się obijasz i nie przeprowadzasz żadnego szkolenia.
- Nie można przyjmować nauk od dwóch sensei! – Naruto nie zwrócił uwagi na nagle nieco zdesperowany ton mężczyzny. Nie interesowało go jego samopoczucie. Nie poruszało smutne spojrzenie jego ojca. Nie interesowało go też osobiste przyczyny tego tonu. Był dorosły, więc niech sobie sam radzi z problemami.
- I jak zapewne zauważyłeś przez te nasze wspólnie spędzone miesiące, nie udzieliłeś mi żadnej lekcji. Nawet raz nie poprawiłeś mojego stanowiska w sparingach z Sasuke.
- Trenowałeś z drużyną…
- Nie. Robiłem za worek treningowy. Raz jak próbowałem wprowadzić coś do sparingu z Uchiha, to nawet usłyszałem, że mam nie ingerować w jego praktykę. I nie myśl, że nie zauważyłem jak pozwalasz Sakurze wzmacniać się kosztem mojej osoby.
Zmierzył go wzrokiem.
- Zabrałeś nas na misję poza wsią nie ucząc wcześniej nawet chodzenia po drzewach. Masz w drużynie ostatniego Uchiha i Jinjuriki. – Udał, że nie widzi jak Kakashi się wzdryga słysząc ostatni zwrot. – Dwa trofea na które wiele wsi i wolnych strzelców by się połaszczyło. Więc powiedz mi pseudo sensei – Zmusił mężczyznę by patrzył mu w oczy. - Jeśli ten kto zostawia przyjaciół jest gorszy niż śmieci, to jak nazwać ciebie? Osobę, która zabiera na misję poza wsią anorektyczkę i egocentryka stawiającego własne ambicje ponad grupą oraz klasowego dobe?
Ruszył ponownie w kierunku wody przez ramię rzucając jedynie.
- Jeśli masz jakieś obiekcje co do moich umiejętności Taichou, to zgłoś je do Gai sensei.
Gdy zaczynał chodzić po wodzie z trudem wytrzymując dodatkowe obciążenie na szyi nie zauważył zranionego spojrzenia Hakate Kakashi.
Nie chciał widzieć.
Teraz miał ważniejsze zadanie. Nim podejmą się stepowania po mrówkach chciał poprawić chodzenie na wodzie. Jeszcze co kilka kroków opadał na dno.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 6/15

Postprzez Etiss » 04 maja 2016, 06:33

Podoba mi sie i to nawet bardzo. Chętnie będę czytać kontynuacje. Jedynie muszę sobie przypomnieć Naruto bo juz pare ładnych latek minęło od kat miałam z tym stycznosc
Etiss
 
Posty: 4
Dołączył(a): 22 sty 2011, 11:50

Re: [NZ] Oczami Śmierci 7/15

Postprzez Tristan » 08 maja 2016, 22:15

Dziękuję za komentarz! To znacząco wspiera moją wenę.
Jak czytam fiki do Naruto, to dzielą się one na te co skupiają się na sprawach na skale światową i te na wewnętrzna. Te na zewnątrz to akcja i przygody, a pozostałe zwykle romanse.
Chciałam dodać trochę realiów. Genin działać miałby na skalę światową? A co z życiem codziennym w takiej wiosce? Poza tym, jako ktoś wiedzący kilak rzeczy o wojsku, mam raczej niskie mniemanie o strukturze jakie prezentuje większość fików niezależnie od tego jak dobra jest fabuła. Moja też nie jest specjalna, ale może nieco bardziej przybliża życie shinobi?
Jeszcze raz dziękuję za komentarz i specjalnie dla Ciebie Etiss!

Rozdział 7

Dzień dla niektórych nie zaczął się najlepiej dla innych jeszcze gorzej się skończył. Dla pewnego blondyna rozpoczął się bieganiem wokół wsi po murze i odbijając wszelki złom zapodany przez sprawdzającą swą celność koleżankę. Jedynym pocieszeniem było, że Neji i Lee byli traktowani podobnie. Dla innych zaczął się źle, bo mieli problem wyprostować swoje różowe włosy, a jeszcze inni odkryli, że muszą posprzątać w kuchni, bo starsze pomidory mu wychodzą. Jeszcze inne osobniki wraz z nadejściem południa odkryły prawdę o swoich umiejętnościach i swoich szansach przeżycia w wielkim świecie. Niektóre zrozumiały, że te szanse zmalały nawet w samej wsi!
Wpierw jednak Naruto przeżył kolejną misję. Tym razem już w wiosce pod pełną obserwacją swego niedoszłego sensei. Hakate Kakashi chodził za nim jak zbity pies, nie dając mu prywatności.
Próbował zamiatać liście. Obok przy płocie stał oparty o niego z książką przed twarzą Hakate. Zastanawiał się czy warto było mówić mu o zmianie nauczyciela. Gdyby nie dziwne zachowanie, pewnie by uznał, że w natłoku wrażeń nie pamięta.
Jakich wydarzeń? Mianowicie okazało się, że Uchiha Sasuke nie należał do osób cierpliwych i wbrew radom Hakate nie deptał mrówek z zapałem. Ich dowódca nawet się śmiał gdy chłopcy zaczęli rzucać kunai i shuriken w robaki.
Nie było mu już tak wesoło gdy Sasuke zaczął wypalać okolicę.
Jeszcze dziś rano, jak Naruto spojrzał na horyzont widział unoszący się dym. Zawsze sądził, że kraj ognia odnosił się do dominującej natury czakry. Teraz wiedział, że to dlatego, że tak łatwo było puścić go z dymem. W przypływie natchnienia uznał, że to co pewnie ratowało przed takim atakiem terrorystycznym ze strony wrogów, to zapewne ekonomia. Te drzewa były cennym surowcem. Blondyn jednak nie musiał się tym przejmować. Gdy ich dowódca poprzedniego dnia był rozliczany ze szkód poczynionych przez jego studenta, cała trójka wymknęła się do domu. Nie było przecież sensu, by wszyscy tam zostawali, prawda? Kakashi był już dużym chłopcem, który mógł wyjść ponoć z każdej opresji. Biorąc pod uwagę zakres pożaru oraz skoro stał zdrowy obok niego, to pewnie plotki nie kłamały.
Jęknął gdy wyczuł nową obecność. A właściwie dwie.
- Witaj Hakate Kakashi.
- Witaj Muraki-kun. Gratuluje awansu na tokubetsu jonin.
- Dziękuję sempai.
- Co cię do nas sprowadza?
- Chciałbym pożyczyć Uzumaki-kun.
- Pożyczyć… – Patrzył na niego pozornie nie zaskoczony. Może nie był? Czyżby Naruto zaaplikował mu już dość wstrząsów by uodpornić? To pewnie tak jak z trutkami przynoszonymi przez Neji. Jak brał małe dawki przez pewien czas to traciły one swoją moc. A dawkowanie zastosowane dla Hakate? Pierwsza, nie był jego uczniem. Druga, nie był kretynem i coś tam potrafił! Same dziwy. Chyba będzie musiał pomyśleć nad czymś nowym. Nie chciał przecież by sharingan Kakashi z jego winy opuścił gardę.
Na szczęście dla blondyna nim udało mu się coś dodać Naruto znajdował się już w wirze liści.
Potrzebował się nauczyć tego jutsu!
Rozejrzał się wokół i zawrzał ze złości.
- Zabrałeś mnie na cmentarz?
- Wypadek w szkoleniu. Uderzyło w niego jutsu doton. To stary cmentarz. Zabytkowy wręcz. Czy możesz mi powiedzieć gdzie i który shinobi leży? – Spojrzał z niedowierzaniem na mężczyznę, który już stał z notatnikiem w ręku.
- A co ja jestem?! Nekromanta?! Nie widzę trupów!
Mimo to skupił się na nagrobkach. Przy niektórych poprzewracanych pomnikach stał jakiś duch. Zaczął do nich podchodzić i znienacka wkładać dłonie w nie.
- Nakimitsu Karin…
- Za kolejnym musiał ganiać wokół cmentarza robić z siebie widowisko. Rudy pies obserwował go z wywieszonym językiem i machał radośnie ogonem. Drań naśmiewał się z niego!
- Kamizuki Kaoru…
- Inuzuka Rai….
- O, nie wiedziałem. – Wtrącił się mężczyzna i coś odnotował.
- To nie koniecznie muszą być ich nagrobki. – Wyjaśnił usłużnie. Niech nie robią z niego jakiegoś znawcy trupów! - Może być też nagrobkiem kogoś na kim im zależało za życia.
- Interesujące.
- No coś ty?! – warknął blondyn idąc dalej.
Zatrzymał się wytrzeszczając oczy.
Obracając się odskoczył od grobu stając przodem wobec policjanta. Miał w ręku kunai i był gotowy do walki. Mentalnie też ocenił swoje szanse i żałował, że nie odszedł od skomlącego ducha nad jego własnym grobem.
- Uzumaki kun? – zapytał się człowiek patrząc na niego zaskoczony.
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś? - warknął wściekły. Strach podsycał gniew. Nie miał szans w walce z doświadczonym tokobetsu jounnin. Nie chciał jednak umierać.
- Nie rozumiem o co ci chodzi Naruto kun. – Mężczyzna zaczynał się irytować jego postawą. – Atak na shinobi tym bardziej na służbie jest uznawany za zdradę.
- Czyli nie wiesz, kto tu leży? – Zapytał z nadzieją. Niezależnie od prawdomówności miał zamiar udawać, ze wierzy. Od tego mogło zależeć jego przeżycie.
Dlaczego w akademii kółko teatralne było tylko dla dziewcząt? Od dziś zamierzał ćwiczyć niewinność przed lustrem!
- Nie. – Warknął Inuzuka już zaniepokojony sytuacją.
- Czyli nie wiesz, że jest to grób w którym leży Utatane Mito, wnuczka Utatane Koharu?
Mężczyzna tak pobladł, że Naruto uwierzył w zbieg okoliczności. Na wszelki wypadek broń jednak miał pod ręką. Przecież wiedział, że ludzie bywali na prawdę dobrymi aktorami.
Muraki wykonał gest i do miejsca, które teraz było jednym z najmniej uszkodzonych nagrobków podszedł rudy spaniel Zajęczał jednak nie chcąc węszyć. Inuzuka w odpowiedzi coś wyskamlał i podszedł sam pochylić się nad ziemią.
Naruto ciekawy był jak ten klan trenował swoje nosy. Szkoda, że nie wiedział jak poprosić, kogoś z nich o pomoc w tym kierunku.
Nie upadł tak nisko by pytać Hakate. Nie chciał też prosić Gai sensei, który i tak ciężko się starał trenować kogoś, kto nie był nawet w jego drużynie. Nawet dziś o świcie pozwolił na sparing ze sobą. Dopiero od tygodnia sparował z Lee i Neji. Z TenTen znacznie dłużej, ale to nie jej specjalność. On jednak nie lubił ostrych rzeczy. Szczególnie po wcześniejszym maratonie.
- Kwas. – Powiedział niskim głosem Muraki przywołując go na ziemię.


***


Udało mu się wymknąć z posterunku nim dorwała ich stara Utatane Koharu. Była to osoba, z którą teraz nie chciał się widzieć. Sądząc po wyrazie twarzy Muraki, nie on jeden.
Zdążył na szczęście na koniec zamiatania. Nie mógł sobie pozwolić by przegapiać misje! Potrzebował pieniędzy i choć misja z zespołem dziewięć okazała się nieco bardziej lukratywna jak i oczywiście późniejszy festyn, to wciąż miał dużo wydatków, a skończył mu się już dodatek dla sierot. Życie dorosłego nie wyglądało tak różowo jak oczekiwał. Miał nadzieję, że to tylko problemy przejściowe, ale nie był optymistą.
Zabrał się żwawo ponownie do pracy pod okiem jonin, który aż kipiał ciekawością.
Naruto uznał, że powinien kipieć dalej.
- Myślisz o karierze policyjnej?
- Hn. – Zirytowany Jinchuriki sięgnął do słownika Uchiha.
- Może chciałbyś psa?
- Hn.
- Pomógłbym ci go tresować.
- Hn. – To była chyba pierwsza oferta jakiejś pomocy od siwego mężczyzny. Niestety, jedyny pies jaki by tolerował na dłużej jego obecność, to pluszowy, a tego tresować nie trzeba byłoby. Gdyby oczywiście maił takiego psa.
Ale nie ma.
Nawet gdyby miał to by się nie przyznał!
Gdy szli na szkolenie zespołowe w którym musiał brać udział, okazało się, że na poligonie czekał już zespół osiem i dziewięć. Naruto się skupił na sensei, którzy szeptali coś do siebie. Stanął obok chłopca Hyuga i TenTen patrząc na rozwój sytuacji. Rozwój by szybki. Sakura uchylała się przed Lee zaś Sasuke był drażniony przez Kibę. Niemiłosiernie. Shino stanął bardzo blisko Naruto otrzymując przy tym zły wzrok od Hiaty.
Zastanawiał się skąd nagle ta wrogość?
W końcu doszedł do wniosku, że dziedziczka Hyuga musiała coś czuć do cichego Aburame.
Po chwili dołączył do nich też zespół dziesięć.
Gdy nauczyciele omawiali swoje ważne sprawy reszta grupy zaczęła oglądać improwizowany sparing pomiędzy Inuzuka i Uchiha. Sakura i Ino wspierały jedną stronę wokalnie.
- Myślisz kundlu, że ten mały szczeniak ci pomoże?
- Ten mały szczeniak ma kilka kluczowych umiejętności teme...
Kilka ciosów i Kiba skrzywił się od siły uderzeń. O tak, Naruto wiedział, że cios kogoś z obciążeniem na kończynach mógł boleć, a Sasuke mimo, że lżejszy od Lee, miał wbrew pozorom bardzo podobny upór w treningu, a to dawało efekty.
- Uczyłem się na porażkach Inuzuka… Teraz mam na rękach i nogach dwa dodatkowe ki….
- Jesteśmy zespołem… Akamaru korzysta z czakry tak samo jak ja i może….
- Czy oni – Odezwała się wstrząśnięta TenTen uciszając kibiców. – mówią sobie sekrety swoich technik, a może mi się to śni? – Ostatnie zapiszczała, powodując wreszcie zainteresowanie dowódców drużyn.
- Nie Ten-chan. Oni naprawdę zdradzili wszystkim swoje zdolności… - wyjaśnił - oraz braki.
- Zdumiewające. I oni jeszcze żyją?
- Nie mieliśmy dotychczas żadnej misji rangi „C”. Chyba, że liczysz puszczanie z dymem mrówek.
Kakashi się tylko zaśmiał drapiąc po głowie nieśmiało, a Naruto zaczął się zastanawiać czy zaraził się tym gestem od niego? Miał na to praktycznie patent!
- Teraz jak grzecznie ogłosili światu swoje tajniki, - Włączył się rozbawiony Neji – To obaj stanowią łatwy łup.
- O czym ty mówisz? – Oburzyła się różowa harpia, której wtórowała blondynka. Naruto stał daleko od Yamanaka mając nadzieję, że jej rodzina zapomniała już o wybitej szybie. Konoha miała ciepły klimat więc nie mogło to zaszkodzić roślinom, prawda? Może nawet pomogło? W końcu te zielone listki ucieszyły się pewnie ze świerzego powietrza. Naruto wiedział, że przebywanie przy wyperfumowanej dziewczynie w zamkniętym i niedużym pomieszczeniu mogło być stresujące dla żołądka. A dla roślin? Pewnie im liście zżółkły. Można więc było powiedzieć, że wyrządził im przysługę.
Nie zamierzał jednak szukać wdzięczności. Czasem należało być skromnym i bezinteresownym
- To walka dzieci. – Skomentowała z pogardą TenTen. – Tylko idioci się tak zachowują.
- Ale to ten rodzaj głupoty, - włączyła się słodko czerwono oka kobieta, - który się da uleczyć.
Widząc jej uśmiech Naruto nie wątpił, że Kibę czeka leczenie pełne traumy.
- Jednakże. – Uśmiechnęła się słodko do Kakashi. – Dziwie się, że Uchiha dzieli ten problem. Czy o czymś zapomniałeś sempai?
- Och, nie. Skądże – Zachichotał Hakate i zasłonił się nieodłączną książką. – Jutro będzie znał regulamin shinobi od deski do deski oraz wspak.
Coś podpowiadało blondynowi, że Sasuke czekała długa noc. Co innego gdy mężczyzna był wobec nich niekompetentny, a co innego gdy mógł się stać pośmiewiskiem wśród rówieśników. Facet wbrew pozorom miał trochę dumy.
To czego nikt nie zauważył, to odrobiny wątpliwości wkradającej się w zielone oczy.
Czy ona, Sakura, Kunoichi roku, była taka słaba? Dziewczyna odetchnęła i obiecała sobie wziąć się do pracy.
- Sensei… - Odezwała się cicho.
- Tak Sakura-chan? – Zapytał się Kakashi, gdy szli na miejsce zbiórki całą grupą.
- Czy nauczysz mnie czegoś do walki?
- Oczywiście Sakura-chan!
Sam zaś zadał sobie pytanie, czy naprawdę jej dotychczas niczego nie nauczył?
Może nie bez powodu Naru-chan go opuścił? Zawiódł nie tylko swojego sensei, ale i uczniów. Zaczynał rozumieć, że zawieść żywych było nawet gorzej niż martwych.
Zrobił notatkę by nauczyć Sakury jakiegoś genjutsu i wsunął pomiędzy strony książki. Na pewno nie miał zapomnieć.
To był w końcu jego ulubiony fragment!


***


Arena zajęła miejsce jednego z większych poligonów i wyglądała jak wielka piaskownica. Wokół polany były rozstawione stare drzewa z których zwisały drabinki. Miejsca dla widzów były powyżej Areny w małych altanach i sznurowanych mostach pomiędzy nimi. Altany były tylko dla cywili. Sakura, z trudem utrzymywała równowagę na chwiejnym trapie.
Naruto używając czakry by się trzymać, rozejrzał się wokół. Żaden szanujący shinobi nie dawał po sobie poznać dyskomfortu. Niektórzy nawet traktowali to jako wyzwanie i nie używali czakry, jak Lee i Mitarashi Anko. Naruto ustawił się tak by nie rzucać się w oczy kobiecie. Może nie powinien ubierać się na pomarańczowo? Może uwaga nie zawsze była taką dobrą sprawą? Potrzebował pomyśleć o zmianie garderoby. Zerknął na przyjaciela i stwierdził, że będzie musiał rady poszukać gdzie indziej. W najlepszym razie skończy jako jasnowłosa kopia Hyuga, a w najgorszym jak jakiś bajkowy nekromanta.
Zwrócił uwagę na centrum areny. W chmurze piachu pojawił się w niej Hokage. Nie patyczkował się.
- Cisza. - wokół zaległ spokój. Hokage nie był w dobrym humorze. - Zaczęliście żyć bajkami o swoich przodkach, zamiast iść dalej. Mylicie kompetencję z brawurą. Zdradzacie na każdym kroku swoje i wsi sekrety. Żyjecie w sferze marzeń, a przecież każde marzenie powinno być poparte działaniem. Czekacie aż sensei zdradzi wam technikę jak jakąś kuglarską sztuczkę, a gdy przeciwnik potrafi na nią odpowiedzieć idziecie po następną. Koniec z tą błazenadą.
Hokage spojrzał chłodno wokół. Zniknął dziarski dziadek czy osławiony profesor. Stał przed nimi Bóg Shinobi.
- Każdy genin został oceniony w ostatnich tygodniach przez zaufanych shinobi. Nie widzieliście ich. Od dziś na jednej z nowych aren wybudowanych wokół wsi będą się odbywać codziennie igrzyska. Walczyć będą wylosowani uczestnicy w rankingu. Numer ósmy z szóstym, siódmy z piątym i tak dalej, a później losowo. Będziecie podlegali ocenie. Jeżeli wypadniecie dobrze dostaniecie zgodę na wyzwanie osoby o poziom wyżej od was. To od dziś jedyna droga by wzrosnąć w rankingu. Pamiętajcie, że obserwuje was wasz przyszły przeciwnik. Pokażecie za mało, nie zdacie i szybciej ktoś z dołu dostanie zgodę na walkę z wami. Pokażecie za dużo, a w następnej walce polegniecie.
Naruto był pod wrażeniem. W sumie we wsi pełnej klanów, których umiejętności są powszechnie znane, to był czas najwyższy by zmusić ludzi do myślenia twórczego i większej wydajności. W każdej akademii w żywiołowych krainach pewnie uczyli już odpowiednich strategii na oczy białe, czerwone, gości z psem, muchami czy grubasa oraz wiele innych. Nie bez powodu Neji tak chętnie starał się udoskonalić swój styl dodając kilka własnych innowacji.
- Na jedno jutsu jest sto odpowiedzi. By wygrać, będziecie musieli znaleźć dwieście jego zastosowań na które przeciwnik nie znajdzie sposobu. Pytacie się pewnie jak wam to wróży jeśli każdy może was oglądać zarówno z cywili jak i gości z innych krajów?
Starzec zmrużył oczy i ściszył głos. W panującej jednak ciszy i tak każdy doskonale go słyszał.
- Macie dwie możliwości by przeżyć. Nie pokażecie części swoich sekretów na arenie, albo staniecie się tak dobrzy, że nie będzie to miało znaczenia.
Wycofał się i usiadł w fotelu na głównej altanie. Na dachu.
Naruto też tak zapragnął.
- Zacznijmy!
Na środek wyszedł Genma, który niechętnie przemówił.
- To arena Kaze - Wiatru. – wskazał dłonią wokół. Blondyn już wcześniej zwrócił uwagę na wszechobecny piasek. Tylko czemu wiatr pierwszy, a nie ogień? Pewnie tu byli przedstawiciele tego kraju na trybunach. Czy stary chciał im coś przekazać? – Najpierw wyzwę kogoś ze średniego szczebla. Następnie byście zobaczyli różnicę zostanie wezwany ktoś ze szczytu.
- 19 vs. 17. –Takadea Daiki przeciwko Yamanaka Ino. Yamanaka walczy o prawo do zmierzenia się z miejscem 18 Hayashi Yuta.
Naruto westchnął. To miała być sieczka.
- Start. – Powiedział jedynie prowadzący i znikł.
Klany były wysoko punktowane zapewne dzięki klanowym technikom. Podejrzewał jednak, że senseie wiedzieli co się szykuje. Spojrzał na nieco zaskoczony wyraz twarzy Kakashi i znacznie mniej Guy sensei. Przynajmniej ci co się nie spóźniali na wcześniejsze spotkanie u Hokage, to wiedzieli. Gai sensei oczywiście nie zdradził by takiego sekretu swoim studentom o tych planach. Albo byłeś kompetentny, albo nie. Inni zapewne nie mieli tyle obiekcji i chętnie przygotowali swoich uczniów do walki z klanami. Jeśli Ino nie przeszła jakiegoś wspaniałego treningu, to po dzisiejszym dniu jej tatuś miał porozmawiać z córeczką o hańbieniu imienia klanu.
Chłopak spojrzał na błysk w oku przeciwnika. Starszy genin o jakieś dwa lata miał coś, co mówiło Jinchuriki, że Ino będzie też potrzebowała fryzjera.
Nie mylił się. Takeda będąc z rodziny cywili nie miał drogich narzędzi, ani wspaniałych technik. Posiadał jednak dobrze odżywione ciało i siłę. Aż się skrzywił jak usłyszał wyśmiewanie się Ino. Chłopak odpowiedział na to równie energicznie i głośno. Tylko on się nie denerwował. To dla niego dobry znak. Nie dla Ino.
- Dawaj Ino – świnia! – TenTen stojąca niedaleko zapewne się zachłysnęła na głupotę koleżanki. Ino oderwała wzrok od wroga by odpowiedzieć Sakurze. Na to TenTen zrobiło się niedobrze. Kto odwracał się od przeciwnika w czasie walki?
- Spadaj tablico czołowa. – Ruszyłaby się tylko ułamek sekundy później i nie miałaby oka. Kretynka!
Sarutobi Asuma zasłaniał oczy dłonią.
- Ja się nie zgadzałem by tak wysoko ją klasyfikować. – Mamrotał.
Usłyszał jak śliczna brunetka obok niego komentuje walkę.
- Stracimy na tych arenach wielu genin.
- Lepiej tu niż w terenie. – warknęła cicho Wężowa Jędza pojawiając się obok nich. – Opinia o naszych usługach poszła tak nisko, że niedługo zaczniemy my płacić by nas wynajęli! Skoro z akademii wychodzą komicy, to niech grają dla publiki.
- I nic dziwnego. – Mruknął Neji. – Dlaczego ta blondynka ma zarabiać tyle co ja?
- U niektórych Neji, ładna buzia to wszystko co mają. Może też przefarbujesz się na blond? – Naruto udał, że zarzuca włosami.
- I opróżnisz sobie głowę? – Zapytała się TenTen, która zdecydowała się do nich dołączyć.
- Chyba żartujecie? – Wtrąciła się wyniośle Sakura.
W tym momencie Takeda rzucił pod nogi Ino pakunek. Ta odskoczyła w tył jak przed bombą dymną. Niestety dla niej, okazała się to jedynie piłka kauczukowa. Kunai na który nie zwróciła uwagi, leciał zaś dokładnie w to miejsce gdzie stała. Uchyliła się, ale straciła przy tym równowagę. Teraz chłopak zaczął rzucać jeszcze kilka podobnych wariacji piłka – kunai.
- Sprytne. – oceniła TenTen. – Najpierw rzucił piłę lewą ręką, a ułamek sekundy później kunai prawą. Mam nadzieję, że kierunek odbicia piłki był zamierzony, bo zmusił blond do ustawienia się dokładnie na torze ostrza. Mimo to mógł to być przypadek. Wprawne opanowanie zapewni kilka wariacji użycia. Nie do walki ze specjalistą w zwarciu, ale na średni dystans niezłe. Jest też kilka możliwości rozwoju. Może powinnam z nim się później spotkać. Może nawet by umówił się z Neji-kun?
Hyuga jęknął. Nie mógł po ich wspólnej misji usunąć z jej głowy pomysłu, że był gejem.
Co do zaś tonu, to chłopców nie zdziwił jej chłód. Uczennica Guy sensei nienawidziła niekompetencji i gardziła kunoichi niosących hańbę jej przedstawicielkom. Sakura jednak pisnęła z radości gdy wreszcie przegrywającą walczącą dziewczynę uderzył podmuch wiatru skierowany wyraźnie od jej nauczyciela. Nie było to delikatne lądowanie, ale była żywa. Ostatni kunai zaplątał się jedynie w jej włosy i nikt nie powstrzymał Takedy gdy go zabierał mimo wycięciu przy tym wielu zbędnych włosów. Naruto to rozumiał. Biedni uczą się szanować swoją własność. Ino była zaś w zbyt wielkim szoku by się sprzeciwić. Z areny musiał ją zabrać jej sensei. Przynajmniej się rumienił ze wstydu.
- No to teraz czeka nas gehenna. – Mruknął jakiś Nara. Miał rację, on i każdy inny, kto tak pomyślał. To już nie miała być jedynie konkurencja pomiędzy genin. To teraz awansowało do rangi jonin sensei.
- A ty jak możesz być tak zimna?! – Sakura podeszła chwiejnie do TenTen. – Ciekawe co byś ty zrobiła? – Wsparła się pod boki. Brunetka nawet nie uznała za konieczne spojrzeć na nią.
- Wygrałabym.
- O ciekawe. A może ze mną się zmierzysz?
- Nie żartuj. – Zakpił Neji. – Nie twój poziom. Idź zbierać kwiatki podróbko shinobi. – Naruto aż zadrżały kąciki ust. Jego przyjaciel od kilku lat czekał by jakoś jej ubliżyć.
Miała powiedzieć coś jeszcze ale przerwał Genma.
- Zwycięzca Takeda. Yamanaka Ino nie dostaje prawa do walki o wyższy poziom. – Na Sali rozległy się gwizdy. Trochę cichsze w okolicy ojca dziewczyny. Po ramieniu go klepał Nara Shikaku. Konkurencja miała też objąć ojców.
Obok Sandaime unosił się duch Senju Tobiramy. Nawet z tej odległości Jinchuriki widział satysfakcję na jego widmowej twarzy. W końcu były Hokage spojrzał mu w oczy i w umyśle usłyszał echo jego głosu.
- Nareszcie Konoha urośnie w siłę. – Gdy znikał, blondyn zastanawiał się czy go jeszcze spotka. A mógł spróbować go wezwać? Próba stworzenia zwoju z wezwaniem szła raczej opornie i nie tylko z powodu jego braku entuzjazmu. Miał notatki z Edo Tensai, prawda? Neji też pewnie chętnie udałby się z nim na jakiś seans spirytystyczny. To by było ironiczne gdyby potrzebował szklanej kuli.
Rozmyślania przerwała druga runda.
- 3 vs. 1. Nara Miwa przeciwko Hyuga Neji. Nara walczy o prawo wyzwania drugiego miejsca Uzumaki Naruto.
Drugie? Poczuł się zaszczycony. Chociaż mógłby sobie poradzić bez próby nie uśmiechania się przez przyjaciela i nagłej chmury złości od kilku osób. No dobrze, zreflektował się oceniając uczciwie otoczenie. Więcej niż kilku. I Hakate. Znowu posyłał mu to spojrzenie zbitego psa? Czego ten człowiek od niego chciał?!
- Co?! – Oho! Kundel się odezwał. – Dobe na dru…
- Cisza. – Zagrzmiał do tej pory zblazowany Genma. – Nie będzie genin kwestionował kompetencji przełożonych.
- Acha. Lekcja dyscypliny. – Mruknął Asuma trącając łokciem koleżankę. Ta zszokowana oceną Naruto lub głupotą swego ucznia otrząsnęła się szybko. Nie na darmo była Jonin.
- Inuzuka Kiba. Kara dyscyplinarna. Trzy misje rangi D na rzecz Konohy. – Powiedziała chłodno. – To ostrzeżenie.
- Akceptuję. – Powiedział Hokage. – Kiba był tak zszokowany, że milczał. Pomogła pewnie też ręka siostry na jego ustach. – Ktoś jeszcze zainteresowany pracą społeczną? Nie? Tak myślałem. – Skinął na Genmę. – Kontynuuj.
- Chyba będzie trzeba też popracować nad protokołem. – Mruknął syn Hokage do zarumienionej ze wstydu towarzyszki.
- Jak z nim skończę, to będzie w nim specjalistą, albo będzie sikał na siedząco.
Kilku starszych shinobi, którzy ją usłyszeli pobladło. Kobieta nie dostała tej pozycji będąc świętą i ofiarą.
Chichot Anko tylko wzmocnił ponurą atmosferę.
- A ty blondas, powinieneś mi podziękować… - wyszeptała dość głośno do niego pojawiając się za nim i wysyłając na ziemię tych co nie potrafili się utrzymać. Gdyby nie Lee, Sakura byłaby wśród nich.
- Ja… ah, pewnie? Za… za wszystko? – Wyjąkał Naruto niepewnie.
- To mój trening doprowadził do tak wysokiej oceny. – Powiedziała z taką pewnością siebie jakby wierzyła w to co mówi.
- To nie był trening, tylko… - Miał coś powiedzieć, co na pewno skróciło by jego życie gdy się powstrzymał. Pomógł też jej tajemniczy uśmiech. To było zbyt niepokojące. – Tak, trening… Dziękuję za te korepetycje Anko sensei?
- Wystarczy Anko-chan, mały. – Potargała mu włosy i ku zazdrości wielu przycisnęła do swej obfitej klatki piersiowej. Aż się zaczerwienił, ale był w wieku, ze nie zamierzał protestować. - Zapowiadasz się na kawał faceta, jeśli w końcu urośniesz. Chociaż raczej pójdziesz w ślady Hakate. Giętki i słodki…
Urażony odwrócił się nie bacząc na intencję zabijania jaką rozsiewał wokół. Nie był mały!
Nie zwrócił uwagi na Gai sensei, który oceniał jego posturę wprawnym okiem i marszczył brwi, ani tym bardziej na błysk nadziei w oczach Hakate.
Ta walka się różniła od poprzedniej. Nie było tu zbędnych słów. Wygrał Neji, ale Nara miał dobrą strategię i znacznie większą wytrzymałość od Shikamaru. Chłopców ostatnie badania nad Rinnegan zmusiły do przejrzenia wielu opisów zdolności klanów i opłaciło się to teraz znacznie. Hyuga nie próbował przechytrzyć przeciwnika. Nie grał na czas. Był szybki bezwzględny. Najważniejsze jednak, według Naruto było to, że nie używał Byakugan, aż do ostatniej chwili. Wszyscy podziwiali jego opanowanie dojutsu klanu jak wyzwalał je tak gładko i na ledwie sekundę. Tylko Naruto zauważył, że różnica pomiędzy przed i po uruchomieniu Byakugan była nieznaczna. Tak, Neji wydawał się bardziej perfekcyjny, ale nie aż tak. Zmiana nie była istotna. Zastanawiał się kiedy jego przyjacielowi udało się już osiągnąć takie zgranie ze zdolnością by używać jej bez pomocy Dojutsu. To musiał być niedawny przełom. Albo tak jak u niego stopniowy wzrost i dopiero patrząc z zewnątrz mógł obiektywnie ocenić różnicę.
Trudności w walce sprawiły tylko jutsu katon jakie wyzwalał przeciwnik.
- Zwycięzca Hyuga Neji. Nara Miwa dostaje prawo walczyć o wyższy poziom.
- Coś dla ciebie Naruto-kun. – Dobiegł do niego miniaturowy Guy sensei. – Twoje płomienie młodości niedługo oświecą tą cudowną arenę!
Naruto oczami wyobraźni widział jak idzie w podobnej walce z dymem.
Zgodził się z opini…a przyjaciela, choć nie z jej przesłaniem.
- Na pewno Lee. – Powiedziała TenTen. – A teraz połóż Naru-chan na ziemię.
Blondyn wdzięczny za zaprzestanie potrząsania nim i podnoszenia w górę i w dół niczym jakąś kłodę odetchnął z ulgą.
- Dzięki. – Wysapał.
- Nie ma za co mój młody przyjacielu. – Entuzjazmował się gdy jego koleżanka z drużyny chichotała wiedząc, że to było skierowane do niej.
- Cisza. – Ponownie powstał Hokage. – Wasi sensei otrzymali już rankingi, albo otrzymają je jutro. Wyzwania o miejsce odbędą się w losowym czasie. Nie ma walkowerów. Kto zostanie zwolniony z obecności w walkach, otrzyma wiadomość od sensei. To jest jedyny mecz gdzie byli obecni wszyscy genin. Podobna konkurencja będzie wśród chunin. Wstęp na te bitwy będzie bardzo ściśle regulowany. Z genin zaproszenia mają tylko z rankingu pierwsza piątka. Mam nadzieję, że zrozumieliście kilka rzeczy. Wasi nauczyciele na pewno wam wszystko wyjaśnią. Te turnieje was wzmocnią. Nie będzie to siła zdobyta z książki czy wykładów waszych mentorów. Pomożecie sobie wzajemnie. Nie bójcie się pomagać sobie też poza areną i w żadnym razie nie chodzi mi tu o nielegalne walki. Te będą karane bardzo surowo. – Spojrzał wokół. – Surowo i definitywnie. Atak na brata to zdrada.
Z tym odwrócił się i wyszedł.
Naruto musiał mu to przyznać. Stary potrafił odpowiednio wejść i wyjść.
Idąc do domu musiał wmieszać się w tłum i był wdzięczny, że kilku jego znajomych go osłaniało. Nie sądził by doradca Hokage Utatane przypadkiem zmierzała w jego kierunku.


***


Młody Jinchuriki wrócił do domu i niepokojem obserwował wycieczkę jaka przyszła zanim. Chciał jedynie w spokoju poczytać gazetę „Radę Konohy” i coś zjeść. Zamiast tego Neji przeglądał jego mapy i rysował schematy jakiś obozów. Jak będzie kończył, Naruto postanowił mu zwrócić uwagę, że czas rozkładania obozów nie powinien pokrywać się z tym na sen. Tenten tymczasem siedziała przy stole i na jego jedynym krześle. Najwyraźniej nakładała genjutsu na jeden ze swoich kunai. Naruto nie chciał wiedzieć co próbowała uzyskać, ale cieszył się, że skupiła się na czymś co nie spowoduje pożaru. Dwoma pozostałymi osobami, których widoku nie oczekiwał był Shino spisujący od niego notatki o pieczęci na waszkę. Wyglądał jakby próbował uderzyć głową w podłogę na której klęczał. Naruto wolałby już robić to na leżąco niż w tej pozie. Ostatnia była jędza czyli Anko-chan. Babsztyl leżał na jego kanapie i przeglądał jedną z nielicznych w jego zasobach mang. Miał ochotę coś powiedzieć, ale ze względu na ostatnią osobę, jego instynkt samozachowawczy, na to nie pozwalał.
- Jak myślicie, dużo mamy wezwań w Konoha? –Zapytał nagle skupiając na sobie uwagę wszystkich.
- Chcesz podpisać jakiś kontrakt Naru-chan? – Zapytała dziewczyna. Shino, który klęczał na podłodze i na niej w dziwnej pozycji przepisywał, usiadł prosto i ocenił jego wygląd.
- To trudna decyzja Naruto-kun. Pytasz dlaczego? Ponieważ decyzje możesz podjąć tylko raz, a wezwanie może cię nie zaakceptować, okazać nie kompatybilne lub nie trafione w przyszłej karierze.
- Pchła chłopiec ma racje blond. – Odezwał się najbardziej nie proszony gość. Po jej wyjściu zamierzał wspiąć się na wyżyny w zastawianiu pułapek. Zaminuje cały dom!
- Właściwie to potrzebuje wzoru pieczęci do swojego projektu, - Nikomu nie umknął błysk zainteresowania u Neji. – a poza tym raczej chciałem pomyśleć o paru strategiach do tych wyzwań.
- O! – Odezwała się Anko skacząc na równe nogi. – Trafiłeś doskonale. Piękna Anko-chan pokarze ci pieczęcie i zabierze do lasu.
- Lasu? - Zapytała niepewnie TenTen, która nie zamierzała wcale przejść wolnemu treningowi koło nosa. Dzieci z poza klanów nie zaglądały darowanemu koniowi w zęby.
- Jasne, przecież tam są najlepsze egzemplarze zwierząt. Ich wariacje funkcjonują jako wezwania.
TenTen miała później tego żałować, ale w tym momencie cieszyła się na okazje.
- To miłe z twojej strony Anko-chan. – Powiedział niepewnie Naruto. On po prostu wiedział, że to miało się źle skończyć.
- Czy możesz nas tam zabrać Anko-san? – Zapytał się uprzejmie Neji.
- Oczywiście. To mój ulubiony zagajnik. Z przyjemnością was po nim oprowadzę.
Wszyscy zadrżeli na widok jej uśmiechu.
- Yosh! – Czy mogę iść z wami palić te płomienie młodości?
- W drzwiach jego miniaturowego mieszkanka pojawił się ostatni kolega.
- Jasne panie groszku! – Powiedziała Anko przytulając chłopaka do swego boku i prowadząc ich do lasu. Lee nieco się dławił od uścisku, ale nie to niepokoiło blondyna.
Nie. Problemem były węże, które odcinały im ewentualną drogę ucieczki.



Może nie najdłuższy rozdział, ale i nie najkrótszy. Jednakże chyba najbardziej porywający dla mnie. Niestety mam problem z opisem walk.
Jeżeli widzicie jakąś dziurę w fabule, to dajcie znać, bo ja piszę w dość nietypowanej kolejności i mogą być rzeczy, które powinnam poprawić.
Z drugiej strony odkryłam, ze tak się nie wypalam i mogę pisać dalej.
8 rozdział mam już skończony, ale nie wkleję bez zamknięcia 9 wiec z tydzień mi to jeszcze zajmie.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 7/15

Postprzez Etiss » 11 maja 2016, 00:49

Dziur nie widzę:) Ciesze sie jak głupia z kolejnego rozdziału. Podoba mi sie właśnie to minimalizowanie zasięgu bochaterow. Nie mogę sie doczekać dalszej akcji. Naprawdę uwielbiam twoja twórczość jedynie żałuje ze z jakiegoś powodu nie jestem w stanie wstawić komentarzy pod twoimi innymi tekstami.
Etiss
 
Posty: 4
Dołączył(a): 22 sty 2011, 11:50

Re: [NZ] Oczami Śmierci 8/15

Postprzez Tristan » 17 maja 2016, 09:34

To co jest w tym rozdziale miało być wspomniane mimochodem w jednym akapicie, ale miałam inwazję weny i się rozwinęło. Trochę nietypowe, ale mam nadzieję, ze się spodoba.


Rozdział 8

Sprawdził czy w dalszym ciągu ma skonstruowaną minę w kieszeni. Mina była wynalazkiem jego i TenTen, a służyć miała rażeniu prądem włamywacza. Anko-chan była jak karaluch, nie można było się jej pozbyć. Zastanawiał się też czy nie zostawiać jej także gdzieś w okolicy domu, bo Utatane Koharu podejrzanie często była w zasięgu jego wzroku.
Zadowolony, że broń jest bezpieczna powrócił do pracy.
Naruto bawił się tuszem próbując połączyć wezwanie z Edo Tensai. Podobieństwo do jego własnej pieczęci było zupełnie przypadkowe. Nie zniżyłby się przecież do plagiatu Yondaime. Miał swój honor i dumę.
To przypominało puzzle.
Wszystko było lepsze niż myślenie o niedawnej porażce. Od tygodnia cała ich grupa była na zwolnieniu i nie wychylała nosa z domu poza trening. Hokage sam ich zwolnił z innej działalności widząc to, co rano znalazł obok pijanej i szczęśliwej Anko-chan. Ich mała grupa została zapoznana z fauną i florą Konoha. Flora ich przeżuła, a fauna zdeptała, ewentualnie pogryzła, wypluła lub… powiedzmy, ze przeszli całą trasę trawienną. Przebiegli las śmierci w niezwykle szybkim tempie. Mieli też już kilka strategii opracowanych na różne potwory. Tworzyli je w biegu. Wszyscy też zaczęli wspólnie pracować nad antidotami. Czuli do tego jakąś wewnętrzną i nieodpartą potrzebę. Na pewno nie było problemów z uzyskaniem wiedzy od lekarzy. Każde z nich przez tydzień uczęszczało na szczegółowe badania, a Shino potrzebował też kilka sesji z jednym z Yamanaka. Jedyne co uratowało chłopca hodowle przed żarłoczną florą, to Naruto. Te owady co zdążyły oblazły blondyna i przetrwały jedząc jego czakrę. Miał jej dużo więc uznał, że to niewielka cena za zdrowie przyjaciela. Uczucie posiadania tyle insektów na sobie było jednak niepokojące, ale przy świadomości posiadania w sobie Kyubi, nie stanowiło wielkiego wyzwania. Ten też był uciążliwy jak pluskwa.
Dziś był ich ostatni dzień płatnego urlopu zdrowotnego.
- Niech to szlak! – Spojrzał na Neji, który zbyt do serca sobie wziął pomysł z Rinneganem i teraz jak wypatrzył u siebie coś co mogło być kręgiem, zachciało mu się drugiego. Jinchuriki z niedowierzaniem patrzył jak chłopak męczył się najpierw z genjutsu, teraz próbował sprawić metodą marionetek by lalka wędrowała. W głębi duszy Neji, jak każdy Hyuga był minimalistą i lubił wykorzystywać to co miał pod ręką. Naruto zabiłby by wiedzieć skąd wziął lalkę Barbie.
- Co to?
Naruto nie musiał się pytać, o co mu chodziło. Wokół nich zapanował chłód, a wokół jego wzoru zaczął się tworzyć wir. Chyba jednak tylko on go widział.
Gdy rozległo się głośne puf i w chmurze dymu pojawiło się coś, Neji podskoczył i pisnął jak rasowa fangirl. Naruto dotychczas przykucnięty, aż się przewrócił.
Tam gdzie był zwój teraz siedziała oszołomiona kreatura. Pewnie jakby stanęła wyprostowana sięgała by im do pasa. Twarz mimo, że podobna do ludzkiej na pewno taka nie była, tak jak i dziwne wzory występujące gdzie niegdzie na ciele i poruszające się. Jakimś jasno myślącym jeszcze fragmentem umysłu Naruto zastanowił się czy to przez jego pieczęć. Brak zainteresowania jednak wskazywał, że niebyło to coś dziwnego dla stwora. To było dla niej naturalne. Dziwna istota obejrzała się wokół i wstała. Jej szata bardziej przypominającymi jego sprane prześcieradło powiewała z wiatrem. Wiatr ten musiał być z innego świata bo dotykał tylko tej istoty. Koścista dłoń chwyciła korale. Czerwone jak jego, choć mniejsze. Potem spojrzała na jego i podbiegła. Mimo, że poruszała się nieporadnie jak dziecko i z wyraźnym brakiem koordynacji, to widocznie tak jak wiatr, to i czas działał inaczej na nią. W mgnieniu oka znalazła się przy nim.
- Czy… - Zaczął niepewnie Neji. – Czy ona żuje twoją kostkę? – Po lesie śmierci wzbudziło to w nim ciekawość. Nie wiele mogło go od tamtej nocnej eskapady poruszyć i zadziwić.
Naruto spojrzał na kumpla bez emocji.
- Zauważyłeś? – Zapytał z sarkazmem. Czy miał ją kopnąć? Chyba nie wypadało. Może to forma powitania? Miał nadzieję, że nie będzie musical się zrewanżować.
- Czy to boli?
- Nie. – Właściwie było to mu obojętne, jak wszystko… Zrozumiał. – Ona zjada moje emocje. To było niemal jak ta fala, która poczuł przy pierwszym zabiciu. Czy tamto wydarzenie otworzyło go na to nowe doświadczenie? Czy to był ich pierwszy kontakt?
Gdy to powiedział, dziwne stworzenie wstało i uśmiechnęło się paskudnie. Wytarło burym rękawem kącik ust jak by właśnie jadło przyzwoite ramen, a nie wysysało emocje przez kostkę.
I znikło w chmurze dymu.
- Hmmm. Pierwsza malinka. Jakie to uczucie?
- Co? Ssanie kostki? – Zirytował się Naruto. Emocje powracały do niego falami. Gdyby był w trakcie walki, to dałoby jego przeciwnikowi wielką korzyść. Z drugiej strony, jeśli to przeciwnika kostki byłyby ssane… - Jakoś dziwnie to wszystko brzmiało.
- Przywołać Shinigami. – odparł Neji, próbując się nie śmiać. Czy ktoś prowadził z Naruto rozmowę o pszczółkach i kwiatkach? Może powinien przedłożyć taki wniosek do Hokage? Misja rangi co najmniej A.
Naruto podszedł do kolegi, wyjął swoją minę i poczęstował go wierzchem owego przejawu twórczości swojej i TenTen. Wywołał spięcie ku zaskoczeniu Hyuga.
- A jakie to uczucie mieć włosy stojące dęba?
Nie parę minut później przy Naruto biegł Mini Guy sensei krzycząc o ich entuzjazmie i młodej młodości.
- Mogę dołączyć do waszego treningu?
- Jasne. – Sapnął.
Trening? Przecież wiedział, że nie ma większej zbrodni niż zniszczenie fryzury Hyuga. Przy tym, to ssący kostki Shinigami był wyjątkowo łatwy do zaakceptowania.
- Jak będzie miał dosyć to przypomnij mi byśmy zaszli do sklepu po listki czakry!
- Oczywiście Naruto-kun!
- Po drodze złapał jeszcze gazetę od sprzedawcy. Zdążył nawet za nią zapłacić, gdy wcześniej rzucił jakąś beczkę w stronę goniącego go kolegi. Tak się przyzwyczaił ostatnimi czasy do biegania, że żałował iż jak Hakate nie potrafił biec i czytać. „Rada Konohy” ostatnio drukowała fajny komiks i bardzo chciał zobaczyć co się stanie z Frodo i pierścieniem. Czuł dziwne powinowactwo do głównego bohatera.
Nie dlatego, ze obaj byli niscy.


***


Widok jaki powitał go na pierwszym zespołowym spotkaniu po rekonwalescencji był smutny. Uchiha czytał kodeks shinobi. Do góry nogami i od tyłu. Najwyraźniej Hakate wziął sobie do serca uwagi Kurenai. Sakura zaś siedziała tuż za książką i przybierała dziwne pozy. Sasuke robił wszystko by nie patrzeć na nią. Nie widział więc nic poza zawartością podręcznika.
- Naruto! – Powitał go skrzek. – Nie musiałeś wracać. Ja i Sasuke-kun świetnie sobie radziliśmy bez ciebie. Bardo się też zbliżyliśmy. – Powiedziała zadowolona nie widząc skrzywienia na ustach bruneta.
- Baka. – Podniósł się Uchiha ignorując różowe włosy, które zatrzasnął w książce. Jinchuriki zignorował łzy w oczach nieco nagle ołysiałej dziewczyny.
- Czego Teme?
- Walcz ze mną.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie mam ochoty.
- Walcz ze mną.
- Nie .
- Walcz ze…
- Nie i się zamknij wreszcie Teme!
- Nie mów tak do mojego Sasuke-kun! – Wydarła się dziewczyna.
- Myślałaś o dodaniu czakry do swoich pisków? – Zapytał obojętny na jej jęczenia Naruto. – Miałabyś chociaż jedną śmiercionośna broń w swoim arsenale… albo czekaj, nie. – Zamyślił się. – To byłaby jedyna funkcjonalna broń.
Zignorowała wyrażające zgodę prychanie Uchiha i podbiegła do blondyna. On jednak nawet z pięcioma koralami, z czego ostatni zawdzięczał sukcesowi w przyzwaniu Shinigami, albo czegoś podobnego, był szybszy od niej. Przy tej ilości biegania i uników jakie ćwiczył nie było w tym nic dziwnego. Niepokoił go jednak błysk w oku dziewczyny. Miał nadzieję, że nie wzięła sobie do serca uwagi o głosie i czakrze, bo jeśli odniosłaby sukces, Neji nie wybaczyłby mu stworzenia banshe.
Uchiha mógłby też popełnić samobójstwo.
Widząc jednak jego zaangażowanie w uniki, Sasuke nabrał niezdrowego przekonania, że mógł zmusić go do sparingu.
- Stój. – Shinobi trzymający pięść chłopaka uratował Naruto przed wypaleniem mózgu. Piąty koral doprowadzał go do łez. Wielozadaniowość tej skali była poza zasięgiem jego szarych komórek i w każdej chwili groziło mu zwarcie. – Atak na towarzysza to zbrodnia.
Inuzuka Muraki spojrzał na nich obojętnie.
- Naruto-kun. – Przywitał się. – Dzisiaj zostaliście oddelegowani na misję ze mną.
- A to czemu? – Zapytała się podejrzliwie dziewczyna.
- Genin nie kwestionuje przełożonych. – Uciął nawet na nią nie patrząc. – Jestem tu Naruto-kun by wypełnić tymczasowy wakat, bo twój dowódca ma misję. Wprowadź mnie do zespołu.
Naruto zaczął się pocić. Może nie potrafił czytać wspak regulaminu i protokołu, ale wiedział, że wprowadzenie drużyny to ważna rzecz na misjach.
- Uzumaki Naruto melduje Inuzuka-san, drużynę genin gotową do odbycia misji. Uzumaki Naruto genin i wojownik średniego dystansu oraz przyzwoity czujnik. Uchiha Sasuke specjalista Taijutsu i dalekiego dystansu katon jutsu. Haruno Sakura… wywiad… - dodał niechętnie i kątem oka zobaczył jak się dziewczyna rumieni ze wstydu. Czas najwyższy by jej braki zaczynały do niej docierać.
- Kto zajmuje się logistyką? – Naruto spojrzał oniemiały. Niby jaką logistyką? Układaniem grabi do misji w ogrodzie?!
- Jestem specjalistą pułapek więc do mnie należy zabezpieczenie obozów. – Powiedział mając nadzieję, że to o to chodzi.
- Przepływ informacji?
- Haruno. – Odparł oczami wyobraźni widząc jak sensei ich rozdziela, a Sakura biega z wywieszonym językiem pomiędzy nimi. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, ale uciszył ją łokieć miłości jej życia, albo raczej nagły ból między żebrami. Sasuke po katowaniu przez tydzień przez kodeks i protokół dzięki ich sensei, nie omieszkał odkryć, że wojskowe formacje miały też pewne standardowe formuły.
- Meldunek przyjęty. – Na szczęście nie musieli stać na baczność. Kiedyś tego próbował, ale Neji go wyśmiał, że shinobi, to nie regularne wojsko. Zawsze gotowi do walki, mający indywidualne style, a poza ich miała oddawać gotowość do walki, a nie pozowania. – Dobra praca Uzumaki-kun.
Dopiero po tym objął swoją uwagą resztę drużyny. – Jestem Inuzuka Muraki. Jestem detektywem w wydziale policji Konoha. – Zainteresowanie w oczach Sasuke nagle wzrosło.
Czyżby widział czerwień na jego twarzy?
Uznał, że tak. Jego wzrok się nie mylił. Sasuke z wrażenia się zarumienił.
Policja niegdyś była głównie pod jurysdykcja jego klanu.
– Dzisiaj, - Kontynuował nowy idol Uchiha. - Będziecie mi pomagać. Za mną.
Mężczyzna poruszał się szybko i Naruto z Sasuke z trudem za nim nadążali. Sakura gdyby nie oni, nie mogła dotrzymać tępa. Tak musieli ją nosić na plecach. Wystarczyła jedna jej złośliwa uwaga by blondyn ją niechcący upuścił więc teraz zaciskała zęby.
- I ona odpowiada za przepływ informacji? – Pytał się zaskoczony Inuzuka. Jinchuriki bardziej był zainteresowany faktem, że gdzieś brakowało pewnego rudego spaniela. Inuzuka bez psa wyglądał jak ubrana w strój zakonny Anko, albo raczej zakonnica przyodziana w strój Anko. Po prostu czegoś ewidentnie brakowało.
- Nie mówiłem, że to szybki przepływ. – Zignorował ciche westchnienie do ucha. Jak miała coś przeciwko to mogła wziąć się do pracy. Shino mówił mu poprzedniego dnia, że po feralnej walce Ino nie przestawała trenować dopóki nie mdlała ze zmęczenia. Tak przynajmniej dowiedział się od Kiby, który dowiedział się od Hinaty, która usłyszała to od kogoś z jej klanu, kto przyjaźnił się z kimś w klanie Yamanaka, czyjego żona zastępowała blond dziewczynę w pracy w kwiaciarni. Ogólnie rzecz biorąc Naruto ocenił płotkę, podzielił przez ilość osób ją przekazujących i wyszło mu, że dziewczyna ćwiczyła jakąś godzinę dłużej niż zwykle.
Rozmyślania przerwało zatrzymanie się przed niedużym sklepem.
- Nie niszczcie dowodów. – Powiedział mężczyzna wchodząc do niego od strony zaplecza. Sasuke aż się zachłysnął na sugestię, że mógłby być tak nieprofesjonalny. Jasnowłosy genin zaś niechętnie ruszył przodem. W tym domu niedawno ktoś zginął, a sadząc po ciężkim dla niego powietrzu, to nie było delikatne odejście na tamten świat. Kilka dni temu jego sąsiadka zmarła ze starości. Nie był to gong jak przy zabójstwie na misji. Nie było fali tworzącej wokół rzeczywistości. To przypominało bardziej delikatny dzwonek, żegnający odejście oraz westchnienie ulgi wszechświata. Nie był to przypadek, bo Neji kazał mu całą noc czatować pod domem starców, dopóki nie upewnili się, że to nie zbieg okoliczności. Nieudało się też mu uniknąć kolejnej nocy pod szpitalem. Śmierć od choroby też nie była taka sama.
- Raczej nie samobójstwo. – Mruknął na widok zwłok. Sasuke już stał obok spaniela, który najwyraźniej czekał na powrót swego pana. Gdyby był psem, to Uchiha merdałby ogonem z podniecenia. Pierwszy raz go widział tak zachwyconego. Przez chwilę ukazał się nawet jego ojciec uśmiechając się zadowolony z zaangażowania syna. Blondyn znajdował się zaś pod baczną obserwacją Inuzuka i jego psa. Westchnął zmęczony i rozejrzał się wokół. Na szczęście nie było żadnego ducha. Jego drużyna nie miała zostać zmuszona do traumatycznego przeżycia jakim miało być patrzenie jak kłuci się z powietrzem. Dał przeczący znak głową do detektywa i rozejrzał się wokół. Sasuke zaś kontynuował. – ślady od liny na szyi są pod złym kontem. To uduszenie, a nie powieszenie.
- Zgadza się Uchiha-san. – pochwalił chłopca, który od razu urósł parę centymetrów. Naruto go rozumiał. Zasłużony komplement dla sieroty to prawdziwy skarb. Cieszył się też, że wszyscy ignorowali brak Sakury, której wystarczyło jedno spojrzenie by uciekła do ogródka. I ona chciała być shinobi? Tu nie było nawet bałaganu.
- Rudobrody – Wskazał na psa. – Nic nie znalazł. Pomożecie mi zbadać sprawę i…
- Inuzuki-san? – Sakura weszła do pomieszczenia patrząc wszędzie poza trupem. – Utatane-san chciała…
- Sakura! – Warknął Naruto, widząc jego prześladowcę za dziewczyną. Błąd jednak uświadomił jej Sasuke powodując znacznie lepsze efekty niż gdyby to wyszło od Jinchuriki.
- Wprowadziłaś obcego na miejsce zbrodni!
- A…ale to.. Doradd…dca. – Wydukała zszokowana reprymendą od swojej wielkiej miłości. Ta bolała bardziej niż zabójcze ki emitowane przez detektywa.
- Nic nie szkodzi Haruno-san. – Powiedziała kobieta kładąc uspokajająco dłoń na jej ramieniu. – Muraki-kun i ja mieliśmy się spotkać…
- Detektyw Inuzuka, Utatane sama. – Uciął mężczyzna trzymając fason i nie dopuszczając do pouchwalania się. Naruto musiał go podziwiać. Jego postawa chroniła go też przed posyłanymi blondynowi kątem oka spojrzeniami starej kobiety. Starej i wybitnie niebezpiecznej. – Porozmawiamy w moim biurze. – Uniósł dłoń dając im niemy gest by szli za nim. Sakura odetchnęła z ulgą.
- I Uzumaki-kun – Uśmiechnęła się przerażająca kobieta niczym rekin. Inuzuka zamarł tylko na ułamek sekundy.
- Właściwie, to czas by zdobyli doświadczenie w prowadzeniu śledztwa. Uzumaki-kun dowodzisz. Rudobrody idzie z wami.
- Powierzasz sprawę dzieciarni? – Zakpiła kobieta.
- Czy podważasz moje kompetencje? – Zapytał wychodząc i zmuszając by ona też zaczęła się usuwać z pomieszczenia. Sakura sparaliżowana stała wciśnięta w ścianę pozwalając mężczyźnie wyjść. – Uzumaki-kun już pomagał mi przy śledztwie. – Naruto oceniał to raczej jako, że znalazł nie zgubionego psa oraz później był raczej ofiarą przesłuchania. – A Uchiha-san już okazał duże zdolności śledcze. – Tu Naruto musiał się zgodzić, że nie każdy by szybko ocenił przyczynę zgonu, tym bardziej w tym wieku. Jego kolega musiał za młodu nauczyć się od rodziny kilku rzeczy, albo był cichym fanem kryminałów. Nie wykluczał tego ostatniego sądząc po tym jak teraz sprawdzał małą biblioteczkę szukając najwyraźniej tajnego przejścia. Na szczęście tego detektyw już nie zauważył zabierając uciążliwą kobietę poza ich zasięg.
- To do roboty. – powiedział blondyn sprawiając, że Sakura aż podskoczyła. – Jakieś propozycje?
- Musimy sprawdzić, czy były podobne sprawy i czy są jacyś świadkowie. – Oczy Uchiha niemal połyskiwały ze szczęścia. Nawet nie kłócił się o przywództwo.
Przez chwilę blondyn czekał na jakiś, być może nawet wnoszący coś komentarz Sakury. Nie doczekał się. Westchnął więc.
- No dobra. Sakura ustal z Sasuke pytania jakie należy zadać sąsiadom. Znajdźcie też księgę przychodów i odchodów, czy co tam mają do księgowania sklepikarze. Ja i Rudobrody udamy się na posterunek i sprawdzimy co mają. – Na szczęście archiwum powinno być w innym miejscu niż tam, gdzie Inuzuka zabrał Utatane.
Spojrzał na psa, który jedynie zamerdał ogonem i uznał, że to forma aprobaty.
Wypraszając sobie już robiących notatki kolegów, zabrał się za nakładanie pułapek. Nie miał pojęcia jak inaczej zabezpieczyć to miejsce. Na szczęście miał teraz pod dostatkiem min elektrycznych. Z TenTen tak je polubili, że nosili pewien ich zapas ze sobą. Na wszelki wypadek, albo raczej na wypadek Anko-chan.
Pobyt w lesie był bardzo traumatyczny.


***


Z niejasnych przyczyn archiwista nie był przekonany co do jego nowej misji.
- Chcesz mi powiedzieć, że Detektyw Inuzuka dał sprawę morderstwa tobie? – Kpił chunin opierając się o ladę. Nara Eizo nie był może aż tak sceptyczny, ale na pewno, zbyt leniwy by się ruszyć. Na szczęście Naruto spędzał dość czasu w towarzystwie dziedzica jego klanu, by wiedzieć czego oczekiwać i jak sobie z tym radzić.
- Nie. – Posłał mu swój najszerszy uśmiech. - Chcę powiedzieć, że jak mi nie dasz tego co mi potrzebne do rozwiązania tej sprawy, to pójdę do twojej żony, siostry, matki i powiem, że jesteś zbyt leniwy by wziąć się do roboty.
- Nie mam żony i siostry…
- A co tam u mamusi?
- Nie było więcej zabójstw podobnych do tego w ostatnim półroczu.
- W takim razie ostatnią aktywność przestępczą w okolicy poproszę.
- Twardy jesteś.
- Robię co muszę. Prawda? – Spytał się psa, który szczeknął. Na pewno wyrażając tym samym aprobatę na jego działania. Psy Inuzuka były bardzo inteligentne.
Naruto umknął tajemniczy uśmiech mężczyzny. Zajęty był zadowoleniem, że spotkał zwierze, które go szanowało.
- Mój mały brat zdobył prawo do walki z tobą. – Blondyn aż jęknął na samą myśl o tym. Miał palące uczucie, że nie skończy się to dobrze.
- Nie ma pośpiechu. Obawiam się też, że nie ma wyzwania z mojej strony, bo zupełnym przypadkiem dostałem taki ranking. I to był błąd! – Ożywił się gestykulując z uporem.
Próbował przekonać podążając za leniwym chunin. Zwoje na pułkach układające się w labirynt nie były ułożone według jakiegokolwiek schematu, zapewne by potencjalny włamywacz nie miał za łatwo w odnalezieniu czego chciał.
- Chodzi plotka, że poznałeś sekret bielizny Anko. I wciąż żyjesz.
Jinchuriki zarumienił się i zignorował przynętę skupiając się na wskazanych zwojach.
Konoha była wsią wojskową, ale nie oznaczało to, że zbrodnia nie występowała tu równie często co w innych miastach. Miały one czasem po prostu inny charakter.
Na miejsce zbiórki szedł z kopią trzech zwojów dotyczących aktów wandalizmu. Miał nadzieję, że jego koledzy już tam będą.


***


Nie byli. Był za to ukrywający się Shikamaru.
- Siemka Shika.
- Cześć Naruto. – powiedział spokojnie chłopak dalej wpatrując się w chmury. Kiedyś próbował wytłumaczyć jego wysoki iloraz inteligencji swojemu białookiemu przyjacielowi. Neji patrzył na niego jak na idiotę, gdy wyjaśniał, że to od patrzenia w chmury. Kiedy wszystko co cię interesowało to obłoki z powietrza i pary, cała reszta miała sporo miejsca na ułożenie się. Od dużej ilości snu zaś wiedza miała też czas na odpowiednie się uporządkowanie.
Nie uwierzył.
- Co tam? – Usiadł obok i zaczął rozciągać zwoje.
- Hmmm. Ciężko. Chocji zaczął jeść dwa razy więcej, Ino gadać trzy razy więcej, zaś mój sensei próbuje mnie zabić.
- To trening. Potrzebny do przeżycia w obecnym zawodzie.
- Rozumiem tą pokrętną logikę Naruto. Nie rozumiem tylko dlaczego on uważa, że zadymianie mnie tytoniem ma mi pomóc?
- Zmusza cię do palenia? – Jinchuriki zdziwił się szczerze.
- Nie… ale pali cztery razy więcej niż wcześniej i dym zasłania chmury.
- Ach. – Powiedział z ulgą. Dorosły zmuszający dzieci do palenia brzmiał bardzo podejrzanie. Kto wie do czego jeszcze byłby zdolny?
- Trudniej się też oddycha. – Może powinien Shikamaru spać więcej? Zastanawiał się Naruto. W końcu może odpowiednio ułożyłyby się mu priorytety.
- To stres. Hokage zagrał im równocześnie po ambicji i sumieniu.
- Wiem. Z tego co ojciec mówił to w wyniku ekonomii i braków kadrowych.
- Bardziej podejrzewam brak cierpliwości, irytacji i snu.
- Moja mama, też tak uważa. Niestety też zachęca Asumę do ćwiczeń, a te przeklęte punkty doprowadziły do rywalizacji między nim i Kurenai.
- Ładna jest.
- A on głupi i zakochany.
Naruto spojrzał na kolegę zaskoczony westchnieniem. Nie wiedząc kiedy pod głowę ciemnowłosego chłopaka ułożył się pies.
- Przeszkadzają ci ich problemy miłosne czy przeżywasz własne?
- Mama sugerowała, że żona dobrze by mi zrobiła na motywację.
- Jesteśmy dziećmi. Mamy tylko dwanaście lat!
- Ja nawet mniej.
- Gdy ostatnio sprawdzałem byłeś starszy ode mnie!
- Urodziłem się 29 lutego.
- Wątpię by ten argument działał na twoją matkę, Shikamaru.
- I nie podziałał.
- Przetestuj brak dojrzałości i pragnienie spróbowania życia, nim się ustatkujesz.
Chłopak spojrzał na niego zaskoczony.
- Skąd się znasz tak na kobietach Naruto?
- Musiałem wielu ich wysłuchać. – pod nosem dodał. – te zmarłe były szczególnie wytrwałe i upierdliwe.
Rozłożył zwoje i przymocował mapę miasta do drzewa. Nie była zbyt dokładna, ale miał nadzieję, że wystarczy. Zaznaczył zaangażowany obszar i przygotował spis do uzupełnienia. Jeśli nic nie znajdą, to mogliby chociaż zrobić detektywowi spis przedsiębiorstw z okolicy. Może mogło się do czegoś przydać.
- Jesteśmy!
- Kami, nie. – Mruknął Shikamaru pokrywając łokciem oczy. Gwiazdy w oczach Sakury nawet Naruto raziły.
- Dobra. - Skomentował Jinchuriki z niedowierzaniem patrząc na twarz Uchiha. Nie pamiętał kiedy widział go tak szczęśliwego. Wyraz twarzy, a nawet postawa się nie zmieniła, ale jego dusza, była jaśniejsza, albo lżejsza. Trudno było to opisać. Sądząc po dyskretnie posyłanym z pod ramieniu spojrzenia Nara, nie on jeden wyczuł zmianę. – Mówcie co macie.
Sasuke usiadł obok niego i z uznaniem spojrzał na wiszącą mapę. Wręczył mu coś co nazywało się Księgą Rozrachunkową. Środek był niezrozumiały. Niestety Sakura i Sasuke też nie potrafili tego odczytać. Naruto korzystając z dostępnych zasobów dźgał palcem Nara, by spojrzał na nią, ale ten wymigał się twierdząc, że nie zna się na skrótach finansistów. Fakt,m że je rozpoznał nie umknął blondynowi. Miał złe przeczucie, gdzie musiał się zgłosić z tym. Gemna znowu zacząłby rozmowę o inwestycjach.
- Sasuke-kun sprawdzał wszystkich tak profesjonalnie… - piszczała dziewczyna skupiona raczej na głównym bohaterze niż zagadce.
- Mężczyzna był kawalerem bez oficjalnego związku. – Mówił zadowolony z siebie Uchiha. – W każdy piątek odwiedzała go jednak piękna kobieta, za każdym razem inna. Poszliśmy więc do pobliskiego burdelu… - Naruto nawet nie mrugnął, ale usłyszał duszenie się Shikamaru. – Ale nas nie wpuścili.
- Mój Sasuke-kun im powiedział, tym ladacznicom…
- Dostawy miał tylko w czwartki i tylko od trzech osób na dzień. Spisałem nazwy firm zgodnie z zeznaniami świadków.
- Mój Sasuke-kun był taki dokładny!
- Jedna starsza pani, Matsuda Kyoko, twierdziła jednak, że czasem w nocy ktoś przywoził jakieś rzeczy lub wywoził.
- Przemyt. – Wtrącił Shikamaru.
- Właśnie! – rozentuzjazmował się Uchiha. – To mogło być to.
- Mój Sasuke-kun jest taki sprytny!
- Ta babcia, Matsuda mówiła też, że często odwiedzała jego sklep jakaś stara panna oraz mężatka.
- Zazdrość i zbrodnia w afekcie. – Włączył się Shikamaru. Tylko Naruto słyszał lekką nutkę kpiny.
- Właśnie. – Przytaknął poważnie Sasuke.
- Och, to takie straszne Sasuke-kun!
- I by go udusiła któraś? – Zapytał zirytowany blondyn, nie wytrzymując spekulacji. Co oni wąchali, że takie bajki tworzyli?
- Mogły obie. – Włączył się znów Shika nie pomagając Naruto. Jak to miało tak wyglądać, to może powinien wrócić do ciała i wypróbować Edo Tensei?
- Czy, któreś z tych teorii popiera inne zeznanie niż wścibskiego zazdrosnego i stetryczałego padalca gnębiącego młodych i niewinnych ludzi swoim uzbrojonym w plotki jęzorem? – Zapytał się grzecznie Naruto myśląc o podchodzącym go ostatnio babsztylu i zagrożeniem jakie niosła dla jego osoby.
Nara prychnął w sierść psa, gdyż obrócił się na bok by obserwować spektakl w wykonaniu ich drużyny. Miał nadzieję, że się udławi rudymi kłakami.
Sakura mrugała oczami zdezorientowana, ale na szczęście Sasuke nieco się zarumienił rozumiejąc problem.
- Hmmm nie.
- Dobra na razie to zostawmy. – Podsumował Naruto. – Teraz zajmijmy się stroną biznesową. – podał im zwoje. – Zapoznajcie się z nimi i z mapą.
- To nie są zabójstwa Naruto. – powiedziała zdziwiona dziewczyna.
- Rozumiem. – Skinął głową Sasuke wczytując się w akta sprawy. – trzy włamania i zniszczone mienia w okolicy. Możliwe, że czwarte też tak miało wyglądać ale pojawił się świadek. Musiało się to stać we wtorek.
- Tak. - zgodził się Naruto raptem rozumiejąc co jeszcze wiąże te sprawy. Zdarzyły się one odpowiednio w niedzielę, wtorek, czwartek i ponownie we wtorek.
- Myślę, że powinniśmy pójść do mnie.
- Dlaczego? – Naruto zauważył, ze widocznie w sprawach zagadek Sasuke zachowywał się profesjonalnie bez swojej zwykłej wyższości.
- Bo dzień po każdym ataku wyszła gazeta „Rada Konohy” – Nazwy nie musiał co prawda dodawać. Oprócz tej gazety wychodziły w ich wsi jeszcze trzy czasopisma, a wszystkie były dla kunoichi. - A tak się składa, – kontynuował. – Że ja u siebie mam ostatnie numery.
Dobrze, że nie wyciął jeszcze tych części z historią Froda. Musiałby je wyjmować i tłumaczyć się z hobby.
Teraz jednak miał stanąć przed wielkim wyzwaniem. Wprowadzenie obcych do domu było traumatyczne.
- No to cześć, Shikamaru. Pożegnał się i nie patrząc za siebie ruszył do domu. Hałas przypominający dźwięk upadającej książki sugerował, że Rudobrody zrezygnował ze spędzania czasu jako zagłówek.
Tylko ułamek sekundy poświęcił blondyn nawet na pożałowanie ich dzisiejszego dowódcy. Minęły już trzy godziny od ich rozstania, a skoro się nie pokazał jeszcze to musiał się użerać ze starym babsztylem.
Sieroty jednak nie uczą się empatii na taką skalę jak inne dzieci, dlatego zadowolony mruczał do siebie, że lepiej on niż ja.


***


- To chyba nie jest normalne Naruto. – Powiedziała z dezaprobatą Sakura.
- Hmph. - Wybełkotał niezobowiązująco, bardziej zainteresowany, by właściwie podpiąć przewody. Dzień wcześniej oplótł całe mieszkanie licznymi drutami ryjąc kilometry dziur w ścianie koralami. Tam umiejscowił swoje przewody i podłączył do prądu. Dodając do tego miny elektryczne Anko miała czekać niedługo piorunująca niespodzianka.
- Hn. – Sasuke chyba się nie zgodził z jej opinią, ale facet miał słabość do ognia więc pewnie elektryka nie była daleko w tyle.
- Już. Zapraszam. – wyszło mu to trochę grobowo, ale to dlatego, że ostatnio jego mieszkanko widziało strasznie dużo ludzi.
- Co to? – Uchiha wskazał na rozwieszone ponad zrytymi ścianami mapy oraz pocztówki.
- Schematy obozów… - Spojrzał obojętnie na twórczość Neji. Wyglądało to lepiej niż brudne i puste ściany, ale według niego pozostawiało co nieco do życzenia.
- A to? – Sakura pokazała palcem.
Zerknął na sufit i zobaczył ostatnie twory TenTen.
- Szablon budowy zwierząt jakie można teoretycznie spotkać jako wezwanie. - Sakura aż zbladła na widok umiejscowienia kunai. Jego ambitna koleżanka nie rozumiała, że większość z nich nie latało więc nie musiała trenować na jego suficie. Przyznał też, że taki widok nie pomagał w dbaniu o dobry sen.
- A te śmiecie? – Zaczął się irytować tym najazdem i szukać gazet. Miał w ręku trzy, gdzie położył ostatnią?
- Eksperyment.
Sakura uruchomiła z obrzydzeniem pieczęć na pudełku ramen.
- Nieeee… - Próbował zatrzymać ale było już za późno.
Siedząc we trojkę pod stołem, widział z bliska szacujące go spojrzenie Uchiha. Nie chciał wiedzieć co chodziło chłopakowi po głowie.
Tylko cudem nie zostali poszatkowani. Na szczęście pieczęć była w środku pudełka i zaostrzone patyczki dango poszły w górę niczym gejzer. Opad tych co się nie wbiły w sufit lub odbiły rykoszetem, wciąż stanowił zagrożenie. Co miał powiedzieć? Anko zostawiła ich u niego naprawdę dużo, a on nie lubił jak się coś marnowało.
Rozłożyli się na stole po wyjęciu ostatnich śladów jego eksperymentu i zaczęli wyszukiwać podobieństw. Zapomniał, że ostatni numer miał pod wycieraczką.
Nie pamiętał też dlaczego tam ją schował.
- Mamy trzy podobieństwa. – Podsumował Naruto.
- Czyżby? – Cała trójka podskoczyła zaskoczona pojawieniem się ich tymczasowego dowódcy. Naruto był szczególnie zdziwiony. Skupił się na psie i poczuł jak ten zaczął wędrować z powrotem do pomieszczenia. Sprytny Inuzuka musiał zwabić psa na zewnątrz, apotem wejść zamiast niego. Blondyn zanotował w pamięci by być nieco bardziej świadomym. Może spróbuje tej metody co go kiedyś namawiał Neji? Z gumką na nadgarstku, co się ją się pstrykało regularnie by przypomnieć o czymś. Musiał jakoś zacząć wyrabiać swoją świadomość otoczenia. Chociaż ta i tak wzrosła od czasu gdy poznał Anko.
- Tak Taichou. – powiedział. – Melduję, że przesłuchaliśmy świadków, 1) zabezpieczyliśmy miejsce zbrodni – Sądząc po lekko naelektryzowanych włosach mężczyzny, to ostatnie już poznał na własnej skórze. – Zarekwirowaliśmy celem dalszego sprawdzenia Księgę Rachunkową i ustaliliśmy podobieństwa z innymi przestępstwami w okolicy.
Mężczyzna spojrzał na nich uważnie i z aprobatą.
- To bardzo duży sukces jak na pierwszą sprawę.
- Dziękuję w imieniu drużyny. – Odpowiedział formalnie. Nie omieszkał jednak dodać czegoś od siebie. - Cieszę się też widząc, że po czterech godzinach jest pan żywy i wolny.
- Powiedziałem, że idę do toalety i uciekłem. – powiedział wzdychając zmęczony. – To dla was lekcja, że czasem nie warto walczyć, lepiej się wycofać. Tym bardziej gdy sprawa jest bezcelowa.
Naruto jedynie wzruszył ramionami.
- Lepiej ty Taichou niż ja. – Zignorował kwaśną minę mężczyzny i wskazał na gazety. – Są trzy podobieństwa Taichou.
- Pierwsze, - Włączyła się Sakura – To ogłoszenia matrymonialne. Pojawiają się po każdej sprawie, ale co ciekawe nie zmieniają się nazwiska, tylko daty urodzeń.
- Jako, że nie mam innych gazet w tym momencie. – Nie mógł ich znaleźć w tym bałaganie jaki mu zrobili goście. – Nie wiemy czy to przypadek, czy część sprawy. Na pewno jednak jeśli nie jest to związane ze sprawą, to może mieć inne znaczenie.
Tylko ktoś z pamięcią Sakury mógł cos takiego zauważyć biorąc pod uwagę ilość ogłoszeń i zamiłowanie do oglądania własnego nazwiska na papierze przez shinobi. Była z siebie dumna, że do czegoś się przydała, więc Naruto specjalnie nie angażował się w szukanie gazet z innych dni.
- Drugie, - włączył się podekscytowany Sasuke. – To krzyżówki. – Wskazał na jedną. – Jeśli odwrócić kolejność zwycięskich haseł mamy nazwy kilku produktów, których pływ do wsi jest ściśle kontrolowany. To brzmi jak ogłoszenie.
- Znowu, - Zaczął Naruto. – Proceder nie musi mieć związku, może być dowcipem, albo inną sprawą.
- Ciekawe. – Wymruczał Inuzuka, a pies mu przytaknął szczeknięciem. Naruto uznał to jako zachętę do kontynuowania.
- Trzecia, to notowania. Po każdym z wydarzeń spadły notowania jednej z ośmiu firm ubezpieczeniowych obecnie znajdujących się w rankingu. Teoretycznie jest możliwe, że jedna z nich za tym stoi i zamierza kontynuować proceder niszczenia mienia oraz usuwania przypadkowych świadków, lub na rynek wchodzi inna firma. – Naruto wskazał jedno z ogłoszeń, które powtarzało się we wszystkich numerach. – Jeszcze nie jest w rankingu, ale w tym tempie może tam trafić. – Wskazał na Sasuke i Sakurę. – Zgodnie z zebranymi przez nich zeznaniami, inne sklepy w okolicy odwiedził przedstawiciel Sayounara com, czyli właśnie tej firmy.
- Naprawdę interesujące. – W glosie mężczyzny brzmiał niemal podziw. – Napiszcie raport i złóżcie dowody w moim biurze nim jutro podejmiecie misje. Hakate już będzie powrotem
- Och. – Sasuke wyglądał jakby dostał w brzuch. – Inuzuka-san, - Kurtuazja ledwie przechodziła Uchiha przez gardło, ale Jinchuriki musiał przyznać, że się starał. – Czy da nam znać Taichou, jak się sprawa skończyła?
- Zobaczymy. – Posłał im tajemniczy uśmiech gdy wychodził.
Przed wyjściem jeszcze się obrócił i spojrzał na Naruto.
- Uzumaki-kun…
- Tak?
- Czy to jest pies? – Wskazał na jedne z bardziej upstrzonych kunai rysunków na suficie.
Chłopak zbladł, a po plecach spłynął mu pot.
- Ależ nie. To kot… tak, właśnie, to jest kot.
- Hm.
- Duży i… kiepsko narysowany, ale kot. – W tym momencie krytyka zdolności plastycznych TenTen była bezpieczniejszym wyjściem, niż dowód, że trenowali radzenie sobie z psami.
- Hn.
- W dodatku latający kot! – Dodał desperacko.
- Aha. To dlatego jest na suficie. Rozumiem i życzę wam miłego popołudnia. Żegnam.
Naruto padł na kanapę i próbował pozbyć się drużyny.
Sasuke jednak zaczął zwiedzać bezczelnie jego maluteńkie mieszkanie, a tym samym Sakura też tam była.


***


Kakashi wracał do domu w nie gorszym stanie niż gdy go opuszczał. Wciąż tylko się niepokoił o swoich uczniów. Krótka, nawet jednodniowa chwila wytchnienia była przyjemna. Teraz musiał tylko zdecydować się co robić miał dalej. Zawiódł swojego sensei i jego żonę. Co gorsza zawiódł swoich uczniów. Sasuke go ignorował. Sakura była słaba, mimo swojej inteligencji. A Naruto? Jak by wyglądała ich sytuacja, gdyby to jego zespół poszedł na misję, o której opowiadał mu Guy? Nie łudził się co do wyników. Sakura by zamarzła, Sasuke wysforował i nawet nie był pewny reakcji Naruto. Musiał przyznać, że chłopak miał dobrą ocenę sytuacji. Przypomniał sobie jego ostatnie zmęczenie. Nie było one spowodowane jednak jego treningiem. I ta nieścisłość w jego zachowaniu. Skąd szacunek od Aburame? Nie mógł zapytać. Ze względu na wezwanie swojego sensei, nie byli mu zbyt przychylni. A, jego uczeń? Gdzie był rozwydrzony dowcipniś o niskim ilorazie inteligencji? Gdzie był chłopiec, który miał uwielbiać swojego nauczyciela i scalać zespół składający się z aspołecznego geniusza i inteligentnej, choć zakochanej dziewczyny?
Posmutniał, jak przypomniał sobie, że chłopak nazwał nawet Anko swoim sensei. Oczywiście każdy mówił do Anko, tak jak ona sobie życzyła, ale wciąż czuł dziwne kłucie w sercu.
Zajrzał pomiędzy strony swojej książki i znalazł kartkę z adnotacją o Sasuke. Mógł ją spalić, bo już chłopak zaciągnął go do sklepu po obciążenia na nogi i ramiona. Może powinien mu pokazać teraz jak ćwiczyć refleks? Sakurę musiał trochę bardziej… usportowić. Naruto był poza jego zasięgiem.
Westchnął znużony i zaczął myśleć nad ćwiczeniami zespołowymi. Mógł jeszcze sprawić by chłopak go zaakceptował prawda? Był przecież lepszy od zielonej fasolki!
Chociaż nie zamierzał jej tego mówić. Miał dość wyzwań.
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa

Re: [NZ] Oczami Śmierci 8/15

Postprzez Etiss » 25 maja 2016, 19:27

Biedny ten Naruto tak mu wszyscy wszystko utrudniają;) Jestem ciekawa jak tam sie dalej będzie rozwijać akcja w drużynie.
Etiss
 
Posty: 4
Dołączył(a): 22 sty 2011, 11:50

Re: [NZ] Oczami Śmierci 9/15

Postprzez Tristan » 16 sie 2016, 11:14

Rozdział 9

Naruto oceniał pozycję słońca pamiętając, że umówił się w południe z Neji. Na szczęście miał jeszcze sporo czasu. Znając kumpla podejście do spóźniania, nie zamierzał do tego dopuścić. Kolejna mowa o tym, że nie przystoi taka opieszałość przyszłemu Hokage mogła źle wpłynąć na jego osobowość. Widocznie tak często mówił o tym, że chce zostać głównym dowódcą tej wsi, że jeden z nich w to uwierzył. Nie on. Mimo usilnych prób Hyuga nie zamierzał zrezygnować z tego marzenia.
Tylko dlaczego marzył za niego?
W tej chwili siedział w krzakach obok drżącego z entuzjazmu Uchiha. Na szczęście, Muraki zaproponował im udział w misji rozwiązanej krzyżówki, więc nie musieli sprzątać lub prowadzać psów. A do tego wszystkiego dał Kakashi do zrozumienia, że ich dwóch wystarczy. Hakate więc zostawił chłopców i udał się uczyć Haruno genjutsu. Sam fakt, że on miał kogoś edukować zaskoczył blondyna niezmiernie. Gdy się okazało, że był to efekt prośby harpii z różowymi włosami, fakt ten doprowadził z wrażenia niemal do katatonii zarówno Uzumaki jak i Uchiha.
Był to jednak bardzo nudny poranek, za co był Jinchuriki wdzięczny, bo takich miał ostatnimi czasy bardzo mało. Teraz mieli tylko uzupełnić braki kadrowe w policji prowadząc obserwację budynku, gdzie Muraki podejrzewał dochodziło do przemytu kilku nielegalnych substancji. Oczywiście, nie były one takie same jak w innych miejscowościach. Gdzie wśród cywili trucizny i inne szkodliwe środki są zakazane, tak w Konoha by to spowodowałoby bunt. Anko-chan pewnie by nawet serce pękło na samą myśl. Inaczej jednak, rzecz się miała ze środkami odurzającymi i halucynogennymi. Hokage dostałby apopleksji gdyby jego shinobi chodzili naćpani. Alkohol był jedynym kompromisem, a i tu można było zauważyć tendencję do limitu procentów w butelce dopuszczonej do sprzedaży.
Na szczęście, chłopcy mieli odrobinę cienia, więc nie ulegali smażeniu słonecznemu podczas notowania przez pięć godzin o ruchach wewnątrz apteki. Naruto bez entuzjazmu szkicował swoje pieczęcie, by się nie nudzić. Sasuke także nie wypuszczał ołówka z dłoni, ale z zupełnie innej przyczyny. On pilnie notował każdego klienta i każdą dostawę.
- Przy tym, ostatnim dodaj, że wszedł na zaplecze z właścicielem. – Powiedział z entuzjazmem godnym Nara.
Sasuke spojrzał na niego spod przymrużonych powiek, ale bez komentarza dopisał uwagę. Blondyn musiał mu przyznać punkt, za to, że nie naciska z pytaniami: jak on to wiedział? Nawet nie czynił uwag dlaczego nie warto go słuchać! Szacunek i zamiłowanie do pracy przodków był więcej dla niego warty niż przekonanie o własnej wyższości.
Mógł oczywiście uznać, że jest dobrym czujnikiem. Zdolność w końcu ta, była wrodzona w jakimś stopniu.
- To już trzeci od rana. To raczej nie dostawa, tylko klienci. – Powiedział brunet w zamian.
Jinchuriki zaczynał się martwić, że Uchiha zapomniał jak być złośliwy.
- Może. – Przyznał. – A może kupują coś nie nielegalnego tylko wstydliwego?
- Niby co, dobe? – Zapeszył, Uchiha dalej był draniem.
- Krem na hemoroidy, albo viagrę.
- Jeśli ma więcej taktu niż nasz sensei, - Powiedział urażonym tonem brunet. - Który czyta pornosy zamiast uczyć.
Naruto się zgodził, ale w głębi zamyślił się nad słowami kolegi. Czy według niego oznaczało to, że Hakate powinien się wstydzić czytania tego badziewia pisanego przez jakiegoś głupca, czy nie kształcenia Sasuke czegoś w czymś przyzwoitym? Nie był pewny, co sam uważał za gorsze.
Rudy pies, leżący pomiędzy nimi zamerdał ogonem, wyraźnie też się zgadzając. Cieszył się, że ktoś opowiadał się za nim. Aprobata psa Inuzuka stanowiła miły akcent w ciężkim dniu, bo trudno było ją zarobić. Nie licząc Akamaru większość z nich była równie inteligentna co właściciele. Akamaru, według Naruto, był zmuszony w celu zachowania przeciętnej równowagi w wypełnionej wieloma idiotami świecie, nadrobić kompletny brak rozumu u swojego partnera. Dnia poprzedniego, gdy z drużyną Guy sensei sunął po murach Konohy o świcie, widział biegnącego z naprzeciwka młodego Inuzuka. Pies tak jak oni poruszał się po ścianie w pozycji równoległej do ziemi, zaś chłopak standardowo, prostopadle. Jednocześnie czytał regulamin shinobi. Nie brakowało im zapału, ale Jinchuriki nie był pewny co ich ścigało. Nie widział za dobrze genjutsu które były w kolorze, osądzając jednak skrzywienie kolegów i uśmieszek koleżanki, Kurenai wykreowała dla niego coś specjalnego.
- Siła wyobraźni górą. – Skomentował ku uciesze koleżanki, której jako jedynej podobało się co zobaczyła. Osobiście cieszył się, że został pozbawiony tej przyjemności. Rozmazana plama wystarczyła.
Nagle jego rozmyślania przerwało ciało kładące się pomiędzy nim i psem. Drań wbił mu niechcący łokieć w żebra więc musiał zdusić kaszel by nie zdradzić pozycji.
-Siema. – Szepnął Shikamaru kładąc się obok niego. – Coś ciekawego? – Najwyraźniej drużyna dziesięć miała ich zastąpić. Sądząc po dźwięku wydanym przez Sasuke, Choji miał problem z ułożeniem się. Zaproponowałby mu, by podkopał sobie dołek pod brzuch, ale chłopak wziąłby to do siebie i szlak trafiłby całą inwigilację, a przynajmniej część incognito. Wina padła by, na drużynę Shikamaru, ale nie chciał tego prowokować. Nie było warto. Czasem coś wewnętrznie przekonywało go do profesjonalizmu. Zapewne wewnętrzny Hyuga ukształtowany przez zły pływ przyjaciela. Zbyt częste przebywanie z Neji doprowadziło do wchłonięcia przez osmozę Hyugomanni…
Tak uważał.
- Kilku z wpadając do środka, zagląda na zaplecze. – Powiedział Sasuke z błogością ignorując brak jasnowłosej harpii. Dała mu się we znaki z różową harpia i zamierzał cieszyć się każdą chwilą bez nich.
Nikt nie rozumiał, jak ciężki był żywot ostatniego Uchiha.
- I niby jak to sprawdzacie? – Zdziwił się przybyły brunet z fryzurom naśladującą ananasa.
- W sposób indywidualny i nie do powielenia. – Powiedział mu grzecznie Naruto, zbierając się z ziemi. Lata doświadczeń w robieniu dowcipów by uzbierać dużą ilość punktów w prywatnym turnieju jaki sobie stworzył nauczyły leżenia w miejscu i obserwacji. Małe płótno żaglowe, nie przemiękało i choć nie chroniło od chłodu, to od robaków dzięki małej pieczęci. Nic ambitnego, ale przynajmniej nie wyglądał jak człowiek lasu. – Obawiamy się, że musisz opracować własną metodę.
- Mój sposób, trenuje ze swoim ojcem po popisie na arenie. – Żalił się Shikamaru, ale Naruto wiedział, że już coś kombinował. Nie musieli się martwić. – I nie powinieneś używać tylu sylabowych słów Naruto. – Skarcił go.
- Już mi nie zależy.- Mruknął markotnie.
Po co? Każdy przecież teraz bawił się w grę: rozgryźć Jinchuriki Konohy.
Anko-chan dosłownie.
Pożegnali się i udali zdać raport.
Sasuke niemal się wdzięczył. Zadowolony z siebie duch Fugaku miał na twarzy wypisaną nadzieję, że syn przeorientuje cele. Chłopak z jasnymi włosami zaczynał się zaś martwić, że Uchiha miał przeorientować się też seksualnie. Rumienił się na widok Murakiego jak Sakura na jego. Dobrze, że chociaż nie wyznawał miłości wierszem.
Kupiłby mu wtedy zielony kombinezon.
- Dobrze się spisaliście. - Podsumował Inuzuka po wysłuchaniu ich raportu. Sasuke gdyby miał ogon, to pewnie by merdał nim czekając na ciasteczko. – Będę częściej prosił o oddelegowanie was do mnie. – Mówił gładząc sierść Rudobrodego. Pies mruczał ze szczęścia, niemal jak kot. Na szczęście dźwięki na posterunku roznosiły się dość mocno i nie było zbytnio słychać zupełnie z charakteru pisku Sasuke.
Jinchuriki musiał przyznać, że tak naprawdę pisku nie było, bo stonowany kolega z drużyny nie byłby pewnie wstanie go wydać, choćby go ze skóry obierali, ale coś w oczach jego mówiło, że był bardzo blisko naśladowania Sakury, gdy ta miała okazję choćby stać w jego cieniu. Albo gdy sobie coś uroiła.
Postanowił pozostawić to bez komentarza.
- Idziesz do siebie? – Zapytał go brunet zaskakując. Przez chwilę, przemknęło mu przez głowę pytanie, czy tym zdaniem Uchiha wyczerpał limit uspołeczniania na kolejny tydzień?
Stali przed posterunkiem i z ciekawością obserwowali jak dwóch shinobi, zapewne rangi chunin ciągnęło kogoś silniejszego od nich i zapewne mocno pijanego. Człowiek nawet w takim stanie chwiejnym był bardzo niebezpieczny.
- Nie. Umówiłem się. – Pijak najwyraźniej przerzucił się z obelg i szarpania na inne czynności i odkrył, że jeden z nich ma łaskotki. - Praca policji jest ciężka. – Podsumował i udał się na spotkanie Neji. Machnął nawet dłonią na pożegnanie, nie zwracając uwagi na irytację kolegi.


***


- Wpadłem w pustkę. – Żalił się Neji. – Mam tyle pomysłów jak ci pomóc z twoim darem! – Naruto przeszły dreszcze i obawiał się, że zacznie mieć koszmary po tym wyznaniu. – Ale nie mam nic dla siebie. I to teraz, gdy wreszcie zaczyna być widać krąg w moich oczach! – Żalił się.
Ten pomysł z Rinneganem miał jeszcze mocno się odbić na zdrowiu Jinchuriki. Niewielu zdawało sobie sprawę, że Neji już nie uruchamiał Byakugan. Nie potrzebował, bo jego oczy zaczynały nabierać i bez tego jego właściwości. Dziewczyny zakazałyby mu wchodzenia do łaźni gdyby wiedziały, że rozpoczął widzieć przez niektóre obiekty. Blondyn zaś nie mógł się doczekać, jak będzie przyjaciel widział tak dobrze, że zacznie wchodzić w ściany. Czy to w ogóle było możliwe? Z tego, co mówił Hyuga, to nie było tak jakby znikały mu obiekty by mógł widzieć inne, to było po prostu widzenie głębsze, które pozwalało obserwować kilka rzeczy jednocześnie. Więcej szczegółów.
- Myślałem by spróbować żywiołową czakrę. – Powiedział by poprawić humor przyjacielowi. – Myślę, że wiatr pięknie uzupełniałby twój styl, albo ziemia. Nawet woda lub ogień mogą być przydatne.
- Członkowie mojego klanu zazwyczaj mają ogień lub ziemię. – Zamyślił się. – Ale masz rację, to doskonały pomysł Naru-chan!
- Dziękuję. – Bąknął zirytowany przezwiskiem.
- I kiedy miałeś to zaproponować? – Teraz, blade oczy spoglądające na niego były zimne.
- Wtedy gdy… hm…. – Jak miał powiedzieć, że w dniu gdy skrócił jego włosy? Mieli cichą umowę by nie wspominać o nich, tamtym feralnym dniu oraz elektryczności. Ostatnio Neji podejrzanie patrzył nawet w niebo gdy pojawiały się chmury.
Chyba miał uraz.
- Wymyśliłeś to na poczekaniu? – Zapytał go z wyrzutem. Bardzo starał się zmusić blondyna do nauki planowania i układania strategii długoterminowych. Podstawowe ćwiczenie obejmowało nie podawaniu pomysłów dopóki ich nie przemyślał. Jinchuriki nawet starał się do tego dostosować.
- Przykro mi. – Było to lepsze niż przypomnienie o tamtym traumatycznym dla przyjaciela dniu. Skąd miał wiedzieć, że obcięcie włosów weźmie z taki żalem? Niemal urządził im pogrzeb!
- No już dobrze. Chodźmy do sklepu. – Z entuzjazmem zaciągnął go do miejsca gdzie sklepikarz był jednym z nielicznych cywili handlujących z shinobi. Zazwyczaj byli to emerytowani członkowie sił Konohy.
- 1000 ryo. – Neji patrzył na mężczyznę z niedowierzaniem.
- Na etykiecie jest 100 od kartki. To dla dwóch będzie 200.
- Tak, - Wtrącił się złośliwie Naruto, wciąż jednak kształtując rysy twarzy jakie praktykował w szkole. – Nie potrafi pan dodawać?
- Mój sklep, moje ceny.
- Czyżby? - Chłopcy się obrócili, ale żaden nie był zaskoczony obecnością Jonin - Ibiki. Obaj widzieli go na swój sposób już wcześniej.
Grzecznie pozdrowili potężnego i przerażającego shinobi.
Nie dobre maniery, ale instynkt przetrwania.
- Rozumiem, jakbyś próbował ich przegonić za brak zgody Jonin. – powiedział tym przerażającym cichym głosem. Nikt jednak nie mógł go nie usłyszeć.
- Właśnie tak, Ibiki sama. – Powiedział mężczyzna kłaniając się i zacierając ręce. – Taki żarcik by się pozbyć dzieci.
- To dobrze. – Powiedział wykrzywiając kącik ust, zapewne w wyrazie uśmiechu, ale nie można było mieć pewności.
- Oczywiście Jonin sama.
- Na szczęście, to zdolne dzieci i obecnie najlepiej zapowiadające się w tym pokoleniu, więc daję im zgodę osobiście.
Ręce sklepikarza opadły, ale podał im dwa zwitki papieru. Neji szybko je zbadał i skinął Naruto głową, że są poprawne.
- Dziękuję, za wsparcie Ibiki sama! – Pozdrowił go wychodząc Naruto, kątem oka obserwując pocącego się sklepikarza, z którym najwyraźniej miał chęć mężczyzna porozmawiać po ich wyjściu. Postanowił mu pomóc. – pozdrów ode mnie Anko-chan!
Był zajęty pobladłą twarzą sprzedawcy więc nie zauważył błysku aprobaty w oczach mężczyzny. Ibiki zawsze doceniał odrobinę sadyzmu i w porównaniu do Anko preferował tortury psychologiczne, a jego zdaniem Uzumaki Naruto miał do tego pewne predyspozycje. Wiedział co i w jakim momencie powiedzieć. Oczywiście mógł to być, przypadek, ale sadząc po ciągnącym się za blondynem ogonem składającym z jednego, młodego członka korzenia, Danzo też wiedział, że w chłopcu było coś więcej niż pokazywał światu.
Ciekawy co musiał dowiedzieć się Shimura by go tak zaangażować, miał zamiar podpytać Anko, a może nawet do czegoś go wynajmie? Słyszał, że policja ostatnio zaczęła brać do niektórych zadań genin, więc czemu on nie miałby skorzystać? Anko byłaby wspaniałym opiekunem dla praktykantów.
- A teraz panie sprzedawco porozmawiamy o tym jaką wartość ma pozwolenie na handel w Konoha i co za sobą ono niesie.
Nie słyszał już śmiechu Naruto gdy obserwował przyjaciela, który patrzył z niesmakiem na papier.
Blondyn widział jak Neji zamierza wyrzucić kartkę pogiętą elegancko przez środek.
- Spójrz na to optymistycznie Neji. To na swój sposób też wesprze byakugan.
- Niby jak?
- Nie będziesz musiał zawsze celować w tenketsu. – Uśmiechnął się bezczelnie. – poza tym wyobraź sobie to piorunujące wrażenie, elektryzująca osobowość… Au.
Naruto aż podskoczył z bólu. Hyuga potrafił kopnąć boleśnie w kostkę.
- Teraz ty cwaniaku. – Burknął patrząc na sierotę spod przymrużonych powiek.
Uzumaki wziął kartkę w dwa palce i na chwilę zamyślił się nad tym jak to miało się skończyć. Liczył trochę na ogień jak Guy sensei, ale wątpił by miał tyle szczęścia.
Westchnął i przepuścił odrobinę czakry do papieru.
- Wiatr. – Skomentował Neji wiedząc jak rzadki jest ten element w Konoha. Mścił się za ten piorun.
- No cóż, - Ostudził jego zapał Naruto. – Ja musiałbym się umizgiwać do Asumy, a ty do Kakashiego.
Mina chłopakowi zrzedła. Postanowił go jednak pocieszyć.
- Nie martw się. Na pewno sensei się poświęci i przy jakimś wyzwaniu zmusi go do pomocy.
- A ty?
- Na razie mi się nie spieszy, mam już pełny talerz.
Neji się z nim zgodził.
Praca nad koordynacją łańcuchów i wciąż duże problemy z chodzeniem po wodzie czasem strasznie frustrowała blondyna.


***


Gdzieś w innej części Konoha pewien shinobi obserwujący swoją uczennicę jak próbuje utrzymać genjutsu nad ruchomym celem i jednocześnie czytając sprośną książkę, poczuł dreszcz na plecach. Po latach służby musiał wyrobić sobie dobry instynkt i intuicję. Teraz przeczuwał nieszczęście. Czyżby Guy miał znowu go wyzwać? Miał nadzieję, że nie. Nie wystarczało fasoli, że zabrał mu Naru-chan?
- Hakate sempai?
- Muraki kun? - Zapytał się zdziwiony i nieco podejrzliwe. Czy potrzebna mu była Sakura? Czy miał zostać sam?
- Szukam Uzumaki kun.
- Och. – Zapomniał, że już minął czas misji. Westchnął z bólem w sercu nie zważając na zirytowany wyraz twarzy ćwiczącej obok dziewczynki. – Był umówiony z Hyuga. – Zaczynał się pilnie przypatrywać harmonogramowi uczniów. Naruto z żałością, Sasuke z niepokojem i z irytacją co do Sakury planu dnia.
- Dziękuję, sempai. – Spojrzał na dziewczynę i nie mógł powstrzymać skrzywienia. – Myślę, że powinnaś Haruno dodać temu psu jeszcze jedną nogę.
Dziewczyna się zarumieniła ze wstydu, ale zaczęła dodawać brakujący element do tworzonego mirażu.
- Nie doszliśmy jeszcze do lekcji anatomii. – próbował nieśmiało się usprawiedliwić Hakate. Nie zamierzał mówić, że był tak wdzięczny, że dziewczyna wykazała w czymś inicjatywę, że ignorował niedoróbki. Miał czas to jeszcze poprawić. Iluzje, których shinobi nie był wstanie utrzymać dłużej niż pięć minuty, i tak niczemu nie służyły. Dziewczyna potrzebowała wytrzymałości.
- To zwykle robi się we własnym zakresie, - skrytykował dziewczynę, która sądząc po rumieńcach była tego świadoma. – Może powinnaś odwiedzić Uzumakiego. W jego domu na suficie są dokładnie rozrysowane różne stworzenia.
Skinął nauczycielowi głową i odszedł z psem.
- Dowidzenia sempai.
Kakashi zaś palił się od wewnątrz z zazdrości. On był tylko raz u Naruto i nie zauważył żadnych rysunków, tylko zepsute mleko!


***


- Uzumaki kun!
Blondyn spojrzał na policjanta z niepokojem. Cieszył się, że był towarzystwie Neji, a nie Uchiha, bo tamten już zazdrośnie paliłby mu oczami dziurę w głowie.
- Tak Inuzuka san? – Skinął też głową jego rudemu psu, który siedział z wywieszonym językiem. Pies w tym momencie nie wyglądał zbyt inteligentnie. Wiedział jednak, że pozory mogły mylić.
- Pojawiło się nowe miejsce zbrodni i chciałbym prosić o pomoc.
Neji już miał błyszczące oczy licząc, że będzie mógł wziąć udział w tym śledztwie. Jinchuriki nie rozumiał, co jego rówieśnicy widza w zagadkach kryminalnych.
Jeżeli zmuszą go kiedyś do zostania Hokage, to wycofa wszystkie kryminały z księgarni!
- A co mógłbym zrobić?
- To się okaże.
- A co tam jest? Zaczął iść obok mężczyzny z Hyuga naśladującym go obok Rudobrodego.
- Dużo ciał.
- Aha. – Zaczął niepewnie i nieco podejrzliwie. – A ile konkretnie?
- Trudno policzyć.
Naruto się zatrzymał nagle i nawet nie poczuł jak przyjaciel na niego wpadł.
- To ja udam się na obiad…
- Liczyłem na więcej zagazowania Naruto kun.
- Wiesz jak to mówią, chcesz liczyć, to licz na siebie…
- Mój pies stoi za tobą. – Naruto musiał przyznać, że faktycznie go wyczuwał. Blisko. Nie mógł co prawda osądzić jego wyrazu pyska, ale dźwięk wystarczył by zrozumieć jak blisko ostre zębiska były jego pośladków.
Argument był jednak wystarczający by tam pójść. Naiwny Neji nie utracił entuzjazmu dodatkowo odcinając mu drogę ucieczki. Muraki nawet śmiał wyrazić mu wdzięczność za zapobiegawcze działanie.
Czy nikt nie liczył się z jego poglądami w tej sprawie? Widział wiele uszkodzonych duchów! Nie chciał widzieć teraz wersji bardziej wyraźnej, materialnej i ewidentnie mocniej woniejącej.
Zaniepokojony wszedł do jakiejś piwnicy i nie zazdrościł koledze lepszego widzenia. Jego noktowizja była równie imponująca co widzenie dzienne, więc pozostawiała wiele do życzenia.
- To rzeźnia? – Zapytał głosem godnym tego w trakcie mutacji.
- Nie, miejsce zbrodni. – Nostalgiczne westchnięcie nie pomogło chłopakowi.
Naruto wybiegł oddać swe ostatnie posiłki w krzaki.
Muraki był wdzięczny, że nie zanieczyścił miejsca zbrodni.
Neji nieco pobladły stał obok.
Znajdowali się w nadrzecznej części Konoha gdzie były głównie magazyny.
Gdy jego żołądek nieco się uspokoił zaczął mówić.
- Jedna kobieta, czterech mężczyzn i dwie dziewczynki.
Muraki zmrużył oczy.
- Nie ma tu części ciał dzieci.
- Są. – Wtrącił smętnie zniesmaczony Neji. - A nawet więcej. Trzy szkielety są wmurowane w podłogę. Jeden dużo starszy, stąd pewnie Naruto mógł nie wyczuć.
- Dziękuję. – Powiedział zadowolony, jakby coś się wyjaśniło i zapewne dla niego tak było. To nie tak jakby miał im mówić wszystko nad czym pracował. Właściwe to Jinchuriki wolałby nie wnikać w takie sprawy.
- Naruto kun?
- Tak? – Zapytał niepewnie. Miał nadzieje, że nie będzie musiał tam wracać. – Czy wiek ma jakieś znaczenie dla ciebie?
- Nie. – Przyznał uczciwie ku zadowoleniu przyjaciela. Ten od jakiegoś czasu chciał zaangażować więcej osób, by mógł szkolić swój tak zwany dar. – Ale ich śmierć była nie dawno i bardzo nieprzyjemna, to mi przeszkadza. Nie nadaję się do rozwikłania zagadki masowego grobu.
- Będziemy dziś w nocy ćwiczyć wyszukiwanie szkieletów. – powiedział zadowolony z siebie Hyuga niszcząc blondynowi perspektywę snu. Wiedział, że się nie wywinie. Wystarczyło by zaprosił jeszcze Tenten i Lee, a nie było szans by uciekł.
Będzie musiał się zemścić.
- To dobrze, że się rozwijacie. – skomentował ignorując piorunujący wzrok Naruto.
- Czy możecie powiedzieć coś jeszcze co by mogło pomóc śledztwie?
- Nie. Zmarli zbyt gwałtownie. Są niemi. Ale…
- Tak Naruto kun?
- Ale cały czas patrzą w tym samym kierunku? – powiedział niepewnie, nie zdając sobie sprawy, że właśnie potwierdził wszystkie podejrzenia Murakiego co do jego zdolności.
Wskazał w tamtą stronę i poczuł jak Neji uruchamia byakugan.
- Dziwne. – powiedział białooki chłopak nie będąc świadomy jak zaskoczony był Muraki nie widząc prawie śladu żył wokół oczu oraz obserwując szary krąg wokół miejsca gdzie powinna być źrenica.
Te dzieci były bardzo zaskakujące.
- Co takiego? – Odezwał się nowy głos.
Naruto spojrzał na Hyugę który przybył. Miał podobne oznaczenia co Inuzuka sugerujące, że był policjantem oraz zakryte czoło mówiące jasno, do której gałęzi rodziny należał. Musiał być niewiele starszy od Murakiego.
Przybyły też uruchomił byakugan bez pomocy pieczęci i śledził wzrokiem ten sam kierunek co Neji.
- Tam jest coś ukryte? – Zdziwił się nastolatek.
- Nie widzę Neji kun. – Powiedział Hyuga. – Możesz sprecyzować?
W jego głosie nie słychach było nawet cienia wątpliwości. Brak wyższości i zbytniej pewności siebie, był według Jinchuriki odświeżający.
- To jakby coś czasem mignęło za firanką Takeo Ojisan.
- Sprawdzimy to. – Westchnął. Hyuga cofając Byakugan. – Jesteś coraz lepszy Neji kun. Bez ciebie mógłbym to przegapić.
- Dziękuję Ojisan, ale co to jest?
- Są pewne związki chemiczne, które rozpraszają nawet nasze oczy. Popularne dla tych co chcą coś przed nami ukryć.
- Ja też mam problem z zapachem – Dodał Muraki. – Więc ktoś tu się bardzo starał zatrzeć ślady.
- Pewnie znowu jakiś chunin. – Powiedział smętnie Takeo. – Ostatnio coraz częściej zdarza się by ktoś stracił kilka klepek.
- Dlatego Hokage wziął się za nas. Takie sprawy są nie tylko straszne ale i żenujące.
- Wiem Muraki. – Uśmiechnął się jednak nagle uprzejmie. – Na szczęście jeszcze jest jakaś nadzieja. – Poklepał po głowie Neji niszcząc mu fryzurę. Dość krótką jak na Hyuga.
- No dobra. Dzięki za pomoc i możecie iść chłopcy.
Naruto przed odejściem obserwował drugiego psa. Tym razem rudego z czarną łatą na plecach. Sądząc po puszczonym mu oczku od Murakiego, Naruto nie mylił się w swych podejrzeniach. To nie były psy Inuzuka!
Od jakiegoś czasu podlizywał się kundlowi.
Życie lubiło się z niego naśmiewać, co następne miało go spotkać?
- To było ciekawe. – Entuzjazmował się kolega.
Nie powinien był zadawać tamtego pytania. Czuł, że sprowadził na siebie kłopoty!


***


Arena tym razem nie była wypełniona tylko shinobi. Hokage wykorzystał zainteresowanie publiczności i sprzedał sporo biletów cywilom oraz odwiedzającym. Kilku chunin ganiało też zbierając zakłady, więc jiji musiał wziąć sobie też do serca jego propozycję co do hazardu. Największy idiota nawet zdawał sobie sprawę, że zapewne byli tu szpiedzy z innych wsi.
- Nie widzę nikogo z wywiadu. – Szepnął Neji do Naruto. Goście byli usadzeni na ławkach wokół, a shinobi jak ostatnio na linach przewiązanych pomiędzy drzewami. Co wygodniejsi jak oni znaleźli sobie solidną gałązkę do odpoczynku. Sensei niektórym nie pozwalali na to zmuszając do pracy nad równowagą.
- Tym bardziej tu są. To jedna wielka przynęta i doskonały moment by kogoś namierzyć. – powiedział Naruto z niepokojem patrząc na rozgrzewkę Lee. Tenten jeszcze coś szeptała mu do ucha podskakując za nim. – dziwię się, że nie ma Anko.
- Już tęsknisz? – Zakpił Hyuga.
- Bynajmniej, ale ona świetnie odwracałaby uwagę. Wiesz, coś w stylu: Ona mnie nie widzi więc jestem bezpieczny do szpiegowania tych złych zjadaczy drzew.
Za nimi słychać było parsknięcie.
Naruto dopiero teraz się zorientował, kto tam był, nie rozpoznał go wcześniej. Facet miał w sobie tak złożoną osobowość, że w zależności od nastroju jawił mu się inaczej.
- Ibiki san. – Przywitał się Hyuga.
- On wystarczy. – Powiedział Naruto jak gdyby nikt im nie przerwał.
Neji zgodził się z nim.
- Niezbyt rzuca się w oczy.
- Cywilom nie musi, tylko szpiegom. – Obaj chłopcy złożyli wachlarze jakie kupili na straganie na zewnątrz. Papierowa tandeta dla turystów była ich pomysłem na coś czym mogli zasłaniać usta właśnie podczas takich rozmów. Neji sam był świetny w czytaniu z ust i nie zamierzał dawać pożywki innym. Starsi shinobi jak rozmawiali też niekiedy mieli coś przy wargach. Czasem kunai, łyżka, lizak, dango albo jakieś małe genjutsu.
- Widzę, że TenTen jeszcze próbuje mu wbić coś do głowy.
Naruto jedynie wzruszył ramionami.
- Dałem mu możliwość rozwiania genjutsu, ale i tak musi się zorientować, że jakieś jest. – Neji uniósł brwi pod wrażeniem.
- Skończyłeś tą pieczęć.
- Dzisiaj rano, częściowo.
Hyuga zaniepokoił ten komentarz. Wiedział do jakich wypadków mógł blondyn doprowadzić.
- Nie wybuchnie mu to w twarz, prawda?
- Nie powinno. – Uspokoił kolegę drapiąc się po głowie i nieśmiało uśmiechając. – Problem jest w tym, że musi zmarnować czas na rozerwanie kartki, bo to najszybszy sposób jaki znalazłem, a i tak okazał się dla niego ciężki.
- Dlaczego?
- Uwierzysz Neji, że on w tych zielonych śpiochach nie ma kieszeni?
- Staram się o tym nie rozmyślać, czego w tym kombinezonie nie ma. – Powiedział Neji grobowym głosem, ucinając definitywnie temat.
TenTen im pomachała jeszcze i sądząc po rumieńcach omawiała właśnie przechowywanie pieczęci.
- Słyszałem, że Aburame Susume 4 miejsce, nie chce z tobą walczyć. – Naruto zaprzestał liczeniu piruetów jakie w tym momencie wykonywał na grzbiecie żółwia ich sensei. Cheerleaderka z niego była ujmująca.
- To nie jest sprawiedliwe dla nich. Ich walka opiera się głównie na wycieńczaniu przeciwnika, nawet nie licząc pozbawiania czakry. A ja mam za dużo czakry jak i energii. Do tego jestem odporny raczej na subtelne uderzenia.
- Dlatego Shino ostatnio u ciebie koczuje.
- Tak. Zamierza wyhodować chyba jakieś bojowe owady. Takie skupione na atakach fizycznych.
- Tuczy je na tobie. – Zakpił.
- Dopóki, nie wyrosną im od tego ogony…
- ZACZYNAMY! – Rozległ się krzyk Genmy, który nieco zirytowany patrzył na Guy sensei. Jonin odbierał mu widownię. Miejsce 5 vs. 3. – Rock Lee przeciwko Nara Miwa. Rock Lee walczy o prawo do zmierzenia się z miejscem 4 Aburame Susume.
Blondyn skupił się na przeciwniku Lee. Ten człowiek miał być też jego rywalem niedługo.
- Walczyłeś z nim, da sobie radę Lee?
- Nie. – Padła krótka odpowiedź.
- Taktyka? – Domniemywał?
- Jeżeli nie jest się wstanie w niej dorównać, to trzeba przytłoczyć siłą.
- Jest jeszcze szybkość. – Zauważył Naruto.
- I dlatego nie będzie od razu nokautu.
Neji miał rację. Zielona fasolka wystartowała szybko w kierunku wroga, ale ten nie zamierzał dopuścić specjalisty taijutsu do siebie. Jedną dłonią wywołał ścianę ognia i zmienił kierunek.
- Zwrotność Lee pozostawia trochę do życzenia. – Skomentował jego kolega z drużyny.
- Raczej refleks oczu. Chyba jest szybszy niż rejestrują jego ślepia.
Lee, próbował ponownie tego samego, ale znowu Nara odskoczył myląc przeciwnika.
- Nie sądzisz Naruto, że ta jednoręczna pieczęć wygląda ciekawie.
- Nie zupełnie. – Skomentował. – Katon Uchiha jest dużo solidniejszy. Podejrzewam, że to tylko połowiczny efekt tego co ma w arsenale.
- Na taką okoliczność wystarczy.
- Zużywa też mniej czakry.
To zabawne, że ktoś taki jak ty tak pilnie zwraca na to uwagę.
Naruto posłał mu szczery uśmiech.
- Uwielbiam patrzeć jak inni są w gorszej sytuacji. – Wzruszył ramionami. – Sprawia, to że lepiej się czuję.
- Tak mało, a cieszy. – Podsumował Hyuga.
- No…
Patrzyli jak Nara zbliża się do obrzeży poligonów i przewidywalnie dla nich obu, Lee po piątej próbie uderzył w otaczający poligon mur.
- Teraz nie zobaczy Genjutsu. – Westchnął Hyuga.
Miał rację. Rock Lee może nie utracił przytomności, ale lekkie oszołomienie pogorszyło jego koncentrację i percepcję. Subtelne genjutsu pozwoliło się Nara zbliżyć do niego by zadać kilak ciosów. Trzeba było przyznać, że mimo uderzeń w newralgiczne miejsca, instynktowna obrona i doskonała forma wciąż trzymały chłopaka na nogach.
Lee na szczęście zorientował się, że uderzenia minimalnie padają gdzie indziej niż powinny i wyjął z włosów zwitek papieru. Neji z przerażeniem patrzył na poświęcenie bo nie wyobrażał sobie usuwania spinki bez jej rozpinania nawet by móc ratować się.
Kilka więcej wyrwanych włosów i miało być widać łysinę.
Naruto uznał, że każdy miał swoje priorytety.
- Nara, wykorzystał jego własne zdolność przeciwko niemu. - Podsumował tą część walki Neji. - U każdego gorszego w taijutsu, takie drobne zmiany w postrzeganiu ataków, nie miałyby takiego efektu. Nie jesteśmy tak precyzyjni.
- Przygotował się do walki. – Zgodził się Naruto. - Może jego sensei zadowoli się tym i nie zmusi zbyt szybko do walki ze mną? – Zapytał z nadzieją.
- Wątpię. To kobieta.
- Ah. – Westchnął z udręką i lepiej się ułożył. Nara zorientował się tym czasem, że może częściej używać genjutsu, a zdolności do rozwiania go przez Lee, jest ograniczona. Rock Lee jednak dostosował się i mniej precyzyjnie chronił, za to bardziej skutecznie.
Ułożył się wygodniej. Miał nadzieję, że to miał być koniec atrakcji na dzisiaj. Chciał odpocząć, bo w nocy był zmuszony do chodzenia po cmentarzu i analizowaniu ciał. Doszli co prawda do tego, że już mógł je zlokalizować, ale na sugestię Neji, że mógłby jeszcze popracować na integralności ich urządził awanturę, że nie pójdzie do Inuzuka by dał mu się bawić puzzle częściami ciała i że będzie miał koszmary jeśli w ogóle dostanie okazję na sen. Przyjaciel był tak zaskoczony jego wybuchem, uznał, że naprawdę potrzebował odpoczynku. Był w szoku, choć nie na tyle by zapomnieć złożyć zawiadomienie o starym szkielecie znalezionym koło rzeki.
Głęboko zakopanym.
- Zwycięzca Nara. Rock Lee dostaje prawo do walki o wyższy poziom. – Na Sali rozległy się brawa. Oboje dali popis kontroli i solidnej walki.


***


Kakashi siedział przed lustrem i wyciskał pryszcza spowodowanego ciągłym noszeniem maski. Ogólnie dzień musiał uznać w jednej trzeciej za udany. Sakura-chan zaczęła się szkolić, a on czuł satysfakcję z jej trójnogiego psa. Zabrał ją nawet później na jednoosobową misję w wyprowadzania zwierząt Inuzuka. Po tym już na pewno miała pamiętać o każdym istotnym szczególe psa. Nawet zapachu!
Zadowolony z siebie postanowił, że był gotów polubić to uczucie satysfakcji i jutro zamierzał je pomnożyć razy dwa. Jego pieski lubiły aportowanie, więc zamierzał zabrać na trening spory zapas piłek. Pies przecież niewiele się różnił od człowieka, prawda?
Hakate senior uderzał swoją widmową głową w ścianę.
Niestety nie mógł znaleźć ulgi w tej czynności.
W tym tempie nie miał nigdy ujrzeć swoich wnuków.
Właściwie zaczynał się martwić, że w ogóle nie miał ich mieć!
T jak Tristan, T jak terrorysta
Tristan Zabójczy Terrorysta
Za tytuł serdecznie dziękuję Morwenie!
Słowo honoru, że zrobię wszystko by na niego zasłużyć.
Tristan
Administrator
Administrator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 711
Dołączył(a): 11 lut 2008, 16:46
Lokalizacja: Warszawa


Powrót do FanFiction

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość