[TT][HP] Urodzinowa Bitwa Aratanooniel

Bitwy zamknięte.

Moderatorzy: Puchacz, Aratanooniel

[TT][HP] Urodzinowa Bitwa Aratanooniel

Postprzez Puchacz » 04 gru 2009, 20:57

Tytuł: dowolny
Temat: wypracowanie
Wymagnia: kanoniczny bohater, piszący wypracowanie o rodzicach. Piszący nie może mieć więcej niż 10 lat. Dzieciak może pisać o magii etc. bierzemy pod uwagę, że może uczyć się w domu według jakichś progmramów itp.
Dodatkowo: "Ale ja już nie jestem mały/a", niebieskiej kołderki i żółtej poduszki, bajek na dobranoc, malinowej herbaty;
Proza na ciepło.
Długość: do 12 stron TNR12



TEKST A


"Kocham moich rodziców"

Dla K.

Moja mama była piękna i dobra.

Siadała przy leśnym strumieniu, jasne włosy opadały jej leniwie na ramiona, a pełne były zawsze fioletowych rozwielitek. Pamiętam, że głos miała jasny i czysty, jak powietrze o świcie i spływające w strugach deszczu pole. Przechylała głowę i uśmiechała się szeroko, a oczy o kolorze fiołków błyszczały jej radośnie.

Wieczorami, kiedy księżyc błąkał się po niebie, siadała na łóżku, otulała mnie niebieską kołderką i opowiadała bajki. Wspinałam się wtedy po wysokich górach, słuchałam ducha, grającego na harfie, widziałam setki motyli wzlatujących ku niebu, a przecież nie wychodziłam nawet ze swojego pokoju! Noce przesypiałam spokojnie i mama mówiła, że jest ze mnie dumna, że inne dzieci boją się same spać. Uśmiechałam się wtedy szeroko i nigdy nie mówiłam, że przecież nie ma się czego bać. Jest tylko letnia herbata, żółta poduszka i kolorowe ściany, i księżyc błądzący po niebie. Nie, nie ma powodów do lęku.

Czasem, o świcie, chodziłyśmy na łąkę pełną kwiatów. Pierwsze promienie słońca ślizgały się po zroszonej trawie, a kwiaty pachniały zachwycająco. Wyobrażałam sobie, że jestem nimfą - mam długą, białą sukienkę i bladą skórę, i pięknie śpiewam, a nocą przychodzę do śpiących dzieci by opowiedzieć im baśnie. Śnią im się wtedy piękne sny a ja uśmiecham się delikatnie i odlatuję w ciemną noc, ku zawieszonym na niebie gwiazdom.

Kiedy byłam smutna, bo nie mogłam znaleźć nimf i rozwielitek, mama przynosiła mi malinową herbatę. Była słodka i pyszna, piłam ją czując rozlewające mi się po gardle ciepło. Szybko ścierałam łzy z oczu - nie płacz, Luno - i biegłam do lasu, a tam już czekało na mnie mnóstwo fascynujących stworzeń.

Uczyła mnie śpiewu i magii. Siadałyśmy w ogrodzie na wielkim, czerwonym kocu i mama pokazywała mi wszystkie te zaklęcia, które mnie tak fascynowały, a czasem pozwalała nawet samej spróbować. Przychodził wtedy tatuś - opierał się o pień drzewa, a wiatr wichrzył mu włosy. Mówił, że pięknie śpiewam i czaruję, ale zaraz potem znikał w pustym domu. Mamusia mówiła, że taki już jest, że tylko chrapaki i insygnia mu w głowie. Chwilę potem już biegłyśmy przez pole i śpiewałyśmy skoczne piosenki.

Ale kiedyś mamusia odeszła. Do krainy baśni i marzeń - mówił tatuś, ale rozpaczliwie ścierał łzy, kiedy wydawało mu się, że nie patrzę, a skórę tarł tak mocno, aż do podrażnienia - pewnie pchliczki wpadły mu do oczu. Do nieba - pomyślałam, bo mama zawsze mi mówiła, że jest takie niebo, świat tylko szczęśliwy, gdzie zawsze są nimfy i nie trzeba płakać.

Myślę, że teraz mama jest moją nimfą - przychodzi w nocy w długiej, białej sukience i opowiada baśnie, a kiedy śpię już głęboko, odlatuje do gwiazd. Czasem biegnę do lasu i szukam jej odbicia w tafli wody, ale jakoś nigdy nie mogę go dojrzeć.


Tatuś jest mądry i piecze pyszne ciastka.

Czasem dużo pisze, pochylony nad pergaminem, a jego pióro niesamowicie pędzi po kartce. Niekiedy atrament skapnie i wtedy granatowa plama rozlewa się po całej kartce. Wzrusza tylko ramionami, macha różdżką i pergamin znów jest całkiem czysty. Szkoda - mówię czasem - granatowy papier jest ładniejszy.

Odkąd tylko skończyłam trzy latka zaczął mnie uczyć. Twierdził, że jego córka będzie mądra i odszuka chrapaki krętorogie, aby potem zrobić im zdjęcia i pokazać mu, gdy już będzie bardzo stary. Wyobraziłam sobie wtedy tatusia bujającego się na krześle, z gazetą w ręką i oglądającego zdjęcia. Obiecałam odszukać chrapaki i dlatego jestem pilną uczennicą.

Kocham tatusia nad życie i uwielbiam, kiedy przychodzi wieczorem i głaszcze mnie po głowie.

- Moja mała, kochana dziewczynka - mówi i wtedy trochę jest podobny do mamy, i ma głos taki jak ona - jasny i czysty.

- Ale ja już nie jestem mała - odpowiadam, trochę z przekory, trochę z przyzwyczajenia. Potem przytulam się mocno, mocno i żegnam słowem "dobranoc", i szybko okrywam się niebieską kołdrą. Później tatuś schodzi po schodach, które cicho skrzypią, szczególnie na przedostatnim stopniu. W całym domu pachnie ciastkami, tato przygotowuje je na następny dzień. I kiedy ten rozkoszny zapach wypełnia każdy kąt, zasypiam.

Budzę się czasem w nocy. Śpią wszyscy oprócz sów, które hukają głośno i wzlatują w górę, przypominając nieco czarne duchy. Siadam wtedy na parapecie i patrzę w gwiazdy, i wtedy czasem dostrzegam mamę - zawieszoną wysoko, w białej sukience. Wtedy myślę, że mama jest aniołem.

Kiedy indziej widzę tatę, który spaceruje w ciemnościach, aż siada na skraju pola i pogrąża się w zadumie. Otwieram okno i wdycham czyste, nocne powietrze i wtedy kładę się, i znów zasypiam, aby obudzić się już rano. Raz słońce oświetla kolorowe ściany, w inne dni, po szybach spływają strugi deszczu. I stukają. I kapią. Kap, kap - małe, zwinne krople skaczące po parapetach. Wydaje mi się, że są małymi robaczkami lgnącymi do przezroczystych szyb.

Bardzo kocham tatę.

Uwielbiam również jego wspaniałe niespodzianki. Dzisiaj, na moje dziesiąte urodziny, wywiesił nad moim pokojem wielką kartkę "Wszystkiego Najlepszego!". Litery mienią się wieloma kolorami, ale pergamin jest granatowy. Jak morskie nimfy.


Mama odeszła do krainy marzeń i baśni, a tatuś czasem smutny chodzi ciemną nocą po polu. Jednak wiem, że kiedyś będziemy wszyscy razem - jasnowłosa nimfa, tatuś, co tylko chrapaki i insygnia mu w głowie i ja, a wszyscy będziemy trzymać się za ręce.

Chciałabym tylko, żeby tato też czasem poszedł ze mną do lasu, usiadł po turecku nad strumykiem. Może spojrzałby w taflę wody i dostrzegł mamę tam po drugiej stronie. Albo chociaż usłyszałby jej szept - lekki i żywy, albo śpiew, unoszący się wśród wysokich drzew. Ja wiem, że mama jest gdzieś blisko - pachnie brzozą i fioletowymi rozwielitkami - ale czasem tęsknie. Zwłaszcza wtedy, kiedy księżyc jest tak cienki - tylko malutki rogalik - że prawie go nie widać i jego światło nie błąka się nocą po niebie. Zwłaszcza wtedy, kiedy tatuś chodzi nocą polach, schody nie skrzypią, a w domu nie unosi się zapach ciastek. Ale to jest prawie nigdy.

Kocham moich rodziców.

Już kończę, bo w pokoju pachnie tortem i bitą śmietaną. Słońce śmieje się do mnie, zapraszając na dwór, jego promienie skradają się po stole, aż oświetlą pergamin. Gdy dotrą do wiszącej nad drzwiami kartki dokładnie będzie widać jej granatowy kolor.

Jak morskich nimf.

Luna Lovegood

TEKST B


Fotografia nieba

Tekst dedykowany.

Kanonicznie.

Do bólu...


Zupełnie nie rozumiem, dlaczego babcia kazała mi pominąć to zadanie. Przecież ja tak lubię pisać wypracowania. Ten temat jest prościutki, przecież sobie poradzę! Może ona myśli, że nie? Że jestem jeszcze za mały? Ale ja nie jestem mały!

Moja Mama często się śmieje, a wtedy ma na policzkach dołeczki. Tata całuje te dołeczki, gdy myśli, że nie patrzę. Mama jest śliczna i wesoła, ubiera się na kolorowo. Czasem zachowuje jak mała dziewczynka, strasznie jest gapowata. Ostatnio stłukła ulubiony kubek Taty. Kubek jest niebieski w czerwone i żółte wzorki. Tata zaczął się śmiać, cmoknął mamę w nos i połączył wszystkie części znowu w kubek. Babcia rzadko używa magii, a dla Mamy i Taty różdżka jest ważniejsza niż palce. Tata potrafi wszystko naprawić, a Mama umie wyczarowywać kolorowe obłoczki w różnych kształtach, jak ciocia Ginny. Może wszystkie mamy to potrafią? Pewnie to jakaś niezbędna umiejętność, potrzebna do nagradzania dzieci.

Rodzice są dla mnie najważniejsi na świecie. Czasem gdy boję się zasnąć przychodzą do mnie. Tata machnięciem różdżki zapala światło, wygania potwory spod łóżka i z szafy. Mama by mnie rozweselić zmienia kolor pościeli z zielonego na żółty i niebieski. Gdy wtulam się z żółtą poduszkę, tata przykrywa mnie niebieską kołderką i wyczarowuje na niej wzorek w chmurki. Chmurki mienią się w słabym świetle świecy wszystkimi kolorami tęczy. Proszę o bajkę. Wsłuchany w dwa głosy, które idealnie się uzupełniają, powoli zapadam w sen. Zasypiając czuję się jakby otulał mnie ciepły kokon. Miłość? Sny zmieniają się każdej nocy. Tym razem śnię o kolorowych chmurkach.

Bardzo lubię chodzić z Mamą i Tatą na ulicę Pokątną. Byłem tam już kilka razy, to miejsce jest tak wystrzałowe! Jeszcze lepsze są wycieczki na place zabaw w mugolskiej części miasta. Uwielbiam wspinać się po drabinkach, ale Tata ciągle trzyma się blisko mnie, pewnie nie chce, żebym spadł. Ja też nie chciałbym spaść, więc dobrze, że On tam zawsze jest.

Nasza kuchnia jest bardzo duża, a słońce zawsze najpierw tam zagląda do okien. Mama rano siedzi przy stole i rozmawia z Tatą. Promyki słońca wpadają wtedy do środka przez niebieską zasłonkę. Mamine włosy zmieniają wtedy kolor bez żadnych czarów! Wydaje mi się, że Mama nie zwraca na to uwagi jest za bardzo zajęta kawą i rozmową. Tata jednak uśmiecha się, robi nam śniadanie i przygląda się Mamie. Lubię siedzieć obok niej, albo na jej kolanach i popijać malinową herbatę. Tata nie pozwala mamie w kuchni na nic oprócz siedzenia przy oknie. Mówi, ze jest zbyt rozkojarzona, a on nie lubi sprzątać po wybuchach. Mama na początku się denerwowała a jej włosy zmieniały kolor na czerwony, ale teraz chyba się już przyzwyczaiła.

Kiedyś oglądałem razem z babcią zdjęcia. Wszystkie były czarodziejskie, postacie się poruszały. Większość z fotografii była brązowa, babcia powiedziała, że to się nazywa sepia. Zdziwiło mnie trochę jej zachowanie gdy otwierała kuferek pełen równo poukładanych zdjęć. Zanim uniosła wieko, pogłaskała je, a w oczach pojawiły się łzy. Zapytałem wtedy, dlaczego jest smutna. Odpowiedziała mi, że to tak jakby spotykać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi. Z jednej strony bardzo się cieszymy, z drugiej wspominając przeszłość zawsze jest nam jakoś smutno. Nie do końca ją wtedy zrozumiałem, ale zapewniła mnie, że kiedyś dowiem się o czym mówi.

Podała mi pierwsze zdjęcie. To była Mama, miała nie więcej lat niż ja. Ubrana była w sukienkę z falbankami i marszczyła śmiesznie nosek. Mama często opowiada, że nigdy nie lubiła chodzić w sukienkach, ale babcia zmuszała ją do ich zakładania, próbując zrobić z niej grzeczną i porządną dziewczynkę. Według babci taka grzeczna i ułożona panienka, powinna mieć również dwa grube i długie warkocze najlepiej złote lub hebanowe. Mama jednak zawsze gdy musiała założyć sukienkę skracała włosy i zmieniała kolor na jak najbardziej odblaskowy. Tak właśnie wygląda na tym zdjęciu. Mała dziewczynka ze zmarszczonym nosem, tak podobnym do mojego, i z króciutkimi włosami, których w żaden sposób nie dało się upiąć. Fotografia to sepia, więc nie wiem jaki miały kolor, a babcia nie pamięta, albo nie chce powiedzieć.

Najwięcej fotografii przedstawia Mamę, gdy jest jeszcze całkiem malutka, zdjęć z czasów gdy była trochę starsza jest mniej. Wtedy była wojna a to nie czas na radosne pstrykanie zdjęć jak mówi babcia. Nie wiem czy się z nią zgadzam, bo nie mam pojęcia czym jest wojna. Skończyła się gdy byłem bardzo malutki. Chciałbym jednak móc zobaczyć więcej zdjęć...

W kuferku jest tylko pięć fotografii ze ślubu rodziców. Wtedy też była wojna. Czasem pytałem dlaczego więc akurat wtedy się pobrali. Babcia nie odpowiadała. Tata mówił, że właśnie dlatego, a Mama ze śmiechem całowała mnie w nos i odpowiadała, ze po prostu się kochali. Pierwsza z fotografii jest czarno-biała. Zrobione jest chyba w salonie w starym domu babci. Są na nim tylko rodzice. Mama w białej sukience wtulona w Tatę. Krążą w tańcu po całym salonie, czasem znikając za brzegami zdjęcia.

Na drugim zdjęciu jakiś śmieszny czarodziej chyba udziela ślubu rodzicom. Mama uśmiech się promiennie, a Tata patrzy na nią tak jakoś dziwnie. Kolejna fotografia przedstawia świadków. Jestem ciekawy kto to był. Na czwartej jest Tata. Chyba została zrobiona z zaskoczenia, jest całkowicie nie pozowana. Tata raz po raz wybucha na nim bezgłośnym śmiechem. Rozmawia ze świadkiem, którego nie znam.

Ostatnie, piąte zdjęcie tylko ja zaliczam do tych ślubnych. Mama na łące, z rozłożonymi rękoma obraca się w kółko, coraz szybciej i szybciej, aż w końcu upada ze śmiechem na trawę. Wtedy pojawia się ręka taty, która pomaga jej wstać. I tak w kółko. Nie wiem czy to rzeczywiście zdjęcie z dnia ślubu, czy też zostało zrobione kilka dni wcześniej czy później. A może pstryknął je ktoś, kiedyś w czasie między dwiema wielkimi wojnami, i to dlatego mama jest tak radosna? Na tych pięciu zdjęciach Mama mimo że w sukience, wydaje się najbardziej szczęśliwa. Chciałbym by to było jednak ślubne zdjęcie. Przecież żadna jakaś tam wojna nie może zakazać mojej Mamie się śmiać, prawda?

***

- Teddy! Zejdź na dół! Wujek Harry już jest.

Chłopiec kończy pisać, odkłada pióro, czyta dokładnie swoje wypracowanie. Z dołu dochodzi do niego śmiech Jamesa i Albusa. Dmucha na atrament, zwija pergamin i chowa do szuflady.


TEKST C


Bo to co najważniejsze, to zawsze być sobą.

Urodzinowo,

dla N***


Późny wieczór. Na czystym, listopadowym niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy, a słabe światło bladego księżyca ukradkiem przedostawało się przez niezasłonięte okno do dziecięcego pokoju. Z pozoru nie różnił się on od tysięcy innych, przeznaczonych dla małych dziewczynek, jednak w tym, wyczuwało się pewien rodzaj magii, o której istnieniu wiedzieli tylko wybrańcy. Krążyła ona wokół świec, które nigdy się nie wypalały i kominka płonącego zielonym ogniem, lecz szczególnie zauważalna była w postaci drobnej, błękitnookiej blondyneczki, leżącej w dość niezwykle wyglądającym łóżku.
Wystrój pokoju był typowo dziecinny, ale jednocześnie oryginalny. Pomarańczowa tapeta w zielone grochy, czerwony dywan, dębowa podłoga, kremowe zasłony, niebieska kołdra w żaby i żółta poduszka tworzyły niezwykły chaos, który w oryginalny sposób współgrał z meblami z drzewa wiśniowego. Całości dopełniały uchwyty w kształcie najróżniejszych zwierzątek.
Dziesięciolatka, pociągając nosem, skrobała coś gęsim piórem na pergaminie. Co jakiś czas przerywała, by napić się malinowej herbaty z różowego kubka w kwiatki, stojącego na nocnym stoliku po jej prawej stronie, lub użyć chusteczki do nosa, która chwilę później znikała z pościeli.
W pewnym momencie odłożyła pióro i spojrzała na do połowy zapisany pergamin. Zmarszczyła nos, zmięła go w kulkę i rzuciła na podłogę, po czym sięgnęła po kolejną kartkę i napisała dużymi, dziecinnymi literami:

?Moje wypracowanie o rodzicach
Luna Lovegood?


Po tych słowach jej malutka rączka z wahaniem zawisła nad skrawkiem pergaminu, a czoło zmarszczyło się w zamyśleniu. Zaczęła rozglądać się po pokoju, aż jej wzrok padł na wazon o niezwykłym kształcie, pełen dziwnego zielska i polnych kwiatów.

Trzyletnia Luna stoi w bujnym, wręcz zarośniętym, ogrodzie przyglądając się pochylonej nad grządką matce.
- Mamusia, a po cio to?
Kobieta z długimi włosami koloru dojrzałego zboża odwróciła się do córeczki ze śmiechem.
- Kochanie, te zioła są po to, żeby w nocy nie budziły cię żadne gnębiwtryski.
- Dziębityski ? pokiwała z poważną miną Luna.
W ogrodzie rozległ się perlisty śmiech.
- Dokładnie tak, kochanie. A teraz chodź, włożymy je do twojego wazonika.


Gęsie pióro dotknęło pergaminu:
?Moja mamusia bardzo dobrze zna się na ziołach. Jest bardzo mądra i wie, do czego każde z nich służy. Dzięki temu gnębiwtryski nie przychodzą do mnie w nocy. No i mama z tych roślinek robi mi herbatki, żebym była mądra i zdrowa, i żebym potem mogła iść do magicznej szkoły. Bo ona też do niej chodziła i spotkała tatusia wzięła z nim ślub, i jestem ja. Więc jak ja pójdę do tej magicznej szkoły to też będę taka jak mama. ?

Luna uśmiechnęła się spoglądając na kartkę. Nareszcie jej wychodziło. Podniosła głowę, gdy z dywanu rozległo się miauknięcie. Pulcheria w końcu się obudził. Ten niezwykły okaz Kotmaka arabskiego dostała od cioci Alwarii, chociaż ona twierdziła że to jakiś zwykły Bob*. Ciocia nigdy nie znała się na zwierzętach.

Salon w domu państwa Lovegood. Z sufitu sypią się kolorowe iskierki, a na ścianach wiszą serpentyny. Luna kończy pięć lat. Alwaria Lovegood składa siostrzenicy niespodziewaną wizytę, rzadko bowiem wysuwa nos ze swojego kociego raju w Walii, a opiekę nad swoim ?kotarium? przedkłada nad rodzinne uroczystości.
- Wszystkiego najlepszego, moja słodka, Lunusiu. Popatrz co ci ciocia przywiozła. To maleńki Bobtail, będziesz miała się z kim bawić, gdy rodzice będą pracować.
- Dlaczego ma na imię Bop?
- Nie Bop, tylko Bobtail i to jest...
- Kotomak arabski! Córeczko, podziękuj cioci za tak hojny prezent! Nikt od bardzo dawna nie widział ani jednego osobnika! - zachwycała się pani Lovegood.
- Ale to przecież jest... - Alwaria zrobiła się cała czerwona, ale przerwała, gdy spostrzegła rozanieloną buzię Luny.
- Dziękuję! Mam własnego Kotomaka! Pulcherio chodź do mnie.
- Ależ, Luno. To chłopiec! - oburzyła się kobieta.
Dziewczynka spojrzała na nią zdziwiona.
- Przecież wiem ciociu.

**********
Wieczorem, gdy wszyscy goście udali się do domów mała Luna leżała na łóżku z Pulcherią na kolanach i słuchała opowieści mamy, która bezwiednie głaskała kota po głowie.
- Widzisz kochanie, Kotomaki to bardzo mądre stworzenia. Wiedzą jak się ukryć, dlatego nikt ich dawno nie widział. Zwykle nie lubią ludzi i unikają ich, ale czasem im pomagają. Wtedy mówią ludzkim głosem, bo inaczej nie byłyby w stanie się z nami porozumieć. Może jak będziesz dobra dla Pulcherii to on się do ciebie odezwie. Kto wie? A teraz śpij, kochanie. Jutro musimy iść na zakupy, żeby znaleźć trochę zabawek dla twojego nowego przyjaciela.
- Dobranoc, mamusiu.


?Moja mama zna się też na zwierzątkach. Pierwsza zauważyła, że Pulcheria to nie jest kot, ale Kotomak. I to niezwykły, bo lubi ludzi. Wszyscy, także moja ciocia, myśleli, że to kocur, ale mama im wyjaśniła, jakie mamy szczęście. Niestety, jeszcze ze mną nie rozmawiał, ale wiem, że w odpowiednim momencie się do mnie odezwie. Bo kotomaki potrafią mówić, kiedy chcą. Mama tak powiedziała, a ona się na tym zna.?

W pokoju rozległo się dość głośne ?pop? i na środku stanął skrzat. Ubrany był w poplamioną chusteczkę i miał zielone włosy. W dłoni trzymał fiolkę z opalizującym na niebiesko płynem.
- Panienka powinna wziąć eliksir. Wtedy będzie zdrowa i wstanie z łóżka.
- Ale Chumku, to jest niedobre.
- Niech panienka nie marudzi. To lekarstwo na podstawie receptury mamy panienki, a poza tym to już ostatnia dawka. - Skrzat wręczył jej eliksir.
Luna zamknęła oczy i szybko wypiła zawartość, krzywiąc się przy tym lekko.
- Ale obiecujesz, że więcej nie będzie?
- Panienka wie, że Chumek nigdy nie kłamie - po tych słowach zniknął.

Sześcioletnia Luna siedzi przy niewielkim stoliku, w sporej piwnicy pełnej dziwnych urządzeń, rurek i kociołków. Na kawałku pergaminu rysuje fioletowe drzewa i niebieską trawę pod pomarańczowym niebem. Co jakiś czas zerka na matkę stojącą po drugiej stronie pokoju. Pani Lovegood podrygując do tylko przez siebie słyszanej melodii, z uśmiechem, kroi dziwnie wyglądające korzonki. Po chwili wrzuca do jednego z kociołków o kilka kawałków za dużo i całym domem wstrząsa wybuch.
Przestraszona dziewczynka spadła z krzesełka prosto pod stolik, przy którym siedziała. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła całkowicie zniszczone pomieszczenie.
- Mamusiu, gdzie jesteś? Co się dzieje? - spytała przestraszona.
- Tu jestem kochanie. To nic, tylko pomyliłam proporcje ? odezwała się kobieta, podnosząc się z ziemi.
Po chwili do pomieszczenia wbiegł przerażony Ksenofilius.
- Co się dzieje?
- Kochanie, to nic...
- Luno, skarbie nic ci nie jest? Idź na górę, dobrze? Chumek zrobi ci herbaty.
Gdy tylko za dziewczynką zamknęły się drzwi, państwo Lovegood zaczęli się kłócić.


?Mama jest bardzo zdolna. Jest zielarką, ale umie też robić eliksiry, a nawet je wymyśla. Czasem jej nie wychodzi i jest wielkie ?buum?, a tata potem krzyczy. Ale mama to bardzo lubi, więc tata w końcu jej pozwala. Tata pozwala mamie na wszystko, bo ją kocha. A mama stara się nic nie niszczyć. Ja też jak będę dorosła, to będę wynajdywać eliksiry, żeby mama była ze mnie dumna.?

Luna westchnęła, odłożyła pióro i sięgnęła po kubek z zimną już herbatą. Jej wzrok padł na stojącą obok niego ruchomą fotografię mamy.

Przygnębiony Ksenofilius siedzi w salonie, wraz z najbliższą rodziną. Rozmawiają przyciszonym głosem, jakby bali się, że kogoś zbudzą.
- Ksenofilusie, a gdzie Luna?
- Bawi się z kotem w pokoju.
- Powiedziałeś jej?
- Jeszcze nie, Antonino. Nie mogłem... Nie byłem w stanie... Jak mam jej to powiedzieć? Na szczęście nie było jej wtedy w domu.
- Kiedy, tatusiu? Gdzie mama? - zapytała Luna stojąc w progu.
Oczy wszystkich osób w pomieszczeniu patrzyły raz na nią, raz na jej ojca. Pan Lovegood westchnął, podszedł do córki i uklęknął.
- Luniu... mamy nie ma.
- A gdzie jest?
- Kochanie, mama jest w niebie.
- Acha. A kiedy wróci? Bo musimy iść po karmę dla bahanek.
- Mama nie wróci, skarbie. Ale na pewno patrzy na ciebie z góry. A po karmę pójdziemy razem, dobrze?
Luna pokiwała głową i pobiegła do swojego pokoju.


?Mamy od dawna nie ma z nami. Tata mówi, że mama jest w niebie. Ale ja już nie jestem mała i wiem, że mamę zabrały nargle. Mówiłam jej, żeby nie szukała ich wieczorem w lesie, ale twierdziła, że nic jej nie zrobią. Mam nadzieję, że kiedyś wróci. Bo wróci, ja to wiem. I może wtedy Pulcheria też się do mnie odezwie.
Teraz mieszkam tylko z tatą i Chumkiem. Chumek to nasz skrzat. Jest trochę zwariowany. Odkąd umarła babcia, bo do niej najpierw należał, maluje włosy na zielono. Mówi, że chce być bliżej natury, tak jak ona teraz.
Tata jest bardzo kochany, bawi się ze mną i czasami zabiera mnie do pracy. Tata ma fajną pracę. Jest dyrektorem gazety, w której ujawnia rzeczy, o których inni już dawno zapomnieli. Na przykład dlaczego nie powinno się hodować ghuli. Nikt już nie pamięta, że to przynosi pecha. A mi co noc czyta bajki, tak jak kiedyś mama. Bo... ?

Luna usłyszała ciche pukanie do drzwi, a po chwili do pokoju wszedł Ksenofilius.
- Jak się czujesz, kwiatuszku? - uśmiechnął się do córki podchodząc do łóżka i siadając na brzegu.
- Lepiej tatusiu, ale jeszcze kaszlę. Popatrz, napisałam już pół wypracowania dla pani Kitgle.
- To dobrze, słonko, ale najwyższy czas iść spać. Jaką bajkę dziś czytamy?
- Tą o chrapaku i smoczycy!
- Dobrze, to się połóż wygodnie, a ja ją znajdę.
Luna odłożyła wypracowanie na szafkę nocną, wytarła nos w świeżą chusteczkę i przykryła się kołdrą. Jej ojciec wrócił z lekko podniszczoną książką, delikatnie usiadł obok córki i spokojnym głosem zaczął czytać.
Gdy kilka minut później podniósł znad zabrudzonych kartek oczy, mała Luna spała jak aniołek na kanarkowożółtej poduszce. Cicho odłożył książkę i przez chwilę przyglądał się pogrążonej w krainie snów córeczce. Gdy w jego oczach pojawiły się łzy, wstał, i bezszelestnie wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Twarz śpiącej Luny oświetlał jedynie słaby blask księżyca i gwiazd zaglądających do pokoju przez okno.

Koniec

*W rzeczywistości był to Amerykański Bobtail długowłosy.

TEKST D


"Moja mama"

Moja mama pięknie pachnie. Rano pachnie poranną rosą, a wieczorem karmelem.

Jest zawsze elegancko ubrana, tylko czasami zakłada ładną kwiecistą szatę. Mówi, że wtedy przypomina sobie dzieciństwo i sukienki, które w tamtym czasie nosiła. Lubię kwiaty.

Codziennie rano parzy filiżankę malinowej herbaty. Potem chodzi po całym domu zaglądając do każdego pomieszczenia, myśląc co należało by zrobić, albo naprawić i zawsze mnie budzi.

Zapach malinowej herbaty roztacza się we wszystkich częściach domu.

Tata nie pije herbaty. Nie lubi. Tata pije tylko i wyłącznie kawę, lecz kiedy wychodzi na zakupy, za każdym razem przynosi mamie jej ulubiony malinowy napój. Lubię maliny.

Kiedy jestem chora i leżę w swoim łóżeczku, to mama zawsze na dobranoc czyta mi bajki, ale ona nie tylko czyta mi bajki kiedy jestem chora, bo czyta je także w weekendy, a wtedy ma czas, bo nie pracuje.

Moje ulubione bajki to opowieści o jednorożcu. Obie znamy te bajki na pamięć, dlatego często już mi ich nie czyta, a opowiada. Lubię jednorożce.

Mój pokój jest jasny i miły. Nad łóżeczkiem wisi duży obraz z namalowaną niebieską różą. Mam też niebieską kołderkę i żółtą poduszkę Mama mówi, że kolor niebieski to kolor przyszłości, marzeń i bezchmurnego nieba. Lubię niebo.

Moja mama ma puszyste i gęste włosy, tata mówi, że są barwy kasztanowej. A ja wiem, że są orzechowe. Orzechowe włosy i orzechowe oczy, bo ja lubię orzechy. Mama nie pozwala mi pomagać w gotowaniu. Lubię gotować. Zawsze kiedy chcę gotować, a mama mnie wygania, to mówię, że przecież już nie jestem mała. Wtedy mama śmieje się tak mocno, że aż robią jej się dołeczki na buzi, próbuje mnie podnieść i mówi, że faktycznie jestem już duża i bardzo, bardzo ciężka, ale i tak odsyła mnie z powrotem do taty.

Mama mówi, że spacery po lesie dodają energii, a świeże powietrze dotlenia płuca. Kiedy tata to słyszy, śmieje się, ale nie wiem dlaczego. W lesie brat biega wokół nas, lub zbiera liście, które potem wspólnie suszymy, albo malujemy na ładne kolory. Lubię pomalowane liście. Kiedy jesteśmy w Hogsmeade, to zazwyczaj idziemy na lody, bo mama lubi lody. Zawsze zamawiam śmietankowe z czekoladową polewą. Tak naprawdę... to my wszyscy lubimy lody.

Moja mama jest niesamowita. Jednym ruchem różdżki przenosi upieczone ciasteczka z piekarnika na talerzyk, bądź otwiera pąki kwiatów stojących na stoliku w wazonie. Lubię ciepłe ciasteczka.

Nie podoba mi się kiedy mama krzyczy. Nie robi tego często, tylko wtedy, gdy jesteśmy niegrzeczni. Potem się smuci, a mi jest przykro. W takich momentach zamykam się w pokoju i nie wychodzę. Nie trwa to długo, gdyż po jakimś czasie skradam się do naszej domowej biblioteki, a tam zazwyczaj siedzi mama. Przytulam się, przepraszam i już jest wszystko w porządku. Moja mama to magia, nasz dom. To wszystko.

ja


TEKST E


"Wypracowanie numer 2"


Tekst i niebieskie stokrotki dla K.

Dudley Dursley

Temat: Moi rodzice.

W pierwszych słowach mojego wypracowania pozdrawiam panią Nauczycielkę serdecznie.

Moimi rodzicami som Vernon Dursley i Petunia Dursley. Mieszkamy w domu na Privet Drive 4. I mam daleko do szkoły, a mama wszystko widzi.

Tata jest duży i ma wąsy. Jest świdrarzem, bo produkuje świdry w wielkiej firmie. Tata zabiera mnie czasem do swojej pracy, stąd wiem, że świruje tylko w teorii (świrować ? produkować świdry). Tata mówi, że ma głupią sekretarkę i musi jej wszystko tłumaczyć kilka razy. Dlatego piszę dla pani, co znaczą niektóre słowa. Tata mówi innym, co mają robić i oni wykonują jego polecenia. Na tej postawie wysunę wniosek, iż jest mądry. A tata mówi, że jestem taki jak on - więc też jestem mondry.

Tata mówi, że jak będę duży to będę pracował. Ale ja już nie jestem mały. Jednak nie chcę siedzieć za biurkiem, bo to jest nudne. Stąd moja refleksja, iż nie jestem jeszcze duży. Wolę oglądać bajki na dobranoc i dobrydzień. I grać na kompie też.

Natomiast mama nazywa się Petunia i nie ma wonsów. Mama jest obserwatorem (czyli patrzy i myśli, że widzi). Lubię ją, bo gotuje takie dobre rzeczy - fasolę w sosie pomidorowym z dużym kawałkiem mięsa. Mamy mięso jest lepsze niż to, które jemy w stołówce, bo mama nie dodaje do tego dania fasoli.

Mama mówi, że mnie kocha, lecz daje mi malinowom herbatę, więc trochę w to wątpię. Lubię, jak mnie kładzie spać (jeżeli nie da mi żółtej poduszki i niebieskiej kołderki, bo to jest ?fo pa?). Mama mówi, że muszę się myć, co jest bes sensu, bo jutro i tak się wybrudzę. Ale czasami mogę się poświęcić. I nie lubię, jak przy innych mówi do mnie ?Dudziaczku? ani ?Dudzianiu?, ani ?Dudzi - dudzi? i inne takie.

W ostatnich słowach potwierdzę swoją tezę, iż moi rodzice są fajni.

Koniec.

PS: Przepraszam paniom Nauczycielkę za błędy, ale nie mam czasu ich sprawdzić, a mama poszła do sąsiadki na plotki.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05

Re: [TT][HP] Urodzinowa Bitwa Aratanooniel

Postprzez Morwena » 07 gru 2009, 20:57

Witam i zabieram się do oceniania urodzinowego pojedynku Niel. Oj, nie oszczędzacie mnie sianowe panienki... 5 opowiadań! Na szczęście bardzo przyjemnych w odbiorze. Do dzieła!

1. ZGODNOŚĆ Z WARUNKAMI TURNIEJU
TEKST A: 5 - spełnił wymagania.
TEKST B: 5 - spełnił wymagania.
TEKST C: 5 - spełnił wymagania.
TEKST D: 5 - spełnił wymagania.
TEKST E: 5 - spełnił wymagania.

2. POMYSŁ
TEKST A: 8,5 - opowiadanie było fantastyczne; całość niezwykle ciepła, pełna natury; jak wodospad, szumiące potoki, delikatny wietrzyk i zapach kwiatów. Coś pięknego, z cudownym kolorem - granatem (podoba mi się, że przewinął się kilkakrotnie). Odjęłam punkt za to, że sposób pisania niezbyt pasuje do dziesięciolatki - to jest piękne i wspaniałe warsztatowo - aż prosi o 10 punktów - ale miało być szkolnym wypracowaniem małego dziecka (choć wydaje mi się, że niektóre - cudowne - porównania pasowałyby do dziecka takiego jak Luna).
TEKST B: 7,5 - bardzo przyjemne, trochę bardziej "dziecięce" niż opowiadanie A, tylko ponownie niezwykle świadome i dojrzałe - mam z tego wnioskować, że wiele dzieci w ten sposób pisze? Wydaje mi się, że nie. Bardzo przypadły mi do gustu fragmenty o zdjęciach - są bardzo ciepłe i rodzinne; takie obrazowe - można sobie było wszystko wyobrazić.
TEKST C: 7,5 - tak, zdecydowanie w dziecięcym stylu. Pomysł z przywoływaniem wspomnień i pisaniu wypracowania na ich podstawie robi wrażenie. Mój ulubiony fragment to ten z kotem... kotomakiem i bajkami.
TEKST D: 8 - podpis mnie powalił na kolana. "Ja". Tak, tak może podpisać się dziecko, reszta była, cóż... dziesięcioletnia. Wydaje mi się, że to jest sposób najbardziej trafny dla takiego dziecka, choć ten sposób pisania mnie nie pociąga. Typowe wypracowanie o rodzicach, naturalne, ale też pozbawione wyszukanych i wieloznacznych przenośni (sprowadza się to do tego, że jednak napisało je dziecko). Podoba mi się fragment o "orzechowych włosach".
TEKST E: 7 - stopniem dziecięcości bije poprzednie opowiadania na głowę. Może nawet przesadnie, bo to chyba mógł napisać ośmiolatek. :lol: W każdym razie młody Dudziaczek wypisz, wymaluj. Tak do niego pasowało, że zasłużyło na 7 punktów. Niezły pomysł z wykorzystaniem "mądrych zwrotów" (wnioskuję, teza...) - widać, że dzieciak pochodzi z inteligenckiej rodziny i wykorzystuje - bezwzględnie - to, cozasłyszy u rodziców. Nawet błędy typowe, matka chyba za często chodzi na plotki, albo dziecko za często gra na "kompie". :lol:

3. STRONA TECHNICZNA
TEKST A: 9 - nie zauważyłam błędów, w dodatku mogłam w spokoju ducha rozkoszować się pięknym stylem - znowu odejmuję za "niedziecięcość".
TEKST B: 7 - bardzo dużo błędów interpunkcyjnych, ale ładny styl.
TEKST C: 7 - błędy interpunkcyjne, błąd gramatyczny ("tą" - powinno być "tę"). Ładny styl.
TEKST D: 8 - poprawnie i ładnie.
TEKST E: 7 - pięknie mnie tu urządzili!!! Jak ocenić stronę techniczną, skoro wszelkie błędy wydają się zamierzone - normalnie dałabym 0, ale taka koncepcja tekstu, więc oceniam inaczej. Styl typowo dziecięcy, ale za to jaki sam w sobie "bogaty" (a może "nowobogacki"?) :P

4. PUNKTY DODATKOWE
TEKST A: 4 - za naturę, ciepło i kolory, za wiosenny nastrój.
TEKST B: 4 - głównie za zdjęcia i ich opis. Za spostrzeżenia Teddy'ego.
TEKST C: 4 - za Pulcherię (dla mnie to będzie "Pulchneria") i imię skrzata.
TEKST D: 4 - za pachnącą mamę, ciepło, lody, orzechowe włosy i oczy. Za wiele innych ciepłych drobiazgów.
TEKST E: 5 - chyba nie muszę mówić. Za... ciekawe wynurzenia Dudzia, te jego przezwiska, postsciptum, nagłówek z pozdrowieniami. Tak, za te byki też.

5. PODSUMOWANIE
TEKST A: 26,5
TEKST B: 23,5
TEKST C: 23,5
TEKST D: 25
TEKST E: 24
Kobieto, puchu marny, ty jesteś jak zdrowie...
Avatar użytkownika
Morwena
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 719
Dołączył(a): 29 cze 2009, 16:15

Re: [TT][HP] Urodzinowa Bitwa Aratanooniel

Postprzez sile » 08 gru 2009, 02:06

I ja biorę się do oceny pojedynku.

1. ZGODNOŚĆ Z WARUNKAMI TURNIEJU (0-5)
Zamiast bezowocnego zgadzania się, po prostu wycytuję zgodności.

TEKST A: 5
Wieczorami, kiedy księżyc błąkał się po niebie, siadała na łóżku, otulała mnie niebieską kołderką i opowiadała bajki.

Jest tylko letnia herbata, żółta poduszka i kolorowe ściany (...)

Kiedy byłam smutna, bo nie mogłam znaleźć nimf i rozwielitek, mama przynosiła mi malinową herbatę.

- Ale ja już nie jestem mała - odpowiadam, trochę z przekory, trochę z przyzwyczajenia.


TEKST B: 5
Że jestem jeszcze za mały? Ale ja nie jestem mały!

Gdy wtulam się z żółtą poduszkę, tata przykrywa mnie niebieską kołderką i wyczarowuje na niej wzorek w chmurki.

Proszę o bajkę. Wsłuchany w dwa głosy, które idealnie się uzupełniają, powoli zapadam w sen.

Lubię siedzieć obok niej, albo na jej kolanach i popijać malinową herbatę.


TEKST C: 5
(...) niebieska kołdra w żaby i żółta poduszka (...)

(...) by napić się malinowej herbaty (...)

"(...) Jaką bajkę dziś czytamy?
- Tą o chrapaku i smoczycy!"

Ale ja już nie jestem mała i wiem, że mamę zabrały nargle.


TEKST D: 5
Zapach malinowej herbaty roztacza się we wszystkich częściach domu.

Kiedy jestem chora i leżę w swoim łóżeczku, to mama zawsze na dobranoc czyta mi bajki, ale ona nie tylko czyta mi bajki kiedy jestem chora, bo czyta je także w weekendy, a wtedy ma czas, bo nie pracuje.

Mam też niebieską kołderkę i żółtą poduszkę Mama mówi, że kolor niebieski to kolor przyszłości, marzeń i bezchmurnego nieba.

Zawsze kiedy chcę gotować, a mama mnie wygania, to mówię, że przecież już nie jestem mała.


TEKST E: 5
Ale ja już nie jestem mały.

Wolę oglądać bajki na dobranoc i dobrydzień.

Mama mówi, że mnie kocha, lecz daje mi malinowom herbatę, więc trochę w to wątpię.

Lubię, jak mnie kładzie spać (jeżeli nie da mi
żółtej poduszki
i
niebieskiej kołderki
, bo to jest ?fo pa?).


2. POMYSŁ (0-10)

TEKST A - 7
Luna. Dość długo zajęło mi przekonanie się do tego tekstu i zrozumienie, że w zestawieniu nie wypada źle. Bo nie wypada. Nie jest specjalnie oryginalnie. Że (celowo zaczynam zdanie od "Że", bo to kompletna bzdura, że anakolutami posługiwać się nie należy) oryginalności tu braknie, świadczy choćby wybór bohatera. Lun ci u nas dostatek.

Tekst B - 7
Teddy. Ten tekst ani mnie ziębi, ani grzeje. Teddy tak sobie tam wypisuje wypracowanko. Ładnie mu to wychodzi, zgrabnie. Przeglądanie albumu ze zdjęciami, jest raczej średnio oryginalnym pomysłem, ale za to całe opowiadanie ma przewspaniały klimat. Cieplutki. Nawet bardzo.

Tekst C - 8
Luna. Ja będę tego opowiadania bronić do upadłego. Po pierwsze widać pracę, która została w nie włożona. I widać konsekwencję pomysłu. O ile inne teksty mogły powstać przez chwilowe natchnienie, to ten po prostu wymagał przemyślenia. Zresztą, jakie tutaj znajdują się szczegóły. Została zbudowana cała magiczna rzeczywistość. Byłby maks, gdybym nie dostrzegała w ogólnej zbiorowości innych Lun.
I... czy to opowiadanie jest do końca "na ciepło"? Ja wyczuwam w nim jakiś rodzaj smutnej nostalgii.

Tekst D - 7
Nadal nie mam pojęcia, jaki dzieciak napisał to wypracowanie. Co jest na swój sposób irytujące, bo jakże mam ocenić kanoniczność bohatera? Czyta się przyjemnie. Czuć ciepło prozy.

Tekst E - 8
Dudley. Pomysł dobry, na pewno najoryginalniejszy z tu zgromadzonych.

3. STRONA TECHNICZNA (0-10)

Trudno jest ocenić teksty, które z założenia powinny mieć błędy. W końcu nikt normalny nie wymaga od dziesięciolatka fenomenalnej znajomości gramatyki, ortografii i interpunkcji. Będzie więc czysto subiektywnie, choć liczę na to, że uda mi się mimo owego subiektywizmu ocenić w miarę "obiektywnie". ;)

Tekst A - 9
O błędach wypowiadać się już w zasadzie nie śmiem ;) Trochę zbyt poetycko dla mnie.

Tekst B - 7
Ładnie napisane, ale...
Odpowiedziała mi, że to tak jakby spotykać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi.

Takie ortografy powinny razić o wiele mocniej niż źle postawiony przecinek.

Tekst C - 8
Ten tekst ma zdecydowanie najlepszy styl. Przeraża mnie natomiast dłużyzna zdań. Można je było poucinać w połowie. Byłoby i czytelniej, i bardziej dziecinnie. I może, nikt nie mógłby się przyczepić do interpunkcji?

Tekst D - 7
Nijak. Dobrze napisane, ale bez tej iskierki, która sprawia, że cały tekst pochłania się tak chętnie...

Tekst E - 7
Na pewno tekst zdecydowanie najbliżej zbliżony do możliwości twórczych dziesięcioletniego dziecka. Szkoda, że tak krótko (wiem, czego wymagać od Dudleya). Trochę sucho. Brakuje mi tu takich typowo dziecięcych tłumaczeń, całość brzmi dość groteskowo (rozumiem, że to efekt zamierzony).

4. PUNKTY DODATKOWE (0-5)

Tekst A - 2
Za typowo dziesięciolatkowe zdanie: "Moja mama była piękna i dobra."

Tekst B - 2
Za końcowe potwierdzenie moich przypuszczeń, odnośnie autora wypracowania.

Tekst C - 5
Za naprawdę wypracowany pomysł, Pulcherię i (wbrew wszystkiemu) smutną refleksję z niego płynącą.

Tekst D - 2
Za początki zdań: "mój", "moja", "moje".

Tekst E - 5
Za to, że tekst jest o Dudleyu i że są tak rażące błędy ortograficzne.

5. Podsumowanie.

Tekst A - 23
Tekst B - 21
Tekst C - 26
Tekst D - 21
Tekst E - 25

Podoba mi się wysoki poziom tego pojedynku. Każdy z tekstów w jakimś stopniu zasługuje na miano najlepszego. Jeden nadrabia wykonaniem, drugi pomysłem, trzeci zgodnością, czwarty bohaterem. Świetnie.
Wszystkim autorom serdecznie gratuluję, pozdrawiam pięknie i życzę weny.
Sile.
Uczciwie przyznaję się, że pisanie sensownych komentarzy sprawia mi pewną trudność.

Nigdy nie kłócę się z głupcami. Najpierw ściągną mnie do swojego poziomu, a potem pokonają doświadczeniem.
sile
Średniowieczny Brudas
Średniowieczny Brudas
 
Posty: 108
Dołączył(a): 14 kwi 2009, 16:52

Re: [TT][HP] Urodzinowa Bitwa Aratanooniel

Postprzez Puchacz » 14 gru 2009, 01:37

Oficjalne rozstrzygnięcie Urodzinowej Bitwy
(Aratanooniel vs Atma vs Puchacz vs Luelle vs Matylda)


TEKST A (49,5) - Matylda
TEKST B (44,5) - Aratanooniel
TEKST C (49,5) - Luelle
TEKST D (46) - Atma
TEKST E (49) - Puchacz

Pierwsze miejsce zajęły:
Matylda (TEKST A) oraz Luelle (TEKST C)!

Każdy z tych tekstów zdobyły czterdzieści dziewięć i pół punktu.
Zwycięzcom życzymy dalszych sukcesów.



Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy.
Obrazek

Podążaj za białym królikiem.
Modzi widzą przez peleryny niewidki.


Pusia lubiła swój zielony balonik...!
Avatar użytkownika
Puchacz
Moderator
Moderator
Imperator ExLibris
Imperator ExLibris
 
Posty: 861
Dołączył(a): 11 kwi 2009, 23:05


Powrót do Bitwy - Harry Potter

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron