Harry Potter i przeklęte dziecko - fabuła

O książkach, tematyce, historii, plotkach itp.

Harry Potter i przeklęte dziecko - fabuła

Postprzez Puchacz » 01 gru 2016, 04:20

UWAGA!!! Temat zawiera SPOILERY "Harry'ego Pottera i przeklętego dziecka"


„Harry Potter i przeklęte dziecko” część pierwsza i druga
na podstawie oryginalnej powieści J. K. Rowling, Johna Tiffany’ego i Jacka Thorne’a,

Autor sztuki: Jack Thorn

Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: M. Hesko-Kołodzińska i Piotr Budkiewicz

II Fabuła

Zastanawiam się, co zawierała opowieść J. K. Rowling, na podstawie które powstał ten scenariusz. Czy Rowling naprawdę wymyśliła takie głupoty?


1. Córka Lorda Voldemorta – absurdalny pomysł nr 1
NAPRAWDĘ?! Ręce mi opadły, nogi odpadły, nie mogłam się pozbierać jak to przeczytałam.. To przecież jakby się ziścił nasz najgorszy, blogaskowy koszmar.
Ten pomysł jest tak absurdalny, że mi głowa pęka! Voldemort uprawiający seks – oczywiście z Bellą, która podobno „kochała” Czarnego Pana (wiem, ze J. K. Rowling twierdzi, że tak było, nie napisała tego jednak w książce, więc ja dalej uważam, że po prostu wielbiła swojego pana i tyle).
Ale… naprawdę?! CÓRKA CZARNEGO PANA?! BŁAGAM!!!


2. Boląca blizna
Dlaczego Harry’ego miałaby boleć blizna? Dlatego że pojawiła się córka Voldemorta, która chce go jakoś „wskrzesić”? To i tak nie ma sensu. Połączenie między Harrym a Czarnym Panem polegało na tym, że Gryfon był horkruksem – skoro przestał nim być, dlaczego miałaby go boleć blizna. Nawet odrzucając ten tok myślenia, to Harry’ego bolała blizna, gdy Voldemort istniał – w jakikolwiek sposób. Teraz nie istnieje, być może „jeszcze” nie istnieje, ale to nie ma znaczenia.

Tak przy okazji chciałabym zasygnalizować jak bardzo absurdalny jest pomysł, że Harry „zapomniał” mowę węży, gdy przestał być horkruksem. Chyba powinien ją znać choćby szczątkowo – w tym zakresie, w jakim dotąd się nią posługiwał, ponieważ nawet Ron potrafił zapamiętać kilka słów. Wiem, że Harry używał wężomowy w dużym zakresie nieświadomie, ale jednak…

3. Kocyk Harry’ego Pottera (str. 50 i następne)
NAPRAWDĘ?! To było moje pierwsze „WT –ku*** – F ”. Po pierwsze Petunia przechowująca coś brudnego, zniszczonego, należące do Harry’ego… to dziwne. Nie wierzę, że kocyk, który przetrwał tyle lat nie był brudny, zniszczony itd. – nawet leżąc w komodzie musiał się brudzić – chyba że mi wmówicie, że Petunia regularnie go prała, bo miała do niego sentyment?...

Sądzę, że Petunia wykorzystałaby taki kocyk, opiekując się Harrym jako dzieckiem, oczywiście. Nie kupiłaby mu czegoś nowego, to wiemy. Jednak po co miałaby go przechowywać? Nigdy nie traktowała Harry’ego jak syna. A nawet jeśli – to jest Petunia – nie trzymałaby takich rzeczy w domu. Sądzę, że nie trzymałaby nawet zniszczonych rzeczy SWOJEGO synka. Po jej śmierci Dudley znajduje kocyk i oddaje Harry’emu (skąd wie, że to kocyk Pottera?) – no i sam Dudley oddający Harry’emu KOCYK. Błagam. Cokolwiek ćpał człowiek, który to wymyślił, powinien przestać.
Ani Petunia, ani Dudley nie są sentymentalni.
A dalej Harry, który trzyma kocyk, gdy mu smutno… To jest facet, który słyszał krzyk własnej matki, gdy zbliżał się do niego dementor – a nie jakaś zastraszona dziewięciolatka.

Aż mam ochotę wkleić jakiegoś mema.

A dalej jest jeszcze lepiej. Jamesowi dał pelerynę niewidkę (który rościł sobie do niej prawa – niby dlaczego?), Lily jakąś zabawkę (która brzmi absurdalnie) a Albusowi stary koc?
No jakby mój brat dostał super pelerynę niewidkę – dar od Śmierci a ja stary kocyk, to też bym nie zbyła zachwycona. Byłabym wściekła!

Nie wiem też skąd przekonanie Harry’ego, że kocyk dostał od mamy. To może być równie dobrze kocyk Hagrida. Chyba że coś mi umknęło z serii?

4. Harry jest naprawdę złym ojcem dla Albusa
Już patrząc po powyższym.

„A ja żałuję, że jesteś moim synem.” (str. 53)
Młodzież rzuca różne rzeczy w gniewie, jednakże takie teksty nigdy nie powinny wypłynąć z ust rodzica.
Na to nie ma usprawiedliwienia. Trudno mi też sobie wyobrazić, że Harry powiedziałby coś takiego.

Harry twierdzi, że nie miał wzoru do naśladowania, ale to nie jest prawda. Po prostu jest złym ojcem dla Albusa. To nie jest przecież tak, że jest złym ojcem w ogóle.
Tylko nie potrafi być ojcem swojego młodszego syna.

No i miał wzór dobrego ojca, może go nie doświadczył – ale widział dobrych ojców.


5. Obciążenie dzieci takimi imionami

Ten przytyczek w nos Rowling akurat mi się podobał. Nadanie dzieciom imion „Albus Severus”, „James Syriusz” i „Lily Luna” jest nieco dziwne. Harry zachowuje się jak maniakalny fan serii o samym sobie. Tak czy inaczej… imiona „Albus Severus” to rzeczywiście wielki ciężar. Zawsze mówię, że imię, które się nadaje dziecku może być ciężarem a Potter jako ojciec powinien w ogóle sobie uzmysłowić jak ciężko będzie jego synowi mieć na imię Albus a na nazwisko Potter.
Współczuję dzieciakowi.

Poza tym… Ginny miała trochę zdrowego rozsądku, więc dziwne jest to, że na to pozwoliła. Nie brała udziału w nadawaniu imion? Pozwoliła by jej dzieci obciążyć takim ciężarem w ramach „terapii” Harry’ego? A jeżeli akceptowała takie postępowanie, to sama też miała wielu zmarłych krewnych, może też chciałaby uczcić czyjąś pamięć…


6. Powtórzenie scen
Powtórzenie epilogu Insygniów na początku sztuki jest nieco słabe. Ma tylko jeden plus – jest jedynym sensownym nawiązaniem do całej serii.


7. Jedenastolatkowie rozmawiający o prokreacji
Chodzi o tą scenę, w której poznajemy Scorpiusa. Serio… Jest tak sztywna i dziwaczna.
– Ojej, to ty jesteś synem Czarnego Pana.
– Nie, nie jestem. Spłodził mnie Draco.
– No tak, masz nos.
Śmiechom nie było końca.


8. Ceremonia przydziału
Nie podobała mi się, ale rozumiem, że została tak przygotowana na potrzeby sztuki. Jednakże chodzi o to, że i tak mi się nie podoba – nawet gdy sobie ją wyobrażam na deskach teatru. Ale to już kwestia gustu.
Pomijając fakt, że to Tiara Przydziału wyczytuje nazwiska uczniów – ktoś dał jej listę?


9. Klątwa Astorii – absurdalny pomysł nr 2
Przekazana więzami krwi, uaktualniła się w jej przypadku. Tytuł tej sztuki powinien brzmieć: http://www.corka–czarneg-pana-i-astorii.blogasek.pl Przecież to śmieszne!
Pomysł jak z blogaska, naprawdę.

W fandomie mamy teksty o większym potencjale, które są ciekawsze i ambitniejsze, nawet gdy zaczynają się od nieco absurdalnych pomysłów adopcji, klątw, kamieni małżeństw, aktów, które zmuszają do małżeństw, zaklęć zniewalających itd.


10. Piękny Cedric
Absolutnie nie mam zastrzeżeń do zachowania Amosa, to zrozpaczony , samotny ojciec, człowiek u kresy życia… Rozumiem, że nosi żałobę po synu, że ciągle o nim myśli, chce, by powrócił do żywych. Nie myśli racjonalnie, oczywiście. Nawet bym się pokusiła o stwierdzenie, że jego umysł jest całkowicie sprawny. Diggory wie, że jego syn był zbędny na cmentarzu, zatem nie musiał umrzeć – gdyby zmienić historię i Cedric by przeżył, historia mogłaby potoczyć się w ten sam sposób. Jest jakiś sens w tym, co mówi, nawet jeżeli ingerowanie w tak odległą przeszłość wydaje się samo w sobie niebezpieczne.
Jednakże… czy on naprawdę musi powtarzać, że jego syn był „piękny” – czy w oryginale naprawdę jest napisane, że on jest „piękny”?
W to mi ciężko uwierzyć, chyba że Amos naczytał się Zmierzchu i ceni tylko piękno ciała.

Tak przy okazji: „Sam mówiłeś, że rozkazał: <<Zabić niepotrzebnego>>”… Harry’ego to jednak bardzo wrażliwa osoba. (str. 45)


11. Hermiona Ministrem Magii
NAPRAWDĘ?!
Hermiona?! Ta HERMIONA?
Mogłaby być ministrem – na starość. Jednak nie miała pozycji, wiedzy(!), doświadczenia, aspiracji by być Ministrem Magii - i to w takim wieku!


12. Historia pani z wózkiem – absurdalny pomysł nr 3
Nawet nie wiem, co napisać pod tym hasłem. Po prostu „pani z wózkiem” – cichy bohater.


13. Akt pierwszy, scena dwunasta
To jedna z niewielu scen, która mi się podoba. Jest ciekawa a przy tym mnie nie zirytowała.


14. Ron „zajmujący się domem”
NAPRAWDĘ?!


15. Zagadki w bibliotece Hermiony były naprawdę słabe
Pomysł był słaby i ich treść była słaba.

16. Panna Rose Granger-Weasley
Czyli bohaterka, którą się nienawidzi. Zebrała wszystkie najgorsze cechy rodziców a przy tym jest gwiazdą w każdej dziedzinie. Jest też... snobką, ma przeświadczenie, że jest kimś już tylko ze względu na nazwisko. Taka postać mogłaby istnieć, ale naprawdę… Ron i Hermiona – kolejny przykład rodzicielskiej porażki.

„Rose: Wręcz przeciwnie, to fascynujące. Jestem Granger-Weasley, ty jesteś Potter – wszyscy będą chcieli się z nami przyjaźnić. Mamy wybór.” (str. 21)

Poza tym dwuczłonowe nazwisko. Dlaczego? Nie wyobrażam sobie, żeby Hermiona tego chciała, nie jest tak małostkowa. Raczej raziłaby ją niepraktyczność posługiwania się dwuczłonowym nazwiskiem . Sądzę, że nawet gdyby sama chciała pozostać przy rodowym nazwisku, w co wątpię, to nie robiłaby „cyrków” przy nazwiskach dzieci.
Zdanie Rona chyba nie budzi wątpliwości.


17. Dolina Godryka
– absurdalny pomysł nr 4
Cała ta scena jest głupia. Jest po prostu niesamowicie, niewyobrażalnie głupia.

18. Skakanie w czasie edit: 13.12.16 r.
Pomysł ze zmieniaczem czasu ma jeszcze jedną wadę... Właściwie to oś fabuły a mi to kompletnie wypadło z głowy. Chodzi o to, jak nasi bohaterowie zaczęli podróżować w czasie, dwie pierwsze podróże były całkiem ciekawe, o ile absurdalne. Kolejne natomiast zaczęły wchodzić na taki poziom wchłonięcia, że stały się abstrakcyjne, oderwane od czegokolwiek i można się poczuć zagubionym... ja się poczułam trochę jak w bardzo słabej wersji "Incepcji".

pkt A
Bardzo mnie też bawił ruch oporu, w jednej z alternatywnych rzeczywistości, dowodzony przez Granger oraz rola Rona (również zerowa).

pkt B
Postać Snape'a w alternatywnej rzeczywistości to jakaś porażka. Nawet Zilidya nie wypacza tak charakteru bohatera.

pkt C
Ogólnie - alternatywne rzeczywistości są według mnie skopane; w ogóle nie widzę szans na to, by przybrały taką postać. Może mam kiepską wyobraźnię albo zbyt mocno opieram się w tym zakresie na tym, co stworzyła Rowling (ale przecież jej nazwisko jest na okładce, to trochę zobowiązuje).

Przy wielu pomysłach chciałam napisać coś więcej, ale po prostu... nie wiem jak to krytykować. Pomysły są głupie, dziecinne, blogaskowe, chyba nawet nieco mnie obrażają.

Chciałam bardzo rzetelnie przygotować ten temat, ale nie moge się zmusić, aby jeszcze raz otworzyć tą książkę. Pisałam głównie z pamięci.


III Inne zarzuty (edit 13.12.16 r.)

Mam jeszcze taki zarzut, że moje nadzieje zostały zmieszane z blotem. Liczyłam na to, że ta publikacja przyczyni się do odżycia potterowskiego ff... A tak się nie stało - i wcale mnie to nie dziwi, bo ta książka nic nie wniosła. Niczego nas nie uczy, opowiada o niczym, zaburza nasze spojrzenie na bohaterów, ogólnie... jest zła. Tak, to ZŁA książka pod każdym względem.
Harry Potter zawsze miał jakieś przesłanie. Solidarność popłaca, ten, kto wydaje się zły do szpiku kości, może okazać się najlepszym z ludzi, nie wolno zatracać się w przeszłości, w bólu, w krzywdzie itd. A czego nas uczy Przeklęte dziecko? Strzeż się Pani z wózkiem.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 841
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Powrót do Dyskusje ogólnoliterackie.

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron